edgier25

WordPress – Wiadomości

Kto chce wytruć ludzkość ?

Posted by edgier25 w dniu 8 Luty 2013


 

Fałszerze jedzenia

Polscy producenci żywności zaczynają naśladować zachodnie sposoby jej wytwarzania

Przemysłowe metody w rolnictwie i przetwórstwie często powodują fałszowanie produktów i nabijanie klientów w butelkę.

Na rynku spożywczym zapanowała wolnoamerykanka. Zwycięża ten, kto wyprodukuje taniej, a jego wyroby będą „zjadliwe”. Gdzież te czasy, gdy cechy rzeźników konkurowały ze sobą jakością wyrobów? Dziś lepszy jest ten, kto sprzeda najwięcej. Co to jest parówka? Jaki jest jej skład? Na te pytania żaden specjalista od żywienia nie odpowie.

 – W parówce może być mięso, ale nie jest to konieczne – twierdzi jeden z pracowników Inspekcji Handlowej. – Kiedy sprawdzamy towar, interesuje nas tylko, jaki skład podał producent. Jeśli po zbadaniu próbki jej skład zgadza się z zadeklarowanym, wszystko jest w porządku. Parówką może być na przykład kilka zmielonych składników, niekoniecznie pochodzenia zwierzęcego. Można tam dodać nawet papier toaletowy, byleby całość nie była szkodliwa dla zdrowia. Poza tym każdy ma prawo nazwać swój wyrób, jak mu się podoba. Akurat ten producent postanowił nazwać to coś parówką.

 

 

Trucie po polsku

 

Kontrole stwierdziły, że to, co sprzedaje się u nas jako chleb i bułkę, jest w większości produktami chlebopodobnymi i bułkopodobnymi. Niektórzy producenci do chleba dodają startą bułkę, czasem gips i kreatynę otrzymywaną z ludzkich włosów, kupowanych w zakładach fryzjerskich.

 W maju tego roku Inspekcja Handlowa opublikowała raport z kontroli kilku dużych sieci sklepów. Sprawdzono Biedronkę, sieć Champion, Elea, Leader Price, Lidl, Real, Tesco i AHOLD. Inspektorzy stwierdzili, że jakość 24 proc. badanych towarów była znacznie niższa od deklarowanej.

 Najgorzej wypadły produkty mleczne. Jedna trzecia z nich nie spełniała norm wypisanych na opakowaniu. Przetwory owocowe i warzywne miały wady w 26,3 proc., konserwy rybne w 24,5, a przetwory mięsne niemal w 24 proc. Inspekcja wykryła również, że przetwory mięsne mają „niewłaściwe cechy organoleptyczne” (po prostu śmierdzą – red.); w wędzonkach stwierdziła „występowanie skupisk galarety, wyciek soku, konsystencję mało kruchą i gumowatą, smak kwaskowy, zapach lekko nieczysty”.

 Z kolei konserwy rybne mają „zapach lekko gorzkawy, lekko metaliczny smak i są mdłe”. Na domiar złego także żywność określana mianem ekologicznej często bywa fałszowana podobnymi metodami. Podczas przeprowadzonej w 2004 roku w 211 placówkach handlujących ekologiczną żywnością kontroli Inspekcji Handlowej wykryto wiele uchybień. 56 proc. wędlin zawierało niedozwolone konserwanty. Badania laboratoryjne zakwestionowały jakość 48 proc. mleka i przetworów mlecznych oraz 41 proc. mięsa i przetworów mięsnych.

 Z badań analizowanych przez Walentynę Rakiel-Czarnecką, eksperta ds. żywności z PSL, wynika, że prawie co czwarta woda mineralna czy źródlana (na rynku jest jej około 500 rodzajów) to po prostu zwyczajna kranówka. – Niewielu producentów jest uczciwych. Odkąd kilka lat temu obniżono normę określającą poziom składników mineralnych zawartych w 1 litrze z 1000 do 200 mg, praktycznie każdy, kto miał studnię, mógł rozpocząć produkcję wody – twierdzi Rakiel-Czarnecka.

 Na szczęście wciąż jesteśmy krajem dziewiczym pod względem „ulepszania” żywności. – Polskie płody rolne mają lepszą wartość biologiczną niż produkty intensywnego rolnictwa zachodniego dzięki temu, że u nas zużywa się trzy razy mniej nawozów mineralnych i dziesięć razy mniej środków ochrony roślin – informuje dr Urszula Sołtysiak z SGGW. Jakkolwiek w ciągu ostatnich 10 lat zużycie nawozów mineralnych w Polsce wzrosło o niemal 15 proc., wciąż jest o wiele mniejsze niż w UE, nie mówiąc już o Japonii (niemal dwukrotnie większe niż w UE). Wiele ubogich obszarów w Polsce nigdy nie nawożono, a rosnących na nich upraw nie opryskiwano. Mieliśmy więc szczęście w nieszczęściu, polskie rolnictwo miało bowiem do niedawna charakter ekstensywny, a produkty małych gospodarstw rodzinnych są ekologiczne w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Zielone światło z Unii

 

Jednak po naszym wejściu do UE przestały obowiązywać branżowe normy żywieniowe z lat 80. Z dzisiejszej perspektywy trzeba przyznać, że nie były one najgorsze. Określały skład wyrobu, jego ciężar, kolor czy smak. Nie było – jak dzisiaj – pełnej dowolności w technologii produkcji i nazewnictwie.

 Jeszcze 24 kwietnia 1997 roku uchwalono w Polsce ustawę bezwzględnie zakazującą powrotu mięsa i przetworów mięsnych z półek sklepowych do producenta. Po wejściu Polski do UE przestała ona jednak obowiązywać, otwierając pole do „odświeżania” wyrobów. Także zakres dopuszczalnej chemizacji żywności znacznie się zwiększył. – Po wejściu Polski do Unii Europejskiej liczba dopuszczonych do użycia w przemyśle spożywczym substancji dodatkowych wzrosła ponaddwukrotnie – ocenia dr Sołtysiak.

Czary-mary, czyli wielkie psucie

 

Do niedawna ze stu kilogramów mięsa odpowiedniej jakości wolno było wyprodukować 52 kg kabanosów czy 86 kg szynki. „Wydajność” tych wyrobów wynosiła odpowiednio 52 proc. i 86 proc. Dzisiaj z tej samej ilości mięsa produkuje się 200 i więcej kilogramów „szlachetnych” wędlin. Do mięsa wstrzykuje się wodę z azotanami i azotynami, substancje wiążące wodę, fosforany dodające wędlinie kruchości, ulepszacze. – Z kilograma mięsa można spokojnie zrobić 1,5 kg szynki. Producent zgodnie z przepisami umieszcza na towarze informację, że szynka jest napompowana wodą. Brzmi ona: „produkt wysoko wydajny” – mówi Rakiel-Czarnecka.

 Nie inaczej jest z wyrobami drobiowymi, które mają niewiele wspólnego z drobiem. Są produkowane z MOM, czyli mięsa drobiowego odkostnionego. Jest to mieszanina zmielonych kości, chrząstek, szpiku kostnego, ścięgien. Do 1995 roku używanie tego specyfiku było zabronione. Teraz już nie jest. Dodanie MOM-u znacznie obniża koszty produkcji. Najczęściej wykorzystuje się go w parówkach, kaszankach i pasztetowych.

 Unijne normy dotyczące rtęci odnoszą się wyłącznie do ryb. Jeszcze bardziej tolerancyjne jest obecnie prawo dotyczące kadmu – metalu wysoce rakotwórczego. Po 1 maja 2004 roku do Polski można sprowadzać żywność o podwyższonej jego zawartości.

 Według Lidii Lorek z SGGW, zgodnie z ustawodawstwem UE do żywności może być dodawanych 500 chemicznych substancji dodatkowych. W procesie technologicznym można wykorzystywać ich tysiące. Dlatego dziś, jak nigdy wcześniej, producenci żywności dbają o urodę swoich wyrobów. Piękne różowe łososie zawdzięczają swoją barwę dodatkowi beta-karotenu. Napojom gazowanym kolor nadają barwniki, których nazwy zaczynają się od litery „E”. Niedawno głośno było o dodawaniu do papryki niebezpiecznego barwnika o nazwie sudan, a dodatki zabarwiające słodycze na kolor czarny i granatowy wciąż budzą spory wśród żywieniowców.

Psychotechnologia i pieniądze

 

Głównym motorem rozwoju przemysłowych metod produkcji żywności są płynące stąd miliardowe zyski. Phill Angell, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej koncernu Monsanto, powiedział „New York Timesowi”: „Koncern Monsanto nie powinien być zmuszany do łaskawego udzielania gwarancji bezpieczeństwa dla żywności opartej na biotechnologii. Naszym interesem jest sprzedawać jej tak dużo, jak tylko się da. A zapewnianie jej bezpieczeństwa to zajęcie dla Urzędu ds. Żywności i Leków”. Pecunia non olet.

 Amerykański koncern Smithfield został w USA ukarany najwyższą w historii grzywną za wielokrotne naruszanie Aktu Czystości Wód. Przed paroma laty Smithfield rozpoczął działalność także w Polsce. Jego własnością jest m.in. firma Constar SA w Starachowicach, która wsławiła się niedawno wykrytym przez dziennikarzy procederem „odświeżania” zepsutej żywności. Mimo to koncern ma się w naszym kraju całkiem dobrze.

 Także firmy reklamowe oraz marketingowe mogą się przy okazji nieźle pożywić. Codziennie jesteśmy bombardowani absurdalną propagandą. Wynika z niej, że najlepszym pożywieniem dla dzieci i ich rodziców są czekoladowe batony, pragnienie zaś najlepiej gaszą słodkie napoje albo piwo. A jakże, pamięta się również o zdrowiu obywateli! Od lat wmawia się nam, że masło roślinne, zawierające tłuszcze nienasycone, jest zdrowsze od tradycyjnego, w którego skład wchodzą zwierzęce tłuszcze nasycone. Ale aby olejowi roślinnemu nadać konsystencję maślanego żelu, należy dodać szereg substancji zagęszczających, które zdrowotność masła roślinnego czy margaryny stawiają pod znakiem zapytania! Zresztą, czy którakolwiek agencja reklamowa bada jakość reklamowanego produktu, zanim zacznie nam wmawiać, że bez niego nie możemy żyć?

 Wyrafinowanymi metodami uzależniania klientów od towaru posługuje się również sam przemysł. Niedawno technologowie żywności odkryli, że istnieje piąty smak, występujący obok smaku słonego, słodkiego, gorzkiego i kwaśnego. To umami. Znany od dawna Azjatom. Substancje wywołujące jego wrażenie występują m.in. w niektórych azjatyckich grzybach. Sprawiają, że potrawa bardzo zyskuje na smaku. Nie umiemy powiedzieć, dlaczego tak jest, bo nie potrafimy tego efektu smakowego opisać w kategoriach znanych nam smaków. Chętnie jednak sięgamy po „umamione” produkty. Problem w tym, że opracowano już chemiczny odpowiednik naturalnego umami, czyli glutaminian sodu. Jego oddziaływanie na organizm człowieka jest nie do końca rozpoznane; wiadomo jednak, że substancja ta w dużych ilościach jest szkodliwa dla zdrowia. Producenci wiedzą jednak, że stosując tę substancję, mogą konsumenta przywiązać do każdego świństwa. Umami wszystkich nas omam

 Odrębną sprawą jest hodowla. Tajemnicą poliszynela jest dodawanie do paszy i karmy dla ptactwa hormonów wzrostu i antybiotyków, które podaje się profilaktycznie w celu zapobieżenia dziesiątkującym stada infekcjom. Aplikowanie antybiotyków zdrowym zwierzętom jest w Polsce prawnie zabronione. Ale jak inspektorzy służb kontrolnych mają dowieść producentowi, że obecność antybiotyków w mięsie nie wynika z niedawnego leczenia infekcji?

 

Mleko bez krowy

 

Na każdym kroku jesteśmy zręcznie wprowadzani w błąd przez producentów żywności. Sery, które powinny być wytwarzane z mleka, są podrabiane z użyciem olejów roślinnych. Mleko i kefir często produkowane są z proszku. Idziemy tu tropem wielkich koncernów zachodnich, które budują fabryki przetworów mlecznych w takich rejonach świata o taniej sile roboczej – np. w Maroku – gdzie w promieniu kilkuset kilometrów nie ma ani jednej krowy. A wszystko to dzieje się w majestacie prawa polskiego i unijnego.

 Cała żywność produkowana metodą przemysłową przesycona jest chemią. Także ta, którą postrzegamy jako wolną od niezdrowych składników. Przykładem tego mogą być produkty oznaczone jako „light”. W Polsce nie istnieje prawna definicja tego terminu. Dlatego każdy producent może go używać, jak chce. Ci, którzy rezygnują z zastosowania cukru w produktach „light”, dodają chemikalia imitujące smak cukru. Są one często bez porównania groźniejsze dla zdrowia niż zwykła sacharoza. Jak choćby aspartam, dopuszczony do użycia tylko w niewielkich dawkach.

 

Drużyny kontrolerów

 

Mamy wiele różnych inspekcji badających żywność. I wszystkie niewydolne. Nie ma między nimi dobrego przepływu informacji, ponadto podlegają trzem różnym resortom – rolnictwa, zdrowia i Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Eksperci od zdrowej żywności są zgodni, że ostatnio kontrole są zbyt wyrywkowe.

 

Dr Zbigniew Hałat, epidemiolog (w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny), mówi wprost, że ludzi zajmujących się kontrolowaniem żywności producenci korumpują tak samo, jak koncerny farmaceutyczne lekarzy.

 – Wiem o licznych przypadkach, gdy w trakcie kontroli producenci zmieniali deklarację na temat składu produktu – dodaje wieloletni pracownik Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych z południowej Polski. Dobrze zna środowisko pracowników inspekcji. – Zatrudnione są tam dwie grupy ludzi: staruszkowie tuż przed emeryturą i młodzież tuż po studiach. Ani jednym, ani drugim nie opłaca się wychylać. Każdy przecież wie, że koncerny nie przepuszczą. Młodzi nabierają doświadczenia i odchodzą do innej, lepiej płatnej pracy, a starzy w spokoju doczekują emerytury. Ponadto kary są śmieszne – od 500 do 1000 zł.

Klątwa BSE

 

– Wszystkie środki dodawane do żywności, a posiadające odpowiednie certyfikaty, mogą być używane. Ale nikt nie badał, jakie skutki dla organizmu człowieka mogą mieć przeróżne mikstury i połączenia kilkunastu składników naraz. Z pewnością nie jest to nic zdrowego – mówi Rakiel-Czarnecka.

 Waldemar Starosta, specjalista ds. żywności z Samoobrony, twierdzi, że polifosforany są masowo wykorzystywane głównie przy produkcji parówek. – Te związki bardzo źle wpływają na kości. Są szczególnie niebezpieczne dla małych dzieci – mówi. [kom. Hehe parówki dobre dla dzieci!!!]

 Naukowcy są zwykle bardziej wstrzemięźliwi. Żeby wiedzieć coś na pewno – podkreślają – trzeba by przeprowadzać przez kilkadziesiąt lat kliniczne eksperymenty na ludziach. Na razie więc zalecają nie ulegać panice. Uspokajające komunikaty nie od dzisiaj docierają także do opinii publicznej w krajach UE i w Stanach Zjednoczonych. Mączka mięsno-kostna, która stała się nośnikiem BSE, również była przez całe lata uważana za bezpieczną. Czy rzeczywiście konserwanty i ulepszacze, pestycydy i herbicydy dopuszczone do użycia w przemyśle przetwórczym i rolnictwie są bezpieczne?

 Wśród samych naukowców trwają spory, na ile bezpieczne są chemikalia prawnie dopuszczone do spożycia w ściśle określonych dawkach. – Konserwantami są obce substancje wprowadzone do produktów. Najczęściej mają zapobiegać rozwojowi bakterii, a więc – nazwijmy rzecz po imieniu – są to trucizny. Być może ich dawki są zawsze przestrzegane, ale nie mamy pewności, czy nie nastąpi raptowna zmiana ich właściwości, na przykład pod wpływem czynników zewnętrznych – stwierdził publicznie prof. Stanisław Zaręba z Akademii Medycznej w Lublinie.

 „Poważne znaczenie w patologii człowieka ma też duży wolumen powstającego w hodowlach przemysłowych aerozolu mikrobiologicznego, amoniaku i odorów. Efekty skażenia gnojowicą powierzchniowych i podziemnych zbiorników wodnych są z natury rzeczy odległe i mało dostrzegalne przez odbiorców wody” – pisze dr Hałat. W styczniu 2004 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Zdrowia Publicznego wezwało władze do wprowadzenia moratorium na nowe lokalizacje przemysłowych ferm trzody chlewnej oraz wsparcia szeroko zakrojonych badań nad wpływem na zdrowie ludzkie skażeń wody i powietrza, wywołanych chemizacją procesów produkcyjnych. W USA tego rodzaju kosztowne badania prowadzone są już od lat 60., a mimo to pozarządowe organizacje monitorujące stan zdrowia społeczeństwa ponaglają rząd do znacznie bardziej stanowczych działań.

 Co drugie rodzące się obecnie niemowlę cierpi na alergię – jedną z najbardziej rozpowszechnionych dolegliwości wywołanych chemicznym skażeniem środowiska. Rośnie liczba chorób nowotworowych, o których przyzwyczailiśmy się mówić „cywilizacyjne”. Ale co to tak naprawdę znaczy? Gdzie jest ich pierwotne źródło?

 Autor rozprawy habilitacyjnej obronionej na jednej z wyższych szkół rolniczych porównał liczbę utylizowanych padłych zwierząt hodowlanych w latach 80. i 90. Okazało się, że w ciągu dekady ich liczba zmniejszyła się dziesięciokrotnie. Nie chcemy formułować podejrzeń o znamionach teorii spiskowej. Ale – jak sugerował rozmówca, który podsunął nam ten trop – czy przypadkiem padliny, która się gdzieś zawieruszyła, nie zjedli nabywcy najtańszych wędlin albo karmione podejrzaną paszą zwierzęta z wielkich hodowli?

Jak się bronić

 

Klienci powinni dokładnie sprawdzać na etykietach, co kupują. Wybierać produkty o naturalnej barwie, pieczywo bez przedłużonego okresu ważności, żywność jak najmniej przetworzoną. Zimą i wiosną warto kupować mrożonki, w których rzadko trafiają się substancje dodatkowe. Należy zapomnieć o parówkach po 3 zł za kilogram, wspaniale wyglądających owocach, zrozumieć, że wyroby czekoladowe pięknie błyszczą dlatego, że są pokryte specjalnymi substancjami nabłyszczającymi. Czyli chemikaliami.

 Warto też pamiętać, że tradycyjne potrawy narodowe mają tę przewagę nad kulinarnymi nowinkami, że ich bezpieczeństwo zostało przetestowane przez poprzednie pokolenia żyjące na danym terytorium.

 Pod adresem ustawodawców należy skierować postulat przywrócenia norm branżowych, co pozwoli chronić jakość polskich produktów i ich pozycję na rynkach eksportowych. UE nie zabrania zresztą wprowadzania norm krajowych.

 Natomiast bezkompromisowym obrońcom żywności przemysłowej polecamy wynalazek opisany w zeszłym roku przez „New Scientist”. Amerykańscy specjaliści ds. żywienia opracowali dla armii amerykańskiej specjalny filtr. Pozwala on żołnierską rację żywnościową, którą przed spożyciem miesza się z wodą, mieszać z moczem. Zaufanie do żywności z fast foodów oraz współczesnej nauki każe się liczyć z tym, że hamburger przyrządzony z moczem nie ustępuje smakiem hamburgerowi z wodą. Smacznego!

Cały art. [wiadomosci.onet.pl/1257234,2677,1,kioskart.html]

Odpowiedzi: 6 to “Kto chce wytruć ludzkość ?”

  1. galaxy said

    Jak ja uwielbiam artykuły propagujące nieprawdę i wzbudzające niezdrowe podejrzenia w ludziach. Czysta hipokryzja – krzyczeć przeciwko kłamstwu, wykrzykując kłamstwa.
    Ludzie którzy sami próbują zdemaskować jakąś propagandę, tworzą własną.
    Jako przyszły technolog żywności znam się „nieco” na temacie. W tym artykule występuje szereg bzdur. Pomijam fakt, że rzekomy link do oryginalnego artykułu na onet.pl nie działa – czyżby wyssane z palca.
    Przechodzą do sedna sprawy.
    1) Drogi konsumencie – patrz co kupujesz. Już od wielu lat na rynku są dostępne wędliny zarówno wysokowydajne jak i o niskiej wydajności. Kabanos nadal jest wędlina o wydajności poniżej 100%. Możemy zarówno kupić szynkę wysokiej jakości, której 100g powstało z minimum 100g mięsa, ale możemy kupić tania wędlinę, w której 100g zawiera 60g mięsa a reszta to białko sojowe i woda związana żelatyną. Wystarczy czytać informacje na opakowaniu.
    2) Została określona lista dozwolonych dodatków do żywności. Są one znakowane jako „E xxx”. Należy jednak pamiętać że lista ta to nie tylko substancje złe i syntetyczne. Np. E100-kurkumina(barwnik ekstrahowany z rośliny Curcuma longa, z której pozyskuje się przyprawę-kurkumę), E101-ryboflawina (wit. B2), E153-węgiel roślinny (stosowany jako węgiel medyczny przy biegunkach), E300-kwas askorbinowy (wit. C), E941-Azot (gaz do pakowania, uniemożliwia rozwój mikroflory, nie szkodząc człowiekowi). Nazwy barwników nie zaczynają się od E (poza erytrozyną:)) a jest to tylko ich symbol kodowy. Takie symbole, aby umożliwić międzynarodowe zrozumienie pomiędzy naukowcami i specjalistami występuje w wielu dziedzinach, np. EC 1.1.1.1 to symbol enzymu o nazwie dehydrogenaza alkoholowa, która występuje w naszym organizmie i jest odpowiedzialna za przemiany metaboliczne spożywanego alkoholu.
    3) Aby wyprodukować roślinny tłuszcz do smarowania, zwany potocznie „masłem roślinnym”, olej jest poddawany procesowi częściowego uwodornienia wiązań podwójnych w cząsteczkach kwasów tłuszczowych. Płynność tłuszczów roślinnych jest miedzy innymi spowodowana właśnie przez te wiązania. Ich uwodornienie powoduje zastąpienie wiązania podwójnego atomami wodoru (ujmując to skrótowo). Nie dodaje się żadnych zagęszczaczy. Co innego że podczas uwodornienia powstają tzw. izomery trans które są dla nas szkodliwe, jednak obecnie zaczyna się wprowadzać technologie pozwalające na zmniejszenie ilości wiązań o konfiguracji trans. Osobiście jednak zostaję przy maśle – wg. mnie jest smaczniejsze, bardziej naturalne i nie zawiera „transów”😛
    4) Glutaminian sodu, spożywany w nadmiarze jest szkodliwy. Jednak należy pamiętać, że każda substancja spożyta w nadmiarze jest szkodliwa. Jednak nieprawdą jest, że glutaminian sodu jest substancją syntetyczną – jest to substancja całkowicie naturalna, występująca w niektórych roślinach przyprawowych. Można o tym przeczytać chociażby na wikipedii. o ile dobrze pamiętam to lubczyk również zawiera glutaminian sodu.
    5) Smak umami, to nie żadne mamienie, tylko słabo zbadane wrażenie smakowe. Jest on określany jako smak bulionowy lub mięsny. Ciężko jest to wyjaśnić, ponieważ czysty glutaminian sodu jest bez smaku, a w przypadku występowania z innymi substancjami daje dodatkowy, ciekawy posmak, który dopełnia i doskonalizuje wrażenie smakowe.
    6) Co do antybiotyków – owszem, są znane praktyki podawania antybiotyków nie przestrzegając okresów karencji. Jednak przekręty zawsze były i zawsze będą. Mięso jest wyrywkowo poddawane kontrolom na obecność pozostałości po antybiotykach, jednak nie rzadko udaje się wyłapać takie przypadki. Jednak za nieprzestrzeganie okresów karencji, grozą zarówno kary finansowe, jak i utrata kontraktu z odbiorcą żywca.
    7) „Sery” z tłuszczu roślinnego to nie sery a produkty seropodobne. Należy zawsze czytać czy na opakowaniu widnieje słowo SER (nie „serowy” czy coś w tym stylu). Ser jest nazwą zastrzeżoną dla produktu powstającego tylko i wyłącznie z surowca mlecznego (tak jak masło). Wyroby serpodobne nie są niebezpieczne, są po prostu tańsze, roślinne i nie są serami. Na surowo ich smak mozna bez problemu rozpoznać – po upieczeniu/zapieczeniu/usmażeniu już niemal nie czuć różnicy. Jest to produkt skierowany m.in. do wegan oraz osób nie mogących spożywać produktów mlecznych ze względów zdrowotnych (alergie białkowe itp.)
    8) Proszek z którego produkowany jest kefir i inne produkty mleczne to nic innego jak odtłuszczone i wysuszone mleko. Mleko na dużą skalę o wiele lepiej opłaci się przechowywać w postaci produktu suszonego. Mleko zawiera ponad 85% wody, co oznacza, że gdy jej się pozbędziemy to objętość produktu zmniejsza się o 85%, czyli zamiast litra mamy już tylko 150ml – którego produktu zmieści nam się więcej w pomieszczeniu 10m^3? Ułatwia to również i obniża koszty transportu, bo wody transportować nie musimy. Umożliwia to właśnie dostarczenie mleka w rejony gdzie krów nie ma. Poza tym susze maja znacznie wyższą trwałość niż produkty nie poddane dehydratacji (odwodnieniu), ponieważ wiekszość drobnoustrojów, w tym patogeny, grzyby strzępkowe i pleśnie, potrzebują wody do swojego rozwoju. Proszek odtłuszcza się, ponieważ łatwiej jest niewielką ilość tłuszczu w czystej postaci zabezpieczyć przed jełczeniem – w proszku mlecznym bardzo szybko wy jełczał i nie można by go przechowywać przez długi okres czasu. Następnie poddaje się to mleko regenerowaniu, czyli mieszając w odpowiednich proporcjach proszek mleczny, tłuszcz mleczny i wodę, tak aby przywrócić pierwotny skład.
    9) Bzdurą jest stwierdzenie, że nie ma norm dotyczących produktów light. Produkty light to produkty o obniżonej zawartości cukru. Jest ustalony poziom, jednak nie pamiętam go, a notatki zostawiłem w akademiku (jestem już po sesji -zaliczona:) i tak – mam własne notatki!:P). Te chemikalia imitujące smak cukru, to syntetyczne substancje słodzące. Najczęściej stosowane to aspartam, acesulfam K i cyklaminan sodu. w nadmiarze są szkodliwe. Charakteryzują się znacznie wyższą słodkością względną (wzg. sacharozy) co pozwala na osiągnięcie tej samej słodkości przy znacznie mniejszym stężeniu (nawet 200x mniejszym). Jednak nie tylko stosuje się substancje syntetyczne. W użyciu, ale rzadszym są również takie substancje jak: mannitol (z kaszy mannej), fruktoza (cukier owocowy – UWAGA! Ostatnie badania dowodzą, że fruktoza może wywoływać miażdżycę!), ksylitol (np. z drewna brzozy). Poza tym te substancje nie podnoszą lub w mniejszym stopniu wpływają na stężenie cukru we krwi, co umożliwia spożywanie przez cukrzyków.
    10) Rozprowadzanie racji żywnościowej pod postacią liofilizatu w moczu… może i brzmi to obrzydliwie, jednak pamiętajmy że mocz to w głównej mierze woda. Jeśli przefiltrujemy toksyczny mocz i otrzymamy ciecz o przydatności spożywczej to niekiedy może to byc jedyne wyjście. Zauważmy, że sprawa dotyczy żołnierzy. Nie raz im dosyć łatwo może się zdarzyć, że braknie im wody. Wtedy mocz jest niemal jedynym wyjściem na zaspokojenie pragnienia i porządzenie obiadu z liofilizatu. Zapewniam jednak, że nie jest to stosowane w przemyśle „powszednim”, ponieważ są to technologie bardzo drogie i dodawanie filtrowanego moczu byłoby dla firm nieopłacalne.

    Dlatego drodzy konsumenci – bardzo proszę abyście patrzyli przez palce na tego typu artykuły. Piszą je często ludzie, którzy temat znają z pudelka lub tym podobnych „wydawnictw popularno-naukowych”.
    Jak powiedział Paracelsus „Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną (łac. Dosis facit venenum).” Wszystko jest dla ludzi, tylko w odpowiednich ilościach.
    W tajemnicy powiem wam, że alkohol również jest szkodliwy… w nadmiarze.😛

    Lubię

    • edgier25 said

      Witam.
      Ludziska muszą czytać różne informacje żeby coś wiedzieć………… minimum, ale zawsze.
      Mam pytanie do Ciebie ????
      Masz możliwość kupienia mięsa, wędlin z prywatnego uboju będąc przy wyrobach tak jak ja to robię będąc u mojej rodzinki lub też kupić w byle jakim kauflandzie , lidlu, careffour, realu – pewnie tam kupujesz jako znawca wiesz wszystko o chemii tam stosowanej więc jest zdrowa żywność …………. SMACZNEGO.

      Lubię

      • galaxy said

        Nie raz jadłem wędliny pochodzące z domowego uboju i nie zaprzeczam, że są one lepsze, zarówno pod względem smakowym jak i pod względem składu (chociaż stosowanie ekstraktów dymu wędzarniczego lub specjalnych wytwornic dymu, jest akurat o wiele zdrowsze niż sposób tradycyjny ze względu na wysoka zawartość nitrozoamin, które są kancerogenne). Jednak jako mieszkaniec miasta, na co dzień kupuję w markecie. Jestem świadom składu tych produktów, jak i jestem świadom możliwości wyboru pomiędzy produktem o wysokiej jakości i o niskiej jakości. Stosowanie wielu dodatków, podnosi tzw bezpieczeństwo żywności.
        Rozumiem że ludzie muszą coś wiedzieć, jednak nie można ludzi perfidnie okłamywać i szerzyć nieprawdę. Jeśli tak bardzo chcesz walczyć z niewłaściwym składem produktów spożywczych, to nie kłam i demaskuj prawdę. Jeśli nie znasz się na temacie, to nie pisz o tym artykułu.

        Lubię

        • edgier25 said

          „Jestem świadom składu tych produktów, jak i jestem świadom możliwości wyboru pomiędzy produktem o wysokiej jakości i o niskiej jakości. Stosowanie wielu dodatków, podnosi tzw bezpieczeństwo żywności.”
          Przepraszam , ale ty pisząc takie bzdury jesteś świadom tego co napisałeś przed chwilą ????????

          – WAŻNE ,ŻE TY WIESZ JAK LUDZIOM MOŻNA WCISNĄĆ OSTANIE GÓWNO – A ZNASZ SIĘ NA TYM PRAWDA ?

          „Stosowanie wielu dodatków, podnosi tzw bezpieczeństwo żywności.”
          JAKIE BEZPIECZEŃSTWO – TAK ZWANE ? DŁUGOTRWAŁOŚCI. PRZYDATNOŚCI DO SPOŻYCIA ? TO JEST TO BEZPIECZEŃSTWO ?

          W NASTĘPNYM KOMENTARZU PEWNIKIEM ZACZNIESZ ZACHWALAĆ ŻARECIE GMO .

          Lubię

          • galaxy said

            Na prawdę chłopczyku – zapoznaj się najpierw z tematem, przeczytaj kilka książek o dodatkach do żywności oraz o jej produkcji, a potem pisz takie artykuły. Nie zacznę zachwalać produktów GMO, ale nie dla tego jakie są, ale dla tego że rozwój tej dziedziny i jej dystrybucja jest niewłaściwa.
            Wiem co dodać do żywności i wiem jednocześnie jak to zrobić żeby Ciebie nie otruć.
            Pomiędzy mną a tobą różnica jest taka, że ja na moje argumenty mogę podać dowody i naukowe źródła, natomiast ty nie.
            Pozdrawiam.

            Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: