edgier25

WordPress – Wiadomości

Archive for Luty 8th, 2013

Kto chce wytruć ludzkość ?

Posted by edgier25 w dniu 8 lutego 2013


 

Fałszerze jedzenia

Polscy producenci żywności zaczynają naśladować zachodnie sposoby jej wytwarzania

Przemysłowe metody w rolnictwie i przetwórstwie często powodują fałszowanie produktów i nabijanie klientów w butelkę.

Na rynku spożywczym zapanowała wolnoamerykanka. Zwycięża ten, kto wyprodukuje taniej, a jego wyroby będą „zjadliwe”. Gdzież te czasy, gdy cechy rzeźników konkurowały ze sobą jakością wyrobów? Dziś lepszy jest ten, kto sprzeda najwięcej. Co to jest parówka? Jaki jest jej skład? Na te pytania żaden specjalista od żywienia nie odpowie.

 – W parówce może być mięso, ale nie jest to konieczne – twierdzi jeden z pracowników Inspekcji Handlowej. – Kiedy sprawdzamy towar, interesuje nas tylko, jaki skład podał producent. Jeśli po zbadaniu próbki jej skład zgadza się z zadeklarowanym, wszystko jest w porządku. Parówką może być na przykład kilka zmielonych składników, niekoniecznie pochodzenia zwierzęcego. Można tam dodać nawet papier toaletowy, byleby całość nie była szkodliwa dla zdrowia. Poza tym każdy ma prawo nazwać swój wyrób, jak mu się podoba. Akurat ten producent postanowił nazwać to coś parówką.

 

 

Trucie po polsku

 

Kontrole stwierdziły, że to, co sprzedaje się u nas jako chleb i bułkę, jest w większości produktami chlebopodobnymi i bułkopodobnymi. Niektórzy producenci do chleba dodają startą bułkę, czasem gips i kreatynę otrzymywaną z ludzkich włosów, kupowanych w zakładach fryzjerskich.

 W maju tego roku Inspekcja Handlowa opublikowała raport z kontroli kilku dużych sieci sklepów. Sprawdzono Biedronkę, sieć Champion, Elea, Leader Price, Lidl, Real, Tesco i AHOLD. Inspektorzy stwierdzili, że jakość 24 proc. badanych towarów była znacznie niższa od deklarowanej.

 Najgorzej wypadły produkty mleczne. Jedna trzecia z nich nie spełniała norm wypisanych na opakowaniu. Przetwory owocowe i warzywne miały wady w 26,3 proc., konserwy rybne w 24,5, a przetwory mięsne niemal w 24 proc. Inspekcja wykryła również, że przetwory mięsne mają „niewłaściwe cechy organoleptyczne” (po prostu śmierdzą – red.); w wędzonkach stwierdziła „występowanie skupisk galarety, wyciek soku, konsystencję mało kruchą i gumowatą, smak kwaskowy, zapach lekko nieczysty”.

 Z kolei konserwy rybne mają „zapach lekko gorzkawy, lekko metaliczny smak i są mdłe”. Na domiar złego także żywność określana mianem ekologicznej często bywa fałszowana podobnymi metodami. Podczas przeprowadzonej w 2004 roku w 211 placówkach handlujących ekologiczną żywnością kontroli Inspekcji Handlowej wykryto wiele uchybień. 56 proc. wędlin zawierało niedozwolone konserwanty. Badania laboratoryjne zakwestionowały jakość 48 proc. mleka i przetworów mlecznych oraz 41 proc. mięsa i przetworów mięsnych.

 Z badań analizowanych przez Walentynę Rakiel-Czarnecką, eksperta ds. żywności z PSL, wynika, że prawie co czwarta woda mineralna czy źródlana (na rynku jest jej około 500 rodzajów) to po prostu zwyczajna kranówka. – Niewielu producentów jest uczciwych. Odkąd kilka lat temu obniżono normę określającą poziom składników mineralnych zawartych w 1 litrze z 1000 do 200 mg, praktycznie każdy, kto miał studnię, mógł rozpocząć produkcję wody – twierdzi Rakiel-Czarnecka.

 Na szczęście wciąż jesteśmy krajem dziewiczym pod względem „ulepszania” żywności. – Polskie płody rolne mają lepszą wartość biologiczną niż produkty intensywnego rolnictwa zachodniego dzięki temu, że u nas zużywa się trzy razy mniej nawozów mineralnych i dziesięć razy mniej środków ochrony roślin – informuje dr Urszula Sołtysiak z SGGW. Jakkolwiek w ciągu ostatnich 10 lat zużycie nawozów mineralnych w Polsce wzrosło o niemal 15 proc., wciąż jest o wiele mniejsze niż w UE, nie mówiąc już o Japonii (niemal dwukrotnie większe niż w UE). Wiele ubogich obszarów w Polsce nigdy nie nawożono, a rosnących na nich upraw nie opryskiwano. Mieliśmy więc szczęście w nieszczęściu, polskie rolnictwo miało bowiem do niedawna charakter ekstensywny, a produkty małych gospodarstw rodzinnych są ekologiczne w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Zielone światło z Unii

 

Jednak po naszym wejściu do UE przestały obowiązywać branżowe normy żywieniowe z lat 80. Z dzisiejszej perspektywy trzeba przyznać, że nie były one najgorsze. Określały skład wyrobu, jego ciężar, kolor czy smak. Nie było – jak dzisiaj – pełnej dowolności w technologii produkcji i nazewnictwie.

 Jeszcze 24 kwietnia 1997 roku uchwalono w Polsce ustawę bezwzględnie zakazującą powrotu mięsa i przetworów mięsnych z półek sklepowych do producenta. Po wejściu Polski do UE przestała ona jednak obowiązywać, otwierając pole do „odświeżania” wyrobów. Także zakres dopuszczalnej chemizacji żywności znacznie się zwiększył. – Po wejściu Polski do Unii Europejskiej liczba dopuszczonych do użycia w przemyśle spożywczym substancji dodatkowych wzrosła ponaddwukrotnie – ocenia dr Sołtysiak.

Czary-mary, czyli wielkie psucie

 

Do niedawna ze stu kilogramów mięsa odpowiedniej jakości wolno było wyprodukować 52 kg kabanosów czy 86 kg szynki. „Wydajność” tych wyrobów wynosiła odpowiednio 52 proc. i 86 proc. Dzisiaj z tej samej ilości mięsa produkuje się 200 i więcej kilogramów „szlachetnych” wędlin. Do mięsa wstrzykuje się wodę z azotanami i azotynami, substancje wiążące wodę, fosforany dodające wędlinie kruchości, ulepszacze. – Z kilograma mięsa można spokojnie zrobić 1,5 kg szynki. Producent zgodnie z przepisami umieszcza na towarze informację, że szynka jest napompowana wodą. Brzmi ona: „produkt wysoko wydajny” – mówi Rakiel-Czarnecka.

 Nie inaczej jest z wyrobami drobiowymi, które mają niewiele wspólnego z drobiem. Są produkowane z MOM, czyli mięsa drobiowego odkostnionego. Jest to mieszanina zmielonych kości, chrząstek, szpiku kostnego, ścięgien. Do 1995 roku używanie tego specyfiku było zabronione. Teraz już nie jest. Dodanie MOM-u znacznie obniża koszty produkcji. Najczęściej wykorzystuje się go w parówkach, kaszankach i pasztetowych.

 Unijne normy dotyczące rtęci odnoszą się wyłącznie do ryb. Jeszcze bardziej tolerancyjne jest obecnie prawo dotyczące kadmu – metalu wysoce rakotwórczego. Po 1 maja 2004 roku do Polski można sprowadzać żywność o podwyższonej jego zawartości.

 Według Lidii Lorek z SGGW, zgodnie z ustawodawstwem UE do żywności może być dodawanych 500 chemicznych substancji dodatkowych. W procesie technologicznym można wykorzystywać ich tysiące. Dlatego dziś, jak nigdy wcześniej, producenci żywności dbają o urodę swoich wyrobów. Piękne różowe łososie zawdzięczają swoją barwę dodatkowi beta-karotenu. Napojom gazowanym kolor nadają barwniki, których nazwy zaczynają się od litery „E”. Niedawno głośno było o dodawaniu do papryki niebezpiecznego barwnika o nazwie sudan, a dodatki zabarwiające słodycze na kolor czarny i granatowy wciąż budzą spory wśród żywieniowców.

Psychotechnologia i pieniądze

 

Głównym motorem rozwoju przemysłowych metod produkcji żywności są płynące stąd miliardowe zyski. Phill Angell, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej koncernu Monsanto, powiedział „New York Timesowi”: „Koncern Monsanto nie powinien być zmuszany do łaskawego udzielania gwarancji bezpieczeństwa dla żywności opartej na biotechnologii. Naszym interesem jest sprzedawać jej tak dużo, jak tylko się da. A zapewnianie jej bezpieczeństwa to zajęcie dla Urzędu ds. Żywności i Leków”. Pecunia non olet.

 Amerykański koncern Smithfield został w USA ukarany najwyższą w historii grzywną za wielokrotne naruszanie Aktu Czystości Wód. Przed paroma laty Smithfield rozpoczął działalność także w Polsce. Jego własnością jest m.in. firma Constar SA w Starachowicach, która wsławiła się niedawno wykrytym przez dziennikarzy procederem „odświeżania” zepsutej żywności. Mimo to koncern ma się w naszym kraju całkiem dobrze.

 Także firmy reklamowe oraz marketingowe mogą się przy okazji nieźle pożywić. Codziennie jesteśmy bombardowani absurdalną propagandą. Wynika z niej, że najlepszym pożywieniem dla dzieci i ich rodziców są czekoladowe batony, pragnienie zaś najlepiej gaszą słodkie napoje albo piwo. A jakże, pamięta się również o zdrowiu obywateli! Od lat wmawia się nam, że masło roślinne, zawierające tłuszcze nienasycone, jest zdrowsze od tradycyjnego, w którego skład wchodzą zwierzęce tłuszcze nasycone. Ale aby olejowi roślinnemu nadać konsystencję maślanego żelu, należy dodać szereg substancji zagęszczających, które zdrowotność masła roślinnego czy margaryny stawiają pod znakiem zapytania! Zresztą, czy którakolwiek agencja reklamowa bada jakość reklamowanego produktu, zanim zacznie nam wmawiać, że bez niego nie możemy żyć?

 Wyrafinowanymi metodami uzależniania klientów od towaru posługuje się również sam przemysł. Niedawno technologowie żywności odkryli, że istnieje piąty smak, występujący obok smaku słonego, słodkiego, gorzkiego i kwaśnego. To umami. Znany od dawna Azjatom. Substancje wywołujące jego wrażenie występują m.in. w niektórych azjatyckich grzybach. Sprawiają, że potrawa bardzo zyskuje na smaku. Nie umiemy powiedzieć, dlaczego tak jest, bo nie potrafimy tego efektu smakowego opisać w kategoriach znanych nam smaków. Chętnie jednak sięgamy po „umamione” produkty. Problem w tym, że opracowano już chemiczny odpowiednik naturalnego umami, czyli glutaminian sodu. Jego oddziaływanie na organizm człowieka jest nie do końca rozpoznane; wiadomo jednak, że substancja ta w dużych ilościach jest szkodliwa dla zdrowia. Producenci wiedzą jednak, że stosując tę substancję, mogą konsumenta przywiązać do każdego świństwa. Umami wszystkich nas omam

 Odrębną sprawą jest hodowla. Tajemnicą poliszynela jest dodawanie do paszy i karmy dla ptactwa hormonów wzrostu i antybiotyków, które podaje się profilaktycznie w celu zapobieżenia dziesiątkującym stada infekcjom. Aplikowanie antybiotyków zdrowym zwierzętom jest w Polsce prawnie zabronione. Ale jak inspektorzy służb kontrolnych mają dowieść producentowi, że obecność antybiotyków w mięsie nie wynika z niedawnego leczenia infekcji?

 

Mleko bez krowy

 

Na każdym kroku jesteśmy zręcznie wprowadzani w błąd przez producentów żywności. Sery, które powinny być wytwarzane z mleka, są podrabiane z użyciem olejów roślinnych. Mleko i kefir często produkowane są z proszku. Idziemy tu tropem wielkich koncernów zachodnich, które budują fabryki przetworów mlecznych w takich rejonach świata o taniej sile roboczej – np. w Maroku – gdzie w promieniu kilkuset kilometrów nie ma ani jednej krowy. A wszystko to dzieje się w majestacie prawa polskiego i unijnego.

 Cała żywność produkowana metodą przemysłową przesycona jest chemią. Także ta, którą postrzegamy jako wolną od niezdrowych składników. Przykładem tego mogą być produkty oznaczone jako „light”. W Polsce nie istnieje prawna definicja tego terminu. Dlatego każdy producent może go używać, jak chce. Ci, którzy rezygnują z zastosowania cukru w produktach „light”, dodają chemikalia imitujące smak cukru. Są one często bez porównania groźniejsze dla zdrowia niż zwykła sacharoza. Jak choćby aspartam, dopuszczony do użycia tylko w niewielkich dawkach.

 

Drużyny kontrolerów

 

Mamy wiele różnych inspekcji badających żywność. I wszystkie niewydolne. Nie ma między nimi dobrego przepływu informacji, ponadto podlegają trzem różnym resortom – rolnictwa, zdrowia i Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Eksperci od zdrowej żywności są zgodni, że ostatnio kontrole są zbyt wyrywkowe.

 

Dr Zbigniew Hałat, epidemiolog (w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny), mówi wprost, że ludzi zajmujących się kontrolowaniem żywności producenci korumpują tak samo, jak koncerny farmaceutyczne lekarzy.

 – Wiem o licznych przypadkach, gdy w trakcie kontroli producenci zmieniali deklarację na temat składu produktu – dodaje wieloletni pracownik Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych z południowej Polski. Dobrze zna środowisko pracowników inspekcji. – Zatrudnione są tam dwie grupy ludzi: staruszkowie tuż przed emeryturą i młodzież tuż po studiach. Ani jednym, ani drugim nie opłaca się wychylać. Każdy przecież wie, że koncerny nie przepuszczą. Młodzi nabierają doświadczenia i odchodzą do innej, lepiej płatnej pracy, a starzy w spokoju doczekują emerytury. Ponadto kary są śmieszne – od 500 do 1000 zł.

Klątwa BSE

 

– Wszystkie środki dodawane do żywności, a posiadające odpowiednie certyfikaty, mogą być używane. Ale nikt nie badał, jakie skutki dla organizmu człowieka mogą mieć przeróżne mikstury i połączenia kilkunastu składników naraz. Z pewnością nie jest to nic zdrowego – mówi Rakiel-Czarnecka.

 Waldemar Starosta, specjalista ds. żywności z Samoobrony, twierdzi, że polifosforany są masowo wykorzystywane głównie przy produkcji parówek. – Te związki bardzo źle wpływają na kości. Są szczególnie niebezpieczne dla małych dzieci – mówi. [kom. Hehe parówki dobre dla dzieci!!!]

 Naukowcy są zwykle bardziej wstrzemięźliwi. Żeby wiedzieć coś na pewno – podkreślają – trzeba by przeprowadzać przez kilkadziesiąt lat kliniczne eksperymenty na ludziach. Na razie więc zalecają nie ulegać panice. Uspokajające komunikaty nie od dzisiaj docierają także do opinii publicznej w krajach UE i w Stanach Zjednoczonych. Mączka mięsno-kostna, która stała się nośnikiem BSE, również była przez całe lata uważana za bezpieczną. Czy rzeczywiście konserwanty i ulepszacze, pestycydy i herbicydy dopuszczone do użycia w przemyśle przetwórczym i rolnictwie są bezpieczne?

 Wśród samych naukowców trwają spory, na ile bezpieczne są chemikalia prawnie dopuszczone do spożycia w ściśle określonych dawkach. – Konserwantami są obce substancje wprowadzone do produktów. Najczęściej mają zapobiegać rozwojowi bakterii, a więc – nazwijmy rzecz po imieniu – są to trucizny. Być może ich dawki są zawsze przestrzegane, ale nie mamy pewności, czy nie nastąpi raptowna zmiana ich właściwości, na przykład pod wpływem czynników zewnętrznych – stwierdził publicznie prof. Stanisław Zaręba z Akademii Medycznej w Lublinie.

 „Poważne znaczenie w patologii człowieka ma też duży wolumen powstającego w hodowlach przemysłowych aerozolu mikrobiologicznego, amoniaku i odorów. Efekty skażenia gnojowicą powierzchniowych i podziemnych zbiorników wodnych są z natury rzeczy odległe i mało dostrzegalne przez odbiorców wody” – pisze dr Hałat. W styczniu 2004 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Zdrowia Publicznego wezwało władze do wprowadzenia moratorium na nowe lokalizacje przemysłowych ferm trzody chlewnej oraz wsparcia szeroko zakrojonych badań nad wpływem na zdrowie ludzkie skażeń wody i powietrza, wywołanych chemizacją procesów produkcyjnych. W USA tego rodzaju kosztowne badania prowadzone są już od lat 60., a mimo to pozarządowe organizacje monitorujące stan zdrowia społeczeństwa ponaglają rząd do znacznie bardziej stanowczych działań.

 Co drugie rodzące się obecnie niemowlę cierpi na alergię – jedną z najbardziej rozpowszechnionych dolegliwości wywołanych chemicznym skażeniem środowiska. Rośnie liczba chorób nowotworowych, o których przyzwyczailiśmy się mówić „cywilizacyjne”. Ale co to tak naprawdę znaczy? Gdzie jest ich pierwotne źródło?

 Autor rozprawy habilitacyjnej obronionej na jednej z wyższych szkół rolniczych porównał liczbę utylizowanych padłych zwierząt hodowlanych w latach 80. i 90. Okazało się, że w ciągu dekady ich liczba zmniejszyła się dziesięciokrotnie. Nie chcemy formułować podejrzeń o znamionach teorii spiskowej. Ale – jak sugerował rozmówca, który podsunął nam ten trop – czy przypadkiem padliny, która się gdzieś zawieruszyła, nie zjedli nabywcy najtańszych wędlin albo karmione podejrzaną paszą zwierzęta z wielkich hodowli?

Jak się bronić

 

Klienci powinni dokładnie sprawdzać na etykietach, co kupują. Wybierać produkty o naturalnej barwie, pieczywo bez przedłużonego okresu ważności, żywność jak najmniej przetworzoną. Zimą i wiosną warto kupować mrożonki, w których rzadko trafiają się substancje dodatkowe. Należy zapomnieć o parówkach po 3 zł za kilogram, wspaniale wyglądających owocach, zrozumieć, że wyroby czekoladowe pięknie błyszczą dlatego, że są pokryte specjalnymi substancjami nabłyszczającymi. Czyli chemikaliami.

 Warto też pamiętać, że tradycyjne potrawy narodowe mają tę przewagę nad kulinarnymi nowinkami, że ich bezpieczeństwo zostało przetestowane przez poprzednie pokolenia żyjące na danym terytorium.

 Pod adresem ustawodawców należy skierować postulat przywrócenia norm branżowych, co pozwoli chronić jakość polskich produktów i ich pozycję na rynkach eksportowych. UE nie zabrania zresztą wprowadzania norm krajowych.

 Natomiast bezkompromisowym obrońcom żywności przemysłowej polecamy wynalazek opisany w zeszłym roku przez „New Scientist”. Amerykańscy specjaliści ds. żywienia opracowali dla armii amerykańskiej specjalny filtr. Pozwala on żołnierską rację żywnościową, którą przed spożyciem miesza się z wodą, mieszać z moczem. Zaufanie do żywności z fast foodów oraz współczesnej nauki każe się liczyć z tym, że hamburger przyrządzony z moczem nie ustępuje smakiem hamburgerowi z wodą. Smacznego!

Cały art. [wiadomosci.onet.pl/1257234,2677,1,kioskart.html]

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, POLITYKA, RZĄD NIE CHCE MIEĆ PRZECIWNIKÓW W RZĄDZENIU, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | Otagowane: | 6 Komentarzy »

Unia Europejska przypomina ZSRR…

Posted by edgier25 w dniu 8 lutego 2013


Unia Europejska coraz bardziej zaczyna przypominać Związek Sowiecki.

Otóż okazuje się, że choć nie jest państwem posiada już prywatną, tajną armię, nazywa się ona EUROGENDFOR(CE) a powstała w 2006 roku i była już użyta na ulicach Madrytu i Aten. Pałujący Greków czy Hiszpanów nie byli ich współrodakami, im jak się okazuje tamtejsze władze już nie ufają. Byli to obcy funkcjonariusze, którym wypożyczono uniformy policyjne danego kraju. Natomiast początki organizacji nadzwyczajnych sił unijnych datują się na rok 2003 r., gdy przez Niemcy zaczęły przetaczać się transporty z odpadami z reaktorów atomowych. Przeciwko demonstrującym Niemcom skierowano siły złożone w sporej ilości Francuzów a także Polaków.

https://edgier25.wordpress.com/2013/02/03/wazne-polacy-beda-bici-przez-obce-armie-baliscie-sie-inwazji-rosyjskiej-za-jaruzelskiego-to-bojcie-sie-teraz-na-prawde/

Oddziały EUROGENDFOR(CE) mają szczególną strukturę zapewniającą pełną autonomię, ponieważ nie odpowiadają za swoje czyny, ani przed parlamentami krajowymi, ani europejskim tylko przed swym dowództwem. EGF jest pierwszym organem wojskowym Unii Europejskiej na poziomie ponadnarodowym. Złożony z Żandarmerii Wojskowej, może być uprawniony do interwencji na obszarach kryzysowych pod egidą NATO, ONZ, UE i koalicji utworzonej ad hoc w poszczególnych krajach i wzywającej ich interwencji.

Zbrojne oddziały wyłączone są spod jurysdykcji sądowej krajów, w których przyjdzie im działać a ich funkcjonariusze objęci są immunitetem, co więcej – nie można ich pociągnąć do odpowiedzialności materialnej za poczynione szkody. EUROGENDFOR(CE) to uzbrojony korpus, który ma pełną autonomię, a także nietykalność. Zadania, jakie mu przysługują to m.in. zapewnienie bezpieczeństwa publicznego i porządku publicznego; kontrola, doradztwo i nadzór nad lokalną policją, w tym możliwość prowadzenia śledztw, wykonywanie obowiązków straży granicznej; pozyskiwanie informacji i prowadzenie operacji wywiadowczych. Po cóż nam zatem armia, po cóż policja i służby, jeśli tak szerokie prerogatywy powierzymy bliżej nieokreślonym obcym wojskom?

Użycie oddziałów EUROGENDFOR(CE) wprowadził traktat z Velsen w Holandii z 18 października 2007 roku podpisanym tylko przez Holandię, Hiszpanię, Portugalię, Włochy i Francję. Siedziba główna znajduje się w mieście Vicenza (Włochy), w niewielkiej odległości od amerykańskiego obozu militarnego. I nagle okazuje się, że powyższy traktat ma obowiązywać Polskę, choć ta nie był jego sygnatariuszem.

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, KOŚCIÓŁ- WIARA, POLITYKA, RZĄD NIE CHCE MIEĆ PRZECIWNIKÓW W RZĄDZENIU, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Prawda o sepsie. To nie jest choroba!

Posted by edgier25 w dniu 8 lutego 2013


To nie jest nowa zaraza XXI wieku i raczej nie zdziesiątkuje ludzi. Nie można jej też nazwać chorobą zakaźną, bo sepsa nie jest chorobą!

 

Na sepsę nie można być chorym!

Według definicji sepsa to ogólna reakcja zapalna organizmu, wywołana przez zakażenie bakteryjne, grzybicze lub wirusowe. Najczęściej do wywołania sepsy przyczyniają się bakterie: Hemophitus injluenzae typu B, pneumokoki i meningokoki. Ponieważ nasze ciało jest pełne mikroorganizmów, pierwotne źródło zakażenia tkwi… w nas samych!

Zdrowy organizm trzyma bakterie w ryzach, nie pozwalając, aby poczyniły w nim spustoszenia. Sama więc ich obecność nie prowadzi do sepsy. Przy nagłym spadku odporności organizmu może się jednak zdarzyć, że przekroczą one bariery błon śluzowych i przedostaną się do krwi. Jeśli są bardzo „agresywne”, a nasze siły do walki z nimi niewielkie – dotrą również do
osłabionych, źle pracujących narządów.

Sepsa sama w sobie nie jest więc chorobą, ale zespołem objawów, które mogą towarzyszyć zakażeniu różnych organów: jamy brzusznej, dróg moczowych, skóry, kości, zapaleniu płuc czy zapaleniu opon mózgowych.

Występuje zwykle w trzech postaciach: sepsa (niepowikłana), ciężka sepsa i najgroźniejszy – wstrząs septyczny.

Oznakami sepsy są: gorączka, przyspieszony oddech, szybkie bicie serca, ogólne osłabienie oraz wszystkie te objawy, które są charakterystyczne dla danego zakażenia. Inne więc będą np. przy zapaleniu płuc, a inne przy zapaleniu opon mózgowych.

W ciężkiej sepsie dochodzi do niewydolności, czyli osłabienia funkcji ważnych dla życia narządów, co prowadzi do spadku ciśnienia krwi, gwałtownych duszności, zatrzymania moczu w nerkach i zaburzeń krzepnięcia krwi.

Wstrząs septyczny to już ciężka niewydolność krążenia powodująca dalszy spadek ciśnienia i pogorszenie przepływu krwi przez tkanki.

Sepsą nie można się zarazić!
Można się natomiast zarazić chorobą, przy której występuje sepsa. ale nigdy nie ma pewności, że pojawi się zespół objawów septycznych.

Na sepsę nie ma szczepionki!
Można, ale tylko po konsultacji z lekarzem (a najlepiej dwoma lub trzema) zastosować szczepienia ochronne przeciwko chorobom, przy których przebiegu mogą wystąpić objawy sepsy.

Nie pojawiła się nagle!


Sepsa nie jest nową epidemią związaną z rozwojem cywilizacyjnym. Nieprawdą jest też, że nikt wcześniej o niej nie wiedział. Po prostu zespół dodatkowych objawów występujących przy zakażeniach przez wiele lat nie był identyfikowany jako sepsa.

Słowa takiego nie wpisywano nawet w rozpoznaniach. Sepsa jest groźna i mamy prawo się jej obawiać, bo czyni ogromne zmiany w organizmie i niestety, w bardzo szybkim tempie prowadzi do etapu ostatniego, czyli wstrząsu. Pacjenci ze zdiagnozowaną sepsą, a tym bardziej ze wstrząsem, są przewożeni na oddziały intensywnej terapii, ale nawet tam nie zawsze się udaje opanować objawy.

Z licznych doniesień medialnych można by odnieść wrażenie, że sepsa atakuje głównie małe dzieci lub osoby przebywające w szpitalach. Niestety, może wystąpić u każdego człowieka, w każdym wieku, zarówno u zdrowego, jak i cierpiącego na inne choroby. Wystarczy, że jego system immunologiczny jest znacznie osłabiony (jak w przypadku osób w podeszłym wieku, z ranami lub urazami) albo nierozwinięty (jak u noworodków).

Prawdą jest natomiast, że sepsa występuje znacznie częściej w placówkach szpitalnych niż „na wolności”. Dzieje się tak dlatego, że bakterie żyjące w tym środowisku mają większe pole do działania. Ułatwiają im to choćby badania diagnostyczne, podawanie leków przez kroplówkę, a także zabiegi operacyjne.

Każda z tych czynności wiąże się w jakimś stopniu z naruszeniem powłok ciała. Każda bywa konieczna do zdiagnozowania lub wyleczenia choroby, ale wiąże się też z możliwościami przedostania się bakterii.

Warunkiem skutecznego przeprowadzenia wielu współczesnych terapii ratujących życie, jak np. przeszczepów, jest obniżenie odporności organizmu, co także zwiększa jego podatność na zakażenia. Ponadto szpitalne szczepy bakterii często są bardziej „agresywne” i uodpornione na antybiotyki.

Nieprawdziwa jest teza, że przypadki sepsy pojawiają się najczęściej na oddziałach intensywnej terapii. To akurat są miejsca, gdzie zwykle trafiają osoby z oddziałów, na których powstały pewne zaniedbania.

Co powinno zaniepokoić?


Objawów sepsy nie można lekceważyć! Na początku jednak bardzo trudno je dokładnie zidentyfikować. Najpierw bowiem pojawia się po prostu złe samopoczucie, które przecież może towarzyszyć każdej chorobie. Potem dziecko gorączkuje i to jest ten znak, aby zastanowić się nad dalszym postępowaniem. Nie wpadajmy jednak w panikę przy każdym wzroście temperatury o kilka kresek.

Udajmy się niezwłocznie do lekarza, jeśli gorączka jest wysoka, powyżej 38,5 st. C i nie możemy jej obniżyć tradycyjnymi metodami, a nawet jeśli spadnie, to dziecko nadal jest senne, apatyczne, albo odwrotnie – niespokojne, pobudzone, rozdrażnione.

Z późniejszych objawów, przy których należy natychmiast wezwać pogotowie, najbardziej widoczne są wybroczyny pod skórą, czyli zatory bakteryjne w drobnych naczyniach krwionośnych. Są niewielkie – przypominają sinogranatowe łepki od szpilek i nie znikają po naciśnięciu. Może dojść także do niewydolności nerek i problemów z oddaniem moczu, a gdy dojdzie do zapalenia opon mózgowych pojawią się nudności, wymioty drgawki, niezborność ruchów lub sztywność karku.

 Informacje pochodzą m.in. ze strony: www.sepsa.pl

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/22225

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, WAŻNE | Leave a Comment »

3 DNI W STRACHU – Wysp Salomona od 4,5 – 7,1 s.Richtera

Posted by edgier25 w dniu 8 lutego 2013


TO JEST JUŻ 3 DZIEŃ , GDZIE MISZKAŃCY  WYSPY  Nendo SĄ ROZDZIERANI PRZEZ TRZĘSIENIA . TO DZISIEJSZE MA MIEJSCE ZALEDWIE 10 KM. OD LINII BRZEGOWEJ ZE SKALĄ 7,1 

700 rodzin zostało bez dachu nad głową po przejściu tsunami przez Wyspy Salomona. Wywołało je silne trzęsienie ziemi z epicentrum na Pacyfiku, w pobliżu archipelagu.

 Gigantyczne tsunami uderzyło w święta. W Azji wspominają zabitych

Do trzęsienia doszło w środę około godz. 1 w nocy czasu polskiego w pobliżu wyspy Santa Cruz w archipelagu Wysp Salomona. Jego epicentrum znajdowało się około 340 km na wschód od miejscowości Kirakira na wyspie Makira w archipelagu Wysp Salomona – podało znajdujące się na Hawajach Centrum ostrzegania o tsunami na Pacyfiku.

Tsunami pół kilometra w głąb ladu

MWsdziekan315 2013-02-08, 16_18_48

Wstrząsy wywołały falę wysokości ok. 1-1,5 metra, która przeszła przez prowincję Temotu na Wyspach Salomona i sięgnęła ok. 500 metrów w głąb lądu. W wyniku trzęsienie ziemi co najmniej 5 osób straciło życie – podały miejscowe władze.

 Jak informują świadkowie fala, jaka dotarła do Wysp Salomona, wyglądała raczej jak seria przypływów niż tsunami. Mieszkańcy wyspy po ogłoszeniu alarmu schronili się na wyżej położonych terenach. Wzdłuż wybrzeża uszkodzonych zostało wiele domów.

– Mieliśmy małe fale, które odpływały i znów wracały. Fale dotarły, aż do terminalu lotniska – relacjonował Luke Taula, urzędnik ds. rybołówstwa z wysp Santa Cruz.

– Naszym głównym zmartwieniem jest obecnie ponowne otwarcie lotnisk, by dostarczyć pomoc – dodał przedstawiciel władz Robert Iroga. Zginęło pięć osób, a kilka uważa się za zaginione.

Rozległy archipelag

Wyspy Salomona to archipelag około 200 wysp w większości należących do państwa o tej samej nazwie. Zamieszkany przez 552 tys. ludzi archipelag położony jest w tzw. pierścieniu ognia Pacyfiku – strefie wykazującej wyjątkową aktywność sejsmiczną.

W kwietniu 2007 roku w wyniku trzęsienia ziemi o sile 8 w skali Richtera zginęło tam ponad 50 osób. W styczniu 2010 roku następujące po sobie wstrząsy o sile 7,2 i 6,5 w skali Richtera zniszczyły w regionie co najmniej 500 domów.

Tak rozległego i potężnego trzęsienia ziemi jeszcze nie notowano ostatnimi czasy …….

MWsdziekan314 2013-02-08, 16_16_04

Posted in ANOMALIE POGODOWE NA ŚWIECIE, CIEKAWOSTKI | Otagowane: , | Leave a Comment »

BIEDROŃ NAWOŁUJE JAWNIE JOHNA GODSONA DO CZYNIENIA CHAMSTWA. ( szykują się igrzyska rowerowe zamiast porannej mszy w kościele ? )

Posted by edgier25 w dniu 8 lutego 2013


 

Biedroń do Godsona: John, wybrali cię jako posła, nie pastora

 

ANTYCHRZEŚCIJAŃSKI WYBRYK NATURY

 ( szykują się igrzyska rowerowe

zamiast porannej mszy w kościele ? ) 

 

SZANOWNI PAŃSTWO  !  

SAMI WIDZICIE Z KIM MACIE DO CZYNIENIA….  PRZEKONALIŚCIE SIĘ JUŻ NIEJEDNOKROTNIE  ,ŻE ZOSTALIŚMY UWIKŁANI W SYSTEM Z BRAKIEM PODSTAWOWYCH WARTOŚCI KULTUROWYCH I TRADYCJI CHRZEŚCIJAŃSKICH Z JAKICH SŁYNIE NASZ KRAJ JAKIM JEST POLSKA !!!

– Państwo powinno być humanitarne i ułatwiać życie takim ludziom jak Biedroń. Ale bez związków partnerskich – mówił John Godson w „Kropce nad i”. – Kuriozalne jest to, że John, jako osoba czarnoskóra, nie odczuwa tego, co najczęściej odczuwają mniejszości – ripostował Robert Biedroń i porównywał sytuację homoseksualistów do niewolnictwa.

– Czy może pan nazwać posła Biedronia zboczeńcem? – pytała Monika Olejnik Johna Godsona na antenie TVN24. – Nie chciałbym używać takich słów. To takie bezpośrednie odniesienie do człowieka, a ja mówię ogólnie – odpowiedział poseł PO. – Według Biblii homoseksualizm jest grzechem. Z jednej strony uważam, że to jest zboczeniem, Biblia protestantów używa słowa „wypaczenie” – mówił. – Ale są też inne grzechy w Biblii. I chcę powiedzieć, że tak jak poseł Biedroń, jestem grzesznikiem.

John Godson cały czas podkreślał rozdźwięk między jego prywatną opinią a opinią, którą powinien wyrażać jako poseł. – Politycznie mówiąc, tzn. według prawa, homoseksualizm nie jest zboczeniem – stwierdził i podkreślił, że jako polityk tego będzie się trzymał. Zaznaczył jednak, iż w dalszym ciągu jest zdecydowanie przeciwny związkom partnerskim.Biedroń do Godsona: Wybrali cię jako posła, nie jako pastora

– Państwo powinno być humanitarne i ułatwiać życie takim ludziom jak Biedroń. Ale bez związków partnerskich. To jest pytanie, gdzie mamy się zatrzymać. Teraz mówimy o związkach partnerskich, potem o adopcji dzieci przez homoseksualistów, potem może o związkach poligamicznych – mówił.

Zapytany o swoją opinię na temat Anny Grodzkiej, stwierdził, że jako poseł jej nie ocenia. – To jej prywatna decyzja. Co innego powiedziałbym jako pastor – podkreślił. – Pismo święte mówi, że mężczyzna, który zachowuje się w sposób zniewieściały, zmienia płeć, popełnia grzech. To mówi pastor John Godson – dodał. Robert Biedroń zareagował natychmiast. – Wybrali cię jako posła, nie jako pastora – powiedział.

Biblia potępia też długie włosy. Na tym jakoś się poseł Godson nie koncentruje

Na jego słowa reagował Robert Biedroń. – Mój przyjaciel, mój kolega John, używa raczej języka religijnego, zamiast takiego, którym powinniśmy komunikować się jako politycy. Ubolewam nad tym – powiedział poseł RP. – Pan Godson wie, że mówienie o homoseksualizmie jako o grzechu jest bardzo literalnym czytaniem Biblii. Biblia zaraz obok potępia długie włosy, sianie dwóch nasion na tym samym polu, czy tatuaże i na tym jakoś się za bardzo poseł Godson nie koncentruje – przekonywał.

Zdaniem Biedronia, Godson powinien szczególnie dobrze rozumieć ciężką sytuację homoseksualistów ze względu na to, że jest osobą czarnoskórą. – Kuriozalne jest to, że John, jako osoba czarnoskóra, nie odczuwa tego, co najczęściej odczuwają mniejszości – mówił Biedroń. – Tego, że dyskryminacja jest bardzo namacalna. Kościół wspierał kiedyś niewolnictwo. Czy pan Godson chciałby należeć do takiego Kościoła? – ironizował poseł RP. – To pokazuje, że Biblię trzeba czytać w dzisiejszym kontekście. A ten kontekst pokazuje, że homoseksualizm nie jest chorobą – argumentował.

John Godson argumentował z kolei, że jego zdaniem homoseksualiści chcą zgody na związki partnerskie, aby w przyszłości zyskać m.in. prawo do adopcji. – Czy ty chcesz małżeństw homoseksualistów, żebyście mogli adoptować dzieci? – pytał Biedronia. – John, ja nie chcę ani małżeństw homoseksualistów, ani adopcji dzieci. Chcę związków partnerskich – odpowiedział mu poseł PO.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13366398,Biedron_do_Godsona__John__wybrali_cie_jako_posla_.html

 

CZY TEN JEDEN POSEŁ MA WIĘCEJ ROZUMU NIŻ CAŁA TA WATAHA ?

ILU ZATEM POWINIEN LICZYĆ SKŁAD SEJMU W KWESTII OSOBOWEJ ?

edgier25

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, Każdy ch... na swój strój, KOŚCIÓŁ- WIARA, POLITYKA, RZĄD NIE CHCE MIEĆ PRZECIWNIKÓW W RZĄDZENIU, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | 1 Comment »

 
%d blogerów lubi to: