edgier25

WordPress – Wiadomości

Syndrom morgellonów – ludzi atakuje dziwny nieziemski pasożyt

Posted by edgier25 w dniu 28 Sierpień 2012


Dziwna choroba , która atakuje ludzi to jeden z najdziwniejszych i niewyjaśnionych przypadków schorzenia we współczesnym świecie. Cierpiący na nią twierdzą, że ich ciało zaatakował niezidentyfikowany (a według niektórych „nieziemski”) pasożyt, który daje o sobie znać przez pokrywające ich skórę wrzody, z których sterczą kolorowe włókienka. Niektórzy lekarze zajmujący się tzw. chorobą morgellonów twierdzą, że nie sposób ich zidentyfikować, inni zaś, że przypominają one twory nanotechnologii.

Oficjalnie choroba morgellonów jednak nie istnieje, choć dotknięci nią ludzie apelowali do najwyższych władz USA, wciąż oczekując na decyzję odnośnie tego, co im właściwie jest.

Horror zaczął się w sierpniu 2007 r. podczas wakacji w Nowej Anglii. Paul wraz z żoną i dwoma synami oglądał „Harry’ego Pottera” kiedy poczuł swędzenie i zaczął się drapać po nogach, rękach, klatce piersiowej – dosłownie wszędzie. Pomyślał, że to przez zapchlony fotel, jednak od tamtej pory ten 55-letni informatyk z Birmingham czuje świąd przez cały czas, nie wiedząc, co się z nim dzieje.

Kiedy Paul dotyka ran na swej skórze wyczuwa coś co przypomina kolce – drobne dziwne obce przedmioty przywodzące na myśl drzazgi. W 2008 r., aby zniwelować swędzenie żona przemywała mu plecy wacikiem nasączonym alkoholem. Zobaczyła na nim dziwny ciemnoniebieski odcień. Paul postanowił zakupić mikroskop i zbadał kawałek tego materiału. Odpowiedzi szukał także w Internecie i kiedy w wyszukiwarce wpisał słowa: „włókna, swędzenie, skóra”, wkrótce ją znalazł. Wszystkie symptomy się zgadzały. Cierpiał na nową przypadłość zwaną „chorobą morgellonów” (także „morgellonami”). Włókna były ponoć produktami tajemniczych organizmów pasożytujących w ciele człowieka. Im więcej czytał, tym bardziej był przekonany, że odpowiedź jaką znalazł była najgorszą z możliwych.

Nazwę „morgellony” wymyśliła w 2001 r. Amerykanka Mary Leitao, której syn skarżył się na opryszczkę wokół ust i uczucie pełzającego po skórze „robactwa”. Badając jego skórę zabawkowym mikroskopem, Leitao zobaczyła dziwne czerwone, niebieskie, czarne i białe włókna. Od tego czasu, jak twierdzą pracownicy powołanej przez nią Morgellons Research Foundation, udało się skontaktować z ponad 12000 ludzi dotkniętymi tą chorobą.

Członkowie Fundacji Charlesa E. Holmana szacują, że chorzy „mieszkają na każdym kontynencie za wyjątkiem Antarktyki”. Tysiące z nich pisało do amerykańskiego Kongresu domagając się działań. W odpowiedzi na te prośby, ponad 40 senatorów, w tym Hillary Clinton, John McCain i Barack Obama zwróciło się do Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) z prośbą o interwencję. W tym celu w 2006 r. stworzono specjalną grupę roboczą, której przyznano budżet w wysokości 1 miliona dolarów.

Jednym z cierpiących na morgellony jest piosenkarz Joni Mitchell, który skarży się na „dziwną nieuleczalną chorobę, która wydaje się pochodzić z kosmosu…

– Włókna w różnych kolorach wystają z mojej skóry: ich pochodzenie nie może być uznane za zwierzęce, roślinne lub mineralne. Morgellony to powolny, nieprzewidywalny zabójca – to terrorystyczna choroba, która prowadzi do zniszczenia wewnętrznych organów, unieruchamiając człowieka w łóżku”.

Jest to więc choroba nowa, przerażająca i niezwykle dziwna. Ale jeśli przyjrzeć się oficjalnemu stanowisku środowisk medycznych można odkryć fakt najdziwniejszy: choroba morgellonów nie istnieje. Oficjalnie.

Z Paulem spotykam się w pubie na przedmieściach Birmingham. Gdy pokazuje mi zdjęcia zebranych ze swej skóry włókien, na jego laptopie przewijają się ponure obrazy. Są tam rany, bąble, włosy z nosa, wszystko powiększone 200-krotnie. Na każdym zdjęciu widać małe kolorowe włókna.

– Czy to ekskrementy? – pyta Paul. – Produkt uboczny? – Kelnerka przechodzi obok stolika z sałatką na tacy, a Paul wskazuje na zdjęcie sączącej się rany. – Czy to ich aparat oddechowy?

Paul nieświadomie wbija paznokcie w skórę tuż u brzegu swych szortów. Jego ręce i nogi pokryte są większymi i mniejszymi ranami oraz bliznami. Widział się już z całym szeregiem ekspertów – dermatologami, alergologami, specjalistami od chorób zakaźnych. Najczęściej ich diagnoza jest zgodna z tą, jaką wydał pierwszy z dermatologów, do którego się zwrócił: urojona parazytoza (ang. delusions of parasitosis – DOP), stan psychiczny, w którym ludzie błędnie wierzą, że są zakażeni pasożytami skóry.

Ta szczególna forma DOP uważana jest za wyjątkową, gdyż rozpowszechniła się za pośrednictwem Internetu. Podczas gdy w przeszłości epizody masowej histerii były ograniczone do małych społeczności, dzisiaj wyimaginowane objawy mogą rozprzestrzeniać się o wiele szerzej i szybciej dzięki sieci.

Paul nie jest przekonany co do tej diagnozy. Wszędzie nosi ze sobą żel do przemywania skóry, bierze cztery prysznice dziennie i oczyszcza parą swoje ubrania. Stres czyni go nerwowym. Ma trudności z koncentracją i dostosowaniem się do rytmu pracy.

Czy wspominał o tych myślach lekarzom?

– Nie, ponieważ mówienie o tym nadaje sprawie psychiczny aspekt – potwierdza diagnozę DOP. A to jest absolutnie fizyczne, spójrz!

Dowody na ekranie jego komputera wydają się być przekonujące. Włókna znacznie cieńsze niż włosy i wydobywają się z porów jego skóry. Ale czym są? Jak tam się dostały? Aby się tego dowiedzieć wyruszam na IV Doroczną Konferencję Morgellonów w Austin w Teksasie, aby spotkać się z biologiem molekularnym, który nie wierzy w medyczne diagnozy. Przeciwnie, twierdzi on, że badania jakie zlecił wskazują na zupełnie „nieziemskie” pochodzenie włókien.

Wiosną 2005 roku Randy Wymore, profesor farmakologii na Oklahoma State University, natknął się na artykuł o morgellonach. Czytając o włóknach, które wedle pacjentów były produktem ubocznym jakichś pasożytów pomyślał, że jest to dość łatwe do zweryfikowania. Skierował on do chorych prośbę o przysłanie swych próbek, a następnie porównał je z próbkami bawełny, nylonu, dywanów i zasłon. Badając je pod mikroskopem doznał szoku. Przysłane włókna wyglądały zupełnie inaczej! Wymore zlecił wykonanie analizy włókien laboratorium kryminalistycznemu w Tusla. Zaraz po rozpoczęciu analizy policjant z 28-letnim doświadczeniem miał powiedzieć:

– Nie sądzę abym kiedyś coś takiego widział.

Fragmenty „morgellonów” nie pasowały do żadnego z 800 włókien w bazie danych, ani do żadnego z 85 000 znanych związków organicznych. Ogrzał też jedno z włókien do temperatury 600 stopni i ze zdumieniem stwierdził, że nie spaliło się. Pod koniec dnia Wymore stwierdził:

– Dzieje się tu coś dziwnego. Coś, czego w ogóle nie rozumiemy.

W ubiegłym roku zwrócił się do kilku komercyjnych laboratoriów z prośbą o przeprowadzenie kolejnych testów, ale z chwilą gdy te dowiadywały się, że chodzi o morgellony, rezygnowały. Wreszcie Wymore znalazł laboratorium gotowe do podjęcia się analiz. To właśnie te wyniki zostaną ujawnione w trakcie dwudniowej konferencji.

Godzinę jazdy na południe od Austin, w holu centrum kongresowego Woods Westoak Baptist Church przy bufecie podczas śniadania gromadzą się osoby cierpiące na chorobę morgellonów z USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemiec i Meksyku. W zgiełku słychać fragmenty ich opinii: „Mieszam wazelinę z siarką i smaruję całe ciało”, „Im bardziej starasz się udowodnić, że nie jesteś szalony, tym bardziej oni myślą, że taki jesteś”, „Całe środowisko medyczne jest tego częścią”, „Nie chcę mówić, że to spisek, ale…”

U większości uczestników konferencji zdiagnozowano DOP, to fakt, który zirytował jednego z pierwszych prelegentów, dr Grega Smitha, pediatrę z 28-letnim doświadczeniem:

– To jest moralnie i etycznie złe! Więc pozwólcie, że złoże oświadczenie polityczne. – Następnie lekarz ściąga bluzę by odsłonić napis na koszulce „DOP” przekreślone czerwoną linią. „Nigdy więcej!” krzyczy a sala klaszcze. – Nigdy więcej!

Później Smith powiedział mi, że cierpi od 2004 roku. – Przełożyłem przez ramię sweter, który miałem na sobie w ogrodzie i poczułem intensywne pieczenie. Myślałem, że to kolce kaktusa. Zacząłem ich szukać by się pozbyć, ale po chwili czułem to już na całym ciele. Opisuje to jako „prawie obsesję. Po prostu nie możesz przestać tego szukać. Czujesz, że coś próbuje wydostać ci się przez skórę i myślisz tylko o tym, aby to wyciągnąć. A kiedy się uda czujesz niesamowitą ulgę.

Smith pokazuje skórę pokrytą zasklepionymi bliznami. Choć nadal czasem swędzi, zmiany skórne wydają się być wyleczone. Jeśli, jak wierzą chorzy rany nie są samookaleczeniami, ale spowodowane są przez włókna tworzone przez pasożyty, jak to jest możliwe?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: