edgier25

WordPress – Wiadomości

TEORIE SPISKOWE

Posted by edgier25 w dniu 4 Kwiecień 2013


TEORIE SPISKOWE

 Czym jest spisek w definicji słownikowej?

“tajne porozumienie grupy osób dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu; sprzysiężenie, zmowa”

“tajne i zazwyczaj nielegalne porozumienie pomiędzy grupą osób (spiskowców), mających wspólny cel”

Spiski są nieodłączną częścią istnienia świata. Było ich mnóstwo w historii- część się udała, część się nie udała.. Ze spisków wynika historia.. Kształtuje się rzeczywistość.. Na spiskach zbudowana jest polityka światowa.. Spisek Brutusa, spisek rewolucjonistów francuskich, pełne spisków działania służb specjalnych. .Masoneria, która drąży materię świata.. Spiski obalają władze, zmieniają bieg historii, wpływają na zdarzenia.. To jest codzienność. Toczy się podskórna walka o władzę, o wpływy , o zmianę kształtu świata.

1) Spisek przeciwko Juliuszowi Cezarowi

Divus Iulius, Boski Juliusz. Człowiek stał się bogiem za zgodą rzymskiego senatu. Czy mogło być cokolwiek bardziej niezgodnego z ideałami republiki? Zwyciężywszy w wojnie domowej Cezar praktycznie pozbawił wpływu na losy państwa senatorów oraz konsulów, których sam wyznaczył, choć powinni być wybierani. Przyznanie tytułu „dożywotniego dyktatora” („dictator perpetuus”) potrzebne mu było tylko dla zachowania pozorów prawomocności swojej nieograniczonej władzy. Sam termin „dożywotni dyktator” zawierał w sobie sprzeczność – dyktatorzy mogli w Rzymie rządzić najwyżej pół roku. Jasne było, że tytuł ten wymyślono, aby zastąpić znienawidzone przez Rzymian słowo „król”.

Na początku 44 r. p.n.e. coraz częściej słyszało się pogłoski, że Cezar chce zrezygnować z pozorów i oficjalnie się koronować. Pewne zdarzenia zdawały się to potwierdzać. Dyktator ubierał się w purpurowy płaszcz, zaczął nawet nosić czerwone buty, takie jak legendarni królowie Rzymu. Nie założył jeszcze korony, ale wieniec laurowy przyznany mu jako zwycięzcy z czasem zastąpił wieńcem ze złota. Kazał wybić monety ze swoją podobizną – po raz pierwszy w historii republiki przedstawiono na nich człowieka jeszcze za jego życia. Cezar otrzymywał od podporządkowanego mu senatu kolejne godności i pełnomocnictwa. Dowództwo nad wszystkimi legionami, możliwość objęcia dowolnego urzędu, całkowity immunitet, wyznaczanie połowy urzędników, którzy normalnie powinni być wybierani… Na dodatek przyznano mu też honory typowe dla królów – jego nazwiskiem nazwano miesiąc (lipiec – Iulius), a dzień jego urodzin ogłoszono świętem państwowym. Wszystko wskazywało na to, że 465 lat po wygnaniu Tarkwiniusza Pysznego do Rzymu powróci monarchia. Republikanie patrzyli ze zgrozą i oburzeniem na poczynania Cezara. Mógł uważać się za boga, to jeszcze dało się jakoś znieść, ale on zachowywał się jak król i miał większą rzeczywistą władzę niż niejeden monarcha. Jego posągi ustawiono nie tylko w świątyniach, ale też na Kapitolu, obok rzeźb przedstawiających dawnych królów. Zaczął rodzić się spisek w celu obrony republiki przed autokratą.
Cezar tymczasem zrozumiał, że jego działania robią się bardzo niepopularne. Postanowił wykorzystać obchodzone 15 lutego święto Luperkalia, aby ostatecznie przekonać się, czy Rzymianie są gotowi obwołać go królem. Podczas uroczystości, gdy siedział na tronie, Marek Antoniusz założył mu na głowę diadem, mówiąc: „Lud ofiarowuje ci to przeze mnie” (miał oczywiście na myśli władzę królewską). Cezar, widząc, że tłum bynajmniej nie zamierza wiwatować na cześć króla Gajusza, zdjął diadem, co powitano oklaskami i okrzykami aprobaty. Antoniusz po raz drugi zaoferował dyktatorowi królewskie insygnium, a on odmówił, wstając i oświadczając zgromadzonym, że tylko Jowisz jest królem Rzymu. Wśród wiwatów Cezar kazał odnieść diadem na Kapitol, tam jednak okazało się, że jego posągi zostały już przez kogoś „koronowane”. Trybuni Marcellus i Flawiusz zdjęli diademy i aresztowali ludzi pozdrawiających Cezara tytułem „rex”. Wiele osób oklaskiwało ich i nazywało „Brutusami” (Lucjusz Brutus wypędził Tarkwiniusza i ustanowił republikę). Tak rozgniewało to dyktatora, że usunął ich ze stanowisk nie zważając na święte prawo nietykalności związane z ich urzędem. Afera z diademami uświadomiła Cezarowi, że Rzymianie nigdy nie zgodzą się, aby władzę sprawował król, dlatego też zrezygnował z dążeń do koronacji. Trzeba przyznać, że bardzo sprytnie obmyślił wybadanie nastrojów. Gdyby tłum zaczął wiwatować, gdy Antoniusz nałożył mu diadem, wiedziałby, że może zostać królem. Tak zaś, odrzucając koronę, wystąpił jako człowiek wierny republice. Niektórzy rozumieli jednak, że na Luperkalich Cezar i Antoniusz odegrali starannie zaplanowany scenariusz. Poza tym znieważenie trybunów oburzyło wielu przywiązanych do tradycji Rzymian. Grupka republikanów z Markiem Juniuszem Brutusem i Gajuszem Kasjuszem na czele podjęła decyzję – dyktator musi zginąć.

Brutus był zaufanym człowiekiem Cezara, niektórzy twierdzili nawet, że jego synem. W wojnie domowej poparł Pompejusza, ale zwycięzca wybaczył mu i przyjął do kręgu swoich najbliższych współpracowników. Liczne zaszczyty i dobrodziejstwa, jakich doświadczył Brutus ze strony Cezara sprawiały, że ten uczciwy i honorowy człowiek przez długi czas wahał się i nie mógł zdobyć na wystąpienie przeciw dyktatorowi, choć był zdecydowanym republikaninem. Przeciwnicy Cezara nalegali, aby przyłączył się do spisku. Przypominali mu jego wuja, Katona Młodszego, wroga Cezara, który popełnił samobójstwo, bo wolał zginąć niż żyć w Rzymie rządzonym przez tyrana. Wspominali też o przodku Marka Juniusza – Lucjuszu Brutusie, który obalił monarchię i ustanowił republikę. Mówili, że teraz rządzi nowy tyran, gorszy od Tarkwiniusza i trzeba uwolnić od niego Rzym. W końcu Brutus uznając, że osobiste względy nie mogą być ważniejsze od dobra państwa, postanowił wziąć udział w sprzysiężeniu mającym na celu zabicie Cezara. Spisek tak naprawdę nie miał przywódcy, choć największą rolę odgrywał właśnie Brutus, a także Gajusz Kasjusz. Wiele osób było w niego zaangażowanych, ale znamy nazwiska tylko części z nich. Oprócz dwóch wymienionych byli to: Lucjusz Minucjusz, Serwiliusz Kaska, Gajusz Kaska, Decymus Brutus, Gajusz Treboniusz i Tuliusz Cymber. Grupa ta nazwała się Liberatores, czyli Wyzwoliciele. Spotykali się w swoich domach obmyślając plan zamachu na Cezara. Niektórzy chcieli zaatakować go na Via Sacra, gdzie często spacerował, inni proponowali zabicie dyktatora w amfiteatrze podczas walk gladiatorów lub zepchnięcie go z mostu na Tybrze, ale ostatecznie uzgodniono, że zamach zostanie dokonany w senacie (tak naprawdę w kurii teatru Pompejusza, gdzie obecnie odbywały się zebrania, póki nie ukończono nowego gmachu). W związku z tym, że Cezar planował wyprawę przeciw Dakom, a następnie kampanię w Partii, trzeba było działać szybko, póki był w Rzymie. Termin ustalono na idy marcowe, czyli 15 marca.
Pewne pogłoski o spisku rozniosły się i dotarły do Marka Antoniusza, ale Cezar nie zwracał na nie większej uwagi. Przez ostatnie dni przed idami Liberatores czekali w niepewności. 13 marca spotkali się po raz kolejny, a Kasjusz powiedział, że jeśli spisek wyjdzie na jaw, powinni wszyscy popełnić samobójstwa. Nie zostali jednak zdemaskowani, nikt nie przyszedł ich aresztować. Dzień przed idami Cezar w rozmowie z Lepidusem stwierdził podobno, że najlepsza jest śmierć nagła i niespodziewana. Taka właśnie miała go spotkać…

W idy marcowe senat miał przyznać Cezarowi tytuł królewski obowiązujący w prowincjach, a więc wszędzie poza Italią. Dyktatorowi zależało więc, aby być obecnym na obradach, choć, jak przekazują nam źródła, miały miejsce pewne znaki, które przestrzegały go przed tym. Żona Cezara, Kalpurnia, widziała go we śnie zamordowanego i błagała, aby nie szedł do senatu. Poza tym pewien wieszczek powiedział mu, żeby w idy marcowe strzegł się wielkiego niebezpieczeństwa. Dyktator nie był zabobonny, ale postanowił w końcu nie iść do senatu i wysłać w zastępstwie Marka Antoniusza. Tymczasem spiskowcy czekali, wszyscy mieli ukryte pod togami sztylety. Brutus odmówił pójścia do domu nawet gdy przyniesiono mu wiadomość, że jego żona zachorowała. Kiedy Liberatores dowiedzieli się, że Cezar nie ma zamiaru przyjść do senatu, postanowili działać, bojąc się, że jeśli nie uśmiercą go teraz, to wszystko się wyda. Decymus Brutus udał się szybko do domu Cezara. W rozmowie z nim wyśmiał przepowiednie i radził dyktatorowi przyjść na obrady, bo nieobecność może zostać uznana za brak szacunku. Dyktator zgodził się z nim i wyszedł z domu. Krótko po tym pojawił się tam pewien niewolnik, mówiąc, że ma ważną wiadomość dla Cezara. Poprosił Kalpurnię, aby mógł poczekać u niej na jego powrót. Nie wiadomo, kto wysłał ostrzeżenie, ale nie znał na pewno planowanego terminu zamachu. Po drodze do teatru Pompejusza Cezar spotkał wieszczka, który kazał mu strzec się w idy. Pozdrowił go i stwierdził żartobliwie: „Więc już nadeszły te idy marcowe!”. Wróżbita odparł: „Owszem, nadeszły, ale jeszcze nie przeszły.”. Już niedaleko kurii, gdzie zbierał się senat Cezara zaczepił grecki uczony Artemidoros z Knidos. Był on znajomym Brutusa i poznał plany Liberatores. Opisał to wszystko i wręczył Cezarowi zwój, prosząc, aby go niezwłocznie przeczytał. Dyktator kilka razy zabierał się do czytania, ale zawsze ktoś mu przerywał. Był już pod samym teatrem Pompejusza, więc schował zwój i postanowił przeczytać go później. Przy wejściu do kurii Decymus Brutus zatrzymał Marka Antoniusza, rozpoczynając z nim rozmowę. Spiskowcy specjalnie to zaplanowali, aby na sali nie było tego, który z pewnością stanąłby w obronie Cezara.
Kiedy Cezar wszedł do kurii, wszyscy powstali. Brutus, Kasjusz i pozostali zajęli miejsca najbliżej krzesła dyktatora, większość stała za nim. Tuliusz Cymber poprosił o ułaskawienie dla swego brata skazanego na wygnanie. Cezar odmówił, a spiskowcy zaczęli natarczywie popierać proszącego. W pewnym momencie Tuliusz chwycił togę Cezara i szarpnął, ściągając mu ją z szyi, co było znakiem do ataku. Pierwszy cios zadał Serwiliusz Kaska, uderzając Cezara od tyłu w kark. Był jednak tak zdenerwowany, że zadał mu tylko lekką, niegroźną ranę. Dyktator poderwał się z miejsca i odwrócił chwytając go za rękę i krzycząc: „Kasko, ty zbrodniarzu, co robisz!”. Przerażony Kaska zawołał po grecku do swego brata Gajusza: „Bracie, na pomoc!”. Ten dźgnął Cezara w pierś. Senatorowie nie biorący udziału w spisku osłupieli, a Liberatores wyciągnęli ukryte sztylety. Otoczyli Cezara kołem i zaczęli zadawać mu ciosy ze wszystkich stron. Każdy musiał przelać jego krew, zgodnie z przysięgą, którą złożyli. Kasjusz ciął go w twarz, a Decymus Brutus pchnął w bok. W zamieszaniu kilku spiskowców poraniło się nawzajem w ręce, kiedy próbowali jednocześnie ugodzić Cezara. Dyktator próbował się jeszcze bronić i wyrywał się zamachowcom, ale kiedy zobaczył Marka Brutusa ze sztyletem w ręku stracił wszelką nadzieję i zakrywszy głowę togą, poddał się ciosom. Brutus zadał mu pchnięcie w podbrzusze i Cezar upadł u stóp posągu Pompejusza, swego wroga, a jego krew zbryzgała postument. Jego ostatnie słowa są różnie przekazywane (według Plutarcha, Cezar nic nie powiedział przed śmiercią), ale miały być skierowane były do Marka Brutusa. Najczęściej spotyka się wersję „Et tu, Brute?” („I ty, Brutusie?”), która jednak nie występuje w żadnym źródle, a pochodzi ze sztuki Szekspira „Juliusz Cezar”. Według Swetoniusza Cezar powiedział po grecku „Ty także synu?”. Po łacinie brzmiałoby to „Tu quoque fili?”. Gajusz Juliusz Cezar umarł pod posągiem Pompejusza, otrzymawszy 23 rany. Brutus podobno powiedział „Sic semper tyrannis”, czyli „Tak zawsze (kończą) tyrani” (1909 lat później powtórzył te słowa John Wilkes Booth, zabójca prezydenta USA Abraham Lincolna).

Kiedy Cezar zginął, obecni w kurii senatorowie uciekli w popłochu. Liberatores zaś poszli na Kapitol, trzymając w rękach zakrwawione sztylety, dumni z uśmiercenia tyrana. Dalsze wydarzenia nie potoczyły się jednak tak, jak sądzili, głównie przez to, że Brutus nie chciał zabić Antoniusza. Wybuchła wojna domowa, w której zostali pokonani. Ostatnia próba uratowania ustroju republikańskiego nie powiodła się. Nadchodziły czasy wszechwładnych cesarzy.

2) Spisek rewolucjonistów francuskich

Masoneria zaszczepiona we Francji w 1721 roku (pierwsza loża w Dunkierce: “Amitie et fraternite” – “Przyjaźń i braterstwo”), rozwinęła się tu bardzo szybko. Po utworzeniu w 1772 roku Wielkiego Wschodu Francji skupiającego wszystkie loże francuskie, dotąd rozproszone, masoneria “weszła w okres pełnego rozwoju, tak, iż w 1789 roku liczyła nie mniej niż 700 lóż we Francji i w koloniach, nie licząc wielkiej ilości kapituł i areopagów”. Trzeba zwłaszcza podkreślić znaczenie rozwoju lóż masońskich w armii, która też z tego powodu nie wystąpiła w obronie monarchii.

“W przededniu rewolucji – pisze historyk masoński Louis Blanc – masoneria osiągnęła ogromny rozwój; rozpowszechniona w całej Europie, przedstawiała sobą obraz społeczności opartej na zasadach sprzecznych z zasadami ówczesnego społeczeństwa cywilnego”.

Założenia ideowe roku 1789

Jakież były “zasady ówczesnego społeczeństwa cywilnego”, do których czyni aluzję Louis Blanc? W istocie rzeczy były to przykazania Boże, czyli Dekalog. Jakież są zasady masońskie “sprzeczne z zasadami ówczesnego społeczeństwa”? Te, które później nazwano zasadami roku 89.

“Zasady roku 89 – wyjaśnił wielki mistrz Babaud-Lariviere l sierpnia 1871 roku – były o wiele wcześniej uznawane w waszych świątyniach, zanim zostały proklamowane przez Zgromadzenie Konstytuanty, i opierając się na jej dziejach można stwierdzić, że masoneria była prawdziwą zwiastunką Rewolucji”.

Zasady roku 1789 zostały skodyfikowane, jak wiadomo, w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, względem której masoni bardzo słusznie roszczą sobie prawa rodzicielskie:

Kiedy runęła Bastylia, masoneria miała najwyższy zaszczyt obdarzyć ludzkość kartą, którą wypracowała prawdziwie z miłością (…). 25 sierpnia 1789 roku Konstytuanta, wśród członków której było przeszło 300 masonów, przyjęła zasady roku 89 niemal dosłownie takie, jakie długo przedtem opracowywano w lożach. Przejście od Ancien Regime’u do ustroju rewolucyjnego z 89 roku zostało więc dokonane przez zastąpienie Dekalogu deklaracją praw człowieka; aby uwydatnić tę podmianę, ikonografia tamtych czasów przedstawia prawa człowieka wyryte na dwóch tablicach podobnie, jak przykazania Boże były wyryte na dwóch kamiennych tablicach na górze Synaj.

Przygotowanie Wielkiej Rewolucji Francuskiej

Masoneria przekazała rewolucji nie tylko swe idee, lecz także swoje metody i swoich ludzi. Kiedy historyk, mason Henri Martin, zapewnia, że ..masoneria była laboratorium rewolucji”, słowo “laboratorium” należy rozumieć w szerszym znaczeniu. Zrozumiały jest entuzjazm masonów wzbudzany tym wyczynem, entuzjazm, którego przejawem jest następująca wypowiedź Najwyższej Rady Wielkiego Wschodu:

To masoneria przygotowała naszą rewolucję, największą ze wszystkich epopei ludowych, jakie historia zapisała w swoich annałach, oraz to masonerii należy się najwyższy zaszczyt wyposażenia tego wiekopomnego wydarzenia w dokument, w którym wcielone zostały jej podstawowe założenia.

Gdy wybucha rewolucja, masoneria staje się niewidoczna

Od 1789 roku wszystkie siły napędowe we Francji wpadają w ręce masonów. “Towarzystwo Jakobinów, które było głównym sprawcą rewolucji francuskiej, było, że tak powiem, tylko zewnętrznym przejawem loży masońskiej. To, czego dokonali jakobini w czasie nieśmiertelnych pięciu lat, od 1789 do 1794 roku, możemy i powinniśmy uczynić powtórnie, gdyby powróciło zagrożenie… “.

W tychże samych latach masoneria stała się niewidoczna. Oto, jak tłumaczy tę sprawę mason Renaudeau:

Aby dać wam przykład, czego może dokonać masoneria, powołam się na role, jaką odegrała podczas rewolucji 89 roku. Zmiana zapatrywań, jaka nastąpiła w mieszczaństwie XVIII wieku, była dziełem masonerii; lecz kiedy wybuchła rewolucja, skończyła się rola masonerii – jakby przestała istnieć. Podczas całego burzliwego okresu rewolucji jej istnienie było jakby fikcyjne, gdyż zawiesiła swe normalne prace. Nie przeszkadza to jednak temu, iż wszyscy rewolucjoniści oraz członkowie Konwentu wywodzili się z masonerii. Gdzie pracowali? W klubach. Nie znajdowali się już w lożach, bo w lożach nie robi się rewolucji. W lożach przygotowuje się umysły, a one działają gdzie indziej.

Wyjaśnienie, jakie podaje mason Renaudeau, jest bez wątpienia niepełne. W gorącym okresie rewolucji usuwa się w cień intelektualna część masonerii, ta, której zadaniem jest właśnie przygotowywanie umysłów i urabianie opinii. Ale w piramidzie tajnych związków, jaką stanowi masoneria, z całą pewnością istnieją kręgi na wyższym poziomie, przygotowane już nie do urabiania umysłów, lecz do przewrotu i walki zbrojnej; i te kręgi nie znajdowały się oczywiście w stanie uśpienia w roku 1789! Mimochodem zwróćmy uwagę, iż rządy rewolucyjne, które następują po sobie w latach 1789-1798, były krwawe również dla masonów. “Trudno jest masonom zapomnieć, że rewolucja wytraciła więcej spośród nich, niż jakikolwiek inny rząd. Najpierw zgładziła arystokratów (…) Rewolucjoniści masoni byli następnie miażdżeni przez machinę, którą sami uruchomili (…)”.

3) Zatopnienie Lusitanii

Istnieje szereg teorii spiskowych twierdzących, że uczestnictwo w USA w I Wojnie Światowej było wynikiem tego, że ówczesny minister spraw zagranicznych USA sprowokował Niemców do zatopienia statku “Lusitania” z cywilami na pokładzie. Statek ten został celowo wpuszczony na wody niemieckie. W wyniku tej prowokacji amerykańskie społeczeństwo zaczęło wyrażać coraz większą gotowość do walki i rozpoczęło się masowe wstępowanie w szeregi wojska. Było to bardzo korzystne dla międzynarodowych bankierów ponieważ rząd Ameryki pożyczał ogromne sumy pieniędzy od Banku Rezerwy Federalnej.
Ważną informacją, która potwierdza, że nie jest to tylko “teoria spiskowa” jest to, że Niemcy dały wcześniej ogłoszenie w amerykańskiej prasie, że zatopią każdy okręt, który naruszy strefę wojenną. Wysłanie “Lusitanii” w ten rejon było prowokacją obliczoną na efekt jaki przyniesie ewentualne zatopienie statku i nieliczeniem się z ewentualnymi ofiarami. Informacje na temat Lusitanii utajniono na 50 lat i dopiero po latach prawda wyszła na jaw.

4) Rewolucja bolszewicka

WALL STREET U ŹRÓDEŁ REWOLUCJI SOWIECKIEJ

W ponad sześćdziesiąt lat po roku 1917, pewni “socjaliści” od spraw komunizmu zaprzeczali jeszcze, że “niemieckie pieniądze” przysłuży się rewolucji rosyjskiej. Gdyby przyjrzeć się bliżej ich pochodzeniu, okazuje się, byli to albo dawni rewolucjoniści, którzy trochę później przeszli na stronę Zachodu, w miarę jak, od Lenina do Stalina, jedna ich fala eliminowała drugą, albo antystalinowcy, ale w żadnym wypadku przeciwnicy komunizmu jako takiego.
Dokumenty nie do odrzucenia

“Specjaliści” ci pomijają milczeniem lub zaprzeczają niekwestionowanym dokumentom niemieckiego MSZ-tu, które dotyczą okresu lat 1915-1918, i które zostały odkryte w 1945 przez wojska brytyjskie w Hartzu. Opublikowane w 1958 , wyklarowały one definitywnie opinie tych historyków, którzy zechcieli się z nimi dobrze zapoznać. A przecież te dokumenty nie są jedynymi świadectwami, że nazizm i bolszewizm były ze sobą powiązane nie tylko filozoficznie i politycznie, ale również finansowo. Zrodzone z wywyższania ideologii pochodzenia niemieckiego (nie trzeba nigdy zapominać, że Hegel był mistrzem dla myśli Marksa i Engelsa), z tej samej woli ustanowienia Anty-Kościoła, z tego samego mesjanizmu, ci jakby bliźniaczy bracia mogli się tylko połączyć. I zrozumieć! Hannah Arendt tak podsumowała ich wspólne punkty socjologiczne: “Ich totalitaryzm nie tylko chciał eksterminować wszelkie odstępstwo, lecz wpoić nową moralność i nową wiarę (…), nie tylko kontrolować życie polityczne i ekonomiczne, lecz również środki przekazu, nauczanie i myśl, metodami, które zapewniają, że system będzie w każdym punkcie zrealizowany.” Despoci panowali w historii w imię prawa podboju i przywilejów społecznych, tradycyjnie uznawanych lub znoszonych. Ci, dwudziestowieczni, w imię ideologii, która uważa się za religię. Tak oto od państwa autorytarnego, które ograniczało pewne wolności gwarantując inne, nastąpiło przejście do państwa totalitarnego, które usuwa je wszystkie gruntownie i całkowicie. Lecz podczas gdy imperium rosyjskie przechodzi w ręce komunistycznych nepotów, gdy imperium niemieckie wpada z socjalizmu w narodowy socjalizm, gdy imperia brytyjskie i francuskie stają stopniowo w obliczu oskarżenia, i gdy Stany Zjednoczone wdzierają się na scenę polityczną, międzynarodowe siły finansowe stawiają sobie za cel ożywienie i ochronę swych interesów i wywołują od początku lat 1900 przewrót, którego jednym tylko z widocznych aspektów staje się pierwsza wojna światowa.

Imperium Rockefellera i imperium Morgana

Historyk amerykański Antony C. Sutton, którego dzieła uchodzą za autorytet, ustalał od 1974 tło, na którym pojawiły się kolejno: rewolucja 1917, Brześć i Rapallo. Przypomina on, że już w latach 1900-1914 wysuwają się naprzód w Ameryce i na świecie (nawet jeśli się jeszcze kamuflują) dwie międzynarodowe potęgi finansowe: Rockefellerów i grupy Morgana. Pierwsi, poczynając od swego imperium naftowego, przejęli kontrolę rynków miedzi, stali, tytoniu, setek wielkich i średnich przedsiębiorstw publicznych i prywatnych (czasem powiązanych z grupą Morgana) oraz centrów bankowych, w szczególności “National City Bank” i “U.S.Trust Company”. “Equitable Life and Mutual” w Nowym Jorku, jedno z największych przedsiębiorstw ubezpieczeniowych na świecie, było również od nich zależne. Morganowie, ze swej strony, razem z Rockefellerami rządzą stalą, zaś sami przemysłem stoczniowym, przewozami czarterowymi, elektrycznością, kauczukiem i kolejami, jak również centrami bankowymi i firmami ubezpieczeniowymi. Klejnotami ich fortuny są: “Generał Electric” (nazwa do zapamiętania w tej książce) oraz “Guaranty Trust Company”. Wspólne lub rywalizujące ze sobą interesy Rockefellerów i Morganów to spotykają się, to się ze sobą zderzają, w zależności od miejsc i okoliczności. W ich imperiach spotykamy, równie dobrze, starego Harrimana (którego syn Averell będzie odgrywał znaczną rolę przy Roosevelcie w okresie międzywojennym), co najpotężniejsze firmy adwokackie businessu, jak na przykład “Sullivan and Cromwell”, skąd wyłonią się bracia Dulles, w 1919 aktywni w kuluarach będącego wówczas w trakcie przygotowań Traktatu Wersalskiego. A także Clarence Dillon, ze stojącymi za nim firmami:”Good year” (opony), “Dodge” i “Chrysler”. (Od 1961 do 1965 jego syn będzie sekretarzem skarbu.) Dillon i Morgan trzymają sznurki pożyczek i zakupów francuskich, począwszy od 1915. Pierwszy z nich jest od 1917 członkiem Biura Przemysłu w okresie Wojny. Wszyscy oni nie przestają, z tej samej zresztą racji co Rockefeller, ingerować w sprawy polityki międzynarodowej bądź sami, bądź ich firmy, bądź poprzez swych przyjaciół czy wspólników z City, Paryża, Berlina czy z Rosji, zaś ludzie, których narzucają, infiltrują rządy tych innych stolic.

(…)

Dlaczego wspomaga się socjalizm

Według nich zmiana jest koniecznością. Epoka monarchii, imperiów i nacjonalizmu musi ustąpić epoce technicznego mondializmu. Jako odrost liberalnego lub fabianistycznego protestantyzmu, socjalizm państwowy był ich marzeniem, a już co najmniej państwowy kapitalizm. Wystarczy, że ich interesy schodzą się z interesami rządów rewolucyjnych, aby narodziło się “braterstwo”. “Pomoże się” więc socjalizmowi, w miarę jak ów będzie zwalczał świat anachroniczny i dawał okazję do owocnych interesów. Z utopistami, najczęściej samoukami, którzy wpadają w tę pułapkę, mieszają się wywrotowcy, którzy szybko spostrzegają, jak tu rozgrywać swą grę – rewolucję, która nieuchronnie niweczy wszelką ewolucję. Sutton cytuje w związku z tym słowa magnata naftowego E.H.Doheny’ego do finansisty prasowego Barrona, w lutym 1919 roku. Ktoś przytomny na Wall Street wreszcie przestraszył się. Doheny precyzuje, że od paru lat “większość profesorów na uniwersytetach amerykańskich naucza swoich uczniów bolszewizmu i komunizmu. To oni w 1914 założyli Komitet Pokoju w 52 college’ach; rektor Harvardu, Eliot, naucza bolszewizmu; Williamowi Boyce Thompsonowi, dyrektorowi Federalnego Banku Rezerw, udało się w to wciągnąć Thomasa Lamonta od Morgana (…) Vanderlip jest bolszewikiem, jak również Charles R.Crane (…)”. Nie zapominajmy tych nazwisk ani daty spotkania – 1 lutego 1919. Oczywiście Doheny nie chciał powiedzieć, że ci ludzie są bolszewickimi agentami. Dorzuca on: “oni nawet nie wiedzą, o czym mówią”. Koniec końców wierzyli, że będą mieli korzyść z nowej Rosji, schlebiającej ich marzeniom, ponieważ to oni ułatwią jej narodziny. Na przykład Jacob H. Schiff, jeden z dyrektorów “Kuhn, Loeb and Company”, przeznaczy w imieniu tej jednej firmy 20 milionów dolarów dla różnych rosyjskich nurtów rewolucyjnych, od 1905 do 1922. Wraz z dwoma tuzinami sławnych finansistów, wśród nich Rothschildem i tymi, których nazwiska już przytoczyliśmy, zechce on kontrolować rozwój Rosji na drodze od epoki carskiej do szybkiego uprzemysłowienia. I dokładnie tak samo rozwój Niemiec.

(…)

We wrześniu 1914 “Kuhn, Loeb and Company” zbiera dla skarbu niemieckiego 400 tysięcy dolarów, podczas gdy 25 milionów marek jest równolegle przekazane na kredyt ich udziałowca w Hamburgu, Maxa M.Warburga. Ten ostatni, jak wykazuje Sutton, finansuje wojnę przeciw Francji, ale stworzy, wraz z przemysłowcem niemieckim Stinnesem, wydawnictwo rozpowszechniające w środowisku emigracji rosyjskiej i w Rosji drukowane po rosyjsku wywrotowe pamflety i broszury antycarskie. Spółka, o której mowa, założona 12 sierpnia 1916 pod nazwą “Russian-American Publication Society”, mieściła się przy 44 Whitehall Street w Nowym Jorku. Podwójna gra Warburgów jest łatwa. Max, zainstalowany w Hamburgu, ma w Berlinie brata, radcę Kaisera (który w 1912 odznaczył go jako szefa tajnej policji). Drugi brat, Paul Moritz Warburg, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w roku 1902 i wszedł do spółki “Kuhn, Loeb and Company”, która od 1911 inspirowała stworzenie za Atlantykiem scentralizowanego systemu bankowego, istniejącego do dzisiaj. Tak narodził się “Federal Reserve System”, którego jednym z administratorów, od 1914, byt Paul. Inna gałąź Warburgów zainstalowała się w Anglii. Z niej wywodzi się James P. Warburg, który, związany podczas wojny z Rooseveltami i pułkownikiem House, będzie jedną z wyroczni Franklina Delano, gdy ów zostanie gubernatorem Nowego Jorku, a następnie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Filozofię rodzinną J.P.Warburg zdefiniuje publicznie w 1932 roku: “Powinniśmy pobudzać gospodarkę planową i socjalistyczną, a następnie włączyć ją w jeden socjalistyczny system o wymiarze światowym.” Jeden z produktów domu wydawniczego, stworzonego przez Stinnesa i Warburga dla prowadzenia agitacji antycarskiej rozpoczętej w 1916, nosi tytuł: “Prawda o Rosji i bolszewikach”. Jest to pamflet gloryfikujący Lenina. Wydano go na początku 1918, a sygnowany jest przez kogo? Ni mniej, ni więcej, tylko przez Williama Boyce Thompsona, od 1914 dyrektora “Federal Reserve System”, owego ogółu banków rządowych, którego instygatorem był Paul Moritz Warburg.
Thompson wpłaca osobiście milion dolarów dla bolszewików

Antony Sutton zauważa ironicznie, że dyplomata George Kennan, który rozpoczynał swą karierę w Rosji i krajach bałtyckich w 1927 po okresie próbnym w Hamburgu, pomija milczeniem te fakty, zwłaszcza rolę “Guaranty Trust” Morgana i rolę Thompsona w pomocy rewolucji. Niestety, jego główne dzieła, między innymi “Russia leaves war” (Rosja opuszcza wojnę), wydane w 1967, służą za podstawę takim analitykom jak wspominany już Andre Fontaine, jeden z głównych komentatorów dziennika “Le Monde”. Podtrzymują one fikcję opozycji między Wali Street i bolszewikami. Thompson jest wzmiankowany jedynie przez Kennana jako ten, który w jesieni 1917 miał opuścić ziemię rosyjską po przyprowadzeniu misji amerykańskiego Czerwonego Krzyża, zorganizowanej ze swej inicjatywy. Sutton udowadnia, na podstawie dokumentu departamentu stanu, że w rzeczywistości Thompson opuścił Petersburg dopiero 4 grudnia 1917 roku, a więc po Rewolucji Październikowej. I po przetelegrafowaniu Thomasowi W. Lamont, jednemu z dyrektorów Morgana, który w tym momencie znajdował się w Paryżu przy Housie, owej szarej eminencji Wilsona, kilku ze swoich punktów widzenia na temat sytuacji. Przetelegrafował również rozkazy dotyczące jego “wkładu osobistego” w rewolucję bolszewicką, których ślad znajdujemy w “Washington Post” z 2 lutego 1918: “W.B.Thompson, ofiarodawca Czerwonego Krzyża, który przebywał w Petersburgu od lipca do listopada 1917, wpłacił osobiście milion dolarów bolszewikom, aby pomóc im w rozpowszechnianiu ich doktryny w Niemczech i w Austrii.”

(…)

Jak były finansowane siatki bolszewickie

Nie skończyliśmy ze 120 Broadway, jeżeli chodzi szerokie związki kapitalizmu z komunizmem. To właśnie tam, na trzydziestym czwartym piętrze, mieści się “Bankers Club” – klub bankierów. Dokładnie pod nim – firma Johna MacGregor Granta, dziecko “Morgan Guaranty Trust” i “Nya Bank” ze Sztokholmu. Grant był w Stanach Zjednoczonych pełnomocnikiem Dymitra Rubensteina, dyrektora “Banku Francusko Rosyjskiego” w Petersburgu i osobistego przyjaciela Rasputina. W 1917 był on wysłannikiem “Banku Rosyjsko-Azjatyckiego” z Petersburga, zaś jego “czułkiem” pani Sumenson, krewna pewnego Haneckiego, zwanego Ganeckim, naprawdę nazywającego Jakub Furstenberg, ważnego agenta bolszewickiego. Grant działa w powiązaniu z Olofem Aschbergiem (“Nya Bank”) i Rubensteinem, który instaluje się w Sztokholmie w roku 1916. Dwaj ostatni przeprowadzają różne operacje z jednym z bankierów rosyjskich, o przekonaniach bolszewickich, Abramem Giwatowco, który jest kuzynem Leona Trockiego a zięciem Kamieniewa. Wkrótce potem okaże się – lecz kto o tym jeszcze pamięta? – dzięki pułkownikowi B.V.Nikitinowi, szefowi kontrwywiadu rządu Kiereńskiego, który uszedł następnie na Zachód wraz z różnymi dokumentami, wśród nich 29. tajnymi lub kodowanymi telegramami, przechwyconymi w swoim czasie, że “Bank Rosyjsko-Azjatycki” Granta służył wraz z “Nya Bank” do przekazywania funduszy siatkom bolszewickim. Z niejakim Parvusem-Gelfondem jako dysponentem i jego zastępcą Furstenberg-Haneckim- -Ganeckim. Osłaniały tę działalność rzekome dostawy nieszkodliwych towarów, takich jak ołówki. Historyk angielski Michell Futrell przeprowadził ścisłe dochodzenie na temat tego wszystkiego. Borys Suwarin dumnie to zignorował, gdy w roku 1978, w czasopiśmie francuskim “Est et Ouest”, jeszcze raz “zakontestował” Sołżenicyna i tych autorów, którzy ośmielają się pisać, że jego przyjaciel Lenin korzystał z jakichś niemieckich pieniędzy. Suwarin uważa, że łatwo może z tego wybrnąć: Lenin nigdy “nie dostawał czegokolwiek do kieszeni; żył sobie nędznie w Szwajcarii; bolszewicy, uchodźcy w Szwecji również”. Otóż, nikt nigdy nie napisał – ja sam w 1969 nie więcej niż inni – że Lenin “inkasował” osobiście miliony dolarów czy rubli, rozdzielanych dla jego grupy i grup rywalizujących, ze źródeł niemieckich lub amerykańskich. Siatki bolszewickie w Rosji czy gdzie indziej nie żyły z powietrza, całkiem po prostu. Ale i sam Lenin “zainkasowat” po Szwajcarii niemało pokaźnych sum, których żądał. Powrócimy do tego tematu na stronach następnych.

Przyszły ambasador Lenina urzędował przy 120 Broadway

To, co trzeba jeszcze wiedzieć przed opuszczeniem Broadwayu to fakt, że w 1917 ma tam również swoją siedzibę firma “Weinberg and Posner”, której wiceprezes nazywa się Ludwig Martens. Nowy “zbieg okoliczności”: od chwili, gdy Waszyngton zezwolił w 1918 na otwarcie “Biura Sowieckiego” w Nowym Jorku, właśnie Martensa desygnował Lenin na jego szefa, mimo że był on Niemcem. W 1920 “Biuro” to liczyło sobie dwudziestu dwóch Rosjan, ośmiu obywateli amerykańskich, jednego Anglika i jednego Litwina oraz departamenty: handlu, informacji, nauczania, statystyk etc.W zespole tym, którego kurtyna osłaniała siatkę szpiegowską, później zdemaskowaną, obdarzoną wsparciem i współudziałem poświadczonym przez korespondencję z osobistościami, wśród których wcale nie najmniejszą był Feliks Frankfurter, figurował John Reed. Otóż Reed, współpracownik organu komunistycznego “Masses”, był w tym samym czasie współpracownikiem “Metropolitan”, magazynu grupy Morgana. Podwójna, bardzo praktyczna funkcja człowieka, który nie był jedynym tego rodzaju. Pozwoli to na interwencję licznych magnatów z Wall Street spieszących na ratunek Reedowi i innym, gdy ci będą oskarżani o robotę wywrotową i szpiegostwo. Obraz “pokojowego współistnienia” malowano od roku 1917. O “niemieckich pieniądzach” będzie się mówić czasem w książkach historycznych, ale o tym nigdy. Powiemy, dlaczego.

(…)
WALL STREET NA POMOC GOSPODARCE SOWIECKIEJ

W jakim stanie ekonomicznym znajdowała się Rosja od lata 1918 do lata 1920, to znaczy w okresie, który pozwolił komunistom zainstalować się, a potem umocnić swą władzę? Dlaczego NEP, skoro “naukowy socjalizm” powinien wszystko rozwiązać dla szczęścia mas? Liczne prace mówią o kraju zniszczonym przez wojnę, a później przez wojnę domową; o ogromnym wysiłku odbudowy i jednocześnie uprzemysłowienia, przedstawianym jako prawie niemożliwy z powodu “blokady ekonomicznej” i “interwencjonizmu imperialistów”. Wszystko to fałsz, gdyż nie tylko najpoważniejsze firmy z Wall Street, ale i socjalistyczne Niemcy weimarskie, które również nazywano zniszczonymi, spustoszonymi, słabymi, spieszą do wezgłowia komunizmu zdychającego ekonomicznie i podzielonego moralnie, jak o tym świadczył bunt w Kronsztadzie [1].

[1] Aby nie przedłużać tego rozdziału, podajemy w aneksie na jego końcu tabelę podsumowującą kontrakty zachodnie i amerykańskie z ZSRR, od 1920 do 1945. Została ona opracowana dzięki tysiącowi stron dokumentacji dostarczonej mi przez A.C.Suttona, stworzonej przez lata jego poszukiwań w archiwach amerykańskich, niemieckich, angielskich, sowieckich i innych.

(…)
Pierwsze transakcje na korzyść Wali Street

Wbrew legendzie, Rosja 1917 roku nie była bynajmniej krajem zacofanym z powodu caratu ani też zrujnowanym przez wojnę i wojnę domową. Badania Suttona dowodzą, że wiele setek średnich i wielkich przedsiębiorstw przemysłowych funkcjonowało wokół Moskwy, Petersburga, Niżnego Nowogrodu, Rybińska, Samary, Omska. W Donbasie, na Uralu, na Dalekim Wschodzie rozpoczynała się prosperity, wraz ze wzrostem rocznym zatrudnienia sięgającym 8,9%. Istniały samoloty i samochody zaprojektowane w Rosji, zaś zaawansowana technologia pojawiła się w dziedzinie chemii przemysłowej, kolejnictwa i portów morskich. Rewolucja zablokowała wszystko. Tylko pomiędzy marcem i lipcem 1917 zamknięto 568 fabryk, co spowodowało bezrobocie 104 tysięcy osób. Od metalurgii fala rozciągnęła się na przemysł tekstylny, żywnościowy i naftowy, ponieważ trzeba było sabotować przemysł wojenny. W następnym okresie kadry fachowców zaczęły uchodzić za granicę. Zabrakło wykwalifikowanej siły roboczej. Toteż w przededniu 1920 gospodarka nie osiąga więcej niż jedną trzecią, jedną czwartą, a czasem mniej niż jedną dziesiątą swej aktywności z początku 1917. Struktury są nienaruszone – oprócz pewnych linii kolejowych – ale kadry zniknęły albo są niekompetentne, bezsilne. Tak jest aż do momentu, gdy głód i ruina w 1921 spowodują apel o pomoc zagranicznego kapitału, tym razem nie indywidualną, ale ogólną, o jego maszyny, o jego specjalistów. Od maja do października 1919 dziewięć firm amerykańskich przeprowadza poważne transakcje na dostawy zaopatrzenia wojskowego, żywności, odzieży, butów itp. Poczynając od firmy “Weinberg and Posner” przy 120 Broadway, której wiceprezes Ludwig Martens jest półurzędowym ambasadorem Lenina. Jego kontrakty na 3 miliony dolarów pozostają jednak daleko w tyle za 10. milionami dolarów w postaci żywności i konserw, sprzedanych przez “Morris and Company” z Chicago; na dobrym mimo wszystko miejscu pośród 40 milionów dolarów, na którą to sumę przeprowadzono transakcje z Sowietami zaledwie w ciągu dziesięciu miesięcy. “Morgan Guaranty Trust” i “Kuhn, Loeb and Company” pośredniczą w zapłatach poprzez przelew złota, to jest od 7 do 10 milionów dolarów w złotych carskich rublach. Ale pojawiają się trudności. Transakcji raz po raz trzeba dokonywać “dyskretnie”, ponieważ liczne afery szpiegowskie wykryte przez FBI i poddane śledztwu komisji parlamentarnej ściągają podejrzenia na interesy prowadzone z bolszewikami, przede wszystkim między 1924 i 1928, podczas prezydentury Calvina Coolidge’a. Wówczas dyrektorzy “Federal System” dochodzą do porozumienia z sekretarzem skarbu i z Herbertem Hooverem, sekretarzem handlu, na temat “uniknięcia dezorganizacji obrotów handlowych”. Z chwilą gdy złoto “sowieckie” przestało być “przyjmowane”, jako gwarancja zacznie służyć platyna. — “górnicy” z Wall Street i z angielskiego City zajmą się tym na miejscu.

Kapitaliści i Sowieci zjednoczeni w “RusKomBank”

Z innej strony, pewna owocna i dyskretna kombinacja nabrała kształtu w jesieni 1922, po spotkaniach między Olofem Aschbergiem i jednym z dyrektorów niemieckiego banku państwowego Emilem Wittenbergiem, a następnie między tymi dwoma i Maxem Mayem, dyrektorem “Morgan Guaranty Trust”. W myśl sugestii państwowego banku ZSSR zostaje założony “RusKomBank”, w którym najpoważniejsze udziały ma Bank Anglii. Dawni carscy bankierzy, uchodźcy za granicą, znajdują się tam, bez zbytniego zakłopotania wobec swoich sowieckich kolegów, pod dyrekcją Olofa Aschberga. Max May weźmie w swe ręce synchronizację międzynarodową, robiąc jednocześnie “perskie oko” w stronę braci Warburg. Cały ten światek od tej pory doskonale się rozumie, oddalony od agitacji “proletariuszy” czy “faszystów”, którzy stanowczo nie rozumieją nic z historii.

63 miliardy dolarów zainwestowane w ZSSR

Przypomnijmy, że już w formie darów czysto humanitarnych, szczególnie w produktach żywnościowych, lekarstwach i pomocy społecznej, Stany Zjednoczone dały akurat tyle, aby złagodzić konsekwencje rewolucji. Sowiecka Wielka Encyklopedia wydana w 1928 przyznawała jeszcze, w ocenzurowanym później passusie, że dzięki pomocy ARA (Amerykańskiej Organizacji Pomocy) zostało rozdzielonych prawie dwa miliardy racji żywnościowych, z których skorzystało blisko 10 milionów osób w ciągu prawie dwóch lat. Równocześnie w ciągu kilku lat, legalnie bądź nielegalnie – bowiem firmy obchodziły przepisy amerykańskie – zainwestowano w ZSSR ponad 63 miliardy dolarów, w formach, o których będzie mowa dalej. Gospodarka sowiecka mogła być zreorganizowana, mogła ponownie ruszyć z miejsca, mogła pozwolić sobie na pierwszą “pięciolatkę” tylko dlatego, że ten pierwszy plan, uważany za rozpoczęty w 1929, został puszczony w ruch przy decydującym udziale dwóch grup konkurujących ze sobą protektorów: firm amerykańskich i banków socjalistycznych Niemiec weimarskich. I tak będzie aż do roku 1934.

Stalin: “Dwie trzecie naszego podstawowego przemysłu zawdzięczamy pomocy amerykańskiej “

Arcybogaty Averell Harriman, doradca Roosevelta i przez długi czas ambasador w ZSSR, donosił osobiście w czerwcu 1944, po spotkaniu z dyktatorem Kremla, że w przystępie szczerości Stalin przyznał, iż: “dwie trzecie naszego podstawowego przemysłu zawdzięczamy waszej pomocy i waszej obecności technicznej”. Wypowiedzi tego rodzaju, na pewnym poziomie stosunków międzynarodowych, zatrzymuje się między sobą. Jeżeli Harriman je powtarza w 1944, to dla udowodnienia, że “Wuj Sam” to uczciwy człowiek, uznający, iż ZSSR ewoluował i że mamy wszelki interes w tym, aby kontynuować porozumienie i współpracę. Cytując te słowa w 1972, przed kierownictwem partii republikańskiej, Antony Sutton dorzucił tę oto prawdę: “Stalin mógł był uzupełnić: pozostała jedna trzecia tego podstawowego przemysłu została zbudowana przez firmy niemieckie, francuskie, angielskie i włoskie.”Od 1920 do 1945 prawie 1000 firm zagranicznych rzeczywiście bezpośrednio przyczyniło się do zbudowania lub wzmocnienia gospodarki ZSSR; spośród nich około jedna trzecia w sposób nieprzerwany. W latach 1920-1930, na 322. wymienione przez Suttona umowy (wraz z obecnością w ZSSR tysięcy techników z zainteresowanych krajów), na czoło wychodzą Stany Zjednoczone ze 114. kontraktami, Niemcy weimarskie z 94. i Wielka Brytania z 34. Następnie Japonia, Francja itd. Kontrakty te były trojakiego typu: koncesje pozostające całkowicie pod kierownictwem i administracją zagraniczną, przedsiębiorstwa mieszane, z współkierownictwem rosyjskim, wreszcie pomoc techniczna, doradcy, patenty, dwustronne staże itd. Na 315 kontraktów w okresie od 1930 do 1945, odnajdujemy 143 razy firmy amerykańskie, 32 razy firmy niemieckie (do 1934, po 1939 – zob. rozdział następny), 11 razy brytyjskie, 9 razy zarówno francuskie, jak włoskie. To wszystko, nie licząc pomocy anglo-amerykańskiej począwszy od 1941, dla wsparcia sowieckiego wysiłku wojennego przeciw Niemcom.

200 amerykańskich grup bankierskich finansuje ZSSR

Podane powyżej liczby są tylko pewną wskazówką. Całkiem inną sprawą jest zbadanie, do jakiego stopnia ta pomoc zagraniczna utrzymywała, rozwijała i wzmacniała te co najmniej “dwie trzecie” potencjału przemysłowego ZSSR. Już w 1932 raport Departamentu Stanu USA sygnalizuje, że wszystko, co dotyczy organizacji, wyposażenia i produkcji głównych gałęzi przemysłu wojskowego ZSSR, pochodzi z planów, wykonania i porad amerykańskich. Między innymi jedna z najważniejszych stalowni znajdująca się w pobliżu Moskwy, która w tamtym okresie zatrudniała 17 tysięcy pracowników. W owym czasie ponad 200 grup bankierskich finansowało już ZSSR na krótkie lub długie terminy (wbrew zakazowi Departamentu Stanu). Już w 1925 “International Harvester” – której wraz z siedmioma innymi firmami Lenin wyrażał podziękowania za poprzednie wsparcie i która nie została upaństwowiona – wypłaciła Sowietom zaliczkę w wysokości 2 milionów 500 tysięcy dolarów. Ale “Chase National” zrobiła dużo więcej, dając 30 milionów. “Equitable Trust” (który od Rockefellera przeszedł w ręce Morgana) zakupywał w Boliwii cynę dla potrzeb ZSSR. Zarazem wzrosła poważnie liczba kontraktów pomocy technicznej, z których Amerykanie odnoszą korzyści, tylko w samym roku 1929 z 15 do 40.

Największa huta na świecie i fabryki Stalingradu

Tak oto 90% elektryfikacji i środków komunikacji radiowej zostało zrealizowane przez amerykańską “RCA” (która w 1935 odnowi umowy z 1926, aby dokończyć swą pracę, a następnie przedłuży w 1939 te z 1935) oraz przez “Generał Electric”. Odnajdujemy nawet w latach dwudziestych amerykańskiego dyrektora na czele sowieckiego przedsiębiorstwa “Elektroeksploatsja”. “Generał Electric” zbudował ważną elektrownię w Charkowie i wszystkie urządzenia elektryczne na Uralu. Więcej nawet – “Albert Kahn Inc.” z Detroit, z własną ekipą architektów i inżynierów, przedsięwziął w ZSSR, w ramach “Gosplanu”, czyli sowieckiego planu gospodarczego, rozwój przemysłu lekkiego i cięższego, wraz z obecnością na miejscu naczelnego inżyniera, który miał swą siedzibę w Państwowym Komitecie Budownictwa, i kilkuset amerykańskich specjalistów dla koordynowania prac zainicjowanych przez “Forda”, “Generał Mo-tors”, “Packard” i inne firmy. Największa huta na świecie, w Magnitogorsku, została zbudowana przez “McKee Corporation”, na wzór huty w Gary w stanie Indiana. Przedsiębiorstwa w mieście, które nazywało się wówczas Stalingrad, były budowane, począwszy od 1929, przez 80 firm amerykańskich, pod kierownictwem F.C.Chase’a, R.Smitha i Otto Kahna, przy obecności na miejscu 570 Amerykanów i 50 Niemców. To stamtąd wychodziły od tamtej chwili traktory (“Caterpillar”), samochody i ciężarówki (“Ford”), jak również czołgi T-34 i inne pojazdy opancerzone używane w 1939 przez armie sowieckie rzucone przeciw Polsce, krajom bałtyckim i Finlandii. “Ford”, a w ślad za nim “General Motors” i “Studebacker” rozpoczęły swą działalność w 1925, dając kredyty w wysokości 30 milionów dolarów dla Niżnego Nowogrodu, przemianowanego następnie na Górki, sprzedawszy już wcześniej do ZSSR 20 tysięcy traktorów,

Inni kapitaliści, którzy stworzyli komunistyczny przemysł

W 1932 i 1933 wyłącznie produkcja “Forda” w ZSSR wynosiła 80% wszystkich traktorów, ciężarówek i samochodów osobowych będących w użyciu w tym kraju. Jej załamanie się w latach 1937-1938 było konsekwencją trzech faktów: po pierwsze – amerykańscy nadzorcy wrócili w międzyczasie do siebie, po drugie – czystki zdziesiątkowały wyższe kadry sowieckie, które zostały zastąpione przez niekompetentnych enkawudzistów, po trzecie – nie były rozwijane serwisy naprawcze. Tak samo było z rozwojem przemysłu naftowego. W 1900 carska Rosja produkowała więcej ropy niż Stany Zjednoczone. W 1915, w samym tylko Baku żyło z przemysłu naftowego 40 tysięcy robotników. W 1920 wszystko zostało zablokowane. Ale oto pojawia się “Barnsdall Corporation” (finansowana przez “Blair Company” z Nowego Jorku) oraz “Lucey Products”, “Metro-Vickers”, “Schlumberger” (Francja), i specjaliści niemieccy. Za sześć lat ZSSR zacznie eksportować. Już w latach 1928-1929 eksportowano 20% produkcji. Poza tym, dzięki “Delaware”, “Ingersol Rand”, “Lummus Corporation”, “Universal Oil”, “Kellog Company”, “Alco Products” i innym firmom oraz finansowaniu przez “Dillom Read and Company”, Moskwa dysponowała ultranowoczesnymi rafineriami, szczególnie do produkcji benzyny lotniczej. Oto Amerykanin Serge Nemetz nadzoruje budowę supertajnych fabryk, we współpracy z szefami GPU. Zaś Zara Witkin, który pracował dla Bernarda Barucha, zostaje obarczony przez Stalina zadaniem doścignięcia w planie pięcioletnim 1934-1939 opóźnień planu poprzedniego. To wyliczanie można by ciągnąć na wielu stronach. Wystarczy ono, by rzucić światło na wielki fragment historii. Ujawnijmy mimochodem, że większość banków i firm, współudziałowców w ZSSR od 1919 do 1945, znalazło się, czasem pod zmienionymi nazwami, w łonie Komisji Trójstronnej. Komisji wymyślonej w latach 1971-1973 przez grupę Rockefellera dla zorganizowania “wielkiej całości” polityczno-gospodarczej obejmującej Stany Zjednoczone, Europę i Japonię. Całości, której celem było rozmawiać jednym głosem z ZSSR i Chinami; będącej zapowiedzią Nowego Porządku światowego.
(…)
– Fragmenty książki Pierre de Villemaresta “Źródła finansowe komunizmu i nazizmu czyli w cieniu Wall Street”

5) Dojście do władzy Adolfa Hitlera

Wieczór 27 II 1933 r. w Berlinie był zimny i wietrzny. Niewielu ludzi miało w taką pogodę ochotę przybywać na ulicach. Nikogo też, poza kilkoma nocnymi stróżami nie było w ogromnym gmachu niemieckiego parlamentu – Reichstagu.
Była już godz. 21, gdy pod budynkiem Reichstagu przechodził pewien student. Nagle, do jego uszu doszedł brzęk tłuczonego szkła. Spojrzał w górę – i na jednym z balkonów pierwszego piętra zobaczył postać z pochodnią w ręku. Natychmiast pobiegł na najbliższy posterunek, by poinformować o próbie wzniecenia pożaru.
Zawiadomienie o usiłowaniu podpalenia Reichstagu przyjął oficer dyżurny, Karl Buwert. Zanim jednak powiadomił przełożonych, postanowił osobiście udać się na miejsce zdarzenia, by potwierdzić prawdziwość niecodziennego meldunku.
Pali się!
Wątpliwości nie było. Czerwony blask, dochodzący z wnętrza budynku świadczył o tym, że ogień już się rozprzestrzenił i płonął w kilkunastu miejscach.
Stwierdziwszy, że Reichstag rzeczywiście płonie, Buwert natychmiast wszczął alarm. W ciągu kilku minut okolice Reichstagu zaroiły się od strażaków i policjantów usiłujących otworzyć wszystkie drzwi do budynku. Minęło 19 minut od chwili zauważenia podpalacza, gdy pierwsi strażacy dotarli do sali, w której zbierał się niemiecki parlament. Tam było główne źródło ognia. Płonęły ciężkie, pluszowe zasłony znajdujące się po obu stronach drzwi, paliła się drewniana boazeria, płonął pulpit stenografistki i biurka posłów. Jeden z policjantów zauważył też kilka płonących koszy na śmiecie, ponad 20 podpalonych szmat, a także porzuconą czapkę i krawat. Nie ulegało wątpliwości, że nie był to pożar przypadkowy, lecz dzieło jednego bądź kilku podpalaczy.
Halt! Hände Hoch!
O 21.25 do sali obrad przybyli policjant Helmut Poeschel i inspektor budowlany Alexander Scranowitz. Gdy z przerażeniem patrzyli na trawiący salę posiedzeń ogień, nagle przebiegł koło nich ubrudzony sadzą młody mężczyzna bez koszuli i z rozwianym włosem. Natychmiast krzyknęli, by się zatrzymał i podniósł ręce do góry.
Dlaczego pan to zrobił?!
Zatrzymany młodzieniec nie stawiał oporu. Nie znaleziono przy nim broni, a jedynie scyzoryk, portfel i holenderski paszport na nazwisko Marinus van der Lubbe. Poeschel i Scranowitz nie mieli wątpliwości, że ujęty przez nich człowiek jest podpalaczem. Dlaczego pan to zrobił?! – wykrzyknął Scranowitz. Aby zaprotestować! – wydusił z siebie Holender. Po chwili van der Lubbe został zakuty w kajdanki i wyprowadzony z budynku przez policjantów. W tym momencie, pod gmach Reichstagu podjechało 15 sekcji straży pożarnej. W chwilę później płonący Reichstag polewało wodą 60 strażaków. Po upływie półtorej godziny ogień znalazł się pod kontrolą. Konstrukcja budynku wytrzymała pożar. Jednak najważniejsza część gmachu – sala obrad – spłonęła doszczętnie, a znajdujący się nad nią szklany dach runął w kawałkach na podłogę.
Przerwana kolacja
Minister spraw wewnętrznych Rzeszy i premier Prus, Herman Göring jadł kolację w towarzystwie Adolfa Hitlera, gdy dotarła do nich wiadomość o pożarze Reichstagu. Przeprosiwszy führera, natychmiast udał się na miejsce zdarzeń, by obejrzeć pożar.
“Oto komunistyczna zbrodnia”
Przybyłego na miejsce pożaru Göringa natychmiast otoczył tłum dziennikarzy. Zapytany o to, kto – według niego – mógł podłożyć ogień, Göring nie wahał się ani chwili: ” Oto komunistyczna zbrodnia wymierzona w nowy rząd” – zawyrokował. Zaś na rzuconą przez jednego z urzędników parlamentu uwagę, że złapany został tylko jeden sprawca wykrzyknął: “Jeden?! To nie był jeden człowiek, ale dziesięciu, dwudziestu! To sygnał do komunistycznej rewolty!”. Na pytanie, w jaki sposób tylu ludzi mogło dostać się do Reichstagu, a następnie niepostrzeżenie uciec z niego minister stwierdził, że podpalacze najprawdopodobniej użyli podziemnych korytarzy łączących parlament ze znajdującym się po przeciwnej stronie ulicy gmachem jego ministerstwa. Następnie znajdujący się wciąż w stanie niezwykłego podniecenia Göring wezwał do natychmiastowej rozprawy z czterema tysiącami członków “partii czerwonego terroru”.
Nowy rząd
W momencie podpalenia Reichstagu Hitler był kanclerzem od 29 dni. Lecz naziści nie mieli większości ani w rządzie – w którym tworzyli koalicję z partiami ludowymi i konserwatywnymi, ani w parlamencie, w którym zajmowali zaledwie 33% miejsc. Wkrótce zresztą mogło się to zmienić – 5 marca 1933 miały się odbyć rozpisane przez prezydenta Rzeszy, Paula von Hindenburga, na wniosek kanclerza nowe wybory do Reichstagu.
“Najpierw przyszli po komunistów”
Przedwyborcza kampania przebiegała początkowo spokojnie, by nie rzec – niemrawo. Jednak w dzień po podpaleniu Reichstagu zmieniło się wszystko. Kraj ogarnęła antykomunistyczna histeria. “Trzeba raz na zawsze skończyć z komunistyczną zarazą!” – krzyczały nagłówki gazet sprzyjających NSDAP.
28 II 1933 r. prezydent Hindenburg, opierając się na art. 48 konstytucji Rzeszy Niemieckiej z 1919 r., zgodnie z którym prezydent Rzeszy mógł – w przypadku, gdyby bezpieczeństwo i porządek publiczny w kraju zostały poważnie zagrożone – tymczasowo zawiesić gwarantowane przez Konstytucję prawa obywatelskie (a także użyć wojska w celu przywrócenia porządku) wydał na wniosek Hitlera dekret “O ochronie narodu i państwa”. “Dla zabezpieczenia przed zagrażającymi państwu zamachami komunistycznymi” dopuszczalne stają się aresztowania bez nakazu sądu, praktycznie zniesione zostają wolność słowa, prasy, tworzenia związków i organizacji zgromadzeń, dozwolone jest odtąd naruszanie przez policję tajemnicy korespondencji oraz niezapowiedziane rewizje i konfiskaty majątku. Natychmiast ruszyła fala aresztowań. Jej ofiarami w pierwszej kolejności stali się komuniści. Na innych miała dopiero przyjść pora.
Ostatnie wybory
W wywołanej podpaleniem Reichstagu i podjętymi działaniami władz atmosferze histerii i terroru w dniu 5 marca 1933 r. odbyły się wybory do niemieckiego parlamentu. Lecz i w nich naziści nie zdobyli większości miejsc: 288 posłów NSDAP tworzyło 44% spośród wszystkich zasiadających w Reichstagu deputowanych.
Koniec demokracji
Na uratowanie niemieckiej demokracji było jednak już za późno. W 19 dni po wyborach Reichstag ogłosił “ustawę o uwolnieniu narodu i państwa od nieszczęść”. Ustawa ta zmieniała obowiązującą konstytucję w ten sposób, że przyznawała prawo do wydawania ustaw rządowi – a nie tylko parlamentowi, jak było wcześniej. Wydawane przez rząd ustawy mogły – co wyraźnie było powiedziane! – być niezgodne z konstytucją. Nie mogły jedynie naruszać uprawnień i samych instytucji Reichstagu oraz prezydenta.
Ein Partei
14 lipca 1933 r. rząd Adolfa Hitlera postanowił: jedyną partią polityczną w Rzeszy jest odtąd Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza. Każdy, kto usiłuje podtrzymać organizacyjną formę innej partii politycznej bądź założyć nową partię, podlega karze ciężkich robót lub więzienia do lat 3.
Proces lipski
Proces o podpalenie Reichstagu toczył się w dniach 20 września 1933 – 23 grudnia 1933 przed najwyższą instancją niemieckiego sądownictwa: Sądem Rzeszy (Reichsgericht) w Lipsku. Na ławie oskarżonych, oprócz ujętego in flagranti Marinusa van der Lubbe zasiedli przywódca frakcji posłów komunistycznych w Reichstagu Ernst Torgler i trzech bułgarskich komunistów: Georgi Dymitrow (późniejszy komunistyczny dyktator Bułgarii), B. Popow i W. Tanew.
Oskarżenie, którego głównym świadkiem był Göring usiłowało przedstawić pożar jako wynik komunistycznego spisku. Lecz mimo pojawienia się przed sądem wielu prominentnych świadków prokuraturze nie udało się wykazać związku między van der Lubbem a pozostałymi “spiskowcami”. Georgi Dymitrow udowodnił Göringowi szereg nieścisłości w jego zeznaniach. W rezultacie sąd uwolnił Torglera i Bułgarów od postawionych przeciwko nim zarzutów. Tylko van der Lubbe, który od samego początku nader ochoczo przyznawał się do podłożenia ognia, został skazany na karę śmierci i 10 stycznia 1934 ścięty na gilotynie.
Wina van der Lubbego
Pozostaje pytanie: kto naprawdę podpalił Reichstag? Co do tego, że van der Lubbe był winny, nie ma poważnych wątpliwości. Świadczyło o tym ujęcie go na miejscu zbrodni, jego zeznania, w czasie których wykazał się niezwykłą znajomością wszelkich szczegółów wydarzeń z 27 II 1933 r., a także przeprowadzona z jego udziałem wizja lokalna, w trakcie której okazało się, iż rzeczywiście był on w stanie w krótkim czasie rozniecić ogień w kilkudziesięciu miejscach, używając w tym celu łatwopalnej substancji i strzępów swojej marynarki.
Czy tylko on?
Nie wyjaśniona pozostaje najbardziej zasadnicza kwestia: czy van der Lubbe działał sam? Wydaje się to mało prawdopodobne. Marinus van der Lubbe był człowiekiem ułomnym zarówno fizycznie (na skutek wypadku w dzieciństwie był na wpół ślepy i miał trudności z poruszaniem się), jak również psychicznie niezrównoważonym. Jego zeznania na temat motywów podpalenia Reichstagu były chaotyczne i niekonsekwentne. Zapytany o to, kto mu kazał podpalić Reichstag, pewnego razu odpowiedział, że kierowały nim “wewnętrzne głosy”. Trudno było też – mimo jego deklaracji – nazwać go komunistą. Nie miał pojęcia o komunistycznej ideologii, a jedynym jego związkiem z partią była krótkotrwała przynależność do holenderskiej komórki młodzieżowej w roku 1925, czyli wówczas, gdy van der Lubbe miał 16 lat. Wydaje się wątpliwe, by ktoś taki mógł samodzielnie podjąć i wykonać plan podpalenia Reichstagu.
“To ja podpaliłem Reichstag”
Tak więc – mimo, iż wraz z egzekucją van der Lubbego sprawa o podpalenie Reichstagu została oficjalnie zamknięta, spekulacje na temat prawdziwego przebiegu wypadków nigdy się nie skończyły. Kilkunastu z oskarżonych w Procesie Norymberskim zbrodniarzy wojennych zeznało, że spiskiem, w wyniku którego został podpalony Reichstag, ponad wszelką wątpliwość kierował Herman Göring. Natomiast gen. Franz Kalder, szef sztabu generalnego w początkowym okresie wojny, twierdził że gdy podczas przyjęcia na cześć Hitlera w 1942 r. jeden z gości wspomniał o wydarzeniach z 1933 r. Göring przerwał mu gwałtownie i odparł: “Jedyną osobą, która rzeczywiście wie coś na temat Reichstagu jestem ja, gdyż to właśnie ja go podpaliłem!”. Czy była to prawda? Pewności co do tego nie ma, gdyż Göring znany był z tego, że lubił się przechwalać.
Bartłomiej Kozłowsk

MONDIALISTYCZNI “OJCOWIE CHRZESTNI” NAZIZMU

Historia oficjalna padaje, że od swego zarania nazizm zawdzięczał środki finansowe pomocy, wkrótce potem nieograniczonej, wielkiego przemysłu niemieckiego. Autorzy podają chętnie nazwiska Fritza Thyssena, Augusta Borsiga, Emila Kirdorfa, Alberta Voeglera, firmę Conti (kauczuk), dynastię Krupp von Bohlen, Friedricha Flicka (Generał Electric), Georga von Schnitzlera (IG Farben), bankiera Kurta von Schroedera. Wyliczenie tyleż dokładne, co niekompletne, i doskonały pozór, z przeznaczeniem dla szerokiej publiczności, aby zatuszować odpowiedzialność, która nie była wyłącznie niemiecka. Historyk A.Sutton jest pierwszym i jedynym, który kiedykolwiek ujawnił i udowodnił, po latach poszukiwań, że ponownemu uruchomieniu przemysłu niemieckiego w latach dwudziestych towarzyszyła symbioza, coraz bardziej totalna, pomiędzy różnymi finansistami i przemysłowcami niemieckimi i ich odpowiednikami angielskimi, amerykańskimi lub anglo-amerykańskimi, w zarządzaniu i rozłożeniu tych samych funduszy i zysków. Finansowali oni nie tylko przymierze niemiecko-sowieckie po Rapallo, ale również, w tym samym czasie, różne narodowe nurty niemieckie, w tym partię narodowo-socjalistyczną. To, że ta partia była najpierw wspomagana od przypadku do przypadku, nie przeszkadzało, że wszyscy zarządcy angielsko-niemiecko-amerykańscy wielkich firm byli doskonale, na bieżąco, szczególnie po 1929, świadomi spraw. Wiedzieli o nich jeszcze lepiej po 1931, wówczas, gdy wsparcie dla Hitlera i NSDAP przeszło w pomoc masową. Te wszystkie fakty zostały pominięte milczeniem w Norymberdze. Prokuratorzy sowieccy obawiali się bez wątpienia, że poruszenie tego trudnego problemu doprowadzi do odkrycia korzyści i milczenia ZSSR w operacjach prowadzonych przez firmy, które jemu pomagały równolegle.

Trzy kartele, które warunkowały gospodarkę Rzeszy

Przypomnijmy krótko fakty: za namową ekspertów amerykańskich, którzy opracowali, a potem wykonali plan Dawesa i Younga – i którzy wywodzili się wszyscy z grupy Morgana i ludzi z nim związanych, z Wall Street – 975 milionów dolarów zostało wpompowanych do Niemiec tylko w okresie od 1924 do 1926. Z tej sumy 826,4 miliona dolarów poszło dla wielkiego przemysłu, w tym 170 milionów posłużyło następnie do założenia trzech karteli:

-”Vereinigte Stahlwerke” – węgla i stali, powstałego ze zlania się sześciu potężnych już firm niemieckich,

– niemieckiego “Generał Electric”, czyli “AEG” -elektryczności, produkcji i rozpowszechniania urządzeń elektrycznych użyteczności publicznej i prywatnej, w tym lamp elektrycznych, etc.,

-”IG Farben” – przemysłu chemicznego i jego odgałęzień.

Począwszy od 1929, te trzy kartele warunkują całą gospodarkę niemiecką. Poczynając od 1935, odpowiadają one na życzenia ich przyjaciela i udziałowca Hjalmara Schachta, prezesa Banku Rzeszy, a później ministra Hitlera: “Problemem naszej polityki jest masowy program zbrojeniowy. Wszystko więc musi być jemu podporządkowane.” Wszystko było do tego przygotowane, ponieważ od 1920 tajna “Sekcja R” Reichswehry pracowała nad symbiozą armia-przemysł za pośrednictwem karteli, o których mowa. Współpracując całkowicie z ZSSR, gdzie potajemnie reorganizowała się przyszła armia niemiecka. W sumie, w 1938 “IG Farben” kontrolował 380 firm w Niemczech i 500 filii za granicą. W 1939, wraz z “Vereinigte Stahlwerke”, “IG Farben” zapewniał od 50. do 95% niemieckiej produkcji wojskowej, w zależności, czy chodziło o ekwipunek, materiały wybuchowe, amunicję, gaz, ropę czy kauczuk syntetyczny. “AEG” dostarczał potrzebnych energii. Otóż te trzy kartele były na całym świecie kierowane przez rady nadzorcze, gdzie zasiadali razem ich zarządcy w Niemczech i finansiści amerykańscy, którzy wraz z nimi kierowali grupami udziałowymi lub filiami w Stanach Zjednoczonych, we Włoszech, Japonii, itd. W istocie następujące grupy – które w większości miały od 1919 siedziby w Nowym Jorku, w tym samym budynku przy 120 Broadway – znalazły się u źródeł planu Dawesa i Younga: Morgan, “National City”, “Chase Manhattan”, “Kuhn, Loeb and Co.”, “Dillon”, “Read and Co.”, “Equitable Trust”. Następnie “Standard Oil” (Rockefeller), połączony w 1927 z “IG Farben” (wraz z “Generał Motors”), poprzez pokrętne ścieżki swych niemieckich filii “Depag” i “Brabag”. Tym samym pojawiają się w międzynarodowych radach “IG Farben”: Edsel Ford, Walter Teagle (“Standard Oil”) i Paul Warburg (“Federal Reserve Board”), doradca Roosevelta. Zasiadają oni tam w chwili, gdy, między początkiem lutego i początkiem marca, firma ta wpłaciła Hitlerowi 400 tysięcy marek, aby mógł wygrać wybory 1933 roku. Henry Schroeder, bankier w Londynie i w Nowym Jorku, był, wraz z “ITT”, współudziałowcem w owych kartelach interesów Kurta von Schroedera (ta sama rodzina), dyrektora Banku J. Stein w Kolonii. Jednym z ich udziałowców, już w 1931, jest Umtersturmfuhrer SS Emil Meyer, administrator w “Dresdner Bank” i w “ITT”-Niemcy. Inny to Karl Rasche z “Metallgeselschaft”, “IG Farben”, “Accumulatoren-Fabrik”, “Felten und Guilleaume”, itd. Jeżeli chodzi o czterech braci Harriman, między innymi Averella, doradcę Roosevelta od lat dwudziestych,to byli oni związani poprzez swą “Union Banking Corporation” z Fritzem Thyssenem i jego współudziałowcami w Holandii, przez którą przechodziły fundusze przeznaczone dla NSDAP w 1929. Jest niemożliwe, aby ten tuzin osobistości amerykańskich nie miał pojęcia, że po okresie zasilania “czarnej” kasy Reichswehry kartele niemiecko-amerykańskie wspomagają obecnie Hitlera. Te same amerykańskie koncerny multinarodowe pomagały zresztą socjalizmowi sowieckiemu, wspierały korporacjonizm państwowy Mussoliniego (np. Tho-mas Lamont w 1926) oraz organizowały i wspomagały rooseveltowski socjalizm New Dealu. Dlaczego by nie równocześnie socjalizm hitlerowski?

(…)

Poważne uczestnictwo banków żydowskich

Nie jest wcale antysemityzmem przypomnienie, że wielcy bankierzy żydowscy kpili sobie do upadłego z losu swych europejskich współwyznawców wówczas, gdy uczestniczyli w utwierdzaniu nazizmu. Dowodem na to jest fakt, że Waldemar i Sal Oppenheimowie w Berlinie otrzymali za swe zasługi status “honorowych aryjczyków” i usunęli się na drugi plan, za swego współudziałowca, bankiera Roberta Pferdemengesa, zasiadającego wraz z nimi i Kurtem von Schroederem w radzie administracyjnej kartelu “AEG”. Kartelu, podkreślamy raz jeszcze, który miał swą międzynarodową siedzibę przy 120 Broadway w Nowym Jorku. Zresztą to właśnie u Kurta von Schroedera, dyrektora Banku J.Steina w Kolonii (wraz z Levim i Salem Oppenheimami), “pogodzili się” 4 stycznia 1933 – pod naciskiem wysokiej finansjery międzynarodowej – Franz von Papen i Hitler, który dzięki temu był pewien dojścia do urzędu Kanclerza. Ambasador Stanów Zjednoczonych z Berlinie William Dodd, sygnalizował wówczas Rooseveltowi, że Eberhard Oppenheim podarował Hitlerowi 200 tysięcy marek.

(…)

“Setka firm amerykańskich pomaga Hitlerowi”

Beneficjant, aż do 1924, spekulacji dokonywanych na marce, przy pełnej i rozmyślnej inflacji (z inicjatywy kanclerzy Cuno i Wirtha, i, za ich plecami, H. Schachta oraz magnata Ruhry Hugo Stinnesa), Roosevelt nie mógł nie znać sytuacji Niemiec w chwili, gdy został prezydentem Stanów Zjednoczonych z końcem 1933. Jego otoczenie składało się z finansistów niemieckiego wzrostu przemysłowego od 1924. Co więcej, ambasador William Dodd uprzedził go zaraz, że Henry Mann (z “National City Bank”) i Winthrop Aldrich (z “Chase Bank”) dyskutowali właśnie z Hitlerem i uważają, iż “można z nim pracować”. Historycznie rzecz biorąc, nic nie ma większej wymowy niż raport Dodda z października 1936, cytowany przez Suttona: “…Tylko w bieżącej chwili ponad setka korporacji amerykańskich utrzymuje tutaj swoje filie i stosuje umowy o współpracy (…) Du Pont jest głównym partnerem IG Farben, Standard Oil, który kazał wpłacić tutaj w grudniu dwa miliony dolarów, podpisał kontrakt na 500 tysięcy dolarów rocznie jako subwencje, aby pomóc w produkcji gazu syntetycznego na użytek wojskowy…” Rzeczywiście, w wyniku umów w 1929 (dołączył się do nich “Generał Motors”) odnowionych w 1937, w Teksasie i New Jersey zostały zbudowane wspólne laboratoria. Jednym z produktów ich doświadczeń będzie sławny gaz Cyklon-B. Amerykanie, odkrywszy w ten sposób zaawansowanie Niemiec w dziedzinie ropy naftowej, gazu i kauczuku syntetycznego, dobili wielkiego targu: “Standard Oil” zarezerwował sobie monopol produktów naturalnych tego typu, i odstąpił w zamian “IG Farben” i jej filiom monopol produktów syntetycznych. Produktów, których wydajność została polepszona poprzez badania we wspólnych laboratoriach w Stanach Zjednoczonych, zanim stały się w Niemczech środkiem dla Wermachtu, dla prowadzenia wojny po 1942 mimo blokady… Ale wróćmy do Dodda: “International Harvester, według świadectwa swego prezesa, zwiększył tutaj o 33% swoje roczne obroty(…) Nasze firmy lotnicze (Bendix) zawarły porozumienie z Kruppem… Tak samo General Motors i Ford(.”) Vacuum Oil zainwestowała już sześć milionów marek(…)” . Zapamiętajmy datę: październik 1936. W Waszyngtonie raporty te zostały schowane do szuflady, podczas gdy prasa, kontrolowana przez Roosevelta i jego przyjaciół, oburzała się “postępem faszyzmu w Europie”. “Siedem lat później – precyzuje Sutton – 100% kauczuku syntetycznego,, metanolu, oleju smarowniczego, 95% barwników, 90% gazu toksycznego i niklu, 85% materiałów wybuchowych, 45% paliwa wysokooktanowego (dla samolotów), 30% kwasu siarkowego itd., używanych przez armię niemiecką pochodziło z fabryk i patentów wywodzących się z umów między “IG Farben” i “Standard Oil”, “General Motors”, “Alcoa”, “Dow Chemical” oraz między “AEG” i jego amerykańskimi współudziałowcami.” Albert Speer przypomniał w lipcu 1979 w “Welt am Sonntag”, tygodniku zachodnioeuropejskim, że w 1943 Niemcy produkowały 5 700 000 ton syntetycznego oleju napędowego, to znaczy 57% wojennych potrzeb Rzeszy. “Bendix Aviation”, kontrolowana przez bank Morgana, dostarczyła Niemcom do 1940, przez “Simens and Halske”, wszystkie systemy pilotażu automatycznego, tablice rozdzielcze, startery i diesle. Jeżeli chodzi o dwie główne fabryki czołgów i pojazdów opancerzonych, były one kontrolowane przez “Opla”, niemiecką filię “General Motors” i “Forda”.

(…)

6) Pakt Ribbentrop-Mołotow

Z okazji podpisania paktu o nieagresji między Rzeszą Niemiecką a ZSRR podpisani pełnomocnicy obu stron poruszyli w ściśle poufnej wymianie zdań sprawę wzajemnego rozgraniczenia sfer interesów obu stron. Wymiana ta doprowadziła do następującego wyniku:
Na wypadek przekształcenia terytorialno-politycznego obszaru należącego do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa), północna granica Litwy tworzy automatycznie granicę sfery interesów niemieckich i ZSRR, przy czym obie strony uznają roszczenia Litwy do terytorium wileńskiego.
Na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia terytoriów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew-Wisła-San. Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych. W każdym razie oba rządy rozwiążą tę kwestię na drodze przyjacielskiego porozumienia.
Jeżeli chodzi o południowy wschód Europy, to ze strony rosyjskiej podkreśla się zainteresowanie Besarabią. Ze strony Niemiec stwierdza się zupełne desinteressment odnośnie do tego terytorium.
Protokół ten traktowany będzie przez obie strony w sposób ściśle tajny.

Podpisano:
Za rząd Rzeszy Niemieckiej……………………………………………..J. Ribbentrop
Za rząd Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich…………W. Mołotow
Moskwa, 23 sierpnia 1939

7) Pearl Harbor

Prowokacja w Pearl Harbor

Pierwsze japońskie bomby spadły na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 r. punktualnie o godz. 7.55 czasu lokalnego
Amerykanie wiedzieli o planach ataku na Pearl Harbor

W ciągu kilkudziesięciu minut na dno poszły okręty stanowiące trzon amerykańskiej Floty Pacyfiku. Zginęło prawie 3 tys. Amerykanów. Przez dziesięciolecia ten atak przedstawiany był jako dowód perfidii Japończyków, którzy znienacka napadli na bazę amerykańską na Hawajach. Po sześćdziesięciu latach okazuje się, że być może atak wcale nie był zaskoczeniem, lecz ostatnim ogniwem łańcucha działań starannie przygotowanych przez najwyższe władze USA. Ich celem było sprowokowanie Japonii do zaatakowania amerykańskich sił stacjonujących na Hawajach i w efekcie przystąpienie Ameryki do wojny.

Plan McColluma
Po klęsce Francji opór potędze III Rzeszy stawiała jedynie Wielka Brytania. Do Waszyngtonu docierały jednak alarmistyczne sygnały o bliskiej kapitulacji Londynu. Amerykanie nie mieli wątpliwości, że triumf Trzeciej Rzeszy w Europie stworzy śmiertelne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Na przystąpienie do wojny musiał wszak wyrazić zgodę Kongres, a szanse na to były nikłe. Amerykańskie społeczeństwo dobrze pamiętało bowiem straty, jakie Ameryka poniosła w Europie, biorąc udział w “nie swojej” I wojnie światowej.
Japonia stała się jednym z rozgrywających w II wojnie światowej, gdy w połowie września 1940 r. na mocy tzw. traktatu berlińskiego stworzono oś Berlin-Rzym-Tokio. Bezpośredni konflikt z Japonią umożliwiłby Ameryce wejście do wojny “tylnymi drzwiami”, gdyż było niemal pewne, że Niemcy i Włochy staną wówczas po stronie sojusznika. Aby skłonić Kongres do działania, potrzebny był jednak “jawny akt agresji” ze strony Japończyków. Mechanizm wielkiej prowokacji w sposób dobrze udokumentowany po raz pierwszy przedstawił Robert B. Stinnett w przygotowywanej siedemnaście lat książce “Dzień kłamstwa. Prawda o Pearl Harbor”.
W październiku 1940 r. komandor podporucznik Arthur McCollum, szef sekcji Dalekiego Wschodu Biura Wywiadu Marynarki Wojennej, opracował plan ośmiu działań, po których realizacji Japonia miała zaatakować Stany Zjednoczone. Zalecenia McColluma przewidywały uzyskanie zgody Wielkiej Brytanii na wykorzystanie przez flotę amerykańską jej baz na Pacyfiku, a przede wszystkim bazy w Singapurze. Z kolei Holandia miała się zgodzić na wykorzystanie instalacji wojskowych i materiałów znajdujących się w holenderskich Indiach Wschodnich (dzisiejszej Indonezji). Jednocześnie rząd Holandii powinien odrzucić żądania Japończyków w sprawie dostaw surowców strategicznych, w tym ropy naftowej. McCollum zakładał też udzielenie wszechstronnej pomocy walczącym z Japończykami oddziałom Czang Kaj-szeka, wysłanie na Daleki Wschód flotylli krążowników oraz dwóch dywizjonów okrętów podwodnych. Główne siły floty amerykańskiej miały zostać zgrupowane w rejonie Hawajów. Wreszcie Stany Zjednoczone i Wielka Brytania miały nałożyć embargo na handel z Japonią.
O planie sprowokowania Japonii wiedziało co najmniej dziewięć osób: oprócz prezydenta byli to m.in. powiernik prezydenta admirał William D. Leahy oraz generał George C. Marshall, szef sztabu generalnego armii, późniejszy sekretarz stanu USA.
Bez zwłoki przystąpiono do realizacji planu. Jeszcze przed końcem 1940 r. Amerykanie wysłali 24 okręty podwodne do Manili, zgrupowali flotę na Hawajach i doprowadzili do tego, że Holandia odmówiła dostarczania Japończykom ropy naftowej i innych surowców. Nad rozmieszczeniem amerykańskich okrętów wojennych na wodach terytorialnych Japonii nadzór sprawował sam prezydent Roosevelt.

Nic nie widzę, nic nie słyszę
Tezy o zaskoczeniu Amerykanów nie potwierdzają wydobyte z archiwów dokumenty. Już 24 stycznia 1941 r. przed agresją Japończyków ostrzegał amerykańską administrację sekretarz marynarki wojennej Frank Knox. Biały Dom był dokładnie informowany o zamiarach i posunięciach Japończyków. Było to możliwe dzięki temu, że na przełomie września i października 1940 r. amerykańscy kryptolodzy złamali kody morskie Kaigun Ango, którymi posługiwała się cesarska marynarka, oraz “kod purpurowy”, używany przez japońskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W jednej z rozkodowanych depesz admirał Yamamoto, dowódca Cesarskiej Marynarki Wojennej, rozkazał zgrupowanym okrętom, by 25 listopada wyszły z portu Hitokappu w archipelagu Kurylów, popłynęły na Hawaje i zaatakowały amerykańskie okręty. Po klęsce Pearl Harbor tysiące rozkodowanych japońskich depesz, raporty oraz dzienniki tajnej korespondencji zamknięto w sejfach Biura Wywiadu Marynarki Wojennej. O ich istnieniu nie wiedziała nawet komisja Kongresu, prowadząca po wojnie przesłuchania w celu ustalenia odpowiedzialności za klęskę.
Robert B. Stinnett stawia administracji i prezydentowi Rooseveltowi zarzut świadomego skazania Floty Pacyfiku na zagładę. Joseph Grew, amerykański ambasador w Tokio, uzyskał informacje o naradzie (2 listopada 1941 r.), na której zapadła decyzja o wypowiedzeniu Ameryce wojny. Admirał Yamamoto otrzymał polecenie skierowania zespołu uderzeniowego na Hawaje. Następnego dnia o wynikach narady w Tokio wiedział już Biały Dom. Reakcją Waszyngtonu było ogłoszenie północnego Pacyfiku obszarem “czystego morza” i wydanie rozkazu wycofania z tego rejonu wszystkich jednostek amerykańskich i alianckich. Gdy admirał Husband E. Kimmel, od 1 lutego 1941 r. dowódca stacjonującej na Hawajach Floty Pacyfiku, próbował przeprowadzić rozpoznanie morskie na północ od Hawajów, otrzymał z Waszyngtonu polecenie wycofania okrętów.
Pierwsze próby wyjaśnienia przyczyn klęski w Pearl Harbor podjęła tzw. komisja Robertsa. Dopatrzyła się ona ewidentnej winy admirała Kimmela. W tym czasie kontradmirał Leigh Noyes, dyrektor Biura Łączności Marynarki Wojennej, wydał podwładnym polecenie zniszczenia wszystkich dowodów, które mogłyby pogrążyć administrację Roosevelta.

Autor: Jacek Potocki, Elżbieta Potocka, Rolandas Paksas

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: