edgier25

WordPress – Wiadomości

Z żarciem robią nas w ch…. na potęgę ! Zwyczajna za komuny miała klasę S.

Posted by edgier25 w dniu 6 Maj 2012


Jak widać Demokracja i kapitalizm już tak osławiony przez zachód to nic innego jak jedna wielka mistyfikacja .

Czyli dobry film o podłożu SF .  Wielkie udawanie bogactwa …….  

Do prawdy  ŚMIESZNI LUDKOWIE.

Pamiętacie za komuny towary w mięsnym , słodycze – wszystko było prawdziwe bez brudów i sztucznych dodatków??

Fakt jest faktem i takim pozostanie byliśmy okradani przez rosję i ich nie nażarty  naród  wtedy żyło im się jak w raju  …. ,

ale jakość towaru to wzorcówka

Jemy nie tylko sól przeznaczoną do posypywania dróg, ale także masło nadające się do zastosowania w przemyśle i mięso – “podłogówkę”
Po tym jak CBŚ zamknęło trzy firmy sprzedające sól odpadową zamiast spożywczej, warto zadać sobie pytanie o inne produkty spożywcze. Ile szynki jest w szynce i dlaczego widzimy na niej tęczowe refleksy? Czy chleb razowy jest razowy? Co ma wspólnego parówka cielęca z cielęciną, a baranina w kebabie z baranem? Dlaczego bułeczki z pieca nie są świeże? W czym pływa panga? Czy to, co znajdujemy w jogurtach, to owoce, i co zawierają produkty dumnie nazywane masłem? Czy jemy jaja od kur bez dziobów?
Polska jako członek Unii Europejskiej dostosowała swoje wymogi produkcji spożywczej do norm unijnych (czyli obniżyła wymagania jakościowe dla producentów). Obecnie obowiązuje zasada zgodności etykiety z zawartością. Przykładowo: pasztet z zająca o kilkuprocentowej zawartości zająca (niewyczuwalnej niemal przez kubki smakowe) może nosić fałszywą nazwę używającą słowa “zając”, pomimo że większość mięsa w nim zawartego będzie pochodzenia wieprzowego. Co więc jemy?

Chleba naszego…

…zdrowego i nieoszukanego daj nam, Panie! Odkąd powstała moda na zdrowy, ciemny, razowy chleb, producenci pieczywa przechodzą samych siebie, żeby uzyskać odpowiedni kolor i obejść przepisy. Zamiast zdrowej mąki razowej do tańszej białej mąki dodawali barwnika, np. karmelu. Kiedy Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych zaczęła wycofywać z obrotu chleby, które zawierały karmel, to zaczęto zaciemniać pieczywo koncentratem słodu. To już nie zakazany barwnik, tylko zaciemniacz. To oczywiste oszustwo, ale Inspekcja rozkłada ręce – takie mamy prawo. A co z białym pieczywem? Nie należy zbytnio wierzyć nazewnictwu. Często na etykiecie występuje nieprawidłowa kolejność użytych mąk. Na wielu produktach zaznaczona jest najpierw mąka żytnia, a potem pszenna – bo klient obecnie woli mąkę żytnią, a proporcja jest zupełnie odwrotna – więcej jest pszennej. Inspekcja wystawia też mandaty (niestety jedynie do 500 zł) za dodawanie polepszaczy do chleba “tradycyjnego” i nieuwzględnianiu tych składników na etykietach. Ostatnią zmorą “chleba naszego powszedniego” jest marketingowy zabieg sprzedawania pieczywa “prosto z pieca” (popularny zwłaszcza w supermarketach). To pieczywo jest tanie, gorące, kruche, a po kilku godzinach staje się czerstwe. Dlaczego? Bowiem nie jest wypiekane w sklepie. To produkt wielkich firm. Tradycyjni piekarze informują o sztucznym przerywaniu procesu fermentacji bułek czy chleba, które jako półprodukt trafiają zamrożone do sklepów. Aby taki chleb mógł być wypieczony, dodaje się do niego składniki “E”. Krajowa Rada Piekarstwa i Cukiernictwa walczy o nazywanie takich wypieków “chlebopodobnymi”. W zeszłym roku sprawą zaopiekował się nawet PSL, ale szybko złożył broń. Platformie Obywatelskiej na dobrym pieczywie nigdy nie zależało, więc w najbliższym czasie jakość polskiego chleba się nie zmieni.

Tęczowa szynka

W Internecie każdy z łatwością znajdzie oferty dla firm zajmujących się przetwórstwem mięsnym. Solanki do nastrzyku szynek i wędzonek, smak do szynki, izolat białka sojowego, Protec K-Di, Phosphat Nicht Visceus – to oferta firmy Ja-Mar, która chwali się tym, że: “Dzięki zastosowaniu naszych solanek (…) trwałość do co najmniej 30 dni lub po zastosowaniu PROTEC K-DI do ponad 45 dni. Solanka zawiera fosforany o pH bardzo oddalonym od punktu izoelektrycznego białka”. I nic szczególnego nie odróżnia tej firmy od dziesiątków innych. Po prostu w Polsce niemal wszystkie szynki są oszukane. Wędliny rozwadnia się jak zupę z kostki bulionowej i utrzymuje we względnej świeżości przez tygodnie. O rekord walczy Dania, która sprzedaje produkt zwany szynką o zawartości wody… 60 proc. Prowico z Holandii (w Polsce przedstawicielem handlowym jest Dydona sp. z o.o.) oferuje pełną gamę cudów wszelkiej maści, w tym i stabilizatory pozwalające na utrzymanie poziomu wody w skali 1:10. Nie jest to rekord, bo Prowico oferuje i wersję turbo o parametrach 1:40. Ta reszta produktu finalnego to kość, resztki mięsa i białka kolagenowe (produkcji Prowico rzecz jasna) podnoszące poziom zawartości protein. W Polsce zazwyczaj z kilograma szynki robi się dwa kilogramy “szynki” (a czasami dużo więcej). Wstrzykiwana solanka z fosforanami wchodzi z reakcję ze światłem i dlatego właśnie widzimy na plasterku takiej szynki całą paletę tęczowych kolorów. Tymi samymi świństwami szprycowane są także kiełbasy (wykonywane zazwyczaj z odpadów mięsnych nazywanych przez masarzy “podłogówką”). W “dobrej” masarni nic się nie marnuje%u2026 Oczy, jelita, macice, rogi%u2026 wszystko da się zmielić i sprzedać. Stabilizatory, białka proteinowe, solanki i inne świństwa wstrzykiwane są także w kurczaki. Taki nielot dłużej poleży i więcej waży, a przez to kosztuje odpowiednio drożej. Zresztą tak samo szprycowane są ryby, które podczas smażenia na patelni w oczach tracą objętość. A skoro jesteśmy przy rybach, to odradzam pangę, która pochodzi z Wietnamu, ze sztucznej hodowli w delcie Mekongu. A delta Mekongu jest po prostu ściekiem.

Nabiał techniczny

Przede wszystkim nie jest masłem to, co masłem się nie nazywa (margaryna, mix, osełka itd.). Prawo mówi o obowiązku zgodności etykiety (składników) z zawartością oraz nazwy z produktem, jednak nie jest już to tak oczywiste w przypadku szaty graficznej opakowania. Znajdujemy więc na półkach produkty masłopodobne z krówkami i masłem na opakowaniu. – Starsze osoby pamiętają charakterystyczny rysunek krowy na maśle śmietankowym. Nasz mózg od razu koduje: to jest masło. Tu mam mistrzostwo Polski: Masło Ekstra, złote opakowanie z krówką i dzieżką do śmietanki. Producent deklaruje 82 proc. tłuszczu mlecznego, a tam jest 72 proc. tłuszczów obcych! – przestrzega Marek Szczygielski, kujawsko-pomorski inspektor jakości towarów rolno-spożywczych. Co jest w tym “maśle”? – Tani olej palmowy najgorszej jakości, zwany oleiną. Żółta maź. On jest przewidziany do celów technicznych, do produkcji smarów. Żeby go związać, dodaje się utwardzacze chemiczne albo tłuszcze o gęstszej konsystencji, np. łój wołowy. Łój utrudnia nam wykrycie fałszerstwa, bo profil rozkładu kwasów tłuszczowych podczas analizy robi się podobny do profilu masła. Czasem dodaje się też sadło, tłuszcz okołojelitowy z uboju świń – dodaje Szczygielski. W tym przypadku konsument ma małe szanse na rozróżnienie podróbki (kłamliwe opakowanie, podrobiony skład), jednak zazwyczaj warto czytać etykiety. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyraźnie stwierdza, że: “Zgodnie z prawem masło to produkt zawierający od 80 do 90 proc. tłuszczów mlecznych i żadnych roślinnych”. Może nam jednak wpaść do głowy pomysł zakupienia Masła Polskiego Śmietankowego Spółdzielni Mleczarskiej “Mlekovita”. Produkt nazywa się masłem. Tłuszczów zawiera jedynie 60 proc., ale z boku, małym druczkiem znajdziemy napis: “Masło o zmniejszonej zawartości tłuszczu”. Podobnych trików jest mnóstwo. Moja rada – kupujcie Państwo przetwory mleczarskie z polskich, starych spółdzielni mleczarskich (różne OSM-y). Identycznie jak masło należy rozpoznawać sery. Kontrole często stwierdzają zaniżoną zawartość tłuszczu nawet w tak znanych serach jak salami, gouda czy edamski. Jednak te sery aspirują przynajmniej do prawdziwych serów, czego nie można powiedzieć o imitacjach serów. W polskich sklepach trafić można nierzadko na wyroby seropodobne. Niestety nie zawsze są tak oznaczone. Od serów tradycyjnych różnią się domieszką łoju zwierzęcego… Warto też dobrze zastanowić się nad zakupem jogurtu dla dziecka. Skrobia kukurydziana modyfikowana, mączka chleba świętojańskiego albo żelatyna wieprzowa są niezwykle często stosowane przy produkcji jogurtów czy śmietany. Dodatkowo do jogurtów owocowych zazwyczaj nie dodaje się owoców tylko tzw. wsady owocowe, które przypominają dżem lub syrop owocowy.

Jaja z trójką

Zwróćcie Państwo uwagę na cyferki na skorupkach. Na jajkach, które zakupujemy jest pieczątka, składająca się z 11 znaków. Z punktu widzenia konsumenta najważniejsza jest pierwsza cyfra, która informuje o tym, w jakich warunkach hodowała się kura. Niemal wszystkie jaja w naszych sklepach to tzw. trójki. Jajka z cyfrą 3 oznaczają, że kury, które je zniosły, hodowane były w niewielkich klatkach po kilka sztuk. Panuje tam ogromny ścisk. Kury praktycznie nie mogą się ruszać. Aby zapobiec agresji, obcina się im dzioby. Dodatkowo otępiane są przez sztuczne światło. Przez warunki, w jakich są hodowane, żyją krótko. Jajka z dwójką znoszą kury mające własną grzędę i ściółkę. Na spacer nie mogą jednak liczyć. Jajka z cyfrą 0 (ekologiczne) i 2 (od kur “podwórkowych”) są towarem luksusowym, trudnym do zdobycia. Tymczasem wróćmy do naszych trójek, które jemy na co dzień. Poza ewidentnym znęcaniem się nad kurami w czasie produkcji tych jajek, sposób faszerowania tych ptaków różnymi chemicznymi odżywkami powoduje, że jajka z trójką zawierają największą ilość hormonów i antybiotyków spośród wszystkich typów jaj.
***
Mamnadzieję, że po tej lekturze nie muszę już pisać, ile wspólnego ma baranina z tureckiego kebabu z prawdziwym baranem. Jeśli już ktoś zdecyduje się na orientalne smaki (chociaż polski kebab niewiele ma wspólnego z tradycyjną turecką potrawą o tej samej nazwie) to polecam raczej kebab z kurczaka. Oczywiście możemy trafić na kurczaka, który urósł na sterydach w ciągu kilku tygodni, w ścisku, pod dachem, a potem przeszedł obróbkę techniczną… ale z dwojga złego lepszy taki kurczak niż “baran” ze świńskiej “podłogówki”. Czy więc nie można zjeść zdrowo i smacznie? Owszem, ale wymaga to nieco zachodu. Najprościej pójść do sklepu ekologicznego, ale uwaga: na rynku pełno jest oszustów imitujących certyfikowane produkty rolnictwa ekologicznego. Każdy produkt eko-, bio-, organic- musi mieć specjalny atest wydany przez jednostki certyfikujące zarejestrowane w Ministerstwie Rolnictwa i nadzorowane przez głównego inspektora jakości towarów rolno-spożywczych oraz posiadać na etykiecie stosowne oznaczenie. Te produkty naprawdę są świetne. Tyle że za takie zakupy zapłacimy odpowiednio drożej. Innym sposobem jest wyszukanie metodą prób i błędów swoich, w miarę możliwości sprawdzonych firm (najlepiej małych) lub – co polecam szczególnie – zaprzyjaźnienie się z zaufanymi rolnikami i kupowanie na bazarach w małych miasteczkach. Może produkty nie zawsze spełniać będą różne wydumane unijne dyrektywy, ale zjedzenie jajka od kury, która chodzi po trawie i zjada robaki, widziała słońce i siedziała na grzędzie – to w XXI wieku nie lada luksus.

Autor: Robert Wit Wyrostkiewicz
(Autor był pracownikiem Wydziału Rolnictwa i Jakości Żywności, Departamentu Rolnictwa i Ochrony Środowiska, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego)
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze “Naszej Polski”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: