edgier25

WordPress – Wiadomości

MIAŁEŚ CHAMIE ZŁOTY RÓG… można by rzec Stan Tymiński – wywiad

Posted by edgier25 w dniu 18 Marzec 2012


Stan Tymiński – wywiad 

Posted by kefir2010 w dniu 17 Marzec 2012

– Minęło dwadzieścia kilka lat, od kiedy starał się Pan o prezydenturę w Polsce. Świat się zmienił, Polska się zmieniła, wiele rzeczy wyszło na jaw, ludzie dowiedzieli się o wielu sprawach.
Jak Pan ocenia tamten czas z tej perspektywy i czy wiedząc to wszystko, co Pan dzisiaj wie, też by się Pan zdecydował wtedy stawać do wyborów, ten pierwszy raz, niejako rzucając się na głęboką wodę?
– Nie jestem pewien, czybym się zdecydował drugi raz tak silnie zawalczyć, jak walczyłem o Polskę w tych wyborach w 90 roku, ponieważ po latach refleksji, niestety jestem przygnębiony z tego powodu, że Polacy jako naród okazali się narodem tchórzy.
Kiedy w 90 r. mieliśmy naszego śmiertelnego wroga w pogoni, już niektórzy z nich pakowali walizki, żeby wyjechać z kraju, ze strachu, że my wygramy wybory, to wtedy niestety, w II turze, ludzie stchórzyli.
Widząc ten okropny atak na mnie – co było dla mnie wielkim komplementem, że wrogowie tak się poniżyli, że rzucili we mnie stek kłamstw, bo to było przecież z ich strony poniżenie; wielcy intelektualiści bluzgający kłamstwem na prawo i lewo – to znaczyło, że myśmy mieli siłę.
I niestety, Polacy nie byli w stanie obronić swoich głosów, a wtedy wystarczyło podnieść kij i nie trzeba byłoby nawet bić, oni sami by uciekli z kraju.

– Nie sądzi Pan, że jednak doprowadziliby do jakiegoś siłowego rozwiązania, może zamachu na Pana?
– Przede wszystkim ich było za mało, to jest cały czas garstka ludzi, trzydzieści osób czy nawet mniej, które są liderami tej całej okupacji w Polsce.
Prawda, oni mają poparcie Zachodu, ale sytuacja geopolityczna w 90 roku była taka, że cały świat się patrzył, co się dzieje w Polsce, i cały świat był ciekawy, co się tam rozegra. Tak naprawdę to nawet nie chodziło wtedy o Polskę, tylko o to, żeby Ameryka pokazała, że po zmianie ustroju w Polsce komunistom będzie jeszcze lepiej; po to, żeby zdobyć przychylność Rosji, żeby zrobili to samo. I tylko o to chodziło.

– Czy nie sądzi Pan, że ten świat nie tylko się patrzył, ale ten świat sterował i ingerował w cały ten proces, tzn. że było to w pewien sposób inspirowane przez chociażby Amerykanów właśnie?
– Jak najbardziej. Nie tylko Amerykanów zresztą, Anglicy, Niemcy, Francuzi, Włosi, wszyscy mieli chrapkę na Polskę, widząc, jakie mamy bogactwa. Przecież te bogactwa, które myśmy mieli, już ich nie ma, już przez wielu ludzi zostały wyliczone.

– Nie tylko bogactwa naturalne, ale przemysł, mówi Pan o infrastrukturze kraju…
– Przede wszystkim, co zawsze powtarzam, wartość ludzi.

– Wykształcenie?
– Tak, wtedy ludzie jeszcze mieli ogromną wartość, co dzisiaj jest wątpliwe.

– Mieli zapał?
– Oczywiście, energię, a przede wszystkim nadzieję.
Nad tym zawsze ubolewam, że po tej klęsce wyborczej – nie dla mnie, bo dla mnie to była wspaniała przygoda. Ja każdego dnia dziękowałem Bogu, że brałem w tym udział, ponieważ to było wzniosłe, uroczyste i po prostu wspaniałe. Ale to wszystko się załamało w II turze, ponieważ ludzie się przestraszyli. Ja to czułem. Wiedziałem, że nic z tego nie będzie, ale trzeba było wytrwać do końca.

– Przez jakiś czas jeszcze próbował Pan coś w Polsce robić…
– Jeszcze dokończę tutaj. Ostatniego dnia wyborów przejeżdżałem obok gmachu Telewizji Polskiej na Woronicza i powiedziałem żonie i moim ludziom, że wstąpimy tam, zobaczymy, co się dzieje. To już było po wyborach, po ostatnim odcinku wyborczym, kiedy była cisza wyborcza. Zaprosiła mnie dyrekcja na górze i tam podali mi kawę. Żona kawy nie chciała pić, bo nie lubiła tych osobników i nie miała do nich zaufania. Byłem w trudnej sytuacji, bo miałem przed sobą całą dyrekcję TVP, już nie będę wyliczał nazwisk, bo oni jeszcze dzisiaj tam są na wysokich stanowiskach, sami Żydzi.
I jak się zapytałem, dlaczego żeście mnie obrzucili tyloma kłamstwami, żeście się poniżyli do poziomu rynsztoka, odpowiedzieli, “bo myśmy się bali, że pan nas wymieni na Peruwiańczyków”…

– Taki żart?
– Nie przeszło im przez gardło, że “pan nas wymieni na Polaków”, to użyli takiego synonimu, że “pan nas wymieni na Peruwiańczyków”. Dla mnie to był zły żart.

– Ale to nie był koniec Pana zaangażowania w Polsce, bo został Pan w Warszawie. Jest Pan prekursorem Internetu. Maloka była pierwszą komercyjną ofertą internetową w Warszawie i w Polsce, o czym mało ludzi teraz pamięta.
– To były trudne początki, ponieważ właściwie w Warszawie jedyną drogą uzyskania Internetu była instytucja NASK, która miała siedzibę na Uniwersytecie Warszawskim i była właściwie prywatną firmą kilku profesorów.
Kiedy założyłem tę instalację w podziemiach hotelu Marriott na poziomie minus dwa, to NASK nie chciał mi dać dostępu do Internetu, ponieważ nie wiedzieli, że to było zgodne z prawem, żeby ludzie mieli dostęp do Internetu. Do tej pory była to sieć uniwersytecka kontrolowana przez tę grupę ludzi. Pomyślałem, że jest zmiana ustroju i nie widzę z tym żadnych kłopotów. A oni mówią, że ministerstwo nie da na to pozwolenia. Poszedłem wtedy do jakiegoś dyrektora w ministerstwie i dyrektor powiedział, że nie potrzeba pozwolenia, ale musiałem to uzyskać na piśmie. I to było ewenementem, że ktoś to dostał na piśmie, że Internet można mieć w Polsce, prywatnie, bo do tamtej pory nikt tego nie wiedział. I tak to się zaczęło. Oczywiście, kiedy TPSA zaoferowała dostęp do Internetu tylko za koszty impulsów, to musiałem swoją instalację skasować, bo to była bardzo nieuczciwa konkurencja.

– Mieli całą sieć w tym momencie.
– Tak. Mogli robić, co chcieli, i wykosili nie tylko mnie, ale i też przyszłych dostawców Internetu. No a później to się potoczyło innym torem, gdzie weszły w rolę wielkie fortuny kapitałowe.

– W Polsce po tym okresie “burzy i naporu”, hurtowni i wyzwolenia energii gospodarczej narodu, to wszystko zostało skanalizowane przez wielkie korporacje.
– Czy też pewną grupę ludzi, która bardzo dużo zyskała na zmianie ustroju.

– Pan jeszcze stawał do wyborów, miał jakąś nadzieję na przebudzenie. Chcę o to Pana wypytać, bo teraz przestał Pan nawet pisać felietony. Czy już Pan nie ma żadnej nadziei na rozbudzenie społeczne, które mogłoby spowodować zmianę sposobu myślenia o swoim kraju, jako o swojej własności, a nie jako o miejscu, gdzie się jedynie mieszka i pracuje?
– Po wyborach prezydenckich w 90 roku, przyszła do mnie duża grupa ludzi, właściwie grupy z całej Polski, żeby stworzyć ruch polityczny, i tak powstała Partia X.
Trwało to przez kilka lat, niesamowita mordęga, a kłody rzucane pod nogi przez cały system sądowniczy, Państwową Komisję Wyborczą, nieuczciwe liczenie podpisów poparcia, niedopuszczanie do wyborów, i myśmy z tym walczyli.
Ale najgorsze było to, kiedy stworzono niby mojego sobowtóra; sfinansowano Andrzeja Leppera, po to żeby mnie duplikował. Oni mieli wtyczki w naszej organizacji i cokolwiek myśmy rozmawiali, to oni już to robili. To była brutalna metoda walki i niestety z tym nie mogliśmy sobie dać rady, bo nas wyciszano, a jego nagłaśniano. Miałem strajk włoski, pytano “dlaczego Pan się nie złączy z Andrzejem Lepperem?”.
To było niedopuszczalne.

– Pana zdaniem, to był podstawiony człowiek?
– Ja wiem, że był podstawiony. Nawet wiem, kto go podstawił i kto go sfinansował.
Smutno skończył, kiedy ludzie, którzy go wylansowali, brutalnie go opuścili, bo już nie był im potrzebny. W mojej opinii, on powinien być na to przygotowany. Ale do tego trzeba mieć wizję, żeby się zabezpieczyć na taki przypadek. I to było tak brutalne, że właściwie oni nas tym sposobem znokautowali jako Partię X na scenie politycznej. Partia X była grupą patriotów, w pewnym momencie w Partii X było przeszło osiem tysięcy członków, ale Partia X polegała głównie na składkach członków i najbardziej wierni partii, jeśli chodzi o składki, to byli emeryci.
Tutaj mieliśmy dylemat, jak konkurować z tymi partiami finansowanymi przez różne organizacje międzynarodowe, jak Fundacja Stefana Batorego.
My z kolei mamy bardzo skromne możliwości finansowe, ale mieliśmy dużo zapału. Ale co z tego, kiedy nie było pieniędzy na programy wyborcze w telewizji, nie było pieniędzy na kamery, kiedy oni mieli wszystkiego w bród. Później powstały progi wyborcze. No i nawet nas nie dopuszczano do rejestracji.
Pamiętam przypadek w wyborach w 92 r., kiedy sędzia komisji okręgowej w Warszawie określił, że mamy sfałszowane podpisy, nie dając nam żadnego dowodu. I z tego powodu nawet rzeczniczka prokuratury zrezygnowała ze swego stanowiska. Wypowiadała się wtedy na ten temat negatywnie, jeśli chodzi o tego rodzaju postępowanie, rzeczniczka praw obywatelskich, ale co z tego.
To było po prostu brutalne wyrzucenie partii. Ja potem nas wyrejestrowałem. Ile można walczyć.
A jeśli chodzi o miliony ludzi w Polsce, które mogły nas popierać, wszyscy byli w strachu, bo wiedzieli, że na nas była nagonka. I ciągle cały czas ten strach, strach, strach. Strach był najgorszym przeciwnikiem.

– Pan cały czas śledzi wydarzenia w Polsce, jest Pan aktywny w Internecie, czy to nowe pokolenie, np. kibice, którzy demonstrują na stadionach, czy ono się tego strachu będzie w stanie pozbyć?
Strach poprzedniego pokolenia jest być może zrozumiały, bo to pokolenie dostało w tyłek za komunizmu i nauczyło się metod przetrwania, które się przekładały na to, że bali się dopominać o swoje.
– Popieram młodzież patriotyczną do tego stopnia, że kiedy widzę, że są w kraju jakieś demonstracje, to czasem wyślę nawet jakieś pieniądze poparcia; podziękować za demonstrację nie wystarczy, trzeba to przypieczętować pieniądzem, w nadziei, że coś z tego będzie.
Nasi wrogowie tak umocnili swoje struktury przez ostatnie dwadzieścia kilka lat – mówię o strukturach formalnych, nie tylko wojsku i policji, a przede wszystkim w finansach, w bankowości, instytucjach prawnych – było ich za mało, więc ściągnęli swoich ziomków, którzy są w międzynarodowych organizacjach pomocy prawnej czy finansowej.
Ci ludzie mają struktury. I teraz puści pan na nich młodzież, bez lidera, bez struktury, bez finansowania, to jest rzeź, to jest motłoch i motłoch nigdy w tej sytuacji nie wygra. Niestety, nie widzę mozolnego budowania polskich organizacji, które by miały formalne struktury i strategię, czy też ludzi, którzy myślą strategicznie, czegoś, czego do tej pory u Polaków nie widziałem – myśli strategicznej. Widzę to u naszych wrogów, ale nigdy u Polaków nie widziałem. Bo każdy jest szlachcic, każdy tokuje, każdy wie lepiej i nie ma wspólnej pracy nad…

– …nad programem?
– Nie ma zgody między ludźmi, między Polakami, na odzyskanie kraju. Przez lata starałem się zapytać moich rodaków, czy tutaj w Kanadzie, czy też w Polsce, jaką mają wizję Polski, powiedzmy za pięć, za dziesięć lat. Tej wizji nie ma. W mojej opinii, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

– Nie sądzi Pan, że to problem elit, że nie ma tych elit, które zostały zdeprawowane, wybite, a praca teraz powinna się koncentrować właśnie nad odrodzeniem elit młodego pokolenia? Może to jeszcze jest możliwe. Wiele narodów miało okresy upadku, a potem się podnosiły.
– Nie lubię zrzucać winy na historię, czy też zrzucać winy na braki, bo ja się wtedy czuję jak looser. Zawsze winę zrzucam na siebie.
Popatrzmy się na nas jako środowisko; kogo my chcemy popierać jako lidera? Bo lidera się popiera, bo się go kreuje, i ten lider rośnie w siłę.
Kiedy los mnie postawił w sytuacji kandydata na prezydenta w 90 r., oczywiście, musiałem być partyzantem, przyczaić się i wyskoczyłem wtedy jak diabełek z pudełka, bo nie było innej możliwości. Gdybym zrobił to wcześniej, to wcześniej zostałbym zniszczony.
Jak już byłem na tej scenie politycznej, to musiałem zachować się jak lider i musiałem wskoczyć w te buty i sprostać zadaniu. Poparcie, które miałem w czasie wyborów, że miliony ludzi zaczęły na mnie głosować, dodało mi skrzydeł. Szliśmy z tym wiatrem, który nas gnał do przodu, na zwycięstwo. I to się w ostatniej chwili załamało. To było strasznie przykre i smutne.
Nie dla mnie. Mnie było bardzo żal Polaków.
Po tych wszystkich doświadczeniach, kiedy się odsunąłem od polityki, żeby zająć się interesami i rodziną, miałem nadzieję, że będę kogoś promował, że się pokaże na scenie politycznej chociażby jeden lider w kraju 40 milionów ludzi, który by miał myślenie czysto strategiczne. Nigdy, niestety, takiego człowieka nie spotkałem, żeby go popierać. Oczywiście, przychodzili do mnie różni, nawet odzywały się głosy od prawnika Romana Giertycha – niech pan nam da sto tysięcy dolarów – czy Korwin-Mikke chciał, żeby jego popierać, ale chwileczkę.
Dla mnie to nie są ludzie, którzy myślą strategicznie i są godni zaufania; z moich doświadczeń z nimi z poprzednich lat w Polsce.
A nowego lidera nie widzę. Myślę, że jednym z powodów jest to, że Polacy nie chcą albo się boją popierać lidera, bo jak temu liderowi dadzą poparcie czy słowem, czy czynem, czy jakąś ilością pieniędzy, ktoś to zanotuje i stracą tę pracę, której i tak nigdy nie będą mieli. Stracą te kariery, których nie będą mieli. I ten strach jest przepotężny.
Akurat wczoraj pierwszy raz zobaczyłem film o Popiełuszce. No i ten ksiądz męczennik w swoich kazaniach cały czas powtarzał, że strach jest najgorszym wrogiem. On życie poświęcił i został świętym, a tego strachu nie zdołał przezwyciężyć.
Ja też z tym walczyłem na scenie politycznej i dla mnie to jest najgorsza rzecz, jaka jest w naszym kraju.
Nigdy nie winię moich wrogów, bo wiem, że moi wrogowie są zdolni do najgorszych podłości. Tak samo jak wilk zawsze będzie jadł owce, nie można go tego oduczyć, to jest w jego naturze.
Zawsze jestem wdzięczny za to, że miałem potężnych wrogów, nawet finansowanych przez światowe mocarstwo, bo człowieka się ocenia po jego wrogach. Tak że nie narzekam na wrogów, ja się ich nie boję, ale moi rodacy.
I tu widzę, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Niestety, Polacy zostali tak zabiedzeni, że większość ludzi nie ma środków do życia, żeby przetrwać przez dwa – trzy miesiące. Zresztą podobna sytuacja jest w Ameryce. Statystyki pokazują, że większość ludzi w ciągu 30 dni nie może nawet zebrać dwóch tysięcy dolarów, gdyby mieli jakiś wypadek. Społeczeństwo zostało tak zabiedzone, że jest łatwe do kontroli. To jest metoda kontroli nad społeczeństwem.

– Czy to jest element procesu globalnego?
– Absolutnie, a szczególnie w Polsce. Bo w Polsce wiadomo było od samego początku, szczególnie ja, który żyłem przez kilka lat w Peru i widziałem, że kierunek Polski był latynoski, gdzie jest bardzo mała grupa ludzi, którzy są bardzo bogaci, a reszta zabiedzona i posłuszna.
Więc jak ja mogę prowadzić do boju ludzi i robić zamieszanie, kiedy ci ludzie nie mają środków do życia, żeby przetrwać nawet tydzień czy miesiąc? Jak czek z renty czy czek z zakładu nie przyjdzie na czas, to rodzina umrze z głodu. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że młodzież, która oczywiście chciałaby zmiany i od czasu do czasu bierze udział w pochodach, żeby w Polsce zrobiła rewolucję. A innej drogi nie ma, bo jedynie rewolucja może tych ludzi, którzy już mają tak silne struktury, zmieść, wymieść z naszego kraju.

– Ale rewolucja musi mieć przywódcę i rewolucja musi mieć program.
– Tak, inaczej stanie się opresorem i okupantem. Summa summmarum, żeby zakończyć moją myśl, Polska jest w stanie nowoczesnej okupacji.

– Może Pan powiedzieć dokładniej, na czym ta okupacja polega?
– W starych czasach okupacja była wojskowa; za okupacji niemieckiej wróg chodził w mundurach.
Za okupacji rosyjskiej już to nie było takie jasne, bo były masy tajniaków, ubeków, esbeków i czego tam jeszcze.
Możni tego świata doszli do wniosku, że okupacja wojskowa nie daje maksymalnych korzyści i okupacja dzisiaj jest okupacją finansową, pod płaszczykiem globalizacji. Ludzie są eksploatowani do maksimum, po to żeby mocarstwa mogły utrzymać wysoki poziom życia.

– Inni muszą na to pracować?
– Absolutnie.

– Mówił Pan, nie ma wizji Polski, a jaka jest Pana wizja Polski? Jak Pan by sobie wyobrażał tę Polskę marzeń, Polskę, która jest krajem wolnym, niepodległym, w którym ludzie sami się rządzą?
– Przede wszystkim bym chciał zobaczyć – mam nadzieję, że jeszcze tego dożyję – uczciwych Polaków w rządzie, którzy wspólnie razem pracują dla dobra Polski, bez korupcji, bez przekrętów, którzy pracują patriotycznie i uczciwie dla dobra kraju.
Jeśli zobaczę taką grupę ludzi pracującą dla dobra kraju, to będę bardzo szczęśliwy. Tu dużo nie potrzeba, powiedzmy trzydziestu – czterdziestu ludzi, żeby wymienić tę małą garstkę naszych wrogów, którzy zajmują te stanowiska.

– Ale oni są poobrastani tym całym aparatem…
– Jak powiedziałem, jest nikła nadzieja na rewolucję, a jedynie rewolucja może tych ludzi wymieść z kraju!
Nic innego, żadne wybory demokratyczne do tego nie doprowadzą. Oni mają już wybory opanowane w jednym palcu, z ordynacją proporcjonalną, z progami wyborczymi, które wymagają setek tysięcy podpisów, a to ma swoje koszty, z finansowaniem kampanii wyborczych, które są dotowane przez budżet państwa, co jest absolutnie niemoralne. Kto może to przeskoczyć?!

– Kto dokładnie jest w Polsce okupantem? Kto to jest?
– No niestety, to jest mała grupa ludzi, która do tej pory zajmuje te stanowiska. I niestety są to ludzie, którzy dziedzicznie mają władzę w Polsce, i niestety są to ludzie pochodzenia żydowskiego. Często pod przybranym polskim nazwiskiem.

– Jakiś czas temu miał Pan kontakty z rządami Białorusi. Białoruś jest to taki kraj, w którym ten proces globalizacji nie jest jeszcze zaawansowany. Co Pan sądzi o dzisiejszej sytuacji, o napięciach polsko-białoruskich? Czy Polska nie jest używana jako swego rodzaju taran, żeby na Białorusi wprowadzić rząd struktur globalnych?
– Absolutnie się z panem zgadzam, że Polska jest używana jako taran. Nie tylko taran, ale mamy jeszcze takie psy łańcuchowe, jak Radek Sikorski, który stale ujada na Białoruś i Polska ma z tego bardzo mało pożytku, a wręcz przeciwnie, same szkody.
Zawsze ubolewam nad tym, że po zmianie ustroju w 89 r. myśmy się brutalnie politycznie odcięli od Rosji, od rynku wschodniego, czyli cała Białoruś, wszystkie byłe republiki i cała Rosja. Myśmy na tym strasznie dużo stracili. Aby się podlizać Zachodowi, na ich zawołanie staliśmy się wrogiem tego całego obozu. Straciliśmy właściwie ćwierć dekady do tej pory, żeby w ten rynek wejść. A mieliśmy im dużo do zaoferowania.

– Czy Pan uważa, że Polska może być dla Rosji partnerem?
– Pozwoli pan, że dokończę pana pytanie o Białoruś.
Dla mnie Białoruś i Rosja to jest jedno, więc kiedy Radek Sikorski ujada na Białoruś, on ujada na Rosję. Byłem na Białorusi kilka razy i zauważyłem, że we wszystkich ministerstwach, w rządzie Białorusi pracują Rosjanie. Tak że rząd już został przez Rosjan przejęty.
Poza tym są tak silne sojusze wojskowe między Rosją i Białorusią, że właściwie oni mają jeden system dowództwa w Moskwie.
Poza tym jest tak silna unia gospodarcza, to jest tylko kwestia czasu, dogodnego momentu, kiedy to będzie jedna Rosja. Nie widzę, jak Zachód się może temu przeciwstawić. Tak że atakując Białoruś, Polska atakuje Rosję.

– To wracamy do Pana koncepcji tej Polski, która mogłaby coś ugrać w całym układzie politycznym. Czy Rosjanie są w stanie traktować Polskę jako partnera?
– Absolutnie. Miałem czasami rozmowy z radcą gospodarczym ambasady rosyjskiej. On uważał Polaków za głupich szaleńców.

– Dlaczego?
– Metody polityczne. Te stałe ataki, podjazdy, to nie jest dobre dla interesów. Ten człowiek nie mógł tego zrozumieć. Ogólnie, Rosjanie patrzą na nas z pogardą. Uważają te podskoki za podskoki ludzi niedojrzałych, niezrównoważonych.
Nikt po drugiej stronie nie ma wątpliwości, że my to robimy na zamówienie Zachodu, więc traktują nas jak głupie marionetki. A w międzyczasie ponad naszym krajem mają doskonałe interesy Niemcy, Francja, Włochy, gdy Polska jest tylko krajem przejazdowym i “pasażerem” nowoczesnych technologii.

– Wróćmy zatem do Kanady, zajął się Pan biznesem, zajął się Pan rodziną. Jak stoi Pana firma?
– Jak wróciłem, to odbudowałem wszystko od nowa, już nie pierwszy raz.
Firma ma już trzydzieści siedem lat, tak że jak na firmę komputerową to jest niesłychane, że przetrwała tyle lat w interesach.
Wiedzie nam się bardzo dobrze i muszę się pochwalić, że w moim wieku, obecnie jestem cenionym konsultantem dla wielu firm energetycznych, stacji atomowych, które nie dzwonią “daj mi to, daj mi tamto”, tylko pytają się “panie Tymiński, niech nam pan poradzi, co dla nas będzie najlepsze”.
Długo na to czekałem. W moim wieku, jestem już starszym człowiekiem i to są moje złote lata, jestem wdzięczny za to, że jestem w ten sposób traktowany – jako szef firmy wysokich technologii. I oczywiście, co się z tym wiąże, mamy dobre wyniki finansowe.
Nie wiem, jak długo jeszcze mogę to pociągnąć. Na razie czuję się dobrze, jeśli chodzi o zdrowie, ale lata lecą. Zacząłem przygotowywać plan sukcesji, żeby scedować firmę na pracowników i pomóc im w tym zadaniu. I samo to w sobie jest poważnym planem na przyszłość.
A jeśli chodzi o moje życie prywatne, to jestem bardzo zadowolony ze swoich osiągnięć osobistych i zawodowych, mam swoje hobby, wszystkie dzieci wyfrunęły z domu.

– Jakie Pan ma hobby?
– Oprócz krótkofalarstwa, którym się zajmuję już od pięćdziesięciu lat, bardzo lubię pracę w ogrodzie, sadzę masę drzew na mojej posesji, tzw. park.
Mamy dwa psy wilczury, które też są naszym hobby.
Bardzo lubię z żoną gotować, ona piecze wspaniałe chleby, ciasta, a ja z kolei gotuję wspaniałe obiady. Tutaj jest nieskończona możliwość nauki i pola do popisu.
Tak że mam co robić.

– Rozmawialiśmy o Europie, o Polsce, prowadzi Pan firmę w Ameryce, gdzie w ciągu tych dwudziestu – trzydziestu minionych lat sytuacja nieprawdopodobnie się zmieniła, głównie za sprawą rozwoju Azji, rozwoju Chin. Jak Pan ocenia tę sytuację?
– Jeśli chodzi o naszą działalność biznesową w Kanadzie, to ona jest bardzo ograniczona, ponieważ niestety, Kanada jest traktowana przez firmy międzynarodowe jako kraj kolonialny. Jeśli Toyota zakłada tu swoją fabrykę, sprowadzają całą automatykę i wszystkie komputery z Japonii. Jeśli Ford Motors robi modernizację swojej fabryki, robią to samo, wszystko przychodzi z Ameryki.
Tak że dla nas, lokalnej firmy, możliwości partycypacji w tego rodzaju projektach są bardzo małe.
Poza tym mentalność urzędników w lokalnych rządach czy na poziomie miasta Mississauga czy Toronto, czy nawet poziomu prowincji czy rządu federalnego jest taka, że jak jest zrobione w Kanadzie, to pewnie jest nic niewarte.
Ale z kolei mamy bardzo duże sukcesy zawodowe w swojej dziedzinie. Wyspecjalizowaliśmy się w komputerach niezawodnych dla elektrowni atomowych i konwencjonalnych, gdzie jesteśmy bardzo cenieni.
Muszę się pochwalić, że przez ostatnie dwa lata produkujemy serwery, komputery i monitory do elektrowni atomowych w Chinach, najnowszej generacji, elektrowni, które będą chłodzone gazem. To jest coś niesamowitego, coś bardzo wyjątkowego, że mała firma kanadyjska będzie miała komputery zainstalowane na reaktorach atomowych najnowszej generacji w Chinach.
Pytanie jest, dlaczego Chińczycy kupują to od Kanady? Oczywiście, my sprzedajemy firmie amerykańskiej, która to integruje w swój system i wysyła to do Chin, niemniej są to komputery, które zaprojektowałem osobiście i które produkujemy przez ostatnie dwa lata.
Jestem z tego powodu bardzo dumny i zadowolony. Ale nasz główny rynek jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest m.in. bardzo dużo elektrowni wiatrowych używających naszych komputerów. To jest interes bardzo rozwojowy. Za każdym razem gdy stawiają elektrownię wiatrową i dostajemy zamówienie, nie mogę narzekać. Odkryli, że nasze komputery są dobre do ich zastosowań i mamy z tego powodu stały biznes. Podsumowując jednym słowem – jest dobrze.

– A czy będzie dobrze?
– Czy będzie dobrze, ja tego nie wiem.

– Czy będzie dobrze, biorąc pod uwagę to przesunięcie produkcji, które się dokonało, ze Stanów Zjednoczonych do Azji?
– To jest już pies pogrzebany.
Tak się stało, że przez ostatnie dwadzieścia lat myśmy przyjęli do pracy dużo Chińczyków. Połowa tej firmy to są Polacy, połowa Chińczycy, i dzięki temu, że mamy Chińczyków, większość części kupujemy z Azji, mamy możliwość komunikacji z naszymi dostawcami po chińsku, to nam bardzo pomaga. Już się nie muszę wysilać w rozmowach z kimś w Tajwanie, kto nie mówi dobrze po angielsku, poproszę jednego z inżynierów, których tutaj mamy, żeby porozmawiał i oni sobie świetnie dają radę. Tak że jest bardzo dobra metoda transferu technologii z Azji do nas. A jeśli chodzi o tradycyjne firmy z Ameryki, które nam dostarczały części poprzednio, to one się poddały, nie wytrzymały presji kosztów i po prostu wyszły z interesów.

– Czy nie sądzi Pan, że gospodarka amerykańska też zaczyna wychodzić z interesu, czy widzi Pan jakieś możliwości rozwoju amerykańskiej gospodarki?
– Ja się na to patrzę zawsze z lotu ptaka, żeby się nie zagubić między małymi drzewami, a z wiekiem staję się coraz bardziej pragmatyczny.
Tutaj nie chodzi tylko o to, że Ameryka odesłała produkcję do Chin, bo niewątpliwie był do tego powód. Tam siła robocza jest o wiele tańsza.
Tutaj chodzi o to – mnie się wydaje – żeby wyeliminować z naszego społeczeństwa leniwych, głupich ludzi, którzy nie chcieli mieć wyższej edukacji, nie chcieli się uczyć, po prostu zostali przy telewizorze i skrzynce piwa i uważają, że im się wszystko należy.
Myślę, że tych ludzi jest dzisiaj tak dużo w Ameryce, że musiała nastąpić pewna zmiana, żeby ich odsunąć na bok i pokazać im swoje miejsce. Nie ma kołaczy bez pracy. Jakie my mamy prawo w Ameryce, żyjemy w Kanadzie, ale mówię Ameryka w sensie Ameryki Północnej, żeby wymagać tylko dlatego, żeśmy się przyzwyczaili do dobrobytu? Podczas gdy największym wyzwaniem jest utrzymać ten poziom dobrobytu, na którym jesteśmy. I w tej chwili mamy tego rodzaju wyzwanie, bo jest nowa generacja, widzę to po swoich dzieciach.
Mam ogromne obawy, czy oni potrafią sobie dać radę w przyszłości.

– Czy potrafią walczyć?
– Tak. Po prostu, są wychowani w warunkach dużego dobrobytu.

– I to im odebrało energię i motywację?
– Tak. Zostali zmanierowani. Po prostu zepsuci do szpiku kości.
Oczywiście nie można mówić o wszystkich, bo są jednostki, które potrafią się zmobilizować, potrafią po prostu przyłożyć się do nauki, potrafią znaleźć sobie specjalizację zawodową, bo są to jednostki ambitne, prężne, ale to są nieliczne jednostki. Może tak będzie w przyszłości, że będzie ta grupa liderów, a reszta może być bez pracy, bo cała praca ręczna pójdzie do Azji.

– Czy to nie zaburzy całego systemu, czy to nie spowoduje rewolucji?
– Oczywiście, że zaburzy system i po to jest wojsko i policja, a poza tym ludzie biedni nie mają racji, bo nie mają środków, żeby za dużo podskoczyć. Są całkowicie uzależnieni.
Ameryka się tego nie boi po wszystkich przewalankach, które były tutaj w latach 30.; były masowe strajki, policja końmi najeżdżała na ludzi, były ofiary śmiertelne, były pacyfikacje studentów.
Ameryka jest na takie rzeczy uodporniona. Poza tym powstały bogate gated communities, Amerykanie na wszelki wypadek kupili sobie masę broni. Ilość broni sprzedanej w ostatnich latach wzrosła niesamowicie, cena amunicji przez to też wzrosła niesamowicie, bo wszyscy mają amunicji po dziesięć tysięcy sztuk do broni automatycznej, przygotowani na wszelki wypadek.
Ale to nie wszystko. Ja się tego nie obawiam tak bardzo, bo to jeszcze daleka droga tutaj w Ameryce, bo to się staje powoli. Ja się obawiam, że może być wojna w tym roku.
I to nie tylko wojna lokalna, jeśli chodzi o Iran, ale z tego może nastąpić III wojna światowa atomowa.

– Kto przeciwko komu? Chiny, Rosja przeciwko Ameryce, Zachodowi i Izraelowi?
– Nie wiadomo, kto się przyłączy, bo Iran ma wokół siebie sąsiadów, w unii gospodarczej jest z Pakistanem i już z Afganistanem. Jest bardzo duży rozwój gospodarczy między Iranem a Pakistanem i na pewno jeśli ktoś uderzy na Iran, to Pakistan się temu przeciwstawi.
Poza tym Indie mają tam swoje interesy, ponieważ jest duża rura na ropę naftową z Iranu do Indii i Indie potrzebują tej ropy coraz więcej. Jeśli to zostanie zakłócone czy przejęte przez kogoś, kto będzie złośliwy, to Indiom to się nie będzie podobało. Chińczycy też kupują dużo ropy od Iranu.
Tam są interesy międzynarodowe. Myślę, że to może być kropla, która przepełnia kielich, bo świat jest w tej chwili naprężony, jest cały czas cicha wojna podjazdowa o surowce, wiadomo, że ropa naftowa jest na wykończeniu. Wydobycie w nowych miejscach, jak w Brazylii, jest zbyt kosztowne, a konwencjonalne miejsca wydobycia ropy naftowej są bardzo ograniczone, między innymi dlatego myśmy przejęli Irak, a Iran jest drugim krajem co do eksportu ropy naftowej, i jeśli to zostanie zakłócone, to może to spowodować wielki konflikt. Świat już jest naprężony, i zresztą cały świat jest w tej chwili w recesji.
Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest w błędzie, bo świat jest w recesji i nikt nie wie, jak się z tego wydostać.

– Czy ta III wojna światowa, Pan mówi nuklearna, czy to nie jest tak, że ona się będzie toczyła na tym poziomie wysoko zaawansowanych technologii, na poziomie uderzania w infrastrukturę, nie bombami?
– Na pewno będzie wojna prowadzona wszelkimi metodami. A jeśli chodzi o metody tego rodzaju, internetowe czy wirusowe, to niestety, Chińczycy w tym przodują, oni są w tym najlepsi. Jeżeli oni uderzą w nas, to my jesteśmy całkowicie bezbronni. Mam dużo do czynienia z Chińczykami i wiem, do czego są zdolni, i często nie pokazują wszystkiego, co potrafią. Chińczycy są niesamowici proszę pana, cicha woda brzegi rwie.

– Dziękuję bardzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: