edgier25

WordPress – Wiadomości

Archive for Czerwiec 14th, 2012

KOMENTARZ KIBICA POLAKA

Posted by edgier25 w dniu 14 czerwca 2012


Śmierć kibica

PRAWDA JEST , AŻ NADER WYMOWNA  – POPIERAM

Jak wszystkich, tak i mnie Euro 2012 zmusza do refleksji. Patrzę i sam się w sobie nie odnajduję…

Do niedawna byłem zagorzałym kibicem, by nie rzec kibolem. Chodziłem na mecze, oglądałem wszystko, co było w telewizji, ściskałem kciuki za naszych – nawet w tak egzotycznych sportach jak hokej na trawie, lub nudnych jak pływanie.
Gała, siatka, kosz, szczypiorniak, hokej, lekkoatletyka, pięciobój nowoczesny, tenis, skoki narciarskie – bez różnicy. Jeśli występowali nasi, szedłem dopingować albo zasiadałem przed telewizorem.

A od jakiegoś czasu sport przestał dla mnie istnieć. Odmiennie niż większość niepoprawnych z dnia na dzień przestałem przeżywać jakiekolwiek występy biało-czerwonych. Ktoś tu mówi: „Ja oglądam siatkarzy”. Jakich siatkarzy? W d… mam siatkarzy! Ktoś inny kibicuje Agnieszce Radwańskiej. A co mnie obchodzi, że jakieś dziewczę wali lepiej lub gorzej rakietą w piłkę? Żona mnie informuje, że Stoch wygrał konkurs. I co z tego? Kto to jest Stoch?

Znajomi, rodzina patrzą ze zdumieniem, a nawet z dezaprobatą na te moje reakcje. Ja sam siebie nie poznaję i nie odnajduję w tych reakcjach. Ale zmienić ich nie jestem w stanie. Coś się skończyło…

Kiedy? To nie był jeden błysk, jakieś olśnienie czy nagła ślepota, jednak mogę datę wyznaczyć dosyć precyzyjnie. Jeszcze Euro 2008 przeżywałem na równi z innymi, do dziś na słowo „łeb” wzdrygam się lekko. A z mistrzostw świata 2010 nie pamiętam NIC, nie pamiętam, czy je w ogóle oglądałem. Aż sprawdziłem w Wikipedii, kto wygrał i jaki był przebieg turnieju. NIC, żadnego meczu sobie nie przypominam. Tylko wuwuzele…

Tak, to po Smoleńsku przestałem przeżywać uniesienia sportowe.

Wiem więc kiedy, ale nie mam pojęcia – dlaczego. Nie mają z tym nic wspólnego poglądy sportowców, bo na ogół ich nie znam. Łatwo założyć, że reprezentacja piłkarska odzwierciedla profil społeczeństwa i kilku moherów można w niej na pewno znaleźć. Siostry Radwańskie mają bardzo bliskie mi poglądy, więc w teorii powinienem im kibicować. A nie kibicuję. Natomiast został mi jeszcze sentyment do Legii, a to przecież powinienem odrzucić w pierwszym rzędzie.

Że rząd robi z Euro 2012 propagandową szopkę jeszcze większą niż Gierek z sukcesów drużyny Górskiego, nie stanowi w teorii żadnej przeszkody dla kibicowania. Mógłbym przecież olać Tuska z Mucha i trzymać kciuki za naszych. Nie umiem jednak tego zrobić. Nie jest też tak, że im antykibicuję. Próbowałem i nic z tego. Po prostu – wisi mi, czy przegramy 3 razy po 0:3, czy zostaniemy Mistrzami Europy.
Trzymać kciuki za naszych? Sęk chyba w tym, że to już nie są „moi”… Nie czuję żadnego związku z kilkunastoma facetami uganiającymi się za piłką lub próbującymi przerzucić piłkę na drugą stronę siatki, lub nie wiadomo po co rzucającymi przed siebie metalową kulą, lub robiącymi inne równie dziwne rzeczy.

Jednak to też chyba tylko połowiczne wyjaśnienie. Prawda chyba jest taka, że nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z polactwem na trybunach. Z tymi wszystkimi lemingami, którzy nawet nie dostrzegają, że jest coś nie tak w łączeniu polskich symboli narodowych z reklamą piwa, którzy nie mają pojęcia, jak wygląda flaga ich kraju, a te dziwne kawałki materiału wyciągają tylko na czas Euro, nie myśląc ani o Święcie Niepodległości, ani o żadnym innym dniu narodowym.

Kiedy jeżdżę w ostatnich dniach przez Warszawę, patrzę na flagi przyczepione do nielicznych samochodów i widzę w ich właścicielach nie rodaków pełnych radości i dumy, tylko lemingów, którzy wreszcie mogą sobie pozwolić na bycie Polakami, bo teraz ich żaden inny leming nie wyśmieje ani nie ostygmatyzuje. Mieszkamy w tym samym kraju i mówimy tym samym językiem. I to tyle, nic więcej mnie z nimi nie łączy.

Żeby przeżywać wspólne uniesienia, trzeba większej wspólnoty niż tylko wspólnota języka. A tu nie ma nic więcej… Nie jestem z nimi, więc nie mogę się cieszyć z tego co oni. Mogę im tylko powiedzieć:

Bez lęku tańczcie dalej w gęstwinie własnych cieni,
I tak nikt nigdy nie zobaczy was…

Posted in POLITYKA | Otagowane: , | 2 Komentarze »

Area 51 – nagranie obcego

Posted by edgier25 w dniu 14 czerwca 2012


ZOBACZ  FILM

http://video.google.pl/googleplayer.swf?docid=5185436014948364775&hl=pl&fs=true

W roku 1997 światło dzienne ujrzał niesamowity i kontrowersyjny film. Film trwa 2 

Area 51 - nagranie obcego

minuty i 57 sekund i możemy na nim oglądać scenę przesłuchania obcego. Czy jest to fakt, czy fikcja? Przyjrzyjmy się temu z bliska, na podstawie różnych źródeł.

Osoba, która wydostała kontrowersyjny film z Area 51.

Osobą tą ma być tajemniczy Victor. Z tego, co mówił sam Victor w wywiadzie dla Rocket TV, był on osobą odpowiedzialną za kopiowanie taśm video na nośniki cyfrowe w Groom Lake w Nevadzie, USA. Wszystkim wiadomo, że to właśnie tam mieści się supertajna amerykańska baza, zwana Strefą 51. Więc Victor miał być pracownikiem bazy Area 51. Victor utrzymywał, że w samych wywiadach, których ma być 36, udziału nie brał. Był tylko i wyłącznie osobą kopiującą taśmy.

Według danych podanych przez tajemniczego pracownika Strefy 51, obcy przybył do bazy w 1989 roku, wywiady z obcym miały mieć miejsce dwa razy w miesiącu po trzy do pięciu godzin dziennie, jeżeli obcy źle się czuł sam miał przerywać wywiad, przesłuchania miały miejsce w obecności telepaty (to właśnie on prowadził wywiad) i kogoś z nadzoru wojskowego (sylwetka, która pojawia się w trakcie filmu po prawej stronie kamery), oraz że przesłuchania nie są już prowadzone.

Na stronie http://www.zsckr.koscielec.pl/wywiadz.htm czytamy: „ilu pracowników mogła liczyć „ekipa”, która była odpowiedzialna za archiwizację danych w tajnej bazie? Chyba nie dziesiątki? Jeśli nie, to i tak nie byłoby rzeczą zupełnie niemożliwą ustalenie personaliów Victora,” z tym, że Victor nie potwierdził, czy był pracownikiem Strefy, czy też był po prostu zwykłym człowiekiem, który został do tego wynajęty (fakt sam trochę nie mogę w to uwierzyć). Również zaskakującym i niewiarygodnym wydaje się fakt, że udało mu się wynieść z pilnie strzeżonej bazy kasetę video, która przecież małych rozmiarów nie ma (dokładnie chodzi to o tzw. Beta SP, bo jak się dowiadujemy od wydawców z Rocket TV, a dokładnie od Toma Colemana, Film był pierwotnie nagrany na VHSie, a potem przeniesiony na Beta SP, która jest mniejsza od VHSu, już bez dźwięku).

Brak dźwięku jest tłumaczony przez Victora faktem, że nie chciał, żeby można było zidentyfikować pracowników obecnych podczas przesłuchania obcego i właśnie dlatego sam go skasował.

Analiza obrazu

Wiele osób analizowało film na różne sposoby. Ja spróbuję po swojemu. Bez sprzętu umożliwiającego pracę z obrazem i dźwiękiem. Sean Morton, ufolog i człowiek prowadzący wywiad z Victorem opisuje to, co zobaczył tak:

Film był kręcony przez dużą szybę. Nie było dźwięku. Wywiad miał miejsce w zaciemnionym pokoju, rozświetlonym przez dziwną zielonkawą poświatę. Mogłem rozróżnić sylwetki dwóch osób, jedną był ktoś ubrany w wojskowy mundur, widać

było Area 51 - nagranie obcego

gwiazdki na epolecie jego munduru, drugą osobą był ktoś, kto był ubrany bardziej zwyczajnie i od czasu do czasu pocierał swoje czoło. Siedzieli plecami do kamery na jednym z końców długiego stołu, który był zaśmiecony kablami, przewodami i mikrofonami. Były tam również jakieś przyrządy medyczne. Jeden z nich mrugał nieregularnie tak, jakby monitorował bardzo chore serce. I była tam jeszcze, siedząca na jednym z końców stołu, postać posiadająca beżową skórę i wielką żarówkowatą głowę, z czarnymi oczami. Postać wyglądała, jak te z koszmarów sennych osób, które były porwane.

Morton zauważył ponadto, że stwór nie jest w najlepszej kondycji. Już pomijając fakt, że dziwnie się zachowuje, popadając w jakieś spazmy „(…)miał skórę koloru beżowo-różowego, ale reszta głowy wyglądała na fioletową i posiniaczoną, tak jakby obcy miał wiele kontuzji na czaszce”.

Zawartość taśmy staje się pod koniec coraz bardziej niepokojąca. Pod koniec taśmy zauważalne jest, że obcy wpada w bardzo silne spazmy, prawdopodobnie jakiś rodzaj ataku. Usta obcego otwierają się i zamykają, aż pojawia się na nich piana. I wtedy monitor serca zaczyna dziko podskakiwać. W tym momencie człowiek ubrany w mundur daje jakieś znaki ekipie medycznej, którzy wbiegają w kadr niosąc pomoc obcemu. Gdy medycy pomagają obcemu, taśma się urywa.

Obcy wygląda, według znawców, na Gourdosa, bardziej straszliwą odmianę Szaraków, wspominaną przez tysiące porwanych. Ile w tym twierdzeniu prawdy? Nie wiem. Zdaję się na opinię specjalistów, choć jestem nieco sceptyczny…

Kolejnym dowodem, według Mortona, ma być fakt oznaczenia taśmy DNI/27 (poniżej).

Area 51 - nagranie obcego

Według Mortona, DNI ma oznaczać Departament of Naval Intelligence, czyli Departament Wywiadu Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. 27, z kolei, ma oznaczać numer dokumentu, których, jak utrzymuje „Victor” ma być 36. Więc wnioskować stąd trzeba, że był to jeden z ostatnich wywiadów z obcym. Wiadomo, że DNI jest odpowiedzialny za Strefę 51. Było to udowadniane wielokrotnie. George Knapp, dziennikarz telewizyjny, który namawiał Boba Lazara (bardzo kontrowersyjną postać, można o nim poczytać na: http://www.ufoportal.info/modules.php?name=News&new_topic=8) na wystąpienia przed publiką, stwierdził, że ten sam akronim pojawiał się na czekach boba Lazara.

Area 51 - nagranie obcego

Joe Nickell (po prawej), badacz z organizacji Comittee for the Scientific Investigations of Claims Of the Paranormal (CSICOP), wypowiada się:

Widziałem „dowód”, jest strasznie miernej jakości, tożsamość wszystkich jest ukryta, jest jak ze scenariusza. Więc dlaczego ktokolwiek miałby się nad tym choć przez moment zastanawiać? (…) Prawdziwe stworzenia, jeśli kiedykolwiek odnajdziemy obcych, nie będą najprawdopodobniej mieściły się w tym wyobrażeniu, bardziej prawdopodobne, że będą przypominać swoją formą nas.

Cóż, przyznaję, że jest to stwierdzenie, które w pewnym sensie odpowiada i moim wyobrażeniom, ale nie można zapomnieć, że póki nie zobaczymy jednoznacznego dowodu, będą to jedynie wyobrażenia i ewentualne przesłanki, od ludzi, którzy zostali porwani, bądź utrzymują, że widzieli obcych.

Analiza dźwięku

W przypadku analizy dźwięku ludzie, którzy zajmują się tzw. mową na opak, twierdzą, że odwrócenie mowy Victora podczas wywiadu potwierdza jego historię i daje dodatkowe informacje na temat obcych i ich przetrzymywania w bazie wojskowej Area 51.

Całości można posłuchać na: http://www.reversespeech.com/victor.htm Ja przytoczę tu tylko tłumaczenie niektórych z wypowiedzianych na opak zdań.

1. Cytat z wywiadu:

…45 minutes from now I will have finished my last public announcement because this business with Jeff, phone numbers is not part of the agreement…
[…za 45 minut, od teraz zakończę moje ostatnie publiczne wystąpienie, przez tą umowę z Jeffem, numery telefonów nie są częścią umowy…]

Fragment na opak:

This will serve my muscle. Sensational
[Mi to zupełnie wystarczy. Sensacyjne]

2. Cytat z wywiadu:

(were aliens on the base before they filmed that segment) …approximately ten, I’m sorry 20 months, it was brought in late 1989…
[(czy obcy byli w bazie, zanim to zostało sfilmowane) …około dziesięciu, przepraszam dwudziestu miesięcy, zostało sprowadzone w późnym 1989…]

Fragment na opak:

Some we lost. There’s no-one left
[Niektórych straciliśmy. Już żaden nie został.]

Następnie, powyższy fragment na opak został potwierdzony przez „Victora” w normalnej mowie, że nie został już żaden obcy w bazie…

3. Cytat z wywiadu:

(we have not effectively communicated with them) ….the aliens do not speak…
[(nie udało nam się z nimi efektywnie skomunikować) …obcy nie mówią…]

Fragment na opak:

It’s from the Pleiades
[Pochodzi z Plejad]

Dlaczego „odwrócona mowa” ma takie znaczenie? Postaram się przybliżyć jej znaczenie.

Została nazwana odkryciem siódmego zmysłu. Badania tego fenomenu zostały opisane jako „badania kalibru Nagrody Nobla”. Była ona przedstawiona w wielu publikacjach na całym świecie w późnych latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Tak zwana odwrócona mowa, czyli fenomen ukrytego przekazu w odwróconych wiadomościach. Uzyskała światową sławę we wczesnych latach 80′ jako tajemnicze przesłania rockowych piosenek. Od tego czasu badania nad nią znacznie się posunęły.

Jeżeli ludzka mowa zostanie nagrana i odtworzona od tyłu, pomiędzy bełkotem w regularnych interwałach słychać bardzo wyraźne oświadczenia. Oświadczenia te zazwyczaj ograniczają się do krótkich zdań i prawie zawsze są powiązane z tym, co jest mówione normalnie do przodu, jest to fakt i najprawdopodobniej jest to naturalna część naszego procesu mówienia..

Pionier i od dwudziestu lat weteran na tym polu, David John Oates, Australijczyk, opisuje wsteczną mowę, jako inną formę międzyludzkich interakcji. Utrzymuje, że język ludzki jest dwupoziomowy, w przód i w tył. Ludzki mózg konstruuje dźwięki mowy, formuje je w taki sposób, że można odebrać dwie wiadomości naraz. Jedną do przodu, która jest wynikiem mowy świadomej i drugą od tyłu, co z kolei, jest wynikiem podświadomości.

Odkrycie tego niesie ze sobą wielką korzyść. Mowa może być wykorzystana jako swego rodzaju wykrywacz kłamstw. Gdy mówi się normalnie i zostanie wypowiedziane kłamstwo, w mowie odwróconej zostanie wypowiedziana prawda przez podświadomość.

Zaznaczę jeszcze, że w Stanach Zjednoczonych zdarzały się przypadki wykorzystania odwróconej mowy w dochodzeniach kryminalnych.

[za:] http://www.reversespeech.com

Cóż, wnioski stąd takie. Jest to materiał wysoce kontrowersyjny. Nie można jednoznacznie stwierdzić, czy prawdziwy, czy fikcyjny. Postaram się poszukać jakichś dowodów przemawiających za jednym, bądź drugim stanowiskiem… Jak na razie czekajcie cierpliwie. I pamiętajcie, że the truth is out there 😉.


Oryginalny tytuł: „Wywiad z Obcym”: analiza filmu
Autor: Maciej ‚ko0rt’ Merkułowski
Źródło: http://www.magia.gildia.pl/artykuly/ufologia/wywiad_z_obcym

Materiały pochodzą ze stron:

http://www.zsckr.koscielec.pl/wywiadz.htm
http://www.bookofthoth.com/
http://www.csicop.org/
http://www.anomalies.net/
http://www.unsolvedmysteries.com/
http://www.reversespeech.com/
http://www.ufoportal.info/

A tutaj można sobie obejrzeć film (1godz 06min 11sek – napisy PL)

http://video.google.pl/videoplay?docid=5185436014948364775&hl=pl#

Posted in HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ | Otagowane: | 1 Comment »

Wczoraj to dzisiaj … ? Broń Starożytności opisana w Indyjskiej historii

Posted by edgier25 w dniu 14 czerwca 2012


Opowieści o tych wojnach przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie, aż w końcu je spisano. Znamy je jako święte eposy narodu indyjskiego: „Mahabharata”, „Ramajana” oraz traktat kosmologiczny „Bhagavata Purana”. Przyzwyczailiśmy się sądzić, że starożytne mity są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, zapisem marzeń człowieka o potędze. Nie we wszystkich przypadkach tak jest. Treść niektórych świętych ksiąg wprawia wczytujących się w nie badaczy w osłupienie, a nawet w przerażenie. Okazuje się bowiem, że one dokładniej opisują rzeczywisty świat niż współczesne podręczniki historii czy… fizyki. „Mahabharata” i „Ramajana” opowiadają o wojnach, jakie kiedyś prowadzili na Ziemi „bogowie”. „Bhagavata Purana” jest tekstem kosmologicznym, w którym zawarta jest starożytna wiedza o wszechświecie. Wbrew pozorom, starożytna – nie znaczy błędna. Wręcz przeciwnie.

MOŻEMY SIĘ UCZYĆ OD PRZODKóW

Pod koniec XIX wieku indyjski jogin Swami Vivekananda jako pierwszy zaprezentował w USA i Europie filozofię i religię wedyjską. Spotykał się z wielkimi ówczesnego świata naukowego: Edisonem, lordem Kelvinem, Nicolą Teslą. Tesla zachwycił się wedyjską kosmologią, gdyż nagle zrozumiał, że starożytne koncepcje uzupełniają zachodnie teorie. Jednak mimo starań nie udało mu się tego udowodnić – dopiero teoria względności Einsteina dowiodła, że wedyjska koncepcja tożsamości materii i energii jest prawdziwa. Zapisane w starożytnych tekstach niezwykłe koncepcje naukowe, które daleko wykraczają nawet poza współczesny poziom kosmologii, skłoniły niektórych badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się eposom literackim, w których aż się roi od różnych bogów, latających statków i opisów niezwykłych broni. Jeszcze sto lat temu badacze tych tekstów owe opisy traktowali jako wytwór „magicznej” wyobraźni autorów, a to dlatego, że nie posiadali odpowiedniej wiedzy naukowej. Natomiast współcześni fizycy, konstruktorzy samolotów i rakiet kosmicznych, a także ufolodzy, czytając te eposy, łapią się za głowy: toż to żadne bajki! Mamy do czynienia z precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub – jak w przypadku współczesnych UFO – nieznaną energią. Rozpoznajemy efekty użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. A opisy różnych „bogów” jako żywo przypominają współczesne opisy ufonautów. Wszystko to nie mogło być wytworem wyobraźni nawet najgenialniejszego poety. Tak precyzyjne opisy mogły być podane tylko przez świadków tamtych wydarzeń.

VIMANY – STAROŻYTNE LATAJĄCE TALERZE

Przed pięcioma tysiącami lat na terenie Indii oraz Lanki (tak nazywał się istniejący niegdyś ogromny archipelag wysp, ciągnący się prawdopodobnie aż do Afryki; jego pozostałością jest m.in. wyspa Sri Lanka) widywano pojazdy, które dziś określamy mianem UFO. Według pism wedyjskich, na Ziemi przebywało wówczas (tymczasowo lub na stałe) kilka ras istot pozaziemskich. Niektóre z nich walczyły ze sobą o dominację nad naszą planetą. Wojny były toczone za pomocą latających pojazdów i broni różnego rodzaju. W tekście „Vaimanika Shastra”, będącym częścią „Mahabharaty”, znajduje się opis podróży półboga Ramy do kraju Lanka na pokładzie vimany, czyli latającego pojazdu zdolnego zabrać trzystu zbrojnych oraz zapasy żywności i paliwa na rok podróży. Miałem okazję czytać wierny przekład tego tekstu z języka kannara (starszego niż sanskryt) na angielski, dokonany przez hinduskiego doktora fizyki Sundera Seshu. Dzięki temu, iż tłumacz był fizykiem, szybko się zorientował, że z „bajkowego” opisu vimany można się dokładnie dowiedzieć, na jakiej zasadzie działał napęd tego pojazdu. Okazało się, że energią pozwalającą na lot vimaany w atmosferze i w kosmosie było silne pole magnetyczne będące efektem ubocznym przetwarzania rtęci w czwarty stan materii, czyli w plazmę. Dla naszych fizyków to dopiero pieśń przyszłości. Jak podają prastare pisma, niektóre vimany miały kształt stożka podobnego do piramidy. Rosyjski podróżnik, emigrant z dawnej carskiej Rosji Mikołaj Roerich zapisał, iż w 1930 roku widział w północnym Tybecie vimanę lecącą nad górami.

STRASZLIWA BROŃ STAROŻYTNYCH

W opisie arsenału indyjskich bogów można odnaleźć informacje o broniach, których działanie możemy przyrównać do działania współczesnych broni masowego rażenia. Spójrzmy: „strzała Indry” to pocisk przelatujący tysiące mil po to, by spaść u celu, niszcząc całe miasto (samonaprowadzający pocisk jądrowy?). Inna broń, „puszapati”, mogła spowodować, że przez 12 lat na terenie, gdzie wybuchła, „nie spadła ani kropla deszczu”

Najstraszniejszą bronią była „Głowa Brahmy” – prawdopodobnie pocisk jądrowy wielkiej mocy. Użyć jej miał jeden z półbogów, Ardżuna, w walce z Ravaną, wodzem wrogich Asurów (rasa kosmitów, która zbuntowała się przeciwko władzy Devów, innej rasy, która – według tekstów wedyjskich – sprawuje rządy w kosmosie). Ravana miał do swej dyspozycji latające miasto, zazwyczaj zawieszone w kosmosie pomiędzy Ziemią a Księżycem. Według naszych przypuszczeń, mógł to być olbrzymi statek kosmiczny znajdujący się na orbicie okołoziemskiej, pełniący rolę bazy kosmicznej.

Ardżuna wypuścił Głowę Brahmy w stronę wroga: „Latające miasto wzbijało się wysoko w kosmos po to, by błyskawicznie opaść tuż nad ziemię, i za chwilę znów wzbijało się w górę. Wpadało do wód oceanu i za chwilę startowało na niebotyczne wysokości… i tu dopadła go Głowa Brahmy. Szczątki tego pojazdu spadły w kawałkach na Ziemię, a jego mieszkańcy spłonęli.” (Mahabharata, Vanaparwan, rozdz.168-172) Niektóre opisy walk czy działań „bogów” są bardzo kwieciste i „magiczne”. Pamiętajmy jednak, że przez wiele wieków historie owe były przekazywane z ust do ust przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia, o czym naprawdę opowiadają. Dla nich broń dźwiękowa czy laserowa były broniami wykorzystującymi moce magii, a używające ich istoty z pewnością były bogami. Dopiero teraz, mając współczesną wiedzę, możemy właściwie zrozumieć starożytne przekazy. Co więcej, wielu uczonych badających wedyjską kosmologię twierdzi, że wraz z nowymi odkryciami współczesnej fizyki i matematyki kolejne starożytne koncepcje nabierają sensu.

Autor: Kazimierz Bzowski

——-

Inne opracowanie:

Indie. Kraj czterdziestu tysięcy bogów. Nic dziwnego, że w tak licznym gronie dochodziło do konfliktów, bogowie ścierali się ze sobą wykorzystując do tego najnowocześniejszą technikę, najbardziej niszczycielską broń. Korzystając ze swych latających pojazdów zwanych vimanami siali zniszczenie nie tylko w Kosmosie, ale i na Ziemi, czego barwne opisy znajdziemy w starożytnym tekście Srimad Bhagawatam [Bhagawata Purana].

Pośrodku tych konfliktów zawsze znajdował się człowiek. Nie był li tylko przypadkową ofiarą boskich wojen. Często bywało i tak, że siły bogów wzajemnie się równoważyły i o zwycięstwie decydowała ludzka armia. Wierna rozkazom swych boskich dowódców brała udział w ‚świętej [tylko w ich mniemaniu] wojnie’, szła do bitwy, która mogła się skończyć tylko masakrą. Do bitwy, w której bogowie wytoczyli najcięższe działo – energię atomu.

Opisy wojen bogów są rzeczą powszednią we wszystkich mitologiach świata. Teksty indyjskie wyróżniają się jednak swoją wymownością i wiekiem. Pierwotne wersje niektórych eposów z subkontynentu datuje się na wiele tysięcy lat. Pora, więc przyjrzeć się wybranym fragmentom tych ksiąg i orzec, czy aby na pewno są to tylko wytwory bujnej wyobraźni naszych przodków, czy też mamy tu do czynienia z zapisem wydarzeń rzeczywistych, z reporterską relacją, którą uznajemy za bajkę, dlatego tylko, że nie dopuszczamy do siebie myśli, iż bogowie istnieją naprawdę – jako istoty z krwi i kości.

1. Mahabharata [księga Mausalaparwan]

Wyrzucono pojedynczy pocisk załadowany całą energią wszechświata. Żarzący się słup dymu i płomienia, jasny jak dziesięć tysięcy słońc, wzniósł się w całej swej wspaniałości… Była to nieznana broń, żelazny grom, gigantyczny wysłannik śmierci, który w popiół obrócił wszelki lud Vrishni i Andhaka… Ciała były tak spalone, ze nie dawały się rozpoznać, włosy i paznokcie odpadły, gliniane naczynia rozpadły się bez żadnej widocznej przyczyny, a pióra ptaków stały się białe. W ciągu jednej godziny wszystkie potrawy stały się niejadalne… w ucieczce od owego ognia żołnierze rzucili się do strumieni, aby obmyć swoje ciała i sprzęt…

[ta bron]…odrzuciła tłumy [wojowników] razem z ich rumakami, słoniami, pojazdami naziemnymi i ich bronią, jak gdyby były to suche liście drzewa. Odrzuceni podmuchem…wyglądali pięknie, jak ptaki w locie… odlatujące z drzew…

I jak? Gdyby nie kilka archaicznych sformułowań można by pomyśleć, że mamy tu do czynienia ze współczesną relacją z ataku nuklearnego na maszerującą armię. Z opisu, który należy datować na jakieś 2 do 6 tysięcy lat jasno wynika, iż Amerykanie bombardujący Hiroszimę nie byli pierwsi – już w starożytności ludzkość miała do czynienia z podobnie niszczącymi działaniami.

Co ciekawe, powyższy fragment pozwala wysnuć szczególnie interesujący wniosek. Osoba, spisująca tę relację zdaje się rozumieć istotę zdarzenia, które opisuje, wydaje się znać zasadę działania bomby atomowej. Bo czyż można lepiej określić istotę reakcji jądrowej, niż słowami ‚cała energia wszechświata’? W końcu, zachodząca w czasie wybuchu reakcja jądrowa polega na rozerwaniu wiązań atomowych, a cóż, jak nie ta energia, trzymająca w kupie wszelką istniejącą materię, może być tak określona?

Dalszy opis jest również jak najbardziej rzeczowy i zgodny z faktycznym biegiem wydarzeń w czasie wybuchu jądrowego. Mamy, więc majestatycznie wznoszący się ku niebu słup ognia, a później dymu – któż z nas nie widział wspaniałych [aczkolwiek tylko wizualnie] zdjęć z prób jądrowych na wojskowych poligonach. Mamy spalone, rozpadające się w oczach ciała i przedmioty – dla lepszego wyobrażenia sobie piekła, jakie wywołał taki atak obejrzycie sobie pamiętną scenę z placu zabaw w Terminatorze 2… W tym też filmie użyto sformułowania ‚dzieci, jak ze spalonego papieru’. Tu mamy, przy okazji opisu fali uderzeniowej niszczącej wszystko, co stanie jej na drodze równie wymowne określenie: ‚jak gdyby było to suche liście z drzewa’.

Co do zastosowanej techniki, mowa o ‚żelaznym gromie’. Czy może to być wskazówka, iż chodzi tu o bombę taką, jaką znamy – zamkniętą w metalowej puszce, a nie jakąś super wymyślną machinę rodem ze Star Treka? Być może, faktem jest natomiast to, iż… wiedziano, co robić. Zdawano sobie sprawę ze skażenia radioaktywnego, z tego, iż żywność w obszarze skażenia nie nadaje się do spożycia. Ba, można przypuszczać, iż istniały wówczas przepisy BHP na wypadek takiego ataku, można sobie nawet wyobrazić apel, na którym tysiące żołnierzy wysłuchuje wykładu na temat sposobów zminimalizowania zagrożenia spowodowanego opadem radioaktywnym: ‚obmyć swoje ciała i sprzęt’. Potwierdza to kolejny fragment:

Grom opadł i stał się drobnym pyłem. Aby ujść przed tym ogniem, żołnierze rzucili się do rzek, aby obmyć ciała i zbroje.

A propos sprzętu, chciałbym wtrącić tu małą dywagację. Mahabharata mówi nam o ‚pojazdach naziemnych’, Biblia w księdze Hioba opisuje ‚krokodyla’ i ‚hipopotama’, które bynajmniej nie są zwykłymi zwierzętami, ale zbudowanymi z metalu machinami wojennymi. Wreszcie w Chinach odnajdujemy następującą charakteryzację machin wojennych: ‚Ich głowy były z brązu, a czoła z żelaza. Miały ludzkie oblicza, ale ciała zwierząt’. Czy tak mogły wyglądać antyczne pojazdy opancerzone?

Oto inny fragment:

Dwa takie pociski spotkały się w powietrzu. Wówczas ziemia wraz z wszystkimi górami, morzami i drzewami zaczęła dygotać, a wszelkie żywe stworzenia zostały porażone energia tej broni i ogromnie ucierpiały. Niebo stanęło w ogniu, a dziesięć stron horyzontu napełniło się dymem…

Tu mamy coś jeszcze lepszego! Coś na miarę systemu wojen gwiezdnych, jaki planują stworzyć Amerykanie, a jeśli nawet nie, to i tak system obrony przeciw rakietowej w czasach odległych o tysiące lat wstecz jest czymś niezwykłym. Przy okazji poprzedniego cytatu sugerowałem, iż mamy do czynienia z bombą atomową. Tu, z całą pewnością mamy opis rakiety balistycznej i jej zderzenia z kontr-pociskiem wystrzelonym przez drugą stronę. Do eksplozji nuklearnej doszło wysoko w atmosferze, a mimo to skutki, jakie zdarzenie to wywołało budzą respekt. Ognista fala uderzeniowa dotarła do powierzchni zasnuwając niebo dymem i płomieniami. ‚Wszelkie żywe stworzenia […] ogromnie ucierpiały’ – nawet, jeśli nie zginęły od żaru i płomieni, to wyniszczyła je choroba popromienna…

2. Mahabharata [księga Dronaparwan]

Było tak, jakby wszystkie żywioły zerwały pęta. Słońce kręciło się w kółko. Wypalony ogniem broni świat zataczał się w gorączce. Rozszalałe słonie biegały tam i z powrotem w poszukiwaniu schronienia przed potwornym żarem. Woda stała się gorąca, zwierzęta zginęły, wróg padł jak podcięty kosą, a huk ognia powalił szeregi drzew. Słonie ryczały straszliwie i martwe padały na ziemię, ich ciała ścieliły się na dużym obszarze. Konie i wozy bojowe spłonęły. Tysiące wozów uległy zniszczeniu, a potem nad morzem zaległa martwa cisza. Rozszalały się wiatry i ziemia się rozjaśniła. Ukazał się przejmujący grozą widok. Potworne gorąco zniekształciło martwe ciała, które nie wyglądały jak ciała ludzi. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o takiej broni i nigdy wcześniej nie widzieliśmy broni równie okrutnej.

Apokalipsa. W obszarze epicentrum wybuchu wszystko uległo zniszczeniu. Im dalej od miejsca eksplozji tym szkody były mniejsze, ale olbrzymia fala ognia i gorąca, jaka zaistniała wyniszczyła sprzęt bojowy, żołnierzy, zwierzęta. Niebo zasnuło się dymem. Obraz końca świata. Jednak dopiero, gdy światło słoneczne rozjaśniło pole bitwy można było ujrzeć prawdziwy koszmar. Tak niszczycielska broń, która przecież zabijała ludzi w obu walczących armiach mogła być użyta jedynie w ostateczności. Nie w celu przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę, ale w akcie desperacji, tak by nikt nie był w stanie wygrać. Nigdy wcześniej taka broń nie była użyta, nasilenie się gwałtowności boskich starć miało wkrótce doprowadzić do powszechnego wprowadzenia broni atomowej na pole bitewne – Ziemię.

Ze wszystkich stron Cukra miotał grom na potrójne miasto. Na jego trzy części ciskał pocisk, który krył w sobie energię Kosmosu. Miasto stanęło w płomieniach. W niebo wystrzelił jaskrawy dym, równy dziesięciu tysiącom słońc. Rozszałały się gwałtowne nawałnice; deszcz lał strumieniami. Rozległy się grzmoty, choć niebo było bezchmurne. Zatrzęsła się ziemia. Podniosły się wody. Rozstąpiły się szczyty gór, nastała ciemność.

Ci, którzy stanęli po niewłaściwej stronie frontu, czyli przeciwko bogu wyposażonemu w arsenał nuklearny, byli skazani na zagładę. Ofiarą niszczycielskich ataków padały już nie tylko walczące armie, ale całe miasta. Zwycięzca ruszył z pola bitwy by zmieść z powierzchni ziemi krainy pozostające pod władzą swego oponenta. Pocisk atomowy uderzył w samo centrum miasta. W ciągu ułamku sekundy wszystko wokół stanęło w ogniu, a w niebo wystrzelił pióropusz dymu. Niewiarygodny blask oślepiał, ale nikt nie pożył na tyle długo by móc martwić się swoją ślepotą…

Siła użytej bomby musiała być naprawdę niezwykła, skoro spowodowała gwałtowne zmiany pogody. Uderzenie rozdzierające podłoże wywołało trzęsienie ziemi. Gwałtowne wyładowania elektryczne napełniały niebo hukiem. Góry, czy to w wyniku samej eksplozji, czy późniejszego trzęsienia ziemi, rozpadały się w proch. Obraz totalnej zagłady przesłoniły w końcu wody powodzi.

3. Mahabharata [księga Wanaparwan]

Miecze, straszliwe oszczepy i maczugi o przerażającym wyglądzie, i posiadające boską moc dziryty, i gromy wielkiej jasności tamże, a także pioruny… latające kule, wzbudzające porywisty wiatr… wydające dźwięk wielkiej chmury… I spadały z powietrza setki meteorów: pękających, ogłuszających, połączonych z porywistym wiatrem, grzmiących, od których włosy stawały dęba.

Ciekawe, jak udawało się bogom utrzymać dyscyplinę w armii bezsilnie czekającej na zagładę, która nadchodziła z nieba? Choć, należy przypuszczać, iż obie strony dysponowały siłami powietrznymi, które ścierały się na walczącymi w polu armiami. Fragment ten daje nam ciekawy obraz walki toczącej się na ziemi pomiędzy uzbrojonymi w zwykłą broń białą ludzkimi wojownikami i eskadrami kulistych, latających pojazdów, które nieustannie bombardowały przeciwnika najwymyślniejszymi środkami bojowymi. Być może z takich właśnie pojazdów w innych bitwach dokonano ataku jądrowego?

4. Mahabharata – bitwa tarakamaja

Tzw. bitwa tarakamaja to jeden z istotniejszych wątków indyjskiego eposu. Opowiada on o wielkiej wojnie, jaka toczyła się pomiędzy bogami światła, a asurami, którą to nazwą w mitologii hinduskiej określa się demony. Walka toczyła się na całej planecie: na lądzie, w morzu i w powietrzu. Na początku pojedynek toczyli: Wirta – przywódca asurów i bóg nieba – Indra. Później nastąpiła eskalacja konfliktu. Na Ziemię przyleciał bóg ognia – Agni w towarzystwie 33 innych bogów zmuszając demony do ucieczki w głąb mórz. Do zwycięstwa było jednak daleko.

Mahabharata przekazuje nam historię Ardżuny i Kryszny, którzy przed czekająca ich walką poprosili Siwę-Paśupati i Durgę, aby Ci udostępnili im ‚magiczną’ broń. I w ten sposób do toczącej się na Ziemi walki włączono broń ostateczną – pociski nuklearne. Z ich to wykorzystaniem Ardżuna potrafił likwidować całe miasta, które ‚znikały’ w białej chmurze powstałej po eksplozji. Mając na uwadze wcześniejsze opisy, nie wątpię, że unicestwienie całych miast leżało w zasięgu boskich możliwości.

Ardżuna uzyskawszy najwspanialszą z możliwych broni wyruszył na rozkaz Indry do walki z demonami, którzy w podmorskich twierdzach zgromadzili 30 milionów żołnierzy! Pan niebios przekazał Ardżunie swój latający pojazd, który mógł również poruszać się pod wodą, a także najlepszego pilota o imieniu Matali. Doszło do zaciekłego starcia, które przybrało postać globalnej katastrofy. Asurowie chcieli sprowadzić na świat potop, ale niszczycielski atak Ardżuny ‚wysuszył’ wodę i unicestwił siły demonów. Tryumfator wkroczył do siedzib pokonanych.

W innym miejscu eposu odnajdujemy jeszcze bardziej ‚fantastyczną’ historię. Ardżuna zaatakował kosmiczne miasto krążące, jak się zdaje na okołoziemskiej orbicie. Kosmiczna stacja została zepchnięta z orbity tak, że omal nie spadła na Ziemię, a następnie została rozerwana na strzępy przez śmiercionośny pocisk odpalony przez Ardżunę. Totalne zwycięstwo.

5. Rygweda

I całe stworzenie drżało przed nim [Parajaną] i jego straszliwą bronią; także niewinny ustępował przed nim, co miał siły byka, kiedy on, Parajana, grzmiąc zabijał złoczyńców.

Nic dziwnego, że nawet nie będący wrogami Parajany ustępowali przed jego gniewem. W końcu broń atomowa nie wybiera, kogo ma zabić. Tak, jak w obecnych czasach, ten, kto ma do dyspozycji broń jądrową stoi na uprzywilejowanej pozycji. Zwłaszcza, gdy siła jego nuklearnego ataku jest naprawdę potężna:

O kapłani, jednym rzutem rozbił sto zamków Cambry…

a zniszczenia napawają grozą:

Pośpiesznie lecą twe wirujące płomienie, postępują ze śmiałą odwagą. Uwolnione z więzów rozlewają się wokół skrzydlate płomienie.

Już wskazywałem na to uwagę, ale warto przedstawić to na kolejnym fragmencie. Otóż znów pojawia nam się ognista fala uderzeniowa towarzysząca eksplozji nuklearnej, ale nie to jest najciekawsze. Jak wiadomo w wyniku reakcji jądrowej zachodzącej w czasie eksplozji dochodzi do rozerwania wiązań atomowych, co powoduje wyzwolenie olbrzymich ilości energii. W powyższym opisie jest mowa o ‚uwolnieniu z więzów’. Zdaję sobie sprawę, iż taka interpretacja jest śmiała i może okazać się za daleko idącą, ale… Czy aby na pewno jest to tylko metafora? Czy tylko przypadkiem określenie takie pojawia się kilkukrotnie przy okazji relacji z ataku jądrowego? A może jest to nieświadomy przekaz istoty działania tej broni, który przekazany przez bogów został wypaczony przez ludzi? Lektura coraz to nowych mitologii, pełnych technonaśladowczych określeń skłania mnie do coraz śmielszych hipotez, które szybko znajdują oparcie w rzeczowych argumentach.

6. Ramajana

Przyodziany w niebiańskie materie, wstępuje Rama do rydwanu i rzuca się do walki, jakiej ludzkie oczy dotąd nie widziały. Bogowie i śmiertelnicy baczyli na bitwę, w drżeniu spoglądali na atak Ramy w jego niebiańskim bojowym rydwanie. Chmury od śmiertelnych pocisków przyćmiły błyszczące oblicze firmamentu. I nastał mrok nad polem bitwy.

Rama był swego czasu najpotężniejszym bogiem hinduskim. Nic jednak dziwnego, skoro w swym latającym statku bojowym wyposażonym w straszliwą broń był nie do pokonania, decydował o życiu i śmierci całych narodów. Na szczególną uwagę zasługuje określenie ‚przyodziany w niebiańskie materie’. Podobne określenie znajdziemy w wielu innych mitologiach świata. W Mezopotamii bogini Isztar zanim wyruszyła w podróż latającym pojazdem ubierała się w szatę zwaną ‚pala’. W Biblii Ezechiel został ubrany w specjalne szaty, zanim pojazd boga przewiózł do na ‚wysoką górę’. Na całym świecie spotykamy wyobrażenia bogów w dziwnych szatach, hełmach… Dziś mamy na nie specjalne określenie – skafander kosmiczny.

Straszliwe wiatry wstrząsnęły wzgórzami, dolinami i oceanem, słońce pobladło. A skoro bitwa nawet teraz nie chciała ustać, chwycił Rama w gniewie broń Brahmy, naładowaną niebiańskim ogniem. To była skrzydlata broń światła, śmiercionośna niczym piorun zesłany przez niebo. A gdy okrągły łuk przyśpieszył jej lot, broń gromowładna runęła w dół i na wskroś przewierciła metalowe serce Rawany.

Gdy wszelkie inne środki zawodziły bogowie sięgali po broń nuklearną – środek ostateczny. Sądząc po opisie Brahma dysponował taką bronią, którą udostępnił Ramie. Musiała ona mieć olbrzymi zasięg. Jak współczesne rakiety balistyczne dalekiego zasięgu wystrzelone, leciały po paraboli, najpierw unosząc się w do wysokich warstw atmosfery, by potem spaść z nieba ‚niczym piorun’ niosąc śmierć i zniszczenie…

I to tyle, jeśli chodzi o mitologię indyjską. Na pewno wiele jest jeszcze równie ciekawych fragmentów, w końcu eposy hinduskie należą do najdłuższych dzieł spisanych w historii ludzkości. Sądzę jednak, iż to, co przedstawiłem w zupełności wystarcza by Cię drogi czytelniku zaciekawić. W kolejnych częściach cyklu zapoznamy się z innymi mitami wskazującymi na to, iż wojny jądrowe w starożytności były faktem. Przedstawię również dowody materialne na potwierdzenie moich tez. Tychże znajdziemy sporo już w samych Indiach.

źródła: Autor: Kazimierz Bzowski / Inne opracowanie: Wiesław Matuch – sm.fki.pl

Posted in CIEKAWOSTKI | Otagowane: , | 2 Komentarze »

Maszyna czytająca w myślach

Posted by edgier25 w dniu 14 czerwca 2012


Gadżety na pożytek wojska

Naukowcy są kolejny krok bliżej maszyny czytającej w myślach, po odkryciu sposobu na przetłumaczenie ludzkich myśli na słowa. Badacze po raz pierwszy byli w stanie przetłumaczyć sygnały mózgu używając sensorów umieszczonych na mózgu. Przełom, którego dokładność wynosi do 90%, oferuje drogę komunikacji dla osób sparaliżowanych, które nie mogą mówić, oraz możliwość czytania w myślach dowolnej osoby. „Wychodziliśmy z siebie z podekscytowania, kiedy to zaczęło działać,” powiedział Profesor Bradley Greger, bioinżynier Uniwersytetu w Utah, który prowadzi zespół badaczy.Maszyna czytająca w myślach

„To był jeden z tych momentów kiedy wszystko złożyło się w całość.”

„Byliśmy w stanie rozszyfrować słowa używając tylko sygnałów mózgu, za pomocą urządzenia które ma szanse pomóc sparaliżowanym pacjentom, którzy nie mogą mówić.”

„Nazwałbym to czytaniem myśli, spodziewamy się, że w ciągu dwóch lub trzech lat będzie to dostępne dla sparaliżowanych pacjentów.”

Przełom nastąpił kiedy zespół przymocował dwa przyciski z 16 małymi elektrodami do centrum mowy mózgu pacjenta z epilepsją. Sensory były przymocowane do powierzchni mózgu. Pacjent miał usuniętą część czaszki na potrzeby innej operacji, która miała na celu leczenie jego obecnego stanu. Używając elektrod, naukowcy nagrali sygnały mózgu, gdy pacjent wielokrotnie czytał 10 słów które mogą być przydatne dla sparaliżowanej osoby: tak, nie, gorąco, zimno, głód, pragnienie, witam, do widzenia, mniej i więcej. Kazali mu powtarzać słowa do komputera, który był w stanie dopasować sygnały mózgu do każdego ze słów, z dokładnością od 76 % do 90 %. Komputer odebrał fale mózgowe pacjenta, podczas gdy pacjent wymawiał słowa, nie używając przy tym żadnego urządzenia do rozpoznawania głosu. Uważa się że wystarczy pomyśleć o wyrazie, bez wymawiania go aby wytworzyć te same sygnały mózgowe, Profesor Greger i jego zespół wierzą że wkrótce będą posiadać urządzenie tłumaczące i „pudełko głosu” które by miało powtarzać słowa o których się pomyśli.

Co więcej, mózgi osób sparaliżowanych są często zdrowe I wytwarzają te same sygnały, co u osób zdrowych, tylko urazy blokują im dostęp do mięśni. Badacze powiedzieli że ta metoda potrzebuje ulepszenia, ale w ciągu najbliższych lat może doprowadzić do klinicznych prób na pacjentach, którzy nie mówią syndrom zamknięcia.To jest dowód? powiedział Profesor Grefer, Udowodniliśmy że te sygnały ukazują co dana osoba mówi. Ale musimy być w stanie wydobyć więcej słów z większą dokładnością, zanim będzie to pożyteczne dla pacjenta. Ludzie którzy są Zamknięci często porozumiewają się przez ruch mrugnięcie okiem, ruszając nieznacznie ręką wybierając w ten żmudny sposób litery lub wyrazy z listy. Nowe urządzenie pozwoli im na mówienie za siebie.

Nawet jeśli będziemy w stanie dać im tylko 30 lub 40 wyrazów, to i tak polepszy to znacznie jakość ich życia? powiedział Prof Greger

Nie znaczy to że problem jest całkowicie rozwiązany I możemy iść do domu. Znaczy to tylko że urządzenie działa i musimy dostosować je do pacjentów?

W badaniu, opublikowanym w Neural Engineering, użyto nowych rodzajów mikroelektrod które umieszczane są na mózgu. W ostatnim roku, Prof Greger I jego współpracownicy opublikowali badania pokazujące że elektrody potrafią czytać sygnały mózgowe kontrolujące ruchy rąk.

Posted in CIEKAWOSTKI | Otagowane: , , , , | Leave a Comment »

Odkryto ogromny ‚ocean’ wewnątrz Ziemi

Posted by edgier25 w dniu 14 czerwca 2012


Artykuł pochodzi z 2007 roku , autor nie opisuje jakie pokłady wody tam występują czy jest słodka czy morska woda

Naukowcy skanujący głębokie wnętrze Ziemi odkryli dowody na istnienie ogromnego zbiornika wodnego pod wschodnią Azją o objętości co najmniej Ocanu Arktycznego. Jest to pierwsze odkrycie, kiedy tak wielkie masy wody zostały znalezione głęboko pod skorupą Ziemi. Odkrycia dokonał Michael Wysession, sejsmolog z Uniwersytetu St. Louis, wraz z pomocą jego dawnego studenta Jesse Lawrence – aktualnie uczącego się na Uniwersytecie Kalifornijskim. Odkrycie zostanie udokumentowane w monografii, która niedługo zostanie wydana przez Stowarzyszenie Amerykańskich Geologów.

Para badaczy analizowała około 600,000 zapisów sejsmograficznych – wygenerowanych przez trzęsienia Ziemi przemierzające całą planetę. Próbki pobierane były z instrumentów rozmieszczonych na całej Ziemi. Badacze zauważyli, że fale sejsmiczne pod regionem Azji „namakają”, słabną i zwalniają. Woda powoduje właśnie takie ich zachowanie – na tej podstawie obliczono rozmiary wodnego zbiornika.

Wcześniejsze przewidywania zakładały, że jeśli istniałaby podstawa oceanu mieszczącego się o tysiące mil pod płaszczem Ziemi, wysoka temperatura spowodowałaby wyparowanie całej wody. […]

Odkryto ogromny ocean wewnątrz Ziemi

Naukowcy sondujący wnętrze Ziemi odkryli wielki zbiornik wody w swojej objętości porównywalny z Oceanem Arktycznym – mieszczący się pod wschodnim obszarem Azji. Rysunek po lewej jest przekrojem Ziemi wykonanym na podstawie rysunku po prawej, ukazujący anomalie wewnątrz płaszcza Ziemi do głębokości około 620 mil wgłąb. Na obydwu rysunkach, kolor czerwony symbolizuje miękkie i osłabione skały nasączone wodą, kolor niebieski ukazuje niezwykle twarde skały. Kolory żółte i białe symbolizują wartości pośrednie).

Posted in CIEKAWOSTKI | Otagowane: , | 2 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: