edgier25

WordPress – Wiadomości

Archive for Czerwiec 2013

Duma na straży moralności. Kary za propagowanie homoseksualizmu i za obrazę uczuć religijnych

Posted by edgier25 w dniu 12 czerwca 2013


Duma Państwowa, izba niższa parlamentu Rosji, uchwaliła we wtorek ustawę wprowadzającą odpowiedzialność karną za obrazę uczuć religijnych obywateli i bezczeszczenie świątyń. Deputowani uchwalili też ustawę zakazującą „propagowania nietradycyjnych relacji seksualnych” wśród nieletnich. Za jej łamanie Duma wprowadziła kary administracyjne, w tym nawet do 15 dni aresztu.

Za „publiczne działania wyrażające jawny brak szacunku dla społeczeństwa i podjęte w celu obrazy uczuć religijnych wierzących” ten akt prawny ustanawia karę pieniężną do 300 tys. rubli (9,3 tys. dolarów), karę prac przymusowych w wymiarze do 1 roku lub pozbawienia wolności również do 1 roku.

 

Za te same czyny, jednak popełnione w świątyniach lub miejscach uroczystości religijnych, ustawa wprowadza karę pieniężną do 500 tys. rubli (15,5 tys. USD), prace przymusowe w wymiarze do trzech lat lub karę pozbawienia wolności także do trzech lat.

Reakcja na Pussy Riot

Ustawa, uchwalona z inicjatywy prokremlowskiej partii Jedna Rosja, jest odpowiedzią na akcję członkiń punkrockowej grupy Pussy Riot, które w lutym 2012 roku w moskiewskim soborze Chrystusa Zbawiciela, najważniejszej świątyni prawosławnej Rosji, wykonały utwór „Bogurodzico, przegoń Putina”. Swój występ nazwały „modlitwą punkową”.

Wkrótce po kontrowersyjnej akcji trzy spośród pięciu artystek – 23-letnia Nadieżda Tołokonnikowa, 25-letnia Maria Alochina i 30-letnia Jekatierina Samucewicz – zostały aresztowane. W sierpniu ubiegłego roku Chamowniczeski Sąd Rejonowy w Moskwie uznał ich występ w soborze za „chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną” i skazał je na dwa lata pozbawienia wolności w kolonii karnej. W październiku Moskiewski Sąd Miejski utrzymał w mocy wyrok, jednak w wypadku Samucewicz zawiesił wykonanie kary na dwa lata.

Klerykalizacja kraju?

Początkowo projekt ustawy przewidywał karę do pięciu lat łagru. Duma złagodziła go po tym, gdy w styczniu tego roku patriarcha Cyryl wezwał Kreml do powściągliwości w stosowaniu nowego prawa.

Antykremlowska opozycja oceniła ustawę jako przejaw klerykalizacji kraju. Podkreśliła, że brak precyzyjnej definicji pojęcia „obrazy uczuć religijnych” pozwoli na szerokie interpretowanie nowego artykułu kodeksu karnego. Teraz ustawa trafi do Rady Federacji, wyższej izby rosyjskiego parlamentu, a później – na biurko Putina do podpisu.

Homofobiczny parlament?

Duma we wtorek uchwaliła też ustawę zakazującą „propagowania nietradycyjnych relacji seksualnych” wśród nieletnich. Za jej łamanie Duma wprowadziła kary administracyjne, w tym nawet do 15 dni aresztu.

Przeciwko przyjęciu tego kontrowersyjnego aktu prawnego ostro protestowali obrońcy praw człowieka w Rosji. Argumentowali oni, że ustawa może nasilić dyskryminację osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualnych. O jej nieuchwalanie apelowała do Federacji Rosyjskiej m.in. Unia Europejska. Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton wezwała Rosję, by dotrzymywała swych narodowych i międzynarodowych zobowiązań, w tym tych podjętych w ramach Rady Europy jako sygnatariusz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

„Szkodzące zdrowiu dzieci”

Ustawa, która w pierwotnej wersji miała zakazywać „propagowania homoseksualizmu”, ostatecznie zabrania dystrybucji informacji o „atrakcyjności nietradycyjnych stosunków seksualnych” oraz „równorzędności tradycyjnych i nietradycyjnych relacji”. Zakazuje także „narzucania informacji wywołujących zainteresowanie takimi relacjami”. „Działania” takie ustawa kwalifikuje jako „szkodzące zdrowiu dzieci”.

Akt prawny ustanawia grzywny dla szeregowych obywateli w wysokości 4-5 tys. rubli (124-155 dolarów), dla osób pełniących funkcje publiczne – 40-50 tys. rubli (1240-1550 USD), a dla osób prawnych – od 800 tys. do 1 mln rubli (24,8-30,9 tys. dolarów). W wypadku osób prawnych możliwe jest też zawieszenie ich działalności na okres do 90 dni.

Natomiast w stosunku do cudzoziemców wprowadza – poza karą grzywny – deportację z terytorium FR, którą może poprzedzić areszt do 15 dni.

Afera Madonny

Kara taka mogłaby grozić – na przykład – Madonnie, jeśli powtórzyłaby dzisiaj swój zeszłoroczny koncert w Petersburgu, podczas którego wystąpiła w obronie praw gejów. Amerykańska gwiazda muzyki pop śpiewała tam w czarnej bieliźnie, a na plecach miała wypisane słowa „No Fear” (Nie ma się czego bać). Wcześniej lokalne prawo nakładające grzywny za „propagowanie homoseksualizmu wśród nieletnich” nazwała „żałosnym okrucieństwem”.

Miejscowi działacze antygejowscy uznali, że Madonna uraziła ich uczucia, i pozwali ją do sądu, który jednak oddalił ich skargę (za doznane krzywdy moralne domagali się od piosenkarki 333 mln rubli, czyli 10,8 mln dolarów).

„Moskwa to nie Sodoma!”

W czasie, gdy deputowani debatowali nad ustawą, siły specjalne policji OMON rozpędziły pikietę, którą przed gmachem Dumy w obronie swoich praw zorganizowały środowiska LGBT. Swoją akcję przedstawiciele mniejszości seksualnych nazwali „Dniem pocałunków”. Około 20 uczestników zatrzymano.

Wcześniej protestujący zostali zaatakowani przez nacjonalistów i prawosławnych bojówkarzy, którzy obrzucili ich jajkami i oblali cuchnącą cieczą. Skandowali przy tym „Moskwa – to nie Sodoma!”. Manifestanci odpowiadali: „Moskwa – to nie Iran!” i „Faszyzm nie przejdzie!”. Doszło do przepychanek.

Podobne ustawy, jak ta uchwalona we wtorek przez Dumę, obowiązują już w 10 regionach FR: w obwodach nowosybirskim, archangielskim, kaliningradzkim, kostromskim, magadańskim, riazańskim i samarskim, a także w Kraju Krasnodarskim, Baszkirii i Petersburgu. Miasto nad Newą było pierwszym regionem Rosji, który przyjął takie prawo.

Rosyjska homofobia

W Rosji panują silne nastroje homofobiczne. Z opublikowanego niedawno sondażu Centrum Lewady, niezależnej pracowni badania opinii publicznej, wynika, że tolerancję wobec osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej i zrozumienie dla ich problemów deklaruje tylko 23 proc. Rosjan. Radzą oni, aby osoby takie pozostawić w spokoju. Z kolei 27 proc. obywateli FR uważa, że ludziom takim należy zapewnić pomoc psychologiczną.

Druga połowa społeczeństwa rosyjskiego nastawiona jest radykalnie: 16 proc. proponuje izolowanie homoseksualistów, 22 proc. chce ich przymusowego leczenia, a 5 proc. wręcz ich likwidacji.

Na pytanie o osobisty stosunek do gejów i lesbijek 50 proc. respondentów odpowiedziało, że odczuwa wobec takich ludzi irytację i obrzydzenie, a 18 proc. – nieufność. 23 proc. ankietowanych odnosi się do takich osób „spokojnie, bez szczególnych emocji”. Zaledwie u 4 proc. ludzie tacy wywołują pozytywne odczucia.

W ZSRR homoseksualizm był karany więzieniem. Oficjalnie karę tę zniesiono w 1993 roku, jednak w Rosji utrzymały się silne nastroje antygejowskie. W Moskwie ustanowiono nawet zakaz urządzania parad gejowskich przez najbliższe 100 lat. W ostatnich miesiącach w FR doszło do dwóch zabójstw na tle homofobii – w Wołgogradzie i na Kamczatce.

Autor: //gak / Źródło: PAP
Reklamy

Posted in CIEKAWOSTKI, KOŚCIÓŁ- WIARA, POLITYKA, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | Leave a Comment »

„ChemTrails” SMUGI ZA SAMOLOTEM – Zakazać DHMO! Niewidzialny zabójca

Posted by edgier25 w dniu 12 czerwca 2013


Zakazać DHMO!

Niewidzialny zabójca

Monotlenek diwodoru (ang. „dihydrogen monoxide”, w skrócie DHMO) jest bezbarwny, bezwonny, nie ma smaku i zabija corocznie nieprzeliczone tysiące ludzi. Większość tych zgonów jest spowodowana niezamierzonym wprowadzeniem DHMO do płuc, lecz niebezpieczeństwa związane z tą substancją nie ograniczają się do przypadków inhalacji. Przedłużony kontakt z zestaloną postacią DHMO powoduje rozlegle zniszczenia tkanek. Objawy spożycia DHMO mogą obejmować nadmierne pocenie się, zwiększenie ilości oddawanego moczu, a nawet zaburzenia samopoczucia, nudności, wymioty i zaburzenia równowagi elektrolitycznej organizmu. Pozbawienie dostępu do DHMO oznacza dla osób uzależnionych pewną śmierć.

Monotlenek diwodoru:

  • jest niekiedy określany jako kwas protonowy i jest głównym składnikiem kwaśnych deszczów,

  • przyczynia się do zwiększenia efektu szklarniowego na Ziemi,

  • może być przyczyną poważnych poparzeń,

  • współuczestniczy w procesach erozji gleb,

  • przyspiesza korozję i rdzewienie wielu metali,

  • może spowodować awarię urządzeń elektrycznych,

  • zmniejsza skuteczność działania hamulców samochodowych,

  • został wykryty w komórkach nieuleczalnych nowotworów złośliwych,

Zanieczyszczenie osiągnęło rozmiary epidemii!

Duże ilości monotlenku diwodoru zostały znalezione we właściwie wszystkich strumieniach, jeziorach i zbiornikach współczesnej Ameryki. Ale skażenie nie ogranicza się do jednego kraju i przybrało zasięg globalny: substancje te znaleziono nawet w lodzie Antarktydy. W dolinach wielkich rzek DHMO powoduje niekiedy zniszczenia idące w miliony dolarów.

Pomimo zagrożeń, DHMO jest wciąż używany

  • jako rozpuszczalnik i czynnik chłodniczy w przemyśle,

  • w reaktorach jądrowych,

  • w produkcji pianek z tworzyw sztucznych,

  • jako opóźniacz zapłonu

  • na wiele sposobów podczas okrutnych doświadczeń na zwierzętach,

  • podczas rozprowadzania pestycydów; nawet po starannym spłukaniu otoczenie pozostaje zanieczyszczone DHMO,

  • jako dodatek do „szybkiej żywności” i innych produktów żywnościowych.

Fabryki zrzucają odpadowy DHMO do rzek i oceanów i nie udaje się tego w żaden sposób powstrzymać, ponieważ ta praktyka jest wciąż legalna. Wpływ DHMO na dziką przyrodę jest również przeogromny i nie wolno nam tego dłużej ignorować.

Ten horror trzeba powstrzymać!

Rząd amerykański odmówił wprowadzenia zakazu produkcji, rozprowadzania i stosowania tej niebezpiecznej substancji chemicznej powołując się na jej „ważność dla stanu gospodarki narodowej”. Faktycznie, marynarka i inne organizacje wojskowe prowadza eksperymenty z DHMO i projektują kosztujące miliardy dolarów urządzenia do kontrolowania i wykorzystania DHMO podczas wojen. Setki wojskowych instytutów wojskowych otrzymują całe tony DHMO za pomocą skomplikowanych instalacji podziemnych. Wiele z nich przechowuje zapasy DHMO do używania w przyszłości. Jeszcze nie jest za późno!Zacznij działać TERAZ by uniemożliwić przyszłe skażenia. Dowiedz się więcej o tym niebezpiecznym związku chemicznym. To, czego nie znasz, też może zaszkodzić tobie i innym na całym świecie.

Wyślij wiadomość komputerową na adres „no_dhmo@circus.com” lub SASE do „Coalition to Ban DHMO, 211 Pearl St. Santa Cruz CA, 95060, USA”

Craig Jackson
Prezes Koalicji

Wiadomość rozprowadzona w sieciach komputerowych w styczniu br.
Z angielskiego za zgodą autora przetłumaczył W.M.

(KCh 1/95)

edgier25

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, ANOMALIE POGODOWE NA ŚWIECIE, ANOMALIE W KOSMOSIE, CIEKAWOSTKI, HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, POLITYKA, RZĄD NIE CHCE MIEĆ PRZECIWNIKÓW W RZĄDZENIU, SEKTY, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | Otagowane: , , , | 1 Comment »

CIA Szpiegowała Internautów – Szpion ujawnił się sam!!

Posted by edgier25 w dniu 9 czerwca 2013


Sprawca jednego z najpoważniejszych przecieków w historii służb wywiadowczych USA pokazał twarz. Informacje na temat tajnych sposobów szpiegowania internautów przekazał mediom 29-letni były pracownik CIA i National Security Agency, Edward Snowden.

Wizerunek mężczyzny i długi wywiad z nim został opublikowany na stronie internetowej brytyjskiego dziennika „Guardian”. Amerykanin tłumaczy w nim motywy swojego działania i zapewnia, że nie obawia się tego co go może spotkać, bo „takiego dokonałem wyboru”.

Zdradził i uciekł do Hong-Kongu

Snowden był technikiem w firmie wykonującej zlecenia dla NSA, czyli agencji amerykańskiego wywiadu specjalizującej się w zbieraniu informacji drogą elektroniczną. Zarabiał około 200 tysięcy dolarów rocznie i wiódł „wygodne życie” na Hawajach. Jednak jak mówi, zdecydował się to poświęcić, aby pokazać jak daleko posuwają się władze USA w inwigilacji. – Moim jedynym motywem jest chęć poinformowania obywateli, co władze robią w ich imieniu i przeciwko nim – powiedział.

29-latek skopiował i wyniósł znaczną ilość danych, które udostępnił następnie dziennikarzowi brytyjskiej gazety około trzech tygodni temu. Ostatecznie zgodził się też ujawnić swoją tożsamość. – Zdaje sobie sprawę, że będę cierpiał z powodu swoich decyzji – stwierdził Amerykanin.

Snowden obecnie mieszka w hotelu w Hong-Kongu. Wyjechał tam po zdecydowaniu się na ujawnienie tajnych informacji. Wybór tego miejsca motywuje „zdecydowanym zaangażowaniem w obronę wolności słowa i prawa do opozycji” władz Hong-Kongu. Nie ma konkretnych planów co zrobić dalej.

Informacje przekazane mediom przez Snowdena pozwoliły opublikować całą serię artykułów o tajnych metodach szpiegowania w sieci, z których korzystają władze USA. Wynika z nich między innymi, że NSA dzięki programowi „PRISM” ma dostęp do wielkich ilości prywatnych danych zgromadzonych na serwerach największych firm internetowych.

 

http://www.tvn24.pl/wiadomosci

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, POLITYKA, SYJONIŚCI -SZEMRANA KLIKA, WAŻNE | Otagowane: , | Leave a Comment »

ISON KOMETA- Ogon najbardziej oczekiwanej komety ma już ponad 90 tys. km

Posted by edgier25 w dniu 9 czerwca 2013


Ogon najbardziej oczekiwanej komety ma już ponad 90 tys. km

Badacze wyliczyli też, że koma (czyli inaczej głowa) komety ma około 5 tys. km średnicy. Pylisty ogon ciągnie się natomiast na prawie 92 tys. km, daleko poza pole widzenia Hubble’a.

 

ISON prawdopodobnie będzie najbardziej efektownym zjawiskiem tego rodzaju obserwowanym na Ziemi od kilkudziesięciu lat. 28 listopada 2013 roku zbliży się do Słońca, przechodząc przez peryhelium w odległości zaledwie 0,01245 jednostki astronomicznej. Według naukowców będzie widoczna nawet w świetle dziennym.

W ten sposób powstaje koma, czyli rodzaj pyłowo-gazowej atmosfery otaczającej jądro komety. Szczegółowe analizy wykazały, że po tej jego stronie, która jest zwrócona do Słońca, w komie ISON występują silne strumieniowe podmuchy cząsteczek pyłu.

Ze wstępnych pomiarów z obserwacji Hubble’a wynika, że jądro ISON ma średnicę nie większą niż 4,8-6,4 km. Badacze podkreślają, że to bardzo mało, biorąc pod uwagę wysoki poziom aktywności komety. Na podstawie obecnych pomiarów naukowcy chcą przewidzieć aktywność ISON w czasie kiedy w listopadzie zbliży się do Słońca na niezwykle małą odległość ok. 1,1 mln km.

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, ANOMALIE W KOSMOSIE, CIEKAWOSTKI, HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, PARANORMAL, SF, WAŻNE, ZJAWISKA PARANORMALNE | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Czy to możliwe, że na Bahamach pod wodą ukryte są nieznanego pochodzenia ruiny?

Posted by edgier25 w dniu 9 czerwca 2013


Bimini, piramida z dna oceanu i kula z Atlantydy

Czy to możliwe, że na Bahamach pod wodą ukryte są nieznanego pochodzenia ruiny? Jaki związek ma z tym słynna „Bimini Road” – skalna anomalia wywołująca szereg emocji. I jak w to wszystko wpisuje się historia pewnego amerykańskiego lekarza, który nurkując w pobliżu wysp, wydobył z wody bardzo, ale to bardzo dziwny (i co należy powiedzieć kontrowersyjny) przedmiot.

____________________
Philip Coppens

Czy u brzegów Bimini – wysuniętego najbardziej na zachód dystryktu Bahamów, znajduje się podwodna „piramida” będąca pozostałością po zaginionej cywilizacji? Byłoby to pytaniem czysto retorycznym, gdyby nie to, że istnieją relacje świadka, których nigdy nie podważono, jak i to, że wydobył on z „zaginionego świata” bardzo tajemniczy artefakt.

Opowieść rozpoczyna się w roku 1970 kiedy to dr Ray Brown, lekarz z Arizony, nurkował na Bahamach. Wraz z grupą przyjaciół poszukiwał skarbów ukrytych we wraku hiszpańskiego galeonu, który zatonął przed kilkoma wiekami. Nieco wcześniej na morzu miał miejsce sztorm, który wzburzył piasek na dnie oceanu odsłaniając fragmenty statku. Niestety burza spowodowała też utratę części sprzętu nurków (w tym aparatu fotograficznego), przez co z całego rzekomego zajścia zachowała się tylko relacja ustna.

Brown przypominał sobie, że podczas nurkowania oddzielił się od swych czterech towarzyszy. Starając się za nimi nadążyć natknął się na coś co przypominało piramidę. W telewizyjnym wywiadzie dla programu „ In Serach Of” z 1980 r. oznajmił: – Ruiny i budynki były wszędzie. Dodał także, że „wyglądały one na egipskie lub klasycystyczne”. Oszacował, że piramida znajdowała się na głębokości ponad 40 m., miała wysokość ok. 35 m. i częściowo ukryta była pod dnem morza. Połączenia bloków skalnych, z których była zbudowana były prawie niewidoczne co prawdopodobnie spowodowało, że zachowała się w doskonałym stanie. Jej zwieńczenie opisał jako „lapis lazuli” – intensywny i przepiękny błękit.

Co ważniejsze, Brown odkryć miał również wejście do piramidy. Po tym jak je przekroczył znalazł się w czworokątnym pomieszczeniu. Ponoć nie miał ze sobą latarki, choć mimo to mógł zobaczyć co znajduje się w środku (sic!). Pomieszczenie nie było porośnięte nawet wodorostami, ale to nie ściany przyciągnęły jego uwagę. Otóż z wierzchołka sufitu zwisał metalowy pręt o średnicy ok. 8 cm, na którego końcu znajdował się „klejnot”. Poniżej na podłodze stał rzeźbiony kamień, na którym położona była płyta, na której znajdowały się dwie wykonane z brązu dłonie. Pomiędzy nimi umieszczona była kryształowa kula, którą Brown postanowił zabrać. Wcześniej próbował odczepić metalowy pręt od sufitu, ale nie dał rady. Brown stwierdził, że kiedy opuszczał tę budowlę usłyszał „głos” ostrzegający by nigdy tam nie wracał.

Odmienna wersja tego wydarzenia pojawiła się w książce „Prepare of the Landings”, której autorzy Michael i Aurora Ellegion opisują, że zaprzyjaźnili się z Brownem w latach 80-tych. Wyjawił im on wówczas, że odkrycie miało miejsce w 1968, nie w 1970 r. W tamtym czasie miał on pływać ze znanym francuskim badaczem Jacques’em Cousteau w południowej części archipelagu Bimini. Inne szczegóły dotyczące piramidy i znalezienia w niej kuli pozostały już takie same.

[Spekulacje wzmogła historia o tzw. Drodze Bimini – leżącej na stosunkowo niedużej głębokości formacji skalnej przypominającej budową fragment kamiennej drogi (stąd nazwa „Road” – ang. droga), która rozbudziła spekulacje odnośnie jej naturalnego położenia. Dla geologów jest to jednak formacja naturalna. Równie dużo spekulacji wzbudziły m.in. kamienne bloki z archipelagu Yonaguni – przyp.INFRA.]

Podczas wywiadu z Towarzystwem Cousteau, redaktor Greg Little dowiedział się, że Brown nigdy nie był członkiem wypraw słynnego oceanografa. W dodatku konsekwentnie powtarzał, że dokonał odkrycia w 1970 r. a nie w 1968 r. a po swej śmierci nie miał żadnego wpływu na tworzące się coraz to nowe wersje jego historii.

Wielkie tajemnice wymagają nie tylko nadzwyczajnych dowodów, ale również wywołują niespotykane emocje. W przypadku Browna był to strach przed tym, że rząd lokalny bądź władze USA mógłby skonfiskować kryształ jeśli upubliczniłby całą sprawę. Jednakże już w 1975 r. chęć by owe odkrycie poznał świat przeważyła.

Kryształowa czaszka w towarzystwie kryształowej kuli Browna (poniżej). Jej zdjęcia są niezwykle rzadkie, a historia mało znana.

Patrząc na to z perspektywy czasu, można powiedzieć, że Brown chciał jedynie kilka razy pokazać publicznie swoje znalezisko. Za każdym razem było to jednak wydarzenie sporej rangi. Obserwatorzy opisują szereg dziwnych zdarzeń z tym związanych. 10 lat po upublicznieniu znaleziska Brown wraz ze swym skarbem zniknął z życia publicznego, choć jego historia przetrwała i była często powtarzana.

Problemem Browna było to, że pomimo faktu, iż posiadał on „artefakt” wyciągnięty z oceanu, reszta była jedynie relacją ustną. Brak zdjęć domniemanej piramidy ponieważ Brown nurkował bez aparatu. Nikt potem nie był w stanie zlokalizować terenu ani odnaleźć budowli, które Brown ponoć odkrył. Kryształowa kula jest oczywiście niezwykła, ale nie wykazuje takich właściwości, które przekonałyby wszystkich, iż mamy do czynienia z jednym z najważniejszych starożytnych artefaktów na naszej planecie.

W jednym z wywiadów, Brown powiada:

– Nie jestem jedyną osobą, która widziała ruiny. Inni widzieli je z powietrza i twierdzą, że mają pięć mil szerokości i jeszcze więcej długości.

Problem był jednak tego rodzaju. Gdyby to była prawda, gdzieś istnieliby inni świadkowie. Brown był w tej historii zarówno jedynym bohaterem, posiadaczem tajemniczego przedmiotu, jak i dysponentem niezwykle interesującej historii, tyle że niepotwierdzonej. Ostatecznie wszystko sprowadzało się do jednego pytania: czy Brown był wiarygodny?

Brown zmarł we wczesnych latach 90-tych. Historia powracała co jakiś czas, jako ciekawostka, ponieważ los wyciągniętej z podwodnej piramidy kuli pozostawał nieznany.

[Historia kryształowej kuli z Bimini ma wiele wspólnego z legendą o kryształowych czaszkach, których sprawa wciąż pozostaje w dużej mierze niewyjaśniona, choć ogromną część stanowią legendy i współczesna mitologia. Kryształowa kula z piramidą w środku wykonana jest z tego samego materiału co część czaszek, została znaleziona w równie niejasnych okolicznościach i posiada bliżej nieokreślone moce. Pokrewieństwo tych dwóch spraw można interpretować na wiele różnych sposobów, tym bardziej, że obie zrosły się mocno z innymi elementami z pogranicza zjawisk paranormalnych, historii alternatywnej i ezoteryki. – przyp. INFRA]

Kilka lat temu kryształ (dziś nazwany przez niektórych „Atlantis Orb”) – odnalazł się w rękach Artura Fanninga, mieszkańca Sedony (stan Arizona, USA). On sam nazywa obiekt „Okiem Boga”. Spotkałem Arthura Fanning’a w Amsterdamie na początku listopada 2009 r. w czasie Frontier Symposium 2009, na którym był jednym z prelegentów. Udało mi się zobaczyć kulę podczas naszej prywatnej rozmowy a także pogawędzić z nowym jej właścicielem. Arthur był bardzo konkretnym człowiekiem. Tajemniczy przedmiot nosił zawsze ze sobą, w specjalnym schowku, który umieszczony był w jego pasku.

Kiedy skontaktowałem się z nim, aby zapytać go o szczegóły dotyczące tego, jak wszedł w posiadanie kuli, Fanning przyznał, że znał Browna osobiście. Przed śmiercią przekazał on przedmiot komuś innemu, jednak po jakimś czasie trafił on do Fanninga wskutek „głosów”, który usłyszał poprzedni właściciel. Przekazano mu także specjalny rysunek autorstwa Browna, który przedstawiał ułożenie kuli wewnątrz piramidy.

Arthur Fanning – obecny posiadacz kuli

Kula Fanninga należała zatem kiedyś do Browna, jednakże zdecydował się on pokazać ją dopiero po pewnym czasie. Ponieważ nie zależy mu na zbytniej uwadze, za każdym razem gdy kula wystawiana jest na widok publiczny, każdy z oglądających ma możliwość zweryfikowania jednej z jej bardzo charakterystycznych cech. Kiedy bowiem przekręci się ją na odpowiednią pozycją, w centrum kryształu pojawiają się trzy obiekty w formie piramid. Z innego ujęcia w środku widać ponoć ludzkie oko.

Zarówno Fanning jak i Brown nie mogli obejść się bez komentarzy na temat pochodzenia obiektu, który łączono z popularnym i wciąż powracającym tematem Atlantydy. Scenariusz przygody Browna i to, co napotkał pod wodą było bowiem bardzo sugestywne Czy kryształ Browna to rzeczywiście pozostałość po nieznanej cywilizacji? I co z tajemniczymi budowlami, w tym piramidą, w której kula została odnaleziona? Historia o zatopionej piramidzie z okolic Bimini łączy Browna z postacią Edgara Cayce’go – amerykańskiego jasnowidza, który twierdził, że ok. 1968 r. na tym właśnie obszarze odnalezione zostaną dowody na istnienie Atlantydy.

Czy nie jest to zbyt duży zbieg okoliczności mając na uwadze raczej słabe wyniki Cayce’go w przepowiadaniu przyszłości? Równie problematyczna pozostaje postać Browna. Nie udało mu się zbić na swym znalezisku fortuny. Niektórym wystarcza jednak sama sława i jeśli tak było w jego przypadku, to osiągnął swój cel. Na potwierdzenie jego słów brak jakichkolwiek fotografii. Nie ma też relacji innych świadków i właściwie wszystko sprowadza się do kwestii wiarygodności Browna.

Tzw. Bimini Road – to podziemna formacja skalna ciągnąca się przez obszar ok. 0.5 mili, składająca się z kamieni o geometrycznych kształtach, przypominających biegnący dnem oceanu bruk.

Ciekawy element do tej całej niewiarygodnej historii wniósł Greg Little. Po jednej z popularnych amerykańskich audycji radiowych, w której był gościem, zgłosiła się do niego pewna osoba twierdząc, że zna Browna od dziecka, a cała sprawa z piramidą i kryształem jest mistyfikacją.

Niestety, również i w tym przypadku dowodem są jedynie słowa. Nikt nie wie, czy informatorka rzeczywiście znała Browna. Mimo to najciekawsze wydaje się być to, dlaczego zwlekał on tak długo z ujawnieniem całej sprawy, jeśli rzeczywiście zaczęła się w 1975 roku. Co ciekawe, sam Brown nigdy nie odnosił się w żaden sposób do Cayce’go i tego, co mówił o Bimini Road, nie dodając i tak już sensacyjnej sprawie niepotrzebnych nowych wątków.

Niektórzy z tych, którzy postanowili przyjrzeć się całej sprawie doszli do wniosku, że jest to nic więcej jak mistyfikacja, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że żaden z innych nurków nie zdecydował się opowiedzieć o swych niezwykłych obserwacjach. Wszystko, co pozostało z tej historii to kryształowa kula – milczący obiekt, posiadający według niektórych „niezwykłe” właściwości, które być może będzie można w przyszłości zweryfikować. Patrząc w nią dostrzec możemy rzekome piramidy, przyszłości całej historii nie da się w niej jednak zobaczyć…

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, HISTORIA, HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, PARANORMAL, ZJAWISKA PARANORMALNE | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Literatura poświęcona „zakazanej archeologii”

Posted by edgier25 w dniu 9 czerwca 2013


Przestrzelone czaszki

Literatura poświęcona „zakazanej archeologii” wspomina o przypadkach kopalnych czaszek sprzed dziesiątek tysięcy lat noszących ślady przypominające do złudzenia… skutki postrzału z broni palnej. Pierwszym przykładem jest czaszka hominida znaleziona w 1921 r. w Rodezji, w której widnieje ośmiomilimetrowy otwór. Drugie znalezisko to uszkodzona w podobny sposób czaszka bizona żyjącego 40 tys. lat temu, znajdująca się w muzeum w Moskwie…

Wśród dowodów, o których mówią zwolennicy teorii o paleokontaktach, znajdują się dziwne otwory znajdowane w kopalnych czaszkach. Według opini Ericha von Dänikena, Aleksandra Kazancewa (1906-2002) czy podobnych autorów, mogły one powstać w wyniku postrzału z lasera bądź broni palnej. 

O jednym z takich przypadków Kazancew – radziecki pisarz i były wojskowy, tak wspominał w swoim artykule: „Pewne brytyjskie muzeum posiada czaszkę neandertalczyka sprzed 40 tys. lat. Znaleziono ją w pobliżu Brocken Hill w Rodezji. Lewa skroń wydaje się przebita kulą. Okrągłemu otworowi nie towarzyszą odpryski kości, które pozostałyby w przypadku uderzenia włócznią, strzałą czy maczugą.” 

Charakterystyczna „czaszka z dziurką” znaleziona w 1921 r. w kopalni w Broken Hill (dziś Kwabe, Zambia) należała do gatunku hominida określanego jako Homo rhodesiensis (dziś uznawanego za Homo heidelbergensis). Pierwotnie nazywano ją czaszką „afrykańskiego neandertalczyka” (fot. A. Thomson, DP).

Jeśli Kazancew miał rajcę, istnieją tylko dwie możliwości: albo datowanie czaszki jest błędne, albo rzeczywiście dziesiątki tysięcy lat temu ktoś strzelał do naszych przodków z broni palnej. Biorąc pod uwagę fakt, że znaleziono ją na głębokości 18 m. wariant drugi wydaje się całkiem prawdopodobny. 

Jednak w twierdzeniu Kazancewa, wszystko przypomina stary dowcip o wygranej na loterii: „Tak, to prawda, ale nie był to Kowalski, ale Nowak, grał nie na loterii, a w oczko, i nie wygrał, ale przegrał.” Po pierwsze, czaszka, o której wspomina pisarz liczy sobie nie 40 tys. ale od 125 do 300 tys. lat. Jej znalazcą był szwajcarski górnik, Tom Cwiglaar w kopalni cynku w Broken Hill (dziś Kabwe, Zambia). Zgodnie z opinią antropologa, Arthura Smitha Budwarda, należała ona do gatunku Homo rhodesiensis. Nie mógł to być neandertalczyk, gdyż ci nie występowali w Afryce. 

Sceptycy twierdzili, że dziwny otwór w czaszce mógł powstać na skutek uderzenia… pioruna, meteorytu lub drobnego przedmiotu, któremu prędkość nadało np. tornado. W 1994 r. P. Montgomery wraz z grupą kolegów przebadał czaszkę, a wnioski zaprezentował na łamach „Journal of Archeological Science” (nr 21). Ustalono, że otwór o średnicy 8 mm nie był przyczyną śmierci osobnika z Kabwe. Jego krawędzie zaczynały się zrastać. 

Po drugie, po tej samej stronie czaszki (poniżej otworu) widać było ślady procesu patologicznego, który uszkodził kość. Oprócz otworu naukowcy wydzielili jeszcze trzy strefy uszkodzeń tkanki. Wykluczono, aby ich przyczyną był uraz. Zdania na ten temat są podzielone, choć wskazywano na ziarniaka. Za przyczynę zgonu hominida uznano sepsę. 

Pisząc o „przestrzelonej czaszce” Kazancew wspominał także o podobnym znalezisku ZSRR: „Prof. K. K. Flerow zaprosił mnie do Muzeum Paleontologii Akademii Nauk ZSRR i pokazał czaszkę bizona sprzed 40 tys. lat znalezioną w Jakucji. Nosiła ona ślady postrzału na płacie czołowym. Kość była uszkodzona tak, jakby trafiła ją kula […]. Ważne jednak, że nie był to postrzał śmiertelny. Zwierzę najwyraźniej zostało ciężko ranione, ale pocisk nie dotarł do mózgu. Na krawędziach otworu widoczne były kostne narośle, a rana goiła się jeszcze przez co najmniej rok.” 

Przedziurawiona czaszka bizona z Jakucji ze zbiorów Muzeum Paleontologii Rosyjskiej Akademii Nauk (autor nieznany).

Dzięki artykułom Kazancewa „czaszka bizona ze śladem po postrzeleniu” zyskała światową sławę. Sławą zainteresował się włoski ufolog Roberto Pinotti, który zapytał o zdanie wspomnianego prof. Flerowa. Odpowiedź na piśmie, najwyraźniej bardzo go rozczarowała, gdyż opublikował ją po 7 latach, w 1972 r., w magazynie „Clypeus”: 

„W Muzeum Paleontologii Akademii Nauk ZSRR rzeczywiście mamy interesującą pana czaszkę bizona z okrągłym otworem na czole. Być może powstał on w wyniku uderzenia rogiem podczas innego osobnika podczas walki miedzy samcami. Jednak bardziej prawdopodobne jest, że stanowi to wyniki działalności pasożytów. Posiadamy także inne czaszki z wieloma otworami, które zaczynały się zrastać. Podobne zjawisko znane jest też wśród współczesnych zwierząt domowych. Nie ma żadnych dowodów na to, że jest to związane z przybyszami z obcych planet” – twierdził Flerow. 

W ostatnich latach w Sudanie znaleziono wiele ludzkich czaszek z otworami, które budziły podobne skojarzenia. Okazało się, że ich właściciele za życia poddani zostali zabiegowi trepanacji. Według D. Martina z Uniwersytetu Illinois, dawni mieszkańcy tej krainy wynaleźli rewolucyjną metodę – trepanacji dokonywali przy pomocy ręcznego wiertła.

 

infra.org

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, HISTORIA, PARANORMAL, ZJAWISKA PARANORMALNE | Otagowane: , | Leave a Comment »

„Missing 411” – Niektóre z zaginionych dzieci znajdowano w ogromnej odległości od miejsca zaginięcia.

Posted by edgier25 w dniu 9 czerwca 2013


Dziwne zaginięcia w parkach narodowych

David Paulides – były policjant, gromadzi informacje o ludziach, którzy zaginęli w amerykańskich parkach narodowych. Interesują go tylko przypadki nietypowe – takie, w których ciała ofiar znajdowano daleko od miejsca zaginięcia lub na wcześniej przeszukiwanych obszarach. Paulides wyznaczył w Ameryce 28 miejsc, w których w niewyjaśnionych okolicznościach znikają ludzie…

David Paulides to emerytowany policjant, pisarz i badacz zjawisk paranormalnych, który w książkach z serii „Missing 411” analizuje przypadki zagadkowych zaginięć ludzi na terenie parków narodowych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Wśród nich są sprawy nie dające się wyjaśnić w konwencjonalny sposób (przez zbrodnie, ataki drapieżników czy nieszczęśliwe wypadki). Na mapie kontynentu północnoamerykańskiego wyznaczył on 28 miejsc, w których dochodzi do częstszych niż gdzie indziej zaginięć ludzi. Należą do nich m.in. pewne obszary parku narodowego Yosemite (Kalifornia) oraz Humboldt-Toiyabe, okolice jeziora Tahoe czy obszar wokół góry Mt. Charleston (Newada). Paulides zgromadził ponad 400 przypadków zaginięć ludzi, którzy wybrawszy się na wyprawę na łono przyrody, nigdy nie wrócili.

– Ludzie od zawsze znikali w głuszy, ale nam chodzi o coś innego – mówi Paulides, który prowadzi także projekt Canamissing.com skupiający się na poszukiwaniu zaginionych. – Istnieje wiele spraw, które na pozór nie mają sensu. W niektórych miejscach dochodzi do trzech-czterech zaginięć. Czasami jednak bywa i tak, że na jednym obszarze znika w przeciągu lat 20-30 osób.

Dyrekcja Parków Narodowych nie prowadzi jednak ewidencji osób zaginionych. Paulides dodaje, że wejście w szczegóły ujawnia wiele zaskakujących zbieżności. Część przypadków przebiega według podobnego scenariusza, a okoliczności innych bywają co najmniej zastanawiające. Niekiedy zaginieni znikali niemal „na oczach” swoich towarzyszy; w innych sprawach dwu- lub trzyletnie dzieci znajdowano wiele kilometrów od miejsca zaginięcia, często na obszarach oddzielonych łańcuchami górskimi.

– Niektóre z zaginionych dzieci znajdowano w ogromnej odległości od miejsca zaginięcia. Rodzice nie mogli tego zrozumieć – powiedział Paulides w rozmowie z George’m Knappem – dziennikarzem z Los Angeles znanym z zaangażowania w badanie zjawisk nadprzyrodzonych.

Czasami po zaginionych zostawały tylko porzucone ubrania. Paulides przywołuje relację pewnego strażnika, który widział na ziemi ułożone w idealną kostkę ciuchy zaginionego. Niejasne okoliczności w znacznym stopniu utrudniają poszukiwania. Niekiedy ciała znajdowane są w niedostępnych miejscach; kiedy indziej natrafia się na nie w punktach, które były wcześniej przeszukiwane.

– Jeśli pies nie może podjąć tropu, to zapala się czerwona lampka – mówi. – To samo, jeśli nie może podjąć tropu, kładzie się i nie chce dalej iść. To dzieje się częściej niż ktokolwiek myśli.

Przykładem takiego zaginięcia jest sprawa 6-letniego Larry’ego Jeffreya z Henderson, który w 1966 r. zniknął podczas zabawy z bratem. Przez 16 dni szukało go 1000 ludzi.

– Nie ma tu wielkich drapieżników, zatem to odpadało – mówi były szeryf, Ralph Lamb, który brał udział w akcji. – To niedostępna okolica, bez dostępu dla samochodów, wiec nikt nie mógł go wywieźć. Chłopiec po prostu wyszedł i znikł.

Nie są to jedyne dziwne aspekty przypadków poruszanych przez Paulidesa, acz jest on bardzo powściągliwy w ujawnianiu treści swoich hipotez, co potęguje ciekawość potencjalnego czytelnika. Wielu zaginionych nie jest ponoć w stanie powiedzieć, co się z nimi działo. Autor nie chce jednak zdradzać swoich wniosków, choć są one dość jasne – jako osoba znana z publikacji na temat amerykańskiego „dzikiego człowieka” (Bigfoota), delikatnie wskazuje kto może stać za tymi incydentami. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że to bardzo ryzykowna opinia.

Aby nie być gołosłownym, na stronie Canammissing.com Paulides prezentuje dokumenty na temat kilku przypadków, w tym zaginięcia Kevina R. O’Keefee, który zniknął 8 października 1985 r. w Glacier Bay National Park na Alasce. Po zlokalizowaniu jego obozowiska, w którym go jednak nie zastano, strażnicy uznali, że mógł on wybrać się na wyprawę wspinaczkową. Niebawem okazało się jednak, że buty O’Keefee’go leżą w niedużej odległości od namiotu. Na miejscu nie znaleziono śladów walki – wszystkie rzeczy pozostały na miejscu. O bliżej nieokreślonym wydarzeniu świadczył jednak złamany wspornik namiotu.

Przypadki tego typu zawsze budzą ciekawość i sprzeczne opinie, ale poddać je jednoznacznej ocenie. Amerykańskie parki narodowe to ogromne połacie gruntu, odwiedzane rocznie przez miliony turystów. Ze statystycznego punktu widzenia zaginięcia nie są niczym dziwnym. Sprawa zmienia się, gdy wyjaśnień rzeczywiście brak i stwierdzają to dokumenty ze śledztwa. Warto jednak przypomnieć, że także Tatry mają w swojej historii wiele tajemniczych epizodów ze znikającymi turystami, ale to już zupełnie inna historia…

Posted in "Historie Niesamowite Ale Prawdziwe, CIEKAWOSTKI, PARANORMAL, ZJAWISKA PARANORMALNE | Leave a Comment »

 
%d blogerów lubi to: