edgier25

WordPress – Wiadomości

“Kontrowersje Syjonu”Douglas Reed


CAŁA KSIĄŻKA – POLECAM

PO PRZECZYTANIU KSIĄŻKI DOUGLASA JESTEM PRZEKONANY ,ŻE ZA JEGO ZNIKNIĘCIEM STOJĄ SŁUŻBY IZRAELSKIE …. DLA KOGOŚ KTO INTERESUJE SIĘ TEMATEM ŻYDOSTWA  ICH POLITYKĄ I CHĘCIĄ WŁADZY NAD ŚWIATEM  TO POLECAM PRZECZYTAĆ .

Controversy.of.Zion
JEST 46 ROZDZIAŁÓW  
Douglas Reed

Kontrowersja Syjonu

Tłum. Krzysztof Edmund Wojciechowicz

Poczynając od 1951 roku Douglas Reed, czołowy brytyjski korespondent wojenny, spędził ponad trzy lata nad ‘Kontrowersją Syjonu’. Prace zamknął epilogiem w  1956 r. Chociaż zachowała się dotycząca książki korespondencja z  wydawcą, rękopis nie został temu ostatniemu dostarczony. Zamiast tego przez 22 lata zbierał kurz w  domu autora w  Durbanie. 
Reed pokochałby Internet! Teraz to medium istnieje i  musi pomóc w  rozpowszechnieniu prawdy. Kilka rozdziałów tej książki dowodzi, jak bardzo autorowi podobałyby się nowe możliwości. Zapewne tak samo, jak syjonistycznym cenzorom nie podoba się naruszanie ich globalnego monopolu na pranie mózgów i  kontrolę mediów.
W Europie, w  latach bezpośrednio przed i  po II Wojnie Światowej, nazwisko Douglasa Reeda było na ustach wszystkich. Jego książki były sprzedawane w  kilkudziesięciotysięcznych nakładach. Był doskonale znany rzeszom fanów w  całym anglojęzycznym świecie. I nagle zniknął. Czy nie przez tę właśnie książkę? Mamy szansę to ocenić.
**********************************************************************************************************************

Epilog

Mroczny nastrój tej książki jest odbiciem poruszanego w  nim tematu, a  nie odzwierciedleniem stanu umysłu jej autora. Pisałem ją z  punktu widzenia współczesnego uczestnika i  świadka wydarzeń, a  także dziennikarza wytrąconego ze swego powołania, który w  moim przekonaniu powinien bez względu na obawy czy zaszczyty służyć prawdzie, a  nie specyficznym interesom. W  większym stopniu niż inni, byłem świadkiem historii naszego wieku i  tajemnych manipulacji interesów narodowych. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie są one dziełem przypadku, lecz planu. Stąd mój protest – nie przeciwko realiom życia, lecz przeciwko tłumieniu prawdy. 

Jest on obrazem rozwijającej się historii. Po mnie przyjdą historycy, którzy z  ekshumowanych fragmentów złożą całość; zadanie podobnie do odgadnięcia emocji człowieka z  budowy jego szkieletu. Jednakże mogą oni dojrzeć rzeczy obecnie niedostrzegalne dla mnie, a  co więcej, odkryć, że były one niezbędnym materiałem do budowy rzeczywistości, w  jakiej się znajdują (wdzięczne zadanie dla historyków). Prawda będzie leżała gdzieś pomiędzy tymi dwoma obrazami; moim przyczynkiem do niej będzie żywy protest żywego uczestnika. 

Nie kwestionuję i  nie mam wątpliwości, że wszystko to było zasadniczym elementem prowadzącym do ostatecznego celu, lecz nie uważam, że było konieczne i  na tym polega mój protest. Wierzę, że o  wiele szybciej możnaby było osiągnąć pozytywny cel bez tego. Zdaję sobie jednak sprawę, że sprawy te są poza zasięgiem rozumu śmiertelenika, i  potrafię sobie wyobrazić, że zgodnie z  zrządzeniem boskim, te powtarzające się doświadczenia są niezbędnym czynnikiem samo-wyzwalenia się ducha ludzkiego. Tym niemniej, to samo zrządzenie wymaga od wierzącego, aby protestował, gdy się one zdarzają. 

Tak czy inaczej, pozostawiam tą beznamiętną dyskusję przyszłym skrybom, nie zaangażowanym uczuciowo; dla nich mikroskop, a  dla mnie żywy spektakl. Ja jestem zaangażowany. Jak powiada lord Maculay, ‘w historii zapisują się trwale jedynie interpretacje zgodne z  doktrynalną koniecznością, podczas gdy nieprzystające i  sprzeczne fakty ulegają zapomnieniu i  giną’. Pod tym względem niniejszy skryba czuje się rozgrzeszony. Nie pominąłem niczego, co mi znane i  przedstawiłem tak wiernie, jak potrafiłem. Nakreśliłem obraz naszego stulecia zgodnie z  percepcją człowieka żyjącego jego sprawami – obraz, jaki pozostaje ukryty przed szerokimi masami, karmionymi jedynie ‘interpretacją’ wygodną dla polityków. 

Według mojej oceny, nasze czasy stoją pod znakiem barbarzyńskich zabobonów, zrodzonych w  zamierzchłej przeszłości i  przez wieki podsycanych przez na pół-sekretną kastę kapłanów; wskrzeszonych ku naszemu utrapieniu w  postaci ruchów politycznych, które są wspierane przez potęgę pieniądza we wszystkich stolicach świata. Za pomocą dwóch środków – oddolnej rewolucji i  odgórnej korupcji rządów, wykorzystywanych dla wzajemnego podżegania się narodów, udało się im w  dużej mierze osiągnąć fantastycznie ambitny cel światowej dominacji. 

Nie mam pretensji do osądu, co jest złem: jest to wytwór umysłu. Mogę je jedynie odczuć; być może, nie mam tu racji. Tym niemniej, pracując nad tą książką, miałem wrażenie, że obcuję ze złem. Siły, wyprowadzone z  pieczary dinozaura w  wiek XX, mają charakter magii. Stale miałem odczucie kontaktu z  umysłem w  rodzaju Ezechiela – barbarzyńskiej idei w  barbarzyńskich czasach. Z  podobnym stanem umysłu, choć już w  naszych czasach i  w miejscu niedawno wyzwolonym z  barbarzyństwa, zetknąłem się ponownie przy lekturze książki sir Arthura Grimble “A Pattern of Islands”. 

Są to wspomnienia autora z  początków wieku XX, gdy był on brytyjskim administratorem kolonialnym na odległym archipelagu wysp Gilberta na Pacyfiku, gdzie do czasu ustanowienia protektoratu brytyjskiego w  1892 roku, ludność żyła w  stanie prymitywnych zabobonów. Uderzyło mnie niesamowite podobieństwo przekleństw wyliczonych w  Księdze Powtórzonego Prawa, dotąd stanowiących Prawo syjonistycznego nacjonalizmu, do dawnych klątw rzucanych na palenisko przez tubylców. Nagi czarownik, kucnąwszy w  ciemności przed ogniskiem wroga, dziobiąc je dzidą mamrotał: 

‘Duchu szaleństwa, duchu nieczystości, duchu kanibalizmu, duchu zgnilizny! Dźgam ogień jego pożywienia, ogień tego Naewy. Uderz na niego z  zachodu! Uderz na niego ze wschodu! Uderz, tak jak ja dźgam, na śmierć! Uduś go, sprowadź na niego szaleństwo, zgnój go! Wątroba mu się wywraca, wywraca, przekręca i  zostaje wydarta. Wnętrzności mu się wykręcają, wykręcają, zostają wydarte i  wyżarte. Ogarnia go czarne szaleństwo, już nie żyje. Już skończony: martwy, martwy, martwy. Gnije’. 

W czasach, kiedy dla usprawiedliwienia czynów takich jak Deir Yasin powołuje się na Prawo zawarte w  Talmudzie i  Torze, pouczającym jest porównanie tych klątw z  wieloma ustępami Deuteronomium i  Księgi Ezechiela; warto też zauważyć, że według Encyklopedii Żydowskiej Talmud podtrzymuje wiarę w  dosłowną skuteczność klątw. Te ustępy zawsze przychodzą mi na myśl, ilekroć słyszę polityków powołujących się na ‘Stary Testament’; zastanawiam się wtedy, czy naprawdę go czytali i  czy zdają sobie sprawę ze związków między tymi antycznymi zabobonami, a  bieżącymi wydarzeniami, do których się przyczynili. 

Uważam, że te siły, wyzwolone w  naszym stuleciu, kierowane są przez ludzi opętanych mentalnością zabobonów; bo cóż innego mógł mieć na myśli znękany dr  Weizmann, nawiązując po niewczasie do ‘[…] pojawienia się starego zła w  nowym, straszniejszym jeszcze przebraniu’. 

Myślę, że jedynie te mroczne przesądy mogą wyjaśnić obawę, dzięki której masy żydowskie poddają się nacjonalizmowi syjonizmu. Wiek emancypacji wyzwolił je prawie kompletnie i  wystarczyłoby pięćdziesiąt lat, aby przywrócić je ludzkości. Teraz znów wpadły w  jego sidła. Miałem wrażenie, że czytam o  masach ludzkich zamkniętych w  talmudycznym getcie, natrafiwszy na poniższy opis sytuacji panującej na Wyspach Gilberta w  czasach przedkolonialnych: 

‘Ludzie żyjący od sześćdziesięciu pokoleń w  grozie wierzeń zakorzenionych we krwi […] byli podatni na magię śmierci […] Na tych wyspach spędzały całe życie kolejne pokolenia złoczynnych czarowników i  ludności obawiającej się ich mocy. Narastający przez wieki koszmar ich wierzeń stał się samoistną wszechobecną siłą, unoszącą się jak ponura chmura. Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy. Czuło się, że tej atmosferze wszystko może się wydarzyć.’ 

‘Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy’. Te słowa wydają mi się dokładnym odzwierciedleniem sytuacji mas ludzkich, od ponad sześciesięciu pokoleń poddanych podszeptom podobnych zabobonów, a  pod koniec zeszłego stulecia siłą wyrwanych z  blasku dnia w  mrok plemiennej depresji. Satysfakcję z  wolności, jaka ich ominęła, odczułem w  słowach starej kobiety z  Wysp Gilberta, pamiętającej stare czasy: 

‘Posłuchaj głosu ludzi w  ich mieszkaniach. Pracujemy w  spokoju, rozmawiamy swobodnie, bo minęły już dni gniewu […] Jakże piękne wydaje się teraz życie w  naszych wioskach, gdy nie ma zabijania i  wojen’. Słowa te przypominają lament Jeremiasza za utraconym szczęściem Izraela (‘miłosierdzia młodości twojej pokazanego, i  dla miłości ślubin twoich’), gdy gromi ‘przestępnicę Judzką’. 

Śledząc tą historię starodawnych przesądów i  porównując je z  wyłaniającymi się w  naszym stuleciu siłami politycznymi, miałem wrażenie kontaktu ze zwłowrogą siłą. Przekonany jestem, że wyrazem jej są niszczycielskie rewolucje i  mógłbym bez wahania podpisać się pod uwagą amerykańskiego dyplomaty Franka Roundsa juniora, który w  dzień Bożego Narodzenia 1951 zanotował w  swym dzienniku: ‘W Moskwie wyczuwa się obecność zła fizycznie, jako rzecz realną; takie odniosłem wrażenie w  dniu Bożego Narodzenia’. 

W tym rozwijającym się procesie XX wieku, w  którym widzę piętno zła, uczestniczymy wszyscy obecni – Żydzi i  goje; większość z  nas dożyje dnia osądu. Co do tego, warte uwagi jest spostrzeżenie Bernarda J. Browna, uczynione w  1933 roku: ‘Oczywiście, zaczną się nas obawiać i nawet nienawidzieć, jeśli będziemy ciągle przyjmować wszystko od Ameryki, nie stając się równocześnie jej obywatelami; tak jak zawsze opieraliśmy się stawaniu się Rosjanami czy Polakami’. 

To stwierdzenie odnosi się nie tylko do Ameryki, lecz do wszystkich krajów Zachodu. Jednakże Brown myli się. Jego prognoza nie uwzględnia jednej rzeczy, której talmudystom nigdy nie uda się osiągnąć; nienawiść jako artykuł wiary jest ich monopolem– nie potrafią zarazić nią chrześcijan i  pogan. Jeśli w  tym stuleciu Zachód kiedykolwiek kierował się nienawiścią, to jedynie za podpuszczeniem talmudystów. Zemsta i  nienawiść obce są duchowi Zachodu – zabrania mu tego jego wiara. Naukę nienawiści w  formie artykułu wiary propaguje jedynie Tora-Talmud w  krajach opanowanych przez rewolucję, w  Palestynie i  w tych stolicach Zachodu, które udało się jej usidlić. Nikt na Zachodzie nie zdobyłby się na podobną mowę, jaką wygłosił przywódca syjonistyczny na żydowskim meetingu w  Johannesburgu w  maju 1953 roku: ‘Nie wolno wierzyć bestii zwanej Niemcami. Nie wolno przebaczyć Niemcom, a  Żydzi nigdy nie powinni utrzymywać kontaktów ani stosunków z  Niemcami’. 

Świat nie może tak żyć; a  ten bezsensowny plan nigdy się nie powiedzie. Jest on herezją, którą Chrystus szczególnie piętnował; herezją, której ulegają polityczni przywódcy Zachodu od czasów, kiedy pięćdziesiąt lat temu Balfour zapoczątkował politykę podporządkującą jej interesy własnego narodu. Gdy nadejdzie decydująca chwila, przeminie i  ta herezja, zaszczepiona na Zachodzie przez talumdyczny ośrodek w  Rosji. 

Jako pisarz, mam nadzieję, że im więcej masy dowiedzą się o  przeszłości ostatnich pięćdziesięciu lat, tym szybciej i  bezboleśniej nastąpi jej kres. 


Bo nie masz nic tajemnego, co by nie miało być objawiono;
i nie masz nic skrytego, czego by się nie dowiedziano,
i co by na jaw nie wyszło

Ewangelia wg św. Łukasza 8,17

**********************************************************************************************************************

Rozdział 1. Początek kwestii

Rzeczywisty początek tej sprawy wiąże się z  pewnym dniem 458 roku BC1), do którego opisu dojdziemy w  rozdziale szóstym. W  tym dniu niepozorne plemię palestyńskie Judy (od którego wcześniej odżegnał się Izrael) spłodziło rasistowską wiarę, której niszczący wpływ na sprawy ogólnoludzkie był chyba potężniejszy, niż jakiekokwiek środki wybuchowe czy plagi. Był to dzień, w  którym teoria ‘rasy panów’ ustanowiona została jako ‘Prawo’. 

W owych czasach Juda była jednym z  małych plemion wśród narodów ujarzmionych przez króla Persji, a  o tym, co obecnie nazywa się ‘Światem Zachodnim’, nikomu się jeszcze nie śniło. Dzisiaj, w  dwutysięcznym prawie roku istnienia chrześcijaństwa, wyrosła z  niego ‘cywilizacja Zachodnia’ zagrożona jest rozpadem. 

Zdaniem autora, źródłem tego jest wiara zrodzona w  Judzie 2500 lat temu. Ten proces można dosyć dokładnie prześledzić począwszy od zarania aż do jego obecnych skutków, gdyż przebiegał on w  okresie historycznie udokumentowanym. 

Wiara, zrodzona tego dnia przez fanatyczną sektę, wycisnęła w  ciągu dwudziestu pięciu stuleci potężny wpływ na umysły ludzkie i  stąd pochodzi jej destruktywna siła. Nie sposób wytłumaczyć powodów, dla których powstała akurat w  tym szczególnym momencie i  dlaczego w  ogóle się zrodziła. Jest to jedna z  największych zagadek świata, o  ile nie uzna się za obowiązującą również w  zakresie religii teorii, że każda działalość prowokuje równie silne przeciwdziałanie; w  myśl tej zasady, ten sam impuls, który w  tych zamierzchłych czasach kierował wielu ludzi ku poszukiwaniu powszechnego miłosiernego Boga, mógł spłodzić fanatyczną kontr-ideę wyłącznego i  mściwego bóstwa. 

Już nawet w  458 roku BC Judaizm był systemem retrogresywnym; w  tym czasie ludy znanego świata poczęły odwracać oczy od idoli i  bóstw plemiennych, w  poszukiwaniu Boga ogólnoludziego, sprawiedliwego i  powszechnego. Kierunek ten, wskazany już wcześniej przez Konfucjusza i  Buddę, znany był narodom sąsiadującym z  Judą. Dzisiaj próbuje się dowodzić, iż człowiek wierzący – chrześcijanin, muzułmanin, powinien respektować Juadaizm mimo jego błędów, jako niezaprzeczalnie pierwszą religię uniwersalną, z  której wyszły wszystkie inne. Uczy się tego każde dziecko żydowskie. W  rzeczywistości, idea jedynego Boga wspólnego wszystkim ludom, znana była na długo przez ukształtowaniem się plemia Judy, a  sam Judaizm jest przede wszystkim zaprzeczeniem tej idei. Egipska Księga Zmarłych (której manuskrypty odnalezione w  grobowcach królów wyprzedzają judaistyczne ‘Prawo’ o  ponad dwa tysiące lat) zawiera ustęp: ‘Od początku czasów, jesteś Boże jedynym, dziedzicem nieśmiertelności, samo-stworzycielem, samo-zrodzicielem; stworzyłeś ziemię i  człowieka.’ Wprost przeciwnie, w  Biblii judejscy Lewici pytają ‘Któż podobny tobie między bogami, Panie?’ (Księga Wyjścia). 

Sekta, która związała się z  plemieniem Judy i  je opanowała, przejęła w  swoich księgach rozpowszechniający się koncept jedynego Boga powszechnego jedynie po to, aby go zniszczyć, postulując wiarę opartą na jego zaprzeczeniu. Zaprzeczenie to, bardziej ignorujące niż otwarte, było nieuniknione i  konieczne dla oparcia podstaw nowej wiary na teorii rasy panów. Taka, jeśli w  ogóle istnieje, sama w  sobie musi być Bogiem. 

Wiara ta, wprowadzona w  485 roku BC jako prawo regulujące życie Judy, była i  pozostaje unikalna w  historii świata. Opiera się na stwierdzeniu przypisowanym plemiennemu bóstwu (Jehowie), że Izraelici (w rzeczywistości Judajczycy) są ‘narodem wybranym’, który przy przestrzeganiu wszystkich ‘przepisów i  praw, wywyższony zostanie ponad inne ludy i  otrzyma ‘ziemię obiecaną’. Czy to przez przeoczenie, czy przez nieuniknioną konieczność, z  teorii tej wyrosły pochodne je koncepcje ‘niewoli’ i  ‘zagłady’. Żądanie Jehowy, aby go czcić w  określonym miejscu i  kraju, pociągało dla jego wielbicieli konieczność przebywania w  nim. 

Oczywiście, nie wszyscy mogli tam mieszkać, lecz ci żyjący poza krajem, czy to z  konieczności, czy z  własnego wyboru, automatycznie stawali się ‘niewolnikami’ ‘obcych’, których należało ‘wykorzenić’, ‘wytracić’ i  ‘zniszczyć’. Według podstawowych zasad tej wiary nie ma znaczenia, czy ci ‘władcy’ są najeźdzcami, czy też kurtuazyjnymi gospodarzami; ich z  góry przeznaczonym losem jest zagłada lub zniewolenie. 

Przed czekającą ich zagładą i  zniewoleniem, mają tymczasowo pełnić rolę ‘władców’ Judejczyków; nie z  własnego wyboru, lecz jako narzędzie kary za niestosowanie się Judajczyków do ‘przepisów’. W  ten sposób Jehowa przedstawia się jako jedyny powszechny Bóg: choć uznaje tylko ‘naród wybrany’, posługuje się poganami dla ukarania go za ‘przekroczenia’, zanim poganie sami nie padną ofiarą przeznaczonej im zagłady. 

Taki spadek został narzucony plemieniu Judy. Nie byłi oni nawet jego prawnymi dziedzicami, gdyż zgodnie z  Księgą, ‘przymierze’ zawarte zostało między Jehową, a  ‘dziećmi Izraela’. Na długo przed rokiem 485 Izraelici, odsunąwszy się od nie-izraelskich Judejczyków, rozpłynęli się w  morzu społeczeństw, unosząc ze sobą wizję uniwersalnego miłosiernego Boga ogólnoludzkiego. Jak wykazują wszystkie źródła historyczne, Izraelici nigdy nie wyznawali wiary rasistowskiej, która w  ciągu wieków miała być znana jako religia żydowska, czyli Judaizm. Wiara ta od początku była produktem Lewitów Judajskich. 

Okres przed rokiem 485 BC jest przeplatanką wiedzy, legendy i  mitologii, w  odróżnieniu od nastepnego okresu, którego główne wydarzenia są udokumentowane. Przed rokiem 485 przeważała ‘tradycja ustna’, a  początki dokumentacji sięgają dwa stulecia wstecz, kiedy Izraelici odłączyli się od Judaejczyków. Na tym początkowym etapie spisywania tradycji ustnej, zaszła perwersja. Zachowane słowa wczesnych Izraelitów wykazują, iż ich tradycja zmierzała do włączenia się w  nurt ogólnoludzkiego społeczeństwa pod sztandarem uniwersalnego Boga. Tendencja ta została odwrócona przez wędrujących kapłanów , którzy odseparowali Judaejczyków i  ustanowili kult Jahowe, jako boga rasy, nienawiści i  zemsty. 

Tradycje wcześniejsze przedstawiają Mojżesza jako wielkiego przywódcę plemiennego, który usłyszawszy głos jedynego Boga, dochodzący z  płonącego krzaku, zeszedł z  góry niosąc ludowi moralne przykazania boskie. Czasy, w  których ukształtowała się ta tradycja, były początkiem kiełkowania pojęcia religii w  umysłach ludzi, gdy narody czerpały nawzajem ze swoich tradycji i  myśli. 

Pokazaliśmy już, skąd wyszła idea Boga jedynego – założywszy nawet, że pierwsi Egipcjanie mogli ją przejąć od innych. Postać samego Mojżesza i  jego praw, wypłynęła z  istniejącego już materiału. Opowiadanie o  Mojżeszu znalezionym w  sitowiu, zostało oczywiście zapożyczone od daleko wcześniejszej identycznej legendy o  królu Babilonu Sargonie Starszym, żyjącym ponad tysiąc lat przed nim; Przykazania przypominają wcześniejsze kody Egipcjan, Babilończyków i  Asyryjczyków. Starożytni Izraelici czerpali ze wspólczesnych idei i  najwyraźniej byli zawansowani na drodze do religii uniwersalnej w  chwili, gdy roztopili się w  ogólnej społeczności. 

Judajczycy odwrócili ten proces, czego efektem jest obraz podobny do filmu puszczonego w  odwrotnym kierunku. Przy formułowaniu swego Prawa, władcy Judy – Lewici czerpali to, co uznali za użyteczne, ze spuścizny innych narodów, przerabiając na swoją modłę. Zaczęli od jedynego sprawiedliwego Boga, którego głos (według tradycji ustnej) rozległ się z  płonącego krzaka, aby w  następnych pięciu księgach swego Prawa pisanego, zmienić go w  rasistowskiego przekupnego Jahowę, przyrzekającego ziemię, bogactwa i  panowanie nad innymi, wzamian za rytualną ofiarę składaną w  określonym miejscu. 

Tak stworzyli permanentny ruch, przeciwstawny wszystkim uniwersalnym religiom, i  utożsamili imię Judy z  doktryną izolacji od reszty ludzkości, rasistowską nienawiścią, morderstwem w  imię religii i  zemstą. 

Ta perwersja widoczna jest w  Starym Testamencie, w  którym Mojżesz najpierw pojawia się jako zwiastun przykazań moralnych i  miłości bliźniego, a  kończy jako rasistowski masowy morderca. Gdzieś między Księgą Wyjścia a  Księgą Liczb, przykazania moralne nabierają przeciwnego znaczenia. W  trakcie tej transmutacji Bóg, który początkowo zabrania zabijania bliźniego i  pożądania jego bożków i  żony, kończy nakazem plemienej masakry sąsiednich ludów, z  wyłączeniem jedynie dziewic! 

Owocem starań wędrownych kapłanów którzy opanowali plemię Judy, było odwrócenie tego niepozornego narodu od rozpowszechniającej się idei Boga ogólnoludzkiego; przywrócenie krwiożerczego rasistowskiego bóstwa plemiennego, i  skierowanie swych wyznawców na długą drogę niszczycielskiej misji. 

Tak zaprezentowana wiara, czyli objawienie Boga, oparte były na interpretacji historii, w  której każdy szczegół musiał być zgodny z  tendencją głoszonej nauki i  ją potwierdzać. Ponieważ ówczesna historia sięgała początków Stworzenia o  dokładnie ustalonej dacie, a  kapłani przypisowali sobie także znajomość przyszłości, ich nauka była kompletną teorią wszechświata od jego początku do końca. Uwieńczeniem jego miała być Jezorolima i  osiągnięcie światowej dominacji na gruzach pogan i  ich królestw.

Wątek masowej niewoli, zakończonej zemstą Jehowy (‘wszyscy pierworodni w  Egipcie’), pojawia się w  tej historii z  chwilą nadejścia epizodu egipskiego, prowadzącego do masowego eksodusu, a  następnie do masowego podboju ziemi obiecanej. Epizod ten był niezbędnym czynnikiem dla zorganizowania Judejczyków w  formę permanentnego burzycielskiego fermentu wśród narodów i  najwidoczniej w  tym celu został wymyślony – uczeni judejscy zgodnie twierdzą, że nic przypominającego historię opisaną w  Księdze Wyjścia (Exodus) nie miało w  rzeczywistości miejsca.2) 

Sporny jest sam fakt istnienia Mojżesza. Jak powiedział nie żyjący już Rabin Emil Hirsch: ‘Uważa się, że Mojżesza nigdy nie było. Zgodzę się. Jeśli ktoś mi powie, że przypowieść, która przyszła z  Egiptu, zalicza się do mitologii, nie będę protestował – jest mitologią. Powiadają mi, że księga Izajsza, jak ją znamy obecnie, złożona została z  conajmniej trzech opisów z  róznych wieków. Wiedziałem o  tym przed nimi; zanim oni sami wiedzieli. Byłem o  tym przekonany.’ 

Niezależnie od tego, czy Mojżesz istniał, czy nie, nie mógł poprowadzić masowego eksodusu z  Egiptu do Kanaanu (Palestyny). Według rabina Elmera Bergera, w  czasach gdy niejaki Mojżesz miał wyprowadzać grupy ludu z  egipskiej niewoli, nie istniały wyodrębione plemiona Izraelczyków. W  Kanaanie zamieszkiwały wtedy ludy Habiru (Hebrajczycy), które daleko wcześniejnapłynęły tam z  drugiej strony – z  Babilonu. Nazwa Habiru nie oznaczała przynależności plemiennej czy rasowej, lecz odnosiła się do ‘nomadów’. Na długo przed tym, zanim mogły nadciągnąć małe grupki prowadzone przez Mojżesza, ludy Habiru opanowały większą część Kanaanu, tak że jego gubernator donosił egipskiemu faraonowi: ‘Król nie ma już ziemi – Habiru zdewastowali wszystkie posiadłości króla.’ 

Równie treściwie wypowiada się na ten temat najbardziej gorliwy historyk syjonistyczny, Dr  Józef Kastein. Często będziemy go cytować, gdyż jego książka, podobnie jak niniejsza, obejmuje kompletny cykl kontrowersji syjonistycznej (oprócz ostatnich dwudziestu pięciu lat – została wydana w  1933 roku). Powiada on: ‘Niezliczone plemienia hebrajskie zaludniały już te ziemie, które Mojżesz obiecał swoim wyznawcom jako należne im odwieczne dziedzictwo; niezależnie od tego, że aktualne warunki w  Kanaan dawno już unieważniły ich prawa i  uczyniły je iluzorycznymi’. 

Jako zapalony syjonista, dr  Kastein uważa że Prawo ustanowione w  Starym Testamencie musi być wypełnione co do joty, choć nie próbuje nawet udawać, że bierze na serio historię, na której się ono opiera. Różni się w  tym od chrześcijańskich polemistów, uważających że ‘każde jej słowo jest prawdziwe’. Twierdzi, że Stary Testament jest w  gruncie rzeczy programem politycznym, odpowiadającym warunkom jego powstania i  często uaktualnianym w  miarę rozwoju wydarzeń. 

Tak więc, historycznie, mitem są przekazy o  niewoli egipskiej, o  rzezi ‘nowonarodzonych w  Egipcie’, o  eksodusie i  podboju obiecanych ziem. Choć historia jest zmyślona, lekcja zemsty na poganach została zasadzona w  umysłach ludzkich i  wywarła na nie głęboki wpływ, trwający do naszych czasów. 

Wymyślona została najwidoczniej w  celu odciągnięcia Judejczyków od wcześniejszej tradycji Boga, przemawiajacego z  płonącego krzaka słowami prostych praw moralnych i  miłości bliźniego. Przez wstawienie wyimaginowanego i  alegorycznego epizodu, zaprezentowanego jako prawda historyczna, ta tradycja została zmieniona w  zaprzeczające ją ‘Prawo’ ekskluzywności, nienawiści i  zemsty. Z  taką to religią i  dziedzictwem popartym historycznym wątkiem, niepozorna grupa ludu wysłana została w  drogę do przyszłości. 

Między tym wydarzeniem zaszłym w  458 roku BC, a  o stulecia wcześniejszym rzekomym okresem życia Mojżesza, wiele zmian zaszło w  krainie Kanaan. Pasterski lud Habiru, wypierający miejscowych Kannanejczyków drogą penetracji, małżeństwa, osiedlenia, czy podboju, wydał plemię zwane Ben Yisrael (dzieci Izraela), które rozproszyły się na liczne luźno związane szczepy, często ze sobą wojujące. Główny ich odłam, Izraelici, opanowali północną część Kanaanu. W  południowej jego części powstało plemię zwane Juda, otoczone i  odizolowane przez tubylczych Kananejczyków. Było to plemię, z  którego w  ciągu przyszłych stuleci miała wyłonić się rasistowska wiara i  takie słowa, jak ‘Judaizm’, ‘żydowski’ i  ‘Żyd’. 

Od początku powstania będące odrębnym plemieniem, Juda odznaczało się osobliwym charakterem. Zawsze było odizolowane i  pozostawało w  konfliktach z  sąsiadami. Jego pochodzenie otacza mgła tajemnicy. Wydaje się, że wraz ze swoim złowieszczym imieniem, plemię to nie tyle zostało ‘wybrane’, co odseparowane. Księgi Lewitów włączają je w  obręb plemion Izraela, a  ponieważ pozostałe plemiona mieszały się z  okoliczną ludnością, ono pozostało ostatnim pretendentem do nagrody obiecanej przez Jahowę ‘narodowi wybranemu’. Jednakże, nawet to roszczenie nie wydaje się uzasadnione, gdyż Encyklopedia Żydowska bezstronnie stwierdza, iż Juda ‘najprawdopodobniej nie była plemieniem Izraelickim’. 

Takim było owo osobliwe plemię, które wyruszyło w  przyszłość obarczone doktryną wypracowaną przez Lewitów, zapewniającą że jest ono ‘narodem wybranym’ przez Jehowę; który po wypełnieniu wszystkich ‘przepisów i  praw’, oddziedziczy ziemię obiecaną i  osiągnie panowanie nad wszystkimi narodami. 

W końcowej formie spreparowanych przez Lewitów ‘statutów i  praw’, niejednokrotnie pojawiają się nakazy, jak: ‘doszczętnie zniszczyć, ‘obalić’, ‘wykorzenić’. Przeznaczeniem Judy było stworzenie narodu poświęconego idei zniszczenia.

Rozdział 2. Koniec Izraela ->


1) Zachowano za oryginałem (i tłumaczeniem) oznaczenia “BC” (ang. ”before Christ” – przed Chrystusem) i  ”AD” (łac. ”Anno Domini” – roku Pańskiego).
2) Wstęp do Pięcioksięgu w  Biblii Jerozolimskiej nie jest tak jednoznacznie negatywny, ale nadal jest daleki od potwierdzenia historycznej dosłowności Księgi Wyjścia.

 **********************************************************************************

Rozdział 2. Koniec Izraela

Około pięciuset lat przed wydarzeniem z  458 roku BC, czyli trzy tysiące lat temu, nastąpił koniec krótkiego i  burzliwego związku Judy z  Izraelitami (‘dziećmi Izraela’). Izrael odrzucił wiarę narodu wybranego, która poczęła się kształtować w  Judei, i  poszedł własną drogą. (Przybranie nazwy ‘Izrael’ przez państwo syjonistyczne powstałe w  Palestynie w  1948 roku, jest oczywistą uzurpacją).

Wydarzenia prowadzące do tej krótkotrwałej niefortunnej unii, obejmowały kilka wcześniejszych stuleci. Po mitologicznym i  legendarnym okresie Mojżesza, Kanaan było świadkiem rozkwitu silnej, zwartej i  określonej wspólnoty, konfederującej dziesięć szczepów północnych. Juda (do której dołączyło nieliczne plemię Benjamina), pozostało niepozornym państewkiem na południu.

Plemię Judy, źródło obecnego syjonizmu, nie cieszyło się dobrą reputacją. Juda za trzydzieści srebrników sprzedał Iszmaelitom swego brata Józefa1), najukochańszego syna Jakuba zwanego Izralem (podobnie jak Judasz, jedyny Judajczyk wśród apostołów, zdradził później Jezusa za trzydzieści sztuk srebra), i  wprowadził do plemienia kazirodztwo2) (Genezis 37-38). Nasuwa się pytanie: dlaczego kapłani-kronikarze, którzy kilka stuleci później po opanowaniu Judei mieli zwyczaj naginać w  swoich Świętych Ksiągach tradycję ustną do własnych celów, włożyli tyle wysiłku w  zachowanie, a  może nawet dodanie tego epizodu obrazującego niemoralność i  zdradziecką naturę tegoż ludu, który według nich miał być ‘narodem wybranym’ przez Boga? Podobnie jak w  wypadku innych tajemnic Ksiąg Lewitów, odpowiedzieć na nie mogła by jedynie elita sekty.

Tak czy inaczej, zarówno Księgi jak i  dzisiejsi komentatorzy zgodnie potwierdzają oddzielenie się ‘Izraela’ od ‘Judy’. W  Starym Testamencie Izrael często określany jest jako ‘dom Józefa’, w  odróżnieniu od ‘domu Judy’. Encyklopedia Żydowska podaje: ‘Józef i  Juda obrazują dwie różne linie pochodzenia’, dodając (jak cytowaliśmy wcześniej), iż Juda ‘najprawdopodobniej była plemieniem nie-Izraelickim’. Encyklopedia Brittannica informuje, że Judaizm powstał długo po roztopieniu się Izraelitów w  morzu społeczeństwa, a  prawdziwy związek między tymi dwoma plemieniami najlepiej oddaje powiedzenie: ‘Izraelici nie są Żydami.’ Jest faktem historycznym, że Judea przetrwała nieco dłużej i  wydała Judaizm, który zrodził Syjonizm. Izrael jako naród zniknął w  następujących oklicznościach:

Juda, małe plemię na południu, utożsamiane było z  wyzutym z  ziemi szczepem Lewitów. Ten ród dziedzicznych kapłanów, wywodzących swoją godność od nadania Jehowy na Górze Synaj, był rzeczywistym twórcą Judaizmu. Wędrowali oni wśród okolicznych plemion, głosząc iż wojna jednego jest wojną wszystkich – wojną Jehowy. Dążyli do władzy i  ustanowienia teokracji, w  której zwierzchnikiem jest Bóg, a  religia – prawem. Cel ten osiągneli do pewnego stopnia w  okresie Sędziów,3) jako że naturalnie sami byli Sędziami. Czego jednak wraz z  odizolowaną Judeą potrzebowali, to związku z  Izraelem. Izrael, podejrzliwie patrzący na prawodawców kapłańskich, nie chciał nawet słyszeć o  podobnej unii bez zwierzchnictwa króla. Wszystkie sąsiednie narody miały królów.

Lewici podchwycili tą okazję. Wiedzieli, że o  nominacji króla decyduje klasa rządząca – a  sami nią byli. Wysunięty przez nich Samuel reprezentował marionetkową monarchię, w  imieniu której prawdziwą władzę sprawowała kasta kapłańska. Wybieg ten udał się dzięki zastrzeżeniu, ograniczającym panowanie króla jedynie do jego śmierci – nie mogł on założyć dynastii. Jako swego następcę Samuel wybrał Saula z  chłopskiej rodziny Benjaminitów, który odznaczył się na wojnie i  prawdopodobnie wydawał się łatwym materiałem do manipulowania (jego wybór sugeruje, że Izrael nie akceptował by króla pochodzenia Judajskiego). Tak poczęło się zjednoczone królestwo Izraela – w  istocie nie przetrwało ono dłużej, niż panowanie Saula.

W losie Saula (przynajmniej według wersji zapisanej w  późniejszych Księgach) dostrzec można złowieszczy charakter Judaizmu, jaki miał później przybrać. Nakazano mu wszcząć świętą wojnę przeciwko Amalekowi, zaatakować go i   ‘pobić Amaleka, i  wytracić jako przeklęte wszystko, co ma; nie folgować mu, ale wybić od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego, od wołu aż do owcy, od wielbłąda aż do osła.’ Saul wytracił wszystko ‘od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego’, lecz oszczędził życie króla Agaga i  jego najlepsze owce, woły, cielęta i  jagnięta. Za karę został wyklęty przez Samuela, który potajemnie wybrał Dawida z  plemienia Judy jako jego przyszłego następcę. Nadaremnie Saul starał się ocalić swój tron przez udobruchanie Lewitów gorliwością w  ‘doszczętnym wytracaniu’, a  potem usiłowaniem zabójstwa Dawida. Ostatecznie zginął śmiercią samobójcy.

Być może, epizod ten nie jest autentyczny – tak brzmi w  relacji Księgi Samuela, zapisanej przez Lewitów o  wiele wieków później. Niezależnie od tego, czy jest prawdziwy czy alegoryczny, jego znaczenie polega na prostym wniosku: gdy Jehowa wymaga dokładnego wykonania rozkazu ‘całkowitej wytraty’, okazanie miłosierdzia czy litości jest najwyższym przestępstwem. Podobna lekcja przewija się w  wielu innych opisach zdarzeń, które mogły mieć tło historyczne lub imaginacyjne.

W ten sposób przed trzema tysiącami lat rozpadło się zjednoczone królestwo, bowiem Izrael nie mógł akceptować Judejczyka Dawida jako swojego króla. Dr  Kastein pisze, że ‘reszta Izraela zignorowała go’ i  wybrała za króla syna Saula, Iszboszeta, co przesądziło rozdział Izraela od Judy. Według księgi Samuela, Iszboszet został zamordowany, a  jego głowa przesłana Dawidowi, który przywrócił nominalną unię i  uczynił Jerozolimę swoją stolicą. W  istocie jednak nigdy nie zjednoczył królestwa, ani plemion – założona przez niego dynastia przetrwała jedynie następnego króla.

Do dnia dzisiejszego Judaizm oficjanie utrzymuje, że uwieńczenie Mesjasza nastąpi pod panowaniem świeckiego króla z  ‘domu Dawidowego’. Ta rasowa wyłączność jest podstawowym dogmatem formalnego Judaizmu (a także prawem państwa syjonistycznego). Stąd też pochodzenie dynastii założonej przez Dawida ma bezpośredni związek z  niniejszą książką.

W czasach unii Izraela z  Judą, dyskryminacja i  segregacja rasowa były nieznana tym plemionom, co potwierdza Stary Testament opisując, jak Judejczyk Dawid ujrzał ze swego dachu kąpiącą się ‘piękną niewiastę’, wezwał ją i  zapłodnił, po czym wysłał jej męża Hityjczyka na bitwę, gdzie według jego rozkazu go zabito. Po jego śmierci Dawid pojął ją jako jedną ze swoich żon, a  jej drugi syn z  tego związku, Salomon został następnym królem (okrojona wersja historii Dawida i  Bathszeby przedstawiona została w  hollywoodzkim filmie).

Tak według skrybów lewickich wyglądało pochodzenie rasowe Salomona, ostatniego króla rozpadającej się konfederacji. Rozpoczął on panowanie od trzech morderstw, między innymi swojego brata, a  następnie napróżno próbował uratować swoją dynastję na modłę Habsburgów – przez małżeństwo, choć na większą skalę. Zaślubiał księżniczki z  Egiptu i  innych sąsiednich plemion, a  poza tym miał setki pomniejszych żon. Jak widać, w  tamtych dniach segregacja rasowa musiała być nieznana. Zbudował świątynię i  ustanowił dziedziczność urzędów kapłańskich.

Tak w  937 roku BC zakończyła się krótka unia między Izraelem a  Judą. Po śmierci Salomona ten niedobrany związek rozpadł się ostatecznie, pozostawiając Izrael jako niezależne państwo. Według dr  Kasteina: ‘te dwa państwa nie miały więcej ze sobą wspólnego, niż jakiekolwiek inne kraje połączone wspólną granicą. Od czasu do czasu wszczynały między sobą wojny i  zawierały traktaty, lecz były zupełnie odrębne. Izraelczycy przestali wierzyć, że ich przyszłość leży w  odsunięciu się od sąsiadów, a  Król Jeroboam kompletnie odciął się od Judy, zarówno w  religijnym, jak i  politycznym sensie.’ O  Judejczykach dr  Kastein pisze: ‘uznali, że przeznaczonym im jest rozwinąć się jako odrębna rasa, i  wybrali porządek społeczny kompletnie odmienny od otaczających ich plemion. Odmienność ta nie pozwalała na asymilację. Domagali się separacji i  absolutnego odróżnienia od innych’.

Jasna jest więc przyczyna tego rozdziału i  separacji. Izrael wierzył, że jego przyszłość wymaga zintegrowania się w  ogólnej społeczności i  odrzucił Judę z  tych samych powodów, które w  ciągu następnych trzech tysięcy lat nieodmiennie kazały ludziom odwracać się ze wstrętem i  odrazą od Judaizmu. Juda ‘żądała separacji, absolutnego zróżnicowania’. (Jednakże, mówiąc o  ‘Judzie’, dr  Kastein ma na myśli ‘Lewitów’. Jakże mogli Judejczycy w  tym czasie domagać się ‘separacji, absolutnego zróżnicowania’, skoro Salomon miał ponad tysiąc żon?)

To Lewitów i  ich rasistowską wiarę odrzucił Izrael. Przez następne dwieście lat, w  czasie gdy Izrael i  Juda prowadziły odrębną, często wrogą egzystencję, rozlegały się głosy hebrajskich proroków, piętnujące Lewitów i  głoszoną przez nich wiarę. Z  otchłani fanatyzmu plemiennego zaciemniającego Stary Testament, ich głosy ciągle wołają do ludzkości przestrogą przed powstającą wiarą; podobnie jak osiemset lat później Jezus demaskował ją w  Świątyni Jerozolimskiej.

Ci ludzie byli prawie wyłącznie Izraelitami, a  większość z  nich wywodziła się z  domu Józefa. Byli oni na drodze do poznania powszechnego jedynego Boga i  do włączenia się w  nurt ludzkości. Nie byli w  tym wyjątkowi: wkrótce miał się pojawić w  Indiach Budda, przeciwstawiający się swoimi Kazaniami w  Barnes i  Pięcioma Przykazaniami Prawości, wierze Brahmy – twórcy segregacji kastowej, i  czczeniu bałwanów. Głosiciele ci byli prawdziwymi protestantami izraelskimi, przeciwstającymi się nauce Lewitów, która póżniej utożsamiła się z  imieniem Judy. Nie przystaje do nich określenie ‘proroków hebrajskich’, gdyż nie mieli pretensji do wizji proroczych i  irytowała ich ta nazwa (‘nie byłem prorokiem, ani synem proroka’ – Amos). Byli protestantami swoich czasów i  po prostu ostrzegali przed zgubnymi konsekwencjami wiary rasistowskiej. Ich przestrogi zachowały ważność do dnia dzisiejszego.

Do protestu pobudziły ich pretensje Lewitów, szczególnie do prawa pierworódzctwa (‘cokolwiek otwiera każdy żywot między syny Izraelskimi, […] moje jest’ – Księga Wyjścia 13,2), jak i  ofiar rytualnych. Sceptyczni Izraelici (którym, według Mr. Montefiore’a nie znane było tzw. ‘prawo Mojżesza’) nie widzieli żadnej cnoty w  babraniu się krwią przez kapłanów; w  niekończących się ofiarach zwierząt, w  ‘całopalnych ofiarach’ i  ‘kadzidłach, mających rzekomo zadowolić Jehowę. Ganili doktrynę kapłanów, nawołujących do wytracania i  niewolenia ‘pogan’. Bóg – jak wołali – wymaga moralnego postępowania, uszanowania bliźniego i  sprawiedliwości dla biedaków, sierot, wdów i  ciemiężonych, a  nie krwawych ofiar i  nienawiści dla pogan.

Te protesty stanowią pierwszy przedblask świtu, jaki nadszedł osiemset lat później. Dziwnie wyglądają one w  towarzystwie nawoływań do masakr, w  jakie obfituje Stary Testament. Dziwnym jest także fakt, że przetrwały one jego kompilację po zaniknięciu Izraela, gdy władcy Judy, Lewici spisywali te księgi.

Między innymi, dzisiejszemu badaczowi trudno pojąć, dlaczego król Dawid publicznie tolerował wymówki Natana za poślubienie żony Uriasza i  zamordowanie go. Być może, wśród późniejszych skrybów redagujących opowiadania historyczne w  czasie po zniknięciu protestantów izraelickich, znalazło się kilku samodzielnie myślących, którzy w  ten sposób chcieli wyrazić swój protest.

Podobną sprzecznością są łagodne i  światłe ustępy, na tle następnych, dotyczących tej samej osoby, które zaprzeczają im, lub wprowadzają na ich miejsce całkiem przeciwny obraz. Można je jedynie wytłumaczyć faktem, że interpolacje te zostały dodane później w  celu ukazania heretyków w  świetle dogmatów Lewitów.

Niezaleznie jak się je wyjaśnia, protesty tych Izraelczyków przeciw herezji Judaeńskiej mają bezczasowy urok i  stanowią pomnik dla zaginionego Izreala. Podobnie jak wątłe łodygi prawdy, przebijają się poprzez czarne kamienie sag plemiennych. Wskazują kierunek ku szerokiej drodze, wznoszącej się ku powszechnemu społeczeństwu i  zbaczajacej od plemiennej otchłani.

Prorocy Eliasz i  Elisza działali w  Izraelu, podczas gdy Amos przemawiał jedynie do Jozefitów. Atakował on szczególnie krwawe ofiary sakralne i   rytuały kapłanów: ‘Mam w  nienawiści i  odrzuciłem uroczyste święta wasze, ani się kocham w  ofiarach zgromadzenia waszego. Bo jeźli mi ofiarować będziecie całopalenia, i  śniedne ofiary wasze, nie przyjmę ich, a  na spokojne ofiary tłustych bydeł waszych nie wejrzę. Odejmij odemnie wrzask pieśni swoich; bo ich i  dźwięku harf waszych słuchać nie chcę. Ale sąd nawalnie popłynie, jako woda, a  sprawiedliwość jako strumień gwałtowny’. A  następnie dał nieśmiertelną odprawę ‘narodowi wybranemu: ‘Izali nie jesteście podobni synom Murzyńskim przedemną, o  synowie Izraelscy? mówi Pan’.4)

Inny jeszcze Izraelita, Ozeasz, powiada: ‘Bo miłosierdzia chcę, a  nie ofiary, a  znajomości Bożej więcej, niż całopalenia.’5) Ozeasz nawołuje do praktykowania ‘sprawiedliwości i  prawości’, ‘miłosiernej łagodności’, a  nie do dyskryminacji i  pogardy.

Jak widać, jeszcze w  czasie Micheasza Lewici domagali się ofiary dla Jehowy ze wszystkich pierwonarodzonych: ‘Ale mówisz: Z  czemże się stawię przed Panem, a  pokłonię się Bogu najwyższemu? Izali się przedeń stawię z  ofiarami całopalonemi, z  cielcami rocznemi?

‘Izali się Pan kocha w  tysiącach baranów, i  w tysiącu tysięcy strumieni oliwy? Izali dam pierworodnego swego za przestępstwo moje? albo owoc żywota mego za grzech duszy mojej?

‘Oznajmił ci człowiecze, co jest dobrego, i  czegoż Pan chce po tobie; tylko abyś czynił sąd, a  miłował miłosierdzie i  pokornie chodził z  Bogiem twoim.’6)

W ciągu dwu stuleci wspólnego związku Izraela z  Judą, mężowie ci współzawodniczyli o  duszę plemienia, czasami używając miecza. W  tym okresie Lewici, poczatkowo rozproszeni wśród dwunastu plemion, skupiali się coraz bardziej w  Judzie i  Jerozolimie i  koncentrowali swą energię na Judajczykach.

Potem, w  721 roku BC, Asyryjczycy zatakowali Izrael i  uprowadzili Izraelitów w  niewolę. Juda chwilowo ocalała, stając się przez stulecie pomniejszym wasalem Asyrii, a  następnie Egiptu, i  tworząc twierdzę sekty Lewitów.

Z tą chwilą ‘dzieci Izraela’ znikają z  historii; tak że jeśli obietnica wybawienia miałaby się kiedykolwiek sprawdzić, musiała by obejmować całą ludzkość, w  której plemię to się roztopiło. Biorąc pod uwagę przeważające ruchy ludności w  ostatnich dwudziestu siedmiu stuleci w  kierunku zachodnim, możliwym jest, że ich krew zasiliła ludy europejskie i  amerykańskie.

Judajczycy twierdzą jednak, że Izrael doszczętnie ‘zniknął’ i  zasłużył na swój los, odżegnawszy się od wiary Lewitów i  wybrawszy ‘porozumienie z  sąsiednimi narodami’. Dr  Kastein, którego słowa cytujemy, z  radosną satysfakcją tryumfuje nad ich upadkiem: ’Dziesięć północnych plemion, które wybrało inną drogę rozwoju, tak dalece odsunęło się od swych braci na południu, że kronika ich upadku ogranicza się do krótkiej wzmianki, nie wywołującej ani cienia żalu. Żaden epos, psalm pogrzebowy, czy wyraz współczucia nie opiewa ich godziny zguby.’

Daleko musi zabrnąć badacz kontrowersji Syjonu, zanim zacznie odsłaniać jego tajemnice i  odkryje, że przemawia on podwójnym językiem – jednym przeznaczonym dla ‘pogan’, a  drugim dla wtajemniczonych.

W istocie, ani starożytni Lewici nie wierzyli, ani dzisiejsi Syjoniści nie uważają, że Izraelici ‘zginęli bez śladu’ (jak pisze dr  Kastein). Zostali oni oficjalnie uznani za ‘zmarłych’, podobnie jak dzisiaj ogłasza się za ‘nieżywego’ Żyda, żeniącego się poza swoją rasą (jak np. Dr  John Goldstein) – są oni wyklęci i  w tym sensie ‘znikają’.

Ludy nie znikają bez śladu, czego przykładem są Indianie pólnocno-amerykańscy, tubylcy australijscy, Moarysi z  Nowej Zelandii, szczepy Bantu z  Południowej Afryki, i  wiele innych. Co więcej, Izraelici nie mogliby być ‘uprowadzeni w  niewolę’, gdyby zostali eksterminowani. Do dzisiaj przetrwała gdzieś w  ludzkości ich krew i  myśl.

Izrael z  własnej woli odseparował się od Judy; z  tego samego powodu, dla którego od początku wzbudzała ona w  innych narodach uczucie nieufności i  obawy. Izraelici ‘nie byli Żydami’, tak jak ‘najprowdopodobniej nie-Izraelitami’ byli Judajczycy.

Prawdziwe znaczenie twierdzenia o  ‘zniknięciu Izraela’ znaleźć można w  późniejszym Talmudzie, który powiada: ‘Dziesięć plemion nie weźmie udziału w  przyszłym świecie.’ Tak więc, ‘dzieci Izraela’ odsunięte zostały przez rządzącą sektę Judajczyków od zbawienia, ponieważ odmówiły odseparowania się od ludzkości.

Wyrok ten wyraźnie potwierdził naczelny rabin Imperium Brytyjskiego, przewielebny J. H. Hertz, w  odpowiedzi na pytanie dotyczące tej kwestii: ‘Naród znany obecnie jako żydowski, wywodzi się z plemion Judy i  Benjamina, a  także po części z  plemienia Lewitów’. Oświadczenie to wyjaśnia bez wątpliwości, że dla ‘Izraela’ nie ma miejsca w  Judaiźmie (żaden autorytet, czy judajski czy inny, nie upiera się przy twierdzeniu, że dzisiejsi Żydzi są pochodzenia czysto judajskiego, lecz tutaj nie ma to większego znaczenia).

Wynika stąd, że nadanie nazwy ‘Izrael’ państwu utworzonemu w  tym wieku w  Palestynie, jest z  natury rzeczy fałszem. Musiał istnieć ważny powód dla posłużenia się nazwą ludu nie-żydowskiego, który z  wiarą judejską nie chciał mieć nic wspólnego. Nasuwa się tu jedna z  możliwych teorii. Państwo syjonistyczne powstało dzięki pomocy chrześcijańskich mocarstw zachodnich. Można przyjąć, że dla uspokojenia sumień tych narodów pozwolono im wierzyć, iż spełniają tym biblijne proroctwo i  obietnicę daną przez Boga Izraelowi, nawet za cenę ‘zniszczenia’ niewinnych ludów.

Jeśli taki był motyw uzurpacji imienia ‘Izraela’, wymówka ta, jak dotychczas, okazała się skuteczna – masy łatwo poddały się ‘perswazji’. Lecz ostatecznie – jak świadczą protesty izraelickich proroków – prawda wyjdzie na wierzch.

Jeśli państwo syjonistyczne powstałe w  1948 roku miałoby jakiekolwiek pretensje do starożytnej nazwy, musiałaby nią być – jak wykazaliśmy w  tym rozdziale – Juda.

Rozdział 3. Lewici i  Prawo ->

1) Księga Rodzaju 37,26-27. Pozostali bracia (oprócz Rubena) chcieli Józefa zabić, zatem Juda uratował mu życie namawiając braci do odsprzedania go jako niewolnika. Ale p. Roman Kafel w  odpowiedzi na tę wątpliwość zauważa: ‘Zabić za darmo, a  sprzedać w  niewolę… Nie mam żadnej wątpliwości, że to miało zasadniczy wpływ na postawę Judy.’

2) Księga Rodzaju, 38. Z  tekstu Biblii Jerozolimskiej wynika, że nie było to kazirodztwo, bo Juda zbliżył się do swojej synowej (była już wówczas wdową), w  dodatku nieświadom kim ona jest, na skutek jej intrygi. Szerszy obraz, dający lepszą podstawę dla twierdzenia Autora, szkicuje p. Roman Kafel: ‘Co do kazirodztwa, […] Avram syn Teraha z  miasta Ur, był Chaldejczykiem. Ojciec Izraela i  Arabów był Chaldejczykiem, zstępnym Sumeru. Wśród nich obowiązywała zasada utrzymania linii krwi poprzez najściślejsze związki w  rodzinie. Stąd siostra Abrahama, Sara, była też jego żoną i  to jej syn uzyskał prymat, a  nie Izmael, pierworodny syn [z niewolnicy] Haggar. Nie przeszkadzało to stręczyć swoją siostrę-żonę Faraonowi [Księga Rodzaju 12,11-16] stręcząc tylko jako siostrę :-) […] W  Polsce zabraniano Żydom zawierania małżeństw między krewnymi, ale oni tego zakazu nie przestrzegali. Te praktyki budziły odruch wstrętu u  Polaków i  innych chrześcijan, którzy uznawali większość związków żydowskich za kazirodcze.’

3) Chodzi o  Księgę Sędziów, znajdującą się w  następującym po Pięcioksięgu zbiorze ksiąg tzw. ‘Proroków wcześniejszych’.

4) Księga Amosa 5,21 nn. oraz 9,7.

5) Księga Ozeasza 6,6.

6) Księga Micheasza 6,6-8.    

*************************************DODANO 3 NOWE ROZDZIAŁY ****

Rozdział 3. Lewici i  Prawo

W stuleciu następującym po podboju Izraela przez Asyrię, Lewici w  Judei poczęli spisywać Prawo. W  621 roku BC zakończyli opracowanie Deuteronomium1) i  głosili ją ludowi w  świątyni w  Jerozolimie. 

Były to narodziny ‘prawa Mojżeszowego’, którego Mojżesz nigdy by nie rozpoznał, gdyby nawet istniał. Zostało nazwane prawem Mojżeszowym, ponieważ mu je przypisano, lecz eksperci zgodnie uznają za jego autorów Lewitów, którzy notorycznie wkładali w  usta Mojżesza (a także Jehowy) słowa, jakie odpowiadały ich celom. Właściwym jego określeniem byłoby ‘prawo Lewitów’, lub ‘prawo Judajskie’. 

Deuteronomium jest dla judaizmu i  syjonizmu tym, czym Manifest Komunistyczny był dla niszczycielskich rewolucji naszego stulecia. Jej podstawą jest Tora (‘Prawo’) zawarta w  Pięcioksiągu, stanowiąca surowy materiał dla Talmudu, który z  kolei dał początek ‘komentarzom’ i  ‘komentarzom do komentarzy’, składającym się na ‘prawo’ judaistyczne. 

W ten sposób Deuteronomium stała się także podstawą programu politycznego, zmierzającego do światowej dominacji nad splądrowanymi i  zniewolonymi narodami; progamu, który na Zachodzie został w  większej części zrealizowany w  dwudziestym wieku. Wydarzenia naszych czasów mają bezpośrednie źródło w  Deuteronomium; aby wyjaśnić ich zawikłanie, wystarczy je rozpatrzyć w  tym świetle. 

W 621 roku BC, doktryna ta głoszona była tak małej grupce słuchaczy i  w tak niepozornym miejscu, że tym większym wydaje się jej niepomierny wpływ na cały świat, trwający przez stulecia aż do naszych czasów. 

Przez zredagowaniem Deuteronomium istniała jedynie ‘ustna tradycja’ przekazu słow Boga przez Mojżesza. Lewici uzurpowali sobie rolę uświęconych strażników tej tradycji, a  lud plemienny musiał uwierzyć im na słowo (głownie ta uzurpacja irytowała ‘proroków’ izraelskich). Jedyne fragmentaryczne przekazy pisemne, jakie istniały przed ogłoszeniem Deuteronomium, były w  posiadaniu kapłanów i  tak mało znane były prymitywnemu ludowi, jak dzisiaj poezje Greków znane są góralom stanu Kentucky. 

Odmienność Deuteronomium od wszystkiego dotychczas znanego i  zrozumiałego, wyraża się bez obsłonek w  jej nazwie, która oznacza ‘Drugie Prawo’. Była ona w  gruncie rzeczy pierwszą objawioną formą judaizmu Lewitów – jak wykazaliśmy, Izraelici ‘nie byli Żydami’ i  tego ‘Prawa’ nigdy nie znali. 

Co znamienne, Deuteronomium, która pojawiła się jako piąta księga dzisiejszej Biblii, wydając się naturą rzeczy wyrastać z  podłoża poprzednich, była pierwszą jaką skompletowano w  całości. Chociaż historyczne podstawy i  architektura Biblii zawarte są w  Księgach: Rodzaju i  Wyjścia, te zostały wydane przez Lewitów później, a  pozostałe księgi Tory, Kapłańska i  Liczb, zredagowane zostały jeszcze później. 

Deuteronomium postawiła na głowie wcześniejszą tradycję w  tych miejscach, gdzie była ona w  harmonii z  przykazaniami moralymi. Lewici, z  racji boskiego upoważnienia do interpretacji Prawa ogłoszonemu Mojżeszowi przez Boga, sami nadali sobie prawo do czynienia w  nim zmian, jakie uznawali za stosowne, aby – według słów dr  Kasteina – ‘zachować duch tradycyjnej nauki w  stale zmieniających się warunkach życia’. 

W tym duchu utrzymywali także, iż Mojżesz otrzymał na górze Synaj ustną tajemnicę Tory, której nigdy nie wolno powierzyć pismu. W  świetle późniejszego włączenia Starego Testamentu do całości chrześcijańskiego Nowego Testamentu i  zaprezentowania go przeciętnemu gojowi jako kompletne ‘Prawo Mojżeszowe’, to zastrzeżenie nie przestaje wzbudzać ciekawości. 

Według dr  Funka, Talmud powiada: „Bóg przewidział, iż pewnego dnia Tora może wpaść w  ręce Pogan, którzy zwrócą się wtedy do Izraela z  pretensją: ‘My także jesteśmy synami Boga.’ Na co Pan odpowie: ‘Jedynie ten, kto zna mój sekret, jest moim synem.’ A  cóż jest owym sekretem boskim? Nauki ustne.” 

Garstce ludzi, która w  621 roku BC słuchała głoszonej Deuteronomium i  po raz pierwszy poznała ‘Prawo Mojżeszowe’ powiedziano, że jego manuskrypty zostały ‘odnalezione’. Dzisiejsi eksperci judajscy odrzucają tą teorię i  zgadzają się, że Deuteronomium jest niezależnym dziełem Lewitów, którzy pozostali odizolowani w  Judei po odwróceniu się Izraela i  jego późniejszym podboju. Dr  Kastein wyjaśnia tą kwestię następująco: 

‘W 621 roku BC odnaleziony został wśród archiwów zakurzony manuskrypt, pokryty pyłem wieków. Zawierał on dziwny zbiór skodyfikowanych dotąd praw, powtarzających się w różnych wersjach i  pouczających o  obowiązkach wobec Boga i  bliźnich. Ujęty był w  formie mów przypisywanych Mojżeszowi, kóre miał on wygłosić na krótko przed śmiercią po dalszej stronie Jordanu. Nie wiadomo, kto naprawdę był jego autorem.’ 

Tak więc dr  Kastein, fanatyk oczekujący dosłownego spełnienia się ‘Prawa Mojżeszowego’ w  każdym jego szczególe, nie wierzy, że jego autorem mógł być Jehowa lub Mojżesz. Wystarczy mu, że zostało ono przedstawione przez kapłańskich prawodawców, których uważa za autorytet boski. 

Nikt obecnie nie potrafi powiedzieć, do jakiego stopnia teraźniejsza wersja Deuteronomium przypomina tę głoszoną w  621 roku BC. Do czasów pierwszego tłumaczenia, Księgi Starego Testamentu były wielokrotnie zmieniane i  poddawane różnym modyfikacjom; prawdopodobnie w  celu uniknięcia podrażnienia gojów. Niewątpliwie dokonano jakichś cięć – zważywszy na brutalność pozostałej reszty, Deuteronomium w  oryginalnej formie musiała zaiste być drastyczna. 

Podstawą tego ‘Drugiego Prawa’ jest nietolerancja religijna (nietolerancja rasowa miała przyjść póżniej w  ‘Nowym Prawie’), a  jego zasadniczą tezą – morderstwo w  imię religii. Niezbędnym warunkiem do tego było zniszczenie przykazań moralnych, które w  istocie są tu wymienione jedynie po to, aby zostać obalone. Tylko niektóre z  nich, które odnoszą się wyłącznie do czci ‘zawistnego’ Jehowy, pozostały nietknięte. Inne zostały pogrzebane pod stosem ‘statutów i  praw’ (przepisów regulujących ówczesne Prawo), w  istocie je unieważniających. 

I tak, przykazania zabraniające morderstw, kradzieży, cudzołóstwa, zawiści, wrogości, itp, wypaczone zostały całą masą ‘statutów’, nawołujących do masakry innych narodów, zbiorowego lub indywidualnego morderstwa apostatów, brania nałożnic z  podbitych plemion; do ‘doszczętnej zagłady’ nie pozostawiającej ‘nic żywego’, do wyłączenia ‘obcych’ z  wymogu umorzania długów, itd. 

W swej zakończonej postaci, Deuteronomium unieważnia tym sposobem wszystkie przykazania moralne, prezentując wzamian pod przykrywką religii wielką ideę polityczną ludu specjalnie zesłanego na świat w  celu zniszczenia i  ‘objęcia w  posiadanie’ innych narodów na ziemi. Idea zniszczenia jest myślą przewodnią Deuteronomium. Gdyby ją usunąć, nie pozostałoby z  tej księgi ani z  Prawa Mojżeszowego nic. 

Jako artykuł wiary, koncept zniszczenia jest unikatem; a  jeśli pojawia się on kiedykolwiek w  myśli politycznej (jak np. w  Manifeście Komunistycznym), bierze się prawdopodobnie z  nauk Deuteronomium, gdyż dotąd nie odkryto innych podobnych źródeł. 

Ponad wszystko, Deuteronomium jest kompletnym programem politycznym: spełnieniem historii planety stworzonej przez Jehowę dla tego ‘specjalnego narodu’ ma być jego tryumf, a  zguba wszystkich innych. Nagrody dla ‘wiernych’ mają charakter czysto materialny: rzeź, niewolnicy, kobiety, łupy, ziemia, imperium. Jedynym warunkiem zdobycia tych nagród jestprzestrzeganie ‘statutów i  praw’, nakazujących przede wszystkim zniszczenie obcych. Jedyną definicją winy jest złamanie tych praw. Nietolerancja równoznaczna jest z  przestrzeganiem; tolerancja – z przekroczeniem, a  zatem z  grzechem. Przewidziane kary mają charakter doczesny – cielesny, a  nie duchowy. Jeśli w  ogóle jest wzmianka o  postępowaniu moralnym, jego wymóg dotyczy tylko współwyznawców, ale nie ‘obcych’. 

Ta unikalna forma nacjonalizmu zaprezentowana została Judajczykom w  Deuteronomium jako ‘Prawo Jehowy’, wypowiedziane dosłownie ustami Mojżesza. Wątek dominacji światowej poprzez zniszczenie pojawia się już na początku tych mów, przypisywanych umierającemu Mojżeszowi (2,25):
‘Tedy rzekł Pan do mnie, mówiąc: […] Dzisiaj pocznę puszczać strach i  bojaźń twoję na ludzie, którzy są pod wszystkiem niebem, że gdy usłyszą wieść o  tobie, drżeć i  lękać się będą przed tobą.’ Słowa te niezwłocznie poparte sa obrazem losu dwu narodów. Gdy król Sichon i  król Baszanu ‘ruszył się tedy przeciwko nam, sam i  wszystek lud jego’, poraziliśmy ich ‘wytraciwszywszystkie miasta, męże, niewiasty i  dzieci […] Tylkośmy bydło pobrali sobie, i  korzyści z  miast, którycheśmy dobyli.’ (Nacisk nadoszczętne wytracenie jest powtarzającym się i  głównym wątkiem tych obrazowych opisów.) 

Po tych pierwszych przykładach mocy Jehowy w  niszczeniu pogan, następują pierwsze z  wielu ostrzeżeń, iż za nieprzestrzeganie ‘statutów i  praw’ Jehowa ukarze swój naród wybrany, rozpraszając go wśród pogan. Wyliczenie tych ‘statutów i  praw’ następuje po Przykazaniach, których znaczenie moralne od razu unicestwione jest obietnicą plemiennej masakry:
‘siedem narodów, większych, i  możniejszych, niżliś ty; poda je Pan, Bóg twój, tobie’, po czym: ‘tedy wytracisz je do szczątku, nie będziesz brał z  nimi przymierza, ani się zlitujesz nad nimi. […] Ołtarze ich poobalacie, a  słupy ich pokruszycie, i  gaje ich poświęcone wyrąbicie, a  ryte ich bałwany ogniem popalicie. Albowiemeś ty lud święty Panu, Bogu twemu; ciebie obrał Pan, Bóg twój, abyś mu był osobliwym ludem ze wszystkich narodów, które są na ziemi. […] Błogosławionym będziesz nad wszystkie narody. […] I  wytracisz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, poda tobie; nie sfolguje im oko twoje. […] Nad to pośle Pan, Bóg twój, na nie sierszenie, aż wygubi ostatki ich, i  te, którzy by się pokryli przed tobą. […] I  wyniszczy Pan, Bóg twój, narody one przed tobą, po lekku i  po trosze; […] I  poda je tobie Pan, Bóg twój, i  zetrze je starciem wielkiem, aż będąwyniszczeni. A  poda króle ich w  ręce twoje, i  wygubisz imię ich pod niebem; nie ostoi się żaden przed tobą, aż jewytracisz.’2) 

Do XX wieku narody Zachodu przestały przywiązywać pierwotne znaczenie do tego rodzaju podjudzeń, lecz ludy bezpośrednio zaangażowane mają odmienne zdanie. Na przykład arabska ludność Palestyny uciekła masowo ze swego rodzinnego kraju po masakrze w  Deir Yasin w  1948 roku, ponieważ dla niej wydarzenie to oznaczało (zgodnie z  intencjami jego sprawców) obietnicę ‘wytracenia’ w  razie pozostania. 

Ludność ta wiedziała, że w  rozmowach z  politykami brytyjskimi i  amerykańskimi odległego Zachodu, przywódcy syjonistyczni wielokrotnie powoływali się na Biblię jako na podstawę swego mandatu (dr Chaim Weizmann), i  zdawała sobie sprawę (czego nie dostrzegli ludzie Zachodu) z  aluzji do jej ustępów dotyczących ‘wytracenia’ Arabów. Wiedziała także, że przywódcy zachodni popierają i  mają zamiar popierać najeźdzców i  że jedyną szansę przeżycia ma w  walce. Masakra z  1948 roku AD nawiązuje bezpośrednio do ‘statutów i  praw’, wyłożonych w  rozdziale VII Księgi Powtórzonego Prawa, którą Lewici ukończyli i  głosili w  621 BC. 

Oto dalszy ciąg podjudzeń i  zachęt znajdujących się w  Deuteronomium: ‘[…] i  posiądziecie narody większe, i  możniejsze, niżeście wy sami […] Pan, Bóg twój, który idzie przed tobą, jest ogień trawiący: on je wytraci, i  on je poniży przed tobą, że je wypędzisz, a  wygładzisz je prędko, jakoć to obiecał Pan. […] Bo jeźliż z  pilnością strzedz będziecie każdego przykazania tego, które ja wam rozkazuję […] tedyć wypędzi Pan one wszystkie narody przed wami, i  posiądziecie narody większe, i  możniejsze, niżeście wy sami […] aż do morza ostatniego będzie granica wasza. Nie ostoi się żaden przed wami; lękanie wasze, i  strach wasz puści Pan, Bóg wasz, na oblicze wszystkiej ziemi, którą będziecie deptać, jako wam powiedział […]’ 

Następnie Mojżesz wylicza wszystkie ‘statuty i  prawa’, które należy przestrzegać dla osiągnięcia nagrody. Ponownie, podmiotem ‘Prawa’ jest wytracenie: 

‘Te są ustawy i  sądy, których strzedz będziecie […] Zburzycie do szczętu wszystkie miejsca, na których służyli narodowie, które wy posiądziecie, bogom swoim. […] Gdy wytraci Pan, Bóg twój, przed obliczem twojem te narody, do których ty wnijdziesz, abyś je posiadł, i  opanował je, i  mieszkał w  ziemi ich. Strzeżże się, abyś się nie usidlił, idąc za nimi, gdy wytraceni będą przed twarzą twoją; ani się też pytaj na bogi ich.’ 

Ten nakaz ‘Prawa’ wymaga od wiernych wytracenia innych religii. W  chwili ustanowienia miał on charakter ogólny, lecz nabrał specyficznego wyrazu w  późniejszych wiekach, gdy wiara chrześcijańska rozprzestrzeniła się w  kierunku na Zachód, gdzie wywędrowały także masy żydowskie. (W tym układzie Chrześcijaństwo stało się głównym objektem przykazania ‘zburzycie do szczętu…’. Oczywistymi przejawami przestrzegania tych ‘praw’ w  imię Deuteronomium, było wysadzanie w  powietrze rosyjskich katedr, zakładanie ‘bezbożnych muzeów’, kanonizacja Judasza i  inne uczynki rządu bolszewickiego, złożonego w  dziewięćdziesięciu procentach ze wschodnich Żydów.) 

Także praktyka inkwizycji heretyków i  donosicieli, którą Zachód stosował w  okresach regresu, a  odrzucał w  bardziej oświeconych, znajduje źródło (o ile ktoś nie znajdzie wcześniejszych) w  Deuteronomium. Jeśli heretyk taki miałby jakieś wątpliwości co do Prawa zniszczenia, zreasumowanego w  poprzednich paragrafach tej książki, Deuteronomium dostarcza następnych przykładów: ‘Gdyby powstał między wami prorok, albo sny miewający […] zabity będzie’. Pod to prawo podpada ukrzyżownie Jezusa (jak i  uśmiercenie wielu krytyków ortodoksyjnego Judaizmu). 

Obowiązkiem jest także denuncjacja bliźniego podejrzanego o  herezję. Ten instrument terroru wprowadzony został w  Rosji w  1917 roku przez bolszewików, a  następnie skopiowany w  Niemczech w  1933 roku przez Narodowych Socjalistów. Ówczesny świat chrześcijański wydawał się poruszony tymi barbarzyńskimi innowacjami, choć ich metoda wyłożona została bez obsłonek w  Deuteronomium, domagającej się aby każdy wyrażający chęć ‘służenia innym bogom’ został zadenuncjowany przez brata, siostrę, syna, córki, żonę etc. i  ukamienowany na śmierć. 

Co charakterystyczne, Deuteronomium zaleca, aby na ofiarę denuncjacji padła ‘najpierw’ karząca ręka krewnego lub małżonka, a  potem dopiero ‘tłumu’.Ten ‘statut Prawa’ ciagle jest przestrzegany, w  zależności od lokalnych warunków i  innych okoliczności. W  krajach cudzoziemskich, gdzie panujące prawa ‘obcego’ mogą uznać ten czyn za morderstwo, apostata nie może zostać publicznie ukamienowany na śmierć. Ten rodzaj kary zastąpiony jest formalnym ‘uznaniem za zmarłego’ i  symboliczną żałobą: zobacz relację dr  J. Goldsteina co do symbolicznego rytuału i  niedawnych prób odtworzenia go w  rzeczywistości, w  sposób stosowany od stuleci w  zamkniętych społeczeństwach żydowskich, gdzie nie sięga ręka ‘obcego’. 

W dodatku, Prawo wymaga także masakry całych społeczności oskarżonych o  apostazję: ‘Koniecznie wytracisz obywatele miasta onego ostrzem miecza, zgładzisz je, i  wszystko co w  niem, i  bydło jego pobijesz ostrzem miecza. A  wszystkie łupy jego zbierzesz w  pośród ulicy jego, i  spalisz ogniem jego miasto i  z onym wszystkim łupem do szczętu Panu, Bogu twemu.’ 

W materii niszczenia miast, Deuteronomium rozróżnia między bliskimi (tj. Palestyńskimi), a  dalszymi miastami. Po zdobyciu ‘oddalonego’ miasta: ‘zabijesz w  niem każdego mężczyznę ostrzem miecza. Tylko niewiasty, i  dziatki, i  bydła, i  wszystko, co będzie w  mieście, wszystek łup jego obrócisz sobie w  korzyść, i  będziesz jadł łupy nieprzyjaciół twoich, które da Pan, Bóg twój, tobie.’ Podobne zachęty co do pojmanych kobiet powtarzają się często w  Deuteronomium, która w  jednym ze swych statutów głosi, iż zwycięski Judajczyk może wziąć do domu niewiastę według swojego upodobania, lecz może ją wypędzić, ‘kiedy mu się przestanie podobać.’ 

W wypadku miasta ‘bliskiego’, procedura ma być odmienna: prawo wymaga tu ‘doszczętnego zgładzenia’ (przeciw któremu Saul zgrzeszył): ‘Ale z  miast narodów tych, które Pan, Bóg twój, podawa tobie w  dziedzictwo, żadnej duszy żywić nie będziesz. Leczdo szczętu wytracisz je […] jakoć rozkazał Pan, Bóg twój;’ (Tenże werset 16 z  rozdz. 20 wyjaśnia masową ucieczkę Arabów palestyńskich po Deir Yasin, gdzie nic nie ocało, co żywe. Ujrzeli oni dosłowne wypełnienie Prawa ustanowionego w  621 roku BC, a  także potęgę Zachodu, stojącą za spełnieniem tego Prawa ‘wytraty’.) 

Księga Powtórzonego Prawa kontunuuje: ‘Albowiemeś ty lud święty Panu, Bogu twemu; ciebie obrał Pan, Bóg twój, abyś mu był osobliwym ludem ze wszystkich narodów, które są na ziemi.’ Dalsze ‘statuty i  sądy’ wymagają: ‘Nie będziecie jeść żadnej zdechliny; przychodniowi, który jest w  bramach twoich, dasz to, a  jeść to będzie, albo sprzedasz cudzoziemcowi; boś ty lud święty Panu, Bogu twemu.’ 

Co siedem lat wierzyciel powinien odpuścić dług ‘bliźniemu’, ale ‘od obcego wyciągać dług możesz: ale cobyś miał u  brata twego, odpuści mu ręka twoja’. Niespodzianie w  tym konteksie, w  rozdziale 10 czytamy: ‘Miłujcież tedy i  wy przychodnia; boście przychodniami byli w  ziemi Egipskiej.’ Lecz rozdział 23 przynosi znajome już zaprzeczenie: ‘Nie dasz na lichwę bratu twemu, ani pieniędzy, ani żywności, ani jakiejkolwiek rzeczy, którą dawają na lichwę. Cudzoziemcowi na lichwę dawać możesz; ale bratu twemu na lichwę nie dasz.’ (W dalszych księgach natpotykamy bardziej drastyczne zróżnicowania między ‘obcym’ a  ‘bliźnim’.) 

Deuteronomium kończy się rozległymi, grzmiącymi i  piorunującymi przekleństwami, przeplatanymi błogosłowieństwami. Umierający Mojżesz raz jeszcze nawołuje ‘lud’ do wyboru między błogosłowieństwami a  przekleństwami, i  dokładnie je wylicza.

Błogosławieństwa mają charkater wyłącznie materialny: pomyślność w  rozmnażaniu się rodziny, wzrostu plonów i  bydła; pobicie nieprzyjaciela; dominację nad światem. ‘Pan, Bóg twój, wywyższy nad wszystkie narody ziemi […] Wystawi cię Pan sobie za lud święty […] I  obaczą wszystkie narody ziemi, że imię Pańskie wzywane jest nad tobą, a  będą się ciebie lękać. […] będziesz pożyczał wielom narodom, a  sam nie będziesz pożyczał. I  uczyni cię Pan przedniejszym, a  nie pośledniejszym; i  będziesz tylko wyższy, a  nie będziesz niższy […]’3) 

Błogosławieństwa obejmują trzynaście wierszy; przekleństwa – około pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu. Jak się okaże, bóstwo w  którego imieniu owe przekleństwa są wyliczone, zdolne jest czynić zło (jest to wyraźnie stwierdzone w  późniejszej księdze Ezechiela). 

Formalny Judaizm oparty jest na terorze i  strachu. Lista przekleństw zamieszczona w  rozdziale 28 Księgi Powtórzonego Prawa ukazuje znaczenie, jakie kapłani przywiązywali do praktyki wyklinania (którą do dziś dnia formalny Judaizm uważa za skuteczną). Należy zauważyć, że te klątwy są karą za nieprzestrzeganie przepisów, a  nie za wykroczenia moralne! ‘Lecz jeźli posłuszny nie będziesz głosu Pana, Boga twego, abyś strzegł i  czynił wszystkie przykazania jego i  ustawy jego, które ja przykazuję tobie dziś, tedy przyjdą na cię wszystkie te przeklęstwa, i  ogarną cię.’ 

Ogarną one także miasta, domy, dzieci, plony i  bydło, ‘aż wyginiesz […] aż zniszczejesz.’ Wyszczególnione są tam różnego rodzaju plagi, wyniszczenia, pożary, wygnicie plonów, marnotrawstwo, szarańcza, krosty, świerzb, szaleństwo, ślepota, głód, kanibalizm i  susza. Żony mężów będą cudzołożyć; ich dzieci zostaną sprzedane w  niewolę; te, które zostaną w  domu, zostaną zjedzone przez swych rodziców, walczących o  ich mięso i  wzbraniających je pozostałym żywym jeszcze dzieciom. (Do stosunkowo niedawnych czasów, te przekleństwa były częścią Wielkiej Klątwy rzucanej na apostatów, a  w twierdzach Żydów talmudzkich są prawdopodobnie dotychczas w  użyciu.) 

Zarazy i  klęski będą zesłane na ludzkość, ‘Jeźliże nie będziesz przestrzegał, abyś czynił wszystkie słowa zakonu tego, które napisane są w  księgach tych, żebyś się bał tego imienia chwalebnego i  strasznego Pana, Boga twego […] Oświadczam się dziś przeciwko wam, niebem i  ziemią, żem żywot i  śmierć przedłożył przed oczyma twemi, błogosławieństwo, i  przeklęstwo; przetoż obierz żywot, abyś żył, ty i  nasienie twoje’. 

Do korzystania z  tych błogosławieństw i  stylu życia nawoływał Judejczyków zgromadzonych w  Świątyni w  621 roku BC, ich plemienny naczelnik Jozue – tuba kapłanów, w  imieniu Jehowy i  Mojżesza. Według ‘Prawa Mojżeszowego’, celem i  sensem istnienia jest zniszczenie i  zniewolenie innych, w  imię idei grabieży i  zdobycia władzy. Począwszy od tego momentu, Izrael mógł uważać swój los za szczęśliwy, będąc uznanym za zmarłego i  wykluczonego z  podobnej wizji przyszłego świata. Izraelici włączyli się w  żywotny nurt krwioobiegu ludzkości, zostawiając poza jego obrębem samotnych Judejczyków, opanowanych przez fanatycznych kapłanów, nakazujących im pod karą ‘tych wszystkich klątw’ obowiązek niszczenia. 

Do strachu ispirowanego tymi kątwami, Lewici dodali przynętę. Jeśli ‘lud się nawróci, usłucha głosu Pana i  spełni jego przykazania […]’, wtedy ‘wszystkie te klątwy’ obrócone zostaną na ich ‘nieprzyjaciół’ (nie za ich własne grzechy, lecz dla powiększenia błogosławieństw, spływających na nawróconych Judejczyków!) 

Ta teza Deuteronomium najwyraźniej odsłania status nadany w  tej księdze poganom. W  ostatecznej analizie, ‘poganie’ nie mają w  tym ‘Prawie’ samoistnego bytu prawnego – jakże mogło być inaczej, skoro Jehowa uznaje jedynie swój ‘święty lud’? Jeśli w  ogóle się wspomina o  ich istnieniu, to jedynie z  okazji funkcji przydzielonej im w  ustępie 65 rozdziału 28 i  ustępie 7 rozdziału 30, mianowicie: przyjęcie do siebie rozproszonych za przewinienia Judejczyków, a  nastepnie oddziedziczenie rzuconych na nich klątw, w  momencie gdy ich goście się poprawią i  uzyskają przebaczenie. Co prawda, drugi cytowany ustęp jako pretekst przerzucenia ‘wszystkich tych klątw’ na pogan poddaje argument ‘nienawiści’ i  ‘prześladowania’ przez nich Judejczyków; lecz jakże ich za to winić, skoro sama obecność Judejczyków wśród nich miała być jedynie rezultatem klątw rzuconych na nich przez Jehowę? Przecież w  innym ustępie (28,64) sam Jehowa bierze odpowiedzialność za rzucenie klątwy wygnania na Judejczyków: 

‘I rozproszy cię Pan między wszystkie narody, od kończyn ziemi i  aż do kończyn ziemi […] A  między onymi narodami nie wytchniesz sobie, ani będzie miała odpoczynku stopa nogi twojej…’ 

Podobna podwójna mowa (by użyć nowoczesnego określenia) przewija się przez całą Deuteronomium: za przewinienia Pan pozbawia naród wybrany domu i  rozprasza go wśród pogan; poganie – nie będąc winni ani jego wygnaniu, ani przewinieniom – są jego ‘prześladowcami’; ergo: pogan należy zniszczyć. 

Łatwiej pojąć stosunek Judejczyków do innych narodowości, do Stworzenia i  ogólnie do wszechświata, gdy się rozważy te i  podobne im ustępy, a  szczególnie nieustanne skargi Żydów, gdziekolwiek się znajdują, na prześladowanie, którego wątek przewija się w  takim czy innym ujęciu w  niemal całej literaturze żydowskiej. Wystarczy przyjąć tę Księgę za prawo, aby sam fakt istnienia innych narodów uznać za prześladowanie; jest to jasna implikacja wynikająca z  Deuteronomium. 

Najbardziej szowinistyczny Żyd w  jednym zgadza się z  najbardziej oświeconym Żydem: żaden z  nich nie potrafi spojrzeć na świat z  innego punktu widzenia, jak żydowski. W  tym ujęciu postać ‘obcego’ nie ma tu znaczenia. Jest to rezultatem rozwoju myśli; spadkiem dwudziestu pięciu wieków żydowskich przemyśleń. Nawet ci Żydzi, którzy dostrzegają w  nich herezję i  fałsz, nie zawsze potrafią się całkowicie uwolnić od koszmaru zasadzonego w  ich umysły i  dusze. 

Ostatni cytowany ustęp pokazuje, że rządząca sekta tym samym tchem przedstawia wygnanie narodu wybranego jako akt kary bożej i  jako prześladownie tegoż narodu przez nieprzyjaciół, zasługujących na przejęcie ‘tych wszystkich klątw’. Dla umysłów o  tak krańcowym egotyźmie, katastrofa polityczna w  której traci życie 95 gojów i  5-ciu Żydów, jest czysto żydowską tragedią, przy czym nie są oni nawet świadomi własnej hipokryzji. W  dwudziestym wieku, ten standart osądu stał się wzorcem w  życiu innych narodów i  miarą oceny wszystkich większych wydarzeń w  doświadczeniach Zachodu. Żyjemy więc w  wieku fałszu Lewitów. 

Zobowiązawszy się do przerzucenia ‘wszystkich tych klątw’ na niewinne strony, o  ile Judajczycy powrócą do przestrzegania ‘statutów i  praw’, Mojżesz, wskrzeszony przez Deuteronomium przyrzeka jeszcze dodatkowe błogosławieństwo: (‘Pan, Bóg twój sam pójdzie przed tobą; on wytraci narody te przed tobą, i  posiędziesz je’), po czym doznaje łaski śmierci w  kraju Moab. 

W ‘Prawie Mojżeszowym’ ukształtowała się niszczycielska idea, mająca później zagrozić nie znanej jeszcze cywilizacji chrześcijańskiej i  Zachodowi. W  erze chrześcijańskiej rada teologów powzięła decyzję połączenia w  jednej księdze Starego Testamentu z  Nowym, na podobieństwo kwiatu wyrosłego z  łodygi, choć tak się one miały do siebie, jak porywająca idea zasadzona na niewzruszonym dogmacie. Encyklopedia, którą mam przed sobą, stwierdza lakonicznie, iż Kościół Chrześcijański uznaje Stary Testament za ‘równie boski autorytet’, co Nowy Testament. 

To kategoryczne uznanie obejmuje całą treść Starego Testamentu i  jest chyba pierwotnym źródłem sprzeczności w  kościołach chrześcijańskich, a  także rozterki mas szukających oparcia w  chrześcijaństwie, gdyż przyjęcie jego dogmatu wymaga jednoczesnej wiary w  przeciwstawne sobie koncepcje. Jakże może ten sam Bóg wzywać, za pośrednictwem Mojżesza, do miłości bliźniego, a  zarazem do ‘wytracania’ sąsiadów? Coż może łączyć powszechnego Boga miłości z  objawienia chrześcijańskiego, z  wyklinającym bóstwem Deuteronomium? 

Jeśli przyjmiemy, że Stary Testament, łącznie z  tymi i  innymi przykazaniami, jest ‘równie boskim autorytetem’ co Nowy, współczesny człowiek Zachodu miałby prawo powoływać się na niego dla usprawiedliwienia uczynków, przy których spełnianiu chrześcijaństwo zaprzeczyło własnej idei: jak wywóz afrykańskich niewolników do Ameryki przez angielskich osadników; traktowanie Indian przez amerykańskich i  kanadyjskich osadników, surowe rządy Afrykanerów nad południowo-afrykańskim plemieniem Bantu. Mógłby słusznie obciążyć bezpośrednią odpowiedzialnością za te sprawy chrześcijańskiego biskupa czy księdza, głoszącego, iż Stary Testament, podżegający do morderstw, zniewalania i  grabieży, jest ‘równie boskim autorytetem’. Żaden duchowny chrześcijański nie może zaprzeczyć swojej winy, jeśli tak naucza. Decyzja teologów, którzy stworzyli ten dogmat, rzuciła na chrześcijaństwo i  przyszłe wieki cień Deuteronomium, podobnie jak padł on na Judejczyków, gdy im ją głoszono w  621 roku BC. 

W historii tylko jeden inny dokument pisany wywarł na umysł ludzki i  na przyszłe generacje porównywalne wrażenie. Najbardziej nęcącym uproszczeniem byłoby spojrzeć na całą historię Zachodu, a  szczególnie jej decydujący wiek XX, jako na walkę między Prawem Mojżeszowym a  Nowym Testamentem – walkę dwóch grup ludzkości, reprezentujących przeciwstawne sobie hasła: nienawiści i  miłości. 

Judaizm zrodzony z  Deuteronomium, byłby niczym więcej niż zapomnianym poronieniem, gdyby sprawa ta zależała wyłącznie od Lewitów i  zniewolonych przez nich Judejczyków. Nie było ich wielu, a  nawet naród stukrotnie liczniejszy nie mogł by zamarzyć o  narzuceniu światu własnymi siłami tej barbarzyńskiej wiary. Istniał jeden tylko sposób, w  jaki ‘Prawo Mojżeszowe’ mogło utrzymać się przy życiu i  wzrość w  potęgę, zdolną w  przyszłych stuleciach zakłócić życie innych narodów. Należało wyszukać potężnego ‘cudzoziemca’ (wśród potencjalych kandydatów na wyklęcie) – możnego króla ‘pogan’ przeznaczonych do przyszłej zagłady, który udzieliłby wsparcia swoim orężem i  skarbem. 

Warunek ten miał się spełnić wkrótce po ogłoszeniu ludowi przez Joszuę Drugiego Prawa w  621 roku BC, i  odtąd miał się powtarzać w  nadchodzących stuleciach aż do czasów dzisiejszych: gigantyczny rachunek nieprawdopodobieństwa, konfrontujący równie nieprawdopodobny fakt dokonany! Władcy tych ‘innych narodów’, mających wkrótce zostać wyzutymi z  własności i  zniszczonymi, nieodmiennie otaczali opieką niszczycielską wiarę, starali się pozyskać dominującą sektę i  kosztem własnego społeczeństwa pomagali w  osiągnięciu jej osobliwych ambicji. 

W dwadzieścia lat po ogłoszeniu Deuteronomium w  Jerozolimie, około roku 596 BC, Judea została podbita przez króla babilońskiego. W  tych czasach zdawało się to być końcem całej imprezy, stanowiącej drobny epizod na tle ważniejszych wydarzeń epoki. Judea nigdy nie była państwem suwerennym, a  bez udziału Lewitów, Drugiego Prawa i  obcej pomocy, Judejczycy, podobnie jak Izraelici, roztopili by się w  społeczności ludzkiej. 

Zamiast tego, zwycięstwo Bablionu okazało się początkiem sprawy o  konsekwencjach doniosłych dla całego świata. Prawo, zamiast zamrzeć, zyskiwało na sile w  Babilonie, gdzie po raz pierwszy spotkało się z  protekcją obcego króla. Po raz pierwszy życie ludu zostało ujęte w  formę permanentnego państwa w  państwie, narodu w  narodzie, będącego przedmiotem kształtującej się uzurpacyjnej władzy. Jej zaczyn miał się stać utrapieniem innych narodów. 

Co do Judajczyków, czyli wywodzących się z  nich Judaistów i  Żydów, wydaje się, że czekała ich najgorsza przyszłość z  wszystkich. Słowa te nie zostały napisane przez człowieka szczęśliwego (chociaż ich autor, Maurice Samuel, jest żyjącym 2500 lat później, współczesnym pisarzem żydowskim): ‘[…] my, Żydzi jesteśmy niszczycielami i  pozostaniemy nimi na zawsze […] nic, co zrobią goje, nie potrafi zaspokoić naszych potrzeb i  żądań’. 

Na pierwszy rzut oka, stwierdzenie to wygląda na szydercze, jadowite i  cyniczne. Pilny badacz kontrowersji syjonizmu wyczyta jednak w  tym okrzyku beznadziejności coś więcej – coś, co ‘Prawo Mojżeszowe’ potrafi wycisnąć z  każdego, komu nie uda się uciec od tej bezlitosnej doktryny zniszczenia. 

Rozdział 4. Wykuwanie kajdan ->


1) Deuteronomium (łac. ‘Powtórzone Prawo’) – Księga Powtórzonego Prawa, Piąta Księga Mojżeszowa zamykająca Torę.
2) Księga Powtórzonego Prawa 7. Kolejne cytaty m. in. z rozdziałów 9, 11, 13, 20.
3) Księga Powtórzonego Prawa 28.

***********************************************************************************

Rozdział 4. Wykuwanie kajdan

Epizod babiloński był brzemienny w  konsekwencje, zarówno dla ówczesnego małego szczepu Judy, jak i  dla dzisiejszych mieszkańców Zachodu. 

W tym okresie prace Lewitów zaowocowały rezultatami, które permanentnie wpłynęły na życie narodów. Uzupełnili oni Deuteronomium czterema dodatkowymi księgami, ustanawiając Prawo nietolerancji religijno-rasowej, które – gdyby udało się je wprowadzić w  życie – na zawsze odsunęłoby Judejczyków od ludzkości. W  eksperymenice babilońskim znaleźli sposób na jego realizację, mianowicie przez utrzymanie swych wyznawców w  segregacji od otaczających ich sąsiadów. Zdobyli autorytet u  swych władców, by w  ostatecznym rezultacie ‘obalić’ i  ‘wytracić’ ich kraj; a  jeśli nawet w  rzeczywistości nie wykonali tego zamierzenia, to taką wersję historii przekazali następnym generacjom, które w  nią uwierzyły i  z czasem zaczęły upatrywać w  nich nieodpartą siłę niszczycielską. 

Pierwsza ‘niewola’ (egipska) była wydarzeniem całkowicie legendarnym; w  każdym razie podważają ją znane fakty. Księga Wyjścia, ukończona po epizodzie babilońskim i  przedstawiona jako historia wcześniejszej ‘niewoli’ i  ukarania Egipcjan przez Jehowę, mogła w  zamierzeniu skrybów Lewickich być podłożem do przygotowanej podobnej wersji okresu babilońskiego. 

Tak czy inaczej, prawdziwa historia wydarzeń w  Babilonie wydaje się zupełnie odmienna od obrazu masowej niewoli i  następującego po niej masowego powrotu, przekazanego nam przez pisma Lewitów. 

Niepodobieństwem był masowy eksodus jeńców z  Jerozolimy do Babilonu, jako że całe masy Judejczyków, z  których wywodził się późniejszy naród Żydów, były w  tym czasie z  własnej woli rozproszone po ówczesnie znanym świecie (tj. wzdłuż wybrzeży morza Śródziemnego, w  krajach na zachód i  wschód od Judy), w  poszukiwaniu najbardziej sprzyjających warunków do handlu. 

Pod tym względem, w  zasadniczych proporcjach obraz był podobny do dzisiejszego. Jerozolima skupiała jądro, obejmujące głównie najbardziej fanatycznych wyznawców kultu Świątyni oraz ludzi, których wykonywany zawód wiązał z  ziemią. Historycy zgadzają się, iż do Babilonu uprowadzono zaledwie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, reprezentujących znikomy ułamek społeczeństwa. 

Także rozproszenie Judejczyków nie było wyjątkowym zdarzeniem, mimo wskazujących na to lamentów literatury. Prawie identycznym w  tym samym okresie był los Parsjów indyjskich – oni także jako społeczeństwo religijne przetrwali w  rozproszeniu upadek państwa i  narodu. Następne stulecia przyniosły więcej przykładów przetrwania religijnych, czy rasowych grup z  dala od swych krajów. Następne pokolenia tych grup zwykły uważać ojczyznę swych przodków za ‘stary kraj’; przy czym ich religijni wyznawcy po prostu zwracali wzrok ku swym świętym miejscom (jak Rzym lub Mekka) z  różnych punktów globu ziemskiego. 

W wypadku Judejczyków różnica sprowadzała się do tego, że stary kraj był identyczny z  miejscem świętym; że religia Jehowy wymagała tryumfalnego powrotu i  odbudowy świątyni wzniesionej na trupach wytraconych pogan; że ich religia była zarazem prawem życia codziennego, a  ich świeckie staroplemienne, czy nacjonalistyczne ambicje polityczne były zarazem podstawowym artykułem wiary. Inne podobne wiary prymitywnych plemion skostniały, lecz ta przetrwała, aby przez całe wieki deorganizować życie ludzkie aż do naszych czasów, kulminując w  nich swój niszczycielski wpływ. 

Wywodził się on bezpośrednio z  eksperymentów i  doświadczeń zdobytych przez Lewitów w  Babilonie, gdzie po raz pierwszy mieli oni możność sprawdzenia nowej wiary w  obcym środowisku. 

Życzliwy stosunek babilońskich zdobywców do swych judajskich jeńców był jaskrawym przeciwstawieniem zasad narzuconych Judajczykom przez Księgę Powtórzonego Prawa, ogłoszoną im tuż przed klęską: ‘żadnej duszy żywić nie będziesz […]’ Według dr  Kasteina, ‘cieszyli się oni zupełną swobodą’ wyboru miejsca zamieszkania, odprawiania obrządków religijnych, wyboru zajęcia i  formy samorządu. 

Swobody te pozwoliły Lewitom ujarzmić lud, cieszący się w  znacznym stopniu wolnością; presja kapłanów zmusiła go do stłoczenia się w  zamkniętych gminach, dając początek powstaniu ghetta i  utwierdzenia władzy Lewitów. Z  tego pierwszego babilońskiego eksperymentu samo-segregacji wyszedł nakaz Talmudu obowiązujący w  erze chrześcijańskiej, który groził wyklęciem Żydowi za sprzedanie bez zezwolenia ‘sąsiedniej nieruchomości’ ‘obcemu’. 

Zamknięcie wychodźców przez własnych kapłanów w  ghetcie nie byłoby możliwe bez poparcia zagranicznego władcy. Zostało ono udzielone, podobnie jak miało to miejsce później w  niezliczonych wypadkach. 

Zdobywszy kontrolę nad ludem, Lewici zabrali się do opracowania ‘Prawa’. Cztery księgi, które dodali do Deuteronomium, złożyły się na Torę. Nazwa ta, oznaczająca początkowo doktrynę, przybrała teraz znaczenie ‘Prawa’. Błędem byłoby jednak sądzić, że praca ta została zakończona. 

Tora została skompletowana, lecz jedynie w  sensie pięciu ksiąg. Prawo ani wtedy, ani nigdy nie zostanie zakończone, ze względu na istnienie ‘sekretnej Tory’, zapisanej w  Talmudzie (który sam jest niczym więcej, jak dalszym ciągiem Tory), i  na pretensje kapłanów do nadprzyrodzonego prawa interpretacji ksiąg. W  rzeczywistości, Prawo było nieustannie zmieniane; często w  celu zamknięcia luki, która mogłaby pozwolić ‘obcemu’ na skorzystanie z  przywileju, dziedzicznie należnego jedynie ‘bliźniemu’. Zacytowaliśmy niektóre przykłady tego ciągłego procesu poprawek, a  inne znajdą się w  tym rozdziale. W  rezultacie, dzięki ustaleniu dyskryminacyjnych zakazów i  przywilejów, poczucie nienawiści i  pogardy dla ‘obcych’ stało się integralną częścią ‘Prawa’. 

Skompletowanie Tory odgrodziło nienaturalną, choć jeszcze niezakończoną barierą każdego wyznawcę ‘Prawa’ od reszty ludzkości. Tora nie rozróżnia między Prawem Jehowy, a  prawem człowieka – między prawem religijnym, a  cywilnym. W  znaczeniu teologicznym i  prawniczym, prawo ‘obcego’ nie ma żadnego znaczenia, a  wymóg jego przestrzegania równoznaczny jest z  ‘prześladowaniem’, gdyż jedynym prawem jest Jehowa. 

Według kapłanów, Tora reguluje każdą czynność ludzką życia codziennego, nie wyłączając najbardziej trywialnej. Na zastrzeżenia, iż Mojżesz nie mógł otrzymać od Jehowy tak szczegółowych wskazówek obejmujących każdą możliwą czynność człowieka, odpowiadał dogmat twierdzący, że podobnie jak w  sztafecie, stan kapłański z  pokolenia na pokolenie przekazuje ‘tradycję ustną’, daną Mojżeszowi przez Jehowę. Dogmat ten uzupełniała nieskończona możliwość wyboru interpretacji. Co prawda, zastrzeżenia rzadko się zdarzały, gdyż dla wątpiących Prawo przewidywało karę śmierci. 

Jak słusznie zauważył Mr. Montefiore, Stary Testament jest ‘objawionym prawodawstwem’, a  nie ‘objawioną wiarą’. Według niego, prorocy izraelscy nie mogli znać Tory, zredagowanej przez Lewitów w  Babilonie. Słowa Jeremiasza: ‘zaprawdę, oto daremnie pióro pisarz czyni’ nawiązują oczywiście do tego procesu poprawek przez Lewitów i  do przypisywania Jehowie i  Mojżeszowi autorstwa niezliczonych ‘statutów i  praw’. 

Tora nie uznaje pojęcia ‘grzechu’. Całkiem logicznie, gdyż prawo nie zna ‘grzechu’, lecz jedynie przestępstwo, czy wykroczenie. Jedynym występkiem znanym Prawu jest nie przestrzeganie, równoznaczne z  przestępstwem i  wykroczeniem. To, co powszechnie uważa się za ‘grzech’, czyli wykroczenie moralne, często jest w  nim wręcz nakazem prawnym, lub uczynkiem odpuszczalnym przez złożenie ofiary zwierzęcej. 

Idea ‘powrotu’ (łącznie z  pokrewnymi ideami niszczenia i  dominacji) była kamieniem węgielnym dogmatu, który wyłącznie się na nich opierał. Lud nie przejawiał większej ochoty do powrotu z  Babilonu do Jerozolimy (podobnie jak w  obecnych czasach, kiedy instynkt większości Żydów opiera się ‘powrotowi’, a  państwo syjonistyczne łatwiej znajduje pieniądze, niż imigrantów.) 

Dosłowne jego spełnienie było nadrzędną tezą i  zakładało konieczność zawładnięcia Palestyną, ‘ośrodkiem’ przyszłego dominującego imperium. Czynnik polityczny odgrywał tu ważniejszą rolę, niż zdobycie terenu osiedlenia. 

Tak więc, w  Babilonie Lewici do Księgi Powtórzonego Prawa (Deuteronomium) dodali Księgę Wyjścia (Exodus), Księgę Rodzaju (Genezis), Księgę Kapłańską (Leviticus) i  Księgę Liczb. Genezis i  Exodus przedstawiają historię urobioną przez Lewitów, w  duchu odpowiadającym Deuteronomium. Sięga ona początków Stworzenia, którego datę Skrybowie dokładnie znają (co prawda, pierwsze dwa rozdziały Genezis podają nieco odmienny obraz Stworzenia i  według uczonych, w  rozdziale drugim wyraźniej niż w  pierwszym widać rękę Lewitów). 

Cokolwiek przetrwało z  dawnych tradycji Izraelitów, znajduje się w  Genezis i  Exodus, a  także w  światłych ustępach proroków izraelickich. Te łagodniejsze wątki są z  reguły przekreślane późniejszymi, fanatycznymi fragmentami, które są najprawdopodobniej wtrętami dokonanymi ręką Lewitów. 

Zagadką jest, dlaczego Lewici pozwolili na pozostawienie tych urywków, ukazujących ogólno-ludzkiego Boga – są one zaprzeczeniem Nowego Prawa i  łatwo je było usunąć. Być może, wczesna tradycja była zbyt dobrze znana ludom plemiennym, aby można ją było pominąć. Została więc zachowana, lecz unicestwiona alegorycznymi wstawkami. 

Choć Genezis i  Exodus zostały wydane po Deuteronomium, w  mniejszym stopniu przepojone są one duchem fanatyzmu plemiennego. Jego natężenie dochodzi do szczytu w  Deuteronomium, Księgach Kapłańskiej i  Liczb, obrazujących wyraźny wpływ Lewitów na odizolowaną Judeę i  Babilon.

Tak więc Genezis jest zaledwie zwiastunem odgłosów przyszłej furii: ‘A uczynię cię w  naród wielki, i  będęć błogosławił, i  uwielbię imię twoje, i  będziesz błogosławieństwem. I  będę błogosławił błogosławiącym tobie; a  przeklinające cię przeklinać będę: i  będą błogosławione w  tobie wszystkie narody ziemi. […] I  ukazał się Pan Abramowi, i  rzekł: Nasieniu twemu dam ziemię tę […]’1)

Niewiele różni się od niej Księga Wyjścia: ‘Bo jeźli pilnie słuchać będziesz głosu jego, i  uczynisz, cokolwiek rzekę, nieprzyjacielem będę nieprzyjaciół twych […] i  wytracę je.’2) Nawet i  te ustępy mogły być wstawkami Lewitów.

Lecz w  Exodusie pojawia się motyw o  istotnym znaczeniu: przypieczętowanie obietnicy krwią, która odtąd jak rzeka będzie przelewać się po kartach ksiąg ‘Prawa’: ‘Wziął też Mojżesz krew, i  pokropił lud i  rzekł: Oto, krew przymierza, które Pan postanowił z  wami, na wszystkie te słowa.’3)

Na tym krwawym rytuale jest ustanowiony dziedzicznie wieczny urząd kapłanów Aarona: Jako rzecze Jehowa do Mojżesza, ‘A ty weźmij do siebie Aarona, brata twego, i  syny jego z  nim, z  pośrodku synów Izraelskich, aby mi urząd kapłański odprawowali.’4) 

Według Lewitów, sam Jehowa szczegółowo ustanowił obrządek wyświęcenia kapłana:

Musi on wziąć ‘cielca jednego młodego, i  dwu baranów zupełnych’, zarżnąć je ‘przed Panem’ i  spalić na ołtarzu jednego barana razem z  wnętrznościami cielca. Krwią z  drugiego barana ‘pomażesz koniec ucha Aaronowego, i  końce ucha prawego synów jego, i  wielkie palce ręki ich prawej, także wielkie palce nogi ich prawej, a  wylejesz tę krew na ołtarz w  około. […] pokropisz Aarona, i  szaty jego, i  szaty synów jego z  nim; i  będzie poświęcony on i  szaty jego, i  synowie jego, i  szaty synów jego z  nim.’5) 

Warto zastanowić się nad tym widokiem obryzganych krwią kapłanów. Nawet z  dystansu czasu ciśnie się pytanie, dlaczego w  księgach Lewitów niezmiennie kładzie się nacisk na krwawe ofiary? Wydaje się, że odpowiedz na nie można znaleźć w  niesamowitym talencie sekty do wzbudzania postrachu terrorem – w  podobnym kontekście, sama wzmianka o  krwi przyprawia pobożnych i  przesądnych Judejczyków o  dreszcz zgrozy na myśl o  własnym synie! 

Roszczenia fanatycznych kapłanów do pierworodnego potomstwa swoich wiernych, wyłożone są w  Exodusie:

‘I rzekł Pan do Mojżesza mówiąc: Poświęć mi wszelkie pierworodne; cokolwiek otwiera każdy żywot między syny Izraelskimi, tak z  ludzi, jako z  bydła; bo moje jest.’6) 

Zgodnie z  cytowanym wcześniej ustępem z  księgi Micheasza, owa praktyka poświęcania pierworodnych dzieci przetrwała długo; a  dla prostego członka plemienia widok zakrwawionego Lewity musiał mieć przerażające skojarzenia, zważywszy, że słowa przypisywane Bogu, jednym tchem wymieniają pierworodnego ‘tak z  ludzi, jako z  bydła’. Pamięć ta przetrwała długo po zaprzestaniu składania ludzkich ofiar przez kapłanów, którzy jednak zdołali zachować do nich prawo (genialnym pomysłem, który później opiszemy). Choć krew opryskująca kapłana była zwierzęca, dla kongregacji reprezentowała ona symbolicznie krew ich własnych potomków! 

Co więcej, owo rytualne zbryzgiwanie kapłanów krwią nie było jedynie przeżytkiem starożytnych czasów – w  talmudzkich twierdzach żydowskich przetrwało ono do naszych dni. Dwadzieścia cztery wieki po zredagowaniu Exodusu, Zreformowany Rabinat w  Ameryce (w Pittsburgu w  1885 roku) oświadczył: ‘Nie oczekujemy powrotu do Palestyny, ani obrządków ofiarnych pod panowaniem synów Aarona, ani przywrócenia praw dotyczących państwa Żydowskiego.’ Waga tego stwierdzenia zasadza się na zaistnieniu potrzeby opublikowania go w  1885 roku; wykazuje ono, że opozycyjna partia żydowska ciągle praktykowała dosłowne nakazy, łącznie z  ‘ofiarami sakralnymi’. (Do roku 1950 Zreformowany Rabinat w  Ameryce stracił wiele na znaczeniu, ustępując miejsca siłom syjonistycznego szowinizmu.) 

Lewickie autorstwo Tory uwypukla fakt, że połowa z  pięciu jej ksiąg poświęcona jest szczegółowym instrukcjom przypisywanym bezpośrednio Bogu, dotyczącym budowy i  wyposażenia ołtarza i  tabernakulum; materiałów i  ów szat, infuł, opasek, złotych łańcuchów i  cennych kamieni ozdabiających krwawych kapłanów; a  także liczby i  rodzajów zwierząt ofiarnych przeznaczonych dla odkupienia poszczególnych wykroczeń; sposobów użycia ich krwi; płacenia dziesięcin i  danin; przywilejów i  źródeł dochodów kapłanów. W  szczególności, wiele rozdziałów poświęconych jest krwawym ofiarom. 

Nie wydaje się, aby Bóg tak wysoce cenił krew zwierząt i  piękne szaty kapłanów. Ta właśnie sprawa była głównym przedmiotem protestów ‘proroków’ izraelskich. Zmumifikowała ona pierwotną religię plemienną, a  mimo to ciągle pozostała Prawem sekty rządzącej i  w dzisiejszym świecie przedstawia wielką siłę.

Redagując księgi Prawa, Lewiccy skrybowie włączyli w  nie wiele alegorycznych i  obrazowych incydentów, ilustrujących groźne skutki ‘nie przestrzegania’ przepisów. Są to przypowieści Starego Testamentu, o  zawsze tym samym morale: śmierć dla ‘gwałcicieli prawa’. Najbardziej znana z  nich znajduje się w  Exodusie – przypowieść o  złotym cielcu. Podczas pobytu Mojżesza na górze, Aaron sporządził złotego cielca. Ujrzawszy go po zejściu z  góry, Mojżesz polecił ‘synom Lewiego’ przejść przez obóz, i  rozkazał: ‘a zabijajcie każdy brata swego, i  każdy przyjaciela swego, i  każdy bliźniego swego’, co posłuszni Lewici uczynili, tak że ‘poległo z  ludu dnia onego około trzech tysięcy mężów.’7) 

Chrześcijaństwo także oddziedziczyło tą przypowieść o  złotym cielcu (wraz ze Starym Testamentem), traktując ją jako ostrzeżenie przed oddawaniem czci bałwanom. Jednakże, wbrew podobnej intepretacji, być może inne względy odzwierciadlające nastroje ludu mogły skłonić Lewitów do wymyślenia tej przypowieści. W  tym czasie wielu Judajczyków, nie wyłączając nawet kapłanów, mogło uważać, że Bóg wolałby raczej zadowolić się symboliczną ofiarą złotego cielca, niż wiecznym kwikiem zarzynanych zwierząt, rozpryskiwaniem ich krwi i  ‘słodkim zapachem’ ich płonących ciał. Lewici zawsze zwalczali zaciekle jakikolwiek zamach na swoje rytuały, tak że przypowieści wymierzone są przeciwko każdemu, próbującemu zmienić choć jeden szczegół.

Podobnym przypadkiem była ‘rebelia Korego’ w  Księdze Liczb8), gdzie ‘[…] powstali przeciw Mojżeszowi, a  z nimi mężów z  synów Izraelskich dwieście i  pięćdziesiąt, książęta między ludem, których do rady przyzywano, ludzie zacni. Ci zebrawszy się przeciw Mojżeszowi, i  przeciw Aaronowi, rzekli im: Wiele to na was, ponieważ wszystek ten lud, wszyscy są święci, a  w pośrodku nich jest Pan; przeczże się wy wynosicie nad zgromadzeniem Pańskiem?’ 

Skargę tę wznosili ‘prorocy’ izraelscy na wynoszenie się Lewitów, a  przypowieść umieszczona w  Księdze Liczb ma oczywiście na celu zniechęcić innych protestujących: ‘A otworzywszy ziemia paszczękę swoję, pożarła je, i  domy ich, ze wszystkimi ludźmi, którzy byli przy Korem, i  wszystkie majętności ich.’ (zgromadzenie nie przestało jednak ‘szemrać’, za co Pan rzucił na nich dodatkową plagę: ‘A było umarłych od onej plagi czternaście tysięcy i  siedem set […]’)

Lekcja wynikająca z  tej przypowieści – respekt dla stanu kapłańskiego, zostaje wbita w  mózgi natychmiast po tej anegdocie, przez wyliczenie ustami Pana przywilejów dla Lewitów: ‘Każdą co najprzedniejszą oliwę, i  każde co najlepsze wino, i  zboże, pierwiastki ich, które ofiarują Panu, tobiem je dał.’9) 

Być może, wzgląd na dawne tradycje był pewnego rodzaju hamulcem w  dowolności interpretacji historii, co widać w  Genezis i  Exodusie. Nuta fanatyzmu, głośno rozbrzmiewająca po raz pierwszy w  Deuteronomium, rozlega się pełnym głosem w  Księdze Kapłańskiej i  Księdze Liczb, kończąc się podsumuwującą przypowieścią, która przedstawia rasowo-religijną masakrę jako akt najwyższej pobożności, godny nagrody Boga! Te dwie ostatnie księgi, podobnie jak Deuteronomium, mają być rzekomo przekazem Mojżesza, opisującym jego połączenie z  Bogiem. Nie roszczą sobie pretensji do ‘manuskryptu odkrytego w  pyle stuleci’ – zostały po prostu wydane. 

Ukazują one wzrost fanatyzmu sekty w  tym okresie, i  jej rosnącą gorliwość w  nawoływaniu do nienawiści rasowej i  religijnej. Pierwsze przykazanie Deuteronomium ‘kochaj bliźniego swego’ (pochodzące prawdopodobnie ze wczesnej tradycji Izraelitów), zaprzeczone jest później ‘prawem’ wyłączającym ‘obcego’ spod zakazu lichwy. 

Księga Kapłańska idzie jeszcze dalej. Ona także zaczyna napomnieniem ‘Jako jeden z  waszych w  domu zrodzonych będzie u  was przychodzień, który jest u  was gościem, i  miłować go będziesz jako sam siebie’ (19,35). Jednakże rozdział 25 odwraca ten sens: ‘Także też syny przychodniów mieszkających między wami kupować będziecie, i  z potomstwa tych, którzy są z  wami, które spłodzili w  ziemi waszej, a  ci będą wam za dziedzictwo. Prawem dziedzicznem trzymać je będziecie, i  synowie wasi po was, abyście je dziedzicznie odzierżeli, na wieki służby ich używać będziecie; lecz nad bracią swą, syny Izraelskimi, żaden nad bratem swoim nie będzie panował surowi.’ (25,45-46) 

Tym sposobem dziedziczna podległość i  niewolnictwo ‘obcych’ stają się przykazaniem Prawa (ciągle jeszcze obowiązującego). Jeśli Stary Testament jest na równi z  Nowym ‘nadprzyrodzonym objawieniem’, pionierscy wyznawcy chrześcijaństwa w  rodzaju Voortrekerów mieli pełne prawo powoływać się na podobne ustępy w  obronie niewolnictwa w  Ameryce, czy Afryce Południowej. 

Księga Kapłańska wprowadziła (w tym wypadku przez wyraźną implikację) bodaj najistotniejsze rozróżnienie Prawa: między ‘bliźnim’ a  ‘obcym’. Już wcześniej Księga Powtórzonego Prawa głosiła (22,25-26): ‘A jeźliby na polu trafił mąż dzieweczkę poślubioną a  porwawszy ją, zgwałciłby ją, tedy umrze mąż, który obcował z  nią, sam tylko. Ale dzieweczce nic nie uczynisz; dzieweczka nie jest winna śmierci; bo jako gdyby kto powstawszy przeciwko bliźniemu swemu, zamordował go, taka to sprawa.’ W  kwestii gwałtu, podobna klauzula prawdopodobnie mogła by się znaleźć w  każdym kodeksie prawnym owej epoki, a  nawet, z  wyłączeniem krańcowej formy kary, pasowałaby ona do dzisiejszego kodeksu. Ustęp powyższy mógł reprezentować wcześniejszą postawę Izraelitów wobec tego wykroczenia – była bezstronna i  nie dyskryminowała ofiary gwałtu. 

Następnie, w  rozdziale 19 Księga Kapłańska zastrzega, iż mężczyzna ‘obcujący cieleśnie’ z  zamężną niewolnicą, może zmazać swą winę przynosząc kapłanowi barana jako ‘ofiarę’, po czym ‘[…] będzie mu odpuszczony grzech jego, który popełnił’, lecz niewolnica zostanie ubiczowana. Według tego Prawa, przy oskarżeniu o  gwałt, słowo niewolnicy nie liczyło by się przeciwko słowu jej właściciela, tak więc ten ustęp wydaje się dyskryminującą poprawką wprowadzoną do klauzuli Deutroromium. Jak się okaże, interpretację taką potwierdzają pewne aluzje w  Talmudzie.

Księga Kapłańska przytacza również przypowieść obrazującą groźne skutki nieprzestrzegania przepisów, a  jednocześnie ukazującą, do jakich krańcowości posuwali się Lewici. W  tym wypadku, przekroczenie popełnione przez dwie alegoryczne postacie (Hadab i  Abihu, obaj Lewici), polegało na użyciu niewłaściwego rodzaju ognia w  kadzielnicy. Według ‘Prawa’ była to najwyższa zbrodnia, za którą zostali natychmiast porażeni śmiercią przez Pana!10) 

Księga Liczb – ostatnia z  pięciu ksiąg, jest najbardziej krańcowa. W  niej Lewici znaleźli sposób na pozbycie się swej głównej prerogatywy (prawa do pierworodnych), zachowując jednocześnie jego sens, stanowiący podstawową doktrynę ‘Prawa’. Było to genialne posunięcie polityczne. Najwidocznej prawo do pierworodnych stawało się dla nich źródem poważnego zakłopotania, lecz nie mogli usunąć pierwszego paragrafu ścisłego Prawa, nie pozwalającego na żadne kompromisy w  jego przestrzeganiu – sam taki czyn byłby śmiertelną zbrodnią. 
Tak więc, przez wprowadzenie jeszcze jednej poprawki do interpretacji Prawa, Lewici sami przejęli rolę pierworodnych, zyskując tym samym pretensję do wdzięczności ludu, bez żadnego dla siebie ryzyka:

‘Zatem rzekł Pan do Mojżesza, mówiąc: A  oto, Ja wziąłem Lewity z  pośrodku synów Izraelskich miasto wszelkiego pierworodnego, otwierającego żywot, między synami Izraelskimi, i  będą moi Lewitowie. Albowiem mnie przynależy wszelkie pierworodne […]’ (Ponieważ odkupionych w  ten sposób pierworodnych było o  273 więcej niż Lewitów, każdy z  tych 237 musiał uiścić pięć szekli ‘Aaronowi i  jego synom’).11)

Występując w  nowej roli odkupicieli, Lewici wprowadzili do Liczb wiele dodatkowych ‘statutów i  praw’. Rządzili terrorem, wykazując wielką pomysłowość w  wyszukiwaniu nowych form wzbudzania go; przykładem może być ‘proces zazdrości’. Jeśli mężczyznę ogarnął ‘szał zazdrości’, był on prawnie zobowiązany (‘przez Pana, mówiącego ustami Mojżesza’) do przyprowadzenia swojej żony przed oblicze Lewity, który przy ołtarzu wręczał jej roztwór własnoręcznie sporządzonej ‘gorzkiej wody’, ze słowami: ‘Jeźli nie spał kto inszy z  tobą, a  jeźliś się nie uniosła w  grzech nieczysty przy mężu swym, bądź nienaruszona od tej wody gorzkiej przeklęstwa; Ale jeźliżeś ustąpiła od męża twego, i  jesteś splugawiona, a  kto inny spał z  tobą oprócz męża twego […] Niechaj cię poda Pan na złorzeczenie, i  na przeklinanie między ludem twoim, przepuściwszy, aby łono twoje wypadło, i  żywot twój opuchł’.12) 

Niewiasta musiała wypić gorzką wodę, a  jeśli jej brzuch spuchł, kapłani ‘wypełniali prawo’, skazując ją na śmierć. Oczywistym jest, jaką potęgą było to prawo w  rękach kapłanów; choć przypisywane bezpośrednio woli Boga, bardziej przypominało praktykę szamanów w  Afryce. 

Ukoronowaniem Prawa są końcowe rozdziały ostatniej księgi. Stanowi je przypowieść o  Mojżeszu i  Madyjanitach. Jak czytelnik pamięta, życie i  uczynki Mojżesza opisane w  Exodusie, z  punktu widzenia Powtórzonego Prawa i  licznych dodatków zawartych w  Księdze Kapłańskiej i  Księdze Liczb, przedstawiają go jako największego grzesznika. Przez fakt schronienia się u  Madyjanitów, poślubienia córki ich najwyższego kapłana i  przyjęcia od niego rytuałów kapłańskich, Mojżesz ‘cudzołożył, naśladując bogów cudzoziemców’, ‘brał ich córki’, itd. Ponieważ cała struktura prawa opierała się o  Mojżesza, i  w jego imieniu wydane zostały przykazania zawarte w  dalszych księgach, potępiające te uczynki, należało coś z  nim uczynić przed ogłoszeniem Prawa. Inaczej cała budowla rozpadła by się jak domek z  kart. 

Krótki końcowy ustęp Księgi Liczb ukazuje, jak skrybowie poradzili sobie z  tą sprawą. W  tych ostatnich rozdziałach ‘Prawa’ Mojżesz pogodzony jest ze ‘wszystkimi statutami i  prawami’ i  odkupuje swoje błędy przez masakrę całego plemienia Madyjanitów, z  wyłączeniem dziewic! Posunięciem, które w  dzisiejszym języku można by nazwać fantastyczną ‘woltą’, Mojżesz zostaje wskrzeszony w  celu zniesławienia swojego wybawcy, żony, dwóch synów i  teścia. Pośmiertnie każe mu się ‘odwrócić się od wszeteczeństwa’, potwierdzić rasowo-religijny dogmat ustanowiony przez Lewitów, i  przemienić się kompletnie – z  dobrotliwego patriarchy wcześniejszej opowieści, w  założyciela Prawa opartego na nienawiści i  morderstwie! 

W rozdziale 25 Mojżesz opowiada, jak ‘się rozgniewał Pan bardzo’, gdy lud zwrócił się ku innym bogom. Bóg rozkazuje mu: ‘Zbierz wszystkie książęta z  ludu, a  każ im, te przestępce powieszać Panu przed słońcem’, po czym Mojżesz poleca sędziom: ‘Zabijcie każdy z  was męże swe, którzy się spospolitowali z  Baal Fegorem’ (w Kanaan kult Baala był szeroko rozpowszechniony, i  jako konkurencja dla Jehowy był największym utrapieniem Lewitów).

Tak w  wątek narracyjny wkrada się nienawiść religijna. Wkrótce dołącza do niej nienawiść rasowa, gdy w  następnym momencie ‘niektóry z  synów Izraelskich przyszedł i  przywiódł do braci swej Madyjanitkę przed oczyma Mojżeszowemi’. Idący za nimi Finees (wnuk brata Mojżeszowego, Aarona) ‘przebił oboje, męża Izraelskiego, i  niewiastę przez żywot jej’. Przez ten uczynek ‘odwrócona była plaga od synów Izraelskich’ i  ‘rzekł Pan do Mojżesza, mówiąc: Finees syn Eleazara, syna Aarona kapłana odwrócił gniew mój od synów Izraelskich, będąc wzruszony zapalczywą miłością ku mnie […] Przetoż powiedz mu: Oto, Ja stanowię z  nim przymierze moje, przymierze pokoju’!13) 

W ten sposób po raz wtóry, przymierze między Jehową, a  dziedzicznymi kapłanami Aarona przypieczętowane zostało (przez lewickich skrybów) krwią; tym razem krwią rasowo-religijnego morderstwa, nazwanego przez ‘Pana’ ‘oczyszczeniem synów Izraelskich’. Mojżesza, który był świadkiem morderstwa, wzywa następnie Pan: ‘Staw się nieprzyjacielem Madyjanitom, a  pobijcie je’. Symbolizm tego jest jasny. Wskrzeszony Mojżesz musi uderzyć zarówno w  ‘obce bogi’ (w boga kapłana Jetro, od którego sam otrzymywał nauki), jak i  w ‘cudzoziemców’ (rasę swej żony i  teścia).

Szykującą się masakrę Lewici przypisali Mojżeszowi jako jego ostatni uczynek na ziemi – zrehabitowali go na progu wejścia do wieczności! ‘Potem rzekł Pan do Mojżesza, mówiąc: Pomścij się krzywdy synów Izraelskich nad Madyjanitami, i  potem przyłączon będziesz do ludu twego’.14) Zgodnie z  rozkazem, ludzie Mojżesza ‘Tedy zwiedli bitwę z  Madyjanitami, jako rozkazał Pan Mojżeszowi, i  pobili wszystkie mężczyzny. […] I  pobrali w  niewolą synowie Izraelscy żony Madyjańczyków, i  dziatki ich, i  wszystko bydło ich, i  wszystkie trzody ich, i  wszystkie majętności ich pobrali; A  wszystkie miasta ich, w  których mieszkali, i  wszystkie zamki ich popalili ogniem’. 

To jednak nie wystarczyło. Mojżesz, mąż ukochanej żony Madyjanitki i  ojciec dwóch synów, rozgniewał się na oficerów, którzy ‘zachowali przy życiu wszystkie kobiety Madyjanickie’: ‘Przeczżeście żywo zachowali wszystkie niewiasty? Gdyż te są, które synom Izraelskim za radą Balaamową dały przyczynę do przestępstwa przeciw Panu przy bałwanie Fegor, skąd była przyszła plaga na zgromadzenie Pańskie. Przetoż teraz pozabijajcie wszystkie mężczyzny z  dzieci, i  każdą niewiastę, która poznała męża, obcując z  nim, zabijcie; Ale wszystkie dzieweczki z  białych głów, które nie poznały łoża męskiego, żywo zachowajcie sobie.’ (teraz następuje wyliczenie łupów – po podaniu liczby baranów, wołów i  osłów, kolej na ‘ludzi z  białych głów, które nie poznały obcowania z  mężem, wszystkich było trzydzieści i  dwa tysiące.’ Te podzielili między sobą Lewici, żołnierze i  kongregacja; a  złoto oddano Lewitom – ‘dla Pana’). 

Po tym incydencie, zamykającym Księgi Prawa, Mojżeszowi pozwolono wreszcie odpocząć. Trudno byłoby wymyślić bardziej demoniczne podjudzanie. Aby w  pełni ocenić znaczenie uczynków, jakimi Lewici obciążyli Jehowę i  Mojżesza, należy porównać rozdziały 25 i  31 Księgi Liczb z  rozdziałami 2, 3 i  18 Księgi Wyjścia. Były one oczywistym ostrzeżeniem dla wybranego narodu, czego może się spodziewać po Judaiźmie – i  ciągle pozostają ostrzeżeniem dla innych. 

Tą nutą kończy się Prawo. Jego autorem była mała sekta w  Babilonie, licząca kilka tysiący wiernych. Lecz potęga ich zboczonej idei miała się okazać demoniczna. Przez spotęgowanie ducha materializmu w  stopniu nieznanym dotąd na ziemi, utożsamili się oni z  z niższą z  dwóch sił, które od wieków walczą o  duszę ludzką – z  tą redukującą człowieka do instynktów ciała, w  odróżnieniu od wznoszącego impulsu ducha. 

Chrześcijańscy teolodzy przywiązują większe znaczenie niż uczeni żydowscy do tego Prawa. Mam przed sobą niedawno wydaną Biblię chrześcijańską, opatrzoną wyjaśniającą notatką, która potwierdza ‘autentyczność’ pięciu ksiąg Tory, a  co za tym idzie, także ich wątków historycznych, proroczych i  poetyckich. Stwierdzenie to wywodzi się z  wcześniej cytowanego dogmatu, iż Stary Testament jest ‘równie boskim objawieniem’, co Nowy. 

Uczeni judaistyczni są innego zdania. Na przykład dr  Kastein powiada, że Tora jest ‘dziełem anonimowego kompilatora’, który ‘stworzył pragmatyczne dzieło historyczne’. Określenie to jest właściwe – przepisywacz, czy przepisywacze przedstawili subiektywnie ujętą wersję historii na poparcie wyrosłego z  niej zbioru praw. Zarówno historia, jak prawa mają służyć celompolitycznym. Jak twierdzi dr  Kastein, ‘jej podłożem jest łącząca je idea’, reprezentująca plemienny nacjonalizm o  tak fanatycznej formie, jakiej dotąd nie znał świat. Tora nie była ‘objawioną religią’, lecz według słów Mr. Montefiore, opracowanym do końca ‘objawionym prawodawstwem’. 

W zredagowanym Prawie (zostało ono zakończone pod koniec ‘niewoli’ babilońskiej), odezwały się głosy dwóch ostatnich protestantów – Izajsza i  Jeremiasza. W  ich księgach można dostrzec wstawki dokonane rękę Lewity, w  celu dopasownia ich do Prawa i  jego wersji historii. Najwyraźniej widać ten fałsz w  księdze Izajsza, gdyż łatwo można go sprawdzić. Pietnaście rozdziałów tej księgi zostało napisanych przez kogoś znającego niewolę babilońską, podczas gdy Izajasz żył około dwieście lat wcześniej. Badacze chrześcijańscy obchodzą ten fakt, nazywając autora ich ‘Deutro-Izajaszem’ – Drugim Izajaszem.

Autor ten pozostawił słynne słowa (często cytowane w  oderwaniu od treści): ‘A teraz mówi Pan […] przetoż dałem cię za światłość poganom, abyś był zbawieniem mojem aż do kończyn ziemi’.15) Według przygotowywanego prawa było to herezją, tak że Lewita najwidoczniej dodał (gdyż sam autor nie mógłby tego uczynić) ustępy przepowiadające, iż ‘będą królowie piastunami twoimi, a  księżny ich mamkami twemi; twarzą ku ziemi kłaniać ci się będą, i  proch nóg twoich lizać będą […] I  tych, którzy cię pustoszą, własnem ich ciałem nakarmię, a  krwią swoją jako moszczem upiją się. I  pozna wszelkie ciało, żem Ja Pan, zbawiciel twój, i  odkupiciel twój’. (Brzmi to jak głos Ezechiela, który, jak zobaczymy, był prawdziwym ojcem Prawa Lewitów.)

W księdze Jermiasza widać wstawki Lewitów już na jej początku, gdyż otwierający ją znany ustęp ostro kontrastuje z  innymi jego myślami: ‘Oto cię dziś postanawiam nad narodami i  nad królestwami, abyś wykorzeniał, i  psuł, i  wytracał, i  obalał[…]’16) 

Nie wygląda on na autorstwo człowieka, który w  następnym rozdziale pisze: ‘Idź, a  wołaj w  uszy Jeruzalemskie, mówiąc: Tak mówi Pan: Wspomniałem na cię dla miłosierdzia młodości twojej pokazanego, i  dla miłości ślubin twoich; gdyś chodziła za mną na puszczy, w  ziemi, w  której nie osiewają. […] Jakąż nieprawość znaleźli ojcowie wasi przy mnie, iż się oddalili odemnie […] złość popełnił lud mój: mnie opuścili, źródło wód żywych […]’ 

Jako winiwajcę wymienia tu Jeremiasz Judę (za to przestępstwo łatwo mógł przypłacić życiem): ‘Usprawiedliwiła duszę swą odporna córka Izraelska więcej, niżeli przestępnica Judzka.’ Izrael popadł w  niełaskę, lecz Juda zdradziła – oczywista aluzja do nowego prawa Lewitów. Następnie Jeremiasz przyłącza się do innych nawołujących proroków w  gorącym proteście przeciwko rytuałom i  ofiarom kapłanów: 

‘Nie pokładajcie nadziei swej w  słowach kłamliwych, mówiąc: Kościół Pański, kościół Pański, kościół Pański […]’ (formalną powtarzającą się inwokację) ‘[…] Ale jeźliże polepszając polepszycie dróg swoich, i  przedsięwzięcia swego; jeźliże sprawiedliwy sąd czynić będziecie między mężem a  między bliźnim jego; Przychodnia, sierotki i  wdowy nie uciśniecie, i  krwi niewinnej nie rozlejecie na tem miejscu’ (aluzja do rytuału krwawej ofiary i  nakazu mordowania odstępców) ’[…] Izali kradnąc, zabijając, i  cudzołożąc, i  krzywoprzysięgając […] chodzić a  stawać będziecie przed obliczem mojem w  tym domu, który nazwany jest od imienia mego, i  mówić: Wybawieniśmy, abyśmy czynili te wszystkie obrzydliwości?’ (ceremonia oczyszczenia po ofierze sakralnej) ‘Azaż jaskinią łotrowską jest dom ten przed oczyma waszemi, który nazwany jest od imienia mego? […] Bom nie mówił z  ojcami waszymi, anim im przykazał onego dnia, któregom ich wywiódł z  ziemi Egipskiej, o  całopaleniu i  ofiarach […]’

Podobnie jak póżniej Jezus, Jeremiasz tymi słowami protestował przeciwko ‘zniszczeniu’ Prawa w  imię jego spełnienia. Całkiem możliwe, iż jeszcze w  czasach Jeremiasza Lewici ciągle stosowali prawo ofiary pierwonarodzonych, gdyż dodaje on: ‘Nadto pobudowali wyżyny Tofet […], aby palili synów swych i  córki swe ogniem, czegom nie rozkazał, ani wstąpiło na serce moje.’17) 

Z powodu tych ‘obrzydliwości’ – ciągnął Jeremiasz – Pan zapowiedział: ‘I uczynię, że ustanie w  miastach Judzkich, i  w ulicach Jeruzalemskich głos radości, i  głos wesela, głos oblubieńca, i  głos oblubienicy; bo ziemia będzie spustoszona.’ 

Ta słynna przepowiednia polityczna została spełniona – z  właściwym sobie talentem do perwersji, Lewici powoływali się później na nią jako na świadectwo upadku Judy za nieprzestrzeganie Prawa; podczas gdy Jeremiasz ostrzegał, że to ‘zdradziecką Judę’ zniszczy jej własne Prawo. Gdyby dzisiaj zstąpił na ziemię, mógłby bez zmiany użyć tych samych słów w  odniesieniu do syjonizmu. Sytuacja jest podobna, a  jej ostateczne konsekwencje wydają się równie łatwe do przewidzenia.

Po upadku Judy Jeremiasz wygłosił swą najsłynniejszą wskazówkę, ku której dzisiejsze masy żydowskie często się instynktownie zwracają, a  do której rządząca sekta na zawsze zabroniła im się stosować: ‘Szukajcie też pokoju miastu temu, do któregom was przeniósł, a  módlcie się za nie Panu; bo w  pokoju jego będziecie mieli pokój.’18) Gniewna odpowiedz Lewitów na nią zawarta jest w  Psalmie 137: 

‘Nad rzekami Babilońskiemi, tameśmy siadali i  płakali, […] pytali ci, którzy nas zawiedli w  niewolę, o  słowa pieśni […] mówiąc: Śpiewajcie nam pieśń z  pieśni Syońskich, […] Jakoż mamy śpiewać pieśń Pańską w  ziemi cudzoziemców? Jeźliże cię zapomnę, o  Jeruzalemie! niech zapomni sama siebie prawica moja. Niech przylgnie język mój do podniebienia mego. […] O  córko Babilońska! i  ty będziesz spustoszona. Błogosławiony, któryć odda nagrodę twoję, za to, coś nam złego uczyniła.Błogosławiony, który pochwyci i  roztrąci dziatki twe o  skałę.’ 

W przestrogach Jeremiasza i  odpowiedzi Lewitów zawiera się cała kontrowersja Syjonu i  jego wpływ na innych, aż po dzień dzisiejszy.

Jeremiasz, którego prawdopodobnie zabito, byłby dzisiaj atakowany jako ‘pomylony’, ‘paranoik’, ‘antysemita’, itp. W  swojej epoce traktowany był jako ‘prorok albo sny miewający’. Opisywane przez niego metody zniesławiania podobnych ludzi dokładnie pasują do naszych czasów, i  teraz tak samo niszczą ich życie publiczne i  reputację (jak zobaczymy w  tej książce przy omawianiu obecnego stulecia): ‘[…] słyszę urąganie od wielu […] mówiących: Powiedzcie co nań, a  oznajmiemy to królowi. Wszyscy przyjaciele moi czyhają na upadek mój, mówiąc: Aza snać zwiedziony będzie, i  przemożemy go, a  pomścimy się nad nim.’19)

W czasie wygnania Jeremiasza do Egiptu, Drugi Izajasz pisał w  Babilonie owe miłosierne słowa, które świecą jak ostatni brzask dnia kontrastujący z  ciemnotą nauk, mających wkrótce zatryumfować: ‘Tak mówi Pan: Strzeżcie sądu, a  czyńcie sprawiedliwość; […] Niech tedy nie mówi cudzoziemiec, który przystaje do Pana, mówiąc: Zaiste Pan mię odłączył od ludu swego; […] A  cudzoziemców, którzyby przystali do Pana, aby mu służyli, a  miłowali imię Pańskie, będąc u  niego za sługi […] tych przywiodę na górę świętobliwości mojej, a  uweselę ich w  domu modlitwy mojej […] bo dom mój domem modlitwy nazwany będzie u  wszystkich narodów.’20) 

Tym przelotnym obrazem miłosiernego Boga ludzkości kończą się protesty. Na placu boju pozostali przemożni Lewici wraz ze swoimi prawami. Odtąd zaczyna się prawdziwe zniewolenie ‘Żydów’, gdyż jedyną rzeczywistą niewolą jaką cierpieli, było przykucie ich do prawa nienawiści rasowej i  religijnej. 

Podobnie jak wcześniejści krytycy izralescy, Jeremiasz i  Drugi Izajasz przemawiali w  imieniu ludzkości, powoli torującej sobie drogę do światła, które zaciemnili Lewici. Jeszcze przed zredagowniem Prawa żył i  zmarł książe Sidhatta Gautama – Budda, który założył pierwszą religię w  dziejach ludzkości, opartą na Pierwszym Prawie Życia: ‘Z dobra musi wyrastać dobro, a  ze złego – zło.’ Tak brzmiała odpowiedź na Prawo Lewitów, choć ci prawdopodobnie nigdy o  niej nie słyszeli. Była ona także nieuniknioną odpowiedzią ówczesnego ducha ludzkiego na Braminizm, rasizm hinduski i  kult dziedzicznej kasty panów (bardzo przypominającej formalny Judaizm). 

Pięć stuleci dzieliło świat od drugiej powszechnej religii, a  jeszcze następne pięć wieków od trzeciej. Niepozorny naród Judy oddzieliły od postępu ludzkości łańcuchy Prawa; został on zatrzymany w  skostniałej formie duchowego rozwoju; a  jednak prymitywna wiara plemienna utrzymała się przy życiu i  zachowała wigor. W  dwudziestym stuleciu, ciągle potężne Prawo Lewitów jest przeżytkiem minionych czasów. 

Takie Prawo musiało wśród ludów goszczących Judejczyków i  ich sąsiadów, wzbudzać z  początku ciekawość, a  potem alarm. Powrót Judajczyków z  Babilonu do Jerozolimy w  538 roku BC, był początkiem jego wpływu na inne narody. Początkowo wpływ ten ograniczony był do małych klanów i  plemion, bezpośrednio sąsiadujących z  Judejczykami wracającymi do Jerozolimy. Od tego czasu, coraz to większym kregiem zaczął otaczać inne narody, stając się w  dwudziestym wieku nawiększą przyczyną ich zakłóceń. 

Rozdział 5. Upadek Babilonu ->


 1) Księga Rodzaju 12.
 2) Księga Wyjścia 23.
 3) Księga Wyjścia 24,8.
 4) Księga Wyjścia 28.
 5) Księga Wyjścia 29.
 6) Księga Wyjścia 13,2.
 7) Księga Wyjścia 32.
 8) Księga Liczb 16.
 9) Księga Liczb 18,12.
10) Księga Kapłańska 10.
11) Księga Liczb 3,12 i  nast.
12) Księga Liczb 5,19 i  nast.
13) Księga Liczb 25,6 i  nast.
14) Księga Liczb 31.
15) Izajasz 49,5-6 i  nast.
16) Jeremiasz 1,10. Wers ten jednakże kończy się następująco: ‘[…] i  abyś budował i  szczepił.’
17) Jeremiasz 7,31. Pytanie, czy rzeczywiście były to działania Lewitów, czy też “odstępców spośród ludu” naśladujących kulty narodów ościennych? Jeśli ktoś wie, proszę o  kontakt.
18) Jeremiasz 29,7.
19) Jeremiasz 20,10.
20) Izajasz 56,1-7.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 22:25.

***********************************************************************************

 

Rozdział 5. Upadek Babilonu

Zanim inne narody miały okazję zaznać wpływu ‘Prawa Mojżeszowego’, w  536 roku BC zaszło wydarzenie stwarzające precedens dla dwudziestego wieku – upadek Babilonu. 

Zbieżność kształtu dzisiejszych wydarzeń (tj. tych, wynikających z  dwóch Wojen Światowych) z  upadkiem Babilonu, jest zbyt wyraźna, aby ją można było uznać za przypadkową: w  istocie można wykazać, że zostały one celowo stworzone. W  obecnym stuleciu, narody Zachodu, nie zdając sobie z  tego sprawy, są pod kontrolą ‘Prawa Judajskiego’ kierującego scentralizowanymi rzadami; a  nie swych własnych praw. 

We wszystkich trzech wypadkach identyczne jest rozmieszczenie ról i  ich końcowe rozwiązanie. Po jednej stronie sceny występuje zagraniczny możnowładca, gnębiący i  znieważający Judajczyków (czy też, dzisiaj – Żydów). W  Babilonie był nim ‘król Baltazar’; w  Pierwszej Wojnie Światowej – car rosyjski; w  Drugiej Wojnie był nim Hitler. Przeciwnikiem ‘prześladowcy’ jest inny zagraniczny potentat – wyzwoliciel. W  Babilonie był nim perski król Cyrus; w  drugim wypadku – był nim Balfour; w  trzecim – prezydent Truman. 

Pomiędzy przeciwnikami stoi tryumfujący prorok – wielki człowiek usadowiony przy dworze panującego, który przepowiada i  przeżywa klęskę, mającą spaść na ‘prześladowcę’. W  Babilonie rolę tę pełnił Daniel; w  obu wojnach światowych obecnego stulecia – dr  Chaim Weizmann, syjonistyczny prorok zagranicznych dworów. 

Tak wyglądają postacie. Rozwiązanie nastepuje w  formie zemsty Jehowy nad ‘poganami’ i  tryumfu Żydów w  postaci symbolicznego ‘odrodzenia’. ‘Król Baltazar’, któremu Daniel przepowiedział zagładę, ginie tej samej nocy wraz ze swoim królestwem, zwyciężony przez przeciwnika. Precedens ten zacytowany został w  dwuwierszu ‘zapisanym na ścianie’ pokoju, w  którym żydowscy zdobywcy zamordowali rosyjskiego cara i  jego rodzinę pod koniec pierwszej wojny dwudziestego wieku. Po drugiej wojnie dwudziestego wieku, przywódcy nazistowscy zostali powieszeni w  dniu żydowskiego święta Pokuty. 

Tak więc, wynik dwóch wojen światowych tego stulecia zgodny był ze schematem starożytnej wojny babilońsko-perskiej, jak opisuje ją Stary Testament. 

Prawdopodobnie ludy walczące w  tej starożytnej wojnie uważały, że biją się o  coś więcej, niż o  sprawę Judejczyków – że bronią własnych interesów. Lecz w  ujęciu Starego Testamentu przekazywanego przez stulecia, wszystkie inne motywy zostały wymazane. W  obrazie wrażonym w  mózgi narodów, jedynym znaczącym rezultatem jest zemsta Jehowy i  tryumf Judejczyków. Dwie wojny światowe obecnego stulecia podążają podobnym szlakiem. 

Postać króla Baltazara pozostała jedynie symbolem ‘obcego ucisku’ Judejczyków (chociaż uwięzieni oni zostali przez Jehowę za wykroczenia przeciw jego prawu; tym niemniej król jest ich ‘prześladowcą’ i  musi być w  barbarzyński sposób zniszczony). Podobnie król Cyrus jest jedynie narzędziem Jehowy w  spełnieniu jego obietnicy ‘przelania ‘wszystkich tych przekleństw’ na ‘twoich prześladowców’, w  momencie gdy wypełnią oni swoją rolę ‘gnębicieli’. Tak więc król Cyrus nie zasługuje na żadne względy – ani jako zdobywca, czy wyzwoliciel. Nie jest w  lepszym położeniu niż król Baltazar; z  kolei i  jego panowanie zostanie zniszczone. 

W świetle autentycznej historii, król Cyrus był oświeconym człowiekiem i  założycielem imperium, rozciągającego się w  Azji Zachodniej. Według encyklopedii, ‘pozostawił zdobytym narodom swobodę religii i  zachował ich instytucje’. W  ten sposób Judejczycy byli beneficjantami jego polityki, którą bezdyskrymiancyjnie stosował wobec wszystkich narodów. Gdyby król Cyrus zjawiłby się obecnie na ziemi, zdumiał by się nad swoim obecnym portretem historycznym, ukazującym przywrócenie kilku tysięcy Judajczyków do Jerozolimy, jako jedyne jego znaczne i  trwałe osiągnięcie. 

Gdyby jednak przypadkiem istotnie uważał ten czyn za swoje największe osiągnięcie (zgodnie z  opinią polityków XX wieku), powróciby na ziemię wielce usatysfakcjonowany, przekonawszy się iż przez ten uczynek wywarł w  ciągu ubiegłych 2500 lat większy wpływ na ludzkie wydarzenia, niż jakikolwiek inny doczesny władca. Żaden czyn starożytności nie wywarł tak wielkiego, ani tak wyraźnego wpływu na dzisiejsze czasy. 

W XX wieku AD, dwa pokolenia polityków prześcigały się nawzajem w  dążeniu do odegrania roli króla Cyrusa i  pozyskania sobie względów żydowskich. Jedynym trwałym i  istotnym rezultatem dwóch wojen światowych było zaspokojenie zemsty żydowskiej nad symbolicznym ‘prześladowcą’ i  żydowski tryumf w  postaci nowego ‘odrodzenia’. W  dwudziestym stuleciu symboliczna legenda wydarzeń w  Babilonie urosła do potęgi nadrzędnego ‘Prawa’, przekreślającego wszystkie inne, a  zarazem prawdę i  historię. 

Sama legenda wydaje się być w  dwu trzecich nieprawdą; czyli tym, co obecnie nazywało by się propagandą. Także osoba króla Baltazara została najwidoczniej wymyślona przez Lewitów. Księga historyczna notująca upadek Babilonu, spisana została kilka stuleci później, a  jej autorstwo przypisywane jest niejakiemu ‘Danielowi’. Stwierdza ona, iż Daniel był w  Babilonie jeńcem judajskim, który przez talent do interpretowania snów doszedł do najwyższych godności na dworze i  ‘siedział przy tronie króla’ (Nabuchodonozora). Jemu powierzono wyjaśnienie znaczenia ‘pisma na ścianie’ (Księga Daniela, 5). 

‘Król Baltazar, syn Nabuchodonozorowa’ przedstawiony jest jako sprawca obrazy Judejczyków, przez użycie zabranych przez jego ojca ze świątyni jerozolimskiej ‘naczyń złotych i  srebrnych’, podczas uczty wydanej dla swych książąt, żon i  nałożnic. W  trakcie jej pojawiły się na ścianie pisane ludzką ręką słowa: ‘Mene, Mene, Thekel, upharsin’. Daniel, wezwany dla ich wytłumaczenia, relacjonuje królowi ich znaczenie: ‘Mene, zliczył Bóg królestwo twoje i  do końca je przywiódł. Thekel, zważonyś na wadze, a  znalezionyś lekki.. Peres, rozdzielone jest królestwo twoje, a  dane jest Medom i  Persom.’ Po czym, ‘tej samej nocy’ król Baltazar zostaje zamordowany i  wkracza zwycięski Pers, który ma ‘odrodzić’ Judejczyków. 

Tak więc, koniec króla i  jego królestwa jest tu bezpośrednio związany z  obrazą Judei i  z pretekstem do ukazania sądu Jehowy i  zemsty Żydów. Nie ważnym jest, że Daniel i  król Baltazar nigdy nie istnieli: anegdota ta, umieszczona w  lewickich księgach zyskała sobie status precedensu prawnego! Bezpośrednia aluzja do tej legendy, cytująca jej słowa napisem na ścianie zbryzganej krwią po morderstwie rosyjskiego cara, jego żony, córek i  syna, była jednocześnie przyznaniem autorstwa tego czynu i  uzasadnieniem go cytatem prawnym. 

W sytuacji, gdzie starożytna legenda w  dwadzieścia wieków później potrafi wywoływać podobne skutki, nie ma sensu dowodzenia jej nieprawdziwości – politycy i  manipulowane przez nich masy wolą legendę od prawdy. Tym niemniej, prawdą pozostaje, że z  tych trzech postaci wymienionych w  opisie upadku Babilonu, jedynie król Cyrus istniał – król Baltazar i  Daniel są wymysłem fantazji Lewitów! 

Encyklopedia Żydowska, która podkreśla, iż król Nabuchodonozor nie miał syna Baltazara, a  także że król Baltazar nigdy nie panował w  Babilonie w  czasie najazdu króla Cyrusa, stwierdza bezstronnie, że ‘po prostu autor Księgi Daniela nie dysponował poprawnymi faktami’, a  tym samym przyznaje, że księgi Daniela nie napisał Daniel. Oczywistym jest, że gdyby księgę tą napisał faworyt dworski zwany Danielem, musiałby on znać przenajmniej imię króla, którego upadek przepowiedział; a  co za tym idzie, musiałby ‘dysponować poprawnymi faktami’. 

Najwidoczniej księga Daniela, podobnie jak księgi Prawa przypisowane Mojżeszowi, jest produktem skryby lewickiego, który starannie kontynuował opowieść zgodną z  wyłożonym uprzednio Prawem. Jeśli dla ilustracji precedensu można było wymyśleć króla Baltazara, równie dobrze można było stworzyć postać proroka Daniela. Tenże mityczny Daniel jest obecnie nabardziej popularnym prorokiem wśród fanatyków Syjonizmu, którzy rozkoszują się w  anegdocie opisującej pomstę żydowską i  tryumf przepowiedni wypisanej na ścianie, upatrując w  nich prawny precedens dla przyszłych czasów. Historia naszego obecnego stulecia, w  większym stopniu niż wszystkie poprzednie, utwierdziła ich w  tym przekonaniu. Daniel, wraz ze swoją ‘interpretacją’ spełnioną ‘tejże samej nocy’, jest ostateczną i  miażdząca odpowiedzią daną wszelkim prorokom izraelskim, upatrującym miłosiernego Boga wszystkich ludów. Upadek Babilonu (w ujęciu Lewtów) dostarcza praktycznego dowodu prawdy i  potęgi Prawa ‘Mojżeszowego’. 

A jednak, skończyło by się na niczym bez króla Cyrusa, który jako jedyny z  wymienionych postaci rzeczywiście istniał i  pozwolił, czy zmusił, kilka tysięcy Judajczyków do powrotu do Jerozolimy. Ten historyczny moment był świadkiem pierwszej owocnej próby urzeczywistnienia politycznej teorii Lewitów, dążącej do osiągnięcia władzy przez opanowanie zagranicznych władców. 

Król perski zapoczątkował długą linię władców pogańskich, manipulowanych przez rządzącą sektę, która za jego pośrednictwem zademonstrowała swoją tajemniczą zdolność do przenikania obcych rządów, a  potem kierowania nimi. 

W obecnym stuleciu opanowanie rządów tak daleko zaszło, że są one w  większości sterowane przez jedną i  tę samą nadrzędną władzę, a  ich posunięcia zawsze służą jej ambicjom. Pod koniec niniejszej książki czytelnik przekona się, jak manipulowani byli władcy ‘pogańscy’; jak dla celów nadrzędnej władzy rozniecane były antagonizmy narodowe, prowadząc do kolizji. 

Czytelnik musi sam jednak zajrzeć w  głąb własnej duszy, aby osądzić, dla jakich powodów ulegli ci władcy – jego przywódcy. 

Król Cyrus był pierwszym z  nich. Bez jego poparcia sekta nigdy nie zołałaby usadowić się z  powrotem w  Jerozolimie i  przekonać rozsiane po świecie sceptyczne masy Judajczyków o  potędze i  możliwości wprowadzenia w  życie rasistowskiego Prawa. Łańcuch przyczynowo-skutkowy biegnie prosto od upadku Babilonu aż do najdonioślejszych wydarzeń naszego stulecia; swoje rozczarowania i  upadek Zachód zawdzięcza w  większym stopniu królowi Cyrusowi, niż przemyślnym i  podstępnym kapłanom. 

‘Swój początek Judaizm zawdzięcza królowi perskiemu i  potędze jego imperium. Stąd wpływ Imperium Alchemenidów z  nieporównywaną siłą rozciąga się bezpośrednio na dzisiejsze czasy’ – powiada profesor Edward Meyer, popierając swym autorytetem bezspornie prawdziwy wniosek. Prawo ustanowione przez Lewitów na pięć stuleci przed powstaniem Zachodu, znalazło w  królu Cyrusie precedens i  model do realizacji jego upadku. 

W chwili, gdy król Cyrus zdobywał Babilon, praca nad pięcioma ksiągami Prawa nie została jeszcze zakończona. Sekta zamieszkująca Babilon ciągle była nimi zajęta, opracowując wersję historii, która przykładem ‘króla Baltazara’ miała przekonać sceptyków i  dwadzieścia pięć stuleci później dostarczyć precedensu dla barbarzyńskich czynów. Masy Judajczyków były jeszcze nieświadome przygotowywanego dla nich Prawa rasistowskiej nietolerancji, chociaż poznały już nietolerancję religijną. 

Sekcie pozostawało jedynie dokończenie Prawa i  narzucenie go własnemu ludowi. Gdy to nastąpiło w  458 roku BC za sprawą następnego króla perskiego, kontrowersja Syjonu przebrała ostateczny kształt, pod którym nieubłaganie konfrontuje własny lud i  resztę ludzkości. Oznaczało to przerwanie pępowiny między Judejczykami, a  społeczeństwem ludzkim. 

Odseparowany w  ten sposób lud, podżegnywany przez kapłanów ich wersją upadku Babilonu, wyprawiony został na drogę do przyszłości jako zwarta potęga wśród ludzkości, którą zgodnie z  literą Prawa mieli zniweczyć. 

Rozdział 6. Lud płakał ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2010.08.21 11:44.

****************************************** ROZDZIAŁY OD 6 DO 14 *******

Rozdział 6. Lud płakał

Pierwszym narodem, mającym doświadczyć skutków opracowanego w  Babilonie przez Lewitów ‘Prawa Mojżeszowego’ byli Samarytanie, którzy w  538 roku BC gościnnie witali powracających do Jerozolimy Judejczyków i  którzy, jako symbol przyjaźni, oferowali swą pomoc w  odbudowie świątyni, zniszczonej przez Babilończyków w  596 roku BC. Z  polecenia Lewitów, oferta ta została brutalnie odrzucona. Afront ten wzbudził wrogość Samarytanów, w  wyniku czego odbudowa świątyni przeciągnęła się do roku 520 BC (Nienawiść do Samarytanów przetrwała przez stulecia aż do obecnych czasów, choć liczba ich zmniejszyła się teraz do kilku tuzinów). 

Życzliwe przyjęcie ze strony Samarytanów świadczy, że nowe ‘Prawo’ nie znane było jeszcze sąsiadom Judei, którzy ze zdziwieniem przyjęli tą odprawę. Wydaje się, że w  tym czasie sami Judejczycy niezbyt dobrze je znali, czy rozumieli. Praca nad księgami Prawa w  Babilonie nie została jeszcze zakończona, tak że mimo propagandy kapłanów, nie zdawali sobie oni jeszcze dokładnie sprawy z  tego, że czeka ich odsunięcie się od reszty ludzkości zarówno pod względem religijnym, jak rasowym. 

Odprawa dana Samarytanom była pierwszą oznaką nadchodzącego reżimu. Samarytanie byli Izraelczykami, choć prawdopodobnie byli skażeni obcą krwią. Praktykowali kult Jehowy, lecz nie uznawali zwierzchnictwa Jerozolimy. Wystarczyło to, aby wzbudzić nienawiść ze strony Lewitów, którzy prawodopodobnie widzieli w  nich grożbę odrodzenia Izraela i  wchłonięcia prze niego Judajczyków. Stąd też Samarytanie objęci zostali całkowitym zakazem – dla Judajczyka przyjęcie kawałka chleba od Samarytanina stanowiło złamanie praw i  statutów Lewickich i  oznaczało zhańbienie się. 

Po tym pierwszym starciu z  sąsiadami, Judejczycy zaczęli rozglądać sie po zrujnowanej i  opustoszałej Jerozolimie. Poza starcami, żaden z  nich przedtem jej nie znał. Nie było ich wielu – ci którzy ‘powrócili’, nie liczyli więcej niż czterdzieści tysięcy, co po stuleciach rozproszenia po obcych krajach, stanowiło jedną dziesiątą, czy jedną dwudziestą ludności kraju. 

Choć dla kapłanów powrót był wielkim sukcesem politycznym, nie był on triumfem dla ludu. Lewici napotkali na podobne trudności, jakie stanęły przed syjonistami w  latach 1903, 1929 i  1953: naród wybrany nie chciał wracać do ziemi obiecanej. Co więcej, sami przywódcy nie zamierzali stanąć na czele pochodu – woleli pozostać w  Babilonie (podobnie, jak obecnie przywódcy syjonistyczni wolą mieszkać w  Nowym Jorku). 

Tak jak w  538 roku BC, podobne rozwiązanie problemu znaleziono w  roku 1946: fanatycy byli gotowi do drogi, a  niefortunna reszta, nie mająca wyboru z  powodu ubóstwa, pociągnęła wraz z  nimi Ci, którzy wybrali przywilej pozostania w  Babilonie, musieli płacić haracz (podobnie, jak obecnie naciska się na zamożnych Żydów w  Nowym Jorku do finansowania państwa syjonistycznego). 

Naród żydowski już wtedy był tak dalece rozproszony, że zebranie go z  powrotem w  krainie Kanaan było oczywistym niepodobieństwem. Fakt ten był nieodwracalny i  permanentny; według profesora Wellhausena, ‘z wygnania nie powrócił naród, lecz jedynie sekta religijna.’ Lecz dla kapłanów, ten symboliczny ‘powrót’ był niezwykle ważny przy ustanowieniu mistycznej władzy nad rozproszonym narodem. Mogli go uważać za świadectwo prawdziwości i  ważności Prawa, a  także wynikającej z  niego misji niszczenia i  dominacji, zleconej ‘wybranemu narodowi’. 

Dla nielicznych, którzy wrócili, ‘powrót’ oznaczał coś innego, niż dla obserwującej go z  daleka większości. Dla tych pierwszych oznaczał on możliwość praktykowania kultu Jehowy w  sposób i  w miejscu przykazanym przez Prawo. Dla drugich był on jednoznaczny z  tryumfem judejskiego nacjonalizmu i  ponurą zapowiedzią tryumfu wieszczonego przez Prawo. 

Obserwujące masy widziały, jakimi środkami dążono do tego celu; widziały pognębienie i  upadek zwycięzców; były świadkami, jak ‘niewola’ zamienia się w  ‘powrót’. Segregacja okazała się skuteczna, głównie dzięki takim metodom, jak utworzenie getta i  synagogi. Instytucja getta (zasadniczo wynalazek Lewitów) została sprawdzona w  Babilonie, w  postaci ściśle zamkniętej społeczności, w  jakiej żyli Judejczycy. 

Także wspólne czytanie prawa okazało się skutecznym środkiem zastępczym dla rytualnych modłów, które według Prawa mogły się odbywać jedynie w  świątyni jerozolimskiej (był to początek synagogi). Instytucje getta i  synagogi zostały przyjęte przez komuny żyjące w  rozproszeniu, dając im poczucie przynależności do judejskich wychodźców i  tych, którzy powrócili do Jerozolimy. 

W ten sposób ‘sekta religijna’, która ‘powróciła’ do nieznanej Jerozolimy, stała się centralnym ogniwem, wiążącym narod-w-narodzie, państwo-w-państwie. Kapłani udowodnili, że potrafią utrzymać rzeądy teokracji bez własnego terytorium i  pod panowaniem obcego króla. Sprawowali rządy nad wyznawcami według własnego Prawa; o  którym w  chwili jego wprowadzenia po raz pierwszy w  Babilonie, pisze dr  Kastein: ‘W miejsce konstytucji zlikwidowanego państwa ustanowiono autonomię komunalną, a  władzę państwową zastąpiła inna władza, bardziej sprawna i  solidna – surowy i  nieubłagany reżym, wsparty obowiązkiem niekwestionowanego posłuszeństwa wobec przepisów rytuału.’ 

Słowa te zasługują na uwagę – wiele z  tych ‘rytualnych przepisów’ zostało opisanych w  niniejszej książce. Będąc w  ‘niewoli’ i  na obcej ziemi, Lewici potrafili ‘narzucić surowy i  nieubłagany reżym’. Było to wyjątkowe osiągnięcie, które przetrwało od tamtych czasów po dzień dzisiejszy. 

‘Obcy’ zazwyczaj dziwią się, w  jaki sposób rządzącej sekcie udało się utrzymać w  ryzach społeczność rozsianą po całym świecie. W  ostatecznym rozrachunku, jej potęga oparta była na terrorze i  strachu. Jej tajemnice ukryte są przed obcymi, lecz cierpliwe badania pozwalają zajrzeć za ich kurtynę. 

Ekskomunika jest potężną bronią, a  siła jej groźby w  dużym stopniu wypływa z  dosłownej wiary Judejczyków w  fizyczną skuteczność klątw wymienionych w  Księdze Powtórzonego Prawa (Deuteronomium) i  innych księgach – Encyklopedia Żydowska potwierdza, iż wiara ta ciągle się utrzymuje. Pod tym względem podobna jest bardzo do wierzeń tubylców Afryki w  sprowadzanie śmierci mocą ‘uroków’, a  także do obaw amerykańskich Murzynów przed czarnoksięskimi praktykami voodoo. Groźną karą jest też banicja (w przeszłości często zgubna), której przykłady można znaleźć w  dzisiejszej literaturze. 

Poza tym, dla pobożnych (a właściwie przesądnych) Judejczyków jedynym prawem jest Tora-Talmud. Jeśli nawet formalnie poddają się prawom kraju zamieszkania, czynią to jedynie z  wewnętrznym zastrzeżeniem. Na mocy wyłącznego Prawa, kapłani (często formalnie upoważnieni do tego przez rządy) są wykonawcami wszystkich praw sądowych i  administracyjnych, w  wielu wypadkach przewidujących karę śmierci. W  praktyce, kapłani często ją stosowali w  zamkniętych społecznościach na wygnaniu. 

Jerozolima, do której wróciła część Judejczyków, w  owych czasach wydawała się odległa od Babilonu, tak że Lewici po pierwszym ataku (odrzuceniu przyjaznej oferty Samarytanów) najwidoczniej nie potrafili z  oddalenia utrzymać w  ryzach naturalnych odruchów ludzkich swoich wyznawców. Judejczycy poczęli się zadamawiać na swoim skrawku spustoszonej ziemi i  mieszać się z  sąsiednimi ludami poprzez małżeństwa. Nie znali prawa, które by tego zabraniało. Praca na księgami Prawa w  Babilonie nie została jeszcze zakończona. Wiedzieli oni o  setkach żon Solomona i  o teściu Mojżesza, który był Madyjanitą, lecz nie usłyszeli jeszcze o  ‘wskrzeszeniu’ Mojżesza w  roli eksterminatora wszystkich Madyjanitach, z  wyłączeniem dziewic. Tak więc przez osiemdziesiąt lat od chwili powrotu mieszali się z  sąsiednimi plemionami, żeniąc się z  ich córkami i  synami. 

W międzyczasie Lewici kończyli pracę nad Prawem, które miało w  przyszłości wywrzeć piętno na wszystkich narodach. Głównym jego architektem był Ezechiel, pochodzący z  rodziny Najwyższych Kapłanów, który prawdopodobnie odcisnął ślad na wszystkich pięciu księgach, w  miarę jak wychodziły. Był on ojcem chrzestnym religii nietolerancji, rasizmu i  zemsty, i  morderstwa w  imię Boga. 

W Starym Testamencie Księga Ezechiela jest najbardziej doniosłą. Nawet bardziej, niż Księga Powtórzonego Prawa, Kapłańska czy Liczb, gdyż wydaje się ona być źródłem, z  którego wypłynęły ich najmroczniejsze idee, składające się na Prawo. Na przykład, po prześledzeniu klątw wymienionych w  Deuternomium, czytelnik zaczyna podejrzewać, że bóstwo, w  którego imieniu zostały one rzucane musiało być nie boskiej, lecz diabelskiej natury. W  powszechnym tego słowa znaczeniu, ‘Bóg’ nie może być utożsamiany z  podobnymi niegodziwościami. Księga Ezechiela wyraźnie potwierdza te podejrzenia. Ezechiel wkłada w  usta Boga stwierdzenie, że to on sam ustanowił złośliwe prawa w  celu inspiracji niedoli i  strachu! Stwierdzenie to pojawia się w  rozdziale 20-tym i  stanowi klucz do całej zagadki ‘Prawa Mojżeszowego’.

W tym ustępie Ezechiel wydaje się odpowiadać na zatakowanie Lewitów przez Jeremiasza w  sprawie poświęcenia pierworodnych: ‘Nadto pobudowali wyżyny Tofet […] aby palili synów swych i  córki swe ogniem, czegom nie rozkazał, ani wstąpiło na serce moje.’1) Ezechiel nie przejmuje się tu losem synów i  córek, lecz jest wyraźnie rozgniewany argumentem, że Pan nie nakazywał poświęcenia pierworodnych, będącym zaprzeczeniem wersji zapisanej przez skrybów. Odpowiedz jego ogranicza się do wykazania, że Bóg tak nakazał; a  tym samym do obrony kapłanów. Nonszalancko i  zdawkowo przyznaje, że to przykazanie jest złe, ale nie przywiązuje żadnej wagi do jego treści:

‘Jam Pan, Bóg wasz; w  ustawach moich chodźcie, a  sądów moich strzeżcie, i  czyńcie ich […] Lecz mi byli odpornymi ci synowie; w  ustawach moich nie chodzili, i  sądów moich nie przestrzegali, aby je czynili, (które jeźliby czynił człowiek pewnieby żył w  nich) i  sabaty moje pogwałcili. I  rzekłem: Wyleję popędliwość moję na nich, abym wyko nał gniew swój na nich na tej puszczy […] Dlategoż i  Jam im dał ustawy nie dobre i  sądy, w  których żyć nie będą […] I  splugawiłem ich z  darami ich, gdy przewodzili przez ogień wszelkie otwarzające żywot, abym ich spustoszył, a  żeby się dowiedzieli żem ja Pan.’2)

Decyzja teologów chrześcijańskich, zrównująca Stary Testament z  Nowym jako ‘jednakowo pochodzące z  Boskiego natchnienia’,3) musiała obejmować także powyższy ustęp. Za swojego zycia Ezechiel uprzedził wszelkie protesty, dodając szybko: ‘I macież […] odemnie rady szukać, o  domie Izraelski? Jako żyję Ja, mówi panujący Pan, że się wy mnie więcej radzić nie będziecie.’ 

Ezechiel przeżył upadek Judei i  wypędzenie sekty do Babilonu; jego księga jest więc po części relacją naocznego świadka. Jej inne, prorocze części ukazują tego ojca chrzestnego formalnego Judaizmu jako człowieka opętanego mrocznymi, a  nawet demonicznymi obsesjami. Istotnie, pewne ustępy z  księgi Ezechiela nie mogłyby się pojawić gdziekolwiek indziej poza Biblią.

Na początku swej księgi opisuje (w słowach, które przypisuje Bogu) oblężenie Jerozolimy, kiedy on, Ezechiel, dla odkupienia ‘nieprawości ludu’ zmuszony zostaje do jedzenia posiłków pieczonych przed jego oczami na ludzkich odchodach. Na błagania, że zawsze przestrzegał skruplulatnie praw dietetycznych i  nigdy nie wziął do ust nic obrzydliwego, pokuta zostaje ograniczona do krowiego łajna.4) Potem następują pod adresem grzeszników groźby kanibalizmu – klątwy, na którą Lewici kładli szczególny nacisk:

‘[…] ojcowie jeść będą synów w  pośrodku ciebie, a  synowie jeść będą ojców swoich […] Trzecia część z  ciebie morem pomrze i  głodem wyginie w  pośrodku ciebie, a  druga trzecia część od miecza padnie około ciebie, a  trzecią ostatnią część na wszystkie strony rozproszę, i  miecza dobędę za nimi […] Gdy wypuszczę srogie strzały głodu na zgubę waszę […] a  głód zgromadzę przeciwko wam […] Poślę zaiste na was głód, i  zwierzęta okrutne […] i  mór i  krew przyjdzie na cię […]’5) 

Wszystkie te przekleństwa mają być karą za przekroczenie przepisów, a  nie za złe uczynki. Klątwy zajmują kilka stron, a  kończą się obietnicą Jehowy posłużenia się gojami, jako narzędziem kary: ‘Przetoż najgorszych z  pogan przywiodę, aby posiedli domy ich’.

Opisując los czekający tych, którzy modlą się do ‘obcych bogów’, Ezechiel widzi w  objawieniu Pana wołającego do mężów: ‘[…] nastąpcie na to miasto [Jerozolimę], mając każdy broń swoję ku zabijaniu w  ręce swej.’ Jednemu z  tych fanatyków, mającemu przy pasie kałamarz, Pan nakazuje: ‘Przejdź przez pośrodek miasta, przez pośrodek Jeruzalemu, a  uczyń znak na czołach mężów, którzy wzdychają i  narzekają nad wszystkiemi obrzydliwościami, które się dzieją w  pośród niego.’ Po oznaczeniu w  ten sposób ich czół, Ezechiel słyszy Pana wołającego do mężów: ‘Idźcie po mieście za nim; a  zabijajcie; niech nie folguje oko wasze, ani się zmiłujcie. Starca, młodzieńca, i  pannę, i  maluczkich, i  niewiasty wybijcie do szczętu; ale do żadnego męża, na którymby był znak, nie przystępujcie, od świątnicy mojej poczniecie […] A  wyszedłszy zabijali w  mieście.’6) 

Lud żyjący po epoce Ezechiela, uważał zapewnie wzdychanie i  płakanie za rozsądne zachowanie się w  Jerozolimie – być może, stąd się wzięła Ściana Płaczu. Podobne groźby przewijają się w  następnych rozdziałach; zawsze poparte zachęcającą obietnicą, że w  wypadku odwrócenia się grzeszników od nieprawości ku przestrzeganiu praw, jeszcze gorsze klęski spadną na pogan:

‘Bo was zbiorę z  narodów, i  zgromadzę was ze wszystkich ziem, i  przywiodę was do ziemi waszej […] A  będziecie mieszkać w  ziemi, którąm dał ojcom waszym, i  będziecie ludem moim, a  Ja będę Bogiem waszym […] Zbierzcie się, a  przyjdźcie, zgromadźcie się zewsząd na ofiarę moję, którą Ja wam sprawuję, ofiarę wielką na górach Izraelskiech, żebyście jedli mięso, i  pili krew. Mięso mocarzy jeść będziecie, a  krew książąt ziemskich pić będziecie […] Najecie się tłustości do sytości a  napijecie się krwi do upicia […] A  tak objawię chwałę moję między narodami, i  oglądają wszystkie narody sąd mój, którym uczynił, i  rękę moję, którąm na nie wyciągnął.’7) 

W ciągu następnych osiemdziesięciu lat, podczas gdy pisarze ze szkoły Ezechiela trudzili się w  Babilonie nad Pismem, repatrianci Judejscy w  Jerozolimie nawiązywali normalne stosunki ze swoimi sąsiadami. Nie znali reżymu bigoterii i  segregacji, jaki przygotowywano dla nich w  Babilonie. Wielu z  nich ciągle modliło się do ‘obcych bogów’ o  deszcz, plony, słoneczną pogodę i  o bydło, zostawiając interwencję Jehowy na waśnie plemienne. 

Potem, w  458 roku BC, Lewici uderzyli. 

Prawo było gotowe, ale nie ono odgrywało najważniejszą rolę. Największym znaczeniem wtedy, jak i  w obecnych czasach, był fakt, że w imieniu Lewitów wprowadzić je miał król perski. Po raz pierwszy rządząca sekta dokonała cudu, powielanego odtąd wielokrotnie: jakimś sposobem potrafiła skłonić obcego władcę, swojego formalnego pana, wydającego się wszechwładnym, do udostępnienia jej żołnierzy i  pieniędzy. 

Dla Judejczyków w  Jerozolimie, data 458 roku oznaczała ostateczne odcięcie się od ludzkości i  popadnięcie w  niewolę, znacznie sroższą, niż babilońska. Tak wyglądał ‘początek kwestii’. Historia jej opowiedziana jest w  księgach Ezry i  Niemiasza – lewickich emisariuszy z  Babilonu, wysłanych do Jerozolimy z  zadaniem narzucenia jej prawa Ezechiela. 

Wysoki Kapłan Ezra przyjechał z  Babilonu do Jerozolimy na czele 1500 swoich wyznawców. Przybył tu w  imieniu króla Artxerexa Długorękiego, wraz z  perskimi żołnierzami i  perskim złotem. Wjazd jego podobny był do wjazdu dr  Chaima Weizmanna do Palestyny w  1917 roku przy poparciu brytyjskiego oręża i  brytyjskiego złota, a  take do jego następnego wjazdu w  1948 roku, wspartego amerykańskimi pieniędzmi i  potęgą. Ezra był oficjalnym emisariuszem perskim (dr Weizmann – żyd pochodzenia rosyjskiego, był w  1917 roku oficjalnym emisariuszem brytyjskim.) 

Nikomu nie udało się wykryć, jakimi środkami zdołała sekta nakłonić króla Artaxerxesa do powolności. Po królu Cyrusie, był on drugim potentatem spełniającym rolę marionetki – w  naszych czasach zaleta ta stała się obowiązkową kwalifikacją przy zajmowaniu urzędów publicznych. 

Ezra przywiózł ze sobą nowe rasistowskie Prawo. Wprowadził je najpierw wśród swojej świty, dopuszczając do jej grona jedynie tych, którzy potrafili wykazać się pochodzeniem judejskim, lub Lewickim. Po przybyciu do Jerozolimy, ‘napełniony był odrazą i  przerażeniem’ (według dr  Kasteina) na widok licznych małżeństw mieszanych. Judejczykom ten stan rzeczy odpowiadał, gdyż ‘przez tolerowanie małżeństw mieszanych nawiązali z  sąsiednimi plemionami przyjacielskie stosunki, oparte na więzach rodzinnych’. 

Dr Kastein (w stulecia później, nie mniej przerażony tym obrazem) przyznaje, że praktykując mieszane małżeństwa Judejczycy ‘postępowali zgodnie z  tradycjami, jakie w  tym czasie znali’ i  nie łamali obowiązujących praw. Ezra przywiózł ze sobą nowe Prawo Ezechiela, które wyparło starą ‘tradycję’. Na mocy swojego autorytetu jako wysłannika króla perskiego, Ezra kazał zwołać mieszkańców Jerozolimy i  oznajmił im, że wszystkie mieszane małżeństwa muszą być rozwiązane. Odtąd wszystko, co ‘obce’ i  ‘zagraniczne’, miało być doszczętnie wykorzeniane. Ustanowiona została komisja starszych, która miała unieważnić wszystkie węzły małżeńskie i  zniszczyć w  ten sposób ‘przyjacielskie stosunki, oparte na więzach rodzinnych’. 

Dr Kastein pisze, iż ‘metody Ezry były niewątpliwe reakcyjne; podnosiły do godności prawa zarządzenie, które w  tym czasienie było włączone do Tory’ (Lewici w  Babilonie ciągle nad nią pracowali). Użycie przez dr  Kasteina słowa ‘godności’ w  tym kontekście wygląda interesujaco. Jego dzieło zostało wydane w  Berlinie dwadzieścia cztery stulecia po opisywanym epizodzie; w  tymże samym roku, gdy Hitler wydawał dokładnie identyczne prawo. Syjoniści zwali je ‘haniebnym’, a  armie Zachodu zostały zmobilizowane w  celu zniszczenia go, odwracając rolę perskich żołnierzy z  458 roku BC. 

Zarówno w  458 roku BC, jak i  w 1917 roku AD, skutki tego posunięcia były łatwe do przewidzenia – niesłychana inowacja dotknęła i  zaniepokoiła sąsiednie ludy. Poczuły się nią zagrożone i  zatakowały Jerozolimę, obalając jej mury, w  których widziały symbol przypisywanej im niższości. Podobnie, jak późniejści syjoniści XX wieku, Ezra w  tym czasie powrócił już był do swej siedziby zagranicą, gdyż sztuczna struktura poczęła się walić, ustepując miejsca naturalnym tendencjom. Znów rozkwitły mieszane małżeństwa, które przywróciły ‘przyjacielskie stosunki, oparte na węzłach rodzinnych’. 

Jedynie użycie siły mogło zahamować te tendencje. 

Trzynaście lat później w  445 roku BC, mędrcy Babilonu ponowili atak. Nehemiasz był postacią, która równie dobrze pasowałaby do naszego stulecia, jak do epoki babilońskiej. Był on z  pochodzenia Judejczykiem i  cieszył się wielkimi względami u  króla perskiego (podobnie, jak dzisiejsi doradcy syjonistyczni są prawą ręką brytyjskich premierów i  amerykańskich prezydentów – trudno o  bardziej ścisłą analogię). Był on osobitym wysłannikiem króla Astaxerxesa. Przybył z  Babilonu do Jerozolimy wyposażony w  dyktatorską władzę i  wystarczającą ilość żołnierzy i  pieniędzy, aby odbudować mury miasta (na koszt Persji – nadal analogie do czasów współczesnych), stwarzając pierwsze prawdziwe getto. Gdy ukończono budowę otaczających je murów, było puste. Aby je zasiedlić, Nehemiasz zarządził losowanie, które miało wybrać co dziesiątego Judejczyka. 

W ten sposób rasa stała się nadrzędnym, choć jeszcze nie zapisanym dogmatem Prawa. Czciciele Jehowy, którzy wobec perskich urzędników i  lewickich mędrców nie potrafili się wykazać pochodzeniem od Judy, Benjamina czy Lewiego, zostawali ‘ze wstrętem’ odrzucani (słowa dr  Kansteina). Każdy musiał udowodnić ‘niekwestionowaną czystość rasową’, potwierdzoną w  rejestrze urodzin. (w XX wieku hitlerowski edykt, wymagający aryjskich babć nie szedł tak daleko). 

Wreszcie, w  444 roku BC Nehemiasz polecił Ezdraszowi włączyć zakaz mieszanych małżeństw do Tory, umacniając prawnie wprowadzone zarządzenia, które stały się teraz częścią wielokrotnie poprawianego Prawa (prawodpodobnie Dawid i  Solomon zostaliby pośmiertnie banitami). Zwołano naczelników klanów i  rodzin i  nakazano im w  imieniu ludu podpisać zobowiązanie przestrzegania wszystkich statutów i  praw Tory, ze szczególnym uwzględnieniem nowego zakazu. 

W Księdze Kapłańskiej (20,27) wstawiono niezbędny ustęp: ‘i odłączyłem was od innych narodów, abyście byli moimi.’ Odtąd żaden Judejczyk pod karą śmierci nie mógł żenić się poza swoim klanem; ktokolwiek poślubił cudzoziemkę, grzeszył przeciw Bogu (Księga Nehemiasza, 13,27. Prawo to obowiązuje w  obecnym państwie syjonistycznym). ‘Obcym’ zakazano wstepu do miasta, aby utrzymać Judejczyków w  ‘czystości nieskażonej obcymi wpływami’. 

Nehemiasz i  Ezdrasz byli naocznymi świadkami tych wydarzeń. Jako narrator, Nehemiasz jest tu idealnym, niekwestionowanym źródłem: był tam obecny, był dyktatorem i  wykonawcą. Pisze on, że gdy Ezdrasz po raz pierwszy ogłaszał nowe Prawo mieszkańcom Jerozolimy:

‘[…] płakał wszystek lud, słysząc słowa zakonu.’8) 

Tych sześć słów ówczesnej kroniki przybliżają czytelnikowi scenę tak jasno, jakby się wydarzyła dwadzieścia cztery godziny temu, a  nie dwadzieścia cztery wieki wcześniej. Ma on przed sobą obraz płaczącego, ściśniętego w  getcie tłumu, widzianego w  444 roku BC oczami człowieka, który w  otoczeniu perskich żołnierzy narzuca mu pierwszą rzeczywistą niewolę duchową, która odtąd miała obejmować każdego człowieka, zwącego się ‘Żydem’. 

Nehemiasz pozostał w  Jerozolimie jeszcze dwanaście lat, po czym wrócił na dwór Babilonu. Natychmiast po jego wyjeździe sztuczna struktura, jaką narzucił Jerozolimie, poczęła się rozpadać; tak że kilka lat później znów zjawił się w  tym mieście, które w  międzyczasie powróciło do zwyczaju mieszanych małżeństw. Rozwiązał je ‘siłą’, wprowadzając ‘najbardziej srogie kary’ za dalsze wykroczenia tego rodzaju. Następnie, ‘w celu ścisłego stosowania zasady wyłączności, starannie przejrzał rejestry urodzin’, odrzucając wszystkie, w  których można było znaleźć najmniejszą usterkę w  rodowodzie; nie wyłączając nawet rodziny Aaronitów. Na końcu, ‘bezlitośnie usunął’ te społeczności, które nie sprawdziły się w  swojej ‘niekwestionowanej i  bezwzględnej posłuszności względem ustanowowionych przepisów i  praw’, i  nakazał ludowi ponowienie ślubowania. 

Znane ono jest jako ‘Nowe Przymierze’ (podobnie jak Deuteronomium była Drugim Prawem – te określenia są słupami milowymi wykorzeniania herezji). Pod nakazem Lewitów i  przymusem Persów, musiał je podpisać każdy mieszkaniec Jerozolimy; tak jak podpisuje się kontrakt. Ostatecznie Nehemiasz powrócił do swego domu w  Babilonie, ‘zakończywszy zadanie odizolowania’ i  ‘pozostawiając społeczność, która teraz już zaakceptowawszy wszystkie fundamentalne kwestie, zdolna była prowadzić się sama. Zorganizował on ich codzienne życie i  stworzył podstawy ich duchowego bytu.’ Są to słowa dr  Kasteina – dają one czytelnikowi świadectwo, jakimi metodami zostali mieszkańcy Jerozolimy skłonieni do ‘zaakceptowania tych fundamentalnych kwestii.’ 

W tym czasie minęło czterysta lat od odrzeknięcia się Izraela od Judy, a  trzysta lat od podboju Izraela przez Assyrię. Czas ten wykorzystali Lewici na ostateczne wypaczenie starej tradycji, opracowanie w  piśmie swojej pseudo-religii, a  w końcu – na narzucenie jej jak kajdan, społeczności Judejskiej zamieszkującej niepozorną prowincję perską, Judeę. Powiodło się im ustanowienie fantastycznej plemiennej wiary i  wprowadzenie swojej zaściankowej teokracji. Tym sposobem wyprawili w  świat czynnik fermentu na przyszłe wieki. 

Przez ponad sto generacji, od czasu narzucenia Nowego Przymierza płaczącemu ludowi, zmuszonemu do jego przyjęcia orężem perskim, masa ludzka o  mieszanej krwi, lecz spojona ściślej lub luźniej więzami Prawa, dzwigała swój dziedziczny ciężar w  duchowej izolacji od reszty ludzkości. Oosobliwym paradoksem, kajdany sprawione przez Lewitów, narzucili jej Persowie. Od tamtego dnia, pozostając w  niewoli mocą decyzji fanatycznej sekty, utrzymywana jest w  niej siłą obcego oręża i  pieniędzy. 

Jak rozgraniczyć odpowiedzialność między podżegającym do uczynku, a  jego sprawcą? Jeśli przyjąć, że większa i  ostateczna odpowiedzialność spoczywa na jego wykonawcy, wtedy za herezję Judaizmu werdykt historii słusznie, choć osobliwie, powinien obarczyć winą Gojów, którzy od czasów króla perskiego prześcigali się nawzajem w  hołubieniu sekty, która go zainicjowała. 

A była to herezja: W  dniu, gdy żołnierze króla Artexerxesa zmusili mieszkańców Jerozolimy do podpisania Nowego Przymierza Ezechiela, wypaczanie wcześniejszej tradycji Izraelitów zostało ukończone, a  wiara w  Boga wyparta została Jego zaprzeczeniem. 

Nie pozostał ślad podobieństwa między Bogiem moralnych przykazań, a  złośliwym bóstwem Ezechiela, które chełpiło się nakazem mordowania pierworodnych w  celu wzbudzenia postrachu! Nie był to Bóg objawiony, lecz bóstwo wymyślone przez człowieka – wskrzeszenie prymitywnych wierzeń szczepowych. Nowe Przymierze, podpisane przez lud pod przymusem, stanowiło formalne zaprzeczenie Boga, i  formalne uznanie Judei za Boga. W  istocie, podobne pretensje można wyraźnie dostrzec w  wypowiedzach wielu syjonistów naszych czasów, otwarcie przyznających się do herezji: 

‘Bóg jest zawarty w  nacjonalizmie izraelskim […] Stał się narodowym etosem […] Stworzył świat w  języku hebrajskim. Jest on Bogiem Narodowym.’ (rabin Solomon Goldman) 

‘Stopiliśmy się z  Bogiem […] Mamy Boga narodowego […] Wierzymy, że Bóg był Żydem; że nie istnieje Bóg angielski, czy amerykański.’ (Maurice Samuel) 

‘To nie Bóg stworzył ten naród i  jego znaczenie. To naród stworzył tego Boga i  jego znaczenie.’ (Dr Kastein) 

Stwierdzenia te są wyraźne i  w tym stuleciu podobne frazy łatwo spływają z  pióra, czy to w  Nowym Jorku, Londynie, czy Berlinie. Ale na początku tej imprezy, jak zanotował Nehemiasz ‘płakał wszystek lud, słysząc słowa zakonu’, i  od tego czasu Zakon (Prawo) dał bardzo wiele powodów do płaczu. 

Rozdział 7. Tłumaczenie Prawa ->


1) Księga Jeremiasza 7,31.
2) Księga Ezechiela 20,19 i  nast.
3) Twierdzenie Autora, choć uprawnione ze względów stylistycznych (wyakcentowuje prowadzoną myśli przewodnią), wymaga dystansu. “Chrześcijańscy teologowie” nie twierdzą bynajmniej, że Boskie natchnienie pozwala dosłownie traktować wyrwane z  kontekstu cytaty. (Zob. np. List do Hebrajczyków 8,6-13; Dzieje Apostolskie 15,10-11; List do Galatów 5,1).
4) Księga Ezechiela 4,12-15. Tłumaczenie tego akapitu zostało poprawione. Pierwotnie brzmiało “[…] Ezechiel […] zmuszony zostaje do zjedzenia ludzkiego łajna, upieczonego przed jego oczami […] pokuta zostaje zamieniona na zjedzenie krowiego łajna”, co wydaje się być spowodowane mogącą łatwo wprowadzić w  błąd składnią oryginału: “[…] is commanded to eat human excrement baked before his eyes […]“.
5) Księga Ezechiela 5,10 i  nast.
6) Księga Ezechiela 9.
7) Księga Ezechiela 36 i  39.
8) Księga Nehemiasza 8,9.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.10 11:29.

***********************************************************************************

Rozdział 7. Tłumaczenie Prawa

Najważniejszym wydarzeniem (jak się okaże) następnych czterystu lat było pierwsze przetłumaczenie na język grecki Ksiąg Judajskich (póżniej znanych jako Stary Testament). Umożliwiło ono, i  ciągle umożliwia ‘poganom’ częściowe poznanie Prawa, propagującego ich własne zniewolenie i  zniszczenie, a  supremację Judy. Gdyby nie to tłumaczenie, natura formalnego Judaizmu pozostałaby przedmiotem domysłów, a  nie świadectwa i  faktów. 

Dlatego też dziwnym może wydawać się fakt sporządzenia tego tłumaczenia (według tradycji, przez dwóch uczonych żydowskich w  Aleksandrii w  latach 275 – 150 BC). Dr  Kastein wyjaśnia, iż zostało ono przedsięwzięte ‘w określonym celu, aby uczynić je zrozumiałym dla Greków; przy czym jednak wiele słów zostało przekręconych i  zniekształconych, zmieniając znaczenie; a  także często zastępowano czysto lokalne i  narodowe określenia i  pojęcia bardziej ogólnymi.’ 

Jeśli dr  Kastein zamierzał tym wyjaśnieniem ukryć prawdę, dobrał niefortunnych słów – nie czyni się sprawy ‘zrozumiałej’ przez jej przekręcanie i  zniekształcanie, zmianę jej znaczenia, zastępowanie precyzyjnych określeń mętnymi. Co więcej, tak biegły badacz Judaizmu jak on, musiał znać opinię Encyklopedii Żydowskiej, która podaje, że póżniej Talmud nawet ‘zabronił przekazywnia Tory gojom pod karą śmierci’. W  rzeczywistości, Talmud uznał znajomość Prawa przez pogan za tak niebezpieczną, że ustanowił ustną Torę jako powierniczkę tajemnic Jehowy, zabezpieczającą je przed okiem gojów. 

Jeśli więc księgi zostały przetłumaczony na język grecki, nie miało to służyć Grekom (książka dr  Kasteina przeznaczona była dla czytelników nie żydowskich). Prawdziwym powodem był bez wątpienia fakt, że sami Żydzi potrzebowali tego tłumaczenia. Judejczycy w  Babilonie zatracili znajomość hebrajskiego (który potem stał się tajemnicą kapłanów – według dr  Kasteina ‘jednym z  tajemnych ogniw, łączących Judejczyków w  diasporze’), i  używali języka aramajskiego. Największym jednak skupiskiem Żydów była Aleksandria, gdzie ich codziennym językiem była greka. Wielu z  nich w  ogóle nie rozumiało hebrajskiego, tak że dla interpretacji Prawa rabini musieli się posługiwać jego grecką wersją. 

Ponadto mędrcy nie mogli przewidzieć, że kilka wieków później powstanie nowa religia, która włączy ich księgi w  swoją własną Biblię, odsłaniając całemu światowi ‘Prawo Mojżeszowe’. Gdyby o  tym wiedzieli, greckie tłumaczenie nigdy by się nie pojawiło. 

Tak czy inaczej, tłumacze najwidoczniej kierowali się ostrzeżeniem kapłanów, że ich praca po raz pierwszy wystawi Prawo na oczy gojów – stąd te zniekształcenia, przekręcenia, zmiany i  przestawienia wspominane przez dr  Kasteina. Jako ich przykład może służyć ustęp Księgi Powtórzonego Prawa 32,21 – który w  tłumaczeniu określa pogan jako ‘naród głupi’, podczas gdy według Encyklopedii Żydowskiej w  oryginale brzmi on: ‘nikczemni i  występni goje’. 

Co zostało przetłumaczone? Po pierwsze, pięć ksiąg Prawa – Tora. Po narzuceniu ‘Nowego Przmierza’ mieszkańcom Jerozolomy przez Ezdrasza i  Nehemiasza, kapłani babilońscy raz jeszcze zrewidowali Torę: ‘ponownie anonomowi redaktorzy nadali mininej historii, tradycjom, prawom, i  zwyczajom sens całkowicie zgodny z  ideą teokracji i  odpowiedni do tego systemu rządów […] Forma, w  jakiej Tora została podana, była ostateczna i  końcowa, nie pozwalająca na najmniejsze zmiany ani jednej idei, słowa, czy litery.’ 

W sytuacji, gdzie zwykły śmiertelnik wielokrotnie ‘zmienia znaczenie’ czegoś z  założenia niewzruszonego, i  wtłacza tradycję duchową w  ramy światowych ambicji politycznych, trudno utrzymywać, że mamy do czynienia z  oryginalnym objawieniem Bożym. W  istocie, było to wymazaniem i  unieważnieniem wcześniejszej tradycji izraelickiej, w  miejsce której podstawiono rasistowskie prawo Judejskie jako ‘końcową i  ostateczną formę’. 

Podobne metody zastosowano przy kompilacji pozostałych ksiąg o  treści historycznej, proroczej, czy lirycznej. Na przykład, Księgę Daniela ukończono mniej więcej w  tym samym czasie, czyli około czterysta lat po opisywanych zdarzeniach – nic dziwnego, że anonimowy autor przekręcił wszystkie fakty historyczne. Dr  Kastein otwarcie naświetla okoliczności, w  jakich te księgi powstały: 

‘Redaktorzy, którzy złożyli księgi Jozuego, Sędziów, Samuela i  Królewskie w  ostateczną całość, zbierali każdy fragment’ (starych nauk i  tradycji) i  ‘twórczo go interpretowali […] Nie zawsze było możliwym definitywnie przypisać poszczególne słowa poszczególnym osobom, często działającym anonimowo. Ponieważ redaktorzy zwracali większą uwagę na treść przedmiotu, niż na językową dokładność, zadowalali się powiązywaniem słów proroków w  całość, tak jak im się wydawało najlepiej.’ (Metoda ta może wyjaśniać przypisanie identycznego proroctwa ‘Mesjasza’ dwum różnym prorokom – Izajaszowi (2,2-4) i  Micheaszowi (4,1-3), a  także liczne powtórzenia w  innych księgach). 

Tak więc, ważną była treść przedmiotu, a  nie prawda historyczna, dokładność językowa, czy słowo Boże. Treścią przedmiotu był polityczny nacjonalizm w  swej najbardziej krańcowej formie, znanej dotąd człowiekowi, a  jedynym kryterium, jakie zastosowano, była zgodność z  założonym dogmatem. Sposób i  intencje, w  jakich te księgi zredagowano po odłączeniu się Izraela od Judy, stają się jasne, jeśli zbada się ich źródło. 

Ostatecznym produktem sześciu stuleci i  pracy pokoleń upolitycznionych kapłanów, była księga w  greckim tłumaczeniu, która ukazała się około 150 roku BC. Po życiu Jezusa, została ona wraz z  Nowym Testamentem przetłumaczona przez św. Hieronima na język łaciński, i  obie ‘zostały uznane przez Kościół za równorzędne źródło objawienia jako niepodzielna całość’ (jak to określają nowożytne encyklopedie). Ten teologiczny wyrok został oficjalnie potwierdzony w  szesnastym stuleciu przez Synod w  Trencie, a  także przyjęty przez wszystkie prawie kościoły protestanckie; choć w  tym wypadku miałyby one istotny powód do protestu. 

Mając na uwadze zmiany wprowadzone przy tłumaczeniu (wg świadectwa dr  Kasteina), nikt poza uczonymi judaistycznymi nie potrafi dzisiaj powiedzieć, w  jakim stopniu oryginalny hebrajsko-aramajski Stary Testament różni się od pochodnych wersji, idących od pierwszego tłumaczenia greckiego aż do połączonej Biblii chrześcijańskiej. Oczywistym jest, że nastapiły w  niej znaczne zmiany; a  niezależnie od tego, istnieje jeszcze ‘ustna Tora’ i  talmudzka kontynuacja Tory, co uniemożliwia gojowi poznanie pełnej prawdy Prawa Judajskiego. 

Tym niemniej, jego esencja zawarta jest w  Starym Testamencie oddziedziczonym przez Chrześcijaństwo – a  sam ten fakt jest zadziwiajacą zagadką. Cokolwiek nie zostało by w  nim okrojone, czy zmodyfikowane, ciągle pozostawia on światu świadectwo mściwego plemiennego bóstwa, barbarzyńskiej wiary, prawa do niszczenia i  zniewolenia. Jest faktem, że żadne próby przekręcania, zniekształcania, zmian, czy inne fortele nie portrafią ukryć prawdziwej natury Prawa Judajskiego. Mimo fałszów popełnionych przy tłumaczeniu, jego oryginalna treść przebija się przez tekst; dając najlepszy dowód, iż w  czasie pierwszego tłumaczenia nie przewidywano, jak szeroką publiczność zdoła on sobie pozyskać w  przyszłości. 

Wraz z  tym tłumaczeniem Starego Testamentu w  formie, jaką znamy obecnie, dotarły do Zachodu jego nauki rasistowskiej nienawiści i  destrukcji, w  niewielkim tylko stopniu złagodzone przez dodatki. W  tym czasie historia Zachodu miała się dopiero zacząć. 

Wystarczyło dziewiętnaście i  pól stuleci Zachodu i  chrześcijaństwa, aby ich przywódcy polityczni, sterroryzowani przez scentralizowaną sektę Judaizmu, poczęli w  nabożnym lęku traktować Stary Testament tak, jak gdyby stanowił lepszą część Biblii, według której należy układać życie. A  przecież był on zawsze i  pozostał Prawem niszczącym i  zniewalającym narody,które mu się poddały. 

Rozdział 8. Prawo i  Edomici ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.10 11:31.

***********************************************************************************

Rozdział 8. Prawo i  Edomici

Podczas gdy tak zredagowane i  przetłumaczone Prawo rozprzestrzeniało się od aleksandryjskich Żydów do Greków, a  potem do innych pogan, mała Judea przechodziło kolejno przez rządy władców perskich, greckich i  rzymskich. 

Te chaotyczne stulecia były świadkiem drugiego znamiennego wydarzenia: przymusowej konwersji na wiarę Jehowy Edomitów (wyraz ‘Judaizm’ został po raz pierwszy użyty przez żydowskiego historyka Józefiusza dla określenia kultury i  sposobu życia Judei; podobnie jak ‘hellenizm’ odnosi się do kultury greckiej. Nie miał on pierwotnie znaczenia religijnego. Z  braku lepszego określenia, będzie on używany w  niniejszej książce dla oznaczenia rasistowskiej religii, ustanowionej przez Lewitów na bazie zniekształconego przez nich ‘Prawa Mojżeszowego’). 

Poza tym wypadkiem, historia zna jedynie inną masową konwersję, która wydarzyła się osiemset, czy dziewięćset lat później; a  która – jak się okaże – wywarła bezpośredni wpływ na naszą obecną generację. Z  drugiej strony, indywidualne konwersje były w  tym czasie powszechne i  nawet zalecane przez rabinów. Według świętego Matueusza, sam Jezus wypominał pisarzom i  faryzeuszom, że ‘przemierzali morza i  lądy, aby pozyskać jednego nawróconego’. 

Jak widać, z  jakichś powodów nie przestrzegano w  tym czasie rasistowskich zakazów wprowadzonych przez Drugie Prawo i  Nowe Przymierze. Prawdopodobnie, przyczyna była natury liczbowej – przy ścisłym przestrzeganiu praw rasowych, małe plemię Judy wymarłoby i  pozostawiło by kapłanów wraz z  ich wiarą w  położeniu podobnym do generałów posiadających plan bitwy, lecz pozbawionych żołnierzy. 

Mieszanie się ludów było faktem oczywistym, bez względu na jego przyczyny. Encyklopedia Żydowska informuje, iż ‘wczesna i  późniejsza Juda zyskiwała na sile dzięki absorbcji obcych’. Inne autorytety twierdzą podobnie, wykazując, iż rasowo czyste plemię Judy musiało zniknąć najpóźniej na kilkaset lat przed Chrystusem. 

Tym niemniej, mimo tych wyjątków Prawo rasowe nie osłabło i  zachowało żywotność. W  epoce chrześcijańskiej nawracanie pogan faktycznie ustało, a  światowe Żydowstwo, choć w  rzeczywistości nie pochodzące od Judy, stało się ponownie zamkniętym społeczeństwem, odseparowanym od ludzkości ścisłym zakazem rasowym. Wyłączność rasowa pozostała znów fundamentalnym dogmatem formalnego syjonizmu, a  Talmud głosił, iż ‘dla Judaizmu neofici są równie szkodliwi, jak wrzód dla zdrowego organizmu’. 

Fanatyczni syjoniści dotąd biją czołem o  ścianę płaczu na wspomnienie Edomitów, w  których upatrują potwierdzenie wyżej cytowanego stwierdzenia. Problem ich losu najwidoczniej był wynikiem żonglerki, jaką kapłani uprawiali z  historią i  Prawem. W  Księdze Rodzaju, pierwszej księdze historycznej, Edomici ukazani są jako plemię pochodzące od Ezawa (‘ojca Edomitów’), który był rodzonym bratem Jakuba-zwanego-Izraelem. Pokrewieństwo między Judą a  Edomem było odwieczną tradycją, a  specjalny status Edomitów był ciągle respektowany w  chwili ukazania się Deuteronomium w  621 roku BC, jak to widać w  ‘słowach Pana do Mojżesza’:

‘A ludowi rozkaż mówiąc: Wy wnet pójdziecie przez granice braci waszej, synów Ezawowych […] Nie drażnijcież ich; albowiem nie dam wam ziemi ich, ani na stopę nogi […] Poszliśmy tedy od braci naszej, synów Ezawowych […]’1) 

Około dwieście lat później, w  czasie pisania Księgi Liczb, sytuacja się zmieniła. Ezdrasz i  Nehemiasz zdążyli już przy pomocy perskich żołnierzy narzucić Judajczykom rasistowskie prawa; a  Edomici, podobnie jak inne sąsiednie ludy, stali się wrogami (z identycznych przyczyn, jakie dzisiaj wzbudzają wrogość Arabów). 

Z Księgi Liczb dowiedzieli się oni, że w  miejsce zalecenia ‘nie drażnienia ich’, wyznaczono im los ‘wytracenia’. I  tak w  Księdze Liczb Mojżesz ze swoimi wyznawcami nie będzie już ‘szedł przez granice braci waszej, synów Ezawowych’, lecz będzie żądał przejścia przez ziemię Edomitów. Gdy król Edomitów zabroni mu przejścia, Mojżesz pójdzie inna drogą, lecz Pan przyrzeknie mu ‘opanowanie Edomu’. 

Z innych ustępów Prawa Edomici mogli łatwo się dowiedzieć, jaki los czeka miasta ‘opanowane’, w  których nic co dysze, nie pozostaje przy życiu. (Podobnie skrybowie załatwili się z  Moabitami – w  Deuteronomium Pan poleca Mojżeszowi ‘Nie nacieraj na Moabczyki, ani podnoś wojny przeciwko nim; boć nie dam ziemi ich w  osiadłość’, a  w Księdze Liczb rozkazuje mu ich wytracić).

Tak więc od około 400 roku BC, sąsiednie ludy łącznie z  Edomitami, nie dowierzały Judejczyjom i  obawiały się ich. Nie bez racji, gdyż w  czasie krótkiego odrodzenia Judy pod panowaniem Hasmonidów, król i  wysoki kapłan Judei Jan Hirkan, napadł na nich i  pod groźbą miecza zmusił ich do poddania się obrzezaniu i  do przyjęcia Prawa Mojżeszowego. Z  dwóch wersji Prawa (‘nie drażnić’ i  ‘opanować’), wybrał tą drugą, co mogło by wydawać się zadawalającym rozwiązaniem, gdyby na tym sprawa się skończyła – każdy przyzwoity rabin mógłby go poinformować, że z  tych nakazów każdy, żaden lub obydwa są słuszne (według dr  William Rubesna – jeśli rabin nazywa białe czarnym, lub odwrotnie, trzeba mu wierzyć). 

Lecz sprawa nie zakończyła się na tym. Prawo jest tak skonstruowane, że każdy rozwiązany problem natychmiast pociąga za sobą następny. Czy po opanowaniu, powinien ich Jan Hirkan ‘wytracić’, nie ‘pozostawiając nic, co dysze’ z  plemienia ‘braci waszej, synów Ezawowych’? Nie zastosował się do tego prawa, zadawalając się ich nawróceniem. Lecz stał się tym samym największym grzesznikiem, podobnie jak wcześniej pierwszy król zjednoczonej Judy i  Izraela, Saul. Za to samo przestępstwo – odmowę doszczętnego wytracenia (pozostawienie przy życiu króla Agaga i  jego bydła), Saul zostal potępiony, wyzuty z  królestwa i  zniszczony (według lewickiej wersji historii). 

Król Hirkan miał do czynienia z  dwoma partiami politycznymi. Jedna z  nich, bardziej umiarkowanych Sadyceuszy, prawodopodobnie doradzała oszczędzenie Edomitów i  zmuszenie ich do przyjęcia wiary judajskiej. Drugą partię stanowili faryzeusze, reprezentujący stary despotyczny stan kapłański Lewitów i  pragnący przywrócić ich pełną władzę. 

Prawdopodobnie ci fanatyczni faryzeusze, jako dziedzice Lewitów, kazaliby mu spełnić co do joty regorystyczne Prawo Lewitów i  ‘wytracić’ Edomitów. Nie przestawali oni go zwalczać (podobnie jak Samuel zwalczał Saula) i  dążyli do obalenia monarchii. Co w  dziejszych czasch można uważać za znamienne, później zaczęli oni głosić, iż pobłażliwość, jaką okazał Edomitom, była bezpośrednią przyczyną upadku Judei! W  drugim zniszczeniu świątyni i  zagładzie Judei w  70 roku AD upatrywali kary za nieprzestrzeganie przepisów przez Jana Hirkana; ‘zgrzeszył’ on podobnie jak Saul. 

150 lat czekali faryzeusze na udowodnienie swego argumentu, choć dowód ten nie mógł do nikogo innego przemawiać, prócz nich samych. Z  grona nawróconych Indumenów wyłonił się Antipater, który na małym dworze jerozolimskim doszedł do wysokich godności (podobnie jak legendarny Daniel wybił się na bardziej okazalszych dworach Babilonu i  Presji). Faryzeusze z  własnej inicjatwy zwrócili się do rzymskiego triumvira Pompeja o  interwencję w  Judei i  o przywrócenie dawnej kasty kapłańskiej, oraz zniesienie monarchii. Plan ten obrócił się przeciw nim samym; chociaż w  chaotycznych dziesięcioleciach walk i  powstań dynastia Hasmomenów została wytrzebiona, Atntipater rósł w  znaczenie, dochodząc dzięki nominacji Cezara do urzędu prokuratora w  Judei, a  jego syn Herod został wzniesiony przez Antoniusza do godności króla Judei! 

W rezultacie, mała prowincja pogrążyła się w  chaosie, tracąc nawet pozory niezależności; tak że Rzymowi nie pozostawało nic innego, jak przejąć nad nią bezpośredni zarząd. 

Za to rozwiązanie byli odpowiedzialni faryzeusze, jako sprawcy interwencji Rzymu. Zwalili oni jednak winę na ‘mieszańca’ i  ‘edomickiego niewolnika’, Heroda. Utrzymywali, że gdyby 150 lat wcześniej Jan Hirkan ‘przestrzegał prawa’ i  ‘wytracił’ Edomitów, nie doszłoby do takiej sytuacji. Warto popatrzeć, z  jak gorzkim gniewem podejmuje dr  Josef Kastein ten argument dwa tysiące lat później, jak gdyby ten epizod wydarzył się wczoraj. Ten syjonista XX wieku, piszący w  czasie dojścia Hitlera do władzy, przekonany jest, że zgubę Judei spowodowało nie przestrzeganie praw rasowych. 

Tym niemniej – jak zobaczymy – zguba Judei była równocześnie zwycięstwem faryzeuszy. Był to jeden z  paradoksów, w  jakie od początku obfitowała historia Syjonu. 

Rozdział 9. Powstanie faryzeuszy ->


1) Księga Powtórzonego Prawa 2,4 i  nast.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 22:30.

***********************************************************************************

 Rozdział 9. Powstanie faryzeuszy

Wśród faryzeuszy, stanowiących najliczniejszą partię polityczną w  małej rzymskiej prowincji Judei, istniała wewnętrzna dominująca sekta, jaką wcześniej reprezentowali kapłani lewiccy. Oni stali się propagatorami fanatycznie skrajnej idei lewickiej, wyrażonej w  księgach Ezekiela, Ezdrasza i  Nehemiasza. Jak podaje Encyklopedia Żydowska, byli oni zaprzysięgłymi ‘strażnikami przestrzegania lewickiej czystości’. 

W podobny sposób, jak Lewici zatryumfowali nad Izraelskimi protestantami i  odseparowali Judeę od sąsiadów, ich następcy faryzeusze gotowi byli zgnieść każdą próbę włączenia się Judejczyków w  nurt ludzkości. Stali się strażnikami destruktywnej idei, której zwycięstwo zbiegło się z  następnym rozdziałem w  historii Syjonu. Podobnie jak w  wypadku Lewitów, tłem ich zwycięstwa była zagłada Jerozolimy. 

W miarę upływu pokoleń, niektórzy kapłani poczęli się buntować przeciw procesowi ciągłych zmian Prawa, zapoczątkowanych przez Ezechiela i  Ezdrasza. Uważali oni, że Prawo powinno być niezmienne i  czas zaprzestać dalszych jego ‘reinterpretacji’. 

To wyzwanie (godzące w  same korzenie nacjonalizmu judajskiego), spotkało się z  wrogą odpowiedzią faryzeuszy: oni sami byli strażnikami ‘tradycji’ i  Prawa ustnego, bezpośrednio przekazanego Mojżeszowi przez Boga, którego nie wolno powierzyć pismu i  które jest nadrzędne w  stosunku do reszty Prawa. To roszczenie do posiadania tajemnic boskich (a w  istocie do przypisowaniasobie roli Boga), jest podstawą mistycznej grozy, jaką wzbudzają w  pokoleniach Żydów ‘mędrcy’ i  od której nie potrafią się uwolnić nawet najbardziej oświecone warstwy żydowstwa. 

Tym niemniej, wśród umiarkowanych partii stale odzywał się insytnktowny impuls do zrzucenia jarzma. W  tym okresie taką partię stanowli Sadyceusze, którzy reprezentowali większą część stanu kapłańskiego i  pragneli zachować ‘pokój w  mieście’, unikając konfliktów z  rzymską władzą. Faryzeusze byli zaciętymi wrogami Sadyceuszów. Ten wewnętrzny podział, trwający dwadzieścia pięć wieków, przetrwał do naszych czasów. 

Z punktu widzenia historycznego, dla reszty ludzkości ten rozłam ma znaczenie czysto akademickie, gdyż w  dysputach o  ‘zachowanie pokoju miasta’ zawsze brała górę partia reprezentująca segregację i  zniszczenie, za którą zwierały się szeregi Judejczyków. Obecne stulecie było świadkiem podobnego konfliktu. Na jego początku zorganizowane społeczeństwa żydowskie w  Niemczech, Anglii i  Ameryce (które można porównać do Sadyceuszów) były nieprzejednanie wrogie wobec rosyjskich syjonistów (faryzeuszy), lecz wystarczyło pięćdziesiąt lat, aby partia ekstermistów stała się rzecznikiem ‘Żydów’ u  rządów Zachodu i  zdołała prawie całkowicie pokonać opozycję światowego społeczeństwa żydowskiego. 

W genealogii tej sekty, która w  naszym stuleciu przyniosła tak wielkie wydarzenia, faryzeusze stanowili drugą generację. Wiedzie ona od Lewitów babilońskich, poprzez faryzeuszy jerozolimskiech, talmudystów hiszpańskich i  rabinów rosyjskich, do obecnych syjonistów. 

Według źródeł judejskich, nazwa ‘faryzeusz’ oznacza kogoś ‘separującego się’, lub trzymającego się z  daleka od nieczystych osób i  rzeczy, aby osiągnąć stan świętości i  prawości pozwalający komunikować się z  Bogiem. Faryzeusze tworzyli zamkniete bractwo, przypuszczając do swych najtajniejszych kręgów jedynie tych, którzy w  obecności trzech członków zaprzysięgli ścisłe przestrzeganie czystości lewickiej. Byli oni pierwszymi prekursorami tajnej konspiracji, opartej na nauce politycznej. 

Doświadczenie i  wiedzę zdobytą przez faryzeuszy łatwo można prześledzić w  metodach używanych przez konspiracyjne partie, jakie wyłoniły się w  ciągu ostatnich dwu stuleci, a  szczególnie w  niszczycielskiej rewolucji w  Europie, która została zainicjowana przez Żydów i  była przez nich kierowana. 

I tak na przykład, faryzeusze byli wynalazcami metody polegającej na wzajemej obawie i  podejrzliwości, jaka do dzisiaj wiąże konpiratorów i  stanowi siłę ich organizacji. Jest to system szpiega-nad szpiegiem i  donosiciela-na-donosiciela, na jakim zbudowana została partia komunistyczna (a także Armia Czerwona, której regulamin przewiduje instytucję ‘komisarzy politycznych’ i  donosicieli’ jako część struktury wojskowej, od najwyższego jej szczebla do najniższego). 

Faryzeusze pierwsi wprowadzili go w  życie, opierając się na ustępie z  Księgi Kapłańskiej: ‘postawisz stróża nad moim strażnikiem’ (cytat z  Jewish Encyclopaedia według oryginału hebrajskiego, używanego przez Żydów). Niespób pojąć natury rewolucyjnej machiny wprawionej w  ruch w  dziewietnastym stuleciu w  Europie, jeżeli nie weźmie się pod uwagę talmudycznej nauki i  tresury, jakie oddziedziczyła większość jej organizatorów i  przywódców – a  faryzeusze byli pierwszymi talmudystami. Zgodnie z  nadrzędną ideą Talmudu, przypisywali oni każdej fomule Skrybów nadprzyrodzoną właściwość, nawet tam, gdzie się mylili. 

Podczas rządów faryzeuszy ukształtowała się idea mesjanistyczna, która miała wywrzeć wielki wpływ na przyszłe stulecia. Idea ta nie była znana wcześniejszym prorokom izraelskim, nie uznającym dogmatu ekskluzywnej rasy panów i  wynikającego z  niego późniejszego konceptu przybysza, którego nadejście miało ustanowić na ziemi dominujące królestwo wybranej rasy panów. 

Zródła judejskie jasno opisują charkter tego wydarzenia mesjanistycznego. Według Jewish Encyclopaedia, w  pojęciu faryzeuszy miało to oznaczać że ‘Przyszłe Królestwo Boże będzie powszechnie uznane […] Królestwo Boże wyłączy wszystkich inne’. Ponieważ według wczesniejszej Tory Jehowa ;uznaje’ jedynie Żydów, oznaczało to oddanie całego świata we władanie Żydów. Późniejszy Talmud potwierdza to bez wątpliwości, orzekając iż ‘nie-Żydzi nie zostaną dopuszczeni do przyszłego świata’. (były rabin Laible) 

Masy Judejskie niewątpliwie oczekiwały, że ‘Pomazaniec’ który nadejdzie, przywróci chwałę ich narodowi i  stanie się jego duchowym przewodnikiem w  idealnym teokratycznym państwie, a  zarazem jego doczesnym przywódcą, jednoczącym rozproszony naród w  dominującą potęgę na ziemi. Idea mesjanistyczna, ukształtowana pod panowaniem faryzeuszy, nie zakładała królestwa niebieskiego niezależnego od materialnego trymufu na ziemi – tak przynajmniej pojmowały ją masy żydowskie. 

Istotnie, takie pojęcie idei mesjanistycznej wynikało logicznie i  naturalnie z  nauk sekty. Podobnie jak Lewici, ich kontynuatorzy faryzeusze rościli sobie pretensję do idealnej znajomości wszechrzeczy, począwszy od stworzenia świata i  jego celu, a  skończywszy na spełnieniu się tryumfu narodu wybranego. 

Jednej tylko rzeczy nie wyjawili: kiedy to chwalebne uwieńczenie ma nastąpić. Całkiem naturalnie, lud poddany temu surowemu reżymowi, podobnie jak skazaniec oczekiwał na zakończenie wyroku i  na miraż wolności. 

Jak się wydaje, takie było podłoże mesjanizmu. Lud który kiedyś ‘płakał’, słuchając słów Nowego Prawa, już od czterystu lat znosił te rygory. Spontanicznie wybuchały pytania: ‘Kiedy?’ Społeczeństwo stosowało się przecież do ‘wszystkich przepisów i  praw’, utrudniających codzienne życie. Czyniło to w  ramach ‘umowy’, przyrzekającej mu określoną nagrodę. Kiedy ona nastąpi? Jego władcy, będący w  bezpośrednim porozumieniu z  Bogiem i  znający jego tajemnice, powinni móc odpowiedzieć na to pytanie: ‘Kiedy?’ 

Było to jedyne pytanie, na które faryzeusze nie potrafili odpowiedzieć. Dali najbardziej pomysłową odpowiedź, jaką mogli wymyślić: nie potrafiąc określić momentu, głosili że pewnego dnia zjawi się Książę-Mesjasz (Księga Daniela), któremu dana będzie ‘władza i  cześć i  królestwo, aby mu wszyscy ludzie, narody i  języki służyli’. 

W taki sposób stłamszony w  getcie duch Judei uśpiono obietnicą przybysza. Pojawienie się mesjanizmu objawiało się częstymi wybuchami gorączkowej proroctw, których świadkiem jest także wiek dwudziesty. 

Tak wyglądała sceneria, w  której prawie dwa tysiące lat temu pojawił się czlowiek z  Galilei. W  tym czasie pozostali w  Judei Judejczycy, pogrążeni od sześciuset lat po odłączeniu się od Izraela w  ‘Żydowskich ciemnościach’, jak określa to dr  Kastein, oczekiwali z  nadzieją na wyzwoliciela Mesjasza. 

Przybysz, który się pojawił, wskazywał im drogę do ‘królestwa niebieskiego’. Była to droga przeciwna do tej wiodącej przez ruiny krajów do świątyni pełnej złota, jaką proponowali im faryzeusze, nawołujący do ‘przestrzegania Prawa’. 

Potęga faryzeuszy sprawiła, że obcy ‘gubernator’ ugiął się przed ich grożbami (podobnie, jak się to dzieje dzisiaj), a  ci, którzy mimo pogardy przybysza dla spraw ziemskich widzieli w  nim oczekiwanego Mesjasza, narażali się na śmierć. Byli oni ‘grzesznikami’, wobec których władca rzymski, podobnie jak przed sześciuset laty król perski, gotów był użyć ‘Prawa’. 

Oczywistym jest, że mając wolny wybór, wielu poszłoby za kimś, wskazującym na wyjście z  ciemności w  światło społeczności ludzkiej. Jednakże, faryzeusze (podobnie jak przedtem Lewici) zwyciężyli, utrwalając swoją władzę, a  im pozostał jedynie płacz. 

Rozdział 10. Człowiek z  Galilei ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 22:30.

***********************************************************************************

Rozdział 10. Człowiek z  Galilei

W czasie gdy Jezus przyszedł na świat, Judejczycy przepełnieni byli entuzjastycznym przeczuciem pojawienia się cudownej istoty. Wyczekiwali dowodu potwierdzającego, że Jehowa istotnie zamierza dotrzymać Umowy z  wybranym ludem. Kapłani, ulegając powszechnemu prądowi, stopniowo zaczęli wprowadzać w  swoje księgi ideę pomazańca Mesjasza, który przyjdzie wypełnić przyrzeczenie. 

W księdze Targal, stanowiącej komentarze do Prawa, rabinowie głosili: ‘Jakże pięknym będzie królewski Mesjasz, wywodzący się z  domu Judy. Opasze swe biodra i  ruszy do walki z  wrogami, w  której padnie wielu królów.’ 

Ten ustęp ukazuje, czego powinni się spodziewać Judejczycy. Mieli oczekiwać wojowniczego, mściwego Mesjasza (według tradycji ‘pierworodnych Egiptu’ i  zniszczenia Babilonu), który zdruzgocze wrogów Judy ‘żelazną pałką’ i  ‘rozbije ich jak wazę glinianą’; który przyniesie im światowe imperium i  dosłowne spełnienie plemiennego Prawa. Tak przez pokolenia przepowiadali faryzeusze i  Lewici. 

Idea pokornego Mesjasza, głoszącego ‘kochaj swoich wrogów’, ‘pogardzanego i  odrzuconego przez lud’, ‘frasobliwego’, nie znajdywała oddzwieku w  umysłach ludu; nawet gdyby przypomniano mu słowa Izajasza (które zyskały na znaczniu dopiero za życia i  po śmierci Jezusa). 

Mimo to, ta pokorna i  głosząca miłość istota mieniąca się Mesjaszem, przez wielu została za niego uznana! 

W kilku słowach Jezus odrzucił całą masę przepisów rasowych, narzuconą na wcześniejsze prawo moralne i  jak archeolog odsłonił pogrzebane wartości. Faryzeusze od razu uznali go za najniebezpieczniejszego ‘proroka, sny miewającego’. 

Fakt, że znalazł on wśród Judejczyków tak wielu zwolenników, wykazuje, że nawet w  masie ludu pragnącego wojowniczego nacjonalistycznego Mesjasza i  wyzwoliciela spod jarzma rzymskiego, znaleźli się tacy, którzy podświadomie zdawali sobie sprawę, że w  istocie byli bardziej uwięźnieni duchowo przez faryzeuszy, niż przez Rzymian. Tym niemniej, masy mechanicznie zaakceptowały zarzut polityków faryzejskich, że człowiek ten jest świętokradcą i  fałszywym Mesjaszem. 

Postawa ta obarczyła następne pokolenia Judejczyków dziedzictwem rozdzierających wątpliwości, nie stłumionych nawet ich bluźnierczą naturą (bowiem w  pobożnym domu żydowskim nie wolno nawet wymieniać imienia Jezusa). Czy Mesjasz istotnie się pojawił i  został odtrącony przez Żydów; a  jeśli tak, jaka przyszłość czeka ich pod Prawem?

Kim był ten człowiek? Jeszcze jednym paradoksem historii Syjonizmu jest fakt, że chrześcijańscy telodzy i  duchowni często upierają się przy żydowskim pochodzeniu Jezusa, podczas gdy mędrcy judajscy zaprzeczają temu (rabinowie syjonistyczni, którzy czasem na zebraniach politycznych czy ‘międzywyznaniowych’ głoszą, że Jezus był Żydem, nie są potwierdzeniem tego wyjątku, gdyż nie powtarzają tego w  środowisku żydowskim, a  na użytek nie-żydowkich słuchaczy czynią to w  celach politycznych).a) 

W naszym stuleciu, publiczne stwierdzenie ‘Jezus był Żydem’ zawsze używane jest dla celów politycznych. Często stosuje się je dla uśmierzenia objekcji co do wpływu Syjonizmu na politykę międzynarodową, lub co do syjonistycznej inwazji Palestyny, tak jakby fakt żydowskiego pochodzenia Jezusa miał usprawiedliwiać wszystkie postępki czynione w  imieniu Żydów. Oczywisty jest tu brak związku, lecz masy dają się brać na lep frazesów. Dochodzi do tak paradoksalnych sytuacji, że stwierdzenie jak najbardziej obraźliwe dla ortodoksyjnych Żydów, często używane jest przez nie żydowskich polityków i  duchownych dla pozyskania ich względów. 

Angielska formuła ‘Jew’ (Żyd) jest niedawna i  nie wiąże się z  żadnym aramejskim, greckim czy rzymskim określeniem ‘Judaity’ lub ‘Judejczyka’, jakie używane były za życia Jezusa. W  istocie, angielski rzeczownik ‘Żyd’ ma tak nieokreślony sens, że słowniki, skądinąd skrupulatnie przestrzegające definicji, w  tym wypadku zadawalają się absurdalnym określeniem: ‘osobarasy hebrajskiej’. Także państwo syjonistyczne nie zdobyło się na prawne sformułowanie tego określenia (co wydaje się naturalnym, gdyż Tora, która jest Prawem, wymaga czystego pochodzenia judejskiego; a  w całym świecie trudno było by znaleźć jedną osobę spełniającą ten warunek). 

Tak więc jeśli stwierdzenie ‘Jezus był Żydem’ ma jakikolwiek sens, należało by je odnieść do warunków ówczesnej epoki. W  tym wypadku oznaczałoby jedną z  trzech rzeczy, lub wszystkie naraz: że Jezus pochodził z  plemienia Judy (a więc był Judajczykiem); że mieszkał w  Judzie (był Judejczykiem); że był religii żydowskiej (jeśli w  tym czasie istniała taka definicja wyznania). 

A więc, znów mamy rasę, zamieszkanie i  religię. 

Książka ta nie jest rozprawą rozstrzygającą o  rasowym pochodzeniu Jezusa – zadziwiające, że duchowni chrześcijańscy pozwalają sobie na wygłaszanie podobnych sądów. Jeśli czytelnik zechce zająć w  tej sprawie jakieś stanowisko, powinien polegać na własnej opinii. 

Nowy Testament nie podaje genealogii Maryi, choć jego trzy ustępy wskazują na jej Dawidowy rodowód. Św. Mateusz i  Św. Łukasz wyprowadzają pochodzenie Józefa od Dawida i  Judy – lecz Józef nie był rodzonym ojcem Jezusa. Źródłajudaistyczne kwestionują wszystkie te wzmianki o  pochodzeniu argumentując, że wstawione one zostały później dla uwiarygodnienia ich wcześniejszymi proroctwami. 

Co do miejsca zamieszkania, Św. Jan stwierdza, że Jezus urodził się w  Betlejem w  Judei, podczas wyprawy jego matki z  Galilei na spis powszechny; źródła judaistyczne znów argumentują, że wstawka ta został dokonana dla zgodności jego urodzenia z  proroctwem Micheasza głoszącym, że ‘władca wyjdzie z  Betlejem.’ 

Encyklopedia Żydowska podkreśla, że rodzinnym miastem Jezusa był Nazaret. Istotnie, ogólnie przyjmuje się, że Jezus był Galilejczykiem, niezależnie od miejsca urodzenia. Galilea, gdzie spędził on większość życia, była politycznie odrębna od Judei, miała własnego tetrachę rzymskiego i  dla Judei była ‘krajem zagranicznym’ (Graetz). Małżeństwa między Judejczykami a  Galilejczykami były zabronione, a  jeszcze przed narodzeniem Jezusa, wszystcy Judejczycy mieszkający w  Galilei zostali zmuszeni przez księcia machabejskiego Simona Tharasi do przeniesienia się do Judei. 

Tak też, pod względem rasowym i  politycznym Galilejczycy byli odrębni od Judejczyków. 

Pozostaje więc pytanie, czy religia tego Galilejczyka mógłaby zakwalifikować go do określenia dzisiejszym mianem ‘Żyda’. Oczywiście najbardziej zacięty sprzeciw wyrażają tu autortytety judaistyczne – podobne stwierdzenie, choć często wygłaszane publicznie, w  synagodze mogłoby spowodować rozruchy. 

Trudno dociec, co rozumieją przez to sformułowanie odpowiedzialni mówcy publiczni. W  czasach Jezusa nie istniała żydowska, czy nawet judejska religia. Było wyznanie Jehowy, dzielące się na rozmaite sekty faryzeuszy, sadyceuszy i  eseńczyków, które kłóciły się miedzy sobą i  współzawodniczyły w  obrębie świątyni o  zyskanie władzy nad ludem. Były one nie tylko sektami, lecz także ugrupowaniami politycznymi, z  których najpotężniejszym byli faryzeusze, powołujący się na ‘ustną tradycję’, przekazaną Mojżeszowi przez Boga. 

Jeśli dzisiejszymi Żydami są Syjoniści (które to roszcznie przyjęte zostało przez wszystkie zachodnie mocarstwa), wynika stąd że odpowiadającą im partią w  czasach Jezusa byli w  Judei faryzeusze. Przeciw nim kierował Jezus swój główny atak. Ganił także sadyceuszów i  pisarzy, lecz jak ukazuje Ewangelia, uważał faryzeuszy za wrogów Boga i  ludzi i  na nich przede wszystkim skupiał swoją wzgardliwą krytykę. Atakował w  nich i  w ich religii dokładnie to samo, co dzisiejsi syjoniści uważają za wyróżniające cechy Żydów – żydowstwo i  judaizm. 

Religia Jezusa była bez wątpienia przeciwieństwem wiary dzisiejszego ortodyksyjnego Żyda, czy ówczesnego faryzeusza. 

Nikt z  całą pewnością nie może stwierdzić, kim i  czym był Jezus. Domniemania nie-żydowskich polityków brzmią równie fałszywie, co drwiące i  szydercze paszkwile o  ‘bękarcie’, rozpowszechniane w  gettach żydowskich. 

Niezwykła waga jego uczynków i  nauki usuwają w  cień wszystkie inne względy. Z  uwzględnieniem hierarchii, podobnie się sprawa ma z  Szekspirem. Inspiracja jego dorobku jest tak wyraźna, że mało istotnym jest, czy on sam, czy kto inny jest jego autorem, mimo ciągnących się próżnych sporów. 

Syn cieśli z  Galilei najwidoczniej nie miał formalnej edukacji: ’I dziwowali się Żydowie, mówiąc: Jakoż ten umie Pismo, gdyż się nie uczył?’ 

Co bardziej znamienne, nie chodził do szkoły rabinackiej, ani nie był szkolony na kapłana. Zaświadczają o  tym jego wrogowie faryzeusze; gdyby należał do ich klanu, nie pytali by: ‘Skądże temu to wszystko? a  co to za mądrość, która mu jest dana, że się i  takie mocy dzieją przez ręce jego?’ 

Na ponurym tle Prawa lewickiego i  tradycji faryzejskiej, przeciw której wystąpił ten niewykształcony młody człowiek po przyjściu do Judei, nauka jego sprawia wrażenie olśniewającej rewelacji; światła ujrzanego po raz pierwszy. Nawet dziś, człowieka studiującego krytycznie Stary Testament, ośepia nagłe przejście w  pełnię światła Kazania na Górze, jak gdyby o  pólnocy pojawiła się pełnia słońca. 

W chwili gdy Jezus przyszedł ‘wypełnić’ Prawo, obrosło ono olbrzymią masą prawodawstwa, obezwładniającą swoją niezmierną zawikłością. Tora była jedynie początkiem; narzucono na nią wszelkiego rodzaju interpretacje, komentarze i  rabiniczne nakazy. Mędrcy, na podobieństwo pobożnych jedwabników, osnuli go jeszcze gęstszą nicią, starając się złapać w  nią każdą możliwą czynność człowieka – pokolenia prawników pracowały nad rozwiązaniem zagadnienia, że w  sabat nie wolno jeść jajka, którego większa część wyszła z  kury przed ukazaniem się drugiej gwiazdy na niebie. 

Już wtedy Prawo wraz z  towarzyszącymi komentarzami zapełniłoby całą bibliotekę, a  dojście do jego jądra poprzez narosłe warstwy wymagałoby kilkuletniej pracy zespołu prawników z  całego świata. 

Nieuczony młodzieniec z  Galilei jednym wyciągnięciem palca odwalił zaskorupiałą masę, oddzielając prawdę od herezji. Sprowadził całe ‘Prawo i  Proroctwa’ do dwóch podstawowych przykazań: Kochaj Boga i  bliźniego jak siebie samego. 

Stanowiło to zdemaskowanie i  potępienie herezji, jaką przez stulecia Lewici i  faryzeusze oplątali Prawo.

Księga Kapłańska zawierała wskazówkę ‘kochaj bliźniego jak siebie samego’,1) lecz ograniczała pojęcie ‘bliźniego’ do braci Judejczyków. Jezus przywrócił zapomnianą dawną tradycję miłości bliźniego bez względu na różnice rasowe, czy wyznaniowe. Jasno wynika to z  jego słów: ‘Nie mniemajcie, abym przyszedł rozwiązywać zakon albo proroki; nie przyszedłem rozwiązywać, ale wypełnić.’ Zaraz też wyjaśnia ich znaczenie: ‘Słyszeliście, iż rzeczono […] będziesz miał w  nienawiści nieprzyjaciela twego; Aleć Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjacioły wasze.’2) (Zręcznym argumentem dowodzi się czasem, że w  Starym Testamencie nie ma dosłownego przykazania nakazującego ‘nienawiści nieprzyjaciela’. Jednakże znaczenie słów Jezusa jest jasne; niezliczone nawoływania do morderstw i  masakry sąsiadów nie będących ‘bliźnimi’, w  jakie obfituje Stary Testament, nie wyrażają nic innego, jak nienawiść i  wrogość). 

Było to otwarte wyzwanie rzucone faryzeuszom w  ich interpretacji Prawa, a  tym bardziej zaostrzała je wyraźna odmowa Jezusa przyjęcia na siebie roli narodowego wyzwoliciela i  zdobywcy, jaką proroctwa przypisywały Mesjaszowi. Być może, przyjęciem tej roli zyskałby sobie więcej zwolenników i  poparcie faryzeuszy.

Odmowa jego była ponownie dosadna i  jasna: ‘Królestwo moje nie jest z  tego świata […] albowiem oto królestwo Bożewewnątrz was jest […] Sprzedawajcie majętności wasze, a  dawajcie jałmużnę; gotujcie sobie mieszki, które nie wiotszeją, skarb, którego nie ubywa w  niebiesiech, gdzie złodziej przystępu nie ma, ani mól psuje.’3) 

Wszystko, co tymi prostymi słowami głosił, było spokojnym lecz bezpośrednim wyzwaniem rzuconym najpotężniej w  tym czasie warstwie w  mieście, a  także uderzeniem w  podstawy wiary od wieków budowanej przez tą sektę. 

Kazanie na Górze kilkoma słowami zbiło nauki zawarte na setkach stron Starego Testamentu. Przeciwstawiło miłość nienawiści, miłosierdzie – zemście, życzliwość – złej woli, braterstwo – segregacji, sprawiedliwość – dyskryminacji, potwierdzenie – zaprzeczeniu; życie – śmierci. Rozpoczęło się błogosławieństwami (podobnie jak rozdziały Deutronomium zawierające błogosławieństwa przeplatane klątwami), ale na tym się kończy podobieństwo. 

Błogosławieństwa oferowane przez Księgę Powtórzonego Prawa były natury materialnej – zdobycze terytorialne, łupy i  rzeź – wzamian za ścisłe przestrzeganie tysięcy ‘statutów i  praw’, niejednokrotnie podżegających do morderstwa. Kazanie na Górze nie przyrzekało korzyści materialnych, lecz po prostu nauczało, że takie cnoty jak moralne życie, pokora, dobre uczynki, miłosierdzie, czystość, spokój i  wytrwałość, są błogoławieństwem i  zostaną duchowo wynagrodzone. 

W Deuteronomium po ‘błogosławieństwach’ następują ‘klątwy’. Kazanie na Górze nie straszy klątwami; nie żąda ‘ukamieniowania na śmierć’ grzesznika, czy ‘obwieszenia go na drzewie’, ani też nie obiecuje rozgrzesznia za cenę obmycia rąk w  krwi jałówki. W  najgorszym wypadku będzie on ‘ostatnim w  królestwie niebieskim’, a  dla cnotliwego największą nagrodą będzie, że ‘będzie wielkim nazwany w  królestwie niebieskiem.’ 

Młody Galilejczyk nigdy nie propagował uniżności, lecz wewnętrzną pokorę. Na jednym punkcie był nieprzejednany: w  pogardzie dla faryzeuszy. 

Nazwa faryzeusz oznacza kogoś, kto ‘trzyma się z  daleka od osób i  rzeczy nieczystych’. Według Encyklopedii Żydowskiej, ‘Jezus różnił się od faryzeuszy jedynie w  stosunku do nieczystego i  brudnego pospólstwa’. Dobre sobie – ‘jedynie’! W  istocie, wielka przepaść dzieliła ideę bóstwa plemiennego od pojęcia boga uniwersalnego; wiarę opartą na nienawiści od nauk zalecających miłosierdzie. Wyzwanie było wyraźne i  faryzeusze je podjęli. Poczęli zastawiać na niego pułapki, podobnie jak wcześniej na Jeremiasza: ‘Całe moje otoczenie wyczekiwało okazji, mówiąc: Może się przypadkiem potknie, a  wtedy zatryumfujemy nad nim i  zemścimy się nad nim.’

Faryzusze śledzili go i  wypytywali: ‘Dlaczego wasz mistrz jada z  szynkarzami i  grzesznikami?’ (co według Prawa było przestępstwem). Jezus był mistrzem w  debacie i  w wymykaniu się z  zastawionych pułapek, i  natychmiast spokojnie odparowywał: ‘[…] nie potrzebująć zdrowi lekarza, ale ci, co się źle mają […] bom nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych do pokuty’.4)

Nie przestając go śledzić, podpatrzyli że jego uczniowie zrywają kłosy żyta i  jedzą je w  sabat (przestępstwo wobec Prawa). ‘Oto uczniowie twoi czynią, czego się nie godzi czynić w  sabat.’ Prześladowali go podobnymi zarzutami, odnoszącymi się zawsze do obrządku, a  nigdy do wiary, czy zachowania się: ‘Czemu uczniowie twoi przestępują ustawę starszych? albowiem nie umywają rąk swych, gdy mają jeść chleb.’ ‘Obłudnicy! dobrze o  was prorokował Izajasz, mówiąc: Lud ten przybliża się do mnie usty swemi, i  wargami czci mię; ale serce ich daleko jest ode mnie. Lecz próżno mię czczą, nauczając nauk, które sąprzykazania ludzkie.’5) 

Było to otwarte kłamstwo: Prawo, jak argumentował, nie jest prawem Boskim, lecz prawem Lewitów i  faryzeuszy – ‘przykazaniem ludzkiem.’ 

Od tego momentu nie było mowy o  kompromisie, gdyż Jezus odwrócił się od faryzeuszy i  ‘zawoławszy do siebie ludu, rzekł im: Słuchajcie, a  rozumiejcie. Nie to, co wchodzi w  usta, pokala człowieka; ale co wychodzi z  ust, to pokala człowieka.’ 

Tymi słowami Jezus wyszydził publicznie jedną z  najbardziej zazdrośnie strzeżonych prerogatyw kapłanów, dotyczącą całej masy zakazów dietetycznych regulujących rytuał uboju, odsączanie krwi, odrzucenie ‘tego co zdechło’, itp. Zakazy te, choć przypisywane Mojżeszowi, były ‘przykazaniami ludzkimi’, do których przestrzegania faryzeusze przywiązywali jak największą wagę. Jak czytelnik pamięta, Ezekiel, któremu Pan rozkazał zjeść łajno dla ‘odkupienia niegodziwości ludu’, usprawiedliwiał się ścisłym przestrzeganiem przepisów rytuałów dietetcznych i  ostatecznie uzyskał złagodzenie pokuty. Nawet uczniowie Jezusa tak głęboko byli przesiąknięci tradycją dietetyczną, że nie potrafili zrozumieć, dlaczego ‘co wychodzi z  ust, to pokala człowieka’, a  nie to co wchodzi’. Pytali o  wyjaśnienie tego powiedzenia, mówiąc ‘iż Faryzeuszowie, usłyszawszy tę mowę, zgorszyli się.’ 

Dla faryzeuszy prosta odpowiedz, jaką dał Jezus, brzmiała jak najgorsza herezja: ‘Jeszczeż nie rozumiecie, iż wszystko, co wchodzi w  usta, w  brzuch idzie, i  do wychodu bywa wyrzucono?. Ale co z  ust pochodzi, z  serca wychodzi, a  toć pokala człowieka. Albowiem z  serca wychodzą złe myśli, mężobójstwa, cudzołóstwa, wszeteczeństwa, złodziejstwa, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa. Toć jest, co pokala człowieka: ale jeść nieumytemi rękoma, toć nie pokala człowieka.’ 

W myśl Prawa ta ostatnia uwaga stanowiła karalne przestępstwo i  sprowokowała faryzeuszy do rozpoczęcia akcji zmierzającej do zadania śmiertelnego ciosu. Przygotowali słynną pułapkę słowną: ‘Tedy odszedłszy Faryzeuszowie uczynili radę, jako by go usidlili w  mowie.’ Zawierały się w  niej dwa zasadnicze pytania: ‘Komu należy składać daninę?’ i  ‘Kto jest bliźnim?’. Niewłaściwa odpowiedz na pierwsze pytanie ściągnęłaby na niego karę ze strony obcych władców – Rzymian. Niewłaściwa odpowiedz na drugie pytanie umożliwiłaby faryzeuszom zadenuncjowanie go przed obcym władcą jako gwałciciela ich własnego Prawa, i  domagania się jego ukarania. 

Metoda ta, o  jakiej wspomniał już Jeremiasz, jest ciągle w  użyciu w  dwudziestym wieku. Każdy, kto brał udział w  debacie publicznej, musiał zetknąć się ze zręcznie przygotowanymi podstępnymi pytaniami, na które w  danym momencie trudno odpowiedzieć. Zawodowi dyskutanci znają sposoby ominięcia podobnych pułapek (np. odmówienie odpowiedzi, czy odpowiedzenie pytaniem na pytanie). W  odróżnieniu od podobnych uników, pełna odpowiedź na takie pytania, pozwalająca jednocześnie na ominięcie pułapki i  na zachowanie własnego zdania, jest jednym z  najtrudniejszych dylematów, postawionych przed człowiekiem. Wymaga ona najwyższej bystrości umysłu, przytomności i  poczucia logiki. Pod tym względem odpowiedzi Jezusa na te dwa pytania stanowią nie przemijający przykład, do jakiego śmiertelnik może jedynie aspirować.

‘Nauczycielu! Wiemy […] że w  prawdzie drogi Bożej uczysz; Godziż się dać czynsz cesarzowi, czyli nie? Mamyż go dać, czyli nie dać?’ (pytanie brzmiało szczerze i  nie wrogo). ‘A on poznawszy obłudę ich, rzekł im: Czemuż mię kusicie? […] Oddawajcież tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a  co jest Bożego, Bogu […] I  dziwowali mu się.’6)

Przy następnej okazji, ‘A oto niektóry zakonnik powstał, kusząc go i  mówiąc: Nauczycielu! co czyniąc odziedziczę żywot wieczny?’ W  odpowiedzi, Jezus ponownie odrzucił cały bagaż Prawa Lewitów, ograniczając się do dwu podstawowych przykazań: ‘Będziesz miłował Pana, Boga twego, ze wszystkiego serca twego […] a  bliźniego twego, jako samego siebie.’ I  tu nastąpiła pułapka w  postaci pytania: ‘I któż jest mi bliźni?’7) 

Jakiż śmiertelnik zdobył by się na odpowiedź, jaką dał Jezus? Męczenników nie brakuje – niewątpliwie niektórzy, nawet podobnie jak Jezus wiedząc że stawką jest ich życie, odpowiedzieli by zgodnie z  własnym przekonaniem. Lecz Jezus poszedł dalej – rozbroił swoich inkwizytorów podobnie, jak zręczny szermierz wytrąca rapier z  ręki przeciwnika. Próbowano go skusić do otwartego stwierdzenia, że ‘poganin’ jest również bliźnim, co groziło mu karą za zaprzeczenie Prawu. W  istocie taki sens miała jego odpowiedz, lecz jej formą potrafił odprawić inkwizytorów i  wprawić ich w  zakłopotanie, rzadko zdarzające się uczonym w  Prawie. 

Nauki Lewitów i  faryzeuszy stanowiły, iż jedynie Judejczycy są ‘bliźnimi’, a  ze wszystkich pogan najbardziej wrogo odnosiły się do Samarytan (ze względów zaznaczonych wcześniej w  tej książce). Nieczystym i  występnym było samo dotknięcie Samarytanina (zakaz ten utrzymuje się w  mocy do dzisiejszych czasów). Celem pytania było wydobycie od Jezusa stwierdzenia stawiającego go w  kolizji z  prawem. To, że w  odpowiedzi posłużył się właśnie przykładem Samarytanina, było dowodem odwagi i  geniuszu, przekraczającego ludzką miarę: 

W przypowieści tej pewien człowiek, napadnięty przez rozbójników, porzucony jest przez nich jako nieżywy. Przechodzący ‘kapłan, […] także i  Lewita’ (uszczypliwa krytyka tych, którzy szukali okazji, aby go skazać na śmierć), ‘przyszedłszy i  ujrzawszy go, pominął.’ W  końcu ‘Samarytanin niektóry jadąc, przyjechał do niego, a  ujrzawszy, użalił się go. A  przystąpiwszy zawiązał rany jego, a  nalawszy oliwy i  wina, i  włożywszy go na bydlę swoje, wiódł go do gospody, i  miał staranie o  nim. Któryż tedy z  tych trzech zda się tobie bliźnim być onemu, co był wpadł między zbójców?’ 

Przyparty do muru kapłan nie mógł się zdobyć na skalanie języka słowem ‘Samarytanin’; odpowiedział więc: ‘Ten, który uczynił miłosierdzie nad nim.’ Tym samym bezwiednie potępił tych, w  których imieniu przemawiał – ‘kapłanów’ i  ‘Lewitów’. 

‘Rzekł mu tedy Jezus: Idźże, i  ty uczyń także.’ Kilkoma prostymi słowami zmusił Jezus swojego prześladowcę do zniszczenia jego własnymi ustami całej rasistowskiej herezji, na której wznosiło się Prawo. 

Montefiore, umiarkowany krytyk żydowski, zarzucił Jezusowi, że ze swego przykazania ‘miłujcie nieprzyjacioły wasze’, jako jedynych wyłączył faryzeuszy, dla których nie zdobył się na jedno dobre słowo. 

Uczeni mogą kwestionować tą uwagę. Jezus wiedział, że faryzeusze mogą uśmiercić jego, czy kogokolowiek, kto odważy się ich zdemaskować. Prawdą jest, że szczególnie atakował on faryzeuszy i  skrybów, widząc w  nich sektę odpowiedzialną za wynaturzenie Prawa. W  potępieniu jej posunął się do wyjątkowej ostrości:

’Lecz biada wam, nauczeni w  Piśmie i  Faryzeuszowie obłudni! iż zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi; albowiem tam sami nie wchodzicie, ani tym, którzy by wnijść chcieli, wchodzić nie dopuszczacie […] iż obchodzicie morze i  ziemię, abyście uczynili jednego nowego Żyda; a  gdy się stanie, czynicie go synem zatracenia, dwakroć więcej niżeliście sami […] iż dawacie dziesięcinę z  miętki i  z anyżu i  z kminu, a  opuszczacie poważniejsze rzeczy w  zakonie, sąd i  miłosierdzie i  wiarę […] iż oczyszczacie kubek z  wierzchu i  misę, a  wewnątrz pełne są drapiestwa i  zbytku […] iżeście podobni grobom pobielanym, które się zdadzą z  wierzchu być cudne, ale wewnątrz pełne są kości umarłych i  wszelakiej nieczystości […] iż budujecie groby proroków, i  zdobicie nagrobki sprawiedliwych […] I  mówicie: Byśmy byli za dni ojców naszych, nie bylibyśmy uczestnikami ich we krwi proroków. A  tak świadczycie sami przeciwko sobie, że jesteście synowie tych, którzy proroki pozabijali. I  wy też dopełniacie miary ojców waszych. Wężowie! rodzaju jaszczurczy!’8)

Są krytycy, którzy uważają te ostatnie słowa za zbyt ostre. Jednakże, gdy się je rozważy w  kontekście trzech poprzednich zdań, widocznym jest że są wyraźną aluzją do zbliżającego się końca, skierowaną przez skazańca pod adresem swych przyszłych katów. W  takim momencie trudno wymagać bardziej delikatnych sformułowań. (Tym niemniej, nawet śmiertelny wyrzut ‘I wy też dopełniacie miary ojców waszych’, kończy się sentencją ‘Ojcze! odpuść im: boć nie wiedzą, co czynią.’)9)

Zbliżał się koniec. ‘Tedy się zebrali przedniejsi kapłani i  Faryzeuszowie’ (Sanhedryn) pod przewodnictwem najwyższego kapłana Kajfasza, aby ułożyć plan przeciwko człowiekowi, podważającemu ich autorytet i  Prawo. Jedyny Judejczyk wśród galilejskich uczniów, Judasz Iskariot przyszedł, ‘a z  nim wielka zgraja z  mieczami i  z kijami od przedniejszych kapłanów, i  od nauczonych w  Piśmie i  od starszych’10) do ogrodu getsemańskiego i  pocałunkiem śmierci wydał człowieka, którego szukali. 

Warto przyjrzeć się osobie Judasza. W  dudziestym wieku został on dwukrotnie kanonizowany – raz w  Rosji podczas rewolucji bolszewickiej, a  nastepnie w  Niemczech po klęsce Hitlera. Te dwa epizody wskazują że sekta, która na początku ery okazała się w  Jerozolimie potężniejsza od Rzymu, potwierdziła swoją przemożną władzę w  dwudziestym wieku na Zachodzie. 

Według św. Mateusza, Judasz potem się powiesił, a  sądząc po rodzaju śmierci jaką wybrał – ‘przeklętej od Boga’, uczynek jego nie przyniósł mu szczęścia. Dla syjonistów pokroju dr  Kasteina, Judasz jest postacią sympatyczną. Dr  Kastein wyjaśnia, że był on porządnym człowiekiem, rozczarowanym co do Jezusa, co skłoniło go do ‘skrytego’ zerwania z  nim (określenie ‘skryte zerwanie’ mogło się pojawić jedynie w  literaturze syjonistycznej). 

Kierujący Sanherdrynem faryzeusze najpierw postawili Jezusa przed tym, co dzisiaj możnaby określić mianem ‘sądu żydowskiego’. Być może, dzisiaj właściwszym określeniem byłby ‘sąd ludowy’, gdyż zgodnie z  jego scenariuszem został on ‘wskazany’ przez donosiciela, ujęty przez gawiedz, doprowadzony przed nielegalny trybunał i  skazany na śmierć na mocy fałszywego świadectwa. 

Jednakże ‘starsi’, którzy podobnie jak dzisiejsi ‘doradcy’, kierowali wtedy biegiem wypadków, wynaleźli oskarżenie grożące karą śmierci zarówno według swojego ‘Prawa’, jak i  prawa rzymskich władców. Jezus zgrzeszył przeciwko ‘Prawu Mojżeszowemu’, mieniąc się Mesjaszem; a  wobec prawa rzymskiego popełnił zdradę głosząc się królem żydowskim. 

Gubernator rzymski Piłat próbował wszystkich sposobów, aby uchylić się od ponagleń władczych ‘starszych’, żądających kary śmierci dla tego człowieka. 

Piłat był prototypem brytyjskich i  amerykańskich polityków dwudziestego wieku. Bardziej niż czegokolwiek innego, obawiał się potęgi sekty. Jego żona nalegała, aby się nie angażował w  tą sprawę. Zwyczajem polityków próbował bezskutecznie zepchnąć odpowiedzialność na kogoś innego – na Heroda Antypasa, który był tertrarchą Galilei. Następnie próbował ograniczyć się do biczowania Jezusa, lecz faryzeusze upierali się przy karze śmierci i  grozili denuncjacją Piłata w  Rzymie: ‘Jeźli go wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarskim.’ 

Była to grożba, przed która Piłat się ugiął, podobnie jak w  dwudziestym wieku kolejni gubernatorzy brytyjscy i  przedstawiciele ONZ uginali się przed szantażem zniesławienia ich w  Londynie, czy Nowym Jorku. Widocznie Piłat, podobnie jak politycy w  dziewietnaście wieków później, wiedział że jeśli będzie się opierał, jego własny rząd potępi go i  usunie. 

Podobieństwo między Piłatem, a  politykami międzywojennymi jest wyraźne (a przynajmniej jeden z  nich zdawał sobie z  niego sprawę, gdy dzwoniąc do potężnego rabina Nowego Jorku, poprosił żartem, aby poinformowano Wielkiego Kapłana Kajfasza, iż chce z  nim rozmawiać Piłat.) 

Piłat uczynił jeszcze jedną próbę, aby przekazać sprawę w  inne ręce: ‘Weźmijcież go wy, a  według zakonu waszego osądźcie go.’ Mądrzy doświadczeniem stuleci, faryzuesze pokrzyżowali mu plany: ‘Nam się nie godzi zabijać nikogo’. 

Ostatecznie próbował on uratować Jezusa, dając ‘ludowi’ do wyboru ułaskawienie Jezusa, lub Barabasza – rozbójnika i  mordercę. Prawdopodobnie Piłat nie miał większych złudzeń co do woli ‘ludu’, gdyż musiał wiedzieć że jest on synonimem ‘motłochu’, idącego zawsze za wolą rządzących sekt. Istotnie, ‘przedniejsi kapłani i  starsi namówili lud, aby prosili o  Barabasza, a  Jezusa, aby stracili.’ 

W dzisiejszych czasach, sekta równie skutecznie potrafi manipulować motłochem. 

W miarę upływu czasu, coraz bardziej wyrazista staje sie ta wyjątkowa scena końcowa. Jedynie umysł faryzejski potrafił opracować tak szyderczy rytuał, który dzisiaj uwypukla zwycięstwo ich ofiary: szkarłatna szata, imitacja berła, cierniowa korona i  drwiąca pantomina hołdu. Droga Kalwarii, ukrzyżowanie między dwoma łotrami – był to dzień, w  którym Rzym uległ intrygom faryzeuszy, podobnie jak czterysta lat wcześniej uczyniła to Persja wobec Lewitów. 

Ci sami faryzeusze, którzy nauczyli lud Judei wiary w  przyjście Mejasza, ukrzyżowali pierwszego pretendenta do tej roli. Dali tym do zrozumienia, że Mesjasz ma dopiero przyjść. Według faryzeuszy, król Dawidowy jeszcze się pojawi, aby objąć w  posiadanie królestwo ziemskie. Oczekiwanie to przetrwało do dzisiaj. 

W swojej rozprawie o  historii Judaizmu, dr  Kastein poświęca jeden rozdział życiu Jezusa. Wyjaśniwszy że Jezus był wykolejeńcem, kwituje ten epizod charakterystycznym zwrotem: ‘Jego życie i  śmierć są naszą sprawą.’ 

Rozdział 11. Faryzejski feniks ->


 a) Czołowy organizator syjonistyczny w  Stanach Zjednoczonych w  latach 1910-50, rabin Stefan Wiese, użył tego sformułowania ze względów czysto politycznych, aby zwieść nie-żydowską publiczność. Na podobnym ‘międzywyznaniowym’ zebraniu w  Carnegie Hall w  Christmastide w  1925 roku stwierdził on, że ‘Jezus był Żydem, nie chrześcijaninem’ (chrześcijaństwo powstało po śmierci Jezusa). Za tę wypowiedz został ekskomunikowany przez Ortodoksyjny Rabinat Stanów Zjednoczonych, podczas gdy Stowarzyszenie Duchownych Chrześcijańskich ‘powitało go jako brata’. Charakterystyczny jest jego dalszy komentarz: ‘Nie wiem, co było bardziej bolesne – akceptowanie mnie jako brata przez chrześcijan, czy gwałtowne potępienie ze strony rabinów.’
(występujące w  oryginale odnośniki “z gwiazdką” zamieniono ze względu na brak paginacji w  wersji internetowej na odnośniki literowe – przyp. webmastera)
 1) Księga Kapłańska 19, wiersze 18 i  34.
 2) Ewangelia Św. Mateusza 5,43.
 3) Ewangelia Św. Jana 18,36; Ewangelia Św. Łukasza 17,21 oraz 12,33.
 4) Ewangelia Św. Marka 2,17.
 5) Ewangelia Św. Mateusza 15,7-9
 6) Ewangelia Św. Mateusza 22,16 i  nast.
 7) Ewangelia Św. Łukasza 10,25 i  nast.
 8) Ewangelia Św. Mateusza 23,13 i  nast.
 9) Ewangelia Św. Łukasza 23,34.
10) Ewangelia Św. Mateusza 26,47; Ewangelia Św. Marka 14,43.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.04 23:25.

***********************************************************************************

Rozdział 11. Faryzejski feniks

W kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa nastąpił znany, powtarzający się paradoks: klęska Judei stała się zwycięstwem faryzeuszy, utwierdzając ich panowanie nad Żydami. Ukrzyżowawszy Jezusa, pozbyli się ‘proroka i  sny śniącego’, zdolnego obalić ich Prawo. W  ciągu kilku ostatnich lat Judei zniknęły z  niej partie, które mogłyby powoływać się na Prawo we współzawodnictwie o  władzę. 

Według Encyklopedi Żydowskiej, po śmierci Jezusa faryzeusze znaleźli ‘poplecznika i  przyjaciela’ w  ostatnim królu Judei z  linii Heroda, Agryppie I. Agryppa pomógł im pozbyć się Sadyceuszy, którzy zniknęli ze sceny judejskiej, pozostawiając pełnię władzy faryzeuszom (co wskazywałoby, że ich pretensje wysuwane przeciwko linii Edomitów są niezbyt uzasadnione). Zostali więc w  Jerozolimie jedynymi władcami, podobnie jak Lewici po odłączniu się od Izraela. Podobna też czekała ich klęska. Powstawszy jak feniks z  popiołów, faryzeusze podążyli śladem Lewitów. 

W ciągu niewielu lat, jakie pozostały do życia tej małej i  rozdartej prowincji, faryzeusze ponownie zaczęli korygować ‘Prawo’ – owe ‘ziemskie przykazania’, które tak zacięcie zwalczał Jezus. Jak pisze dr  Kastein, „nauki faryzeuszy normowały życie żydowstwa; cała historia Judaizmu została odtworzona z  punktu widzenia faryzeuszy […] ideologia faryzejska ukształtowała charakter judaizmu, życie i  myśli Żydów na przyszłe pokolenia […] Uczyniła z  ‘odrębności’ główną przesłankę wiary.” 

Tak więc po życiu Jezusa, poświęconym zwalczaniu ‘ziemskich przykazań’, faryzeusze idąc śladem Lewitów, utwierdzili rasistowski i  plemienny reżym Prawa. W  przededniu ostatecznego rozproszenia narodu, zaostrzyli jeszcze rygor wyznania zmierzającego do zniszczenia, zniewolenia i  własnej dominacji. 

Szczególnie interesujące są słowa dra  Kasteina. Wcześniej stwierdził on (jak cytowaliśmy), że po narzuceniu Judaitom ‘Nowego Przymierza’ przez Nehemiasza, Tora otrzymała swój ‘ostateczny’ kształt, w  którym nie wolno było zmienić ani jednego słowa. Co więcej, w  czasach gdy faryzeusze dokonywali poprawek, Stary Testament został już przetłumaczony na język grecki, tak że dalsze poprawki mogły być wprowadzone jedynie do oryginału. 

Wydaje się, że uwaga dra  Kasteina odnosi się raczej do Talmudu, stanowiącego olbrzymią kontunuację Tory i  pojawiającego się u  schyłku ostatnich dni Judei, choć spisanego znacznie później. Tak czy inaczej, po raz któryś z  rzędu ‘życie i  myśli’ Żydów zostały ustalone ‘na całą przyszłość’, podczas gdy ‘odrębność’ została potwierdzona jako jako najważniejszy kanon Prawa. 

Około trzydzieści lat po śmierci Jezusa w  70 AD, wszystko to się rozsypało. Zamieszanie i  nieład w  Judei skłoniły Rzym do interwencji. Faryzeusze, którzy wcześniej zapraszali ich do niej i  zachowali władzę pod panowaniem Rzymskim, pozostali teraz pasywni. 

Inne ludy Palestyny, a  szczególnie Galilejczycy, nie poddały się Rzymowi. Po wielu powstaniach i  kampaniach, Rzymianie weszli do Jerozlimy i  zburzyli ją. Judea została uznana za podbity kraj, a  jej nazwa zniknęła z  mapy. Przez długie lata dziewietnastu stuleci w  Jerozolimie nie było Żydów (jedynym plemieniem, mieszkającym w  Palestynie od czasów bibilyjnych pozostały resztki Samarytanów, które przeżyły wszystkie prześladowania). 

Siedemdziesiąt lat zakończonych zburzeniem Jerozolimy przez Rzymian, dr  Kanstein nazywa ‘Okresem Heroicznym’ – prawdopodobnie ze względu na zwycięstwo faryzeuszy nad wszystkimi innymi sektami, ubiegającymi się o  duszę judaizmu. Trudno byłoby mu odnieść te określenie do bojów z  Rzymianami, jako że te prowadzili głównie obcy mu Galilejczycy, których nie był sympatykiem. 

Rozdział 12. Światło i  cień ->

***********************************************************************************

Rozdział 12. Światło i  cień

Przed upadkiem Jerozolimy w  70 roku AD, bramy jej opuściły dwie grupy podróżników. Apostołowie wynieśli z  niej nowe przesłanie dla ludzkości – rodzącego się chrześcijaństwa. Faryzeusze, przewidując los jaki mieli ściągnąć na Jerozolimę, przenieśli się do nowego centrum, z  którego (jak poprzednio z  Babilonu) rządząca sekta zamierzała rozciągnąć swą władzę nad Zydami rozproszonymi po świecie. 

Te dwie grupki podróżników reprezentowały awangardy idei światła i  ciemności, które odtąd jak cień towarzyszący człowiekowi, miały przez wieki przeć w  kierunku Zachodu. 

Źródła obecnego kryzysu ‘Zachodu’ wypływają bezpośrednio z  tej wędrówki z  Jerozolimy dziewiętnaście stuleci temu, gdyż ideie przyniesione przez dwie grupy nigdy nie dały się pogodzić. Prędzej czy później, jedna z  nich musiała zwyciężyć. Nasze pokolenie jest świadkiem wielkiej ofensywy idei niosącej zniszczenie. 

Zasadniczo cała historia Zachodu, od początku jego powstania była widownią walki między tymi dwoma ideami. Gdy zwyciężało ‘Prawo’ w  wydaniu Lewitów i  faryzeuszy, Zachód niewolił ludzi, stawiał ich przed Inkwizycją, zabijał odstępców i  hołdował idei rasy panów. Wiek dwudziesty był najgorszym tego przypadkiem. Okresy, gdy Zachód kierował się nauką tego, który przybył ‘abywypełnić prawo’, wyzwalały ludzi i  narody; ustanawiały sprawiedliwe i  otwarte sądy, znosiły rasistowskie prawa i  uznawały powszechnego Boga-Ojca. 

Po zajęciu Jerozolimy Rzymianie wybili medal z  napisem ‘Judea devicta, Judea capta’. Był to przedwczesny pean: choć Judea została zburzona i  wymieciona z  Żydów, rządząca sekta pozostała wolna i  tryumfująca. Jej przeciwnicy, roszczący sobie prawo do świątyni, zostali zmieceni przez zdobywców, a  ona sama zdążyła zadomowić się w  nowym ‘centrum’, do którego przeniosła się przed upadkiem miasta. 

W swojej nowej cytadeli faryzeusze stali się tak potężni jak przedtem Lewici w  Babilonie, lecz wkrótce poza jej murami wyśledzili nowego przeciwnika. Co prawda jego sekta, wierząca że Mesjasz już przyszedł i  zwiąca się chrześcijanami, nie uznawała nienawiści – przeciwnie, jej głównym przykazaniem było ‘Miłujcie nieprzyjacioły wasze’. Ponieważ jednak podstawowym zaleceniem prawa faryzejskiego była nienawiść, wystarczyło, aby mędrcy w  cytadeli uznali je za afront i  rozmyślne wyzwanie. 

Od początku zdawali sobie oni sprawę, że jedynie zniszczeniem nowej religii mogą zapewnić zwycięstwo swojego ‘Prawa’. Podobnie jak wcześniej i  później, tak i  teraz nie zważali na ostrzegawcze głosy dochodzące z  ich własnych szeregów – np. na słowa Gamaliela wyrzeczone w  chwili, gdy rada najwyższych kapłanów miała skazać na biczowanie Piotra i  Pawła za głoszenie kazań w  świątyni: ‘Dajcie pokój tym ludziom i  zaniechajcie ich; albowiem jeźliżeć jest z  ludzi ta rada albo ta sprawa, wniwecz się obróci; Ale jeźlić jest z  Boga, nie będziecie mogli tego rozerwać.’ Większość faryzeuszy była na tyle pewna własnego Prawa, aby raczej ‘to rozerwać’, i  gotowa jest poświęcić całe wieki na to zadanie. 

Tak więc, przeprowadzając się do nowej kwatery w  Jamni (jeszcze w  Palestynie) i  pozostawiwszy niedobitki Judejczyków własnemu losowi, faryzeusze unieśli ze sobą mroczne sekrety swej władzy w  świat całkowicie odmienny od swego dawnego. 

Poprzednio ich plemienna wiara była jedną z  wielu innych. Zemsta rodowa była powszechną cechą tych ludów i  klanów. Sąsiadujący z  nimi ‘poganie’ mogli obawiać się szczególnej zaciekłości i  mściwości wiary judajskiej, lecz sami nie potrafili oferować nic bardziej światłego. Teraz jednak, rządząca sekta zetknęła się z  wiarą bezpośrednio zaprzeczającą każdej tezie ich własnego ‘Prawa’; tak się od niego różniącą, jak białe od czarnego. Co więcej, przez źródło i  miejsce jej powstania, ta nowa wiara była dla nich samych wiecznym wyrzutem. 

Siedzący w  swej twierdzy faryzeusze poczęli obmyślać plan unicestwienia nowej siły, podnoszącej się w  świecie. Zadanie, przed jakim stali, było większe niż konfrontujące Lewitów w  Babilonie. Świątynia ich była zniszczona, a  Jerozolima wyludniona. Tak jak dawniej rozpadło się plemię Judy, tak teraz rozdrabniała się rasa judejska. Należało więc zjednoczyć i  połączyć więzią plemiennej idei i  ‘powrotu do ziemi obiecanej’ pozostały ‘naród judejski’, wymieszany dopływem obcej krwi i  rozproszony po całym znanym świecie. Trzeba też było uświadomić go o  niszczycielskiej misji, jaką miał odgrywać w  krajach osiedlenia. 

W swej dotychczasowej formie, ‘Prawo’ przeniknęło już na świat zewnętrzny – nie można więc było go zmieniać, czy wprowadzać do niego nowych rozdziałów. Co więcej, Jezus szczególnie demaskował fałszowanie tych ‘przykazań ziemskich’ przez skrybów. Zabicie go nie zaprzeczyło tym zarzutom, ani nie uciszyło ich (czego dowodem jest wzrost sekty chrześcijańskiej). Tak więc, krytyka ‘Prawa’ pozostała kwestią otwartą i  nawet faryzeusze nie mogli liczyć na przekonanie kogokolwiek, nazywając go jego gwałcicielem. 

Tym niemniej, ‘Prawo’ wymagało ciągłej reinterpretacji i  dopasowania do bieżących wydarzeń, tak aby ‘naród wybrany’ mógł każde zjawisko, bez względu na jego niedorzeczność, wytłumaczyć spełnieniem się woli Jehowy. Osiedli w  Jamnie faryzeusze wznowili swoje dawne pretensje do posiadania ustnie przekazanych tajemnic Boga i  na ich mocy poczęli naginać ‘prawa i  przykazania’ do celów walki z  chrześcijaństwem. W  ten sposób powstał Talmud, będący w  rezultacie anty-chrześcijańskim rozwinięciem Tory. 

W ciągu następnych stuleci Talmud stał się ‘murem obronnym Prawa’ – zewnętrzną barykadą, otaczającą wewnętrzną barykadę plemienną. Znamiennym jest okres, w  jakim powstał – ‘lud’ rozrzucony wśród innych narodów; początek religii, głoszącej Boga powszechnego zamiast patrona wybranego plemienia.
Patrząc z  dystansu czasu, zadanie faryzeuszy wydawałoby się beznadziejne, zważywszy na oczywiste pragnienie rozproszonego narodu do włączenia się w  nurt ludzkości. 

Jednakże, jak potwierdziła historia, faryzeuszom udało się to trudne zadanie wykonać. Talmud okazał się skutecznym narzędziem odgrodzenia Żydów od sił integracyjnych, wyzwolonych przez chrześcijaństwo. 

Dwa przykłady z  czasów dzisiejszych obrazują wpływ Talmudu, utrzymujący się przez stulecia po jego zredagowaniu. Książki bracia Thoreau pozwalają zajrzeć za nieprzeniknione mury Talmudu – jedna z  nich opisuje małego chłopca żydowskiego w  Polsce, którego nauczono mechanicznie spluwać przy mijaniu drogi krzyżowej i  deklamować: ‘Przekleństwo założycielom nowej religii.’ W  Nowym Jorku, w  1953 roku młody misjonarz Kościoła Morowian w  Jerozolimie, opisał zawładnięcie przez syjonistów szpitalem trędowatch pod wezwaniem ‘Misji Jezusa’, prowadzonym przez braci Morawskich. Pierwszm ich uczynkiem było zatynkowanie imienia ‘Jezus’, wypisanego ponad sto lat wcześniej nad drzwiami. 

Podobne incydenty (a także zakaz wymawiania imienia Jezusa) wypływają bezpośrednie z  nauk Talmudu, który w  gruncie rzeczy był powtórką ‘Nowego Prawa’, tym razem o  charakterze anty-chrześcijańskim. Stąd ten okres historii Syjonu można nazwać Talmudycznym, tak jak poprzednie okresy należały do faryzeuszy i  Lewitów. 

Podczas gdy fazyzejscy talmudyści pracowali nad Nowym Prawem w  swej nowej akademii w  Jamni, po terytoriach Rzymu rozszerzały się wieści o  życiu i  nauce Jezusa. 

Sami faryzeusze przyłożyli się do ich rozprzestrzeniania: Szaweł z  Tarasu, który wyruszył z  Jerozolimy (przed jej upadkiem) do Damaszku aby tępić heretyków, stał się apostołem Chrystusa. Głosił Ewangelię zarówno Żydom, jak i  poganom, lecz ostatecznie zmuszony był Żydom oznajmić: ’Wamci najpierwej miało być opowiadane słowo Boże; ale ponieważ je odrzucacie, a  sądzicie się być niegodnymi żywota wiecznego, oto się obracamy do pogan.’ 

Dr Kastein pisze o  Szawle zwanym Pawłem, że ‘wszystkich których nawrócił, uczynił regenatami, niezależnie czy byli oni Żydami, czy poganami.’ 

Niemniej jednak, słowa Pawła i  innych apostołów nie mogły w  tym czasie trafić na podatniejszy grunt, gdyż ludzie nieświadomie tęsknili za powszechnym Bogiem i  jak roślina dążąca do światła, zwracali się ku naukom Jezusa. Być może, te pragnienia były powodem, dla którego Jezus pojawił się właśnie w  Judei – plemienna wiara judejska, nawet jak na te czasy, była rażąco fanatyczna i  musiała na zasadzie przeciwwagi sprowokować powstanie przeciwnej sobie idei. 

Dla wielkich, lecz mało wtedy znanych i  niezaludnionych terenów, zwanych dzisiaj Zachodem, był to znamienny moment. Prawdopodobnie nigdy by nie był znany pod tą nazwą, gdyby apostołowie nie zwrócili ku niemu wzroku. 

Powstanie tego, co znamy pod mianem ‘cywilizacji zachodniej’, nie da się odłączyć od Chrześcijaństwa. Dziewiętnaście stuleci, dzielących ją od śmierci Jezusa było świadkiem postępu Zachodu, pozostawiającym resztę świata daleko w  tyle. W  sferze materialnej, w  chwili gdy piszę tą książkę, postęp doprowadził nas do progu podbicia kosmosu, otwierającego drogę do poznania wszechświata. Lecz nie to jest najbardziej istotnym jego osiągnięciem. 

Najważniejsze przewartościowanie dokonało się w  sferze ducha i  stosunków międzyludzkich. Zachód zagwarantował czlowiekowi prawo do publicznej obrony, otwartego sądownictwa i  sprawiedliwego wyroku (często gwałconych w  dzwudziestym wieku). Od przetrwania, czy zniesienia tej zasady, stanowiącej największe osiągnięcie w  historii człowieka, zależy nasza przyszłość. 

Cień, towarzyszący apostołom od bram Jerozolimy przed wkroczeniem tam Rzymian, podążył także za Chrześcijaństwem w  jego drodze na Zachód. Przez stulecia sekta talmudyczna niedostępnie szła za nim. W  dwudziestym wieku Zachód stał się sceną zapasów między narodami wyrosłymi w  tradycji chrześcijańskiej, a  sektą oddaną niszczycielskiej idei. 

Była to nie tylko sprawa Zachodu. Około pięćset lat po śmierci Jezusa, instynktowne ludzkie dążenie do jedynego Boga rzuciło rasistowskiemu Talmudowi ponowne wyzwanie, tym razem ze strony mas semickich. Arabowie także dotarli do idei jedynego Boga, wspólnego wszystkim ludziom. 

Podobnie jak Szaweł w  drodze do Damaszku, Mahomet (zbyty przez dra  Kasteina określeniem ‘beduińskiego pól-analfabety’) miał wizję Boga. Jego nauki pod wieloma względami przypominały nauki Jezusa. Podobnie jak Abrahama i  Mojżesza, Jezusa uznawał za bożego proroka (choć nie za Mesjasza). Sam mienił się następcą Mojżesza i  Jezusa – prorokiem Boga, którego nazwał Allahem. Miał on być jedynym Bogiem, stworzycielem ludzkości; nie plemiennym bożkiem Arabów, lecz Bogiem wszystkich ludzi. 

Podobnie jak chrześcijaństwo, religia ta nie uczyła nienawiści do innych wyznań. Z  szacunkiem odnosiła się do Jezusa i  jego matki (tak wyszydzanych przez literaturę talmudzką). 

Tym niemniej, Żydów uważał Mahomet za niszczycielską, egoistyczną siłę. Koran tak o  nich mówi: ‘Ilekroć wzniecą zarzewie wojny, zawsze Bóg je ugasi. Celem ich jest wprowadzanie zamieszania we świecie; lecz Bóg nie miłuje podżegaczy do nieporządku’. Przez stulecia najwięksi mędrcy wyrażali podobne opinie o  tej sekcie i  jej plemiennej wierze, aż nadszedł wiek dwudziesty, w  którym publiczne poruszania tego tematu zostało dosłownie zakazane. 

Tak narodził się Islam, rozprzestrzeniając się na południowych krańcach znanego świata, podobnie jak Chrześcijaństwo ogarnęło Zachód, a  jeszcze wcześniej Buddyzm opanował Wschód. Te trzy potężne strumienie płyną w  podobnym kierunku i  być może, kiedyś połączą się we wspólnym ujściu. Jako religie uniwersalne, nie zawierają w  swoich tezach akcentów antagonistycznych, a  zjednoczone są w  potępieniu rasistowskiej teorii panów i  jej destruktywnej idei. 

Rozszerzenie się Chrześcijaństwa i  Islamu i  objęcie przez nich wielkich mas ludności stanowi wyraźny dowód, w  jakim kierunku dążą pragnienia ludzkości. Judaizm, zasklepiony w  swych plemiennych szańcach, zazrdośnie dozorowany przez wewnętrzną sektę, pozostał osamotniony w  tyle. 

W dwudziestym wieku tej potężnej sekcie niemal udało się doprowadzić Chrześcijaństwo i  Islam do wzajemnej niszczycielskiej walki. Jeśli obecne pokolenie stanie się świadkiem takiego zderzenia, będzie ono niczym więcej, jak walką dwóch uniweralnych religii w  interesie zwycięstwa wiary ‘rasy panów’. 

Ku takiemu paradoksalnemu rozwiązaniu wyruszyły przed dziewiętnastoma stuleciami z  Jerozolimy dwie grupy ludzi. 

Rozdział 13. Mur wokół Prawa ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.24 01:10.

***********************************************************************************

Rozdział 13. Mur wokół Prawa

Historia Syjonu dzieli się na pięć wyraźnych okresów: Lewitów, faryzeuszy, talmudystów, epizod ‘emanycypacyjny’ i  Syjonizm. Jesteśmy obecnie przy trzeciej fazie jego rozwoju. 

Okres Lewitów obejmował odizolowanie się Judy, ‘niewolę babilońską oraz powrót z  niej’, powstanie i  wprowadzenie ‘Prawa Mojżeszowego’. Okres faryzeuszy, który potem nastąpił i  zbiegł się w  czasie z  opanowaniem prowincji Judy przez Rzymian, zakończył się drugim zburzeniem Jerozolimy, rozproszeniem ostatnich Judejczyków, wzrostem potęgi faryzeuszy i  wycofaniem się ‘rządu’ do nowego centrum w  Jamni. 

Trzeci okres, Talmudyczny, był najdłuższy – trwał od 70 AD do około 1800 roku. W  tym czasie Żydzi wkroczyli na Zachód, gdzie ich ‘rząd’ z  kolejnych ‘ośrodków’ niezmordowanie pracował nad utrzymaniem rozproszonego ludu w  ryzach ‘Prawa’ i  w seperacji od ludzkości. 

Był to także okres rozwoju cywilizacji Zachodu i  powstania chrześcijaństwa. Nieuniknionym więc było, że właśnie ono stało się szczególnym celem niszczycielskich nakazów Prawa, zarezerwowanych poprzednio dla ‘pogan’, ‘obcych’ i  ‘innych bogów’. 

W oczach dominującej sekty i  jej wyznawców, okres ten, wydający się umysłom zachodnim tak długi i  ważny, był epizodem niewiele więcej znaczącym niż babiloński. Fakt, że trwał ponad siedemnaście stuleci, nie sprowadzał się do zasadniczej różnicy: dla wybranego narodu oba okresy oznaczały ‘wygnanie’. W  wykładni Prawa zarówno dłuższy okres Zachodni, jak i  krótszy epizod babiloński, mocą przeznaczenia miały się zakończyć klęską ‘niewolących’ i  tryumfem Żydów oraz ich nowym ‘powrotem’. Tak interpretowali je różnego rodzaju następcy Daniela. 

W interpretacji Prawa okres siedemnastu stuleci oznaczał ponowną ‘niewolę’, gdyż według jego tezy, sam fakt przebywania ‘wybranych ludzi’ poza Jerozolimą równoznaczny był z  ‘niewolą’, a  co za tym idzie – z  ‘prześladowaniem’. 

Stąd też dla ortodoksyjnych syjonistów pokroju dra  Kasteina, siedemnaście stuleci będących świadkiem powstania chrześcijaństwa jest niezapisaną kartą historii, odznaczającą się jedynie faktem ‘prześladowania’ Żydów. Reszta stanowi nieznaczącą grę żywiołów, na tle której Jehowa posługuje się gojami jako narzędziem ukarania Żydów, przygotowując jednocześnie tryumf wybranego narodu i  jego przyszłą zemstę nad narzędziem kary. Jedynym pozytywnym rezultatem siedemnastu wieków chrześcijaństwa, jest według dra  Kasteina fakt przetrwania Żydów w  segregacji od reszty ludzkości, dzięki talmudycznym nadzorcom. 

Istotnie, to zdumiewające osiągnięcie jakim mogą się poszczycić mędrcy Syjonu, nie ma precedensu w  historii negatywnego rozwoju. W  postaci Talmudu zbudowali oni mur ‘wokół Prawa’, który z  powodzeniem zatrzymał wszelkie siły odśrodkowe, jakie w  ciągu siedemnastu stuleci mogły przyciągnąć Żydów ku reszcie ludzkości.
Podczas gdy obwarowywali oni swoją fortecę, Europejczycy przez wieki po przyjęciu chrześcijaństwa trudzili się nad wprowadzeniem w  życie moralych zasad, zniesieniem poddaństwa i  niewolnictwa, ograniczeniem przywilejów, zrównaniem społeczeństwa i  podniesieniem godności ludzkiej. Proces ten, zwany ‘emancypacją’, zastąpił około 1800 roku system władzy absolutnej i  kasty uprzywilejowanej. 

W tej walce o  emancypację czołową rolę odegrali Żydzi, wiedzeni przez swych talmudycznych władców. Pod tym względem udział ich był pozytywny. Od początku masy chrześcijańskie uważały, że wolność o  którą walczą, powinna być udziałem całej ludzkości, bez względy na rasę, klasę, czy wyznanie. Zasady te były treścią walki, a  pominięcie choć jednej z  nich, odebrałoby jej cały sens. 

Tym niemniej, sprawa Żydów przedstawiała oczywisty paradoks, wielokrotnie konfudujący i  alarmujący narody, w  których zamieszkiwali. Prawo żydowskie głosiło teorię rasy panów w  jak najbardziej aroganckiej i  stanowczej formie, przechodzącej ludzką wyobraźnię. Jakże więc mogli Żydzi atakować narodowość innych? Na podstawie jakiej logiki Żydzi domagali się zniesienia barier między ludzmi, skoro zbudowali jeszcze silniejszą barierę między swoim narodem, a  ludzkością? Jak mógł uskarżać się na dyskryminację naród, wierzący w  boskie prawo do podporządkowania sobie świata? 

Teraz, po upływie stu pięćdziesięciu lat, same wydarzenia przyniosły na to pytanie odpowiedź. 

Prawdą okazało się, że żydowski wrzask o  emancypację nie miał nic wspólnego z  jej przewodnią ideą: zasadą wolności człowieka. Prawo judaistyczne było zaprzeczeniem tej idei i  zasady. Talmudyczni nadzorcy Żydowstwa zdawali sobie sprawę, że najszybszą drogą do obalenia barier między nimi samymi, a  władzą państwową, było zniszczenie prawowitych rządów tych narodów. Najkrótszą drogą do tego celu było wykrzykiwanie haseł ‘emancypacji’! 

W ten sposób drzwi otwarte dla emancypacji mogły posłużyć do wprowadzenia w  nurt życia narodów sił permanentnej rewolucji i  do objęcia władzy przez rewolucjonistów, wychowanych i  kontrolowanych przez Talmud. Prawo Mojżeszowe miało stale kierować ich działalnością, uwieńczoną odtworzeniem na Zachodzie scenerii upadku Babilonu. 

Wydarzenia dwudziestego wieku świadczą, że taki właśnie plan przyświecał mędrcom talmudzkim, pracującym nad nim w  trzeciej historycznej fazie Syjonu, w  latach 70 – 1800 AD. Pojęcie ‘emancypacji’ oznaczało coś krańcowo odmiennego dla europejskich chrześcijan, wśród których mieszkali Żydzi i  ich talmudzcy władcy. Dla szerokich mas emancypacja reprezentowała ona koniec poddaństwa. Dla potężnej tajemnej sekty była ona środkiem do przeciwnego celu – do wprowadzenia nowej i  ostrzejszej formy niewoli. 

Przedsięwzięcie to wiązało się z  wielkim niebezpieczeństwem. Zburzenie barier między ludzmi łatwo mogło znieść także barierę między Żydami, a  resztą ludzkości. Oznaczałoby to zniweczenie planu poprzez osłabienie sił, których po tryumfie emancypacji należało użyć do ‘obalenia i  zniszczenia’ narodów. 

Taka sytuacja prawie zaistniała w  czwartej fazie historii Syjonu: emancypacja dziewiętnastego wieku przyniosła ze sobą plagę ‘asymilacji’. W  tym stuleciu ‘wolności’ wielka liczba Żydów w  Zachodniej Europie i  na nowym ‘Zachodzie’ za oceanem, okazała pragnienie odrzucenia kajdanów Jedejskiego Prawa i  włączenia się w  nurt życia ludzkości. Z  tego względu nasz syjonistyczny historyk, dr  Kastein, uważa wiek dziewietnasty za najczarniejszy okres w  historii Żydów, stanowiący dla nich śmiertelne ryzyko roztopienia się w  masie ludzkiej – na szczęście zażegnane. Nie może powstrzymać się od uczucia zgrozy, rozważając możliwość obalenia przez asymilację barier judejskiego rasizmu i  wiary. Kwituje dziewietnasto-wieczny ruch w  kierunku emancypancji określeśleniem ‘wsteczny’ i  dziękuje Bogu za przetrwanie ‘ideologii syjonistycznej’ i  uchronienie Żydów przed losem ‘asymilacji.’ 

Tak zbliżyliśmy się do fazy piątej, której początki datują się od wieku dwudziestego, w  którym żyjemy. Twierdza Talmudu przetrwała ataki, tak że pod koniec czwartej fazy nawet Żydzi w  pojęciu zachodnim całkiem asymilowani, pozostali odseparowani w  ramach własnego Prawa. Tych, którzy próbowali od niego uciec przez asymilację, zawrócił do plemiennej twierdzy mistyczny miraż nacjonalizmu. 

Wykorzystując swój wpływ na rządy osiągnięty dzięki emancypacji, rządząca sekta zrealizowała drugi ‘powrót’ do ziemi wybranej i  tym samym przywróciła Prawo roku 458 BC, wraz z  jego niszczycielską i  podbojową misją. Światowe Żydowstwo otrzymało świeży zastrzyk fanatycznego szowinizmu, którego skutki zaczynają dopiero owocować. Jego potęga nad rządami zachodnimi została wykorzystana dla koordynacji wysiłków ku końcowemu celu. Wskrzeszone z  antycznych czasów odwieczne ambicje Syjonu stały się dogmatem polityki zachodniej, wyciskając swoje zgubne piętno na Zachodzie dwudziestego wieku. 

W czasie pisania tej książki mija pięćdziesiąt pięć lat od początku fazy piątej i  jej katastrofalnych wyników. Społeczeństwu Zachodu narzucono ‘Prawo Mojżeszowe’, które zastąpiło własne prawo tych narodów. Polityczne i  militarne operacje dwóch wojen światowych podporządkowane zostały celom spełnienia ambicji syjonizmu, przy poświęceniu życia ludzkiego i  bogactw Zachodu. 

Czterdzieści lat krwawej konfrontacji w  Palestynie stanowiło jedynie wstęp do przyszłości. W  niej tkwi zarzewie trzeciej wojny światowej, a  jeśłi nawet rozpocznie się ona gdzie indziej, bez wątpienia jej podłożem będą ambicje Syjonu, dążące do opanowania większej części Środkowego Wschodu, obalenia ‘innych bogów’ i  zniewolenia ‘wszystkich narodów’. 

W tej piątej fazie upatruje dr  Kanstein nadejście złotej ery, ‘rozpoczynającej zatrzymaną historię’ (po nieistotnym interregnum znanym jako era chrześcijańska); oddającej ‘przeznaczone dziedzictwo’ syjonizmowi – ‘posiadaczowi misji światowej’; kulminującej się w  światowej dominacji, którą zbrodniczo odebrano mu w  70 roku AD (kiedy to historia została przerwana). 

Dochodzimy obecnie do trzeciej i  najdłuższej z  pięciu faz, podczas której talmudzcy skrybowie w  Jamni z  niezrównaną pracowitością rozpościerali jeszcze większą i  gęstszą sieć Prawa, z  której żaden Żyd nie mógł ujść bez narażenia się na groźne konsekwencje. Tym sposobem osiągnęli niemożliwy cel: utrzymanie przez siedemnaście stuleci rozproszonego po świecie narodu w  izolacji od reszty ludzkości i  przygotowanie go do niszczycielskiego zadania, jakie miał odegrać w  dwudziestym wieku ery chrześcijańskiej. 

Wypada tu rzucić światło na na ten znamienny okres przygotowań i  organizacji, zmierzających do wzniesienia muru wokół Prawa Judejskiego, tak aby żadna ‘libertyzacja’ nie dotknęła narodu wybranego i  nie osłabiła jego niszczycielskiej mocy. 

Rozdział 14. Ruchomy rząd ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.24 01:17.

***********************************************************************************

Rozdział 14. Ruchomy rząd

Po przeniesieniu się do Jamni z  Jerozolimy przed jej zniszczeniem w  70 roku AD, mędrcy faryzejscy podobnie jak wcześniej Lewici w  Babilonie, zamierzali ustanowić centrum władzy kierujące zdalnie organizacją plemienia rozproszonego w  tym czasie po świecie. Do Jamni zabrali ze sobą doświadczenie nagromadzone w  Jerozolimie i  Babilonie i  skarbiec odwiecznych sekretów, przy pomocy których udało im się ustanowić ruchomy rząd, kontynujący aż do dnia dzisiejszego utrzymanie władzy nad Żydami. 

Według słów dra  Kasteina, przed ostatnią potyczką z  Rzymem ‘grupa nauczycieli, uczonych i  wychowawców schroniła się w  Jamni, niosąc na swych barkach los własnego ludu, za który na przyszłe wieki przyjęła odpowiedzialność […] W  Jamni powstał centralny ośrodek administracji narodu żydowskiego […] Z  reguły, narody rozgromione podobnie jak w  tym wypadu Żydzi, przestają istnieć. Lecz Żydzi nie przepadli […] Już podczas niewoli babilońskiej nauczyli się, jak dostosowywać się do sytuacji […] Teraz postępowali podobnie.’ 

W Jamni odrodził się pod nową nazwą Stary Sanhedryn, skupiający całą władzę ustawodawczą, adminstracyjną i  sądowniczą. Ponadto, dla dalszego opracowania Prawa ustanowiono akademię, w  której skrybowie kontynuowali pracę nad objawieniem idei Jehowy i  interpretacją Prawa, tak często głoszonego za ostateczne. W  rzeczywistości jednak, dogmaty Prawa kierujące każdą dziedziną nieustannie zmieniającego się życia ludzkiego, nigdy nie wyczerpią całości zagadnienia i  muszą być ciągle rozszerzane.

Pomijając ten wymóg permanentnej rewizji, wykładnia Prawa musiała ustosunkować się do nowego czynnika – Chrześcijanizmu. Stąd wyrosło olbrzymie uzupełnienie Tory (Prawa) w  postaci Talmudu, o  równorzędnym jej, czy nawet większym znaczeniu. 

Prawo administrowane przez ośrodek w  Jamni ‘wzniosło nieprzekraczalną barierę przed światem zewnętrznym’, wprowadziło ‘sztywną jak śmierć’ dyscyplinę i  ‘utrzymywało z  daleka prozelitów’. Jego celem było ‘utrzymanie różnic dzielących życie Żydów od życia gojów’. Każda ustawa wydana większością głosów przez Sanhedryn stawała się obowiązującym prawem wszystkich komun rozproszonych Żydów, przy czym ‘oponenci zagrożeni byli banicją, czyli wyłączeniem ze społeczności’. 

Tym sposobem ‘ustanowiony został ostatecznie ośrodek kręgu, zamkniętego i  całkowicie określonego prawem, odgradzającym naród na podobieństwo muru’. W  tym czasie (przed oficjalnym przyjęciem religii chrześcijańskiej przez Rzym), wyszedł z  ‘ośrodka’ w  Jamni tajny edykt, pozwalający Żydom na pozorne wyrzeczenie się swej wiary i  wyznawanie ‘religii pogańskich’, jeśli okoliczności tego wymagają. 

W Jamni rząd utrzymał się przez około sto lat, po czym przeniósł się do Uszy w  Galilei, gdzie wznowił działalność Sandherdin. ‘Judaizm narzucił sobie nowe ograniczenia i  stał się jeszcze bardziej ekskluzywny’, a  chrześcijanie pochodzenia żydowskiego objęci zostali specjalną klątwą. W  320 roku AD cesarz rzymski Konstantyn wydał prawo zakazujące małżeństw między chrześcijanami a  Żydami i  zabronił Żydom trzymać chrześcijańskich niewolników. Zarządzenia te były naturalną odpowiedzią na niewolnicze Prawo wyłączności i  ‘separacji’, głoszone przez rząd talmudyczny w  Janinie. ‘Ośrodek’ uznał je jednak za ‘prześladowanie’ i  wyniósł się z  powrotem do Babilonu, gdzie od ośmiu stuleci przetrwała nietknięta kolonia żydowska, która wolała tam pozostać, niż ‘wrócić’ do Jerozolimy. Rząd talmudzki usadowił się w  Surze, a  uczeni w  Pumbedita. 

Talmud poczęty w  Jamni i  Uszy, zakończony został w  Surze i  Pumbedita. Światowe żydowstwo ‘opasała olbrzymia, elastyczna obręcz’, zaciśniająca je szczelnie mistycznym kręgiem strachu i  zabobonu. Rządący w  Surze exilarcha (Dawidowy książe pojmanych) z  upływem czasu stał się marionetką. Odtąd ‘prezes akademii’ (w rzeczywistości najwyższy kapłan i  premier) ‘ustanawiał prawa i  przepisy obowiązujące nie tylko babilońskich Żydów, lecz wszystkich Judejczyków… Światowe Żydowstwouznawało akademię babilońską za legalny ośrodek Judaizmu i  uważało jej prawa za wiążące.’ 

W ten sposób talmudyczny rząd w  Babilonie ujarzmił i  kierował narodem w  narodzie; państwem w  państwie. 

Choć rdzeń dogmatu pozostał niezmieniony od czasów Ezechyjela, Ezry i  Nehemiasza, teraz miejsce Tory zajął Talmud, podobnie jak wcześniej Tora zastąpiła ‘tradycję ustną’. Przywódcy akadamii w  Surze i  Pumbedita , zwani Gaonim, przejęli władzę nad rozproszonymi Żydami. Marionetkowy eksilarcha (później zwany Nasimem, czyli księciem) był od nich zależny, podobnie jak pozbawiony swoich funkcji Sanherdin. Jakiekolwiek wątpliwości wśród światowego żydowstwa co do interpretacji czy stosowania Prawa, rozstrzygane były przez Gaonate. Werdykty i  osądy (w imieniu Jehowy) tego oddalone rządu znane były jako Odpowiedź Gaonitów lub Prawo Babilońskie, któremu Żydzi musieli się poddać pod groźbą wyklęcia. 

Tak rozprzestrzeniało się jarzmo talmudyczne nad rozproszonymi Żydami, gdziekolwiek żyli, ‘na podobieństwo ścisłej sieci… rządząc ich dniem powszechnym, świętami, ich poczynaniami i  modlitwami, ich całym życiem i  każdym krokiem… Zaden aspekt ich życia nie pozostawiony został losowi, czy ich wolnej woli.’ Był to absolutny despotyzm, odróżniający się od poprzedniego jedynie przestrzenią oddzielającą despotę od poddanych. Gdyby to ściśle kontrolowane społeczeństwo wiedzone było misją dobroczynną, mogłoby wzbogacić życie otaczających je narodów. Przyjąwszy jednak misję niszczycielską, spełniało wśród nich rolę ładunku wybuchowego, kontrolowanego z  dali przez rękę spoczywającą na przycisku. 

Przez sześćset lat rząd talmudowski, przebywający w  Jamni, Uszy, czy Surze, pozostawał w  swym naturalnym orientalnym środowisku, nie wyróżniając się zbytnio charakterem od miejscowych narodów, które wiedziały jak sobie z  nim radzić i  jak zachować się wobec jego barbarzyńskiej wiary plemiennej. Bez ingerencji i  przeszkód ze strony obcej władzy, potrafiły one zawsze znaleźć kompromis, umożliwiający obu stronom dobrosąsiedzkie stosunki. 

Tak wyglądała sytuacja do momentu gdy nastąpiło wydarzenie, które gwałtownym wybuchem zaowocowało w  naszych czasach:przeniesienie się rządu talmudzkiego do chrześcijańskiej Europy i  jego zainstalowanie się wśród narodów, którym jego dogmatyka i  metody wydawały się obce, a  nawet niezrozumiałe. Na przestrzeni wieków doprowadzało to do częstych zderzeń obcych ambicji i  wiary z  interesem tubylców, czego ponownie jesteśmy świadkami w  bieżącym stuleciu. 

W naturze mieszkańców Zachodu (szczególnie północnych jego rejonów) leży szczerość, otwartość i  klarowność w  wyrażaniu swych zamiarów i  intencji – chrześcijaństwo pogłebiło te cechy. Nowy czynnik jaki pojawił się wśród nich, odznaczał się wprost przeciwnym charakterem – orientalnym, nieskończenie bardziej wyrafinowanym, sekretnym, konspiracyjnym i  przyzwyczajonym do używania języka dla ukrywania prawdziwych intencji. W  zetknięciu z  Zachodem te cechy okazały się jego największą siłą. 

Przenosiny na Zachód zbiegły się w  czasie ze zwycięstwem Islamu. Pod sztandarem proroka Arabowie wyparli Rzymian z  Palestyny. Tym samym, pierwotni mieszkańcy Palestyny zamieszkujący ją na dwa tysiące lat przed przybyciem pierwszych Hebrajczyków, stali się panami własnej ziemi i  utrzymali ją w  posiadaniu przez następne dziewięćset lat (do 1517 roku, gdy zostali podbici przez Turków). Warto tu zwrócić uwagę na różnice, jakie dzieliły Islam i  Judeę w  traktowaniu jeńców: 

W 637 roku AD kalif wydał rozkaz zwycięskim Arabom: ‘Nie będziesz działał podstępnie, nieuczciwie i  nieumiarkowanie; nie będziesz kaleczył, zabijał dzieci i  starców, ani palił ich palm i  drzew owocowych; zabijał owiec, krów czy wielbłądów; pozostawisz w  spokoju modlących się w  swoich domach.’ Wystarczy porównać to z  przykazaniem Jehowy (Deuteronomium 20,16): ‘Ale z  miast narodów tych, które Pan, Bóg twój, podawa tobie w  dziedzictwo, żadnej duszy żywić nie będziesz. Lecz do szczętu wytracisz je […]’ 

Z Palestyny Islam rozszerzył swoje granice na Północną Afrykę, tak że pod jego władzą znalazła się większość Żydów. Następnie Islam zwrócił się ku Europie i  wtargnął do Hiszpanii. W  jego cieniu podążył na Zachód talmudzki Syjon. Podboje Maurów ‘wspierane były siłą i  pieniędzmi’ przez Żydów, których zdobywcy traktowali przyjaźnie jako wspólników, wydających im miasto po mieście. Choć sam Koran głosił, że: ‘zadaniem ich jest wprowadzanie zamętu na świecie’, jego własne armie ułatwiały im to zadanie. 

Tak chrześcijaństwo w  Hiszpanii zeszło do podziemia. Był to stosowny moment dla przeniesienia się rządu talmudzkiego z  Babilonii do Hiszpanii, dający początek procesowi którego skutki ogląda nasze pokolenie. Jak pisze dr  Kastein: 

‘Rozproszony po całym globie ziemskim Judaizm miał zawsze inklinacje do ustanawienia namiastki państwa w  miejsce utraconego, i  dlatego zawsze poszukiwał wspólnego ośrodka kierowniczego […] Za ośrodek taki uznał teraz Hiszpanię, dokąd przeniosła się ze Wschodu władza narodowa. Tak jak przedtem Babilon opatrznościowo zajął miejsce Palestyny, tak teraz zastąpiła go Hiszpania, w  chwili, gdy nie mógł on dłużej pełnić roli ośrodka Judaizmu. Spełnił on już swoje zadanie do końca – w  postaci Talmudu wykuł łańcuchy zdolne dobrowolnie utrzymać jednostkę przed pochłonięciem ją przez otoczenie.’ 

Ten opis zasługuje na uwagę czytelnika: zazwyczaj ‘jednostka’ nie zakuwa się dobrowolnie w  kajdany dla niej sporządzone. Tym niemniej, niewola Żydów utrzymała się, a  być może, pogłębiła się nawet. Fakt ten pozostawiamy do ich oceny. 

Dla Zachodu najważniejszym faktem było ustanowienie rządu żydowskiego w Europie. Wraz ze swoją destruktywną ideą, ośrodek kierowniczy wtragnął na Zachód. 

Rząd talmudyczny, jako naród-w-narodzie kontynuował swoją działalność z  ziemi hiszpańskiej. Gaonat wydawał dekrety; w  Kordobie powstała akademia talmudyczna; a  czasem przejściowo władzę nad Żydami sprawował marionetkowy Exilarcha. 

Wszystko to odbywało się przy protekcji Islamu. Podobnie jak przedtem Babilończycy i  Persowie, Maurowie okazywali widoczną przychylność zamieszkałemu wśród nich elementowi. W  oczach Hiszpanów najeźdzca coraz bardziej utożsamiał się Żydami, a  coraz mniej z  Maurami. Maurowie byli najeźdzcami, lecz ich władza przechodziła w  ręce żydowskie. Historia, jakiej wcześniej świat był świadkiem w  Babilonie, powtórzyła się w  Hiszpanii i  odtąd miała się powtarzać w  wiekach późniejszych w  każdym większym kraju Zachodu. 

Maurowi pozostali w  Hiszpanii przez następnych osiem stuleci. Gdy po długich zmaganiach Hiszpanie wreszcie odzyskali kraj w  1492 roku, wypędzili Żydów razem z  Maurami. Jako reprezentanci władzy najeźdzcy musieli razem z  nim odejść, podobnie jak razem z  nim nadeszli. 

‘Ośrodek’ władzy talmudycznej przeniósł się do Polski. 

Zdarzenie to, wyprzedzające naszą generację o  czterysta lat, wnosi wielką zagadkę w  historię Syjonu: dlaczego rząd ustanowiony został w Polsce? Kroniki historyczne tego okresu nie odnotowują ani śladu znaczniejszej imigracji Żydów do Polski. Żydzi, którzy razem z  Maurami weszli do Hiszpanii, nadciągnęli z  Afryki Północnej, i  razem z  nimi odeszli do Egiptu, Palestyny, Włoch, wysp greckich lub do Turcji. Istniały w  tym czasie kolonie żydowskie we Francji, Niemczech, Holandii i  Anglii, i  one to zostały zasilone uchodzcami z  Hiszpanii. Żadne kroniki nie wspominają o  przybyciu większej liczby Żydów do Polski, czy też o  wcześniejszej ich masowej imigracji do tego kraju. 

A jednak, według dra  Kasteina, gdy ‘ośrodek’ przeniósł się do Polski w  XXVI wieku, ‘zastał tam miliony Żydów’. Oczywiście, milionowa ludność nie zjawia się nagle ‘znikąd’. Jak się wydaje, dr  Kastein choć niechętnie, sam czuje konieczność wyjaśnienia tego zagadkowego faktu, gdyż zbywa go zdawkową uwagą, iż nieznany dotąd wzrost koloni ‘był w  większej mierze skutkiem imigracji, najwidoczniej z  Francji, Niemiec i  Bohemii [część Czech], niż innych przyczyn’. Nie wyjaśnia jednak, co rozumie przez te ‘inne przyczyny’, co jak na starannego badacza wydaje się dziwnym przeoczeniem. 

Jednakże, gdy historyk syjonistyczny prześlizguje się nad jakimś faktem, można być pewnym że wytrwałe poszukiwania doprowadzą do sedna sprawy. 

Tak też stało się w  tym wypadku – rzekomo prostolinijna teza dr  Kasteina ukrywa najważniejszy fakt późniejszej historii Syjonizmu. Pośrodku licznej społeczności, nieznanej dotąd światu pod mianem ‘Żydów’ i  nie będącej faktycznie pochodzenia żydowskiego, zasadzony został ‘Ośrodek’ rządu żydowskiego. Nie tylko nie miała ona kropli krwi żydowskiej w  żyłach (co prawda, nawet wśród Żydów Europy Zachodniej trudno byłoby się doszukać czystej krwi Judejskiej), lecz przodkowie jej nigdy nie znali Judei czy innej ziemi, oprócz tatarskiej. 

Był to lud Chazarów rasy turko-mongolskiej, który przyjął wiarę judejską około VII wieku naszej ery. Jest to jedyny w  historii wypadek masowego nawrócenia na wiarę judejską ludu rasowo odmiennego (Idumeni byli ‘braćmi’). Można jedynie zgadywać, czemu mędrcy Talmudu pozwolili, czy też zainicjowali to posunięcie; bez niego jednak ‘kwestia żydowska’ rozpłynęła by się w  czasie, podobnie jak inne tego rodzaju problemy. 

Wydarzenie to (które poruszymy w  dalszych rozdziałach) stanowiło dla Zachodu kwestię życiową, a  może trafniejszym określeniem będzie – śmiertelną. Europa zawsze instynktownie czuła się najbardziej zagrożona od strony Azji. Z  chwila przeniesienia się ‘ośrodka’ do Polski, u  bram Zachodu stanęła Azja w  przebraniu żydowskim, a  potem do niego wtargnęła, niosąc Europie największy kryzys. Neofici ci, choć dawno temu nawróceni, tak byli odizolowani od świata, że zniknęli by w  mrokach dziejów, gdyby nie powstał wśród nich rząd talmudyczny, wokół którego się skupili. 

Swoją nazwę ‘Żydów Wschodnich”, zawdzięczają zamieszaniu słów, które z  Judaity poprzez Judę przeszły w  ‘Żyda’. Nikt w  życiu nie uwierzyłby, że są Judaitami, czy Judejczykami. Od momentu gdy przejęli przywódctwo nad Żydami, dogmat ‘powrotu’ do Palestyny stał się domeną ludu nie mającego w  swych żyłach kropli krwi semickiej, ani też najmniejszych powiązań rodowych z  Palestyną!

Od tego czasu głównym oparciem rządu talmudycznego stały się masy1) o  proweniencji azjatyckiej. 

Raz jeszcze powstało praktycznie suwerenne państwo, tym razem na obszarze Polski, która – podobnie jak wiele państw przedtem i  potem, okazała życzliwość względem rozwijającego się w  jej granicach narodu-w-narodzie. Także i  w tym wypadku życzliwość ta nie potrafiła złagodzić przysłowiowej wrogości Żydów. 

Dr Kastein opisuje ten suwerenny talmudystyczny rząd żydowski, działający w  Polsce. Pozwolono mu opracować własną ‘konstytucję’, tak że w  XVI i  XVII wieku Żydzi w  Polsce mieli ‘autonomiczny rząd’. W  ramach autonomii sprawował on ‘żelazną władzę i  żelazą dyscyplinę religijną, które nieuchronnie wytworzyły oligarchiczną organizację administracyjną i  krańcową formę mistycyzmu’ (edukację, której ścisły rygor w  połączeniu ze ścisłą izolacją wydał komunistycznych i  syjonistycznych rewolucjonistów naszego stulecia). 

Ten autonomiczny rząd talmudyczny zwany był Kahałem. Na swoim terytorium tworzył on niezależny samorząd, podległy koronie Polski. W  ghettach i  koloniach żydowskich miał własną administrację i  jurysdykcję podatkową, płacąc rządowi polskiemu ustaloną sumę globalną. Wydawał prawa normujące codzienne życie społeczeństwa i  sprawował nad nim władzę sądowniczą. 

Ta ostatnia nominalnie ograniczona była jedynie zakazem kary śmierci. Według profesora Salo Barona: ‘W Polsce, gdzie sądy żydowskie nie miały prawa wydawać wyroków śmierci, rabinowie (np Solomon Luria) zalecali samosąd jako środek zapobiegawczy’. (Cytat ten rzuca światło na częste, choć ostrożne aluzje dr  Kasteina co do ‘żelaznej dyscypliny’, ‘nieubłaganej dyscypliny’, ‘śmiertelnie groźnej dyscypliny’, itp.) 

Oznaczało to w  istocie odrodzenie się żydowskiego państwa w  Polsce pod władzą Talmudu. 

Jak komentuje dr  Kastein: ‘Tak wyglądało ukonstytuowanie się państwa żydowskiego, zasadzonego na obcej ziemi, okrążonego wałem obcego prawa, o  strukturze częściowo własnej, a  częściowo narzuconej […] Kierowało się ono własnym prawem żydowskim, posiadało własnych kapłanów, własne szkoły i  instytucje społeczne i  własnych przedstawicieli w  rządzie polskim […] w  gruncie rzeczy posiadało wszystkie atrybuty państwowości.’ Osiągnięcie to możliwe było ‘w dużej mierze dzięki postawie rządu polskiego’. 

Potem, w  1772 roku przyszedł rozbiór Polski i  ta wielka kolonia ‘Żydów Wschodnich’ państwa-w-państwie, rozdzielona została granicami państw zaborczych, przy czym największa jej część znalazła się pod panowaniem Rosji. Był to moment, w  którym po raz pierwszy od 2,500 lat, a  dwieście lat przed naszymi czasami, zniknął z  widoku ‘Ośrodek’ rządu żydowskiego. Przed 1772 rokiem działał on kolejno: w  Polsce, Hiszpanii, Babilonie, Galileji, znów w  Babilonie i  Judei. 

Dr Kastein twierdzi, że ‘Ośrodek przestał istnieć’. Oznaczałoby to, że w  tym momencie nastąpił koniec zorganizowanego żydowstwa. Jednakże zaprzeczają temu takie fakty, jak żywotność i  przetrwanie organizacji aż do tego czasu, oraz wydarzenia przyszłych wieków. W  następnym ustępie dr  Kastein sam wyjawia prawdę, pisząc tryumfująco o  wyłonieniu się w  dziewietnastym stuleciu ‘międzynarodowskiego żydowstwa’. 

Nie ulega wątpliwości że ‘ośrodek’ działał dalej, lecz od roku 1772 był w  konspiracji. Powód dla którego zszedł do podziemia, wywnioskować można z  przebiegu późniejszych wydarzeń. 

Przyszłe stulecie było widownią rewolucyjnej konspiracji komunistów i  syjonistów, uwieńczonej otwartym pojawieniem się tych dwóch sił dominujących obecny wiek. Ośrodek Talmudu był jednocześnie centrum konspiracji. Gdyby pozostał jawny, widoczna byłaby jego rola jako źródła konspiracji i  udział w  niej talmudycznych Żydów Wschodnich. 

Tak czy inaczej, rola ta wyszła na światło dzienne z  chwilą rewolucji 1917 roku, która przyniosła Rosji prawie wyłączny rząd żydowski. W  tym czasie również rządy Zachodu zostały tak dalece podporządkowane duchowi prawa talmudycznego, że charakter tego nowego reżymu nie mógł być przedmiotem publicznej dyskusji. Gdyby instutucja ta była jawna, masy Zachodu prędzej czy później musiałyby dostrzec rolę talmudycznego rządu żydowskiego, który pod pozorem ‘emancypacji’ organizował rewolucję niszczącą wszystkie korzyści, jakie te narody mogły od niej oczekiwać. 

Rosjanie, posiadający w  tym czasie największe skupisko ludności żydowskiej, wiedzieli co się dzieje. Jak pisze dr  Kastein: ‘Rosjanie nie mogli zrozumieć, dlaczego Żydzi nie asymilują się z  resztą społeczeństwa i  doszli do wniosku, że źródłem ich oporu jest tajny Kahał i  że istnieje także Światowy Kahał’.’ Dalej dr  Kastein sam potwierdza te przypuszczenia, pisząc o  ‘żydowskiej Międzynarodówce’ dwudziestego stulecia. 

Innymi słowy, rząd dalej działał, choć pozostał w  ukryciu i  prawdopodobnie w  innej formie, niż sugeruje to dr  Kastein używając określenia ‘międzynarodówka’. Bardzo możliwe, że dzisiejszy ‘ośrodek’ nie jest umiejscowiony w  jednym kraju. Choć główną jego siedzibą są najprawdopodobniej Stany Zjednoczone, poszczególne jego dyrektoriaty rozrzucone są po różnych krajach, działając we wspólnym celu ponad głowani ich rządów. 

Rosjanie mieli więc rację, będąc w  czasie zniknięcia ‘ośrodka’ z  widoku publicznego lepiej poinformowani w  tej kwestii, niż inni. 

Nie jest już tajemnicą, w  jaki sposób ten międzynarodowy dyrektoriat zdobywa i  dzierży władzę nad rządami państw gojów – jak ukaże ta książka, pięćdziesiąt minionych lat przyniosło wystarczająco autentycznych i  opublikowanych informacji, aby naświetlić tą sprawę. 

Bardziej trudną do wyjaśnienia jest zagadka odwiecznej siły, utrzymującej władzę nad Żydami. Jak udało się sekcie przez dwadzieścia pięć stuleci utrzymać rozproszony po globie ziemskim lud w  kleszczach plemiennego prymitywizmu? 

Następny rozdział będzie próbą rzucenia światła na metody stosowane w  trzeciej i  najdłuższej fazie historii Syjonizmu – w  okresie Talmudycznym, który trwał od 70 roku AD do końca osiemnastego wieku. Orientalny i  azjatycki charakter tych metod jest wprost niepojęty dla umysłu zachodniego. Najlepiej potrafią go zrozumieć ci, którzy z  własnego doświadczenia zetknęli się z  komunami ‘Żydów Wschodnich’ przed II Wojną Światową, czy z  państwami policyjnymi, rządzonymi terrorem i  strachem. 

Rozdział 15. Talmud i  getto ->


1) W oryginale masse de manoeuvre.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.04 23:30.

*********************************** DODANO ROZDZIAŁY 15 – 19*****

Rozdział 15. Talmud i  getto

Pomijając inne aspekty sprawy, jeden jest niepodważalny: źródłem tej potężnej mocy musi być Prawo, od dziewiętnastu stuleci skutecznie utrzymujące w  posłuszeństwie rozrzucony po świecie lud, który mógłby przecież z  własnej woli odrzucić to jarzmo. Takim jedynym w  swoim rodzaju prawem był i  jest Talmud. 

‘Tamud uważany jest przez większość Żydów za najwyższy autorytet […] Nawet Biblia zeszła na drugie miejsce.’ (Encyklopedia Żydowska). ‘Absolutna przewaga Talmudu nad Biblią Mojżesza powinna być przez wszystkich uznana.’ (Izraelickie Archiwum, cytowane przez wielebnego Landrieux). ‘Słowa mędrców są ważniejsze, niż słowa proroków’ (Talmud, Traktat Berachota, i.4). 

Praca nad Talmudem zaczęła się w  Jamni, gdzie w  nowej rewizji Prawa rabin zwany Świętym Judą lub Księciem, odegrał rolę podobną do Ezechiela i  Ezderasza w  Babilonie. 

Rola ta polegała na wprowadzeniu masowych dodatków ‘przepisów i  praw’ do Ksiąg Deuterenomium, Kapłańskiej i  Liczb. Wszystkie prawa ustanowione przez ‘ośrodek’ dodane zostały do Tory, czy tez ‘Ustnej Tory’ i  uzyskały równorzędny status jako objawienie boże. Później spisane zostały w  księdze Miszna. Jeszcze później (pod często używanym pretekstem ‘zakończenia’ pracy) dodano do Gemary olbrzymią ilość zanotowanych dyskusji i  sądów rabinicznych. Ponieważ jednak Gemara była wytworem dwóch różnych komun żydowskich – jerozolimskiej w  piątym wieku i  babilońskiej w  siódmym wieku, powstały dwa Talmudy, zwane palestyńskim i  babilońskim. 

Talmud, jako twór epoki chrześcijańskiej, wymierzony był przeciwko jej ideologii. Miał sięgać korzeniami do tego samego źródła, jakie inspirowało Torę – w  jego kompilacji skrybowie powołują się na objawienie przekazane ustnie na Górze Synaju. 

W moim egzemplarzu Biblii chrześcijańskiej znajduje się stwierdzenie iż ‘wszystkie kościoły chrześcijańskie przyjmują Stary Testament jako inspirowany przez Boga, uznając go tym samym za Prawo Objawione i  przewodnik w  wierze i  postępowaniu’. Tak brzmi decyzja Soboru w  Trencie. Nasuwa się pytanie: czym różni się inspiracja Talmudu od inspiracji Tory? Jeśli nie byłomiędzy nimi różnicy, dlaczego nie włączono do chrześcijańskiej Biblii anty-chrześcijańskiego Talmudu? 

Gdyby w  istocie tak się stało, całość Biblii zajęłaby co najmniej kilka półek biblioteki, a  Nowy Testament zginąłby przytłoczony przeczącą mu masą Talmudu. Jego nauki reasumuje talmudyczny uczony Drach następująco: 

‘W odniesieniu do chrześcijaństwa, nie tylko nie obowiązują przykazania prawa, sprawiedliwości i  miłości bliźniego, ale samo ich stosowanie jest przestępstwem […] Talmud wyraźnie zabrania ratowania nie-Żyda od śmierci […] zwrócenia mu jego własności, etc., okazywania mu litości’. 

Decyzja teologów co do ‘równorzędnej wartości objawienia’ Tory wprowadziła do chrześcijańskiej ewangelii element zawikłania, z  którego chrześcijaństwo do końca nie będzie w  stanie się wyplątać. 

Wyżej cytowane przykazania Talmudu nie różnią się zasadniczo od podobnych, zawartych w  Deuteronomium w  chwili ogłoszeniatamtego ‘Drugiego Prawa’ tysiąc lat wcześniej – tyle, że w  nim nabrały specjalnie anty-chrześcijańskiego akcentu. 

Dlaczego w  ogóle potrzebny był Talmud? Odpowiedź wydaje się prosta. Rozproszenie Judejczyków po całym świecie wymagało ponownego wciągnięcia ich w  orbitę świątyni. W  świecie po którym się rozsypali, znaleźli nowego ‘wroga’ w  postaci religii zrodzonej z  przeciwstawienia się herezji faryzejskiej: ‘biada wam, nauczeni w  Piśmie i  Faryzeuszowie obłudni!’ Co więcej, dzięki tłumaczeniu Prawo Judejskie stało się znane światowi pogańskiemu, który przejął niektóre z  jego elementów. Dla utrzymania się w  separacji naród wybrany potrzebował nowego wyłącznego prawa, ukrytego przed oczami gojów. Należało otoczyć Torę murem, zdolnym z  jednej strony uchronić wychodzców przed asymilacją, a  z drugiej – od ‘prostytuowania się z  innymi bogami’. 

Zasadniczo więc, Talmud był wrogim wyzwaniem rzuconym Chrześcijaństwu – strategią walki, dopasowaną do bieżących ruchów ‘przeciwnika’. Świeckie encyklopedie (które w  naszym pokoleniu przestały być wiarygodne w  sprawach dotyczących Judaizmu) ukrywają ten fakt przed czytelnikami gojami. Na przykład ta, jaką mam przed sobą, stwierdza: ‘Czasem Talmud całkiem niesłusznie atakowny był przez chrześcijan jako anty-chrześcijański.’ Umieszczenie tych dwóch sugestywnych słów przez jakiegoś stronniczego autora, nadaje dziełu piętno oczywistej nieprawdy i  podstawia propagandę w  miejsce faktów. W  rzeczywistości przewodnią ideą Talmudu i  jedyną jego nową cechą jest atak na chrześcijaństwo. W  innych kwestiach nie odbiega on od nauk Ezechiela i  faryzeuszy. 

Według Encyklopedii Żydowskiej, ‘Żydowskie średniowieczne legendy zawarte w  Talmudzie, Midrasz (kazaniach w  synagodze) i  w Zyciu Jezusa Chrystusa (Toledoth Jeshua), tendencyjnie poniżają osobę Jezusa, przypisując mu nieprawe pochodzenie, czarnoksięstwo i  haniebną śmierć.’ Najczęściej określają go mianem ‘anonimowego’, ‘kłamcy’, ‘szarlatana’, ‘bękarta’ (zarzut bękarctwa jest aluzją do Prawa zawartego w  Deuteronomium 23,2: ‘Ani wnijdzie niepoczciwego łoża syn do zgromadzenia Pańskiego, i  dziesiąte pokolenie jego nie wnijdzie do zgromadzenia Pańskiego.’). W  domach żydowskich wymienianie imienia Jezusa jest zakazane. 

Legendy, które Encyklopedia Żydowska odnosi do średniowiecza, nie są, jak ta aluzja może wskazywać, kompromitującym wspomnieniem dawnej przeszłości – są do dzisiaj w  użyciu w  szkołach hebrajskich. Były one wytworem rabinów epoki Talmudycznej i  powtórzeniem całego szyderczego rytuału Drogi Krzyżowej w  innej formie. Jezus jest tu przedstawiony jako nieślubny syn Marii – żony fryzjera i  rzymskiego żołnierza o  nazwisku Pantera. Sam Jezus nazywany jest imieniem, które można przetłumaczyć na ‘Joye Virgo’. Ojczym miał go zabrać go Egiptu, gdzie wyuczył się sztuki czarnoksięskiej. 

Jedyną znamienną cechą tej zmyślonej biografii (wyłącznej informacji o  życiu Jezusa, jakiej Żydzi się uczą) jest fakt, że Jezusnie został ukrzyżowany przez Rzymian. Po ukazaniu się w  Jerozolimie i  po aresztowaniu jako agitator i  magik, przekazny jest Sandhedrinowi i  spędza czterdzieści dni pod pręgierzem, po czym zostaje ukamienowany i  powieszony w  święto Paschy. Ta forma śmierci zgodna jest z  literą Prawa, wyłożoną w  Deuteronomium (21,22 i  17,5), podczas gdy ukrzyżowanie nie ma nic wspólnego z  Prawem Judejskim. Książka ta informuje także, że Jezus męczy się w  piekle w  gotującym się łajnie. 

Talmud nazywa także Jezusa ‘głupcem’, ‘czarownikiem’, ‘bezbożnikiem’, ‘bałwochwalcą’, ‘psem’, ‘płodem lubieżności’, i  tym podobnymi epitetami. Owoce tej wielowiekowej nauki widać w  książce hiszpańskiego Żyda Mojżesza de Leona, wznowionej w  1880 roku, gdzie Jezus ukazany jest jako ‘zdechły pies’, zagrzebany w  ‘gnojowisku’. Orginalny hebrajski tekst tych talmudycznych aluzji pojawia się w  pracy Laible’a pod tytułem Jezus Chrystus w  Talmudzie. Uczony ten pisze, że w  okresie talmudycznym nienawiść do Jezusa stała się ‘myślą przewodnią nacjonalizmu judejskiego’; że ‘nadejście chrześcijaństwa Żydzi przywitali wściekłą nienawiścią, graniczącą z  szaleństwem’; że ‘nienawiść i  szyderstwo Żydów kierowały się przede wszystkim ku osobie Jezusa’; oraz że ‘nienawiść Żydów do Jezusa jest dawno dowiedzionym faktem, choć wolą oni tego nie rozgłaszać’. 

Dążenie do ukrycia przed światem zewnętrznym tych nauk Talmudu doprowadziło w  siedemnastym wieku do ocenzurowania powyższych ustępów. W  tym czasie znajomość Talmudu stała się dość powszechna (dzięki denuncjacjom protestantów żydowskich); zmuszając zakłopotanych medrców talmudzkich do wydania następującego edyktu (cytowanego w  oryginalnej wersji hebrajskiej, a  przetłumaczonego przez P. L. B. Dracha, wychowanka szkoły talmudzkiej, który przeszedł na wiarę chrześcijańską):

‘Dlatego nakazujemy pod groźbą najcięższej klątwy, aby w  następnych wydaniach Miszny i  Gemary nie drukować niczego, co odnosiłoby się do dobrych czy złych uczynków Jezusa Nazaretańskiego. Ustępy te należy zaznaczać kółkiem O, ostrzegającym rabinów i  nauczycieli, że treść ich może być przekazana uczniom jedynie ustnie.1) Ten środek ostrożności pozbawi nazaretańskich uczonych pretekstu do atakowania nas w  tej sprawie.’ (ustawa Synodu Judajskiego wydana w  1631 roku w  Polsce. W  obecnych czasach, gdy gojowskie rządy wręcz zakazały otwartych dochodzeń czy protestów w  tego rodzaju sprawach, posiadane informacje wskazują, że ustępy te zostały ponownie włączone do hebrajskich wydań Talmudu.) 

Oczernianie założyciela nowej religii jest cechą wyróżniającą Judaizm spośród wszystkich innych wyznań, a  Talmud – spośród literatury o  naturze religijnej. Muzułmanie, buddyści, konfucjuszanie, chrześcijanie ani inni nie nienawidzą innych religii i  ich założycieli jako takich. Zadawalają się stwierdzeniem dzielących je różnic i  wiarą, że pewnego dnia ich ścieżki się zetkną na boskim sądzie. 

Tak też, Koran przedstawia Jezusa jako ‘natchniętego Duchem Świętym’, a  Żydom wymawia odrzucenie ‘bożego Apostoła’, kierowanego ‘wskazaniami i  światłem Ewangelii’. O  jego matce Koran mówi ‘O Mario! Zaprawdę Bóg wybrał i  oczyścił cię spośród wszystkich kobiet świata […] Jezus, syn Marii, sławny na tym i  na przyszłym świecie, jeden z  najbliższych przy Bogu’. 

W Talmudzie – tym najnowszym z  ‘nowych Praw’, wyraźnie zaznaczona jest jego myśl przewodnia, skierowana przeciw chrześcijaństwu i  nie pozostawiająca Żydów w  wątpliwości co do ich postawy względem niego. 

Powstanie Talmudu było także wynikiem innego problemu, nurtującego sektę – faktu, że w  przetłumaczonej Torze goje znaleźli wiele odpowiadających im idei (mimo jej oczywistego wrogiego do nich nastawienia). Nie mogli tego przewidzieć wcześniejsi skrybowie Lewiccy; (tak jak nie mogli przewidzieć samego przetłumaczenia). Rządząca sekta potrzebowała więc nowego Prawa, niedostępnego dla ‘obcych’ oczów, jak i  dla przekonania Żydów, że mimo niezrozumiałej decyzji włączenia ich rasistowskiego Prawa religijnego do chrześcijańskiej Biblii, Prawo to niezmiennie pozostaje obowiązującym i  wyłącznym Prawem Żydów. 

Celem Talmudu było więc pogłebienie przepaści i  podwyższenie bariery między Żydami, a  obcymi. Cytowaliśmy już przykład podwójnego języka, jakim Tora przemawia do Żydów i  gojów: jak np. w  niejasnej pozornie niewinnej aluzji do ‘narodu głupców’ w  Deuteronomium (32,21). Według artykułu zatytułowanego ‘Dyskrymiacja Wobec Gojów’ w  Encyklopedii Żydowskiej, w  oryginalnej wersji hebrajskiej ta aluzja odnosi się do ‘niekczemnych i  występnych gojów’. W  ten sposób ten sam ustęp w  oryginale ma inne znaczenie dla Żydów, a  inne w  tłumaczeniu dla gojów. Z  kolei Talmud, dostępny jedynie dla oczu Żydów, nie pozostawia ich w  wątpliwości jak mają interpretować tą łagodniejszą wersję – z  ustępu Deuteronomium odsyła ich do księgi Ezechiela (23,20), która definiuje gojów jako ‘mających ciało osła i  nasienie konia’! Cała interpretacja Prawa przez Talmudystów przebiega w  podobnym duchu.

Przykazania Talmudystów kierują się jednym celem. Prawo (według wykładni Talmudu) zezwala na oddanie właścicielowi zalezionego przedmiotu, jeżeli jest ‘bratem lub bliźnim’, lecz nie gojowi. Zaleca palenie książek (gojowskich). Palenie książek jest wynalazkiem talmudystów, podobnie jak polowanie na czarownice było przykazaniem Tory. Wyznawca Talmudu powinien codziennie recytować słowa modlitwy: ‘Dziękuję Panie […] że nie stworzyłeś mnie gojem’. Zaćmienia miały być złą wróżbą jedynie dla gojów. Według interpretacji rabina Lewiego, nakaz zaniechania zemsty, znajdujący się w  Księdze Kapłańskiej (19,18), nie odnosi się do gojów. Wyrok ten popiera cytatem z  Księgi Eklezjastesa (8,4)2) (interpretując w  duchu dyskryminacyjnym ustęp, w  którym żaden goj nie mógłby dopatrzeć się podobnej intencji). 

Żyd, który sprzeda gojowi posiadłość graniczącą z  ziemią innego Żyda, powinien być wyklęty. W  kryminalnej czy cywilnej sprawie sądowej świadectwo goja nie powinno być brane pod uwagę, gdyż nie można polegać na jego słowie, tak jak na słowie Żyda. Żyd świadczący w  gojowskim sądzie przeciw drugiemu Żydowi powinien być wyklęty. Cudzołóstwo popełnione z  nie-Żydówką nie jest cudzołóstwem, gdyż ‘goje nie mają prawnie poślubionych żon, a  zatem nie są one ich żonami’. Goje są wyłączeni z  udziału w  przyszłym świecie. 

Na koniec, pierwotne przykazanie moralne ‘kochaj swego Pana Boga z  całego serca’, Talmud zastępuje przykazaniem ‘poświęcenia się studiom Świętej Ksiąg i  Miszni, oraz przebywania z  uczonymi mędrcami’. Innymi słowy, ten najlepiej kocha Boga, kto czyta Talmud i  unika kontaktów z  gojami. 

Wpływ stuleci rządów Talmudu na ludzkie umysły najlepiej obrazują anegdoty, krążące w  naszych czasach. W  1952 roku Frank Czodorow opisał następujące zdarzenie: ‘Pewnej mroźnej nocy do naszego domu wtoczył się w  żałosnym stanie rabin. Odtajawszy po pół tuzinie szklanek gorącej herbaty, opowiedział jak współczujący goj ofiarował mu parę ciepłych rękawiczek i  jak musiał odmówić przyjęcia prezentu. Jako Żyd nie mógł stać się narzędziem zesłania na goja mitvah, czyli błogosławieństwa. Myślę, że wtedy po raz pierwszy poczułem odrazę do doktryny »narodu wybranego«, uderzony jej głupotą i  małostkowością’. 

Tyle o  ‘murze’, jaki wzniósł Talmud pomiędzy Żydami a  ludzkością, i  o uczuciu pogardy i  nienawiści dla ‘obcych’, jaki zaszczepił on wśród Żydów. Cóż jednak przyniósł on samym Żydom? Wyjaśnia to Encyklopedia Żydowska: ‘Talmud uczynił z  Torykodeks karny’. W  tym wypadku, te skądinąd szczegółowo dokładne źródło nie stawia sprawy jasno: Tora zawsze miała charakter kodeksu karnego (wystarczy ją dzisiaj przestudiować). Znamy przykłady jego zastosowania (przez Ezdrę i  Nehemiasza wobec Zydów; a  także na żądanie Sanhedrinu przez Rzymian, wobec ‘proroka sny mającego’ – Jezusa). Być może, chodzi tu o  to, że talmudzki kodeks karny był ściślej opracowany i  regularnie stosowany. 

Do jakiego stopnia Talmud stosowany był jako ‘kodeks karny’, widzimy na przykładzie opisanej wcześniej praktyce rabinów ‘zalecającej samosąd jako środek zapobiegawczy’ w  wypadku, gdy rząd kraju goszczącego zakazywał kary śmierci. Cała przepaść dzieli parę przykazań moralnych, wypływających z  dawnej tradycji, od skomplikowanych praw i  przepisów Talmudu, często zabraniających moralnych uczynków, lecz przewidujących drastyczne kary za ‘przekroczenia’. Podstawą Talmudu jest przestrzeganie praw, a  nie moralne postępowanie. 

Prawo Talmudu reguluje najdrobniejszy szczegół życia Żyda, niezależnie od miejsca jego zamieszkania: począwszy od małżeństwa, rozwódu, rozrachunków majątkowych, tranzakcji handlowych, a  skończywszy na detalach ubioru i  toalety. Ponieważ w  życiu codziennym mogą wypłynąć nieprzewidziane sytuacje, każda z  nich musi być szczegółowo rozważona pod względem zgodności z  prawem (a nie z  pozycji moralnej). Stąd nieustannie rosnąca ilość rabinackich dysput i  sądów, obrastająca Talmud. 

Czy w  dzień świąteczny większym przestępstwem jest zabić pchłę, czy wielbłąda? Jeden uczony rabin zezwala na delikatne zgniecenie pchły; inny zaleca obcięcie jej nóżek. W  wypadku złożenia ofiary z  czerwonej krowy powstaje problem, ile może mieć ona białych włosków, aby uchodzić za krowę czerwoną? Jaki rytuał oczyszcznia należy stosować przy różnych rodzajach świerzbu? Czy przy uboju rytualnym należy zacząć rzezać zwierzę od początku, czy od końca? Czy wysoki kapłan powinien wpierw nałożyć koszulę, czy pończochy? Rozważane są metody uśmiercenia odstępców – mędrcy zalecają ich duszenie, aż otworzą usta, w  które wleje się roztopiony ołów. Tutaj inny pobożny rabin nalega na rozwarcie ust ofiar obcęgami przed wlaniem ołowiu, aby się nie udusiły one przedwcześnie i  nie naraziły się na spalenie duszy wraz z  ciałem. Słowo ‘pobożny’ nie jest tu użyte w  znaczeniu ironicznym: uczony ten po prostu poszukiwał właściwej intencji przepisu ‘Prawa’. 

Ciekawe, czy dr  Johnston znał, czy też nie znał Talmud rozstrzygając problem, który dla dogmatycznego towarzystwa debat byłby wdzięcznym przedmiotem rozważań. Skwitował on ten problem stwierdzeniem ‘Nie warto się zastanawiać, co lepsze: wsza czy pchła’. Właśnie ten temat był wśród uczonych talmudzkich przedmiotem badań i  konkluzji: ‘Czy w  Sabat można zabić wszę lub pchłę?’ Odpowiedz Talmudu brzmiała, iż pierwszą można uśmiercić, lecz zabicie drugiej jest śmiertelnym grzechem. 

‘Talmud stał się niezniszczalną skorupą, chroniącą jądro przeznaczone do przetrwania: zakuł serca Żydów w  duchową siłę, która choć zimna jak lód, ochraniała je stalowym pancerzem […] Talmud, który towarzyszył im wszędzie, stał się ich domem’. Tak opisuje go dr  Kastein – dom zbudowany z  lodu i  stali, obwarowany i  otoczony murem; z  zabitymi oknami i  zaryglowanymi drzwiami. 

W domu tym, Żydzi ‘dzięki przyjęciu idei Narodu Wybranego i  zbawienia […] potrafili interpretować wszelkie wydarzeniajedynie z  własnego punktu widzenia’. Celem planety obracającej się wśród miliarda gwiazd, miało być osadzenie ich na kopcu złota w  świątyni, otoczonej trupami niewiernych. ‘Prawo wzniosło nieprzekraczalną barierę, odgradzającą od świata zewnętrznego.’ 

Według uczonego talmudzkiego, żaden Żyd nie jest w  stanie poznać całości tego wielkiego opracowania. Prawdopodobnie też żadnemu gojowi nie uda się dotrzeć do jego oryginalnej wersji. Nawet jeśli byłaby ona dostępna, cały uniwersytet uczonych musiałby poświęcić życie porównując dokonane przekłady z  oryginałem. Jak dotąd, brak przekładów zniechęcał wielu badaczy, lecz niniejszy autor nie uważa tego za istotną przeszkodę. Talmud jest na tyle znany (w większości ze źródeł żydowskich, czy żydowskich przechrztów), aby jasno pojąć jego istotę. Dalsze gromadzenie dowodów nie może wnieść nic nowego. Wyczerpujące wiadomości można znaleźć w  Encyklopiedii Żydowskiej, w  niemieckich przekładach Talmudu Jerozolimskiego i  Babilońskiego (Zurich 1880, i  Lipsk 1889), w  pracy Williama Rubena “Der alte und die neue Glaube im Judentum”, u  Stracka – “Einlietung in den Talmud”, Laible’a – “Jesus Christus im Talmud”, Dracha – “De l’Harmoni entre l’Eglise at la Synagoge”, i  w dziele Greatza – “History of the Jews”. 

Talmud uznany jest za dzieło rąk ludzkich. Tora przypisana została głosowi Jehowy, zanotowanemu przez Mojżesza. Różnica ta ma wielkie znaczenie.
Z oczywistego powodu: Nie można było ciągle na nowo odkrywać ‘pokrytych pyłem wieków’ manuskryptów Mojżesza. Za ich treść skrybowie przyjęli odpowiedzialność, deklarując po prostu, iż w  swej interpretacji kierowali się absolutnym ‘ustnym’ upoważnieniem, nadanym ich przodkom. Oni więc objawili prawdę, a  co za tym idzie, oni sami, nikt inny, byli Bogiem! 

Słusznie mówi dr  Kastein: ‘To nie Bóg był stworzycielem tego ludu i  jego idei – to lud stworzył Boga i  jego idee’. Właściwiej byłoby tu zastąpić ‘lud’ słowem ‘skrybowie’. W  Deuteronomium wcześniejsze pokolenie skrybów stworzyło objawienie; późniejsze stworzyło Boga talmudzkiego i  zażądało od ludu, aby przyjął Talmud jako kontunuację wcześniej ‘stworzonego’ objawienia. 

Ukończony Talmud czekał teraz na wyrok przyszłości, czy sekta zdoła związać Nowym Prawem rozproszonych po świecie Żydów, tak jak w  444 roku BC Ezdrasz i  Nehemiasz zdołali narzucić Nowe Przymierze Judejczykom w  Jerozolimie. 

Zamierzenie udało się. W  1898 roku na II Światowym Kongresie Syjonistów w  Bazylei, rosyjski przedstawiciel z  Kijowa, dr  Mandalstamm oświadczył: ‘Żydzi kategorycznie odrzucają ideę asymilacji z  innymi narodami i  stanowczo trwają przy swojej historycznej misji – światowego imperium’. 

Dwudziesty wiek jest świadkiem próby uwieńczenia tej misji. W  jej realizacji na pewno wiele pomogła talmudystom instytucja getta. 

Opinia światowa dwudziestego wieku została wprowadzona w  błąd obrazem getta jako obozu koncentracyjnego dla Żydów, ustanowionego przez prześladowców gojów. Podobnej operacji poddano fakty dotyczące całego okresu ucisków w  Zachodniej Europie: w  dwudziestym wieku z  tak odcedzonej historii pozostał jedynie obraz ‘prześladownia Żydów’. 

Historia ostatnich 1900 lat była świadkiem opresji wielu narodów – udział w  niej Żydów był proporcjonalny do ich liczebności (w najskrajniejszym jej przejawie naszego stulecia – w  Rosji, Żydzi byli opresorami, a  nie ofiarami). Być może, nie poruszałbym tego faktu, gdyby moje własne doświadczenie nie uwypukliło go tak ostro. 

getto nie zostało narzucone Żydom przez gojów. Było logicznym wytworem Prawa Talmudu, mającym korzenie w  eksperymencie babilońskim. Dr  Kastein określa Talmud jako ‘dom’, towarzyszący Żydom w  wędrówce. Jednakże, w  życiu materialnym dom taki potrzebował także czterech ścian i  dachu. Według Talmudu, gojowie nie byli ‘bliźnimi’, a  jego prawo zabraniało Żydowi sprzedaży gojowi posiadłości sąsiadującej z  żydowską. Naturalnym wynikiem tego prawa było odseparowanie się Żydów w  getcie. 

Pierwszym jego przykładem było getto w  Babilonie, założone przez Lewitów przy zezwoleniu władców babilońskich. Następnym było getto w  Jerozolimie, które Nehemiasz otoczył nowym murem przy pomocy żołnierzy króla perskiego, wygnawszy uprzednio wszystkich nie-Judejczyków. getto europejskie modelowane było na tych dwóch wzorach. W  życiu nowoczesnych Żydów stanowiło ono chyba najbardziej uciążliwe dziedzictwo duchowe: 

‘Getto, przyjacielu, getto, gdzie od dnia narodzin wszelkie nadzieje więdną’. 

Żydzi, którzy nigdy w  życia getta nie widzieli, noszą w  sobie podświadomy koszmar jego wspomnienia, choć to ich właśni przodkowie poddali się temu talmudycznemu wynalazkowi. Był on idealnym środkiem ogrodzenia rozproszonych kongregacji, zniewolenia umysłów i  utrzymania ich we władzy. 

Żądanie utworzenia getta często wypływało od talmudzistów (tj. poza Polską, gdzie całe życie żydowskie tak czy inaczej skupiało się w  getcie). Obecne sugestie, że celem getta było poniżenie Żydów, są częścią legendy ‘prześladowań’, wymyślonej głównie dla wpojenia Zydom strachu przed światem zewnętrznym. Podobną rolę spełnia dzisiaj mit ‘antysemityzmu’. 

W starożytnej Aleksandrii (dzisiejszym Nowym Jorku), w  średniowiecznym Kairze i  Kordobie, dzielnice żydowskie powstawały na żądanie rabinów, usiłujących utrzymać swoich wiernych w  izolacji. W  1084 roku Żydzi mieszkający w  Speyer wnieśli petycję do rządzącego księcia o  utworzenie getta. W  1412 roku na prośbę Żydów wydany został w  Portugalii edykt zezwalający na tworzenie gett. W  Weronie i  w Mantui Żydzi przez stulecia świętowali rocznicę wzniesienia murów getta jako festiwal zwycięstwa (Purim). W  Rosji i  w Polsce getta stanowiły opokę organizacji talmudycznej – jakiekolwiek próby ich zniesienia poczytywane byłyby za prześladowanie. 

Gdy na początku lat trzydziestych Mussolini zarządził zburzenie getta rzymskiego, żydowska prasa podniosła wielki lament (według Bernarda J. Browna): 

‘Zniknął jeden z  najbardziej unikalnych przejawów życia żydowskiego w  Goluth. Tam, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu pulsowało tętno życia żydowskiego, teraz pozostało kilka na wpół zniszczonych budynków, ostatnich śladów byłego getta. Padło ono ofiarą faszystowskiej pasji piękna, zniszczone na rozkaz Mussoliniego […]’ 

Tak więc, zniszczenie getta było aktem ‘faszyzmu’, podobnie jak jego założenie (na żądanie Żydów) dzisiejsi historycy syjonistyczni przedstawiają jako dowód ‘prześladowania’. 

Getto zniknęło wraz z  emancypacją. Jego utrzymanie zbyt dobitnie świadczyło by, że żydowscy przywódcy nie mają zamiaru uczestniczyć w  powszechnej emancypacji na równych prawach. 

Wydanie Encyklopedii Żydowskiej z  1903 roku stwierdza, że ‘w całym świecie cywilizowanym nie ma już ani jednego getta w pierwotnym tego słowa znaczeniu.’ Zastrzeżenie to jest znamienne, jako że w  wielu miejscach i  na wiele sposobów Żydzi w  dalszym ciągu utrzymują zamkniętą społeczność, choć zniknęły już otaczające ją mury. Nie utraciło ważności prawo zabraniające bez pozwolenia sprzedaży posiadłości gojom (wymowny przykład dla znających Montreal: cała dzielnica leżąca na wschód od Mountain utrzymuje się tym sposobem w  rękach Żydów, nie gorzej niż getto). 

Upadek getta w  wieku emancypacji był poważnym ciosem dla opoki władzy talmudycznej. W  celu uratowania jeśli nie formy, to przynajmniej ducha getta, należało znaleźć jego namiastkę. Tak pojawił się Syjonizm, będący nową metodą odgrodzenia społeczeństwa: 

‘Wielu pragnie zwiększenia kontroli Żydów nad Żydami i  oburza się na zniesienie jej w  Rosji – tam gdzie była tak łatwa i  absolutna.’ (Rabin Elmer Berger). ‘Jedynie intelektualni ślepcy nie potrafią dostrzec, że propagowanie życia zbiorowego, skupionego wokół starożytnych religijnych tradycji, wiedzie do powrotu do getta […] Nie są chwalebne wysiłki tych grup,próbujących zamknąć życie w  wiecznym getcie […] Wystarczy pobieżna lektura historii, aby dowieść że sami Żydzi byli twórcami własnych gett.’ (Bernard J. Brown). 

Syjonizm jest prawdziwym odrodzeniem tradycji getta tamudzkiego, jak zaświadczaja te dwa powyższe autorytety żydowskie. Jego celem jest zniwelowanie osiągnięć emancypacji, re-segregacja Żydów i  ponowne narzucenie im pełnej wiary w  ‘seperację’. Dla ukrycia prawdziwego znaczenia tego procesu używa się maski pod postacią szowinistycznego wezwania do podboju imperium na Bliskim Wschodzie.

Kierunek, w  którym zmierzali Żydzi przed wpadnięciem w  sidła Syjonizmu, ilustruje ustęp artykułu pt. Postawa Nowoczesnego Żydowsta, zamieszczonego w  Encyklopiedii Żydowskiej z  1916 roku: 

‘Zgodnie z  treścią katechizmu, deklaracji różnych konferencji rabiniackich i  interpretacji kazań modernistycznych rabinów, Nowoczesny Judaizm opiera się na uznaniu jedności ludzkiej rasy, prawie sprawiedliwości i  prawdy jako najwyższych wartości ludzkich, bez względu na różnice wiary i  rasy, i  na zasadzie dostępności zbawienia dla wszystkich. Człowiek nie staje się prawy przez urodzenie. Goje na równi z  Żydami mogą dojść do najwyższych cnót […] W  nowoczesnej synagodze przykazanie »Miłuj bliźniego jak siebie samego« (Księga Kapłańska 29) odnosi się do każdego człowieka.’ 

Od roku 1916 wiele się zmieniło, tak że w  1955 roku słowa te pozostały jedynie obrazem niespełnionej przyszłości. Niewątpliwie, niektórzy rabini ciągle głoszą kazania w  tym sensie, lecz na dłuższą metę musieli by posiadać cechy bohaterów i  męczenników, aby oprzeć się swoim wiernym, cofniętych o  stulecia wstecz w  swoim zapale do Syjonizmu. 

Odkąd Syjoniści uzyskali polityczną kontrolę zarówno nad rządami gojów, jak i  nad masami żydowskimi, wypowiedzi indywidualnych protestantów nie grają wielkiej roli. Prawo Lewickie w  odświeżonej przez Syjonistów faryzejskiej i  talmudycznej interpretacji działa pełną mocą. Tak jak dawniej ono, a  nie ‘opinia zmodernizowanych Żydów’ z  1916 roku kierować będzie ich poczynaniami. 

Przełomowa chwila nastapiła w  1917 roku, wkrótce po publikacji cytowanych powyżej słów. Wśród mas żydowskich tradycja Talmudu i  getta była zbyt silna, aby ‘opinia zmodernizowanych Żydów’ mogła przeważyć nad fanatyzmem świeżego pokolenia mędrców. 

Rozdział 16. Mesjanistyczne tęsknoty ->


1) W oryginale viva voce.
2) Tak w  oryginale; odnośny wiersz z  Księgi Koheleta czyli Eklezjastesa brzmi: “ponieważ słowo królewskie ma moc, a  któż mu powie «Cóż ty czynisz?»” (BJ)

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.24 01:23.

***********************************************************************************

Rozdział 16. Mesjanistyczne tęsknoty

W ciasnym zamknięciu getta reżym Talmudu siłą rzeczy musiał być oparty na terrorze, toteż stosował go przy użyciu wszystkich znanych metod, jak wzajemne szpiegowanie, donosicielstwo, denuncjatorstwo, klątwy, ekskomuniki i  śmierć. Komunistyczne reżymy policji tajnej i  obozów koncentracyjnych mogły się posłużyć gotowym modelem, dobrze znanym organizatorom talmudzkim. 

Długie wieki dogmatycznego terroru rządów talmudycznych przyniosły dwa znamienne rezultaty. Jednym z  nich były sporadyczne wybuchy mesjanizmu, wyrażające pragnienie zniewolonych aby uciec od terroru; drugim – powtarzające się protesty ze strony samych Żydów, skierowane przeciw dogmatowi. 

Oba były odbiciem uczuć wyrażonych w  zamierzchłej przeszłości, gdy ‘lud płakał’ słuchając głoszonego mu Prawa. Talmud zabraniał Żydowi praktycznie jakiejkolwiek działalności poza gromadzeniem pieniędzy (według dr  Kasteina ‘pozostawił ludowi tylko tyle swobody, ile potrzeba było do działalności gospodarczej’), i  studiowaniem Talmudu (‘tam gdzie Prawo nie dało się dostosować do realii życia, trzeba było szukać innej jego interpretacji’). 

Energia ludzi została skierowana ku zacieśnianiu sieci, w  jakiej się znajdowali:’Nie tylko wznieśli mur wokół Prawa, lecz przez coraz większe odcięcie się od świata zewnętrznego i  przez coraz ściślejsze przestrzeganie Prawa, sami otoczyli się murem.’ Kontrolowali każdy swój oddech i  każdy ruch, pytając ‘Czy jest zgodny z  Prawem?’ i  stosowali się do decyzji sekty rządzącej. 

Nawet najbardziej pokorni czasem kwestionowali słuszność Prawa, pytając: ‘Czy naprawdę każdy jego nowy wyrok i  zakaz bierze się z  objawienia Boga na górze Synaju?’ Tak twierdzili ich władcy: ‘zgodnie z  wiarą żydowską, na górze Synaj Bóg dał Mojżeszowi ustne i  pisemne Prawo, tj. Prawo zawierające wszystkie interpretacje i  metody jego stosowania.’ (jak pisze Alfred Edersheim). Lud poddawał się mu, lecz nie zawsze był wewnętrznie przekonany przez tak wyraźnie polityczne argumenty. Ten wewnętrzny bunt przeciw odgórnej propagandzie często przybierał osobliwe formy. 

Tak na przykład, portugalski Marrano (przechrzta, a  często skryty Żyd) o  nazwisku Uriel da Costa, powrócił do wiary judejskiej, lecz później nabrał odrazy do Talmudu. W  1616 roku opublikował w  Hamburgu Tezy przeciw Tradycji, gdzie zatakował ‘faryzeuszy’, twierdząc że prawo talmudzkie jest ich dziełem, a  nie boskiej istoty. Traktat ten zaadresowany był do Żydów weneckich i  ich rabin Leo Modena rzucił najcięższą klątwę na da Costę. Po śmierci rabina znaleziono jego papiery, wskazujące że hołdował on tym samym poglądom, za które ekskomunikował da Costę, lecz nie śmiał ich wyznać. 

W naszym stuleciu Leo Modena pasowałby doskonale do obrazu komunisty. Wydał wyrok śmierci na człowieka, którego poglądy podzielał. W  1624 roku Da Costa wznowił atak dziełem pt. Analiza Tradycji Faryzejskiej Na Tle Prawa Pisanego. W  Amsterdamie, gdzie Da Costa wtedy mieszkał, talmudyści zadenuncjowali go przed sądem holenderskim, motywując że dzieło to obraża wiarę chrześcijańską. Zostało ono spalone wyrokiem władz gojskich w  imieniu Prawa Talmudu! 

Podobne przykłady uległości gojów względem rządu sekty powtarzają się w  historii od czasu Babilonu do dnia dzisiejszego. Da Costa został dosłownie zaszczuty na śmierć i  w 1640 roku zastrzelił się. 

Historia żydowska zawiera wiele podobnych epizodów. Badaczowi przeglądającemu jej karty towarzyszy makabra. ‘Wielka Klątwa’ była w  istocie wyrokiem śmierci i  takim był jej cel. Wyliczone w  Księdze Powtórzonego Prawa przekleństwa spływające na ofiarę były brane dosłownie i  dotąd uważane są wśród sekty za skuteczne. 

Encyklopiedia Żydowska w  haśle ‘Przekleństwa’ komentuje: ‘Literatura talmudzka przywiązuje wręcz zabobonną wagę do potęgi słowa […] Nawet rzucenie niezasłużonej klątwy nie umniejsza jej mocy skutecznej […] Czasem klątwę rzuca się nie tylko ustnie, lecz samym złym, natarczywym spojrzeniem. Spojrzenie takie niezawodnie sprowadza natychmiastową śmierć, lub nieszczęście.’ 

W praktyce tej rozpoznać można to, co dzisiaj określa się mianem ‘złego oka’. Encykopedia tak o  nim pisze: ‘Jest to starożytny przesąd, spotykany wśród wszystkich ras, a  obecnie wśród analfabetów i  dzikich plemion.’ Według Encyklopedii Żydowskiej pozostaje on ciągle legalnym środkiem prawnym w  Prawie Judajskim, a  (jak wcześniej cytowaliśmy) Talmud ważniejszy jest ‘nawet od Biblii’. Jak twierdzi M. L. Rodkinson, któremu powierzono angielski przekład Talmudu, ‘ani jedna linijka’ nie została w  nim zmieniona. Co prawda, w  tym wypadku Talmud przejął karę wyklęcia w  formie ustanowionej wcześniej przez Lewitów w  Deuteronomium. 

Jak więc wykazują powyższe cytaty, kara wyklęcia i  ‘złego oka’ pozostały częścią ‘Prawa’. (Badacz tego zagadnienia może znaleźć niedawny przykład podobnego talmudycznego ‘złego oka’ w  relacji Whittakera Chambersa o  jego konfrontacji z  adwokatem Algera Hissa. Pozostawiam opinii czytelnika fakt, że wkrótce po tym spotkaniu Chambers przypadkiem uniknął śmierci w  próbie samobójstwa).

Ekskomunika1) była morderczym środkiem. Rodkinson czyni tu ciekawą uwagę: 

‘Można wyobrazić sobie ich’ (rabinów talmudzkich) ‘zawziętą mściwość wobec zwyczajnego człowieka czy uczonego, który odważył się wyrazić opinię choć trochę odbiegającą od ich własnej, lub który pogwałcił Sabat niosąc chustkę do nosa, czy pijąc niekoszerne wino, co według nich stanowiło naruszenie prawa. Któż więc mógł się oprzeć ich straszliwej broni wyklęcia, jakiej używali dla uczynienia z  człowieka drapieżnej bestii, przed którą wszyscy uciekali i  unikali jak plagi? Wielu doprowadzono tą czarą goryczy do grobu, lub do obłąkania.’ 

Los taki był udziałem niektórych protestujących. Mojżesz Majmonides (urodzony w  1135 roku w  Kordobie – centrum Talmudu) był autorem słynnego kodeksu zasad judaizmu, w  którym pisał: ‘Nikogo nie wolno okradać czy oszukiwać. Tak samo należy traktować Żyda, jak nie-Żyda […] Mylą się i  ignorantami są ci, którzy uważają że wolno oszukiwać goja […] Szachrajstwo, obłuda, oszukaństwo i  wykorzystywanie goja jest znieważaniem Boga, ponieważ wszystkie nieprawe uczynki są obmierzłe Panu naszemu Bogu’. 

Talmudziści zdenuncjowali Majmonidesa przed Inkwizycją, mówiąc: ‘Uważajcie, są wśród nas heretycy i  niewierni, podpuszczeni przez Mojżesza Ben Majmonidesa […] wy, którzy oczyszczacie swoje społeczeństwo z  heretyków, oczyście także nasze.’ Za ich namową księgi jego zostały spalone w  Paryżu i  Montpellier, zgodnie z  edyktem prawa talmudzkiego. Na grobie jego wyryto słowa: ‘Tu spoczywa wyklęty Żyd.’ 

Podobnie jak wcześniejsi gojowscy władcy i  dzisiejsi politycy, tak i  Inkwizycja często zabiegała o  względy tej notorycznej sekty. Fałszowanie historii, przynajmniej w  części odnoszącej się do tego zagadnienia, pozostawiło w  umysłach gojów przekonanie, że głownym celem Inkwizycji było ‘prześladowanie Żydów’. 

Typowa jest tu wypowiedz dra  Kasteina – mówiąc, że Inkwizycja prześladowała ‘heretyków i  wyznawców odmiennych religii’, dodaje ‘to znaczy, głównie Żydów’. W  dalszym ciągu jego wywodów, prześladowanie staje się skierowane wyłącznie przeciwko Żydom. (Podobnie w  naszych czasach, prześladowanie przez Hitlera przechodzi przez cztery fazy propagandowej metamorfozy. Najpierw skierowane jest przeciw ‘oponentom politycznym’, później przeciw ‘oponentom politycznym i  Żydom’, następnie przeciw ‘Żydom i  oponentom politycznym’, a  na końcu przeciw ‘Żydom’.) 

Inkwizycja czasem paliła Talmud, choć korzystniej byłoby go przetłumaczyć i  opublikować jego znaczniejsze fragmenty – nawet w  obecnych czasach. Jednakże, na żądanie rządzącej sekty paliła ona także dzieła zwracające się przeciwko Talmudowi. Na przykład, w  1240 roku w  Paryżu denuncjacja Talmudu przed Inkwizycją przez przechrztę Żyda, dominikana Nicholasa Donina nie odniosła żadnego skutku, lecz za to w  1232 roku donos talmudystów spowodował publiczne spalenie anty-talmudycznych ksiąg Majmonidesa! 

Innym wybitnym krytykiem Talmudu był Baruch Spinoza, urodzony w  Amsterdamie w  1632 roku. Jego banicja przez Żydów amsterdamskich przeprowadzona została bezpośrednio na mocy kar ‘wyklęcia’ Deuteronomium: 

‘Z wyroku aniołów i  z rozporządzenia świętych, wyklinamy, odłączamy, ekskomunikujemy i  rzucamy klątwę na Barucha Spinozę w  obliczu tych świętych ksiąg i  zapisanych w  nich sześciuset trzynastu przykazań; anatemą jaką Joszua przeklął Jerycho; przekleństwami jakimi Elisza wyklął swoje dzieci; oraz wszystkimi klątwami zapisanymi w  Torze; niech będzie on przeklęty dniem i  nocą; przeklęty gdziekolwiek się uda i  skąd przychodzi; niech mu Pan nigdy nie przebaczy; niech jego gniew i  furia spali tego człowieka; niech spłyną na niego wszystkie klątwy zapisane w  Torze. Oby Pan wymazał jego imię w  niebie. Oby ze wszystkich plemion Izraela jego jednego skazał Pan na zagładę wszystkimi klątwami pod słońcem, jakie są zapisane w  Torze. Niech nikt nie waży się do niego przemówić, pisać, okazać mu przychylność, ani mieszkać z  nim pod jednym dachem, ani się do niego zbliżać.’ 

Spinoza został wygnany z  Amsterdamu i  poddany ‘prześladowaniu, które zagroziło jego życiu’, jak podaje encyklopedia. Ostatecznie zapłacił życiem, w  sposób opisany przez Rodkinsona. Odtrącony i  osamotniony, umarł w  wieku lat czterdziestu czteru, daleko od centrum rządu talmudycznego, ale nie na tyle aby przed nim ujść. 

Dwieście lat później w  wieku emancypacji, herezję podjął Mojżesz Mendelssohn, głosząc iż Żydzi powinni zjednoczyć się z  bliźnimi, choć zachowując swoją wiarę. Było to wezwaniem do zerwania z  Talmudem i  powrotu do starożytnych idei religijnych, o  jakich protestujący Żydzi zachowali jeszcze wspomnienie. Jego myślą przewodnią było ‘Bracia moi, podążajcie za przykładem miłości, tak jak dotąd podążaliście za nienawiścią.’. Mendelssohn poświęcił życie studiom na Talmudem. Dla swych dzieci sporządził niemieckie tłumaczenie Biblii, które później opublikował na użytek mas żydowskich. 

Rabinat talmudzki stwierdziwszy, że ‘z jego tłumaczenia młodzież żydowska prędzej nauczy się języka niemieckiego, niż zrozumienia Tory’, zakazał jego rozpowszechniania: ‘Wszystkim wiernym Żydom zabrania się czytania tłumaczenia pod karą klątwy’. Po czym publicznie spalił tłumaczenie w  Berlinie. 

Choć protesty wybitnych dysydentów poruszały opinię żydowska, nigdy nie odnosiły skutków; sekta rządząca zawsze zwyciężała. Działo się tak z  dwu powodów: ustawicznego poparcia dominującej sekty i  jej dogmatu przez rządy gojów, i  samokontroli mas żydowskich. W  tym wypadku masy, czy tłumy Żydów nie były wyjątkiem od ogólnej reguły. Masy biernie poddawały się rewolucji francuskiej, komunizmowi w  Rosji, nazizmowi w  Niemczech, gdyż ich inercja była silniejsza od siły oporu, czy obawy przed ryzykiem. Podobnie przedstawiała się sprawa z  Żydami i  talmudzkim terrorem. 

W naszym stuleciu protestujący Żydzi zbyt optymistycznie utrzymywali, że terror utracił moc. W  1933 roku Bernard J. Brown pisał: ‘Groźba ekskomunikacji straciła swoje żądło […] Rabini i  kapłani utracili władzę nad myślą ludzką i  każdy bez przeszkód może wierzyć, w  co mu się podoba.’ W  1946 roku rabin Elmer Berger stwierdził: ‘Przeciętny Żyd nie ma się już co obawiać kary wyklęcia.’ 

Obie wypowiedzi były przedwczesne. Następne lata wykazały, że prześwietna sekta ciągle potrafi utrzymywać w  posłuszeństwie światowe żydostwo. 

Tym niemniej, zaciekłość rządów talmudycznych w  gettach często wywoływała wybuchy płaczu, lamentów i  próby stargania łańcuchów. Na tyle zaniepokoiły one talmudzistów, że poczuli potrzebę złagodzenia sytuacji. Jak pisze dr  Kastein, ‘w 900 roku AD zezwolono na dyskusję nad Talmudem i  dogmatami religijnymi.’ Z  pozoru wyglądało to na zniesienie dogmatu, zabraniającego kwestionowania jednego przecinka czy kropki w  dekretach rabinackich, a  nawet wyrażenia wątpliwości co do ich pochodzenia z  Góry Synaj. 

Możliwość prawdziwej dyskusji wniosłaby powiew świeżego powietrza do getta, lecz gdyby rzeczywiście zaistniała, nie byłoby potrzeby prześladować Majmonidesa ani Spinozy. To, na co zezwolono w  szkołach i  synagogach, było swoistą formą dialektyki, zmierzającą do dalszego umocnienia fasady Prawa. Dyskutantom pozwolono jedynie na wysuwanie dowodów, że jakaś działalność jest zgodna z  Talmudem; jeden dyskutant występował z  wnioskiem, a  drugi z  przeciwnym, po czym obaj dowodzili zgodności swych argumentów z  Prawem! 

Ta praktyka (opisana przez braci Thoreau) była zwana ‘pilpulizmem’. Daje ona klucz do zagadki, często nurtującej gojów – sprytu, z  jakim Syjoniści potrafią usprawiedliwiać u  siebie te cechy, które krytykują u  gojów. Polemista wytrenowny na pilpuliźmie bez trudu wykaże, że prawo judejskie pozwalające Żydom na posiadanie niewolników-gojów jest sprawiedliwe, a  zabraniające tego prawo rzymskie jest ‘prześladowaniem’ Żydów; że judejskie prawo zabraniające małżeństw mieszanych jest ‘dobrowolną separacją’, lecz podobne prawo gojowskie jest ‘dyskrymiancją opartą na uprzedzeniu’ (według określenia dr  Kasteina); że w  pojęciu Prawa masakra Arabów jest ‘sprawiedliwa’, choć masakra Żydów jest zbrodnią wobec każdego prawa. 

Dr Kastein podaje własny przykład pipulizmu: ‘W sytuacjach gdzie intelekt ludzki, zagrożony zdławieniem przez presję świata zawnętrznego, nie ma możliwości twórczego wyrażenia się w  życiu realnym, często praktykuje się podobny rodzaj gimnastyki duchowej.’ 

Wyrażenie ujęte kursywą jest chwytem propagandowym pilpulistów: dyskutanci zdławieni byli presją własnej społeczności, a  nie świata zewnętrznego (które Prawo ignorowało). 

Te pilpulistyczne ‘dyskusje nad Talmudem’ mogły dawać zamkniętej społeczności niewielke iluzoryczne poczucie współudziału w  rządzącym nią despotyźmie (podobnie jak głos oddany na jedyną partię w  dzisiejszych państwach totalitarnych). Prawdziwe tęsknoty do wyrwania się z  zniewolenia znalazły wyraz w  wybuchach mesjanizmu. Prawdopodobnie zezwolenie na ‘omawianie Talmudu’ było próbą ich zneutralizowania. 

Coraz to w  obrębie społeczności, utrzymywanej w  plemiennym odgrodzeniu, odzywały się wołania: ‘Wypełniamy wszystkie przykazania i  statuty – dajcie nam obiecany cudowny Raj!’ Tak doszło do pojawienia się szeregu Mesjaszy, z  których każdy rozpalał oczekiwania ogniem nadziei. Wszyscy zostali zdemaskowani jako ‘fałszywi Mesjasze’ (inaczej sekta rządząca nie mogłaby się powoływać na przyszły tryumf intronizacji w  Jerozolimie, jak przyrzekało Prawo), odwlekając spełnienie nadziei ludności gett. 

Pierwszymi Mesjaszami byli Abu Isa z  Ispahanu w  VII wieku, Zonarias z  Syrii w  VIII wieku, i  Saadya ben Josef w  X wieku. Najsłynniejszym był Sabatai Zewi ze Smyrny, który w  1648 roku ogłosił nadejście Milennium wypowiadając w  synagodze straszne imię Boga. Został za to ekskomunikowany i  musiał uciekać, pozostając przez wiele lat na wygnaniu. Jednakże wywarł wielki wpływ na żydowskiej społeczności, tęskniącej za obiecanym Rajem. Uznała go za Mesjasza, tak że w  1665 roku powrócił do Smyrny wbrew talmudystom, uważającym go za największe na przestrzeni wieków zagrożenie ich autorytetu. 

Następnym krokiem Sabbatai Zewiego było ogłoszenie się Mesjaszem. Miraż zamiany więzów Talmudu na tryumfalne spełnienie się w  Jerozolimie był tak silny, że wierni Smyrny, a  za nimi masy żydowskie na całym świecie, zlekceważyły talmudzką ekskomunikę i  uznały go za Mesjasza. Ogłosił wtedy rok 1666 jako mesjanistyczny, porozdzielał korony narodów świata wśród przyjaciół i  wyruszył do Konstantynopola, aby obalić tron Sułtana (władającego wtedy Palestyną). Licząc na powrót i  nadejście dnia swej dominacji, Żydzi na całym świecie zaczęli sprzedawać swoje interesy, domy i  dobytek. Jak wspomina w  swoim dzienniku Samuel Pepys w  lutym 1666 roku, londyńscy Żydzi robili zakłady co do jego szans na obwołanie go ‘Królem Świata i  prawdziwym Mesjaszem’. 

Jak można było się spodziewać, po przybyciu do Konstantynopola został aresztowany i  osadzony w  więzieniu. Nie zmniejszyło to bynajmniej jego reputacji i  popularności – więzienie było tak oblegane przez wrzaskliwe tłumy, że przeniesiono go do fortecy w  Gallipoli. Ta z  kolei zmieniła się w  królewską rezydencję dzięki napływającym darom Żydów. Emocje mas zostały rozpalone do białości; w  wyobraźni rozproszonego i  odizolowanego od ludzkości narodu był on Królem Świata, przybyłym aby go wyzwolić i  uczynić panem Ziemi. 

W tym momencie Sabbatei Zewi powtórzył błąd mędrców sekty: przyrzekł coś, czego nie mógł dotrzymać (stanowi to podstawową usterkę wiary, muszącą ostatecznie doprowadzić do jej upadku). Jednak w  odróżnieniu od ostrożnych mędrców, ustalił datę – na ostatni dzień 1666 roku! Gdy rok dobiegał końca (a pewny siebie rząd talmudyczny w  Polsce wysłał posła, denuncjującego go przed Sułtanem jako ‘fałszywego Mesjasza’), Zewi zdecydował się w  swym pałacu-więzieniu na próbę ratunku. W  pełni ceremoniału nawrócił się na Islam i  zakończył życie na dworze Sułtana, podobnie jak wielu dziesiejszych syjonistów w  Nowym Jorku. Wstrząsnął chwilowo rządem talmudzkim, który z  kolei obłożył ‘Wielką Klątwą’ jego zwolenników. Dotąd pozostała ich garstka, wierząca w  powrót Sabbatai Zewiego i  powtórzenie się tego epizodu, łącznie z  przejściem na Islam. 

Syjonizm naszych czasów jest nową formą mesjanizmu, prowadzącą do podobnie nieuniknionego rozczarowania. Po zniknięciu Sabbtai Zewiego i  pokładanej w  nim nadziei, masy żydowskie ponownie pogrążyły się w  niewoli getta. Pozbawione nadziei wyzwolenia, pod nadzorem swych panów powróciły do studiowania Talmudu i  jego niszczycielskiej misji. Przygotowywały się do zadania. 

Rozdział 17. Niszczycielska misja ->


1) Ekskomunika (z łac. excommunicatio) – wyłączenie ze wspólnoty. Zob. hasło w  Wikipedii. Nb. w momencie redakcji tego rozdziału nie ma w  artykule w  Wikipedii żadnych odniesień do judaizmu.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2010.08.21 11:42.

***********************************************************************************

Rozdział 17. Niszczycielska misja

Lata studiów nad opasłymi tomami potrafią jedynie doprowadzić do wniosku, że podstawowa prawda historii Syjonu sprowadza się do kilkunastu słów wyrzeczonych przez Maurycego Samuela: ‘My, Żydzi jesteśmy i  pozostaniemy na zawsze niszczycielami […] cokolwiek goje zrobią, nie zaspokoi naszych potrzeb i  wymagań.’ 

Stwierdzenie to na pierwszy rzut oka brzmi zarozumiale i  neurotycznie, lecz w  miarę poznawania przedmiotu nabiera cech szczerości i  rozwagi. Oznacza to po prostu, że człowiek który urodzi się Żydem i  nim pozostaje, jest narzędziem niszczycielskiej misji, od której nie potrafi się uwolnić. Jeśli odchyli się od ‘Prawa’, staje się w  oczach kapłanów złym Żydem; jeśli pragnie lub jest zmuszony być dobrym Żydem, musi się do niego stosować. 

Stąd też historyczna rola kierujących Żydowstwem musi być z  natury rzeczy niszczycielska; w  XX stuleciu ta misyjna cecha osiągnęła apogeum, którego skutki trudno jeszcze przewidzieć. 

Nie jest to jedynie opinia niniejszego autora. Co do jej niszczycielskiego celu zgadzają się pisarze syjonistyczni, dysydenccy rabinowie i  gojowscy historycy – dla poważnych badaczy jest to jedyny bezsporny i  niekwestionowany punkt. 

W rozumieniu Żydów cała historia sprowadza się do misji zniszczenia jako warunku do spełnienia Prawa Judaistycznego i  ostatecznego tryumfu żydowskiego. 

‘Cała historia’ ma inne znaczenie dla Żydów i  inne dla gojów. Goje rozpatrują ją mniej więcej w  ramach ery chrześcijańskiej i  czasów wcześniejszych, rozpływających się w  mroku legend i  mitów. 

Dla Żydów historia składa się z  przekazów zdarzeń opisanych w  Torze, Talmudzie i  kazaniach rabinów, sięgających roku 3760 BC, czyli dokładnej daty początku świata. Prawo i  ‘historia’ są tu identyczne, przy czym historia jest wyłącznie historią Żydów; jej opis roztacza się przed oczami jako saga niszczycielskich osiągnięć i  odwetów Żydów, od czasów teraźniejszych aż do ponad trzech tysiący lat wstecz. 

W takim ujęciu historia innych narodów rozsypuje się w  nicość, podobnie jak papierowo-bambusowa rama latarni chińskiej. Pouczającym zajęciem dla goja byłoby spojrzenie na własną terażniejszość i  przeszłość oczami Zyda i  przekonanie się, że to wszystko, co w  jego mniemaniu wydaje się istotnym, chwalebnym czy niekczemnym, dla historii Syjonu stanowi zamazane tło albo w  ogóle nie istnieje. Podobnie, jakby jednym okiem patrzeć na własne życie odwrotną strona teleskopu, a  drugim oglądać w  powiększeniu historię Judy. 

Dla tradycyjnego Żyda świat pozostał płaski, z  centralnym miejscem zarezerwowanym dla jego dziedzica – Judy. Rządząca sekta potrafiła w  dużej mierze urzeczywistnić ten obraz w  odniesieniu do wielkich mocarstw Zachodu, podobnie jak przedtem narzuciła Prawo samym Judejczykom. 

Podstawową zasadą Prawa Lewitów jest przykaznie ‘niszczenia’. Bez niej nic nie pozostałoby z  ‘Prawa Mojżeszwego’, czy z  samej religii; imperatyw ‘niszczenia’ jest jej osobistym stemplem. Określenie to musiało być celowo wybrane. Równie dobrze można było użyć innych słów, takich jak zwyciężyć, pokonać, podbić, ujarzmić. Wybrano jednak wyraz zniszczyć. Włożono go w  usta Boga, choć oczywiście wymyślony został przez Skrybów. 

To właśnie wypaczenie zwalczał Jezus – ‘głoszenie doktryny opartej na przykazaniach stworzonych przez ludzi.’ 

Pojawia się ono na samym poczatku opowiadania, w  przyrzeczeniu ziemi obiecanej, pochodzącej bezpośrednio od Boga: ‘[…]wytraci Pan, Bóg twój, przed obliczem twojem te narody, do których ty wnijdziesz […]’. Jeszcze wcześniej, Księga Wyjścia przypisuje Bogu akt zniszczenia w  postaci zemsty nad poganami: ‘A tak wyciągnę rękę moję, i  uderzę Egipt […] i  zabiję wszelkie pierworodne w  ziemi Egipskiej […] Tedy rzekli słudzy Faraonowi do niego: zaż jeszcze nie wiesz, że zniszczył Egipt?’ 

Od samego początku zasada ‘niszczenia’ przewija się przez całe Prawo, a  następnie towarzyszy opisowi wszystkich zdarzeń historycznych. Czasem akt zniszczenia pojawia się w  przetargach z  Bogiem, na zasadzie ‘jeśli nie, to…’ – albo Bóg przyrzeka coś zniszczyć, albo lud go o  to prosi. Każdy akt niszczenia przedstawiony jest jako sprawiedliwa zapłata za ekwiwalentną usługę:

‘Bo jeźli pilnie słuchać będziesz głosu jego, i  uczynisz, cokolwiek rzekę, nieprzyjacielem będę nieprzyjaciół twych […] Pójdzie bowiem Anioł mój przed tobą, i  wprowadzi cię do Amorejczyka, i  Hetejczyka, i  Ferezejczyka, i  Chananejczyka, Hewejczyka, i  Jebuzejczyka, i  wytracę je’. (Księga Wyjścia). (W tym wypadku Bóg ma przyrzekać ‘wytracenie’ wzamian za ‘przestrzeganie ustaw i  praw’, ze szczególnym naciskiem na obowiązek: ‘Zburzycie do szczętu wszystkie miejsca, na których służyli narodowie, które wy posiądziecie, bogom swoim […]’; Deuteronomium). 

I wzajemnie: ‘Tam uczynił Izrael ślub Panu, mówiąc: Jeźliże podaż lud ten w  ręce moje, do gruntu wywrócę miasta ich […] I  wysłuchał Pan głos Izraela, a  podał mu Chananejczyki: i  wytracił je z  gruntu, i  miasta ich’ (Księga Liczb 21,2-3). 

Jak więc widać, w  obu powyższych przykładach ‘zniszczenie’ jest uzależnione od wzajemnej przysługi wyświadczonej przez lud albo przez Boga. 

Nakaz ‘wytracenia do szczętu’ jest jedną z  najważniejszych i  niewzruszonych zasad Prawa, tak że jakikolwiek przejaw jego złagodzenia czy niedopatrzenia traktowany jest nie jako błąd, lecz poważne przekroczenie prawa. Za tę zbrodnię (zgodnie z  Prawem), pierwszy i  ostatni prawdziwy król zjednoczonego królestwa Izreala i  Judy, Saul, został przez kapłanów pozbawiony tronu, a  jego miejsce zajął potomek Judy, Dawid. Warto zwrócić uwagę na okoliczności, w  jakich został on wyniesiony na tron, gdyż przyszły ‘król świata’ ma być także z  rodu Dawidowego. W  księgach Prawa wielokrotnie powtarza się podobna lekcja, szczególnie w  alegorycznej masakrze Midianitów, przedstawionej w  końcowej mowie Mojżesza w  Księdze Liczb. 

Na takiej podstawie opiera się Prawo i  jego historia. Od momentu, gdy Izreal odrzekł się od Judy i  pozostawił ją na łasce Lewitów, jej mieszkańcy znaleźli się pod panowaniem kasty kapłańskiej, uznającej nakaz ‘niszczenia’ za najważniejsze przykazanie Jehowy i  uważającej się za powołaną do wykonania tego zadania. Tak więc Juda stała się jedynym narodem w  historii, poświęconym idei ‘zniszczenia’. Historii ludzkiej nieobca jest działalność niszczycielska, towarzysząca wojnie. Nigdy jednak dotąd nie była ona celem samym w  sobie – jedynym źródłem tej osobliwej idei jest Tora i  Talmud. 

Ich wyraźną intencją było stworzenie siły niszczycielskiej, jak świadczą słowa Maurycego Samuela. 

Gdy liczna masa ludzi rozsiana wśród narodów poświęca energię na stosowanie Prawa, musi ona nieuchronnie dążyć do niszczycielskiego celu. Z  eksperymmentu lat 458-444 BC, w  którym Lewici za pomocą Persów narzucili prawo płaczącemu ludowi, wyłonił się naród, który miał odtąd spełniać rolę katalizatora w  procesie zmiany społeczeństw, sam pozostając niezmieniony. 

Żydzi przyjęli funkcję powszechnego katalizatora, towarzyszącego niszczycielskim zmianom. Proces ten przyniósł wiele utrapienia gojom (choć sami je na siebie ściągnęli swoim służalstwem wobec sekty rządzacej), i  nikłe korzyści Żydom (którzy oddziedziczyli tą żałosną misję). 

Goje przetrwali i  przetrwają – mimo Danieli, Mordechajów i  ich późniejszych następców, ‘ostateczny koniec’ narodów ‘którem ci oddał’ jest tak daleki, jak przedtem. 

Szczególnym celem ataków Prawa stały się kraje goszczące naród wybrany, rozrzucony po świecie przez Jehowę za jego własne przewiniena’. 

Na przykład, Księgę Wyjścia trudno uznać za coś więcej niż legendę, spreparowaną przez skrybów jerozolimskich i  babilońskich w  wiele wieków po rzekomych wydarzeniach. Skrybowie nie mieli więc powodów do uwypuklania obaw Egipcjan przed destruktywnym wpływem osiadłych wśród nich przybyszów. Jeśli to uczynili już w  pierwszym rozdziale Księgi Wyjścia (‘Przetoż mądrze sobie pocznijmy z  nimi, by się snać nie rozmnożył, a  jeźliby przypadła wojna, aby się nie przyłączył i  on do nieprzyjaciół naszych, i  nie walczył przeciwko nam […]’),to oczywiście dla wpojenia w  umysły opanowanych narodów idei swej destruktywnej misji. 

Tutaj po raz pierwszy pojawia się idea przyłączenia się ‘narodu’ do nieprzyjaciół goszczącego kraju w  celu jego zniszczenia. W  miarę zbliżania się do bardziej historycznych czasów, podobne epizody (upadek Babilonu) służą dla umocnienia tej samej tezy. Judejczycy przedstawieni są jako jednoczący się z  wrogami Babilonu i  entuzjastycznie witający perskich najeźdzców. Zniszczenie Babilonu ukazane jest wyłącznie jako akt zemsty Jehowy za los Judejczyków. Zemsta ta rozciąga się również na króla i  sposób jego śmierci (zdarzenie najprawdopodobniej zmyślone, lecz ważne jako precedens historyczny). 

Tak przedstawiona historia kończy się w  Starym Testamencie następnym aktem zemsty, tym razem nad perskimi oswobodzicielami! Dzisiejsi przywódcy polityczni Zachodu, schlebiani przez syjonistów porównaniem ich do dobrego króla Cyrusa Perskiego, wyzwoliciela Judejczyków, chyba nie dość uważnie czytali Biblię i  nie zauważyli, jaki los spotkał potem Persów. Logicznie, z  kolei oni musieli odcierpieć za goszczenie wśród siebie Judejczyków. 

Dla konstrukcji tej alegorycznej przypowieści stworzono symboliczną postać pogańskiego ‘prześladowcy’ Hamana, który tak radzi perskiemu królowi Ahaseuresowi: ‘Jest lud niektóry rozproszony i  rozsypany między ludem po wszystkich krainach królestwa twego, którego prawa różne są od praw wszystkich narodów, a  praw królewskich nie przestrzegają; przetoż nie jest pożyteczno królowi, zaniechać ich.’ (Księga Estery 3,8) Jak na razie, wypowiedź ta nie różni się od opinii, jaką w  ciągu stuleci wyrażało, czy mogło powziąć wielu polityków względem ‘odłączonego narodu’ i  jego Prawa. Następnie jednak, według Księgi Estery, Haman dodaje: ‘Jeźli się tedy królowi zda, niech będzie napisano, aby byli wytraceni’, na co król wyraża zgodę. (Scenariusz taki potrzebny jest dla uzasadnienia wynikłej zemsty Żydów). Wysłano listy do gubernatorów wszystkich prowincji, nakazujące zabicie wszystkich Żydów w  tym samym dniu ‘trzynastego dnia miesiąca dwunastego’. 

Późniejsi skrybowie pracujący nad księgą Estery pragnęli widocznie ożywić wątek potężnego Judejczyka na dworze obcego króla, wprowadzając postać Estery – ukrytej Żydówki, ulubionej nałożnicy króla perskiego, wyniesionej później do godności małżonki. Na interwencję Estery król cofa rozkaz i  wiesza Hamana wraz z  dziesięcioma synami na szubienicy przygotowanej dla Żyda Mordechaja (kuzyna i  opiekuna Estery). Król udziela także Mordechajowi pełnomocnictwa, na mocy którego oznajmuje on gubernatorom ‘stu dwudziestu siedmiu’ prowincji od Indii do Etiopii, ‘Iż król dał wolność Żydom, którzy byli we wszystkich miastach, aby się zgromadzili, a  zastawiali się o  duszę swoję, a  żeby wytracili, wymordowali, i  wygubili wszystkie wojska ludu onego, i  krain tych, którzyby im gwałt czynili, dziatkom ich, i  żonom ich, a  łupy ich żeby rozchwycili’ . 

Po ogłoszeniu owego ukazu, ‘mieli Żydzi wesele, radość, uczty, i  dzień ucieszny’, i  (co interesujące) ‘wiele z  narodów onych krain zostawali Żydami; albowiem strach był przypadł od Żydów na nie.’ 

Potem, w  wyznaczonym dniu, ‘pobili Żydzi wszystkich nieprzyjaciół swoich, mieczem ich mordując, i  tracąc, i  niszcząc, a  czyniąc z  tymi, co ich nienawidzieli, według upodobania swego’, wybijając ‘nieprzyjaciół swoich siedmdziesiąt i  pięć tysięcy.’ Mordechai zarządził, aby trzynasty i  czternasty dzień miesiąca Adar w  przyszłości Żydzi ‘obchodzili […] z  ucztami i  z weselem’. I  tak też świętują je dotąd. 

W rzeczywistości postacie Hamana, Mordechaja i  Estery sa zmyślone. Historia nie zna żadnego króla Ahasuerusa, choć jedna encyklopedia (prowdopodobnie z  chęci ożywienia tej przypowieści) podaje, że ‘Ahasuerus został zidentyfikowany z  Xeresem’. W  tym wypadku byłby on ojcem króla Artaxerxesa, który wysłał swoich żołnierzy z  Nehemiaszem do Jerozolimy dla wprowadzenia w  życie rasistowskiego ‘Nowego Przymierza’. Osobliwy to uczynek ze strony Artaxerxesa, który miał być świadkiem wymordowania we własnym kraju 75 000 swoich poddanych przez Żydów! 

Nie odkryto dotąd historycznych źródeł potwiedzających ten epizod, który posiada wszystkie cechy szowinistycznej propagandy. 

Jeśli nawet został on zmyślony, niepokojącym faktem jest, że może się sprawdzić w  dzisiejszych czasach, gdy Zachód poddał się Prawu opartemu na podobnych przypowieściach. Dzisiaj ludzie nie mogą ‘stać się Żydami’ (a przynajmniej rzadko), lecz nie obcy jest im obraz przekazany słowami: ‘wiele z  narodów onych krain zostawali Żydami; albowiem strach był przypadł od Żydów na nie.’ 

W naszym pokoleniu z  tych samych powodów stają się oni ‘sympatykami syjonizmu’.
Do naszych londyńskich czy waszyngtońskich polityków XX wieku wiernie pasuje obraz podany w  tym ustępie: ‘A wszyscy przełożeni nad krainami, i  książęta, i  starostowie, i  sprawcy robót królewskich, mieli w  uczciwości Żydów; bo przypadł strach Mardocheuszowy na nich.’ Jeśli nawet w  550 roku BC nie było króla Ahasueresa czy ‘Mardocheusza siedziącego u  bramy królewskiej’, to Mardocheusz naszego stulecia jest realny i  potężny, a  politycy sprawujący urzędy kierują się bardziej strachem przed nim, niż interesem własnego narodu. 

Ta stara, nieprawdopodobna historia nabiera dzisiaj wiarygodności. Z  pozoru, Baltazar i  Daniel, Ahasuerus i  Mardocheusz wydają się postaciami symbolicznymi, stworzonymi dla celów programu politycznego Lewitów, a  nie ludzmi żyjącymi. Lecz… masakra cara i  jego rodziny w  naszym stuleciu przeprowadzona została zgodnie z  wersetem 30 rozdziału 5 Księgi Daniela; powieszenie nazistowskich przywódców odbyło się według pomysłu wyłożonego w  wersetach 6-10 rozdziału 7 i  wersetach 13-14 rozdziału 9 Księgi Estery. 

Niezaleznie od ich realności, przypowieści te stały się w  naszym stuleciu Prawem. Najbardziej radosne święta żydowskie obchodzi się dla upamiętnienia starożytnych legend zniszczenia i  zemsty, na których oparte jest Prawo: rzezi ‘pierworodnych Egipcjan’ i  masakry dokonanej przez Mardocheusza. 

Ostatecznie, może być prawdą że w  pięćdziesiąt lat po podbiciu ich przez Babilon, Żydzi sprowadzili na ten kraj klęskę rękoma Persów; że przez następne pięćdziesiąt lat po uwolnieniu ich przez króla perskiego opanowali do tego stopnia jego królestwo, że z  obawy przed Żydami gubernatorzy ‘od Indii do Etiopii’ przeprowadzili masakrę 75 000 własnych poddanych; że Żydzi sprowadzili śmierć na swych innych wrogów, ‘przeklętych od Boga’. W  tym wypadku, perskiego oswobodziciela czekał z  rąk ‘pojmanych’ gorszy los, niż jaki wcześniej spotkał ich babilońskiego władcę. 

Rozwijając ten temat z  nieuniknionymi aluzjami co do ‘Żydów’, należy pamiętać, że Judaizm zawsze dzielił się na dwa kierunki, czemu przykład dają cytaty z  naszych czasów. 

Według Bernarda J. Browna, chicagowski rabin Solomon B. Freehof uważa przypowieść o  Hamanie, Mardocheuszu i  Esterze za ‘esenencję historii żydowskiej’. Z  kolei, zdaniem samego Browna (także z  Chicago), obchody Purimu powinny być zaprzestane i  zapomniane, jako dzisiejsza ‘parodia świąt, które były obmierzłe’ nawet dla proroków izraelskich. (Purim nie był znany w  czasach, gdy Izajasz i  Hosea namiętnie protestowali przeciw ‘ustawowym festiwalom’ i  ‘swiętom’.) 

Brown pisał te słowa w  roku 1933, lecz wydarzenie z  roku 1946 – powieszenie przywódców nazistowskich w  dniu żydowskiego święta ukazuje, że jego protest był równie nadaremny, jak wcześniejsze protesty, do których nawiązywał. Podobnie jak dwadzieścia siedem stuleci wcześniej, tak i  w 1946 roku przeważyło zdanie rabina Freehofa. Podstawowa cecha święta obchodzonego w  Purim przewija się niezmiennie przez wcześniejsze i  późniejsze etapy historii Syjonu: użycie gojowskiego władcy do zniszczenia gojów celem dopełnienia zemsty judejskiej. 

Skończywszy na Mardocheuszu, Stary Testament porzuca ten wątek historyczny. Dla sprawdzenia, czy w  podobnym świetle przedstawiono Żydom późniejsze wydarzenia; czy obrazują one pasmo udręk doznanych z  rąk pogan zanim nie dosięgła ich zemsta judejska, badacz musi sięgnąć do źródeł judejskich. 

Dojdzie wtedy do wniosku, że w  takim właśnie świetle mędrcy sekty widzą całą historię do czasów obecnych i  w tym duchu przedstawiają ją masom żydowskim. Podobnie jak w  Starym Testamencie Egipt, Babilon i  Persja istniały jedynie jako tło obrazujące podbój, ciemiężenie i  traktowanie Żydów, ukarane potem zemstą Jehowy, tak też w  percepcji późniejszych uczonych pozostałe czynniki nie grają żadnej roli. W  ich ujęciu, historia Rzymu, Grecji i  późniejszych imperiów ogranicza się jedynie do wydarzeń mających związek z  Żydami. Imperia te pozbawione są samoistnego bytu i  jedynie wzajemne stosunki z  Żydami nadają realność ich egzystencji. 

Po Babilonie i  Persji, następnym narodem mającym doświadczyć tego katalicznego wpływu był Egipt. Żydowskie społeczeństwo w  Aleksandrii (liczne jeszcze przed zasileniem przez uchodźców po inwazji babilońskiej) było w  tym czasie największym skupiskiem Żydów w  znanym świecie. Pod tym wzgledem Egipt przypominał Rosję przed wojną 1914-18 roku i  dzisiejsze Stany Zjednoczone. Stosunek Żydów, a  przynajmniej ich mędrców, do Egipcjan podobny był do ich stosunku wobec Persów i  Babilończyków. 

Stwierdzenie dra  Kasteina, że Egipt stał się ‘historyczną przystanią’ dla Żydów, brzmiało by jak wdzięczny trybut, gdyby następne jego słowa nie wykazywały, że właśnie tą ‘przystań’ należało zniszczyć. Jego słowa, opisujące uczucia jakie Żydzi żywili wobec Egipcjan, nie różnią się od tych, jakie użyto w  Księdze Wyjścia dla przedstawienia Egipcjan w  okresie ‘pierwszej niewoli’. Stwierdza on, iz w  Egipcie Żydzi ‘tworzyli zamknięte społeczeństwo […] prowadzili odosobnione życie i  budowali swoje własne świątynie […] Egipcjanie odczuwali religijną separację Żydów jako obrazę i  wzgardę dla ich własnej religii.’ Dodaje, iż Żydzi ‘oczywiście’ popierali Persję, która pomogła przywrócić im Judeę. 

Tak więc Egipt nie mógł liczyć na wdzięczność czy lojalność Żydów, mimo że oferował im ‘schronienie’ i  ‘historyczny przytułek’. Wrogość okazywana gospodarzom wyrażała się formą pomocy nieprzyjacielom Egiptu, i  budziła podejrzenia Egipcjan: ‘Dodatkowym powodem wrogości była zdecydowana niechęć Żydów do asymilacji z  otaczającym ich społeczeństwem i  doidentyfikowania się z  krajem adopcji […] Głęboka duchowa konieczność utrzymania kontaktu z  pobratyńcami, więzy lojalności z  rozsianymi grupmi ziomków, musiały rzutować na ich postawę obywatelską w  danym kraju’. 

Reasumując, dr  Kastein stwierdza, że Żydzi egipscy powitali perskiego najeźdżcę z  ‘otwartymi ramionami’. Mimo, że Egipt okazał im serdeczną gościnność. 

Babilon, Persja, Egipt… a  następnie Grecja. W  332 roku BC Grecja podbiła Persję i  opanowała Egipt. Aleksandria stała się stolicą Grecji. Wielu Zydów aleksandryjskich chętnie podążyłoby za radą Jeremiasza ‘utrzymania pokoju w  mieście’. Jednak potęga sekty i  jej destruktywnej nauki przeważyła. 

Jako wielbiciel sekty, dr  Kastein tyle ma do powiedzenia o  Grecji i  jej cywilizacji, że ‘będąc intelektualnie światła […] była zarazem uosobieniem fałszu, okrucieństwa, oszczerstwa, próżniactwa, korupcji, grabieży i  niesprawiedliwości.’ Cały epizod grecki zbywa tryumfalnym stwierdzeniem: ‘Aleksandryjscy Żydzi doprowadzili cywilizację helleńską do rozpadu.’ 

Babilon, Persja, Egipt, Grecja… W  ujęciu ich skrybów i  uczonych, dla Żydów cała historia od Stworzenia do ery chrześcijańskiej stała się wyłączną sprawą żydowską. Udział w  niej ‘pogan’ ogranicza się jedynie do epizodów związanych z  życiem Żydów, lub ukazujących zniszczenie tych ‘pogan’ przez Żydów, w  czasie wojny czy pokoju. 

Pozostaje pytanie, jak wiernym był ten obraz wydarzeń w  czasach przed-chrześcijańskich, i  czy pasuje on także do wydarzeń późniejszych, włącznie z  czasami obecnymi? 

Jak wykazuje doświadczenie naszego pokolenia, obraz ten był i  jest prawdziwy. Na wzór babilońsko-perski, konflikty narodowe obecnego stulecia, na pozór wypływające z  czynników nie związanych z  kwestią żydowską, obracały się w  tryumf i  odwet Judei, a  towarzyszące im zniszczenie realizowało się w  myśl spełnienia Prawa Judejskiego, podobnie jak rzeź pierworodnych Egipcjan, upadek Babilonu i  masakra Mardocheusza. 

Po Grecji przyszła kolej na Rzym. W  czasach rzymskich Cycero najwidoczniej podzielał opinię o  roli Żydów w  upadku cywilizacji greckiej, wyrażoną przez dr  Kasteina dwadzieścia stuleci później. Zeznając na procesie Flakusa, Cycero bojaźliwie oglądał się do tyłu, gdy przyszło do wzmianki o  Żydach. Zaznaczył że wie, jak trzymają się oni razem, i  jak potrafią zgnębić każdego, kto im się sprzeciwi. Zalecał ostrożność w  postępowaniu z  nimi. 

Podobne ostrzeżenia wysuwali Fuskus, Owidiusz i  Persjusz. Jeszcze w  czasie życia Jezusa, Seneka powiedział: ‘Obyczaje tego zbrodniczego narodu szerzą się tak gwałtownie, że ma on zwolenników w  każdym kraju; podbity naród narzuca zwycięzcy swe prawa’. W  tymże czasie geograf rzymski Strabo, pisząc o  rozmieszczeniu i  ilości Żydów (w naszych czasach znaczniejszej, niż podają to statystyki) zauważył, że nie ma miejsca na ziemi, gdzie by ich nie było. 

W pojęciu przeciętnego goja, Grecja i  Rzym wniosły do cywilizacji europejskiej nieprzemijające wartości. Z  Grecji przyszło piękno; położyła ona fundamenty dla rozwoju poezji i  sztuki. Z  Rzymu wyszło prawo, które jest podstawą Magna Charta, Habeas Corpus i  niezawisłych sądów publicznych – największego osiągnięcia Zachodu. 

Dla uczonego syjonisty Grecja i  Rzym reprezentują przemijający i  odrażający epizod pogański. W  Rzymie, jak pogardliwie stwierdza dr  Kastein, ‘Judea od początku słusznie widziała jedynie przedstawiciela bezmyślnej, głupiej i  brutalnej potęgi.’ 

Od czasów chrystusowych, Rzym przez trzysta lat prześladował chrześcijan. Po przejściu cesarza Konstantyna na wiarę chrześcijańską w  320 roku AD, Żydom zabroniono obrzezywania niewolników, posiadania niewolników chrześcijańskich i  małżeństw z  chrześcijanami. Tą dokładną odwróconą kopię Prawa Judejskiego dr  Kastein uważa za prześladowanie. 

Po podziale cesarstwa rzymskiego w  395 roku, Palestyna stała się częścią cesarstwa Bizantyjskiego. Rzym pod panowaniem chrześcijańskim zniósł zakaz osiedlania się Żydów w  Jerozolimie. Gdyby nie chrześcijaństwo, Jerozolima byłaby dotąd wolna od Żydów. Tym niemniej, gdy w  614 roku Persowie wojujący z  Bizancjum weszli do Palestyny, Żydzi ‘garnęli się do ich armii ze wszystkich stron’ i  przyłączyli się ‘do masowej masakry chrześcijan z  zapałem zrozumiałym u  narodu prześladowanego przez trzy stulecia’ (tak pisze dr  Kastein – który jak wyżej wspomniano, uznał zakaz posiadania chrześcijańskich niewolników za prześladownie). 

Po zemście nad chrześcijanami wygasł zapał do Persów – czternaście lat później Żydzi ‘bardzo chętnie porozumieli się z  bizantyjskim cesarzem Heraklitusem’ i  pomogli mu odzyskać Jerozolimę. 

Potem nadszedł Mahomet i  Islam. Mahomet podzielał poglądy Cycerona i  innych wcześniejszych uczonych – jego Koran uzupełnił je słowami: ‘Wśród Żydów i  bałwochwalców znajdziecie najpewniej najgwałtowniejszych wrogów prawdziwej religii […]’ 

Tym niemniej, podobnie jak chrześcijaństwo, Islam nie okazywał wrogości wobec Żydów, tak że dr  Kastein znajduje kilka względnie przychylnych słów dla niego: ‘Islam pozostawił niewiernym absolutną swobodę działalności gospodarczej i  autonomię administracyjną […] Islam istotnie przestrzegał tolerancji wobec innych wyznań […] Chrześcijaństwo nigdy nie oferowało Judaizmowi tak doskonałych warunków i  okazji do rozkwitania.’ 

Te ‘warunki do rozkwitnięcia’ Islam zapewnił Żydom na ziemi europejskiej – w  Hiszpanii (jak wspomnieliśmy wcześniej). W  ten sposób weszli oni do Europy, dzięki pomocy jaką Islam udzielił ‘najgwałtowniejszemu wrogowi prawdziwej religii’. Po podboju w  637 roku Jerozolimy przez kalifa Omara i  jego kampanii zachodniej, w  ślad za islamskim zdobywcą podążył do Hiszpanii rząd talmudzki! 

Królowie wizygodcy, podobnie jak Cycero, Mahomet i  wielu innych, mieli ustalone poglądy co do Żydów. Jeden z  ostatnich królów Euric, około 680 roku na XII Soborze w  Toledo błagał biskupów ‘o podjęcie ostatniej próby wykorzenienia plagi żydowskiej’. Wkrótce potem nastąpił koniec epoki Wizygotów i  w 712 roku Islam usadowił się w  południowej i  środkowej Hiszpanii. 

Dr Kastein pisze: ‘w Andaluzji Żydzi dostarczyli żołnierzy do obsadzenia garnizonów i  placówek’. Pełniejszy obraz pierwszego zetknięcia Żydów z  ludem północno-europejskim podaje profesor Greatz: 

‘Afrykańscy Żydzi wraz ze swoimi niefortunnymi wspólwyznawcami z  Pólwyspu zjednoczyli się z  mahometańskim zdobywcąTarikiem […] Po bitwie pod Xeres w  lipcu 711 roku i  po śmierci ostatniego króla Wizygotów Roderika, zwycięscy Arabowie ruszyli naprzód, wspierani zewsząd przez Żydów. Generałowie muzłumańscy, potrzebujący każdego żołnierza dla opanowania kraju, mogli pozostawić w  każdym zdobytym mieście mały garnizon, powierzając je w  opiekę Żydom. W  ten sposób Żydzi, dotąd poddani, stali się panami Kordowy, Granady, Malagi i  wielu innych miast. W  stołecznym mieście Toledo Tarik napotkał jedynie na mały garnizon […] Gdy chrześcijanie odprawiali w  kościele modły za kraj i  religię, Żydzi otworzyli bramy miasta przed zwycięskimi Arabami, witając ich hucznie w  odwecie za lata niedoli […] Tarik powierzył także stolicę Żydom w  opiekę […] Na koniec, gdy gubernator Afryki Musa Ibn Nossair wkroczył do Hiszpanii z  drugą armią i  podbił resztę miast, oddał je także w  zarząd Żydom’. 

Obraz ten jest identyczny z  wcześniejszymi historycznymi, czy legendarnymi wydarzeniami dotyczącymi Żydów: konflikt między dwoma ‘obcymi’ narodami, zmieniający się w  tryumf i  zemstę Judy. 

Podobnie jak w  Babilonie i  Egipcie, Żydzi zwracają sie przeciw narodowi, wśród którego żyją i  otwierają bramy obcemu najeźdżcy. Z  kolei obcy najeźdźca ‘oddaje’ te miasta we władanie Żydom. 

W wyniku wojny władza nad stolicą i  innymi większymi miastami, oraz owoce zwycięstwa przypadają Żydom, a  nie zwycięzcy. Najwidoczniej generałowie Kalifa tyleż wagi przywiązywali do ostrzeżeń Koranu, co dzisiejsi politycy zachodni do nauk Nowego Testamentu. 

Wracając do niedoli, pomszczonej zemstą Żydów, profesor Greatz szczególnie podkreśla, że najokrutniejszą z  nich był zakaz posiadania niewolników: ‘najbardziej gnębiącą z  nich było ograniczenie dotyczące posiadania niewolników – odtąd zabroniono Żydom kupowania chrześcijańskich niewolników i  przyjmowania ich w  prezencie’! 

Jeśli Arabowie liczyli na wdzięczność tych, którym powierzyli stolice i  inne miasta, zawiedli się. Po podboju Judejczyk Halevi z  Kordoby śpiewał: 

‘[…] jak wypełnić mam święte przyrzeczenie, jak zasłużyć na uświęcenie,
Gdy Syjon pozostaje niewolnikiem Rzymu, a  ja pachołkiem Araba?
Śmieciem są mi wszystkie skarby Hiszpan, ich bogactwo i  dobra,
Kiedy jak największy skarb cenię pył z  miejsca ruin naszej świątyni!’

Doradcy Kalifa zaniepokojeni byli tym duchem, podobnie jak byli wcześniej królowie wizygodcy, Mahomet i  politycy rzymscy. Słowa, jakimi przemawiał Abu Ishak z  Elwizry do Kalifa Kodroby, przypominają ostrzeżenie Cycerona: 

‘Żydzi […] stali sie wielkimi panami, a  ich pycha i  arogancja nie mają granic […] Nie bierz tych ludzi za ministrów […] gdyż cały świat woła przeciw nim; zwalą świat i  nas wraz z  nim […] Byłem w  Granadzie i  widziałem, jak się tam rządzą. Rozdzielili między sobą nasze prowincje i  nasze bogactwo; wszędzie panoszą się ci przeklęci. Zbieraja podatki, bogacą się, stroją się; podczas gdy nasze szaty, o  muzułmanie!, są stare i  podarte. Znają wszystkie tajemnice państwowe, choć głupotą jest ufać zdrajcom!’ 

Jednakże Kalif nie przestał wybierać swych ministrów z  grona nominowanych przez talmudzki rząd w  Kordobie. Okres hiszpański, bardziej wyraźnie niż inne, świadczy że żydowska wersja historii jest być może bliższa prawdy, niż gojska – podbój Hiszpanii niewątpliwie był bardziej dziełem Żydów, niż Maurów. Nominalna władza Maurów przetrwała 800 lat, zgodnie z  precedensem kończąc się wygnaniem Maurów przez Hiszpan przy pomocy Żydów. 

Tym niemniej, nie zmieniło to ogólnej opinii co do ich rzetelności. Jej podejrzenia zwróciły się szczególnie ku przechrztom, zwanym Marronami. Hiszpanie nie wierzyli w  szczerość ich nawrócenienia i  mieli tu rację, jak przyznaje dr  Kastein, mówiąc że między Żydami a  Marronami istniała ‘utajona atmosfera konspiracji’. Najwidoczniej działał tu wpływ Talmudu, zezwalającego na ‘fałszywe nawrócenia’. 

Mimo tej powszechnej opinii, w  miarę odzyskiwania podbitych prowincji królowie hiszpańscy przyjęli zwyczaj mianowania ministrów finansów z  grona Żydów i  Marronów. Jednym z  nich był Izaak Arrabanel, któremu powierzono zadanie zdobycia funduszy na podbój Grenady. Dr  Kastein wspomina tu o  ‘pomocy finansowej’ udzielonej północnym chrześcijanom w  ich ostatecznym ataku na południowych Mahometan, co zgadzałoby się z  rolą, jaka wówczas musieli przyjąć mędrcy zgodnie z  podstawową doktryną Prawa o  ‘pożyczaniu wszystkim narodom, lecz nie pożyczaniu od nikogo.’ 

Po całkowitym odzyskaniu kraju, nagromadzone uczucia niechęci do Żydów, zrodzone z  ich udziału w  ośmiowiekowej okupacji Muarów, odżyły i  Żydów wygnano z  Hiszpamii w  1492 roku, a  w 1496 roku z  Portugalii. 

Z tego faktu wywodzi się niewzruszona nienawiść dzisiejszych historyków syjonistycznych wobec Hiszpanii. Wierzą oni święcie, że wobec niej zemsta Jahowy nie została jeszcze zaspokojona. Obalenie monarchii hiszpańskiej pięć wieków później i  wojnę domową z  lat 1930. przedstawiają czasem jako kolejne raty spłat tego rachunku. Pogląd ten przebija przez butne słowa sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Brandeisa, skierowane do czołowego syjonisty rabina Stefana Wiese w  1933 roku: ‘Oby Niemcy spotkał los Hiszpanii!’ W  tym świetle należałoby spojrzeć na traktowanie Hiszpanii w  następnych dekadach naszego stulecia, a  szczególnie na długoletnie wyłączenie jej z  Narodów Zjednoczonych. 

Choc piętnaście stuleci upłynęło już od początków epoki chrześcijańskiej, bieżące wydarzenia podążają śladem ery przed-chrześcijańskiej, w  myśl historycznych założeń Starego Testamentu i  zgodnie z  Prawem Judejskiem. Pod kierownictwem Talmudu Żydzi nie przestają wywierać wpływu na inne narody i  kontynuują swoją destruktywną działalność… 

‘Uciemiężeni’ i  ‘zniewoleni’ gdziekolwiek się znajdą (mocą własnego Prawa, a  nie narodów udzielających im gościny), konsekwentnie spełniają rolę nakazaną przez Prawo: ‘obalać i  niszczyć’. Są powolnym narzędziem swych władców w  dziele ‘wprowadzania zamętu’ wśród narodów – jak to określił Koran, umożliwiając im zdobycie władzy, wywieranie zemsty, popieranie najeźdzców i  finansowanie przewrotów. 

Tego przez wieki wymagali ich talmudcy władcy i  próżne były zrywy protestu ze strony Żydów – Prawo zawsze okazało się silniejsze. Misja ta nie przynosiła Zydom zdowolenia ani satysfakcji, ale nie mogli od niej uciec. 

Osiemset lat po pierwszym zetknięciu z  Zachodem, ziemia ‘zwymiotowała ich’. 

Był to moment przełomowy dla naszej generacji, podsumowujący historię opisaną w  poprzednim rozdziale. Byłby końcem tej katalicznej potęgi, gdyby nie tajemny czynnik, ukryty w  głębi Rosji. 

Fakt wypędzenia był ciężkim przeżyciem dla ludu żydowskiego i  są oznaki, że potomkowie jego wyciągnęli wnioski z  przeszłości, które z  czasem pozwoliłyby im włączyć się w  nurt ludzkości, nawet przy zachowaniu narodowości. Oznaczałoby to jednak koniec destruktywnej idei i  stojącej za nią potegi sekty. 

Wbrew temu, niszczycielska idea przetrwała i  weszła na arenę światową dzięki grupie ludzi, nie posiadających żadnych związków fizycznych z  Hebrajczykami, ‘dziećmi Izraela’, czy plemiem Judy. Nazwa ‘Żyd’ w  ich wypadku oznaczała jedynie przynależność do programu politycznego. Podążając przez stulecia za śladem niszczycielskiej idei, musimy w  tym punkcie dać obraz tego ludu (wspomnianego w  rozdziale ‘Ruchomy Rząd’). 

Nawet na początku epizodu hiszpańskiego (od roku 711 do 1492), tamtejści Zydzi stanowiący największe skupisko żydowskie, nie byli już Judejczykami. Nie mogli powoływać się na czystość rasy Judejskiej, ani na palestyńskich przodków. Profesor Greatz pisze o  nich: ‘Historia pierwszych osadników żydowskich w  pięknej Hesperii pogrążona jest w  mroku’ , i  dodaje, że Żydzi ‘pragnąc wykazać się starożytnym rodowodem’ po prostu twierdzili, że ‘przybyli tu po zburzeniu świątyni przez Nabuchodonozora.’ 

Przez wiele stuleci czynniki naturalne i  ludzkie doprowadziły do wymieszania się ras. Dla wielu prymitywnych plemion przemawiała idea narodu powołanego do panowania nad światem usłanym trupami pogan. Nietrudno było obrzezanemu Arabowi zmienić się w  Żyda; w  północno-afrykańskich pustynnych osiedlach, daleko położonych od ‘Centrum’, rabinowie chętnie patrzyli na powiększenie się swoich kongregacji. W  czasach gdy cesarze rzymscy poczęli prześladować ‘religie pogańskie’, Judaizm nie był objęty ogólnym zakazem, tak że ci z  wyznawców Izis, Baala czy Adonisa, którzy nie przeszli na wiarę chrześcijańską, zasilali synagogi. Babilon był zbyt daleko, aby pilnować ścisłego prawa segregacji plemiennej. 

Tak więc wchodzący z  Maurami do Hiszpanii Żydzi byli już rasowo wymieszani. Podczas osiemset-letniego pobytu w  Hiszpanii, po przeniesieniu się tam ‘rządu’, reguły rasowe były ścisle przestrzegane i  ‘sefaradyjscy’ Żydzi nabrali specyficznych cech rasowych. Naraz, po wypędzeniu z  Hiszpanii, rząd przeniesiony został do Polski. Cóż stało się wtedy z  Żydami sefarydyjskimi, jedynymi którzy zachowali ślady oryginalnego pochodzenia do Judy? 

Encyklopedia Żydowska wyraźnie stwierdza: ‘Sefardyjczycy są potomkami Żydów wypędzonych z  Hiszpanii i  Portugalii, którzy potem osiedlili się w  południowej Francji, Włoszech, Północnej Afryce, Azji Mniejszej, Holandii, Anglii, w  Północnej i  Południowej Ameryce, Niemczech, Danii, Austrii i  na Węgrzech.’ Na liście tej brakuje Polski; choć rząd talmudzki się tam przeniósł, masy Żydów Sefardyjskich rozproszyły się po Zachodniej Europie, a  nie w  kierunku wschodnim. Masy, pozbawione nagle ‘rządu’, poczęły się rozsypywać. 

Encyklopedia Żydowska tak o  nich pisze: ‘Pomiędzy tymi osadnikami było wielu potomków czy głów zamożnych domów, którzy jako Marronowie zajmowali wysokie stanowiska w  kraju, z  którego wyjechali […] Uważali się za wyższą klasę, żydowską szlachtę, i  tak przez długi czas oceniali ich współwyznawcy, na których ci spoglądali z  góry […] Sefardyjczycy nigdy nie zajmowali się drobnym handlem ani lichwą i  nie mieszali się z  podrzędniejszymi klasami. Choć żyli w  zgodzie z  innymi Żydami, rzadko się z  nimi żenili. W obecnych czasach Sefardyjczycy utracili władzę, jaką przez długie wieki sprawowali nad Żydami.’ 

Tak więc, po wyjściu z  Hiszpanii Sefardyjczycy nie udali się do Polski, ani nie mieszali się z  innymi Żydami, lecz rozproszyli się po Zachodniej Europie. Zachowali odrębność; ‘patrzyli z  góry’ na innych ‘Żydów’; i  utracili władzę. (Źródła żydowskie, niezbyt wiarygodne, zadziwiająco różnią się w  szacunkach co do spadku ich proporcji w  ludności żydowskiej – od pokaźnej mniejszości do znikomej mniejszości.) 

W ten sposób, zniknięcie ‘ośrodka’ jak dotknięciem różdżki czarodziejskiej zmnieniło charakter ludu, w  imieniu którego sprawował on władzę przez dwa tysiące lat. 

Żydzi, jakich dotąd znał Zachód, uczestnicy pierwszego zetknięcia się Prawa ze społeczeństwem Zachodu, zaczynający terazmyśleć refleksyjnie, nagle utracili pozycję wśród Żydów i  poczęli więdnąć! 

Rząd talmudzki w  swej nowej kwaterze, zasadzonej wśród azjatyckiego ludu Chazarów nawróconych na judaizm kilka stuleci wczesniej, czynił przygotowania do drugiego zderzenia z  Zachodem. Miał on teraz do czynienia z  innym, dzikim ludem, któremu nieznana była powściągliwość okupiona doświadczeniem hiszpańskim. 

W 1951 roku wydawca nowojorski, zamierzający opublikować książkę niniejszego autora, spotkał się ze sprzeciwem szefa biura żydowskiego, twierdzącego że ‘Reed wymyślił sobie Chazarów’. 

A jednak, źródła żydowskie potwierdzają ich istnienie i  konwersję. Historyczne atlasy ukazują rozwój królestwa chazarskiego, które u  szczytu potęgi rozciągało się od Morza Czarnego do Kaspijskiego (około 600 roku AD). Opisuje się ich jako Tatarów lub Turko-Mongołów. Encyklopedia Żydowska podaje, że ich kagan, czyli szef ‘przyjął wiarę judajską wraz z  innymi dostojnikami i  masą pogan, prawdopodobnie około roku 679 AD. 

Fakt ten jest potwierdzony przez korespondencję między Hasadi ibn Shapnetem, ministrem zgranicznym Sułtana Kordoby, Abd el Rahmanem, a  królem Chazarów Józefem, wymienioną około 960 roku. Według Encyklopedii Żydowskiej, żydowscy uczeni nie mają wątpliwości co do jej autentyczności. Pojawia się w  niej słowo Aszkenazi, wyraźnie odnoszące się do tej dotąd nieznanej grupy ‘Żydów Wschodnich’ i  wskazujące na jej słowiańskie związki. 

To społeczeństwo turko-mongolskich Aszkenazich, pomijając wspólną wiarę, różniło się pod każdym względem od Żydów znanych dotąd w  Europie jako Sefardyjczycy. 

W ciągu nastepnych stuleci słabł wpływ rządu talmudzkiego nad rozrzuconymi po zachodzie komunami; lecz na Wschodzie sprawował on żelazną ręką władzę nad nową społecznością. 

Coraz rzadziej spotkać można było Żyda o  rysach semickich (dzisiaj naturalnie typowo wyglądający Żyd ma rysy mongolskie). 

Dzisiaj żaden goj nie dojdzie powodów tej masowej konwersji ‘pogan’ na talmudyczny judaizm tysiąc trzysta lat temu. Czy było ona dziełem przypadku, czy też nadziemską zdolnością przewidywania mędrców? 

Tak czy owak, po rozproszeniu Sefaradimów i  otrzymaniu najcięższego ciosu w  Hiszpanii, na przejęcie destruktywnej idei czekały rezerwowe, najbardziej odpowiednie siły, gotowe do jej podjęcia. 

Na długo przed konwersją na Judaizm, Chazarowie byli w  konflikcie z  Rusinami, napierającymi z  północy, którzy ostatecznie odnieśli nad nimi zwycięstwo, ustanowili monarchię ruską i  przyjęli chrześcijaństwo. 

Po całkowitym przejściu Chazarów na Judaizm i  po upadku ich królestwa (około roku 1000 AD), pozostali oni poddanymi rządu talmudzkiego, kierując się w  walce z  Rosją anty-chrześcijańskim prawem talmudycznym. Potem przeszli na Ruś, szczegołnie do Kijowa (tradycjonalnie ‘świętego miasta’ chrześcijańskich Rusinów), a  także na Ukrainę, do Polski i  Litwy. 

Choć nie mieli w  sobie krwi judajskiej, pod kierunkiem Talmudu stworzyli w  Rosji typowe państwo w  państwie. Miejsca gdzie się osiedlili, stały się pod talmudzkim kierownictwem ośrodkami rewolucji anty-rosyjskiej, mającej się przekształcić w  rewolucję ogólno-światową. W  tym miejscu i  przez tych ludzi wykuty został oręż dla zniszczenia chrześcijaństwa i  Zachodu. 

Ten dziki lud pochodzący z  głębi Azji podporządkował swoje życie Talmudowi jak każdy inny Żyd babiloński czy kordobski i  przez stulecia wytrwale przestrzegał Prawa, aby zasłużyć na panowanie nad światem i  powrót do ‘ziemi obiecanej’, której najpewniej nie oglądał żaden z  jego przodków. Politycy Zachodu, elektryzujący się w  dwudziestym wieku projektem powrotu, nigdy nawet nie słyszeli o  Chazarch. Wiedzieli o  nich jedynie Arabowie, mający do stracenia życie i  ziemię, i  oni próbowali na próżno zaalarmować Konferencję Pokojową w  1919 roku i  Narody Zjednoczone w  1948 roku. 

Po roku 1500 Żydzi rozpadli się na dwie wyraźne grupy: rozrzucone na Zachodzie społeczności pochodzenia sefardyckiego, i  związanych Talmudem ‘słowiańskich’ Żydów Wschodu. Czas miał pokazać, czy ośrodek talmudzki potrafi uczynić z  Aszkenazych tak potężną siłę destruktywną, jaką była w  przeszłości, i  czy zdoła utrzymać władzę nad komunami zachodnimi o  odrębnej tradycji i  wspomnieniach wygnania z  Iberii. 

Tak więc około roku 1500 rząd talmudzki przeniósł się z  Hiszpanii do Polski, usadawiając się wśród nieznanego Zachodowi ludu ‘żydowskiego’ i  tracąc wpływ na Żydów sefradyjskich, którzy poczeli się wykruszać i  rozpadać jako spójna potęga (w zrozumieniu mędrców judajskich). Około 450 lat dzieli ten moment od czasów obecnych, gdy wreszcie możemy ocenić rezultat przeniesienia się rządu talmudzkiego do Polski i  odpowiedzieć na pytania zadane powyżej. 

Te 450 lat było świadkiem zniknięcia widocznego talmudzkiego ‘ośrodka’ (według słów dra  Kasteina), i  jednoczesnego wejścia do Europy destruktywnej idei w  nowej szacie ‘rewolucji’. 

Okres ten widział trzy ‘rewolucje’ (licząc jedynie najważniejsze). Każda z  nich była bardziej niszczycielska od poprzedniej. Każdą łatwo było rozpoznać jako dziedziczkę poprzedniej, po jej głównych cechach, będących także cechami Prawa Judejskiego wyłożonego w  Torze i  Talmudzie. Głownymi przedmiotmami jej ataku były legalny rząd, naród i  chrześcijaństwo. Według Prawa Judejskiego jedynym legalnym suwerenem jest Jehowa, a  jedynym prawowitym narodem jest jego lud wybrany. Talmud, stanowiący przedłużenie Prawa, uważa chrześcijaństwo za główne wyznanie czczące ‘innego boga’, z  którym narodowi wybranemu nie wolno się ‘prostytuować’ i  które według najważniejszego założenia Prawa należy ‘zniszczyć’. 

Początki rewolucji wydawały się być wymierzone w  ‘królów i  księży’ jako symboli ucisku. Teraz, gdy mimo braku króli i  księży rewolucja stała się permanentna, widocznym jest że był to fałszywy pretekst, obliczony na ‘motłoch’. Atak był skierowany przeciw idei narodowości (którą symbolizował król) i  przeciw religii (niszczenie kościołów, jako jej symboli). 

Po tych znakach cechowych rozpoznać można autora. Tora i  Talmud są jedynym źródłem podobnych idei, znanym historykowi. ‘A poda króle ich w  ręce twoje, i  wygubisz imię ich pod niebem; nie ostoi się żaden przed tobą, aż je wytracisz […] Zburzyciedo szczętu wszystkie miejsca, na których służyli narodowie, które wy posiądziecie, bogom swoim.’ W  chwili, gdy rząd talmudzki po usadowieniu się wśród barbarzyńskiego ludu, zginął z  widoku, niszczycielska misja rozpoczęła marsz ku Europie Zachodniej. 

Te trzy rewolucje, podobnie jak opisane w  Starym Testamencie wydarzenia epoki przed-chrześcijańskej, a  następnie całej ery chrześcijańskiej do momentu wypędzenia z  Hiszpanii, odbyły się i  spełniły w  myśl Prawa Judejskiego. Wspólnym wynikiem każdej z  nich był tryumf Judy. Czyżby więc były zainicjowane, zorganizowane i  kierowane przez talmudystów? 

W tym punkcie zachodzi duża różnica między dwiema pierwszymi rewolucjami, a  ostatnią. W  rewolucji angielskiej i  francuskiej nie można odkryć śladu ręki Talmudu – przynajmniej przez niniejszego autora. Choć w  obu wypadkach widać znajome cechytryumfu Judy (‘powrót’ Żydów do Anglii; emancypacja Żydów we Francji), początek ich nie zostawił w  opinii publicznej śladów kwestii żydowskiej. Na tyle, ile badacz potrafi ocenić z  dystansu czasu, ‘kwestia żydowska’ stała się jednym z  głównym wątków tych rewolucji dopiero w  czasie ich trwania. Mędrcy Judy ten cel osiągnęli, lecz nie zapoczątkowali samych rewolucji. 

W wypadku trzeciej rewolucji – rosyjskiej, sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Skończyła się ona największym w  historii tryumfem i  odwetem Judy, przekraczającym jej starotestamentowe i  późniejsze wyczyny. Była zorganizowana, kierowana i  kontrolowana przez Żydów, wyrosłych na terenach podległych rządom Talmudu. Jest to niezaprzeczalnym i  udowodnionym faktem dnia dzisiejszego; najdonioślejszym w  historii Syjonu, rzucającym światło na jego przeszłość i  stanowiącym klucz do przyszłości. 

Bowiem tym wydarzeniem nasze stulecie nadało słowu ‘rewolucja’ nowe znaczenie; lub ściślej mówiąc – jego prawdziweznaczenie: destrukcja, której kres może położyć jedynie wypełnienie się Prawa. Gdy słowo ‘rewolucja’ pojawiło się po raz pierwszy na Zachodzie, oznaczało po prostu wybuch powstania w  określonym miejscu, spowodowany specyficznymi warunkami w  określonym czasie. W  myśl popularnego przekonania, wpojonego przez mędrców ‘motłochowi’, nieznośny ucisk prowadzi do wybuchowej reakcji, podobnie jak gotujący się garnek wysadza pokrywkę. 

Przykład rosyjski wskazuje, że rewolucja zorganizowana została jako zjawisko permanentne; jako permanantnie destruktywna siła kierowana przez permanentną władzę, o  zasięgu globalnym. 

Nie ma ona związku z  lokalnymi warunkami, czy uciskiem. Jej celem jest niszczenie samo w  sobie, lub jako środek usuwania prawowitych rządów i  zastępowania ich innymi rządami; innymi władcami. A  tymi mogą oczywiście być jedynie talmudyści, wystarczy spojrzeć na talmudyczny charakter rewolucji rosyjskiej i  dążenia Talmudu do ‘rewolucji światowej’. 

Jasno rysuje się tu plan ostatecznego spełnienia Prawa w  dosłownym znaczeniu słów: ‘będziesz panował nad wielą narodów, a  one nad tobą panować nie będą […] tedy cię Pan, Bóg twój, wywyższy nad wszystkie narody ziemi.’ 

Bez tego motywu trzy rewolucje nie potoczyłyby się kursem, kształtującym obecny obraz świata. Były one etapami na drodze spełnienia Prawa; a  ci, którzy w  oczach swoich współczesnych wydawali się mocarzami, jak król Cyrus czy legendarny król Ahasuerus, teraz wyglądają jak marionetki grające w  dramacie historii Judy, zmierzającej do niebiańskiego końca w  Jerozolimie. 

Taką marionetką był Cromwell. Dla przeciętnego ucznia angielskiego jest on człowiekiem, który zgładził króla i  wprowadził z  powrotem Żydów do Anglii. Jeśli jednak dodamy do tego jego sławetną masakrę księży w  Drogheda (czyn bez precedensu w  historii Anglii), coż z  niego pozostanie, oprócz obrazu typowego figuranta w  historii Syjonu, predestynowanego jedynie do pomocy w  spełnieniu Prawa? 

Cromwell był pierwszym z  wielu innych, którzy od jego czasów poczęli mienić się chrześcijanami Starego Testamentu. To określenie w  istocie maskuje postawę anty-chrześcijańską, gdyż nie można jednocześnie służyć Bogu i  Mamonie. Zabronił on obchodzenia Bożego Narodzenia, palił kościoły i  mordował księży, a  chwilowo był także kandynatem na Żydowskiego Mesjasza! 

Był on u  władzy w  tym samym czasie, gdy Sabbatai Zawi wprawił masy żydowskie w  gorączkowy stan podniecenia w  oczekiwaniu na Mesjasza, i  wstrząsnął podstawami rządu talmudycznego. Bardzo możliwe, że obawa przed Sabbatai Zewim skłoniła talmudystów do próby pozyskania pomocy Cromawella w  jego zniszczeniu. W  każdym razie wysłano z  Amsterdamu emisarjuszy żydowskich do Anglii, aby sprawdzili, czy nie da się doszukać u  Cromwella pochodzenia judajskiego!. Gdyby udało się go dowieść, Cromwell zostałby ogłoszony Mesjaszem, gdyż posiadał najbardziej cenioną przez mędrców zaletę – zapał do ‘doszczętnego niszczenia’. (Jeśli kiedykolwiek dojdzie do ogłoszenia Mesjasza, wybór może okazać się zaskakujący – gdy byłem w  1939 roku w  Pradze, miejscowy rabin głosił iż Hitler jest Mesjaszem. Zaniepokojony znajomy Żyd pytał mnie, co tym sądzę).

Prawdopodobnie Cromwell chętnie przyjąłby tą rolę, lecz nie udało się wyszukać w  jego rodowodzie pokrewieństwa z  Dawidem. Jego wymachujący mieczem i  Biblią zwolennicy krwawymi uczynkami starali się wypełnić proroctwo, a  umożliwieniem powrotu Żydów do Anglii przygotowywali nadejście Millennium. Wymyślili nawet, że Rada Państwa Cromwella powinna na wzór starożytnego Sanhedrynu składać się z  siedemdziesięciu członków! (Sam Cromwell lekceważąco odnosił się do tych swoich ‘milejniczyków’, lecz podobnie jak dzisiejsi ‘praktyczni politycy’, lubił ględzić o  ‘wolności religijnej’ i  wypełnieniu proroctwa, jednocześnie tępiąc księzy i  duchowieństwo). 

Ze swej strony Cromwell starał się uzyskać pomoc finansową od bogatych Żydów amsterdamskich (cała historia Zachodu zdaje się być oparta na doktrynie Prawa Judajskiego, która nakazuje pożyczanie wszystkim narodom, lecz zabrania od nich pożyczać). O  Żydach amsterdamskich pisał John Buchan następująco: ‘kontrolowali oni handel Hiszpanii, Portugalii i  większość handlu lewantyńskiego […] kierowali przepływem złota; pomagali jego [Cromwella] rządowi w  trudnych sytuacjach finansowych’. Dla załatwienia tej sprawy przybył z  Amsterdamu do Londynu rabin Manasseh ben Izrael (ten, który przepowiadał nadejście Mesjasza i  powrót Żydów do Palestyny). 

Petycja skierowana przez Manasseha ben Izraela do Cromwella zawierała podobne argumenty, jakich używał w  naszym stuleciu dr  Chaim Weizmann w  rokowaniach z  brytyjskimi premierami i  amerykańskimi prezydentami. W  formie pełnej szacunku, lecz z  nutą groźby wzywała do zezwolenia na ‘powrót’ Żydów do Anglii, czyniąc delikatną aluzję do zemsty Jehowy w  razie odmowy, i  ukazując kompensaty za wyrażenie zgody. W  naszych czasach w  podobny sposób nowojorski syjonista informował kandydata na amerykańskiego prezydenta, że może liczyć na ‘głosy stanu Nowy Jork’ jeśli zobowiąże się do popierania państwa syjonistycznego pieniędzmi i  bronią, w  czasie pokoju i  wojny. 

Żądanie skierowane do Cromwella sprowadzało się w  istocie do ugięcia się przed Prawem Judajskim, a  nie do ‘przyjęcia’ Żydów, gdyż wcale nie opuścili oni Anglii! Formalnie zostali wygnani, lecz pozostali na miejscu i  chodziło im jedynie o  zalegalizowanie sytuacji. Opinia publiczna powstrzymała Cromwella przed tym krokiem (choć według żydowskiego uczonego Margolioutha, Żydzi oferowali mu pół miliona funtów za sprzedanie najważniejszego pominka chrześcijaństwa – katedry Św. Jana włącznie z  biblioteką Bodleian!) 

Tymczasem przyszedł kres krótkiego interregnum Cromwella, tak że pierwsza próba ataku destruktywnej idei na Zachód nie była zbyt udana (tym niemniej, ogólnie uwypukla się rolę Cromwella w  powrocie Żydów do Anglii). Anglia potrafiła strawić rewolucję bez ujemnych skutków i  wyszła z  niej jeśli nie wzmocniona, to nie w  gorszym stanie niż przed nią. Przywrócony został legalny rząd, a  religia nie tyle ucierpiała od obcego zamachu, co przez rosnące w  tym czasie zobojętnienie wiernych. 

Niemniej jednak, Europa spotkała się z  nowym fenomenem ‘rewolucji’ i  po raz pierwszy od 150 lat po wygnaniu z  Hiszpanii ‘kwestia żydowska’ zdolna była zdominować wydarzenia. 

Warto dodać, że po upadku interregum Cromwella Żydzi zwrócili atencję na króla, jakby nic nie zaszło. Po śmierci Cromwella oferowali pomoc finansową Karolowi II, który wkrótce po odzyskaniu tronu poczynił odpowiednie zmiany, legalizujące sytuację Żydów w  Anglii. Sympatia ich nie rozciągała się jednak na jego dynastię. Żydzi amsterdamscy sfinansowali wyprawę Williama Orańskiego przeciw bratu i  następcy króla Jakóbowi II, który pobity musiał uciekać do Francji, kończąc dynastię Stuartów. Tak więc na pytanie ‘kto zwyciężył’ w  konflikcie między Cromwellem a  Stuartami, można odpowiedzieć, że Żydzi. 

Po stu pięćdziesięciu latach rewolucja ponownie uderzyła, tym razem we Francję. W  tamtym czasie wydawała się oddzielnym incydentem i  inną rewolucją, ale czy istotnie tak było? Charakteryzowały ja te same wyraźne cechy, co wczesniejszą rewolucję angielską (i późniejszą rewolucję rosyjską), a  mianowicie atak na narodowość i  religię pod pretekstem obalenia tyranii ‘królów i  księży’, choć zastąpił ją o  wiele dotkliwszy despotyzm. 

W tym czasie, po rozbiorach Polski, rząd talmudzki ‘przestał istnieć’ (jak powiada dr  Kastein), lecz najprawdopodobniej działał z  ukrycia – nie mógł nagle zniknąć po 2,500 latach pracy. Jego zejście z  areny nie pozwala dzisiejszemu badaczowi na ocenę przypuszczalnej roli, jaką mógł przez swych zwolenników pełnić w  inicjacji i  organizacji rewolucji francuskiej. Jednakże, późniejsza o  120 lat rewolucja rosyjska daje świadectwo bezpośredniej kontroli talmudzko żydowskiej w  stopniu trudnym dotąd do wyobrażenia. Można stąd wnioskować, że jej wpływ na początek rewolucji francuskiej był o  wiele większy, niż podają źródła historyczne. 

Pewnym natomiast jest, że zarzewiem rewolucji francuskiej było dążenie do zdobycia ‘praw człowieka’ (dla wszystkich bez wyjątku). Tymczasem równocześnie z  jej wybuchem wyjechała, jak za sprawą magii, na główny plan ‘kwestia żydowska’. Jednym z  pierwszych aktów rewolucji (w 1791 roku) była kompletna emancypacja Żydów (podobnie, jak jednym z  pierwszych aktów rewolucji rosyjskiej było ustanowienie prawa przeciw ‘anty-semityzmowi’). 

Tak więc w  retrospekcie, rewolucja francuska przybrała charakter znany z  rewolucji angielskiej i  innych gwałtownych przewrotów historycznych – tryumfu żydowskiego, jeśli nie zamierzonego, to spełnionego przez historię. Prawdopodobnie rewolucyjne masy miały inny cel na widoku (podobnie jak później masy wtłoczone w  tryby dwóch wojen dwudziestego wieku). 

Emancypacja Żydów była jedynym trwałym wynikiem rewolucji, która poza tym nie stworzyła nic permanentnego, pozostawiając Francję w  stanie duchowej apatii, z  której nigdy się ona naprawdę nie otrząsnęła. Od momentu rewolucji historia Francji jest nieprzerwanym okresem interregnum, eksperymentującym z  każdą możliwą formą rządów, lecz nie zapewniającą zadowolenia ani stabilności. 

Od upadku Babilonu do rewolucji we Francji, Żydzi kierujący Talmudem zawsze działali jako siła destruktywna wśród narodów, ‘do których cię wprowadziłem’. Nie mogło być inaczej, zważywszy na wyznawaną przez nich religię, podporządkującą wszystkie funkcje życiowe rządzącemu Prawu. Posłuszni Prawu Judajskiemu, nie mogli postępować inaczej i  skazani byli na rolę ‘wiecznych niszczycieli’: ‘Oto cię dziś postanawiam nad narodami i  nad królestwami, abyś wykorzeniał, i  psuł, i  wytracał, i  obalał.’ 

Pod takim zwierzchnictwem, historia Żydów tak w  Babilonie, jak i  w Persji, Egipcie, Grecji, Rzymie czy Hiszpanii szła tym samym torem, wytyczonym naturą Prawa Judajskiego. 

Tym niemniej, nie wszyscy ‘Żydzi’ tworzyli tą historię, ani nie jest ona reprezentatywna dla wszystkich ‘Żydów’ – stwierdzenie takie byłoby równoznaczne z  potępieniem ‘Niemców’ za Socjalizm Narodowy, lub Rosjan za w  gruncie rzeczy obcy im komunizm. 

W środowiskach żydowskich zawsze istniały tendencje przeciwstawne Prawu, jak świadczy niniejsza praca. Niejednokrotnie Żydzi wyrażali gorzki protest przeciw narzuconej im roli niszczycielskiej – w  większym stopniu, niż czynili to goje w  obronie przed grożącą im zagładą. 

Tak więc, użyte tu słowo ‘Żyd’ należy zawsze odczytywać z  podobnym zastrzeżeniem. 

W ciągu trzystu lat dzielących od wygonienia z  Hiszpanii, ‘kwestia żydowska’ dwukrotnie wybijała się na czoło gwałtownych konfliktów, mających pozornie początek i  źródło w  zderzeniu wewnętrznych interesów – jak w  rewolucji francuskiej i  angielskiej (później przejdziemy do tematu najważniejszej rewolucji rosyjskiej, i  udziału w  niej Żydów). 

Koniec rewolucji francuskiej wyniósł człowieka, który między innymi podjął próbę rozwiązania kontrowersji Syjonu. Historia notuje wiele prób rozwiązania ‘kwestii żydowskiej’, czy to siłą, terrorem, lub uległością, kompromisem i  kapitulacją. Wszystkie zawiodły, pozostawiając cierń w  boku gojów (a także Żydów, wysłanych w  świat z  diabłem za skórą). 

Człowiek ten wybrał najprostszą metodę, jaką można było wymyśleć i  chyba dlatego dotąd wspominają ją z  konsternacją entuzjaści Syjonu – ów parweniusz prawie okazał się mądrzejszy on nich samych! 

Nie udało mu się jednak, gdyż rozwiązanie tej kwestii przekracza ludzkie siły i  jedynie Bóg w  swoim czasie potrafi się z  nią uporać. 

Człowiekiem tym był Napoleon, którego proby w  tym kierunku należy rozpatrzeć, zanim wrócimy do rewolucji, która go wyniosła. 

Rozdział 18. Pytanie postawione przez Napoleona ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.05 00:46.

***********************************************************************************

Rozdział 18. Pytanie postawione przez Napoleona

Osiągnąwszy zawrotne szczyty władzy, Napoleon niewątpliwie miał na celu wielkość Francji i  dobro Francuzów, jak też i  swoje (i swojej rodziny). 

Wkrótce po mianowaniu się cesarzem (być może nawet wcześniej), natknął się na najtrudniejszy problem, który nie miał nawet związku z  Francuzami, lecz z  obcym elementem: z  ‘kwestą żydowską’. Ledwo zdążył nakłonić papieża do ozdobienia mu czoła cesarską koroną, gdy stanął w  obliczu tego problemu, od stuleci nurtującego ludzkość. 

Na sposób napoleoński, nie patyczkując się, zażądał odpowiedzi na odwieczne pytanie: czy Żydzi istotnie pragną stać się częścią narodu i  żyć według jego prawa, czy też potajemnie uznają inne prawo, zmierzające do zniszczenia i  dominacji nad narodem, wśród którego mieszkają? 

Owe słynne pytanie Napoleona było jego drugą próbą rozwiązania zagadki żydowskiej. Wypada tu rzucić światło na jego pierwszą próbę, mało ogólnie znaną. 

Napoleon jako jeden z  pierwszych wpadł na pomysł zdobycia Jezorolimy dla Żydów w  celu ‘spełnienia proroctwa’, jak się to dzisiaj modnie określa. Ustanowił w  ten sposób precedens, naśladowany w  naszym stuleciu przez brytyjskich i  amerykańskich przywódców jak Balfour, Lloyd George, Woodwow Wilson, Franklin Roosevelt, Harry Truman i  Sir Winston Churchill, choć prawdopodobnie żaden z  nich nie życzyłby sobie być do niego porównywany. 

Przedsięwzięcie Napoleona było tak krótkie, że historia mało wspomina o  nim, czy o  jego motywach. Ponieważ nie był wtedy jeszcze władcą Francji, lecz jej naczelnym dowódcą wojskowym, zamierzał prawdopodobie jedynie pozyskać poparcie Żydów Środkowego Wschodu dla swojej kampanii. Gdyby już wtedy widział się w  roli Pierwszego Konsula, czy Cesarza, najpewniej na podobieństwo Cromewlla szukałby u  Żydów europejskich pomocy finasowej dla swych szerszych zamierzeń. 

Tak czy inaczej, był pierwszym europejskim potentatem (jako najwyższy dowódca wojska), próbującym zaskarbić sobie przychylność Żydów przez obiecanie im Jerozolimy! Tym sposobem stał się rzecznikiem idei oddzielego państwa Żydowskiego, którą później zwalczał. 

Jest to autentyczna historia, choć krótka. Poświadczają ją dwa raporty zamieszczone w  w 1799 roku w  napoleońskim, paryskim Monitorze w  czasie, gdy stał on na czele ekspedycji wysłanej do Egiptu aby uderzyć tam w  potęgę Anglii. 

Pierwszy raport, wysłany 17 kwietnia 1799 roku z  Konstantynopola, a  opublikowany 22 maja, donosił: ‘Buonaparte ogłosił proklamację, zwołującą wszystkich Żydów do zebrania się pod jego sztandarem w celu odrodzenia starożytnej Jerozolimy. Wielu z  nich już uzbroił, a  bataliony ich zagrażają teraz Aleppu.’ 

Wyraźnie stąd widać, iż Napoleon zamierzał ‘wypełnić proroctwo powrotu’. 

Drugi raport, zamieszczony w  Monitorze kilka tygodni później, donosił: ‘Podbicie Syrii przez Bonapartego nie ma włącznie na celu oddanie Jerozolimy Żydom; ma on szersze zamiary […]’ 

Być może, do Napoleona dotarły nieprzychylne reakcje opinii francuskiej na pierwszy raport, sprawiający wrażenie, iż wojna przeciw Anglii (podobnie jak rewolucja przeciw ‘królom i  księżom’) obraca się głównie na korzyść Żydom; lub też że polityka ta może przynieść Anglii więcej dobrego ze strony Arabów, niż Bonapartemu ze strony Żydów. 

Na tym sprawa się skończyła, gdyż Napoelon nigdy nie dotarł do Jerozolimy. Już dwa dni przed opublikowaniem pierwszego raportu w  odległym Monitorze, powstrzymany pod Akrą przez nieustępliwych Anglików, wycofywał się w  kierunku Egiptu. 

Dzisiejszy badacz może żałować, że ta syjonistyczna impreza Napoleona została tak krótko przecięta – gdyby udało mu się ją kontynuować, na pewno deputacja mędrców Syjonu zajęłaby się jego rodowodem (podobnie jak Cromwella), aby wyszukać w  nim śladów pochodzenia Dawidowego, predestynujących go na Mesjasza. 

Tyle co dzisiaj pozostało z  przedsięwzięcia Napoleona, to znaczący komentarz Filipa Guedalla, uczyniony w  1925 roku: ‘Wydawało się temu awanturnikowi, że przeznaczenie go ominęło. Lecz cierpliwa rasa czekała, i  gdy wiek później inni zdobywcy weszli na te same zapylone ścieżki, przeznaczenie sprawiło, że dotarliśmy do swojego celu’. 

Jest to aluzja do brytyjskich oddziałów w  1917 roku, przedstawionych zgodnie z  syjonistycznym pojmowaniem historii, jako instrument realizacji przeznaczenia żydowskiego, zaniechanego przez Napoleona. Słowa te wypowiedział Guedalla w  obecności Lloyd George’a, który w  1917 roku jako premier brytyjski wysłał tych żołnierzy ‘na te same zapylone ścieżki’. Lloyd George mógł teraz puszyć się w  obliczu wdzięcznej widowni, upatrującej w  nim ‘narzędzie Boga Żydowskiego’ (jak pisze dr  Kastein). 

W 1804 roku Napoleon ukoronowany został jako cesarz. W  1806 roku ‘kwestia żydowska’ była już tak nabrzmiałym problemem, że musiał podjąć drugą, lepiej znaną próbę jej rozwiązania. 

Podobnie jak innych wcześniejszych potentatów, sprawa ta absorobowała go w  przerwach między licznymi kampaniami; spróbował więc załatwić ją odwrotnie, niż za pierwszym razem. Zamiast próby wskrzeszenia ‘starożytnej Jerozolimy’ (tzn. narodu żydowskiego), zażądał teraz od Żydów, aby się publicznie opowiedzieli, czy pragną być oddzielnym narodem, czy też wolą zintergrować się z  narodem, w  którym mieszkają. 

W tym czasie Francuzi mieli mu za złe względy, jakie okazywał Żydom. Zasypywali go skargami i  prośbami o  ochronę przed Żydami. Zwrócił się więc do Rady Państwa ze słowami: ‘Żydzi są jak szrańcza i  gąsiennice, zżerające moją Francję […] Stanowią naród w  narodzie.’ W  tym czasie nawet ortodoksyjni Żydzi zacięcie wypierali się podobnego posądzenia. 

Ponieważ Rada Państwa nie zdolna była powziąć decyzji w  tej mierze, Napoleon wezwał do Paryża 112 czołowych przedstawicieli judaizmu z  Francji, Niemiec i  Włoch, aby odpowiedzieli na kilka przygotowanych pytań. 

Dziwny świat, do którego zstąpił Napoleon, mało znany był gojom. Świadczą o  tym dwa poniższe cytaty: 

‘Zgodnie z  przyjęciem idei wyłącznego zbawienia dla narodu wybranego, świat żydowski ma charakter judeo-centryczny, tak że wszystkie wydarzenia Żydzi interpretują z  punktu widzenia zakreślonego własnym horyzontem’ – (dr Kastein). 

‘Dla Żyda, historia całego świata obraca się wokól punktu centralnego, jaki sam zajmuje. Od tego momentu, tj. od momentu przymierza Jehowy z  Abrahamem, los Izraela wykreśla historię świata, a  nawet historię całego kosmosu i  jest jedynym przedmiotem uwagi Stwórcy świata. Koło to zacieśnia się, pozostawiając jedyny punkt centralny: Ego.’ (Houston Stewart Chamberlain). 

Autorem pierwszego z  tych cytatów jest Żyd syjonista, a  drugiego człowiek, którego tenże nazwałby anty-semitą. Jak widać, obaj doskonale zgadzają się co do istoty wiary judejskiej. 

Istotnie, badacz tego zagadnienia przekonuje się, że w  tej kwestii nie ma różnicy między judajskimi uczonymi Talmudu, a  ich krytykami, oskarżanymi o  uprzedzenie. Jedyną pretensją żydowskich ekstermistów jest fakt, że podobne zarzuty wychodzą z  kręgów ‘obcych Prawu’. Według nich, jest to niedopuszczalne. 

Treść pytań opracowanych przez Napoleona wykazuje, że w  odróżnieniu od obecnych polityków brytyjskich i  amerykańskich – sympatyków Syjonizmu, rozumiał on doskonale charakter Judaizmu i  jego wpływ na stosunki międzyludzkie. Wiedział, że w  myśl Prawa Judajskiego świat został stworzony w  ściśle określonym momencie wyłącznie dla Żydów, a  wszystkie wydarzenia (włącznie z  jego własnym wyniesieniem i  potęgą) są elementami składającymi się na tryumf żydowski. 

W swojej własnej epoce, Napoleon pojmował teorię Judy identycznie, jak przedstawia ją w  dzisiejszym stuleciu dr  Kastein, nawiązujący do podboju Babilonu przez króla Persji Cyrusa w  538 roku BC: 

‘Jeśli największy król tych czasów był narzędziem w  ręku żydowskiego Boga, oznaczało to, że Bóg ten kierował losem nie tylko jednego narodu, lecz wszystkich innych. Był on czynnikiem determinującym los wszystkich narodów; losy całego świata.’ 

W sprawie Jerozolimy Napoleon przejściowo przyjął rolę ‘narzędzia w  ręku Boga żydowskiego’, udaremnioną przez obrońców Akry. Teraz, jako cesarz nie miał zamiaru odgrywać roli ‘narzędzia’, czy nawet słyszeć o  podobnej propozycji. 

Postanowił wezwać Żydów do określenia swego stanowiska przez zadanie im kilku chytrze sformulowanych pytań, na które nie sposób było odpowiedzieć bez wyparcia się zasadniczej idei, ani też wykrętnie, nie narażając się później na zarzut fałszu. Dr  Kastein nazywa te pytania ‘haniebnymi’, lecz jak wykazaliśmy wyżej, każda próba kwestionowania Prawa z  zewnątrz uważana jest za haniebną. 

W innym ustępie dr  Kastein z  mimowolnym podziwem zauważa, że pytania Napoleona ‘bezbłędnie ujęły esencję zagadnienia’. Jest to najwyższą pochwałą, na jaką dr  Kastein mógł się zdobyć wobec gojowskiego władcy. 

I słusznie – gdyby było w  mocy śmiertelnika rozwiązać ‘kwestię żydowską’, uczyniłby to Napoleon. Jego pytania uderzały w  samo sedno sprawy i  nie pozostawiały uczciwemu człowiekowi innego wyjścia, jak zdeklarować swą lojalność, lub otwarcie obstawać przy tradycyjnej nielojalności. 

Wybrani przez społeczeństwo żydowskie przedstawiciele zjawili się w  Paryżu. Mieli twardy orzech do zgryzienia. Choć wychowano ich w  antycznej wierze, nakazującej im pozostać narodem ‘odłączonym’, wybranym przez Boga w  celu ‘obalenia i  zniszczenia’ innych narodów i  ‘powrotu’ do ‘ziemi obiecanej’; rewolucja w  postaci empancypacji przyniosła im więcej korzyści niż innym; a  przy tym ich sędzią był najsłynniejszy generał tejże rewolucji, który kiedyś próbował przywrócić im ‘starożytną Jerozolimę’. 

I oto ten sam Napoleon pytał ich teraz, czy chcą stać się częścią rządzonego przez niego narodu, czy też nie. 

Pytania Napoleona trafiły prosto do celu – do doktryn Tary i  Talmudu, oddzielających Żydów solidnym murem od reszty ludzkości. Najważniejsze z  nich brzmiały: czy Prawo Żydowskie zezwala na mieszane małżeństwa; czy Żydzi uważają Francuzów za ‘obcych’, czy za bliźnich; czy uważają Francję za kraj ojczysty, a  jej prawa za obowiązujące; czy wobec Prawa Judaistycznego dłużnik chrześcijański traktowany jest identycznie jak dłużnik żydowski? 

Wszystkie te pytania zwracały się przeciw dyskryminacyjnym rasistowskim i  religijnym ustawom, jakimi Lewici (jak wyjaśniono w  poprzednich rozdziałach) obwarowali pierwotne przykazania moralne, unicestwiając ich treść. 

Publicznie i  formalnie postawił Napoleon przed delegatami żydowskimi te pytania, od wieków czekające na odpowiedź. 

W obliczu tych jasno sformułowanych pytań, notable żydowscy mieli dwa wyjścia: albo szczerze wyrzec się rasistowskich praw, albo też udać, że się ich wyrzekają (zgodnie z  przepisami Talmudu). 

Jak komentuje dr  Kastein, ‘uczeni żydowscy, wezwani do odparcia tych zarzutów, znaleźli się w  trudnej sytuacji, gdyż dla nich cały Talud, łącznie z  jego legendami i  przypowieściami, był świętością. ‘W ten sposób dr  Kastein daje do zrozumienia, że jedynym ich wyjściem było wykręcenie się z  odpowiedzi przez pozorną zgodę; chociaż wbrew sformułowaniu dra  Kasteina, nie chodziło tu o  ‘odparcie zarzutów’, lecz o  szczerą odpowiedź na pytanie. 

Ostatecznie, delegaci żydowcy żarliwie zapewnili, że naród żydowski już nie istnieje; że nie pragną żyć w  zamkniętych, samo-rządzacych się gettach; że są oni w  każdym calu porządnymi Francuzami i  niczym więcej. Zachowali rezerwę jedynie w  jedym punkcie – mieszanych małżeństw, które jak dowodzili, są przedmiotem ‘prawa cywilnego’. 

Nawet dr  Kastien zmuszony był nazwać to pociągnięcie Napoleona ‘genialnym’. 

Jest faktem historycznym, że w  sytuacji zmuszającej do wypowiedzenia się w  tak żywotnej kwestii (żywotnej dla gospodarzy), przedstawiciele żydowscy zawsze wykręcą się fałszem lub nie dotrzymają słowa. 

Wydarzenia następnych kilku dekad udowodniły, że sprawujący istotną władzę nad Żydami nigdy nie wyrzekli się idei utrzymania państwa w  państwie. 

Choćby z  tego względu, chybiona misja Napoleona ma wielką wartość historyczną, jakiej nie utraciła do dnia dzisiejszego. 

Aby nadać tym odpowiedziom jak najbardziej publiczną formę, wiążącą na przyszłość wszystkich Żydów deklaracją rabinów, Napoleon postanowił zwołać Wielki Sanhedryn! 

Do Paryża ściągnęło ze wszystkich krańców Europy 71 członków Sandrehinu: 46 rabinów i  25 świeckich Żydów, którzy w  lutym 1807 roku z  wielkim splendorem rozpoczęli obrady. Choć Sandhedryn jako taki nie zbierał się już od wieków, dopiero niedawno przestało oficjalnie działać w  Polsce ‘centrum’ Talmudyczne. Tak więc idea żydowskiego ośrodka kierowniczego była jeszcze świeża i  żywa. 

W zakresie i  gorliwości swoich deklaracji Sanhedryn poszedł jeszcze dalej, niż uprzednio notable żydowscy (nawiasem mówiąc, zaczął on od podziękowania kościołom chrześcijańskim za dotychczasową opiekę; co warto porównać z  tradycyjną syjonistyczną wersją historii chrześcijaństwa, będącą pasmem ‘prześladowań żydowskich’ ze strony chrześcijan.) 

Sanhedryn przyznał, że faktem dokonanym jest zanik narodowości żydowskiej. Tym samym rozwiązał centralny dylemat Prawa, identyfikujący prawo religijne z  cywilnym, dotąd uważany za wiążący dla Żydów. Według opinii Sanhedrynu, ‘naród’ przestał istnieć, a  więc straciły moc talmudyczne prawa, regulujące codzienne życie. Przykazania religijne Tory pozostały niewzruszone. W  razie konfliktów, prawo religijne miało zostać podporządkowane prawom państwa, w  którym Żydzi mieszkają. Odtąd więc Izrael miał istnieć jedynie jako religia, a  nie jako przyszłe odrodzone państwo. 

Dla Napoleona był to niezrównany tryumf (choć nie wiadomo, na ile przyczynił się do jego upadku). Żydzi uwolnieni zostali od Talmudu; otwarła się przed nimi zamknięta przez Lewitów dwa tysiące lat wcześniej droga do ponownego włączenia się w  nurt ludzkości; odpadło poczucie dyskryminacji i  nienawiści. 

Deklaracje te dały im podstawę do ubiegania się o  pełne prawa obywatelskie, i  wkrótce je na Zachodzie osiągnęli. Wszystkie sekty judajskie na Zachodzie poparły ten proces. 

Odtąd ortodoksyjny judaizm zwrócił się twarzą ku Zachodowi i  wyparł się idei państwa w  państwie. Według słów rabina Mojżesza P. Jacobsona, ówczesny Reformowany Judaizm ‘wyrzucił z  tekstów modlitw najmniejszą wzmiankę o  nadziejach czy pragnieniach jakiejkolwiek formy odrodzonego państwa żydowskiego’. 

Pozbawieni oparcia zostali przeciwnicy emancypacji żydowskiej, którzy w  brytyjskim parlamencie utrzymywali, że ‘Żydzi wyglądają na zbawiciela, na powrót do Palestyny, na odbudowę świątyni, na powrót do starych wierzeń; a  przeto nigdy nie uznają Anglii za swoją ojczyznę, lecz za miejsce tymczasowgo wygnania’. (Bernard J. Brown). 

A jednak rację miały te ostrzegawcze głosy. W  niecałe dziewięćdziesiąt lat później upadły deklaracje Sanhedrynu napoleońskiego i  Brown zmuszony był zauważyć: 

‘Obecnie, choć prawa niemal wszystkich krajów zapewniają bezwględną równość, ideologią Izraela stał się nacjonalizm żydowski. Nie powinni się Żydzi dziwić, jeśli narody będą nas posądzać o  uzyskanie równości wobec prawa pod fałszywym pretekstem; że ciągle stanowimy państwo w  państwie i  wobec tego należy nam te prawa odebrać’. 

Napoleon bezwiednie przysłużył się przyszłości, pozwalając jej dostrzec, na ile warte były dane mu obietnice. Pozostałe lata dziewietnastego wieku były świadkiem ponownego narzucenia Żydom wszechpotężnego Prawa przez talmudycznych władców przy pomocy gojowskich polityków, którzy poparli ich podobnie jak król Artaxerxes poparł Nehemiasza. 

Pytanie, czy obietnice te dane były w  dobrej, czy złej wierze? Prawda chyba leży pośrodku, podobnie jak w  całej ideologii Judaizmu. 

Bez wątpienia, delegaci mieli na uwadze wpływ, jaki ich odpowiedzi mogą wywrzeć na przyspieszenie procesu emancypacji Żydów w  innych krajach. Z  drugiej strony, wielu z  nich musiało szczerze liczyć na długo oczekiwane, bezwarunkowe włączenie się Żydów w  nurt ludzkości. W  społeczeństwie żydowskim zawsze istniała tendencja do przełamania bariery plemiennej, choć zawsze przezwyciężała ją sekta rządząca. 

Można przyjąć, że część delegatów zamierzała uczciwie dotrzymać słowa, a  inni poczynili ‘sekretne zastrzeżenia’ (określenie dr  Kasteina) co do publicznej deklaracji lojalności. 

Sanhedryn napoleoński miał jedną poważną wadę. Obejmował on jedynie żydów europejskich, głównie Sefardyjczyków, którzy tracili znaczenie w  środowisku żydowskim. Ośrodek talmudyczny z  wielką masą ‘Żydów Wschodnich’ (słowiańskich Aszkenazych) znajdował się w  Rosji i  w okupowanej przez nią Polsce. Jeśli wiedział o  tym Napoleon, musiał widocznie zlekceważyć ten fakt. Wschodni talmudyści nie brali udziału w  Sanhedrynie i  jako strażnicy tradycji faryzejsko-lewickiej uważali jego stanowisko za herezję wobec Prawa. 

W historii Syjonu werdykt Sanhedrynu zakończył trzecią erę Talmudu. Wydawało się, że po siedemnastu stuleciach, wyrok Sandhedrynu przyniósł rozwiązanie odwiecznemu problemowi, poczętemu wraz z  upadkiem Judy w  70 roku AD i  z przekazaniem tradycji faryzejskiej talmudzistom. 

Żydzi gotowi byli włączyć się w  nurt ludzkości, zgodnie z  pouczeniami francuskiego Żyda Izaaka Berra, który radził, aby pozbyli się oni ‘w sprawach obywatelskich i  politycznych, nie dotyczących sfery religijnej, krępującego ducha korporacji i  zakonu. Pod tym względem musimy bezwzględnie zachowywać się jak przedstawiciele narodu francuskiego i  kierować się prawdziwym patriotyzmem i  dobrem narodu.’. Było to równoznaczne z  końcem Talmudu – twierdzą broniącą Prawa. 

Lecz okazało się iluzją. W  oczach historyka goja wygląda ona na straconą wielką szansę. Natomiast w  pojęciu ortodoksyjnego Żyda jest ona cudownym uniknięciem groźnego niebezpieczeństwa – roztopienia się w  społeczeństwie ludzkim. 

Opowiadanie nasze wchodzi w  krąg czwartej fazy; ‘emancypacji’ XIX wieku. Jest to okres, w  którym talmudziści zebrali się do walki z  postanowieniami Sandherdinu, wykorzystując wszystkie zdobycze emancypacji nie dla osiągnięcia równości społecznej Żydów i  gojów, lecz dla ponownego odgrodzenia Żydów i  oddzielenia ich od reszty ludzkości; dla osiągnięcia ‘odrębności narodowej’, tym razem nie w  postaci państwa w  państwie, lecz państwa nad wszystkimi państwami. 

Nasze pokolenie jest świadkiem zwycięstwa Talmudu, rozpoczynającego czwarty okres kontrowersji Syjonu. Historii tego osiągnięcia nie sposób oddzielić od historii Rewolucji, do której powracamy w  następnym rozdziale. 

Rozdział 19. Rewolucja światowa ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.04 23:36.

***********************************************************************************

Rozdział 19. Rewolucja światowa

W porządku chronologicznym doprowadziliśmy opowiadanie do napoleońskiego Sanhedrynu; zamknął on trzeci okres historii Syjonu i  rozpoczął czwarty, wyznaczony dwoma wydarzeniami – wyrzeczenia się idei separacji narodowej, i  ponownego do niej powrotu w  o  wiele skrajniejszej formie po dziewięćdziesieciu latach. 

Zanim przejdziemy do czwartej fazy, musimy się cofnąć o  dwadzieścia lat wstecz do początków rewolucji światowej, i  zbadać jaką rolę w  niej grali Żydzi. 

Na Zachodzie, XIX wiek różnił się od poprzednich osiemnastu wieków ery chrześcijańskiej przez wyłonienie się dwóch zbiegających się prądów, które przy końcu stulecia zdominowały wszystkie wydarzenia. 

Jeden z  nich – syjonizm, miał na celu zgromadzenie rozproszonego narodu na ziemi przyrzeczonej mu przez żydowskiego boga; drugi – komunizm, zmierzał do zniszczenia narodowości innych krajów. 

Na pierwszy rzut oka te dwa ruchy zdawały się sobie zaprzeczać. Jeden uczynił ideę narodowości swoją religią, a  nawet bogiem, podczas gdy drugi wydał śmiertelną wojnę nacjonalizmowi. Antagonizm ten był jedynie pozorny, gdyż w  istocie dwa prądy szły jednym torem, nie narażonym na czołowe zderzenie. Bowiem bóg, który przyrzekł ziemię obiecaną rozproszonemu narodowi, obiecał go także postawić na czele ‘wszystkich narodów świata’, które ‘wyniszczy Pan, Bóg twój […] i  poda je tobie Pan, Bóg twój, i  zetrze je starciem wielkiem, aż będą wyniszczeni.’ Rewolucja światowa, dążąca do urzeczywistnienia tego drugiego celu, spełniała warunki określone w  pierwszym z  nich. Czy to przez przypadek, czy też celowo, jeden i  drugi był wyrazem woli Jehowy. 

W tej sytuacji zadaniem historyka jest zbadanie, jaki związek istniał między Syjonizmem, a  rewolucją światową. Jeśli go nie było, a  zbieżność celów była przypadkowa, najwidoczniej historia zadrwiła sobie z  Zachodu. Jeśli związek taki można udowodnić, okaże się, że nadchodzące wydarzenia ukształtowane zostały według wzorca ostatnich 170 lat, a  rewolucja światowa była dziełem Syjonu. 

W historii Zachodu okres tych 170 lat był chyba najbardziej blady i  najmniej chlubny. XIX wiek był spadkobiercą osiemnastu stuleci osiągnięć chrześcijaństwa. Nigdy dotąd świat nie oglądał podobnego postępu w  dziele kształtowania przez obywateli państwowości i  stosunków międzypaństwowych; nawet wojny stały się ucywilizowane, a  przyszłość wydawała się nieprzerwanym marszem postępu. W  połowie wieku XX większość tych osiągnięć przepadła; duża część obszaru Zachodu dostała się pod panowanie azjatyckiego barbarzyństwa; los pozostałej części Zachodu i  jego idei jest niepewny i  prawdopodobnie dopiero końcowe dekady tego wieku przyniosą jego rozwiązanie. 

Ten okres upadku był świadkiem wzrostu potęgi Judaizmu i  jego wpływu na sprawy Zachodu w  stopniu przekraczającym marzenia jakichkolwiek europejskich potentantów, papieży, doktryn, czy dogmatów. Właściwy obraz tej narastającej potęgi, rozprzestrzeniającej się po Europie jak chmura od Wschodu, oddają dwa cytaty z  początku i  końca XIX wieku. W  1791 roku wielki historyk niemiecki Johann Gottfried von Herder tak ocenił ostatnie sto lat: 

‘Mniej rozwinięte kraje Europy są potulnymi niewolnikami żydowskiej lichwy […] W  Europie Żydzi pozostali narodem azjatyckim, obcym temu światu, przywiązanym do prawa zrodzonego w  dalekim kraju, od którego, jak sami przyznają, nie potrafią się wyzwolić […] Są nierozerwalnie związani prawem, wrogim w  stosunku do wszystkich innych narodów.’ 

W 1807 roku czytelnik gazety, przeczytawszy gorliwą deklarację Sanhedrynu wyrzekającą się idei odrębnej państwowości, uznałby prawdopodobnie von Herdera za ‘bigota’ (czy nawet antysemitę), lecz przyszłe lata i  wydarzenia udowodniły, że uczony ten miał rację. Sto lat później, w  1899 roku inny uczony, Mr Housten Steward Chamberlain komentując słowa von Herdera, podkreślił stały wzrost tego procesu: 

‘Zaszła wielka zmiana: w  Europie i  tam gdzie jej wpływy sięgają, Żydzi grają inną rolę, niż sto lat temu; jak to określił Wiktor Hohn, żyjemy obecnie w  »epoce żydowskiej«; cokolwiek nie myślelibyśmy o  przeszłości Żydów, nie można nie zauważyć miejsca, jakie zajmują w  naszej teraźniejszej historii […] »Obcy« element, o  którym pisał Herder, staje się coraz bardziej widoczny […] W  XIX wieku po raz pierwszy w  historii daje się zauważyć bezpośredni wpływ Judaizmu na naszą kulturę, który staje się najbardziej palącą sprawą dnia. W  tymże XIX wieku obcy naród zdobył nieproporcjonalnie wielkie, a  w wielu sferach naszego życia właściwie dominujące znaczenie […] Jak powiedział Herder, »mniej rozwinięte kraje Europy są potulnymi niewolnikami żydowskiej lichwy«. Dzisiaj mógłby to samo rzec o większości naszego świata cywilizowanego […] nasze rządy, prawo, nauka, handel, literatura, sztuka i  właściwie każda sfera życia, w  mniejszym czy większym stopniu oddały się dobrowolnie w  jarzmo żydowskie i  choć nie całkiem jeszcze skute feudalnymi kajdami, dzwigają ich ciężar na jednej nodze. Bezpośredni wpływ Judaizmu na wiek XIX staje się coraz bardziej palącym problemem dnia. Mamy do czynienia z  kwestią decydującą nie tylko o  teraźniejszości, lecz o  przyszłości świata […] Jeśłi w  Europie wpływy żydowskie zdominują sferę intelektualną i  kulturalną, będzie to jeszcze jednym przejawem negatywnej, destruktywnej potęgi’. 

Tak zmieniła się sytuacja w  ciągu stu lat dzielących von Herdera od Chamberlaina. Ostatnie trzy zdania zawierają błyskotliwą prognozę, zważywszy że Chamberlain pisał to będąc nieświadomy wydarzenia, jakie przyniósł nasz wiek obecny – fantastycznego powodzenia międzynarodowej imprezy w  październiku 1917 roku, przynoszącej jednoczesnie tryumf komunizmu (niszczyciela narodów) i  Syjonizm (twórcę dominującego narodu)! 

W sześćdziesiąt lat po opisaniu przez Chamberlaina tego procesu, zauważonego wcześniej przez Herdera, nabrał on tempa i  prężności. Obecnie kwestia ta nie tylko ‘wpływa na losy świata’, lecz warunkuje nasze życie codzienne i  kształtuje naszteraźniejszy byt; zmieniła ona charakter świata i  nasze miejsce w  nim. W  ciągu półwiecza ‘nasze rządy’ do tego stopnia stały się ‘doborowolnymi niewolnikami’ judejskiej sekty panów, że zamiast reprezentować swoje narody, zmieniły się w  agentów nowej międzynarodowej klasy rządzącej. 

Zachód znalazł się między dwoma kamieniami młyńskimi – komunizmu i  syjonizmu, z  których jeden reprezentuje wszechświatową rewolucję niszczącą narody, a  drugi – nową nacjonalistyczną klasę rządzącą. Jedna z  nich oparła się na instynktach tłumu; druga opanowała jego władców. Czy kieruje nimi ta sama siła? Następne rozdziały niniejszej książki będą próbą odpowiedzi na to pytanie. Jedno co pewne to fakt, że każdej fazie ruinacji Zachodu w  ciągu ostatnich 170 lat towarzyszyła sukcesywna faza ‘powrotu’ do ziemi obiecanej. Zbyt widoczne jest tu wspólne kierownictwo obu sił, aby bez konkretnego dowodu zaprzeczyć tej hipotezie. Dla ‘pogańskich’ mas chrześcijan, porces ten, zapoczątkowany światową rewolucją 1789 roku może wydawać się jedynie hałaśliwym wyładowaniem pasji, lecz uważny badacz dostrzeże w  nim majestatyczny rytm wypełnienia Prawa i  Proroctw Judei. 

XIX wiek stał pod znakiem konspiracji, której rezultaty oglądamy w  XX wieku. Konspiracja zrodziła komunizm i  syjonizm, które jak kleszcze zacisnęły się na przyszłości Zachodu. Jakie były ich początki? Dlaczego oba dojrzewały w  ciemności, aby wyjść na światło dzienne w  XIX wieku? Czy wyrosły z  tych samych korzeni? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zbadać każdy z  korzeni oddzielnie i  znaleźć ich połącznie. Zadaniem następnych rozdziałów będzie prześledzenie genezy idei wszechświatowej rewolucji. 

Przebieg rewolucji francuskiej wskazuje, że miała ona cechy rewolucji wszechświatowej, a  nie wyłącznie francuskiej. Od jej początku nie było co do tego wątpliwości. Początkowo powodów jej można było dopatrywać się w  cierpieniach chłopów, popchniętych do powstania arogancką postawą arystokracji i  jej popleczników, lecz uważne zbadanie tła rewolucji francuskiej rozwiewa te złudzenia. Rewolucja była rezultatem planów i  pracy tajemnych organizacji, ujawnionych jeszcze przed jej wybuchem. Nie był to bynajmniej wybuch ludności Francji, spowodowany sytuacją panującą we tym kraju. Podłożem jej był plan realizowany obecnie przez dzisiejszy komunizm, który jako permanantna rewolucja światowa jest jej dziedzicem. 

Rewolucja francuska 1798 roku jest kluczem do zagadki. Stanowi ona pomost łączący rewolucję angielską 1640 roku z  rosyjską roku 1917 i  pozwala zajrzeć za kulisy zaplanowanej akcji, która przeszedłszy przez trzy etapy, niewątpliwie dojdzie do kuliminacji w  niedalekiej przyszłości – być może jeszcze w  tym stuleciu. Ten punkt kulminacyjny, jak można przewidzieć, przyjmie formę ostatecznego zwycięstwa wszechświatowej rewolucji, ustanawiającej rząd światowy pod przewodnictwem organizacji, która od początku kierowała tym procesem. Nowa klasa rządząca obejmie władzę nad upadłymi narodami i  – jak określiłby to dr  Kastein –‘ będzie kierować losami świata’. 

W tej historycznej perspektywie, obraz powoli wyłaniający się z  mroku trzech wieków staje się coraz wyraźniejszy, ukazując każdą z  trzech rewolucji w  świetle poprzedniej: 

(1) Dla współczesnych rewolucja angielska wydawała się spontanicznym zrywem, skierowanym bezpośrednio przeciwko panującej wtedy dynastii Stuartów i  wyznawcom religii zwanej ‘Popery’ (papiści). Nikomu nie przyszłoby wtedy na myśl, że może ona być początkiem ogólnoświatowego ruchu przeciwnego wszystkim religiom i  wszystkim prawowitym rządom. (Rządząca sekta żydowska wspierała finansowo rewolucyjnego dyktatora i  jej to ‘podżegacze’, zgodnie z  tradycją, okazali się głównymi beneficjantami rewolucji. Nie sposób teraz przypisać im odpowiedzialności za wywołanie rewolucji, gdyż nie zachowały się żadne świadectwa dalekosiężnych jej planów). 

(2) Tym niemniej, charakter i  przebieg rewolucji francuskiej rzuca odmienne światło na rewolucję angielską. Nawet w  oczach współczesnych nie wydawała się ona być lokalnym epizodem, wywołanym warunkami panującymi we Francji. Wprost przeciwnie, przebiegała ona zgodnie z  planem powszechnej rewolucji, wykrytym i  ujawnionym kilka lat wcześniej, demaskującym tajną organizację i  jej członków, wywodzących się z  różnych krajów i  różnych klas społecznych. Tym samym, jej najbardziej charakterystyczne czyny (królobójstwo i  świętokradztwo), choć typowe już dla rewolucji angielskiej, nie mogły być uznane za spontaniczne akty zemsty, lecz za rozmyślne działanie wskazujące na dalekosiężny plan i  zamysł – na powszechne zniszczeniewszystkich religii i  prawowitych rządów. Wniosek taki nieuchronnie prowadzi do założenia, że rewolucja angielska także była dziełem tej samej tajnej organizacji, zmierzającej do zniszczenia idei narodowości. (Podobnie jak w  Anglii, tak i  we Francji głównym beneficjentem rewolucji była sekta żydowska – wynikła z  niej emancypacja Żydów umożliwiła im w  następnych latach prowadzenie roboty konspiracyjnej. Także i  w tym wypadku materiały historyczne nie pozwalają wykryć inspiracji żydowskiej). 

Widocznym jest więc, że w  odróżnieniu od angielskiej, rewolucja francuska miała źródło w  głęboko zakorzenionej powszechnej konspiracji o  ogólnoświatowych celach. Choć plan jej jest jasny, sami konspiratorzy, nawet jeśli zdemaskowani, wydają się jedynie luźną hordą osobników, zjednoczonych wspólną żądzą niszczenia i  palenia. Jeśli trudno mieć wątpliwości co do jej celów, to jej organizatorzy pozostają otoczeni powłoką tajemnicy. W  pewnym stopniu ukazują to słowa klasycznego znawcy przedmiotu, lorda Actona: 

‘W rewolucji zatrważającym czynnikiem nie jest zamęt, lecz jej cel. Poprzez ognie i  dymy dostrzegamy w  niej świadectwo planowej organizacji. Przywódcy jej pozostają starannie zamaskowani, lecz od początku nie można wątpic w  ich obecność.’ 

Jak stąd wynika, rewolucja francuska miała określony cel o  wymiarze ogólnoświatowym. To, co w  czasie rewolucji angielskiej wydawało się żywiołowym, w  niej przedstawia się jako wynik planowanego zamierzenia o  tak wyraźnym i  silnym podłożu konspiracyjnym, że można przyjąć jego udział także we wcześniejszej rewolucji. Tym niemniej, także i  druga rewolucja nie odsłoniła oblicza jej ‘kierowników’, pozostawiając tajemnicę jedynie na poły wyjaśnioną (Lord Acton umarł w  1902 roku i  nie doczekał trzeciej rewolucji). 

(3) Rewolucja rosyjska z  kolei pozwoliła na wysunięcie nowych teorii co do jej dwóch poprzedniczek. Jej uczynki królobójstwa i  świętokradztwa były tak wyraźną wizytówką jak odcisk palca; informawała ona wszystkich zainteresowanych o  kontynuacji ‘planu’ wszechświatowej destrukcji, rozpoczątej rewolucją francuską. Co więcej, tajemnica zaprzeczana przez sto lat jako ‘fałsz’, nie dała się dłużej utrzymać. Od 1917 roku rewolucja światowa otwarcie poczęła głosić swój permanentny charakter i  wszechświatowy zasięg, a  jednocześnie dawna tajna konspiracja przybrała formę partii politycznej, działającej we wszystkich krajach pod kierownictwem ośrodka w  Moskwie. 

W ten sposób rewolucja rosyjska rzuciła jaśniejsze światło na zarys i  poczatek rewolucji francuskiej. Jednocześnie ukazała w  całkiem nowym świetle ‘starannie ukryte’ i  ‘zamaskowane’ postacie poprzednich kierowników rewolucji, otwierając niezbadane dotąd pole spekulacji co do ich pochodzenia. ‘Kierownikami’ rewolucji rosyjskiej byli prawie wyłącznie Wschodni Żydzi. W  tym wypadku symboliczne uczynki królobójstwa i  świętokradztwa były ich dziełem, a  wydana ustawa prawna praktycznie zabroniła wszelkiej wzmianki o  ich udziale nie tylko w  tym wydarzeniu, ale i  w jakichkolwiek sprawach publicznych.

Mamy więc odpowiedz na tą żywotną kwestię – rok 1917 odsłonił wielką tajemnicę roku 1789. Rewolucja francuska pozwala dzisiejszemu badaczowi dojrzeć świadectwo istnienia planu rewolucji światowej i  organizacji dążącej do spełnienia tego niszczycielskiego przedsięwzięcia. Jej istnienie i  działalność nadały XIX wiekowi piętno konspiracji. Nękało ono ludy i  narody poczuciem zła czającego się w  ciemności, podobnie jak więźnia w  lochu, oczekującego odgłosów nadchodzącej nocy. Konspiracja jak zaraza rozsiewała wokół zatrute powietrze. Od czasów rewolucji francuskiej człowiek jedynie instynktownie mógł wyczuć panującą atmosferę konspiracji. W  naszych czasach, doświadczających jej skutków, możemy przynajmniej spojrzeć jej w  oczy i  wiedzieć, z  jakim diabłem mamy do czynienia. 

Być może, najgorszą przysługą, jaką oddał ludzkości Napoleon swymi wojnami i  świetnymi sukcesami, było oderwanie jej uwagi od grożącego większego niebezpieczeństwa – rewolucji światowej i  jej tajnych ‘kierowników’. Gdyby nie on, konspiracja przyciągnęłaby większą uwagę, gdyż miano już świadectwo jej istnienia. 

Rozdział 20. Plan ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.11 13:56.

*******************************DODANO ROZDZIAŁY 20 – 25 ****

Rozdział 20. Plan

Świadectwem tym były dokumenty tajnego stowarzyszenia Adama Wieshaupta ‘Illuminati’, które dostały się w  ręce rządu bawarskiego w  1786 roku i  zostały opublikowane w  1787 roku. Odkryły one plany rewolucji światowej i  istnienie potężnej organizacji, mającej członków w  najwyższych sferach. Nie pozostawiały wątpliwości, że we wszystkich krajach i  środowiskach społecznych znajdują się ludzie, zjednoczni w  celu zniszczenia wszelkich prawowitych rządów i  wszystkich religii. Po wykryciu, konspiracyjna organizacja zeszła do podziemia, lecz przetrwała i  nie zaprzestała działalności, kulminującej się w  publicznym wybuchu w  1917 roku. Odtąd już w  formie komunizmu, jawnie realizowała cele zdemaskowane w  1786 roku przez akcję rządu bawarskiego, tymiż samymi metodami. 

Opublikowanie dokumentów Weishaupta było dziełem zadziwiającego przypadku, podobnego do okoliczności ujawnienia dokumentów Whittakera Chambersa w  1948 roku.a) Musiały one stanowić jedynie cząstkę zniszczonych archiwów, gdyż pogłoski o  działalności i  planach Illuminati rozbrzmiewały już przed 1786 rokiem; częściowo przez przechwałki jego członków, a  częściowo przez relacje innych członków, zrażonych (podobnie jak Chambers 160 lat później) odkryciem prawdziwego charakteru towarzystwa, w  którym się znaleźli. I  tak w  1783 roku wdowa po księciu Bawarii, Maria Anna, otrzymała od byłego członka Illuminatii informację o  naukach sekty, według których religia uważana była za bzdurę (leninowskie ‘opium dla ludu’1)); patriotyzm za dziecinadę; samobójstwo za usprawiedliwione; życie powinno się kierować rozumem, a  nie emocjami; otrucie wroga jest dozwolone, itp. Na podstawie tej i  innej informacji, książe bawarski wydał w  1785 roku edykt przeciwko Iluminatom i  napiętnował ich jako oddział Wolnomasoneri, zabraniając wstępu do niego urzędnikom państwowym, wojskowym, profesorom, nauczycielom i  studentom. Zakazano tworzenia tajnych stowarzyszeń (tj. organizacji nie zarejstrowanych zgodnie z  wymogami prawa). 

Dekret ten (niemożliwy do zrealizowania ustawowo w  wypadku tajnych organizacji) zaalarmował konspiratorów do tego stopnia, że (według relacji historyków Illuminatii, C. F. Forestiera i  Leopolda Engla) ‘starannie zniszczyli lub spalili najważniejsze dokumenty sekty’, tak że ‘niewiele z  nich ocalało, a  dla uśpienia podejrzeń zerwano wszelkie kontakty między członkami’. Innymi słowy, sekta zeszła w  podziemie. W  tej sytuacji dokumenty, które zostały znalezione w  1786 roku, były szczątkowe. Jak pisze M. Forestier, w  1784 roku (gdy sekta, nie zmuszona jeszcze do ukrycia, chełpiła się swą potęgą) organizacja rozciągnęla swe macki z  Bawarii na ‘całą Europę Środkową od Renu do Wisły, od Alp do Bałtyku i  skupiała młodych ludzi, przyszłych egzekutorów wpojonej ideologii; różnego rodzaju urzędników oddanych jej sprawie; duchownych inspirowanych duchem ‘tolerancji’; opiekuńczych książąt, którzy dadzą się sterować.’ Jak widać, jest to obraz podobny do dzisiejszego komunizmu; pomijając ‘książąt’, których wielu nie pozostało od roku 1784. 

Choć znalezione i  opublikowane dokumenty nie ukazały w  pełni członkowstwa i  zasięgu Iluminatów we Francji, Wielkiej Brytanii i  Ameryce, ujawniły jednak charakter tego tajnego stowarzyszenia i  jego destruktywe cele. W  1785 roku podróżujący przez Śląsk wysłannik Illuminatii został zabity przez piorun. Znalezione przy nim papiery doprowadziły do rewizji u  dwóch przywódców sekty. Wykryto tam korespondecję między ‘Spartakusem (Adamem Wieshauptem) , a  ‘Aeropagitami’ (jego ścisłymi wspólnikami) oraz inne dokumenty, ujawniające pełny plan rewolucji światowej, której rezultaty poznaliśmy w  XX wieku pod nazwą ‘komunizmu’. 

Obecnie nikt nie wierzy, że ten wielki plan niszczycielski wylęgł się w  głowie profesora bawarskiego, ani też nie zaprzecza hipotozie pani Nesty Webster utrzymującej, że Weishaupt ze swoimi towarzyszami nie byli twórcami poteżnej uśpionej przez wieki siły, lecz jedynie jej propagatorami. 

Gdy Wieshaupt zakładał swoje stowarzyszenie Illiuminati w  dniu 1 maja 1776 roku, pełnił funkcję dziekana wydziału prawa na uniwersytecie w  Ingolstadt (w naszych czasach także najczęściej można znależć skrytych komunistów na wydziałach prawa). Wychowany przez Jezuitów których nienawidził, przejął ich sekrety organizacyjne dla osiągnięcia przeciwstawnych im celów – w  postaci metody, która według słów jego wspólnika Mirabeau, ‘jednoczyła pod wspólnym przewodnictwem rozsianych po świecie ludzi w  dążeniu do tego samego celu’. Ta idea tajnej konspiracji i  wykorzystania jej członków do celów, których nie byli świadomi, przewija się w  treści obszernej korenspondencji i  dokumentów skonfiskowanych przez rząd Bawarii. 

Metody realizacji tej przepojonej żarliwym zapałem idei, w  wielu wypadkach odznaczają się niezwykłą pomysłowością, wskazującą na wielowiekowe doświadczenia konspiracyjne. W  poszukiwaniu źródeł tych patologicznych i  perwersyjnych doktryn, Nesta Webster musiała cofnąć się do początków ery chrześcijańskiej i  czasów jeszcze wcześniejszech. Cytuje M.Silverstone de Sacy, który opisuje jak Ismailisi (VIII-wieczna wywrotowa sekta Islamu) próbowali ‘pozyskać zwolenników wszędzie i  we wszystkich sferach społeczeństwa’ dla zniszczenia istniejącej wiary i  rządów; jak przywódca Ismailitów Abdullah ibn Maymun zabrał się do ‘zjednoczenia w  tajnym stowarzyszeniu o  wielu stopniach wtajemniczenia wszystkich wolnomyślicieli i  fanatyków, uznających religię jedynie za środek zniewolenia ludu’. Według innego uczonego, M. Reinharta Dozy, nadzwyczajnym osiągnięciem Abdulla in Maymuna ‘było wykorzystanie tej metody dla zjednoczenia mas wyznających różnorodne religie, we wspólnym wysiłku wiodącym do celu znanego jedynie kilku nielicznym’. Cytaty te wiernie oddają cele, metody i  osiągnięcia zarówno Adama Weishaupta, jak i  i komunizmu; podobne przykłady można mnożyć śledząc literaturę kabalistów, gnostyków i  manichejczyków. 

Autentyczności dokumentów Weishaupta nie da się zaprzeczyć. Szęśliwym trafem, rząd Bawarii zapobiegł późniejszym próbom zaklasyfikowania ich jako ‘falsyfikat’ (zgodnie z  często stosowaną metodą w  naszym stuleciu), udostępniając oryginalne dokumenty do powszechnego wglądu w  Urządzie Archiwalnym Monachium. 

Ujawniły one trzy zasadnicze sprawy: po pierwsze – cele stowarzyszenia; po drugie – metody organizacji; po trzecie – jej członkowstwo, przynajmniej na stosunkowo ograniczonym obszarze (głównie południowych państw Niemiec). Te trzy sprawy omówimy oddzielnie. 

Ogólna idea, jasno wyłożona w  korespondencji „Spartakusa’ z  anomimowymi współ-konspiratorami, sprowadzała się do obalenia ustalonej władzy, narodowości i  religii, i  utorowania drogi do powstania nowej klasy rządzącej, tj. Illuminatów. Jak podsumowuje Henri Martin, celem stowarzyszenia było ‘zniesienie własności, społecznej władzy i  narodowości, i  powrót rasy ludzkiej do szczęśliwego stanu opartego na jednostkowej rodzinie, nie znającej sztucznych potrzeb i  bezużytecznej nauki; w  której ojciec pełni rolę sędziego i  kapłana nieokreślonej religii. Mimo częstych inwokacji do Boga Natury, wszystko wskazuje na to, że dla Weishaupta Bogiem była sama Natura.’ 

On sam to potwierdza: ‘Znikną książęta i  narody […] Jedynym autorytem dla człowieka pozostanie Rozum’. Wszystkie jego prace kompletnie wykluczają ideę władzy nadprzyrodzonej, innej niż ludzka. 

Atak skierowany przeciwko ‘królom i  książetom’ był w  istocie ‘przykrywką’ dla uderzenia w  pojęcie narodowości (jak świadczy historia, obecnie w  braku królów i  książat komunizm równie dobrze niszczy proletariackich premierów i  polityków). Podobnie atak na ‘księży’ był pretekstem dla zwalczania wszystkich religii. W  obu wypadkach rzeczywisty cel ujawniony jest w  korespondencji Weishaupta z  wtajemniczonymi; pozory zachowane zostały na użytek pomniejszych agentów stowarzyszenia i  opinii publicznej, w  razie gdyby dotarły do niej poczynania Iluministów. Dużym atutem Weishaupta była jego zdolność pozyskiwania ważnych osobistości, podążających za nim dla udowodnienia własnej ‘postępowości’ i  ‘libertynizmu’. Świadczy o  tym długa lista książąt i  księży, znaleziona w  tajnych archiwach członkowstwa stowarzyszenia. 

Najlepszym przykładem jego sukcesów i  elastyczności metod w  tej dziedzinie jest sprawa religii. W  tamtych czasach atak na religię był przedsięwzięciem o  wiele bardziej śmiałym i  zuchwałym niż obecnie; długie lata otwartego komunizmu przyzwyczaiły nas do teorii, która w  epoce Weishaupta musiała wydawać się czymś niewiarygodnym – odstępstwem człowieka od odnalezionej idei Boga! 

Pierwotnym zamysłem Weishaupta było ustanowienie Kultu Ognia jako religii Illuministów. Posunięcie takie miałoby jednak małe szanse pozyskania dla sprawy przedstawicieli kleru; stąd też wpadł na lepszy pomysł, który przyczynił mu więcej zwolenników. Wystąpił z  teorią, że Jezus był rzecznikiem ‘sekretnej doktryny’, której utajone znaczenie mogą wtajemniczeni odczytać między wierszami Ewangelii. Owa ‘sekretna doktryna’ miała znosić religię i  zastąpić ją rozumem: ‘ostateczne rozwiązanie nastąpi, gdy Rozum stanie się religią człowieka’. Propozycja wstąpienia do tajnego stowarzyszenia, zainicjowanego przez ideę Jezusa, i  naśladowania jego metody ukrywania prawdziwej treści słów, okazała się nieodparta dla wielu duchownych, którzy przekroczyli próg tych otwartych drzwi. Byli oni prekursorami bardziej znanych nam obecnie księży–komunistów. 

Prywatnie przywódcy Illumistów drwili z  nich. Główny wspólpracownik Illuminati ‘Philo’, czyli hanoweryjski baron von Knigge pisał: ‘Twierdzimy więc, że Jezus nie pragnął założenia nowej religii, lecz przywrócenia naturalnej religii i  rozumu… Wiele ustępów w  Biblii można do tego celu użyć i  tym duchu wytłumaczyć. Walki między sektami staną się bezprzedmiotowe, jeśli zrozumiemy właściwie nauki Jezusa, prawdziwe, czy też nie… Przekonawszy lud, że jesteśmy jedynymi realnymi i  prawdziwymi chrześcijanami, możemy posunąć się dalej w  atakowaniu księży i  książąt, co nie przeszkadza, że możemy przyjmować też dostojników kościelnych i  królów. Na wyższym stopniu Wtajemniczenia musimy więc (a) demaskować fałsze świętości; (b) ujawniać z  wszystkich tekstów źródła wszelkich religijnych kłamstw i  ich związków…’ 

‘Spartakus’ z  satysfakcją komentował: ‘Nie sposób sobie wyobrazić, jaką sensację wywołuje nasz sukces ogarnięcia stanu kapłańskiego. Najbardziej zdumiewajacym jest fakt, że wybitni protestanci i  zreformowani teolodzy , należący do Illuminati, ciągle wierzą że narzucona im jego religijna interpretacja wyraża prawdziwy i  szczery duch religii chrześcijańskiej. Czlowiecze, czegóż nie można ci wmówić! Nigdy nie sądziłem, że mogę być założycielem nowej religii’. 

Próba przekonania kleru, że anty-religia jest prawdziwą wiarą, a  chrześcijaństwo Antychrystem, znakomicie udała się Weishauptowi i  znacznie przyczyniła się do jego sukcesów w  Bawarii. Mógł się pochwalić wyrzuceniem z  Uniwersytetu w  Ingolstaadt profesorów nie należących do Illuminatii; pozyskaniem ‘korzystnych beneficji, probostw i  urzędów dworskich dla swoich ‘ duchownych’; opanowaniem szkół przez Illuminatów; widokami na podporządkowanie sobie seminariów duchownych, co ‘pozwoli nam na obsadzenie calej Bawarii odpowiednimi księżmi.’ 

Atak na religię był przewodnim motywem doktryny Weishaupta. Jego idee o  ‘Bogu Rozumu’ i  ‘Bogu Natury’ są bliskie idei Judaistycznej w  jej stosunku do gojów. Podobieństwo to jeszcze wyraźniej zaznacza się z  chwilą przejścia Iluminizmu w  komunizm kierowany przez Żydów. Prawo Judy także zakłada, że goje (naturą rzeczy wykluczeni z  udziału w  przyszłym świecie) mają jedynie prawo do religii wyznającej naturę i  rozum, tak jak nauczał Weishaupt. Mojżesz Mendlessohnb) w  swoich Wspomnieniach pisze: 

‘Nasi rabini jednomyślnie nauczają, że pisane i  ustne prawa składające się łącznie na naszą objawioną religię, obowiązująjedynie nasz naród: »Mojżesz przekazał nam prawo, i  dziedzictwo kongregacji Jakuba«. Wierzymy, że wszystkim innym narodom na świecie Bóg przypisał prawa natury […] Ci, którzy kierują się w  życiu prawami tej religii natury i  rozumu, mogą cieszyć się wśród swych narodów mianem sprawiedliwych […]’ 

Tak więc według tego autorytatywnego poglądu, Bóg wyłączył gojów ze swego królestwa, każąc im żyć zgodnie z  przykazaniami natury i  rozumu. W  tym punkcie Weishaupt zaleca im identyczną rolę, jaką przeznaczył im Bóg żydowski. Jeśli nawet talmudyczni rabinowie nie inspirowali Illuminizmu (na co brak dowodów), to jasno widać ich rolę w  późniejszym kierownictwie rewolucji. 

Tyle o  celach Illuminati. Obecnie w  niezmienionej formie przejął je komunizm. Z  kolei ich metody wykorzystywały najbardziej niekczemne cechy charakteru ludzkiego dla pozyskania zwolenników. W  archiwach Illuminatii znaleziono dwie teczki, które szczególnie oburzyły ówczesną opinię publiczną. Zawierały one dokumenty, ujawniające prawo sekty do decydowania o  życiu i  śmierci jej członków, pochwałę ateizmu, opis maszyny do automatycznego niszcznia papierów, przepisy na powodowanie aborcji, fałszowanie pieczęci, produkcji zatrutych perfum i  tajnego atramentu, etc. W  naszych czasach każdemu, kto interesuje się tym zagadnieniem, doskonale znane są tajniki laboratorium komunizmu, lecz w  1787 roku katolicka Bawaria przyjęła te rewelacje jak zaglądnięcie w  przedsionek Piekła. 

W papierach Weishaupta zachował się diagram, wskazujący na strukturę kierownictwa organizacji. Ukazuje on hierarchiczny system na wzór plastra miodu, podobny do słynnej struktury ‘komórek’, cechującej współczesną organizację komunistyczną. Jest on wytworem najwyższej inteligencji ( a  także wieków doświadczenia – podobne metody nie rodzą się spontanicznie). Tajemnica jego polega na zapewnieniu bezpieczeństwa, niezniszczalności i  możności odnowienia struktury, ograniczając skalę jej uszkodzeń do poziomu lokalnego. W  razie zniszczenia jej ogniwa – komórki, organizacja może bezpiecznie kontynuować swą działalność i  z czasem odrodzić uszkodzone węzły. 

Centralne miejsce w  tej pajęczej sieci zajmował Weishaupt, kierujący jej powiązaniami. Nad diagramem umieścił napis: ‘Trzeba sobie uzmysłowić, jak łatwo zręczny przywódca może kierować setkami i  tysiącami ludzi’, dodając poniżej: ‘Ja sam jestem przewodnikiem duchowym dwu z  nich; ci z  kolei kierują następną dwójką, itd. Tym sposobem mam do dyspozycji tysiąc ludzi, których mogę w  każdej chwili poderwać do czynu. To najlepsza metoda kierownictwa i  wpływania na politykę.’ 

Większość członków Illuminati dowiedziała się o  tożsamości swego przywódcy Weishaupta dopiero z  publikacji dokumentów. Dotąd znany był jedynie najściślejszym współpracownikom. Pozostałe masy wiedziały jedynie, że gdzieś na górze znajduje się ‘ukochany przywódca’, ‘wielki brat’, czy ‘wszechmądry byt’; życzliwy lecz stanowczy, który z  ich pomocą przekształci świat. W  istocie Weishauptowi udało się osiągnąć ‘nadzwyczajny rezultat’, przypisywany wcześniej islamskiemu Abdulli ibn Maymun: pod nim ‘na rzecz celu znanego jedynie nielicznym, wspólnie pracowały rzesze ludzi o  różnych wyznaniach.’ 

Dla osiągnięcia tego rezultatu nie wystarczał fakt, że jeden pionek znał jedynie swych dwóch sąsiadów – pionków. Czym więc Illuminaci potrafili utrzymać zwarte szeregi? Odpowiedz na to pytanie Weishaupt odkrył, czy też dowiedział się od wyższej instancji, w  postaci tajemnicy, utrzymującej spójną siłą dzisiejszą komunistyczną rewolucję światową. Tajemnica ta zwie się terrorem! 

Wszystcy Illuminaci przybierali ‘światłe’ pseudonimy, których używali w  swoim środowisku i  w zewnętrznej korespondencji. Ta praktyka posługiwania się pseudonimami, czyli ‘przykrywką’, przetrwała do dnia dzisiejszego. Po zagarnięciu władzy w  Rosji w  1917 roku, członkowie rządu komunistycznego po raz pierwszy w  historii stali się znani światu jedynie pod pseudonimami (i tak pozostaną w  historii). Ujawnione w  latach 1945-1955 afery w  Ameryce, Anglii, Kanadzie i  Australii wykazały, że zasadzeni w  rządach tych krajów komunistyczni agenci używali kryptonimów, podobnie jak ich prekursorzy za czasów Weishaupta. 

Organizacja Weishaupta była hierarchiczna i  składała się z  kółek, których dalsze kręgi skupiały nowych rekrutów i  mniej ważnych członków. Awans wspinania się po stopniach hierarchii oznaczał dostąpienie do wyższego wtajemniczenia. Weishaupt był zwolennikiem przyjmowania młodzieży w  najbardziej podatnym wieku od 15 do 30 lat. (Ta praktyka utrzymała się do naszych czasów: panowie Algier Hiss, Harry Dexter White, Whittaker Chambers, Donald Maclean, Guy Burgess i  wielu innych zostało ‘pozyskanych’ na uniwersytetach amerykańskich i  angielskich). Nowe stopnie zróżnicowania pojawiały się w  miarę rozszerzania zakresu rekrutacji, czy zetknięcia się ze specyficznymi przeszkodami – jak odnotowaliśmy to na przykładzie religii. Podobnie i  komunizm, idąc śladem Weishaupta głosił iż Jezus był pierwszym komunistą. Metody rekrutacji dostosowane były do indywidualnych przypadków. 

Młodzież wstępująca do konspiracji poddawano onieśmielającej ceremonii przysięgi, parodiującej chrześcijańską komunię. Kazano jej przedstawić życiorys rodziców i  ich ‘szczególne upodobania’, oraz szpiegować się wzajemnie. Obie te cechy są charakterystyczne dla komunizmu i  prawdopodobnie mają źródło w  ‘Prawie Mojżeszowym’, którego ‘statuty i  przykazania’ nakazują denuncjację krewnych podejrzanych o  herezję, i  wprowadzają funkcję ‘stróża nad moim strażnikiem’. 

Młodym Illuminatom dawano odczuć, że w  każdej chwili śledzą ich oczy niewidzialnych przełożonych (znali jedynie swoich bezpośrednich przełożonych). Uczono ich donosicielstwa na kolegów i  utrzymywano w  przekonaniu, że sami są także przez nich denuncjowani. Na tym polega podstawowa metoda zastraszenia, jakiej nie można osiągnąć grożbą zabicia, tortur czy uwięzienia – jedynie świadomość że nie można nikomu ufać; ani synowi, ojcu czy przyjacielowi, sprowadza ofiarę do roli posłusznego narzędzia. Od czasów Weishaupta ten niewidzialny terror stał się elementem życia na Zachodzie. Kto go osobiście nie doświadczył, może przekonać się o  jego obecnej potędze jaką wywiera nawet z  odległości tysięcy kilometrów, czytając relację Wittakera Chambersa o  jego przeżyciach po ucieczce i  zerwaniu z  partią komunistyczną. 

Ujawnione dokumenty Illuminati ukazują, że w  ciągu dziesięciu lat działalności sekta pozyskała kilka tysięcy członków; wielu z  nich zajmujących czołową pozycję w  aparacie państwowym, skąd mogli wywierać wpływ na władzę i  rządy. Niektórzy z  nichsami byli władcami – współczesny markiz de Luchet wymienia listę około trzydziestu udzielnych i  pomniejszych książąt, którzy naiwnie wstąpili do stowarzyszenia, pracującego nad ich zagładą! Byli wśród nich djukowie Brunszwiku, Gothy i  Saxe-Weimaru; książęta Hesji i  Saxe-Gotha; elektor Manzu; Metternich i  oświatowiec Pestalozzi; ambasadorowie, politycy i  profesorowie. 

Co więcej, znalazł się wśród nich człowiek, który dwadzieścia lat później miał stworzyć słynne dzieło o  młodzieńcu zaprzedającym duszę diabłu. Trudno się oprzec wrażeniu, że “Faust” jest prawdziwą historią powiązania Goethego z  Illuminati; ten sam wątek można odnależć w  książce “Witness” i  wielu innych, napisanych przez rozczarowanych odstępców od komunizmu.

Oczywiście, podana wyżej lista nie jest kompletna, gdyż jak wspomnieliśmy, rewizja przeprowadzona w  1786 roku przez władze Bawarii w  mieszkaniu wspólnika Weishaupta, nastąpiła już po zaalarmowaniu członków sekty. Stąd też ujawnione dokumenty odkryły jedynie część siatki Illuminatów – jak wskazuje diagram Weishaupta, organizacja tajnej sekty zapewniała jej bezpieczeństwo nawet w  razie wpadki poszczególnych jej segmentów. Możliwe więc, że Weishaupt był jedynie przywódcą grupy terytorialnej, a  najwyższe władze tej organizacji, będącej prekursorem rewolucji światowej, nie zostały w  ogóle odkryte. 

Natomiast pewnym jest, że mimo braku nazwisk czy powiązań z  Francją w  dokumentach Illuninistów, celem ataku rozpętanej trzy lata później rewolucji francuskiej stały się wszelkie władze cywilne i  religijne; dokładnie według planu Weishaupta i  jego towarzyszy. Do dnia dzisiejszego piewcy rewolucji światowej (a jest ich mnóstwo we wszystkich krajach) uporczywie zaprzeczają istnienia jakichkolwiek powiązań między Illuminizmem, a  rewolucją francuską; argumentując że tajne stowarzyszenie rozwiązane w  1786 roku, nie mogło mieć związku z  wydarzeniami 1789 roku. 

W rzeczywistości, zdelegalizownie sekty Illuminatów nie oznaczało jej likwidacji, podobnie jak niemożliwym byłoby dzisiaj wykorzenienie komunizmu ustawą prawną. Jej agenci wycisnęli na rewolucji francuskiej piętno, wskazujące na działalnośćogólnoświatowych rewolucjonistów, a  nie rozgoryczonego ludu francuskiego. Nikt, poza członkami Illuminati, nie potrafiłby nawet w  wyobraźni przewidzieć wyczynów Rządu Terroru. Któż inny mógłby wpaść na pomysł publicznej procesji na ulicach Paryża, w  której obnoszono na grzbiecie osła naczynia mszy świętej? Oni to zostali wychowani w  odwiecznej tradycji wyśmiewania sakramentów i  podobna ceremonia towarzyszyła ich inicjacji. Tylko w  głowie Weishaupta mógł sie zrodzić pomysł ukoronowania w  katedrze Notre Dame aktorki jako Bogini Rozumu. 

‘Dla zadowolenia diabła […] należy […] profanować ceremonie religijne własnego wyznania i  deptać jej najświetsze symbole’ – tak w  określeniu A. E. Waite’a brzmi formuła czarnej magii i  satanizmu, składających się na receptę Illuministów. 

Zamierzeniem Weishaupta i  jego towarzyszy, a  być może jego zwierzchników, było uplasowanie tajnych agentów Illuminati w  najwyższych sferach Francji. Nasze stulecie było świadkiem, jak skuteczna jest ta metoda. Poroniony wynik II Wojny Światowej i  jej dziedzictwo zbrojnego rozejmu, przed jakim postawiła świat, były dziełem takich ludzi jak Hissa i  White’a, oraz ich wysokich protektorów. Weishaupt wybrał idealną drogę do osiągnięcia władzy nad sprawami Francji – poprzez użycie innego potężnego tajnego stowarzyszenia, które przeniknął i  opanował środkami wspomnianymi w  swoich papierach. Objektem tym była Wielka Loża Wschodu Wolnej Masonerii. 

Dokumenty Weishaupta rzucają jasne światło na plany owładnięcia Lożą Wolnych Masonów przez agentów Illuminati. Na wstępie notują one: ‘Udało mi się rozpracować tajemnmice Wolnych Masonów; poznałem ich cele i  wykorzystam je w  całości we właściwym czasie i  w większym wymiarze.’ Później wydał swym ‘Areopagitom’ rozkaz powszechnego wstępowania do Wolnej Masonerii: ‘Tym sposobem będziemy mieli własną Lożę […] którą będziemy traktować jak własne poletko doświadczalne […] przy każdej sposobności będziemy się chronić w  ich cieniu’ (tj. Wolnych Masonów). 

Ten sposób postępowania ‘pod maską’ (stanowiący ciągle zasadę dzisiejszego komunizmu) był przewodnią zasadą: ‘Dla osiągnięcia celu nie ma znaczenia, pod jaką maską się go dokonuje; maska zawsze jest użyteczna. Bowiem maskowanie jest poważnym elementem naszej siły. Stąd też musimy zawsze podszywać się pod nazwę innego stowarzyszenia. Póki co, loże podległe Wolnej Masonerii są najbardziej odpowiednim kamuflażem dla osiągnięcia naszych najwyższych celów […] nie można atakować stowarzyszenia w  ten sposób zamaskowanego […] W  razie zaskarżenia czy zdrady, nie sposób odkryć jego przywódców […] Od szpiegów i  emisjariuszy innych stowarzyszeń oddzieleni będziemy nieprzeniknioną zasłoną ciemności.’ 

Słowa te te wyraźnie odzwierciadlają dzisiejsze metody komunistyczne; każdy wyraz w  niezmienionej formie mogłyby odnosić się do obecnej praktyki ‘opanowywania’ partii, stowarzyszeń i  innych związków. Na wielkość sukcesów Weishaupta wskazuje najlepiej lament byłego członka Illuminati djuka Brunszwiku – Wielkiego Mistrza Niemieckiej Wolno-Masonerii, w  pięć lat po wybuchu rewolucji francuskiej. W  1794 rozwiązał on zakon słowami, kryjącymi bolesne rozczarowanie: 

‘…Jesteśmy świadkami, jak nasza budowla’ (tj. Wolno-Masoneria) ‘rozpada się w  ruinach; widzimy zniszczenie, którego nasze ręce nie mogą już powstrzymać… W  jej miejsce wyrosła potężna sekta, która posługując się mottem dobra i  szczęśliwości ludu, pracowała w  mrokach konspiracji nad wykorzystaniem szczęścia ludzkości dla własnych celów. Sekta ta znana jest każdemu; jej bracia znani są nie mniej niż jej imię. To oni podminowali fundamenty Zakonu, doprowadzając do jego kompletnego upadku; to oni zatruli ludzkość, sprowadzając na manowce przyszłe pokolenia […] Zaczęli od rzucenia odium na religię […] wszystkie ich przemówienia i  cała ich działalność wskazywały na plan, zmierzający do zerwania więzów społecznych i  zniszczenia porządku […] pozyskiwali zwolenników każdego stanu i  stanowiska; fałszem omanili najbardziej bystrych, ukrywając swoje prawdziwe intencje […] Celem ich władców nie było nic innego, jak opanowanie ziemskich tronów i  poddanie rządów narodów pod władzę swych nocnych klubów. Zadanie to wykonali i  dotąd je kontynuują. Jak jednak widzimy, książęta i  lud nie mają pojęcia, w  jaki sposób i  jakimi środkami odbywa się ten proces. Dlatego otwarcie tu powiadam: nadużycie naszego Zakonu […] jest powodem wszelkich politycznych i  moralnych problemów, jakie opanowały dzisiejszy świat. Wy, wtajemniczeni, musicie przyłączyć się do chóru głosów, uświadamiających książęta i  lud, iż wyłącznymi autorami tej i  przyszłych rewolucji są sekciarze i  apostaci naszego Zakonu […] Aby więc podciąć korzenie nadużyciom i  błędom, musimy niniejszym rozwiązać nasz Zakon’. 

Choć powyższy cytat wyprzedza o  pięć lat obecny wątek książki, zamieszczamy go dla unaocznienia faktu, iż czołowy Wolny Mason tej generacji, sam współwinny, wskazuje na Illuminati jako na autorów rewolucji francuskiej i  przyszłych rewolucji. Trudno o  bardziej autorytatywne świadectwo, niż jakie dał Wielki Mistrz niemieckiej masonerii, wskazując na spełnienie głoszonych przez Weishaupta intencji opanowania od wewnątrz Masonerii, oraz udział agentów Illuminati w  kierownictwie rewolucji francuskiej. 

Po ich wpływem potężna masoneria francuska przybrała tak krańcowe formy i  stworzyła kluby jakobińskie. Te z  kolei, pod wpływem Illuminati kierowały Rządem Terroru, którego wyczyny zdemaskowały prawdziwy charakter utajonych twórców Rewolucji. Tak jak późniejsza o  130 lat rewolucja rosyjska, podobnie i  francuska kierowała ostrze nienawiści bardziej przeciw biednym i  bezbronnym, niż przeciw bogatym, jak świadczy przykład chłopów prowincji Vendee. Przedmiotem tej nienawiści stało się wszystko co piękne, czy w  kościele, czy religii; wszystko podnoszące ducha ludzkiego ponad poziom zwierzęcy. 

Adam Weishaupt wstapił do monachijskiej loży masońskiej w  1777 roku – w  rok po założeniu stowarzyszenia Illuminati. Późniejszemu przywódcy rewolucji francuskiej, hrabiemu Mirabeau znane były intencje i  powody wstąpienia Weishaupta do masonerii, o  czym świadczą jego “Wspomnienia” zamieszczone w  gazecie z  1776 roku, formułujące program podobny do Illuminati. W  swojej “Historii Monarchii Pruskiej” nawiązuje otwarcie do Weishaupta i  Illuminati: 

‘W monachijskiej Loży Teodora de Bon Conseil znajdowało się kilku ludzi z  głową i  sercem, znużonych huśtawką próżnych obietnic i  niesnasek wśród masonerii. Ich przywódcy postanowili zaszczepić w  jej łonie oddział sekretnego stowarzyszenia, któremu nadali nazwę Zakonu Illuminati. Wzorowali je na stowarzyszeniu Jezuitów, choć cele ich były diametralnie różne.’ 

Cytat ten wskazuje dokładnie na cele i  metody, opisane dokładnie w  korespondencji Weishaupta, i  stanowi dowód, iż przyszły przywódca rewolucyjny Mirabeau wiedział o  nich już w  1776 roku. Co więcej, jego słowa sugerują, że tajne stowarzyszenie Illuminati zostało założone w  celu opanowania masonerii i  użycia jej do wywołania i  kierowania rewolucją. Na to, że Mirabeau od początku brał udział w  tym przedsięwzięciu, wskazuje zapis z  jego dziennika z  1776 roku (daty powstania Illuminati), gdzie jako Iluminat występuje on pod pseudonimem Arcesilasa. Musiał więc być wraz z  Weishauptem współzałożycielem sekty, a  co za tym idzie, jednym z  jej przywódców. Nie podobna go pominąć jako ogniwa wiążącego Weishaupta z  rewolucją francuską. Redaktor jego “Wspomnień”, M. Barthou, zauważył, iż ‘plan reform’ z  1776 roku, znaleziony wśród papierów Mirabeau, ‘w pewnych partiach przypomina bardzo późniejsze posunięcia Zgromadzenia Konstytucyjnego’ (rewolucyjnego parlamentu z  1789 roku). Inymi słowy, można powiedzieć że prace Zgromadzenia Konstytucyjnego przypominały plan Adama Weishaupta z  1776 roku, gdy zakładał on wraz z  Mirabeau stowarzyszenie Illuminati, mające opanować Wolną Masonerię. 

Także inne fakty wyraźnie oświetlają proces tajnego opanowywania Wolnomasonerii przez Weishaupta. Na powszechnym kongresie w  1782 roku (siedem lat przed rewolucją) w  Wilhelmsbad, Illuminati zyskali tak wielu rekrutów, że przestał istnieć Zakon Ścisłego Rygoru, uprzednio najpotężniejszy organ Wolnomasonerii. Otwartą drogę do opanowania świata tajnych związków zapewniło Illuminatom pozyskanie najważniejszych osobistości niemieckiej wolnomasonerii – djuka Brunszwicku Ferdynanda (późniejszego penitenta) i  Księcia Hesji Karola. 

W 1785 roku emisarjusze Illuminati spotkali się na kolejnym kongresie powszechnym w  Paryżu. Jak się wydaje, odtąd szczegółowe planowanie rewolucji powierzone zostało Loży Amis Reunis, będącej ‘przykrywką’ dla Illuminati. W  tym punkcie, w  następstwie skandalu w  Bawari i  wynikającej stąd banicji sekty w  1786 roku, oraz zniszczenia dokumentów, zacierają się ślady sekty. Tym niemniej, w  1787 roku ci sami emisariusze pojawili się w  Paryżu na zaproszenie tajnego komitetu Loży. 

Fakt, że rewolucja była zaplanowana i  kierowana przez Illuminizm, znany był publicznie jeszcze przed jej wybuchem. Zadziwiająco trafną przepowiednią nie tylko przyszłego kursu rewolucji francuskiej, lecz i  wszystkich następnych, wydaje się dziś ocena i  ostrzeżenie markiza de Luchet z  1789 roku: 

‘Wiedzcie, że istnieje konspiracja faworyzująca despotyzm kosztem wolności; nieudolność kosztem telentu; występek kosztem cnoty; ignorancję kosztem światłości […] Celem tego stowarzyszenia są rządy nad światem […] i  powszechna dominacja […] Nigdy dotąd świat nie stał w  obliczu podobnej klęski’. 

De Luchet dokładnie opisał rolę, do jakiej zmuszony zostanie monarcha w  okresie Żyrondy (‘skazany będzie na spełnianie zachcianek otoczenia […] wynoszenie do godności najbardziej zdegenerowanych osobników […] prostytuowanie własnego osądu przez podejmowanie decyzji uchybiających rozumowi’), oraz los Francji porewolucyjnej (‘Nie chcemy twierdzić, że rządy Illuministów równoznaczne są z  zagładą kraju, lecz upadnie on tak nisko, że nie będzie się liczył w  polityce światowej, i  zmniejszy się jego zaludnienie…’) . Jeśli zlekceważymy to ostrzeżenie – wołał Luchet – nastąpi ‘seria klęsk o  rezultatach ukrytych w  mroku przyszłości… w  postaci wiecznie żarzącego się ognia podziemnego, wybuchajacego od czasu do czasu gwałtownymi, niszczącymi eksplozjami’. 

Trudno wierniej oddać obraz wydarzeń ostatnich 165 lat, niż uczyniły to prorocze słowa de Lucheta. Przewidział on także ‘liberalnych i  postępowych’ klientów rewolucji, pomagających przez następne 165 lat podsycać owe ‘gwałtowne niszczące eksplozje’: ‘w służbie systemu Iluministów nigdy nie zabraknie namiętności, ani władców omamianych złudą oświecenia, gotowych pociągniąć swe narody w  otchłań przepaści’. Przewidział wzmacnianie się kleszczy konspiracji: ‘przywódcy Zakonu nigdy nie wyrzekną się zdobytej władzy, ani nagromadzonych skarbów’. De Luchet wzywał Wolnomasonerię do oczyszczenia własnej stajni, póki czas: ‘czyż nie można obrócić masonów przeciw Illuminstom, ukazując im, że podczas gdy oni sami starają się utrzymać harmonię w  społeczeństwie, tamci sieją wokół niezgodę i  przygotowują się do ostatecznego zniszczenia ich własnego zakonu?’ 165 lat poźniej w  Wielkiej Brytanii i  Ameryce rozlegały się podobne głosy, podobnie na próżno wzywające rządy do oczyszczenia administracji państwowej z  Illuminati, teraz zwanych komunistami. 

Miarą wizjonerskich zdolności de Lucheta jest fakt, że pisał te słowa w  1789 roku, gdy rewolucja jeszcze się na dobre nie rozpoczęła. Sądzono wtedy powszechnie, że sprowadzi się ona do wprowadzenia umiarkowanych uzdrawiających reform, usprawnienia władzy monarszej, usunięcia panującego zła, i  ustanowienia na zawsze sprawiedliwości i  wolności w  szczęśliwej, odrodzonej Francji! Takie przekonanie panowało jeszcze w  1790 roku, choć po drugiej stronie Kanału ktoś inny przejrzał prawdziwy charakter rewolucji i  ‘niesamowicie wiernie przewidział bieg wydarzeń’ – jak to sto lat później określił jego przyszły biograf, John Morley. 

Tym wizjonerem był Irlandczyk Edmund Burke, jeden z  najświetniejszych mówców brytyjskiej Izby Gmin. Zakładając, że czas jest sprawdzeniem wartości człowieka, można stwierdzić że ton jego ataków na rewolucję francuską w  miarę upływu lat rozbrzmiewa coraz bardziej przekonywującym echem. Podobnie jak w  wypadku de Luchet’a, warto podkreślić, że opublikował on swe spostrzeżenia w  1790 roku, kiedy mało kto znał nazwiska Robespierra i  Dantona; zanim pojawiło się słowo ‘republika’; w  czasie gdy król ufnie spoglądał w  przyszłość swej konstytucyjnej monarchii, a  cała Francja radośnie świętowała owoce pokojowych reform. Na tą pogodną scenę padł cień wyciągniętej ręki Burke’a, wskazującej niczym ‘natchniony prorok’ na nadchodzący Sąd Ostateczny. Jak pisze jego biograf: ‘Nic dziwnego, że z  chwilą oberwania się chmury i  spełnienia się proroctwa zagłady, ludzie zwrócili się ku Burke’owi jak ku antycznemu Ahitopthowi, którego rada równoznaczna była z  wyrocznią Boską’. 

Niestety, opis ten nie jest zgodny z  aktualnym obrazem wydarzeń po spełnieniu się przewidywań Burke’a. Wielu zwróciło sięprzeciwko niemu właśnie dlatego, że miał rację. W  istocie, nawet w  tym czasie potęga konspiracji w  kontrolowaniu prasy i  publicznych wypowiedzi była tak przemożna, że z  chwilą opublikownia jego “Refleksji” o  rewolucji, popularność jego ustąpiła nagle miejsca atakom na niego i  oczernianiu go. Początkowo, Illumnaci i  kontrolowani przez nich rzecznicy ‘liberalizmu i  postępu’ wielce liczyli na Edmunda Burke, który dziesięć lat wcześniej poparł sprawę kolonistów amerykańskich. Gniewnie zapytywali, jak mógł on popierać jedną rewolucję, a  drugą atakować. Burke stał się przedmiotem powszechnych ataków ze strony zjednoczonej prasy, która podobnie i  w naszych czasach posługuje się identyczną metodą wobec żądań wyświetlenia roli utajonych komunistów w  rządzie. 

Gdyby Burke postępowałby kursem ‘progresywnym’, udając przekonanie iż rewolucja francuska pomoże ‘masom’, zachowałby swą popularność. Ponieważ stało się inaczej, ani jedno jego słowo nie wytrzymało próby czasu i  nikt go dzisiaj nie pamięta. Tym niemniej, jego natchnione słowa atakujące rewolucję, piszą się nieprzemijającymi złotymi zgłoskami: ‘Nie ma już poczucia zasad, cnoty honoru, którego splamienie odczuwało się jakranę […] Skończyła się era rycerskości. Zwycieżyła era krętaczy, ekonomistów i  spekulantów; chwała Europy zamarła na zawsze’. 

Jeśli przyjmiemy te słowa za natchnione proroctwo (które w  1950 roku brzmi realniej niż w  roku 1790), w  osobie Edmunda Burke chrześcijaństwo i  Zachód znalazły przynajmniej jednego światłego i  szlachetnego żałobnika. Znał on bowiem różne treści kryjące się pod słowem ‘rewolucje’ i  widział jasno, jak wygląda prawdziwy obraz wydarzeń we Francji. Podobnie, nie dał się zwieść frazesem ‘rewolucji’, jakim niektórzy nazywali wyzwoleńczą wojnę kolonialną, prowadzoną przez właścicieli ziemskich. Jako szczery zwolennik wolności, popierał ‘dążenia kolonistów do samorządu i  samodzielności’. Widział różnicę między motywami ich, a  tajnych agentów stojących za rewolucją francuską. Wyciągając oskarżycielską rękę, nie więcej zwracał uwagi na wyrzuty ‘liberalnych postępowców’, niż poprzednio na ich wcześniejsze pochlebstwa (Burke zdawał sobie sprawę, że pochlebstwa te nie wynikały bynajmniej ze współczucia dla kupców Nowej Anglii, czy południowych plantatorów). 

We współczesnej Ameryce sentymenty francuskie były zbałamucone zamętem tych samych idei, jakie zwalczał Burke. Przez pewien czas panowała tam powszechna opinia, że wybuchła tam ‘łagodna rewolucja’, podobna do amerykańskiej. Przejściowo modny stał się ‘Szał Francuski’, podczas którego Amerykanie stroili się w  kokardy i  czapki wolności, tańczyli, świętowali i  paradowali pod francuskimi i  amerykańskimi flagami, wykrzykując ‘Wolność, Równość, Braterstwo’. Początek ery ‘Rządów Terroru’ rozwiał ta iluzję, zastępując ją uczuciem odrazy i  zgrozy. 

Jak przystało na prawdziwych Illuministów, jakobińscy przywódcy Terroru używali klasycznych pseudonimów, zgodnie z  ideą zainicjowaną przez ‘Spartakusa’ Weishaupta: Chaumette zmienił się w  Anaxogorasa; Clootz (baron pruski) – w  Anarcharisisa; Danton – w  Horacego; Lacroix – w  Publicolę; Ronsin – w  Seaewolę. Po fazie odpowiadającej erze Kiereńskiego w  Rosji, wyżej wymieni terroryści kontynuowali wiernie plan Illuminati zabijając króla i  profanując kościoły, zgodnie ze swymi dwoma podstawowymi założeniami: zniszczenia wszystkich prawowitych rządów i  wszystkich religii. Najwidoczniej jednak i  oni byli tylko narzędziami, gdyż współczesny im Lombard de Langres pisze o  ‘najbardziej tajnym zgromadzeniu, kierującym wydarzeniami po 31 maja; zniewalającym swą mistyką i  potęgą oficjalne Zgromadzenie; złożonym z  najwyższych wtajemniczonych Illuminati. Potęga ta kierowała Robespierrem i  rządowymi komitetami […] ta właśnie mistyczna władza zagarnęła bogactwo kraju i  dzieliła je między braci i  przyjaciół, pomagających wielkiej sprawie.’ 

Ten właśnie aspekt wpływowych ludzi, działających na rzecz ukrytej, lecz bezprzecznie kierowniczej nadrzędnej sekty, nadaje rewolucji formę przedstawienia marionetkowego, odgrywanego na tle płomieni i  w siarczanej atmosferze. Abstrahując od niepewnej genezy rewolucji angielskiej, francuską można uznać za źródło nieustannej, ciągłej rewolucji, poczętej w  1789 roku. Rozruchy 1848 i  1905 roku nie były spontanicznymi, oderwanymi epizodami, lecz kolejnymi wybuchami ‘podziemnej, wiecznie rozpalonej lawy’, przepowiadanymi przez de Lucheta i  Burke’a. Kroniki rewolucji francuskiej dają nam przede wszystkim historycznie ważki dowód wykorzystania ludzi do spełnienia niezrozumiałych przez nich celów. Ta niezmienna cecha nadaje rewolucji szczególne sataniczne piętno, określone przez Lombarda de Langres mianem ‘piekielnego stempla’. 

W końcowej fazie rewolucji, trzech ludzi we Francji, Anglii i  Ameryce jasno pojmowało jej naturę: że przebiegała zgodnie z  planem odkrytym z  dokumentów Illuminati w  1787 roku; że inspirowana była i  kierowana przez tajne stowarzyszenie za pośrednictwem Wolnomasonerii; że uchował się tajny związek konspiratorów, planujących rewolucję światowąi  przygotowujących dalsze ‘gwałtowne niszczycielskie wybuchy’, przepowiedziane przez de Lucheta. Byli nimi jezuita Abbe Baruel, który był świadkiem rewolucji; szkocki uczony profesor John Robison, przez ponad dwadzieścia lat piastujący funkcję generalnego sekretarza Królewskiej Akademii w  Edinburghu; oraz amerykański duchowny i  geograf wielebny Jedediah Morse z  Nowej Anglii. Były to wybitne jednostki. Dzieła abbe Barruela, profesora Robinsona i  opublikowane kazania wielebnego Morse ukazały sie w  wielu wydaniach i  dotąd stanowią podstawowe źródło informacji dla studentów. Prace ich były bardzo popularne i  zyskały szczególne poparcie ze strony redaktora “Porcupine Gazette”, Williama Cobbeta, który, jak się wydaje, podzielił ich los, zaszczuty przez tą samą okultystyczną potęgę. 

Osąd Abbe Barruela co do tych wydarzeń był identyczny z  wcześniejszą przepowiednią de Lucheta i  późniejszą analizą lorda Actona: 

‘… Wykażemy, że wszystko, łącznie z  najbardziej makabrycznymi uczynkami popełnionymi w  czasie rewolucji francuskiej, było przewidziane i  z góry postanowione, zaplanowane i  obmyślone; że było owocem przebiegłej niekczemności, przygotowanej i  wykonanej przez ludzi trzymających w  ręku nici spisków i  konspiracji zaplanowanych na tajnych zebraniach […] Choć bieg codziennych wydarzeń może wydawać się nieskoordynowany, za każdym z  nich stał tajny agent i  ukryty motyw, kierujący każdym ruchem zmierzającym do nadrzędnego celu […] Wielka sprawa rewolucji wraz z  jej głównymi cechami i  ohydnymi wyczynami jest nieprzerwanym łańcuchem misternie uknutych i  przemyślanych niekczemności’. 

Trzech myślicieli doszło do identycznego wniosku: ‘Jest to anty-chrześcijańska konspiracja […] skierowana nie tylko przeciw królom, lecz przeciw wszelkim rządom; przeciw cywilizowanym społeczeństwom, a  nawet przeciw wszelkiej formie własności prywatnej’ (Abbe Barruel); ‘Celem utworzenia tego stowarzyszenia było wykorzenienie wszystkich organizacji religijnych i  obalenie istniejących rządów europejskich’ (prof. Robison); ‘Oczywistym jego celem było wykorzenienie i  zniesienie chrześcijaństwa oraz cywilizownych rządów’ (Morse). Wszyscy trzej zgodnie głosili, że wydarzenia te nie były jedynie odizolowanym epizodem francuskim, majacym korzenie w  miejscowych warunkach, lecz owocem pracy organizacji działającej we wszystkich krajach, zgodnie z  dalekosiężnym powszechnym planem. Zgodni byli także co do tego, że organizacją tą było tajne stowarzyszenie Illuminati, które inspirowało i  kierowało terorystyczną fazą rewolucji; że się ono zachowało i  że stanowi potężną siłę w  Anglii i  w Stanach Zjednoczonych. W  tym ostatnim punkcie szczególnie wymownym jest ostrzeżenie abbe Barruela. 

Wypowiedzi tych trzech osobistości spotkały sie z  poparciem współczesnych czołowych polityków, a  przyszłe wydarzenia, szczególnie naszego stulecia, potwierdziły je. Miarą ich wartości historycznej jest fakt, że na samym początku drugiej rewolucji na Zachodzie znalazły się jednostki rozumiejące jej ogólnoświatowe zmiary, oraz zdolne przewidzieć jej przyszły kurs. Wysiłki tych trzech ludzi, aby zapobiec zniszczeniom jakie przyniosła później konspiracja, okazały się bezskuteczne. I  z tego też względu casus panów Barruela, Robisona i  Morse jest szczególnie interesujący. 

Los, jaki był ich udziałem, potwierdza słuszność ich ostrzeżeń dobitniej niż słowa, jakimi starali się je wyrazić – jako dowód istnienia i  potęgi tajnych stowarzyszeń, pracujących we wszystkich krajach nad urzeczywistnieniem niszczycielskich celów. Panowie Barruel, Robison i  Morse obrzucani byli obelgami. W  tym czasie prasa była w  powijakach; gazety były w  rękach poszczególnych właścicieli, którzy byli zarazem ich redaktorami. W  tej sytuacji było o  wiele trudniej niż dzisiaj zdobyć kontrolę nad większością z  nich. A  jednak, skoncentrowany atak na trzech myślicieli, jaki nastąpił po ujawnieniu przez nich roli Illuminatów w  rewolucji francuskiej i  ich ciągłym istnieniu wykazał, że już w  1797 roku Illuminaci potrafili opanować prasę amerykańską i  angielską. 

Fakt ten był najbardziej zdumiewającym odkryciem, jakie przyniosła praca nad niniejszą książką. Na własnej skórze przekonałem się o  istnieniu tej kontroli, zamykającej wszystkie furtki wydawnicze przed pisarzem głoszącym poglądy o  rewolucji światowej w  duchu Edmunda Burke. O  podobnej sytuacji wspomina Nesta Webster. Gdy we wczesnych latach 20-tych zaczęła pisać o  rewolucji światowej, usłyszała od wybitnego wydawcy londyńskiego następujące słowa: ‘Proszę pamiętać, że jeśli zejdzie pani na pozycje anty-rewolucyjne, będzie pani miała przeciw sobie cały świat literacki’. Początkowo uważała to za przesadę, lecz wkrótce przekonała się, że wydawca miał rację. Ja także zauważyłem podobną reakcję. Myślałem jednak, że jest to zjawisko charakterystyczne dla ostatnich lat trzydziestu; do czasu, aż zetknąłem się z  historią panów Barruel, Robison i  Morse. Na jej przykładzie ujrzałem, jak w  1798 roku, gdy nie ostygły jeszcze ślady Rządów Terroru, ‘cały świat literacki’ rzuca się na nich hurmem. Nic dobitniej nie potrafiłoby mi ukazać pokrewnej linii łączącej Illuministów 1789 roku z  komunistami: identycznej organizacji, dążącej do tego samego celu identycznymi metodami i  nawet używającej identycznego słownictwa

Te ataki na trzech ‘anty-rewolucyjnych’ pisarzy miały dodatkową, zastanawiającą cechę. Prawie zawsze anonimowe, poczęły się ukazywać w  gazetach z  chwilą wzrostu ich popularności. Używały dokładnie tego samego języka (‘podwójnej mowy’ -doublespeak), co dzisiaj. Trzech pisarzy oskarżano o  wszczęcie ‘polowania na czarownice’; o  bigoterię i  panikarstwo, o  prześladowanie ‘wolności słowa’ i  ‘wolności akademickiej’, o  wypaczanie myśli ‘liberalnej’ i  ‘postępowej’, etc. Potem ataki przeszły w  potwarz i  ordynarne insynuacje, podobne do tych, jakie zauważyłem w  kampanii skierowanej przeciw amerykańskiemu ministrowi James Forrestal’owi w  latach 1947-49. Zarzucano im niemoralność w  życiu prywatnym, nieczyste interesy finansowe, a  na koniec sięgnięto po znajomy epitet ‘obłąkania’. Dzisiaj często się go używa w  kulminacyjnych fazach kampanii przeciw jakiejkolwiek postaci ‘anty-rewolucyjnej’ – widocznie w  arsenale potwarzy uważa się go za szczególnie skuteczną broń. Ta szczególna forma ataku ma prawdopodobnie źródło w  Talmudzie, który używa ją w  stosunku do osoby Jezusa (artykuł o  Jezusie w  Encyklopedii Żydowskiej odsyła czytelników do pisarza żydowskiego, który ‘przyznaje, że w  wypowiedziach i  zachowaniu Jezusa musiało być coś nienormalnego’). 

Krótko mówiąc, te ataki na panów Barruela, Robisona i  Morse posługiwały się ograniczonym słownictwem politycznym, łatwo dzisiaj rozpoznawalnym jako język agentów rewolucji i  tak spospoliciałym, że musiał pochodzić z  jedenj centralnej organizacji. Kampania skierowana przeciwko nim okazała się skuteczna, a  ich ostrzeżenia, podobnie jak Burke’go, zostały zapomniane przez masy. Tym niemniej, popłoch tajnej zgraji (bojącej się prawdy jak diabeł święconej wody) był tak wielki, że nie zaprzestała oszczerstw długo po ich śmierci! Jeszcze w  1918 roku Uniwersytet Kolumbia w  Nowym Jorku sfinansował kosztowne badania zmierzające do udowodnienia, iż Illuminaci zanikli po rozwiązaniu sekty w  1786 roku i  nie mogli mieć nic wspólnego z  rewolucją francuską. W  dziele tym odgrzebano wszystkie zawodowe epitety, tak jakby ci trzej ‘polujący na czarownice’ ciągle żyli! 

W 1918 roku, w  rok po wybuchu rewolucji rosyjskiej uznano za stosowne ponownie wykazać brak jej związków z  rewolucją francuską, mającą stanowić odizolowany epizod. Gdyby panowie Barruel, Robison i  Morse mogli z  zaświatów obserwować te poczynania, nie uszło by ich uwadze założenie przez komunistów uniwersytetu Kolumbia w  Nowym Jorku, jako ośrodka przyszłej rekrutacji (w liczbie złowionych tam nieszczęśników znalazł się Whittaker Chambers, który po zerwaniu z  komunizmem mógł odmienić na lepsze losy II Wojny Światowej i  świata, gdyby prezydent Franklin Roosevelt wysłuchał jego ostrzeżeń w  1939 roku).

Choć dwaj pierwsi prezydenci Republiki Amerykańskiej nie występowali czynnie przeciw tajnemu związkowi, byli nim zaniepokojeni i  wierzyli w  prawdę słów Barruela, Robisona i  Morse’a. W  liście do Morse’a pisanym tuż przed śmiercią, Jerzy Waszyngton wyraził nadzieję, że jego dzieło ‘będzie miało szerszy zasięg […] gdyż zawiera ważną, lecz mało znaną poza wąskim kręgiem informację, której rozpowszechnienie byłoby pożyteczne’. (Na pewno generał Waszyngton nie kazałby mu ‘wynosić się do diabła’, jak wysłannik Roosevelta radził Chambersowi). Jeszcze wcześniej Waszyngton informował innego korespondenta, że przekonany jest o  fakcie ‘rozprzestrzeniania sie w  Stanach Zjednoczonych doktryny Illuminatów i  idei jakobińskich’. 

Istotnie, trudno było o  tym wątpić, gdyż już w  1793 roku, czyli dziesięć lat po powstaniu Republiki, pojawiły się tajne związki pod szyldem ‘Klubów Demokratycznych’. Ich prawdziwy charakter łatwo było odkryć, obserwując stosunek do nich francuskiego ministra Geneta. Okazywał im otwarcie sympatię, podobnie jak późniejsi ambasadorowie sowieccy darzyli sympatią organizacje komunistyczne, czy też, ściślej mówiąc, organizacje służące za ‘przykrywkę’ dla sprawy komunizmu (powiązanie ambasad sowieckich z  partiami rewolucyjnymi w  akredytowanych krajach udowodnione zostało na podstawie obfitej dokumentacji, zebranej przez komisje śledcze rządu kanadyjskiego w  latach 1945-46 i  autralijskiego w  latch 1954-55). W  1794 roku Jerzy Waszyngton jako prezydent oskarżał owe ‘samozwańcze związki’ o  inicjację rewolucyjnych wybuchów w  Pennsylwani, znanych jako ‘Rebelia Whiskey’. Ponieważ Waszyngton cieszył się zbyt wielkim autorytetem, aby mu zarzucać ‘polowanie na czarownice’, kluby szybko zeszły do podziemia. Tym niemniej, od tego czasu obecność na ziemi amerykańskiej organizacji propagującej rewolucję ogólnoświatową stała się oczywista dla każdego, kto chciał o  tym wiedzieć i  nie uległ ‘praniu mózgów’ przez prasę. 

Rola, jaką odgrywała w  rewolucji francuskiej inspirowana przez Illuminatów Wielka Loża Wschodu, ściągnęła podejrzenie także na Wolnomasonerię amerykańską. Jednakże otwartą debatę nad tym zagadnieniem uniemożliwiał fakt, że sam Waszyngton był głową bractwa masońskiego. Fakt ten posłużył także za główny argument obrońcom Wolnomularstwa (na zasadzie ‘implikacji przymiotu’), którzy wykorzystali pogrzeb Waszyngtona w  1799 roku na manifestację braterstwa ze zmarłym bohaterem. Jednocześnie publiczna debata zamarła, choć bardziej z  poczucia szacunku dla niego, niż z  zaspokojenia ciekawości. Mimo to, dwaj czołowi masoni, Amos Stoddard i  wielebny Seth Payson, idąc za przykładem księcia Brunszwiku, publicznie oświadczyli iż Illuminaci przeniknęli szeregi Wolnomularstwa i  działają pod jego szyldem. Następca Waszyngtona, prezydent John Adams wystosował w  1798 roku pod adresem Wolnomularstwa ostrzeżenie: 

‘[…] towarzystwa masońskie odkryły sobie tylko znaną sztukę rządzenia społeczeństwem, obcą wszystkim innym prawodawcom i  filozofom świata; mam tu na myśli nie tylko umiejętność wzajemnego rozpoznywania się przy pomocy tajemnych znaków, niezrozumiałych dla innych, lecz magiczną moc zmuszenia wszystkich, nie wyłączając kobiet, do zachowania na zawsze tajemnicy. Wykorzystanie tej sztuki do obalenia zasad istniejących w  społeczeństwie, wprowadzenia zamętu i  nieposłuszeństwa względem rządu, przy jednoczesnym utrzymaniu tajemnicy, musi siłą rzeczy prowadzić do deprawacji tych metod i  społeczeństw służących najbardziej niekczemnym celom, jakie można sobie wyobrazić’. 

Po podobnym otwartym potępieniu, jedynie wydarzenie tej miary, co śmierć Waszyngtona następnego roku, zdolne było powstrzymać opinię publiczną przed żądaniem szczegółowego śledztwa. Jak się często dzieje w  podobnych sytuacjach, przeciwnicy śledztwa skorzystali z  przypadkowego wydarzenia, które zaprzątnęło ogólną uwagę. Co prawda, przez następne trzy dekady utrzymała się wśród społeczeństwa atmosfera podejrzliwości, doprowadzając w  1827 roku do utworzenia Partii Anty-Masońskiej, która na kongresie w  Massachusetts w  1829 roku stwierdziała, iż ‘istnieje świadectwo powiązania wyższych organów Wolnomularstwa z  francuskimi Illuministami. Był to jeden z  ostatnich podrygów partii śledczej, gdyż jej następny kongres stanowy w  Wermont w  1830 roku przyniósł znajomy w  naszym stuleciu wynik: ‘[…] duch poszukiwania prawdy […] został wkrótce z  niewyjaśnionych powodów zdławiony; prasa milczała jak zakneblowana; tak że masy ludzkie pozostały nieświadome alarmu, jaki wzbudziła sprawa masonerii.’ 

Innymi słowy, podobnie jak w  naszych czasach, nawoływania do śledztwa utopiono we wrzaskach o  ‘polowanie na czarownice’, itp. Aż do czasów dzisiejszych Amerykanom nie udało się skłonić rządu do wszczęcia śledztwa. W  międzyczasie rząd i  departamenty publiczne zapełniały się obcymi wtyczkami, z  których część jedynie ujawniono po roku 1948. W  Anglii sytuacja była bardzo podobna. 

W przedstawieniu niespokojnej reakcji amerykańskiej opinii publicznej na Wolnomularstwo do jej końca w  1830 roku (Partia Anty-Mularska zakończyła działalność w  1840 roku), ostatnie zdania wyprzedziły o  kilka lat wątek narracji. Powracamy teraz do bezpośrednich następstw rewolucji francuskiej, i  jej wpływu na świat. 

Jak pokazują “Dzieła” prezydenta Adamsa, był on w  pełni zorientowany i  przekonany o  istnieniu powszechnej nieustannej konspiracji skierowanej przeciw wszelkim prawowitym rządom i  religiom. Co jednak zrozumiałe w  jego czasach, błędnie ocenił jej plan jako dzieło francuskie; podobnie jak dzisiaj (co mniej zrozumiałe) mówi się o  rosyjskim komuniźmie, choć od dawna międzynarodowy charakter rewolucji stał się jasny i  nie podlegający wątpliwości. 

W 1798 roku prezydent Adams próbował zabezpieczyć przyszłość Republiki, wydając Ustawę Anty-Wywrotową. Jak jednak wykazała przyszłość, prawa wymierzone przeciw tajnym związkom i  konspiracjom (choć potrzebne dla zachowania praworządności), nie potrafią ich zaszachować; tym bardziej że organizacje te mają całe wieki doświadczenia w  obchodzeniu ich. Jedyna skuteczną bronią przeciwko tajnej konspiracji jest wszczęcie dochodzenia, publiczne ich zdemaskowanie i  użycie odpowiednich środków zaradczych. Tych miar jednak nigdy w  pełni nie zastosowano. 

Jedną z  publicznych postaci, jasno widzącą kształt przyszłości, był powiernik Waszyngtona, Aleksander Hamilton. Wśród swych papierów zostawił niedatowany pamiętnik (prawdopodonie z  lat 1797-1800), gdzie pisał: 

‘[…] w historii spraw ludzkich obecna epoka jest najbardziej niezwykła. Od dłuższego czasu zyskują na sile idee, zagrażające fundamentom religii, moralności i  samemu społeczeństwu. Najpierw zaatakowano objawienie chrześcijańskie, proponując w  jego miejsce religię naturalną […] Zakwestionowano samo istnienie Boga, a  nawet czasem go zaprzeczano. Wyśmiewano pobożność, argumentując że człowiek jest istotą śmiertelną, związaną przez krótki czas życia z  ziemią. Śmierć uznano za wieczny sen; dogmat nieśmiertelności duszy za oszustwo, wymyślone w  celu dręczenia żywych kosztem umarłych […] W  końcu połączyli się sojuszem orędownicy bezbożnictwa ze zwolennikami anarachii. Religia i  rząd zastały napiętnowane jako opresja […] We Francji ujrzeliśmy praktyczne skutki tego zgubnego systemu. Posłużył on jako narzędzie obalenia wszystkich jej starożytnych świeckich i  religijnych instytucji, wraz z  ich prawami łagodzącymi reżym władzy; wpędził ją w  ciąg straszliwych rewolucji, które zniszczyły mienie, zdewastowały sztukę, zburzyły miasta, opustoszyły prowincje, wyludniły regiony, zalały jej ziemię krwią i  pogrążyły ją w  zbrodni, ubóstwie i  nędzy […] Był moment, gdy wydawało się, że ten piekielny system zagrozi obaleniem ucywilizowanego społeczeństwa i  sprowadzi na ludzkość powszechny zamęt. I  choć przerażajce zło, jakie było pierwszym i  jedynym jego owocem, zostało powstrzymane, to należy się obawiać, że trucizna rozprzestrzeniła się zbyt szeroko i  zbyt głęboko przeniknęła, aby móc ją wykorzenić. Powstrzymano jej działanie, lecz jej związki pozostały, fermentując w  nowych wybuchach przy lada okazji. Trzeba sobie zdać sprawę, że ludzkość nie doszła jeszcze do kresu nieszczęść, jakie ma ona na nią sprowadzić, że ciągle jest ona zwiastunem długiego ciągu wstrząsów, rewolucji, masakr, zniszczeń i  niedoli. W  Stanach Zjednoczonych także alarmująco widoczne są symptomy jej potęgi. Jej wpływowi należy zawdzięczać próby wciągnięcia naszego kraju w  orbitę wspólnych interesów z  Francją w  początkowej fazie obecnej wojny; nakłaniania naszego rządu do aprobowania i  wspomagania jej ohydnych idei krwią i  mieniem naszych obywateli. Dzięki jej wpływowi toleruje się i  usprawiedliwia kolejne rewolucje; uzasadnia się i  pomniejsza popełnione okropności; do tego stopnia, że nawet ostatnią uzurpację , gwałcącą wszystkie zasady Rewolucji, przyjęto w  spokoju ducha, a  zrodzoną przez nią despotyczną konstytucję zwodniczo podnoszono jako model nadający się nam do naśladowania. Wraz z  postępem tego systemu, w  wielkim tempie rośnie bezbożność i  niewiara. Widzimy potworne zbrodnie, jakich dotąd nie znaliśmy […]’. 

Dla nas, żyjących w  środku XX stulecia, obraz powyższych prognoz jest tak powszedni, że trudno nam wyobrazić sobie, ile przenikliwości wymagało w  1790 roku jego stworzenie! Poczynając od czasów poprzedzających Rządy Terroru de Lucheta (‘seria klęsk o  rezultatach ukrytych w  mroku przyszłości […] w  postaci wiecznie żarzącego się ognia podziemnego, wybuchajacego od czasu do czasu gwałtownymi, niszczącymi eksplozjami’), a  kończąc na Aleksandrze Hamiltonie (‘jej związki pozostały, fermentując w  nowych wybuchach przy lada okazji. Trzeba sobie zdać sprawę, że ludzkość nie doszła jeszcze do kresu nieszczęść, jakie ma ona na nią sprowadzić, że ciągle jest ona zwiastunem długiego ciągu wstrząsów, rewolucji, masakr, zniszczeń i  niedoli’), mamy wyraźny i  dokładnie wyprorokowany obraz naszego stulecia. 

Ostatecznie, te wnikliwe wizje na nic się zdały i  nikogo nie ostrzegły. 

Niefortunnie lecz dokładnie, wszystko stało się tak, jak oni oraz Burke’owie, Barruelowie, Robisonowie i  Morse’owie przewidzieli; Zachód, jak lunatyk poruszający się po oznaczonym polu minowym, nie ominął ani jednej zasadzki. Zakrzyczano anty-rewolucyjnych proroków; słuchano jedynie i  oklaskiwano rewolucyjnych mówców i  pisarzy. 

Wojny napoleońskie odciągnęły uwagę publiczną od sprawy spisku i  zdemaskowanej organizacji. Dziesieć lat dzielących od rewolucji francuskiej pozwoliło zapomnieć o  dokumentach Illuminati i  o samej rewolucji; masy uwierzyły że tajny związek już nie istnieje, że miał nic do czynienia z  rewolucją, a  w końcu było im to obojętne. Dwadzieścia lat po rewolucji francuskiej Illuminaci byli aktywni, jak zawsze. Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że przez opanowanie prasy w  Anglii i  w Ameryce wyznawcom sekty udało się omamić opinię publiczną i  oczerniać tych, którzy przed nią ostrzegali. 

Pełniejsze wiadomości, jakie mamy o  sekcie są niedawne – odkryły je badania pani Nesty Webster. Pochodzą z  archiwów policji napoleońskiej i  obecnie zostały udostępnione studentom i  historykom. Ukazują one, że dwadzieścia lat po rewolucji, przy schyłku panowania Napoleona, Illuminaci konsekwentnie prowadzili dalej ożywioną działalność. 

Za czasów Cesarstwa w  Mayence komisarzem policji do specjalnych zadań był Francois Charles de Berckheim, należący do Masonerii. Według jego raportów z  1810 roku, Illuminaci pozyskiwali rekrutów w  całej Europie i  usilnie pracowali nad zaszczepianiem swoich idei do lóż masońskich. Wolnomularstwa: ‘Illuminizm staje się coraz większą potęgą […] jeśli przezornością i  rozwagą nie złamiemy ich przerażającego mechanizmu, ucierpią królowie i  lud.’ Późniejszy raport z  1814 roku w  całej rozciągłości potwierdza główny argument panów Barruela, Robisona i  Morse z  lat 1797-9, dowodzący ciągłości istnienia tajnego związku: 

‘Najstarszym i  najniebezpieczniejszym związkiem jest stowarzyszenie znane pod nazwą Illuminati, sięgające korzeniami połowy zeszłego wieku […] doktryna Illuminati jest wywrotowa dla każdego systemu monarchii; fundamentalnym dogmatem sekty jest nieograniczona wolność i  absolutne zrównanie w  dół; objektem ich wysiłków jest zerwanie więzi między władcą, a  obywatelem państwa’. 

Dwadzieścia lat po upokorzającym publicznym wyznaniu djuka Brunszwiku, Breckheim zauważa, że ‘wśród czołowych szefów […] znajdują się liczni notable, wyniesieni przez fortunę, urodzenie lub przez nadane im godności.’ Sądzi on, że niektórzy z  nich ‘nie są naiwnymi ofiarami demagogicznych idei’, lecz ‘liczą na wykorzystanie popularnych emocji w  celu zdobycia władzy, a  przynajmniej wzbogacenia się. Lecz tłumy adeptów wierzą im bezgranicznie […]’. 

Tak podany obraz (przypominający wcześniejszy o  dwadzieścia pięć lat, nakreślony przez de Luchet’a) jest, a  przynajmniej powinien być, znajomy naszemu pokoleniu, widzącemu jak i  teraz żądza władzy skłania wybitne jednostki do wiązania się z  ruchami otwarcie wrogimi ich bogactwu czy pozycji, w  nadziei pomnożenia swego bogactwa i  wpływów. 

Dalej Berckheim opisuje organizację i  metody Illuministów, nie różniące się od obrazu przedstawionego przez znalezione w  1786 roku dokumenty Weishaupta, i  będące w  naszym wieku wiernym odbiciem komunizmu. Poniższy ustęp, napisany w  1813 roku, mógłby równie dobrze pasować do znanych postaci XX wieku: 

‘Jako że główną siłą Illuminati jest opinia publiczna, zabrali się od początku do pozyskiwania prozelitów wśród zawodów kształtujących umysł, takich jak literatura, nauka, a  przede wszystkim kadra profesorska. Jedni z  katedr, drudzy piórem propagują maksymy sekty, maskując na tysiąc sposobów ich truciznę. Te zarazki, często niedostrzegalne dla zwykłego oka, wyhodowane przez adeptów Stowarzyszeń, podawane są w  jak najbardziej zawikłanej formie do wiadomości najbardziej nawet tępych. Przede wszystkim uniwersystety są i  będą bogatym źródłem rekrutacji dla Illumininatów. Profesorowie należący do sekty już od początku obserwują charakter swoich studentów. Jeśli znajdą u  którego bystry umysł i  żywą wyobraźnię, od razu łapią go w  sidła. Karmią jego uszy słowami Despotyzm, Tyrania, Prawa Ludu, etc, etc. Zanim nawet zdąży zrozumieć znaczenie tych słów, odpowiednio dobrana lektura i  umiejętna konswersacja stopniowo sprawi, że zasadzony w  młodym mózgu bakcyl pocznie kiełkować. Wkrótce jego wyobraźnia zacznie fermentować […] Gdy zostanie już kompletnie urobiony, gdy po kilku latach prób wykaże się niezłomną wiernością i  bezwględnym poświęceniem wobec sekty, oznajmi się mu, iż jego idee i  nadzieje dzielą miliony ludzi we wszystkich krajach Europy, tworzące jedną wielką rodzinę powiązaną potężnym tajemnym węzłem; że upragnione przez niego reformy muszą nadejść wcześniej, czy później. Szerzenie tej propagandy ułatwia fakt, że studeni zrzeszeni są w  różnego rodzaju kółkach literackich, sportowych, towarzyskich, czy nawet rozpustnych. Illuminiści inflirtują te kółka i  zmieniają je w  wylęgarnie propagandy własnych idei. Takimi niezmiennymi metodami posługuje się Stowarzyszenie od swego poczęcia aż do czasów obecnych: pozyskuje większość zwolenników przez zasianie trucizny w  młode mózgi przedstawicieli klas wyższych; przez karmienie umysłów studentów ideami krańcowo przeciwstawnymi warunkom, w  jakich żyją; przez podcinanie więzów, łączących ich z  prawowitą władzą […]’. 

Illuminizm przetrwał i  kwitnie w  ciemności dzięki swym ‘adeptom’ w  biurach redaktorskich, na katedrach uniwersyteckich i  kazalnicach, którym powiodło się stłumić publiczny apel o  jego wykorzenienie. Proces ten ciągnie się od pięciu pokoleń: w  każdym z  nich część notabli i  studentów padała ofiarą zastawionej pułapki. Jedynym środkiem zaradczym, powstrzymującym starszych i  otwierającym oczy naiwnym młodzieńcom, byłoby ogłoszenie pełnej prawdy o  rewolucji światowej i  jej metodach. Prawdy tej jednak wzbrania się kolejnym pokoleniom, tak że tajna sekta utrzymuje swą władzę i  stan posiadania. Jednym tylko można wytłumaczyć ten stały opór rządów przed przeprowadzeniem śledztwa i  ujawnieniem sekty – podobnie jak za czasów Weishaupta, ma ona swoich agentów w  rządach. Obecne stulecie dostarczyło nam wiele dowodów na to. 

Cóż jednak stało się z  Weishauptem, dwadzieścia lat po jego zdemaskowaniu i  banicji jego związku? W  1808 roku, gdy szukał on informacji dotyczącej jakiegoś rytuału masońskiego, zwrócił na siebie uwagę wysokiego członka Wielkiej Loży Wschodu, markiza de Chefdebien, który z  tej okazji zauważył w  liście do przyjaciela, iż Illuminizm był wylęgarnią ludzi, odpowiedzialnych za ‘rewoltę, dewastację i  morderstwo’. Śmierć Weishaupta w  1830 roku zastała zakon prawodopodobnie silniejszy niż kiedykolwiek, lecz miał on wkrótce zmienić nazwę – ta sama organizacja, z  niezmienionymi celami wyłoniła się w  1840 roku pod postacią komunizmu. Historia jej należy do następnych rozdziałów; w  tym miejscu rozstajemy się z  Weishauptem, którego imię na zawsze związało się z  powstaniem ogólnoświatowej rewolucji jako permanentnej idei i  ambicji, propagownych przez stałą organizację tajnych konspiratorów we wszystkich krajach; nie mającej nic wspólnego ze zniesieniem ucisku i  niesprawiedliwości, lecz przeciwnie – z  ich zaostrzaniem i  szerzeniem. 

Niezależnie od tego, kto był protektorem Weishaupta i  skąd czerpał on wiedzę o  słabości ludzkiej, według Nesty Webster ‘skupiał on w  swym ręku nici wszystkich konspiracji i  potrafił je spleść w  gigantyczną sieć planów, mających na celu zniszczenie Francji i  całego świata’. Jego armia, złożona z  przedstawicieli wszystkich klas i  różnych poglądów, spojona była wspólnymi więzami niekczemności, nie ustępującymi siłą więzom wiary i  honoru: ‘Pomysłowy system szczelnych komórek Weishaupta nie dopuszczał do ujawnienia się tego zróżnicowania, tak że wszyscy zgodnie maszerowali, czasem nieświadomie, ku wspólnemu celowi.’ 

Weishaupt skierował we wspólne koryto niezliczone strumyki niezadowolenia społecznego. Wraz z  nim i  z powstaniem Illuminzmu ‘mgliste teorie wywrotowe zmieniły się w  aktywną rewolucję’; pojawił się sztab generalny, plan bitwy i  zdefiniowane cele. Dzisiaj po dwustu latach, widoczne są także jej konsekwencje: albo wszechniszcząca siła rewolucji światowej zwycięży nad chrześcijaństwem i  Zachodem, pogrążając je w  ruinach, albo sama zostanie zgnieciona i  złamana. Nie ma miejsca na trzecie rozwiązanie, pośrednią drogę, czy inny koniec konfliktu ujawnionego w  1786 roku. Wiedzieli o  tym od początku zarówno wybitni politycy, jak i  entuzjaści sekty. Już w  1875 roku prałat Dillon lapidarnie stwierdził nieodwracalny fact: 

‘Bez Weishaupta potęga Masonerii skończyłaby się wraz z  reakcją, jaka nastąpiła po rewolucji francuskiej. On nadał jej formę i  charakter zdolny przetrwać tą reakcję i  utrzymać ją w żywotności aż do dnia dzisiejszego, oraz doprowadzić do ostatecznego rozstrzygniecia konfliktu z  chrześcijaństwem, który zdecyduje o  zwycięstwie na ziemi albo Chrystusa, albo Szatana.’ 

Książka ta ma na celu zbadanie ‘kwestii żydowskiej’, jako najważniejszego obecnie problemu światowego; lecz niniejszy rozdział o  rewolucji światowej (jak dotąd najdłuższy), kwestii tej nie porusza, ani nie wspomina o  Żydach. Nie bez powodu. Kierownictwo światowej rewolucji przeszło w  ręce Judei pięćdziesiąt lat po rewolucji francuskiej, lecz w  niej samej niepozostawiło wyraźnego śladu. Stąd możliwym jest wniosek, iż początkowo rewolucja światowa w  swej fazie francuskiej nie była przedsięwzięciem żydowskim, lecz w  dużej mierze stała się nim później. Trudno rozstrzygnąć tą sprawę – podstawową taktyką rewolucjonistów jest zacieranie śladów. 

Najwidoczniej Żydzi nie odgrywali żadnej roli, lub znikomą w  konspiracji Weishaupta i  Illuministów; a  także w  rewolucji francuskiej. Co do pierwszej, według wybitnej znawczyni tego tematu Nesty Webster, ‘Żydzi w  wyjątkowych tylko wypadkach byli przyjmowani do Zakonu’. Dalej jeszcze idzie Leopold Engel, tajemniczy reorganizator zakonu w  roku 1880, stwierdzając, iż przyjmowanie Żydów do zakonu było wzbronione. Z  drugiej strony, czołowy Illuminat i  rewolucjonista Mirabeau sam dał się poznać jako rzecznik Judaizmu; tak że restrykcje co do Żydów mogły być jedynie jedną z  ‘zasłon dymnych’, do których Weishaupt przywiązywał duże znaczenie. 

Największe współczesne autorytety zgodnie twierdzą, iż inicjatorami rewolucji byli Illuminaci różnej narodowości. Kawaler de Malet pisze: ‘Autorami rewolucji są nie tyle Francuzi, co Niemcy, Włosi, Anglicy, itp. Tworzą oni szczególną nację, w  mroku zrodzoną i  wyrosłą wśród cywilizowanych narodów, dążącą do ich podbicia i  dominacji’. Jest to podobny obraz, jaki dzisiejszy badacz zagadnienia może sobie stworzyć na podstawie literatury o  rewolucji francuskiej. Zupełnie jednak nie przystaje on do rewolucji rosyjskiej z  1917 roku. 

W samej rewolucji francuskiej (w odróżnieniu od konspiracji) udział Żydów jest dosyć jasny, lecz zdaje się być raczej natury ‘pobudzającej’, jaką przypisuje im Koran, niż kierowniczej. Co prawda, w  owczesnych przekazach często trudno jest odróżnić Żydów jako takich, gdyż nie odróżniali ich autorzy. Co więcej, francuska faza rewolucji sprawiała wrażenie skierowanej przeciw wszystkim religiom i  wszystkim narodowościom (czego nie było w  fazie rewolucji rosyjskiej). Tak więc, wśród motłochu znoszącego krzyże i  kielichy na sale zgromadzeń rewolucyjnych, podczas gdy kościoły Paryża zmieniano na ‘Świątynie Rozumu’, byli też i  Żydzi zasilający wystawę profanacji ornamentami synagóg. Podobnie, w  ‘Świątyni Wolności’ obywatel ‘wychowany w  uprzedzeniach wiary judaistycznej’ podjął próbę udowodnienia, iż ‘wszelkie formy czci boskiej są jednakowym oszustwem, degradującym człowieka’. Aleksander Lambert junior w  ten sposób protestował przeciw jarzmowi Talmudu: 

‘Obywatele, zła wiara, o  którą oskarża się Żydów, nie jest ich wymysłem, lecz ich kapłanów. Ta religia, zabraniająca im pożyczać współziomkom na więcej niż 5 procent, zachęca ich do ściągania z  katolików, ile się da – nawet nasze poranne modlitwy proszą Boga o  pomoc w  nabieraniu chrześcijan. Co więcej, obywatele – szczyt ohydy – jeśli w  tranzakcji handlowej między Żydami jedna strona przez pomyłkę przepłaci, należy się jej zwrot; lecz jeśli chrześcijanin zapłaci Żydowi 125 ludwików zamiast 100, nie należy mu zwracać różnicy. Co za ohyda! Co za okropność! A skąd to przychodzi, jak nie od rabinów? Komu zawdzięczamy, że nas wyganiano? Naszym kapłanom! Ach, obywatele, musimy przede wszystkim wyrzec się naszej religii, która… zmuszając nas do odrażających i  upadlających praktyk, nie pozwala nam stać się porządnymi obywatelami’.c) 

Jeśli w  najgorszych przejawach rewolucji Żyd jawi się jako przedstawiciel rasy (a nie tylko jako jej uczestnik), to nie z  oskarżenia gojów, lecz przez fanfaronadę żydowską. I  tak na przykład, w  sto lat po tych wydarzeniach pisarz M. Leon Kahn wychodzi z  siebie, aby imiennie podkreślić udział Żydów w  atakowaniu króla i  religii. Jest to przykład wysiłków, typowych dla judaistycznej literatury, aby udowodnić, iż nic na świecie nie może się dziać bez ręki Jehowy, tj. Żydów. Najwidoczniej M. Leon Kahn nie potrafił sobie wyobrazić rewolucji francuskiej, w  której zabrakłoby Daniela lub Baltazara. Gdyby nie rewolucja rosyjska, możnaby zapomnieć o  panu M. Leonie Kahn; jednakże w  naszych czasach opis ten przydaje wydarzeniom znamię prawdy. 

Naturalnie i  całkiem słusznie, poprzez swych przywódców Żydzi starali się wykorzystać owoce rewolucji dla polepszenia własnej sytuacji. Jednakże, w  świetle przyszłych wydarzeń znamiennym jest fakt, że z  tej sytuacji skorzystali ‘Żydzi Wschodni’. Był to pierwszy wyłom w  ścianie Zachodu, uczyniony rękoma nie semickich przechrztów na judaizm. 

Większość Żydów we Francji była pochodzenia sefardyjskiego, potomkami hiszpańskich i  portugalskich Żydów, mogących się przynajmniej wykazać jakąś tradycją, łączącą ich z  Palestyną. Dekret z  1790 roku dał im pełne prawa obywatelstwa francuskiego i  zniósł wszelkie ograniczenia, jakim mogli podlegać ci zasiedleni przybysze. Grupa Aszkenazych – Żydów słowiańskich z  Rosji, jaka pojawiła się w  Alzacji, spotkała się z  powszechną niechęcią i  sprawa jej obywatelstwa wywołała burzliwe sprzeciwy w  rewolucyjnym parlamencie, a  nawet bunt chłopstwa alzackiego. Z  tej okazji podniosły się ostrzeżenia, znane Zachodowi z  przeszłych wieków. Abbe Maury tak przemawiał do obywateli posłów: ‘Żydzi przetrwali siedemnaście wieków, nie mieszając się z  innymi narodami […] Nie należy ich prześladować, lecz należy im zapewnić opiekę jako jednostkom, a  nie jako Francuzom, gdyż nie mogą zostać obywatelami francuskimi […] Żadne wysiłki nie potrafią zmienić faktu, że na zawsze pozostaną oni obcym społeczeństwem w  naszym narodzie’. Wtórował mu biskup z  Nancy: ‘Należy im zapewnić opiekę, bezpieczeństwo i  wolność: czyż jednak możemy przyjąć do naszej rodziny obce plemię, nieustannie zwracające wzrok ku własnemu krajowi i  pragnące porzucić ziemię, z  której wyrosło? W  interesie samych Żydów leży, abyśmy się temu sprzeciwili’. 

Protestowali również Żydzi sefardyjscy: ‘Niewątpliwie, nasza sytuacja we Francji nie byłaby dzisiaj przedmiotem otwartej debaty, jeśli nie sprowokowałyby jej pewne żądania Żydów z  Alzacji, Lotaryngii i  trzech biskupstw, które wprowadziły zamieszanie, skupiające się na nas […] Sądząc z  gazet, wydają się one raczej niezwykłe, gdyż ci Żydzi domagają się własnego rządu we Francji, własnych praw i  uznania ich za oddzielną klasę obywateli’. 

Ten żydowski protest (powtarzający się przez wieki aż do naszych czasów, a  konsekwentnie ignorowany przez gojowskich władców), był równie daremny, jak protest paryskich kupców sprzed trzydziestu lat przeciw przyjmowaniu Żydów do ich cechów:

‘Kupcy francuscy prowadzą handel pojedyńczo w  odrębnych przedsiębiorstwach; podczas gdy Żydzi przy każdej okazji tworząsolidny blok, jak łączące się cząstki żywego srebra’. 

Mimo opozycji, ustawa emancypująca Żydów alzackich przeszła w  1791 roku. Zanim Napoleon zdążył dojść do władzy, czekał już go gotowy problem żydowski, którego nie zdołał rozwiązać i  który potem oddziedziczył świat. 

Od tego momentu rządząca sekta żydowska wzmogła wysiłki, aby ograniczyć władzę Żydów sefardyjskich na korzyść zwartej grupy wschodnich Aszkenazych; od tej chwili Aszkenazi poczęli inflirtować Europę (a potem Amerykę) i  przejęli kierownictwo rewolucji światowej wymierzonej przeciw wszelkim prawowitym rządom, religiom i  narodom. 

Prąd ten był następstwem rewolucji francuskiej – pierwszej fazy rewolucji światowej, która uczyniła wyrwę w  tamie. Z  punktu widzenia ówczesnych czasów, w  rewolucji Żydzi nie wyróżniali się z  ogółu obywateli, choć więcej na niej zyskali. Dopiero dalszy rozwój wypadków pozwolił ujrzeć tą sprawę w  odmiennym świetle i  dostrzec w  niej nie tylko udział, lecz i  kierownictwo Judy. 

W ciągu następnych pięćdziesięciu lat, dzielących od odkrycia planu rewolucji światowej i  jej pierwszej fazy we Francji, niesposób rozdzielić jej historycznego związku z  żydowstwem i  rozpatrywać je osobno – te dwa procesy połączyły się w  jedność. Postępująca konspiracja i  ‘Żydzi’ (w sensie dominującej sekty) stały się synonimem. Od połowy XIX stulecia kierownictwo rewolucji światowej znalazło się w  rękach Żydów; nawet jeśli nie można odnieść tego stwierdzenia do czasów wcześniejszych. 

Autorytatywnym świadkiem w  tej sprawie, uwiarygodnionym rozwojem wydarzeń (podobnie jak wcześniej de Luchet, Aleksander Hamilton i  Edmund Burke), stał się premier Anglii, Benjamin Disraeli. 

Rozdział 21. Ostrzeżenia Disraelego ->


a) Whittaker Chambers, młody, wrażliwy i  chorowity Amerykanin, studiujący na uniwersytecie Columbia (Nowy Jork), ‘pozyskany’ został przez komunistów w  1925 roku. Stał się ich tajnym agentem i  kurierem, przekazującym komunistycznym zwierzchnikom wykradzione dokumenty rządowe. W  1938 roku miał już dosyć tej zależności i  zerwał z  partią. W  1939 roku, zrażony sojuszem komunistów z  Hitlerem, próbował powiadomić prezydenta Roosevelta o  pladze agentów i  szpiegów komunistycznych w  departamentach rządowych, lecz spotkał się z  szorstką odprawą ze strony prezydenckiego urzędnika, radzącemu mu, ‘aby się wyniósł do diabła’. Chambers przezornie ukrył swoje dowody (fotografie setek tajnych dokumentów rządowych) w  nieczynnej klatce windy i  zapomniał o  nich, gdyż sprawa przycichła aż do 1948 roku! W  tym czasie nazwisko jego wypłynęło w  trakcie dochodzenia spowodowanego zeznaniem innego byłego agenta komunistycznego, i  został on powołany jako świadek. Zeznania jego, inkryminujące wysokiego urzędnika państwowego Agera Hissa jako zamieszanego w  kradzież przekazywanych za jego pośrednictwem komunistom ściśle tajnych dokumentów państwowych, skłoniły Hissa do wytoczenia mu sprawy sądowej o  zniesławienie. We obronie własnej, Chambers zwrócił się do swojego krewnego w  Nowym Jorku z  prośbą o  sprawdzenie, czy paczka ukryta w  klatce windy ciągle się tam znajduje. Odnalazła się pokryta kurzem, o  tak bogatej zawartości dokumentów, że zaskoczyła nawet Chambersa, przeglądającego jej zawartość pierwszy raz od dziesięciu lat. Ukrył paczkę na swojej farmie w  wydrążonej dyni, skąd ostatecznie wydobył ją w  dniu, gdy należało przedstawić sądowi dowód przeciw oskarżeniu o  zniesławienie. Doprowadziło to do skazania jego oskarżyciela Hissa, i  do częściowego zdemaskowania szeroko rozgałęzionego szpiegostwa komunistycznego w  amerykańskich organach rządowych, wskazującego że przez cały okres wojny amerykańska polityka musiała być w  znacznym stopniu bezpośrednio manipulowana przez przywódców rewolucji światowej w  Moskwie. 

1) Poprawnie opium ludu albo opium mas; zwrot użyty po raz pierwszy przez Karola Marksa w  pracy “Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa” (źródło: Wikipedia) 

b) Słowa te, właściwie wyrażające stosunek Judy do Kiplingowskiej ‘podrzędnej rasy nie znającej Prawa’, pisał Mojżesz Mendelssohn dwieście lat temu. W  naszych czasach (rok 1955) wśród Żydów panuje opinia, że owe ‘podrzędne rasy’ można włączyć nominalnie w obręb społeczności żydowskiej, lecz należy utrzymywać je z  dala w  permanentnym stanie upodlenia. Jak czytelnik pamięta, w  erze przed-chrześcijańskiej Żydzi próbowali nawracać niewiernych, lecz potem przyjęli stanowczą, a  nawet wrogą postawę wobec konwersji (nie licząc masowej konwersji mongolskich Chazarów, z  których wywodzą się Aszkenazy). Talmud uważał, iż ‘dla Izraela neofici są nieznośnym świerzbem’.
W 1955 roku młody reformowany rabin, urodzony w  Niemczech, lecz mieszkający w  Ameryce, uznał że nadszedł czas na pracę misjonarską wśród gojów. Założenie tego rabina o  nazwisku Jakub Petuchowski, identyczne było z  zasadą Mojżesza Mendelssohna, lecz znalazł on rozwiązanie, wydające się jemu poprzednikowi za nieziszczalne (‘Stosownie do zasad mojej religii, nie mam zamiaru nawracać nikogo, kto nie narodził się zgodnie z  naszym prawem […] religia żydowska jest diametralnie temu przeciwna’ – tj. konwersji). 
Petuchowski zaproponował konwersję, dającą nawróconemu status wśród Żydów podobny do tego, jakim cieszył się w  czasach niewolnictwa Murzyn wobec białego plantatora. Od nawróconego wymaganoby jedynie przestrzegania ‘Siedmiu Praw Noego’ (chodzi tu prawdopodobnie o  dziewiąty rozdział Księgi Rodzaju), zamiast setek przykazań i  zakazań przypisywanych Bogu przez ‘Prawo Mojżeszowe’. W  ten sposób ‘podrzędniejsze rasy’ otrzymałyby z  rąk Judaizmu ‘religię natury i  rozumu’, zalecaną przez Weishaupta i  Mojżesza Mendelsshona. Mogłyby wówczas mienić się Żydami, podobnie jak Murzyni na plantacji przyjmowali nazwiska swych właścicieli. 
Ten dowcipny pomysł mógł mieć źródło w  spostrzeżeniu, że przy rosnącej potędze Żydów w  nowym świecie należy jakoś rozwiązać problem statusu ‘podrzędniejszych ras’, zachowując jednocześnie dosłowne przestrzeganie ‘Prawa’. Według słów Petuchowskiego, ‘Religijni Żydzie wierzą, że im Bóg powierzył realizację planów królestwa bożego na ziemi… Stąd goje, którzy chcą liczyć na zbawienie, powinni zaznajomić się z  szansą oferowaną przez Judaizm, i  przyjąć zaproszenie do dzielenia swego losu z  domem Izraela.’
Religia, jaką im zaoferowano, była w  gruncie rzeczy ‘religią natury i  rozumu’. 

c) Przy zdaniu zaznaczonym kursywą warto zauważyć, że w  czasie wygłaszania tych uwag przez Aleksandra Lamberta juniora, w  historii Judei rozpoczął się właśnie okres rabinacki. Do czasu rozbiorów Polski w  1772 roku zawsze otwarcie istniał centralny ośrodek, kierujący światowym żydowstwem. Na początku reprezentowała go kasta kapłańska Lewitów w  Jerozolimie i  Babilonie. Pod panowaniem Rzymu, jego kierownictwo przejęła polityczna partia faryzeuszy. Po upadku Jerozolimy i  rozproszeniu się Żydów, rolę tę spełniał talmudzki ‘ruchomy rząd’ w  Palestynie, Babilonie, Hiszpanii i  Polsce. Gdy zniknął on z  widoku po 1772 roku, rozpoczął się okres ‘rabinacki’, w  którym władzę nad rozsianym żydowstwem sprawowali rabini. Naturalnie, byli to ludzie różnego temperamentu i  przekonań, od najbardziej ekstermistycznych do najbardziej umiarkowanych. Jednakże, podobnie jak we wcześniejszych okresach Judaizmu i  w naszym stuleciu, przeważali zwolennicy ortodoksyjnego Prawa, będący z  punktu widzenia gojów najbardziej krańcowymi jego przedstawicielami.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 22:55.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 21. Ostrzeżenia Disraelego

Benjamin Disraeli, późniejszy Lord Beaconsfield, wielokrotnie ostrzegał świat chrześcijański przed rewolucją światową. Podobnie jak wcześniejsi o  pięćdziesiąt lat de Luchet, Aleksander Hamilton i  Edmund Burke, widział stojący za nią ‘plan’. W  odróżnieniu od lorda Actona, który pół wieku po nim mówił o  anonimowych ‘kierownikach’, Disraeli zidentyfikował ich jako Żydów. Historia ostatnich stu lat potwierdziła jego świadectwo – niezależnie od swej genezy, zorganizowana rewolucja światowa była kierowana przez Judę od połowy XIX wieku do conajmniej lat 20-tych XX wieku (w przekonaniu autora ten stan rzeczy trwa do dzisiaj). 

Na pytania, dlaczego sekta talmudyczna przejęła kierownictwo rewolucyjnej organizacji założonej przez Weishaupta, i  czy była ona incjatorem rewolucji, nie można dziś odpowiedzieć. 

Jeśli odwieczna ambicja Judy co do opanowania świata, podsycana przez Talmud i  szczególnie przez Kabałęa), miałoby się kiedykowiek spełnić, Świętemu Narodowi mogła posłużyć niszczycielska organizacja w  rodzaju Weishaupta za środek zniewolenia świata ‘pogańskiego’. Być może, nie przypadkiem Weishaupt założył Illuminati akurat po zniknięciu z  widoku żydowskiego ‘ośrodka’ w  Polsce, po nieprzerwanej jego działalności na przestrzeni ponad dwudziestu stuleci. Z  drugiej strony, równie możliwym jest że sekta talmudzka przechwyciła kierownictwo istniejącego już nie-żydowskiego związku dla spełnienia swych własnych celów. 

Dwa najważniejsze ostrzeżenia Disraelego, spinające początek i  koniec rozruchów rewolucyjnych w  Europie w  1848 roku, oparte były na doświadczeniach Francji sprzed pół wieku. Rozruchy te były przejawem drugiej fazy ‘wybuchów, fermentujących przy odpowiedniej okazji’ i  ‘periodycznych eksplozji’, planowanych przez organizację rewolucji światowej, jak zapowiadali de Luchet i  Aleksander Hamilton. Zawiodły one wszędzie; być może świeża pamięć rewolucji francuskiej pozwoliła rządom i  ludowi rozprawić się z  nimi w  sposób stanowczy. Stłumienie ich nie uspokoiło obaw Disraelego co do przyszłości. Przepowiedział je przed ich wybuchem, a  teraz przepowiadał dalszą kontynuację konspiracji i  powrót gwałtownych zaburzeń. 

Disraeli był autorem powieści (bardziej udanych, niż późniejsze naśladownictwa pułkownika House z  Teksasu, czy młodego Winstona Churchilla), w  których przedstawił się jako niezaangażowany, układny, wszechwiedzący, nieco drwiący manipulator spraw ludzkich. W  powieści “Coningsby” ukazuje się w  roli jej głównej postaci – Sidonii, Żyda hiszpańsko-mahometańskiego, finansisty- manipulatora beznamiętnie kierującego zza kulis rządem, wykorzystującego swój ‘absolutny brak uprzedzeń, będący kompensacyjną prerogatywą człowieka pozbawionego ojczyzny’. 

W 1846 roku (roku wydania powieści “Coningsby”) Sidonia zauważa: ‘Potężna rewolucja, przygotowywana obecnie w  Niemczech […] o  ktorej tak mało się słyszy w  Anglii, rozwija się wyłącznie pod patronatem Żydów’. 

Po wybuchach 1848 roku, Disraeli wraca do tego samego tematu, oświadczając Izbie Gmin w  1852 roku: ‘Ślady ostatniego wybuchu niszczycielskiej siły w  Europie wskazują na wpływ Żydów. Powstania skierowane są przeciw tradycji, arystokracji, religii i  własności…W kierownictwie każdego tymczasowego rządu proklamującego naturalną równość ludzi i  zniesienie własności, można znaleźć przedstawicieli tajnych stowarzyszeń, oraz przedstawicieli rasy żydowskiej’ (identycznie jak w  Rosji w  1917 roku, tj. siedemdziesiąt lat po rozruchach 1848 roku). 

Disraeli dodaje: ‘Najsprytniejsi manipulatorzy własności solidaryzują się z  komunistami; przedstawiciele rasy wybranej łączą ręce z  hałastrą i  najniższymi kastami Europy w  celu zniszczenia chrześcijaństwa’. 

Bez pomocy Disraelego, prace badawcze tego rodzaju byłyby żmudnym i  niewdzięcznym zajęciem. W  tej podróży poprzez stulecia, czytelnik miał okazję poznać prawdziwych proroków wśród wielu fałszywych, lecz nie natknął się jeszcze na podobnego Benjaminowi Disraeli, którego odrzucenie oków Talmudu ‘absolutnie wyzwoliło z  uprzedzeń’. Samo jego nazwisko wskazuje na łączność z  izraelskimi prorokami, potępiającymi Judę. Choć dumny był ze swego pochodzenia, właśnie odcięcie się od jego wpływu pozwoliło mu bardziej kochać Anglię, niż rdzennemu od pokoleń patriocie. Dzisiaj, gdy politycy unikają prawdy jak diabeł święconej wody, lektura jego ironicznych komentarzy na temat spraw publicznych i  kwestii ludzkich działa odświeżająco. 

Disraeli otwarcie oświadczył, że ‘światem rządzą inne osobistości, niż wyobrażają sobie ci, którzy nie mogą zaglądnąć poza jego kulisy’. Tymi słowami publicznie potwierdził, iż prawdziwy rząd kierowany jest ‘Niewidzialną Ręką’. Prawdę tą zna każdy dobrze poinformowany, lecz dzisiejszy prezydent amerykański, czy brytyjski premier napiętnowałby podobne oświadczenie jako ‘polowanie na czarownice’. ‘Myślę’, mówił Sidonia, ‘że trudno o  bardziej trywialny błąd, niż przekonanie, że rewolucje są następstwem warunków ekonomicznych’. Są to słowa Disraelego; w  naszych czasach ludzie pokroju Lloyd George’a, Woodraw Wilsona, Roosevelta czy Trumana usiłują udawać, iż przyczyną rewolucji francuskiej i  rosyjskiej były spontaniczne wybuchy rozwścieczonego ‘ludu’ przeciw tyranii. 

Disraeli nie był jednym z  ‘nawróconych Żydów’, lecz szczerym praktykującym chrześcijaninem. 

O tym, że nie aprobowałby w  imieniu swego kraju starotestamentowej zemsty w  Norymberdze, świadczą jego słowa, komentujące Bunt Indyjski w  chwili, gdy kraj wrzał duchem odwetu: ‘Nie waham się wyrazić swej skromnej dezaprobaty co do postawy najwyższych osobistości rządu, głoszących, że sztandar Anglii niesie »zemstę«, a  nie »sprawiedliwość« […] Protestuję przeciw zwalczaniu okrucieństwa okrucieństwem. Z  tego, co ostatnio słyszę i  czytam, można by przypuszczać, iż duch religii w  Anglii przeszedł nagłą zmianę – że zamiast hołdowaniu nauk Jezusa, gotowi jesteśmy przywrócić kult Molocha. Nie wierzę, aby naszą misją było uleganie takim poglądom.’ 

Słowa te zawierają aluzję, zrozumiałą zrówno dla każdego Żyda, jak dla goja. Używając sformułowania ‘Kult Molocha’, Disraeli świadomie nawiązywał do talmudycznego Judaizmu. Cała esencja dysputy między starożytnym Izraelem, a  Judą obracała się wokół sfałszowania bóstwa i  jego żądań, i  dlatego Izrael odłączył się od Judy. Tu tkwią korzenie kontrowersji Syjonu, równie żywe obecnie, jak trzy tysiące lat temu. 

Prawdę tą oddają dwa najbardziej znamienne ustępy Starego Testamentu: zarzut Jeremiasza, że Bóg nigdy nie nawoływał dzieci Izraela ‘aby przenaszali przez ognień synów swoich i  córki swoje Molochowi […] ani to wstąpiło na serce moje, aby kiedy czynić mieli tę obrzydliwość, a  do grzechu Judą przywodzić’; oraz odpowiedź Ezechiela, iż Bóg nadał Izraelowi ‘ustawy nie dobre’ i  żądał ofiary z  pierworodnych. Z  jednej strony Bóg miłości i  miłosierdzia, a  z drugiej Bóg nienawiści, zemsty i  ofiary ludzkiej – to odwieczny temat od początku aż do dnia dzisiejszego. Gdyby Disraeli żył o  sto lat później, wiara tego chrześcijańskiego syna Judy mógłby zapobiec talmudycznej zemście w  Norymberdze. 

Podobnie też, trudno wyobrazić sobie Disraeliego, oferującego siebie samego, swój urząd i  potęgę kraju na poparcie i  szerzenie rewolucji światowej, jak czynili to przywódcy Anglii i  Ameryki w  pierwszej i  drugiej wojnie światowej. Całe jego życie publiczne poświęcone było ostrzeganiu swego kraju przed niszczycielską konspiracją i  jej skutkami. 

W 1955 roku lord Samuel (który u  szczytu powodzenia partii Liberalnej, po szczeblach kariery urzędniczej wyrósł ze zwykłego pana Herberta Samuela na arystokratę) oznajmił dumnie, iż jest pierwszym ministem Żydem w  Anglii. Miała to być prawdopodobnie uszczypliwa uwaga co do konwersji Disraelego. Tym niemniej, w  dwudziestym wieku światu przydałoby się więcej Disraelów. Patrząc z  perspektywy wieku, w  Disraelim uderza jego zasada mówienia absolutnej prawdy, dokładność jego przewidywań, jego wnikliwa intuicja i  wiedza, jego głębokie, choć beznamiętne umiłowanie Anglii i  jego chrześcijańskie miłosierdzie. W  ocenie faktów zawsze miał rację; w  poglądach, zawsze był po stronie aniołów. ‘Liberałów’ miał w  głębokiej pogardzie, chociaż wyrażał ją w  sposób subtelny (‘W Anglii dzieciobójstwo praktykowane jest równie powszechnie i  legalnie, co nad brzegami Gangesu, choć fakt ten najwidoczniej nie dotarł jeszcze do wiadomości Towarzystwa Szerzenia Ewangelii’). Niniejszy autor sądzi, że w  jednym się on mylił – w  opinii, że doktryny Jezusa są uzupełnieniem, a  nie zaprzeczeniem Judaizmu. Jak mi się wydaje, prawda jest odwrotna – Judaizm był ową herezją (‘kultem Molocha’), którą odrzucił Disraeli, a  którą Jezus przybył, aby zmienić. 

Disraeli był produktem ówczesnego Żyda sefaradyjskiego i  Anglii; bez połączenia obu tych czynników nie mógłby on ‘absolutnie wyzwolić się z  uprzedzeń’. Jego ojciec, Izaak D’Israeli pisał: ‘Religia nie dopuszczająca tolerancji nie może być bezpiecznie tolerowana, jeśli ma szansę dojścia do władzy’. Jak podaje Encyklopedia Żydowska, powodem odłączenia się Izaaka od synagogi były dogmatyczne prawa judaizmu Talmudycznego, ‘odcinające Żydów od wielkiej rodziny ludzkości’. Biograf jego syna, Mr Hesketh Pearson, pisze, iż starszyzna ukarała Izaaka D’Israeli grzywną czterdziestu funtów za odmowę przyjęcia stanowiska przełożonego Kongregacji, oraz za jego oświadczenie, że nie będzie brał udziału w  publicznym kulcie ‘którego obrządek tłumi, zamiast wzbudzać uczucia religijne’. W  talmudycznej społeczności w  Rosji czy w  Polsce, Izaak nie mógłby w  ten sposób przeciwstawić się starszyźnie bez ryzyka banicji, lub zabicia. 

Tak ojciec, jak i  syn (który w  wieku dwunastu lat przystąpił do Kościoła Anglikańskiego), ukształtowani zostali w  atmosferze wolności, panującej w  tym czasie w  Anglii. Udziałem Benjamina Disraelego było zarówno zniesienie ostatnich ograniczeń, jakie krępowały Żydów w  Anglii, jak i  publiczne oświadczenie stwierdzające, iż w  rezultacie tej emancypacji Żydzi przejęli wszędzie kierownictwo rewolucji światowej. Dla człowieka ‘absolutnie wolnego od uprzedzeń’, nieuchronnym obowiązkiem wydawało się prowadzenie kampanii przeciw dyskryminacji żydowskiej, jak i  wskazanie na jej skutki, choćby to drugie posunięcie miało zaalarmować przeciwników emancypacji, o  którą Disraeli walczył. 

Zanim przejdziemy do losu, jaki spotkał ostrzeżenia Disraelego, należałoby prześledzić rozwój rewolucji światowej w  jego epoce, to jest w  stuleciu następującym po wybuchu we Francji. Gdy w  1830 roku umierał Weishaupt, pozostawiając dziedzictwo planu i  organizację, ujawnioną po raz pierwszy odkryciem dokumentów Illumianti w  1786 roku, Disraeli miał 26 lat. Następne pięćdziesiąt lat było świadkiem walki o  sukcesję po nim, i  licznych ostrzeżeń Disraelego. Zamknięcie tego okresu zbiegło się z  przejęciem pełnej kontroli nad rewolucją światową przez Żydów i  wycisnęło na niej wschodnie piętno mongolskich Chazarów, kierowanych przez rabinów. 

Mogło być inaczej, gdyż o  sukcesję po Weishaupcie ubiegało się wielu innych; wśród nich także gojów. Z  początku nie istniała jedna, zjednoczona organizacja rewolucyjna; w  wielu krajach działały różne tajne rewolucyjne stowarzyszenia, niezależne od siebie. Najważniejszą z  nich, wywodzącą się prosto od Illuminatów Weishaupta, była Alta Vedita we Włoszech, której dokumenty zostały wykryte i  opublikowane przez Rząd Papieski, wskazując na identyczność jej celów i  metod z  sektą Illuminati, zdemaskowaną pół wieku wcześniej (jak podaje Cretineau Joly, cytowany przez panią Nestę Webster). 

We Francji działalność rewolucyjna ukrywała się pod maską Wolnomasonerii, a  w Niemczech kontynuowała ją ‘Liga Cnoty’ (Tugendbund) pod kierownictwem popleczników Weishaupta. 

Wielu pracowało nad zjednoczeniem tych zróżnicowanych ruchów narodowych i  przejęciem nad nimi kierownictwa, pozostawionego przez Adama Weishaupta. Był wśród nich Francuz Louis Blanc (warto zapamiętać jego nazwisko, gdyż będzie o  nim mowa później; był moment, gdy wydawał się predestynowany do odegrania roli Lenina, zanim ten się jeszcze narodził); Rosjanin Michał Bakunin; i  Żyd pochodzenia niemieckiego, Karol Marks. 

Tych dwóch ostatnich zostało na polu bitwy, gdyż Louis Blanc zniknął wkrótce ze sceny. Michał Bakunin i  Karol Marks stali na przeciwległych biegunach. Według opinii francuskiego socjal-rewolucjonisty, Benoit Malona, Bakunin – ‘Ojciec Anarchii’ był ‘wyznawcą Weishaupta’. Był on wczesnym typem rewolucjonisty-idealisty, znajdującego w  rewolucji narzędzie do obalenia tyranii. Przewidywał niebezpieczeństwo w  postaci zwycięskiego rządu ustanowionego na gruzach własności prywatnej, aspirującego do tyranicznej władzy kapitalisty w  jeszcze większym wymiarze; stąd też usiłował znaleźć sposób na pojednanie zespołowej własności ziemi z  Kapitałem, przy możliwie najbardziej ograniczonej władzy państwowej, a  nawet przykompletnym zniesieniu instutycji państwa. Pogląd ten był zupełnym odwróceniem idei Marksa, który głosił podobny system społecznej własności ziemi i  kaapitału, lecz przy wprowadzeniu super-tyranii w  miejsce mniejszych despoptyzmów. 

Wszystkie poczynania i  motywy Bakunina wypływały z  jego namiętnej odrazy do despotyzmu; z  kolei założeniem Marksa było zniszczenie klasy rządzącej w  celu wprowadzenia despotyzmu, o  jakim jeszcze świat nie słyszał. Istniały więc między nimi zasadnicze różnice, prowokujące do pytania: jak potoczyłyby się losy świata, gdyby kierownictwo rewolucji światowej przypadło Bakuninowi, zamiast Marksowi? Bowiem Anarchizm był przeciwny był jakiejkolwiek formie narzuconego rządu, natomiast dla Państwa uosobiającego rząd społeczny, Komunizm równoznaczny był z  ubóstwieniem potęgi państwa. 

U Bakunina wszystko było szczere: jego walka, cierpienia i  śmierć. U  Marksa wszystko było sztuczne: jego trzydzieści lat podjudzań z  krzesła czytelni British Museum, jego wygodne życie z  łaski Engelsa, jego wyrachowane małżeństwo z  panią ‘von’, jego pretensjonalny pogrzeb ozdobiony oracjami przy grobie; wszystko to typowe dla drobnoburżja, który tak głośno piętnowałburżuazję. Największym oszustwem był jego Manifest Komunistyczny, który wskazawszy na przyczynę schorzenia (‘proletariat pozbawiony własności’), kazał je leczyć samobójstwem (‘Teorię komunizmu można ująć w  jednym zdaniu: Zniesienie prywatnej własności’). 

Dla proletariatu stanowił on jasną wskazówkę, że od komunizmu nie może nic zyskać, oprócz kajdan. Zaburzenia rewolucyjne, jakie wybuchły w  całej Europie po ogłoszeniu w  styczniu 1848 roku Manifestu, trudno uznać za logiczne jego następstwo. W  kilka tygodni po jego ogłoszeniu wybuchły rewolty w  Niemczech, Austrii, na Węgrzech, we Włoszech, we Francji i  Danii. Dowodziło to procesu stapiania się poszczególnych ‘tajnych stowarzyszeń’ w  różnych krajach w  jedną całość, oraz wskazywało na znalezienie środka koordynacji i  synchronizacji tych zaburzeń, demonstrujących po raz pierwszy rewolucję światową poprzezrównoczesne zamieszki w  wielu krajach. 

Chyba jedyna tylko organizacja w  tym czasie rozporządzała siatką międzynarodową, zdolną zapewnić podobną koordynację i  synchronizację – talmudzki rabinat w  Europie Wschodniej. Teoretycznie, ten sam cel mógłaby osiągnąć rozgałęziona organizacja Kościoła Katolickiego; lecz wiadomo, że Kościół był największym przeciwnikiem rewolucji i  nim się nie posłużono; co do tego, historia jest zgodna. Natomiast faktem historycznym były słowa Disraelego wyrzeczone dwa lata wcześniej, iż ‘Potężna rewolucja, przygotowywana obecnie w  Niemczech […] o  ktorej tak mało się słyszy w  Anglii, rozwija się wyłącznie pod auspicjami Żydów’. Ten doniosły historyczny fakt przejęcia rewolucji światowej przez talmudzki Judaizm potwierdzony został przez Manifest Komunistyczny i  osobę Karola Marksa. 

Z trójki ubiegającej się w  tym czasie o  przywództwo rewolucji, pierwszy odpadł Louis Blanc. Był on członkiem tymczasowego rządu, ustanowionego w  Paryżu po rewolucji 1848 roku i  jako minister miał szansę na zrealizowanie swych teorii w  praktyce. Uważał indywidualizm i  konkurencję za raka na ciele społeczeństwa, i  podobnie jak Marks, dążył do wszech-despotycznego państwa (choć o  bardziej ‘opiekuńczym’ charakterze, faworyzowanym sto lat później przez brytyjskich socjalistów). Głosił ‘prawo do pracy’, które obecnie w  rosyjskim wydaniu okazało się prawem państwa do stosowania pracy przymusowej. W  czasie swojego krótkotrwałego urzędowania podjął się ‘zagwarantowania robotnikom utrzymania się przez pracę’ i  powierzono mu zadanie zwołania delegatów robotniczych w  celu opracowania planu ‘pełnego zatrudnienia’. Instytucja ta była w  formie zapowiedzią Sowietów i  stanowi główny pomnik pamięci Louisa Blanca. Po stłumieniu rewolty uciekł on do Anglii, a  po dwudziestu trzech latach wrócił zapomniany do kraju. 

Na polu pozostał Bakunin i  Marks. Karol Marks, wyrzucony najpierw z  Niemczech, a  potem po 1848 roku z  Francji, osiadł wygodnie w  Anglii, gdzie mieszkał przez następne trzydzieści cztery lata aż do śmierci. Na ‘barykadzie’ pozostał jedynie Bakunin. Był on z  urodzenia rosyjskim arystokratą. Po stłumieniu polskiego powstania listopadowego, w  1832 roku porzucił swój pułk carski; widok sterroryzowanej Polski napełnił młodego oficera rosyjskiego odrazą do despotyzmu, dominującą jego przyszłe życie. Po spotkaniu z  Marksem przed 1848 rokiem, tak opisywał dzielące ich różnice: ‘Marks nazwał mnie sentymentalnym idealistą, w  czym miał rację; ja nazwałem go człowiekiem próżnym, perfidnym i  sprytnym, w  czym także miałem rację’. 

Bakunin przebywał w  Paryżu podczas walk 1848 roku, w  maju 1849 roku został członkiem tymczasowgo rządu rewolucyjnego w  Saksonii, kierując obroną Drezdna aż do opanowania go przez wojska pruskie. Uchodząc z  niego, został schwytany razem a  Wagnerem. Rząd Saksonii skazał go na śmierć, a  austryjacki ułaskawił. Rok przesiedział przykuty łańcuchami do ściany, po czym przekazano go rządowi rosyjskiemu. Po sześciu latach uwięzienia zesłano go bezębnego, postarzałego i  złożonego szkorbutem na ‘wzgłędną swobodę na Syberię’, skąd po dwunastu latach uciekł przez Japonię do Ameryki, a  następnie do Anglii. Niezłamany losem, począł znów głosić hasła anarchistyczne i  w 1864 założył w  Szwajcarii swoją Międzynarodówkę (Alliance Internationale Sociale Demacratique). 

W tymże czasie Marks założył w  Londynie swoją własną Międzynarodówkę (Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników) i  przez kilka następnych lat wiódł bój z  Bakuninem o  duchowe przywództwo rewolucji. Podczas długiego okresu nieobecności Bakunina, przebywającego w  więzieniach Saksonii, Austrii i  Rosji, a  potem na Syberii, Marks w  Londynie ustalił swoją władzę nad międzynarodową organizacją rewolucyjną (na wzór Napoleona, w  kilku krajach powierzył jej kierownictwo swoim zięciom). Jednakże Bakunin cieszył się wielkim autorytetem, tak że Marks musiał użyć całej swej zręczności i  wpływów w  Komitecie Centralnym, aby pozbawić go przywództwa organizacji. W  1872 roku Komitet Centralny zwołał kongres Międzynarodówki w  Hadze, gdzie ze względu na wrogi stosunek rządu do Bakunina, nie mógł się on zjawić ze swoimi zwolennikami. Na kongresie wysunięto przeciw Bakuninowi zarzuty (podobne, jakimi sześćdziesiąt lat później Stalin miażdżył komunistów, których chciał się pozbyć). Głosami popleczników Marksa, Komitet wykluczył Bakunina z  Międzynarodówki. 

Złożony chorobą, Bakunin umarł kilka lat potem – prawdopodobnie przyspieszył swój koniec, odmawiając pożywienia. Z  nim umarła nadzieja (jeśli w  ogóle istniała) na obalenie tyranii i  wyzwolenie człowieka drogą rewolucji światowej. Z  chwilą, gdy ‘przeszła ona pod kierownictwo żydowskie’ (jak stwierdził Disraeli), celem jej stało się zniewolenie człowieka i  ustalenie trwałej tyranii. Dążeniem Bakunina było obalenie ucisku, którego największym przejawem był aparat państwowy. Świadczą o  tym jego słowa:’ Państwo nie jest społeczeństwem, lecz jedynie jego historyczną formą, równie brutalną jak to co reprezentuje. Historycznie, jego rodowodu we wszystkich krajach doszukać się można w  małżeństwie gwałtu z  grabieżą i  łupiestwem; innymi słowy – wojny z  podbojem […] Od początku aż do czasów dzisiejszych stanowi ono usprawiedliwienie nadprzyrodzonej sankcji brutalnej siły i  tryumfu nierówności społecznej. Państwo jest władzą; jest siłą; jest jej manifestacją i  namiętnością […]’. 

Takie właśnie państwo – światowe państwo zamierzał Marks ustanowić przez swój międzynarodowy ruch rewolucyjny. W  najostrzejszej fazie konfliktu z  Marksem, Bakunin w  1869 roku, podobnie jak Disraeli w  1846 i  1852 roku, wskazywał na żydowskie kierownictwo rewolucji światowej, upatrując w  nim przyczynę perwersji idei rewolucyjnej. Jego “Polemique contre les Juifs” z  1869 roku była skierowana głównie przeciw Żydom w  Międzynarodówce. Z  własnego doświadczenia możemy założyć, że jej ogłoszenie w  1869 roku przypieczętowało jego wydalenie z  opanowanego przez Marksa Komitetu Centralnego w  1872 roku. 

Śmierć Disraelego w  1881 roku zamknęła epokę ponad trzydziestu lat ostrzeżeń pod adresem swych ziomków i  świata przed ‘tajnymi stowarzyszeniami’: 

‘Tron Ludwika Filipa nie obalił ani parlament, ani społeczeństwo, ani siły natury, ani siły wydarzeń […] Jego tron padł ofiarątajnych stowarzyszeń, jak zawsze gotowych nieść Europie zagładę […] W  połączeniu z  popularnymi ruchami, są one zdolne zniszczyć społeczeństwo […]’ (1852 rok). ‘We Włoszech działa siła, o  której rzadko wspominamy w  tej Izbie […] Mam na myślitajne stowarzyszenia. Nie ma sensu zaprzeczać oczywistemu faktowi, że większa część Europy pokryta jest siatką tych tajnych związków, podobnie jak powierzchnię ziemi opasują teraz tory kolejowe […] Celem ich nie jest rząd konstytucyjny, czy umiarkowane rządy […] Dążą one do wywłaszczenia ziemi, wyparcia z  niej obecnych właścicieli, zniesienia instytucji religijnych […]’ (1856). 

Disraeli jasno widział,a może nawet pierwszy nazwał po imieniu, fałszywy charakter Liberalizmu: ‘to właśnie manipulacje tych ludzi, skierowane przeciw własności i  Chrystusowi, uważają prostoduszni, religijni i  zachłanni ziomkowie za postęp sprawy liberalnej’. 

Gdyby w  mocy człowieka leżało odwrócenie katastrofy przestrogami, ostrzeżenia te powinny były zapobiec cierpieniom milionów ludzi, jakie w  następnym stuleciu przyniosła rewolucja. Lecz ‘nadprzyrodzony instynkt człowieka nie pozwala mu wierzyć w  nadchodzące niebezpieczeństwo’. Tak też zlekceważenie przestróg Disraelego udowodniło to, czego uczyło doświadczenie minionych wieków – że żadna rada nie jest w  stanie powstrzymać człowieka przed niebezpiecznymi przedsięwzięciami, ani wyrwać go ze stanu błogiej inercji. Jedynie doświadczenie na własnej skórze potrafi go zmusić do działania, a  tych w  XX wieku nam nie brakuje. 

W połowie ubiegłego wieku nawoływania Disraelego okazały sie daremne. Nie mogąc mu przylepić etykiety ‘łowcy czarownic’, wyszydzano go pogardliwie: ‘powszechnie sądzono (jak pisze Hesketh Pearson), że ma on hysia na tle tajnych organizacji,których istnienia zaprzeczano. Teraz jednak widzimy, że były one zalążkiem ruchu, który znalazłszy formułę, stopił się i  zwyrodniał w  komunizmie’. Ta ocena z  1951 roku jest trafna i  zgodna ze współczesną opinią świadka rewolucji Benoita Malona: ‘Komunizm wyrósł skrycie z  tajnych organizacji XIX wieku’. 

Tak więc po śmierci Disraelego zrealizowały się dążenia, którym chciał zapobiec; ‘tajne stowarzyszenia’ wtopiły się w  ruch rewolucji światowej, kierowanej przez Żydów, przygotowującej zniszczenie fundamentów XX stulecia. Disraeli znalazł doskonałe określenie tej organizacji: ’opasującej jak sieć kolejowa powierzchnię ziemi’. Wyrażenie to – ‘siatka’, stawało się coraz bardziej popularne wśród trzeźwych obserwatorów, podobnie jak ‘ręka kierujaca’ rządami. W  latach poprzedających rewolucję 1848 roku, rabin Drach, który podobnie jak Disraeli przewidział nadchodzące wydarzenia, opublikował pracę, obciążającą Talmud odpowiedzialnością za burzycielską działalność. Sprawa jego prześladownia opisana została przez żydowskiego pisarza nazwiskiem Morel, który między innymi zauważył: ‘cóż mogą nawet najmądrzejsze środki władz krajów przeciwstawić szerokiej i  permanentnej konspiracji, która jak rozległa i  potężna sieć rozciągnęła się nad całym globem i  swą siłą decyduje o  rezultacie każdego wydarzenia, obchodzącego Żydów’. 

Warto tu zwrócić uwagę na następstwo wydarzeń. Z  chwilą rozbiorów Polski w  1772 roku, ‘ośrodek’ rządu żydowskiego po przeszło dwu tysiącach lat ‘przestał istnieć’ (według dr  Kasteina), lub zmienił się w  tajny rząd żydowski (jak wierzyły władze rosyjskie). W  1776 roku Adam Weishaupt założył związek Illuminati. W  1846 roku Disraeli pisał o  ‘rewolucji, rozwijającej się całkowicie pod patronatem Żydów’. Uczeń Weishuapta, Bakunin atakował rolę Żydów w  ruchu rewolucyjnym. W  1872 roku Bakunin został wydalony z  Komitetu, a  ruch rewolucyjny zjednoczył się pod przewodnictwem Karola Marksa (ruch ten w  1917 roku zrodził prawie wyłącznie żydowski rząd bolszewicki). 

Zgodnie z  przepowiedzą Disraelego, taką rzeczywistość przyniosło kilkadziesiąt lat empancypacji Żydów. Usunięcie barier nie doprowadziło do włączenia się Żydów w  nurt społeczeństwa, lecz pozwoliło ‘tej groźnej sekcie’ (według określenia Bakunina) spokojnie pracować nad ruinacją narodów przez rewolucje. Zapewnienia Sanhedrinu dane Napoleonowi, już po upływie pół wieku okazały się czczą formułką. Odtąd Żydzi mieli pozostać odizolowani od sąsiadów, zwyczajów i  praw narodów, wśród których zamieszkiwali. Utożsamiając się z  rewolucją światową, oddzielili się od nich jeszcze bardziej niż poprzednio. Wiek emancypacji okazał się oszustwem, zanim jeszcze zdążył się skończyć. 

XIX wiek (znów powołujemy się na dra  Kasteina) zrodził pojęcie ‘antysemityzmu’. Z  braku ‘prześladowania’ zaistniała potrzeba wynalezienia nowego określenia, zdolnego onieśmielić gojów i  co ważniejsze, sterroryzować Żydów. Wynaleziono więc ‘antysemityzm’. Równie dobrze można było użyć słowa ‘abrakadabra’, gdyż słowo ‘antysemityzm’ jest oczywistem absurdem w  odniesieniu do ludzi, nie będących Semitami i  używających swego ‘Prawa’ dla eksterminacji prawdziwych Semitów – ludów arabskich (solidaryzownie się z  Arabami wypędzonymi ze swej ojczyzny w  1948 roku przez sjonistycznych najeźdzców, także doczekało się etykiety ‘antysemityzmu’). 

Być może, autorzy tego określenia, pragnąc usunąć z  publicznych debat jakikolwiek asocjacje ze słowem ‘Żyd’, wprowadzili to mętne pojęcie jako środek zaszachowania opinii publicznej. Prawdziwą intencją dominującej sekty było nadanie temu słowu charakteru lese majesty (obrazy władcy) i  herezji (opozycji przeciw dominującej religii). W  połowie stulecia umysły ludzkie zostały już dostatecznie przygotowane do przyjęcia tej idei; tak jak przedtem pospólstwo zdejmowało czapkę przed rządcą, lub automatycznie żegnało się na widok księdza, tak teraz z  należytm szacunkiem reagowało na każdą wzmiankę o  sprawach żydowskich i  przygryzało język. 

Jak wykazali Disraeli i  Bakunin, termin ‘antysemityzm’ wykuty został w  czasie, gdy ‘rasa żydowska’ przechwyciła kierownictwo rewolucji światowej. Głównym celem tego nowotworu było odstraszenie opinii publicznej od dyskusji nad tym znamiennym faktem. Potwierdziły to wyraźnie wydarzenia obecnego stulecia, o  czym przekonamy się w  dalszym ciągu tej lektury. Niedawno z  definicją ‘antysemityzmu’ wystąpił autorytet żydowski Mr. Bernard Lazare w  książce pod tym samym tytułem. Definicja ta nie ma nic wspólnego z  Szemem i  jego plemieniem, czy z  semicką krwią, językiem, pochodzeniem, lub czymkolwiek; Mr Lazare odnosi ‘antysemityzm’ wyłącznie do krytycznej opinii co do roli Żydów w  rewolucji: 

‘Oto, jak odróżnić bezstronnego historyka od antysemity. Antysemita powie: »Żyd był inicjatorem, manipulatorem, główną sprężyną rewolucji«. Natomiast bezstronny historyk, oceniając rolę Żydów w  ruchach rewolucyjnych, zajmie się zbadaniem ich ducha, charakteru, poglądów filozoficznych i  ich religii.’ 

Najwidoczniej Mr Lazare chce tu powiedzieć, że Żydom można najwyżej przypisać ‘udział’ w  rewolucji, lecz opinia, że ‘Żyd był inicjatorem, manipulatorem, główną sprężyną rewolucji’, jest obrazą majestatu i  herezją. 

Jednakże, zasadniczo tą samą opinię wyraził Disraeli (tym różniący się od wschodnich Żydów, że mógł mieć parę kropli krwi żydowskiej w  żyłach): ‘Potężna rewolucja, przygotowywana obecnie w  Niemczech […] rozwija się wyłącznie pod patronatem Żydów’, ‘w ostatnim wybuchu tej niszczycielskiej siły można dostrzec wpływ Żydów’, ‘przedstawicieli żydowskiej rasyznajduje się na czele każdego z  nich’ (tj. tajnych stowarzyszeń). 

Będąc sam pochodzenia żydowskiego, Disraeli widocznie nie czuł potrzeby wyjaśniania, że podobnie jak on sam, wielu Żydów jest zaciekłymi przeciwnikami tej ‘potężnej rewolucji’ i  jej ‘niszczycielskich zasad’. W  jego epoce wydawało się to oczywistym; wtedy nie musiał obawiać się propagandzistów, którzy obecnie mogliby go oskarżać o  obwinianie wszystkich Żydów przez aluzje do ‘patronatu żydowskiego’ i  ‘wpływów żydowskich’ (które w  myśl definicji Mr Lazare czynią go ‘antysemitą’!). 

Od czasów rewolucji francuskiej (kiedy to zasiedziali Żydzi ostrzegali przed przybyszami ze Wschodu, powodującymi zamieszki w  Alzacji), zachodni Żydzi sefaradyjscy opierali się złowrogiej burzy, nadchodzącej ze Wschodu. Emancypacja rozluźniła ich więzy; mieliby wiele do stracenia, gdyby na Zachodzie zapanowałyby ‘niszczycielskie idee’, ‘wypracowane’ przez sektę talmudzką i  wschodnich Aszkenazych. 

Ostrzeżenia Disraelego skierowane były do tej właśnie dominującej wtedy części żydowstwa; a  może nawet w  większym stopniu – do gojów. Można także powiedzieć, że spotkały się z  większym zrozumieniem ze strony Żydów sefaradyjskich, niż otaczających ich gojów. Z  tego też powodu zostali ekskomunikowani; przy pomocy jednej z  najbardziej paradoksalnych sztuczek statystyki, w  przeciągu stu lat zostali uznani za wymarłe społeczeństwo (podobnie jak ongiś ‘dziesięć plemion’). 

Rozdział 22. Kierownictwo ->


a) Według Encyklopedii Żydowskiej, Kabała (tradycyjna ustna wiedza, w  odróżnieniu od prawa pisanego, czyli Tory), odłączyła się w  XIII wieku od Talmudu jako oddzielna opozycyjna gałąź, dostępna jedynie niewielu wybranym. Jednakże pani Nesta Webster przytacza cytat z  tej samej Encyklopedi Żydowskiej, twiedzący że ‘w istocie Kabała nie była w  opozycji do Talmudu’.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 22:56.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 22. Kierownictwo

Gdy w  połowie ubiegłego wieku widocznym stało się kierownictwo Żydów w  rewolucji światowej, chodziło tu o  Aszkenazych (wschodnich, czyli słowiańskich Żydów). Masy Żydów sefaradyjskich (zachodnich, czyli iberyjskich) były jej przeciwne. Rewolucja skierowana była przeciw nim nie w  mniejszym stopniu, niż przeciwko chrześcijaństwu. Emancypacja w  Europie pozwoliła większej ich części zasymilować się; wymykali się z  jarzma rządzącej starszyzny Judaizmu, tracącej teraz znaczenie wobec tendencji integracyjnych. Dla żywotności talmudycznego Judaizmu niezbędna była segregacja, podczas gdy integracja oznaczała jego klęskę. 

W tej rywalizacji wprowadzili oni na arenę Żydów Wschodnich, którzy jako oddzielny odłam pojawili się na początku rewolucji światowej. Dotąd Zachód znał jedynie ‘Żydów’, a  tymi byli Żydzi sefradyjscy. Nawiązując do okresu, w  którym Disraeli począł mówić o  żydowskim kierownictwie rewolucji, dr  Kastein powiada: ‘Od tego czasu można mówić o  Żydach Zachodnich i  Żydach Wschodnich’. Co prawda, te dwie odrębne gałęzie istniały już od około tysiąca lat, tak że dr  Kastein ma na myśli wyodrębnienie się w  tym czasie Żydów Wschodnich jako oddzielnej grupy, zmobilizowanej przez rabiniczny rząd dla zwalczania emancypacji zachodnich Żydów Sefradyjskich i  samego Żachodu. 

Jak dotąd, zachodni Żydzi mieli niejasne pojęcie o  owych Żydach Wschodnich, a  chrześcijańskiemu Zachodowi byli oni w  ogóle nieznani. Ta zwarta masa, przez wieki rosnąca w  siłę pod rabinicznym absolutyzmem getta, reprezentowała w  chwili wejścia na Zachód potężna siłę, zdolną kształtować wydarzenia XX wieku. Stanowiła doskonały materiał do realizacji celów, jakie jej przeznaczono. Rasowo wywodziła się z  barbarzyńskiej orientalnej Azji i  przez wieki poddawana była talmudycznej tresurze posłuszeństwa, równie srogiej jak starożytny despotyzm orientalny. 

W ramach wielkiej strategii odsłaniającej się w  XIX wieku, wyznaczono im podwójne zadanie i  zręcznie kierowano ku realizacji jego celów, tak z  sobą sprzecznych, iż trudno było uwierzyć w  możliwość ich jednoczesnego spełnienia. W  Rosji użyto ich do zniweczenia emancypacji (gdyż trudno byłoby odzyskać lojalność emancypowanych Żydów zachodnich, gdyby wschodni Żydzi ulegli tej samej tendencji). Mimo celowego zablokowania emancypacji w  Rosji, na użytek opinii światowej przedstawiano ich jako ofiary okrutnego prześladowania ‘antysemickiego’, rozmyślnie odmawiającego im emancypacji! 

Przy kontroli nowoczesnych środków masowego przekazu i  masowej indoktrynacji, łatwo było wpoić w  umysły społeczeństwa fałszywy obraz spraw dziejących się daleko, a  także posłużyć się nim dla podżegania do wojny. Politycy zachodni zeszłego stulecia poczęli nagminnie gardłować przeciw prześladowaniom Żydów w  Rosji, podczas gdy ci sami Żydzi, kierowani żelazną ręką swych przywódców, robili co mogli aby emancypację powstrzymać. 

Aby rozwiać wątpliwości czytelnika, podaję tu historycznie udokumentowany przykład, potwierdzony przez źródła judajskie, między innymi przez dra  Kasteina: ‘Znakomita większość Żydów uparcie stawiała bierny opór wszelkim próbom emancypacji’. Nie zawsze jednak ten opór był ‘bierny’; czasem przybierał także tragiczne formy. Najlepszym autorytetem tego okresu jest prowdopodobnie dr  Chaim Weizmann, z  którego prac będziemy czerpać poniższe cytaty. Podczas gdy wtłoczonych w  getta Aszkenazych (o orientacji tak komunistycznej, jak i  syjonistycznej), podżegnywano do przeszkadzania emancypacji wszelkimi możliwymi środkami (włączając nawet zabójstwo), w  mózgi zachodnich Żydów, a  także ich potencjalnych obrońców zachodnich chrześcijan wbijano historię ich prześladowań. 

Fikcje te przedstawiali zachodni politycy swoim narodom jako rzeczywistość. Wiedzieli, że na całym świecie potężni Żydzi potrafią zasilić uległe im partie pieniędzmi, reklamą prasową i  głosami. W  zamian żądali poparcia dla sprawy ‘prześladowanych’ Żydów w  Rosji i  ‘powrotu’ do Palestyny. W  praktyce sprowadzało się to do tego, że politycy korzystający z  tych przysług zmuszeni byli do podporządkowania interesów własnych narodów dwóm ideom, godzącym w  istocie we wszystkie państwa narodowe: idei rewolucji i  zdobycia przestrzeni życiowej dla dominującej rasy. Była to metoda, za pomocą której, jak to określił Disraeli w  swej powieści “Lothair” z  1870 roku, ‘demokracja degraduje mężów stanu w  polityków’. Tym sposobem ukształtowała się powszechna niezłomna opinia, do której nie docierał nawet najbardziej przekonywujący dowód, wierząca święcie w  legendę o  permanentnym prześladowaniu Żydów i  o chronicznej przypadłości gojów (zwanej wtedy w  Rosji epidemią ‘antysemityzmu’). Gdy niebezpiecznie jest wierzyć w  kulistość ziemi, większość zawsze zgodzi się skwapliwie, że jest ona płaska. Jak widać z  powyższego opisu, podobna sztuczka udała się w  XIX wieku talmudycznej propagandzie. 

Żydzi zachodni bardziej nieufnie niż zachodni politycy, obserwowali te dwa prądy wiejące ze Wschodu. Autentyczni Żydzi, zachowujący tradycje i  style sefaradyjskie, skłaniali się ku integracji, a  przynajmniej ku bezkonfliktowemu włączeniu się w  sprawy ludzkości. Instyktownie obawiali się rosnącego nacisku idącego z  Rosji i  mieli przeczucie jego fatalnych skutków, mając w  pamięci nieszczęsny koniec sielanki w  Hiszpanii. Z  mojego pobytu w  Europie sam pamiętam, jak zachodni Żydzi niedowierzali i  obawiali się Żydów Wschodnich, w  których upatrywali upiorne widmo przymusowego powrotu do getta i  absolutyzmu rabinów. Żydzi niemieccy zwykli nazywać ich wtedy z  odrazą ‘diese Ostjuden’ (tymi wschodnimi Żydami!). Z  kolei Żydzi wschodni, którzy po pierwszej wojnie światowej napłynęli do Niemiec z  Rosji i  Polski, pogardliwie wyrażali się o  miejscowych Żydach, jako ‘diese Berliner’ (tych Berlińczykach!). 

Usadowione w  swej wschodniej twierdzy rabinackie kierownictwo Żydów wykorzystało tych zjudaizowanych Tatarów rosyjskich do walki z  asymilowanymi Żydami Zachodu i  z samym Zachodem. Skrytość stylu życia Żydów nigdy nie pozwalała na jakiekolwiek wiarygodne szacunki co do ich liczebności. Fakt ten umożliwił sekcie rządzącej przeprowadzenie zaczętej przed wiekiem zdumiewającej operacji biologicznej: zamienienie prawie wszystkich Żydów w  Aszkenazych! 

W końcu XVIII wieku Zachód znał jedynie Żydów sefaradyjskich, których dziedzictwo, według przekazów tradycji, prowadziło wątłym śladem poprzez Hiszpanię do Afryki, gdzie rozpływało się w  legendzie przodków Kanaanyjskich. W  połowie obecnego stulecia, starszyzna żydowska uznała ich za prawie wymarłą gałąź! Ze sprawozdania, przedstawionego na nowojorskiej II Światowej Konfernecji Serafidów w  1954 roku wynika, iż z  ogólnej światowej liczby Żydów 11 763 491, jedynie 1 744 883 (czyli 15 procent) zalicza się do Sefardyjczyków, z  czego na Europę (znającą pierwotnie jedynie sefaradyjskich Żydów) i  zachodnią półkulę przypada ich zaledwie 52 000. 

Normalny proces urodzin i  zgonów nie byłby w  stanie wyprodukować podobnego cudu. Najwidoczniej Sefaradyjczycy, podobnie jak trzy tysiące lat temu dziesięć plemion Izraela, zostali uznani za ‘zaginionych’, ponieważ ‘przestali wierzyć w  przeznaczenie, każące im separować się od sąsiadów’. Aszkenazym przypadło dziedzictwo Judy – ‘styl życia fundamentalnie różniący się od sąsiednich ludów […] nie asymilujący się z  innymi […] absolutne zróżnicowanie’. W  ten sposób prawie wszyscy Żydzi zaliczeni zostali do Aszkenazich! Po raz drugi starszyzna judejska jedym pociągnięciem pióra wymazała całe masy Żydów. Sefaradyjczycy zostali ekskomunikowani z  tej samej przyczyny co Izraelici, choć oczywiście ciągle istnieją – niektórzy zasymilowani, inni w  izolacji pierwotnego Judaizmu. 

Biorą pod uwagę kierujący nimi despotyczny reżym, utożsamienie się Żydów Wschodnich z  rewolucją światową w  zeszłym wieku nie mogło się dokonać przez przypadek, czy przez ich indywidualne skłonności. Na Wschodzie reżym rabinów był prawie absolutny i  wymagał bezwzględnego posłuszeństwa od społeczności getta, które w  każdej sprawie życia codziennego podporządkowywało się rozkazom natchnionych przez Boga prawników i  sędziów. Gdy w  latach 30-tych zwiedzałem w  Polsce i  Ruthaeni wiele tych społeczności wschodnich Zydów, żyli oni w  odosobnieniu niewyobrażalnym dla umysłu zachodniego. Masowe przejście tych wschodnich Żydów do obozu rewolucji nie mógł by się odbyć bez błogosławieństwa rabinów. W  tych talmudzkich twierdzach niesposłuszeństwo karane było bardzo surowo (cytowałem uprzednio źródło żydowskie, potwierdzające że czasem rabini nawoływali do samosądów, w  wypadku gdy prawa państwa zabraniały im wydanie formalnego wyroku śmierci, zalecanego przez Prawo.)a) 

Tak więc, masowy pęd do ruchu rewolucyjnego należy uznać za przejaw wyższej polityki, świadomie kierowanej przez rząd żydowski, który przeniesiony po wygnaniu z  Hiszpanii do Polski, zniknął z  widoku po jej rozbiorach w  1772 roku. W  tej perspektywie historycznej, potwierdzonej przez wydarzenia, jasnym staje się potrójny cel wielkiego zamierzenia. Po pierwsze – użycie rewolucji dla odwrócenia procesu emancypacji (a tym samym i  asymilacji na Zachodzie) i  utrzymania supremacji rządzącej sekty żydowskiej. Po drugie – rozpętanie rewolucji z  zemsty za wygnanie z  Hiszpanii i, być może, za sam fakt istnienia chrześcijaństwa (na którego odpowiedzią jest Talmud). Po trzecie – wykorzystanie rewolucji jako środka prowadzącego do spełnienia się Prawa, które zapowiedziało ruinę pogan i  tryumf Narodu Wybranego, czy też poszywającej się pod niego sekty. 

Ambicja, która w  małym óczesnym światku plemion Bliskiego Wschodu na 500 lat przed Chrystusem mogła wydawać się nie tak dziwaczna, nabrała cech megalomanii w  naszej erze globalizmu, będącej świadkiem prób narzucenia na świat starożytnego prawa plemiennego, zrodzonego z  waśni narodowych między drobnymi państewkami. Goje mają skłonność do identyfikowania Prawa kierującego tymi wydarzeniami z  Torą, czyli Starym Testamentem, który wspólnie dzielą z  Żydami – lecz tu się mylą. W  Starym Testamencie można znaleźć wzniosłe prawa zalecające sprawiedliwość i  miłość bliźniego, oraz natchnione urywki uniwersalnego ‘domu modlitwy’. Juda odrzuciła to Prawo i  wprowadziła do Tory wstawki i  cięcia, anulujące go. Tym niemniej, w  jej dwóch księgach można odnaleźć obydwie idee: można dokonać wyboru i  przyjąć to, co się uważa za słowo Boże. Tak uczyniło chrześcijaństwo, wybierając z  Tory części mające uniwersalną wymowę, a  odrzucając wstawki Lewitów, unieważniające przykazania moralne. 

Jednakże Prawem Judejskim, którym posługuje się rabinat przy naganianiu Żydów Wschodnich do obozu rewolucyjnego, jest Talmud, który ‘stworzył nowoczesnego Żyda’ (według cytowanego wcześniej pana Rodkinsona). Talmud nie głosi wzniosłych praw sprawiedliwości dla całej ludzkości, lecz odwołuje się do wiary Molocha, pozbawionej charakteru uniwersalnego. Zamiast z  dwóch ksiąg, składa się z  jednej. Rzuca on bezwzględne wyzwanie chrześcijaństwu: w  stosunku do chrześcijan pojęcia sprawiedliwości, uczciwości i  miłosierdzia wobec bliźniego, nie tylko nie obowiązują, lecz uważane są za zbrodnię. Talmud wyraźnie zabrania ratować od śmierci nie-Żyda, zwracać mu jego własność, etc, czy współczuć mu.’ (słowa byłego rabina Dracha, cytowanego wcześniej). Pod takim Prawem żyli Aszkenazi w  gettach; oni – kierowani żelazną ręką, stali się siłą napędową rewolucji światowej; oni – według źródeł judejakich, stanowią obecnie 85 procent żydowstwa światowego. 

W ten sposób, w  nieznanym zewnętrznemu światowi zakątku Rosji potężna tajna sekta wychowała zwartą masę, gotową do podboju chrześcijańskich narodów Zachodu. XIX wiek był początkiem wyzwolenia energii tych mas. Przez następne sto pięćdziesiąt lat (aż do dnia dzisiejszego), zgodnie z  planem odkrytym w  dokumentach Weishaupta, rewolucyjne siły coraz szerzej siały zamęt na Zachodzie. Na ich czele zawsze można było ujrzeć ‘ludzi rasy żydowskiej’. Rezultaty są widoczne: Europa – niegdyś ziemia kwitnących i  pełnych życia państw narodowych, stała się skupiskiem zdezorientowanych ludzi, usiłujących odnaleźć światło w  mrokach ciemności. Nie tylko w  Europie, lecz daleko poza jej granicami, ‘destruktywna idea’, jak ją nazwał Disraeli, wyważa drzwi całego świata. Być może, potrzeba następnych stu lat, aby moce rozpętane przez Aszkenazich (podobniej jak poprzednio przez Sefaradejczyków), ustąpiły przed przeważającą siłą ludzkości i  zapomniały o  kabalitycznym marzeniu panowania nad światem. 

Celem Prawa nie była destrukcja jako taka; miała ona służyć jako narzędzie sprecyzowanego przez nie zadania. Wytępienie państw narodowościowych było niezbędną przesłanką do ustanowienia na ziemi obiecanej zwycięskiego Państwa-narodu ludu wybranego. Do spełnienia tego zadania powołana została w  połowie zeszłego stulecia druga siła, także w  Europie Wschodniej, na tych samych terenach opanowanych przez Talmud, gdzie wylęgła się i  skąd wyszła rewolucja światowa. 

Siłą tą był syjonizm, zorganizowany jako ruch mający urzeczywistnić ‘powrót’ i  podłożyć fundamenty pod potężne państwo w  Palestynie. Przez ostatnie stulecie ta idea dominacji realizowana była na każdym etapie równolegle z  ideą rewolucji; żadna z  nich nie byłaby w  stanie pojedyńczo dokonać dzieła. Dzieło to jest widoczne: realizacja ‘powrotu’ i  powstanie państwa-narodu ludu wybranego, przy równoczesnym ograniczeniu lub zniszczeniu państwowości innych narodów, ‘bękartów’ w  zrozumieniu Prawa. Od góry rządy ich niszczyły korupcją siły syjonizmu; od dołu – podkopywały ich fundamenty siły rewolucji.

Stwierdziwszy, iż w  wyniku rozbiorów Polski w  1772 roku rząd żydowski ‘przestał istnieć’ po dwutysięcletniej działalności, dr. Kastein odnotowuje sto lat później istnienie ‘Międzynarodówki Żydowskiej’. Prawdopodobnie chciał przez to powiedzieć, że żydowski rząd nad Żydami ustąpił miejsca żydowskiemu rządowi nad rządami, co byłoby bardziej zgodne z  prawdą. 

Disraeli pisał o  ‘siatce’ organizacji rewolucyjnych organizacji, pokrywających ziemię na podobieństwo sieci kolejowej. Opis ten oddaje doskonale obraz struktury niszczycielskiego mechanizmu. Dla osiągnięcia nadrzędnego celu musiał także istnieć podobny układ na samej górze. Choć Disraeli nie wymienia go z  nazwy, nawiązuje do niego, pisząc: ‘Światem rządzą całkiem inne osoby, niż wyobrażają sobie ludzie nie mający dostępu poza kulisy’. Mogła to być ‘międzynarodówka żydowska’, wspomniana przez dr. Kasteina – związek potężnych, bogatych osobistości, kierujących najpierw królami i  książetami, a  potem prezydentami i  premierami republikańskimi. 

Te dwie machiny pracowały w  synchronizacji, dopełniając się wzajemnie. Mając do czynienia z  masami, gojscy władcy musieli ustępować przed groźbą rewolucji, tracąc autorytet i  ostatecznie władzę; w  stosunkach i  konfliktach międzynarodowych zależni byli od potęgi pieniądza, która kazała im popierać plan ‘powrotu’ do Palstyny. Goje często zastanawiają się, w  jakim celu kapitaliści mieli by popierać rewolucje. Disraeli postawił to samo pytanie, i  odpowiedział: dla zniszczenia chrześcijaństwa. Wiedział doskonale, o  czym mówi – dla gojów odpowiedz ta stanie się bardziej zrozumiała , jeśli pojmą, że posłuszni są oni Prawu talmudzkiemu, żadającemu zniszczenia państwowości narodów pogańskich jako warunku zwycięskiego ‘powrotu’. 

Następny rozdział Kontrowersji Syjonu poświęcony będzie historii wyłaniania się Syjonizmu z  gett Rosji, oraz misternego zgrania tych dwóch sił, z  których jedna opasuje wężowym uściskiem władców Zachodu, podczas gdy druga podważa strukturę państwowości narodów. 

Rozdział 23. ‘Prorok’ ->


a) W obecnych czasach zachowała się jeszcze administracja Prawa Judejskiego przez rabinów w  okręgach żydowskich w  Ameryce, Anglii i  innych krajach europejskich. W  1955 roku żydowski kupiec z  Leeds (Anglia) podejrzany został przez Żydów o  dostarczenie 233 starych czołgów brytyjskich do Egiptu, graniczącego z  syjonistycznym państwem. Nie wysuwano mu zrzutów co do ich sprzedaży do innych krajów, a  rzeczona transakcja była zupełnie legalna w  świetle prawa brytyjskiego. Jedynie owa transakcja egipska trafiła przed sąd żydowski; a  jego prezes oznajmił prasie brytyjskiej, iż podejrzany ‘zostanie bezapelacyjnie przyjęty na łono społeczności’, jeśli okaże się niewinny; lecz w  przeciwnym wypadku ‘mamy sposoby rozprawienia się z  gwałcicielem prawa’.
Określenie ‘gwałciciel prawa’, nawiązujące do żydowskiego prawa rabinicznego, miało publicznie podkreślić fakt, że jego ‘przekroczenie’ zawsze będzie ukarane, niezależnie od wyroku sądu kraju, którego ów ‘gwałciciel’ jest obywatelem.
Precedens ten rzutuje na całą politykę państwową na najwyższym szczeblu; w  tym wypadku na politykę zagraniczną i  obrony kraju. Te ostatnie nie mogą kierować się interesem narodowym, jeśli jakiś odłam społeczeństwa jest w  stanie przekreślić politykę rządu, dyktując wybór krajów, do których wolno eksportować broń, i  każąc ‘nieposłusznych’. Wypadek ten stanowi precendens o  tyle jedynie, że dostał się do publicznej wiadomości. Lecz i  tak, o  ile wiem, nie wzbudził on zainteresowania i  komentarzy; a  przynajmniej nie odbił się echem w  kontrolowanej prasie. Mamy więc przykład z  1955 roku, do jakiego stopnia zaklebnowna jest zachodnia opinia i  krytyka publiczna w  sprawach dotyczących decyzji powziętych przez rządzącą grupę Żydowstwa.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:02.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 23. Prorok

Tendencje XIX wieku prowadziły nieuchronnie ku anulowaniu przyrzeczeń danych Napoleonowi przez Sanhedrin, ku resegracji Żydów i  odrodzeniu się teokratycznego państwa w  państwie, na którego niebezpieczeństwo zwracał uwagę Tyberiusz jeszcze przed początkiem ery chrześcijańskiej. Nie była to walka między ‘Żydami’, a  ‘gojami’, lecz rozgrywka między dwoma aliansami Żydów z  gojami – powtórzenie scenerii z  czasów starożytnych, gdy żołnierze króla perskiego pomagali Ezdraszowi i  Nehemiaszowi narzucać ‘nowe Prawo’ Judejczykom. Co ciekawe, w  takich sytuacjach zawsze władcy gojów zwykli łączyć się z  rządzącą sektą judajską przeciw masom żydowskim, a  tym samym przeciw własnemu narodowi na rzecz sił niosących zamęt. Paradoks ten powtórzył się w  XIX wieku i  osiągnął apogeum w  czasach dzisiejczych, obejmując wszystkie narody. 

W tym wypadku proces emancypacji Żydów Zachodu odwrócili politycy zachodni przy udziale mas nie-żydowskich, którzy jak Gwardia Szwajcarska stawili się w  służbie syjonizmu. Musimy więc na chwilę przerwać obecny wątek i  przyjrzeć się tym ‘Liberałom’ XIX wieku, którzy przyjąwszy rolę orędowników syjonizmu, umożliwili mu zakłócić i  skorumpować interesy polityczne własnych narodów. 

Przyjrzyjmy się prekursorowi tej linii. Owym ‘Prorokiem’ (jak pamiętamy, Amos odrzekał się tego tytułu) był Henry Wentworth Monk, dziś prawie zapomniany. Był on prototypem dudziestowiecznego prezydenta amerykańskiego, czy premiera brytyjskiego – prawdziwego nowoczesnego polityka zachodniego. 

Aby zrozumieć jego osobowość, należałoby prześledzić wszystkie idee i  siły napędowe ostatniego stulecia. Są one jeszcze na tyle świeże, aby pokusić się o  taką próbę. W  wyniku emancypacji każdy niedowarzony myśliciel uważał się za przywódcę sprawy. Rozwój prasy pozowlił demagogom na rozpowszechnianie nieprzemyślanych idei. Wzrost szybkości i  zasięgu transportu umożliwił im pozyskiwanie zwolenników daleko poza granicami ich zamieszkania. Któż może sprawdzić fakty, gdy jakiś nieodpowiedzialny rzecznik miłosierdzia chrześcijańskiego potępia obojętność sąsiadów na los Etiopskich sierot? Podobny charakter przedstawił Dickens w  osobie Stigginsa i  jego stowarzyszenia, troszczącego się aby każde dziecko murzyńskie otrzymało chustkę z  umoralniającą inskrypcją. Jak zauważył Disraeli, ‘Towarzystwo dla Zniesienia Niewolnictwa Murzynów’ jakoś nie dostrzegało nieludzkich warunków, w  jakich żyją górnicy kopalń węgla w  Anglii Północnej. 

Jednakże, ten nowy sposób zdobycia popularności był zbyt łatwy, aby podobne uwagi mogły odstręczyć od pokusy uzyskania zwodniczej etykietki ‘liberała’. Ciągoty liberalne szybko znalazły ujście w  pasji reform. Hasło ‘praw człowieka’ czekało na urzeczywistnienie; a  niesprawiedliwości, jakie jeszcze pozostały, najłatwiej było znaleźć wśród dalekich narodów (im dalej, tym lepiej). Był to szczytowy okres samoobłudy pragnących dobra innych, a  nie dostrzegających zła wyrządzanego w  jego imieniu. Ci dobroczyńcy stworzyli profesję, a  nawet przemysł (jako że powołanie to nie było pozbawione korzyści materialnych, nie mówiąc o  poklasku). W  naszych czasach tej czeredzie przypadło w  imię wolności wysławiać i  restytuować niewolnictwo w  połowie Europy. 

Takie czasy towarzyszyły narodzinom Henrego Wentworth Monka w  1827 roku. Przyszedł on na świat w  odludnej wówczas rolniczej osadzie nad rzeką Ottawa w  Kanadzie. W  wieku siedmiu lat, oderwany od rodziny, wysłany został do szkoły Bluecoat w  Londynie – co w  ówczesnych czasach oznaczało dla małego chłopca surowy reżym. Uczniowie musieli nosić strój z  czasów założyciela szkoły (Edwarda VI), składający się długiej niebieskiej marynarki, pastorskiego krawatu, żółtych pończoch i  butów z  klamerką. Żyli jak w  klasztorze, jedli jak zakonnicy i  pościli, nie skąpiono im rózgi, a  za to tresowano w  literaturze Pisma Świętego. 

Młodemu Monkowi brakowało czułości; często płakał dla zwrócenia na siebie uwagi i  z dziecięcą imaginacją zaczął przymierzać swą rzeczywistość do historii Starego Testamentu, którym tak usilnie karmiono jego młody umysł. Wydedukował, iż Izaak, mówiąc o  ‘chyżych bestiach’ miał na myśli pociąg, a  ‘rączymi posłańcami’ miały być statki parowe. Będąc jeszcze dzieckiem, uznał że znalazł klucz do ‘proroctw’ i  potrafi interpretować słowo boże w  kategoriach obecnej rzeczywistości. Nie obchodziły go ostrzeżenia proroków izraelskich i  Nowego Testamentu przed podobną pokusą; przejął się naukami kapłanów lewickich, którzy głosili nadejście dnia zagłady dla pogan i  powrotu ludu wybranego do królestwa w  ziemi obiecanej. 

Podobna idea odgadywania zamysłów boskich zaprzątała wówczas także umysły wybitnych i  wpływowych ludzi. Gdy Monk był jedenastolenim chłopcem, lord Shaftesbury wystąpił z  propozycją, aby wielkie mocarstwa odkupiły od sułtana Turcji Palestynę i  ‘przywróciły ją Żydom’. Anglia miała jednak wówczas męża stanu, Palmerstona, który nie dał sobie zawrócić głowy podobnymi pomysłami, i  projekt upadł. Lecz idea zapadła w  umysł młodego Monka i  narodził się Prorok. Odtąd całkowicie poświęcił jej sześćdziesiąt lat życia aż do śmierci! 

Mając czternaście lat uzyskał zwolnienie z  lekcji, aby słuchać kazań ‘pierwszego anglikańskiego biskupa w  Jerozolimie’ (którym, jak zanotowała historia, był Solomon Aleksander). Wracał z  nich do szkoły z  błyszczącymi oczyma, przejęty życiową misją odzyskania Palestyny, nie myśląc o  ludziach tam osiadłych, o  których nigdy nie słyszał. Gdy wrócił do domu, idea ta nie pozwoliła mu osiąść na farmie ojca w  Kanadzie; odwiodła go także od przyjęcia posady pastora chrześcijańskiego, jaką mu oferowano. Zagłębił się w  Starym Testamencie, w  którym ujrzał klucz do zrozumienia. 

Jest to pułapka, w  jaką czasem wpadają badacze skryptów Lewitów, uważający się za chrześcijan, lecz ignorujący Nowy Testament. Przyjąwszy dogmat konieczności dosłownego spełnienia się przepowiedni, uznają tym samym Prawo Judy za formę kontraktu politycznego, wiążącego Boga wszystkimi warunkomi, z  wyjątkiem momentu jego realizacji. Stąd już krok do przekonania, iż oni sami znają ten moment (o którym Bóg widocznie zapomniał). W  tym wypadku wierzą, że sami są Bogiem. Do takiego stanu musi nieuchronnie prowadzić ten proces – do zaprzeczenia chrześcijaństwa i  jakiejkolwiek religii. W  naszym stuleciu podobne bezbożnictwo cechuje wszystkich polityków zachodnich; Monk był jednym z  wielu. 

Nawet w  swej kanadyjskiej pustelni znalazł innych proroków. Takim był amerykański Żyd major Mordechaj Noah, usiłujący zbudować żydowskie ‘miasto uchodźców’ na wysepce rzeki Niagara, jako pierwszy krok do ‘powrotu’. On jeden tylko chyba wiedział, przed czym mają ‘uchodzić’ Żydzi zamieszkali w  Północnej Ameryce, zanim urzeczywistni się ‘powrót’. Podobnym entuzjastą ‘powrotu’ był Warder Cresson, pierwszy amerykański konsul w  Jerozolimie, który przyjął judaizm i  wydał książkę pt. “Jerusalem The Centre and Joy Of the Whole World”. Powróciwszy do Ameryki, porzucił swą gojską żone i  przybrał nazwisko Michała Boas Izraela, po czym udał się do Palestyny i  ożenił się z  Żydówką, z  którą mógł się porozumieć jedynie na migi. 

Przykład ten jeszcze bardziej rozpalił Monka. Zgodnie z  tradycją Starego Testamentu postanowił nie strzyc włosów i  nie stroić się do momentu ‘odrodzenia Syjonu’. Ponieważ z  natury był gęsto uwłosiony, wkrótce zmienił się w  włochatego stwora. Sprzedał swoją skromną posiadłość i  odtąd, nigdy nie pracując, zależny był od jałmużny. Mając dwadzieścia sześć lat wybrał się do Jerozolimy, do której dotarł po wielu trudach. Nie zyskał wielu zwoleników, mając do zaoferowania na poparcie swego przesłania jedynie obfite uwłosienie i  niechlujny wygląd. 

Gdyby nie przypadek dający mu szansę rozgłosu, Monk zniknąłby w  tym momencie z  widoku. Na tle naszego wieku wojen światowych, rakiet transkontynentalych i  transoceanicznych i  środków masowego zniszcznia, wiek XIX wydaje się ustabilizowanym, spokojnym okresem, nie znającym troski o  jutro. Stąd też badacz kontrowersji Syjonu ze zdziwieniem widzi, jak wielu wykształconych ludzi żyło wtedy w  obawie zagłady i  uważało, że jedynym środkiem ocalenia może być przeniesienie jednego z  ludów naszej planety do Arabii. Ścieżki Proroka skrzyżowały się z  jedną z  tych lękliwych istot. 

W Jerozolimie zjawił się Holman Hunt, malarz angielski. Ten także jako młody rozgorączkowany artysta buntujący się przeciw Akademikom, gotowy był do przyjęcia ‘sprawy’. Nie cieszył się dobrym zdrowiem i  niejednokrotnie czuł zbliżający się koniec (dożył osiemdziesięciu trzech lat). Skończył własnie malowanie obrazu zatytułowanego “Światłość Świata”, przedstawiającego Jezusa z  latarnią w  ręku przy drzwiach grzesznika, gdy raptem przyciągnęła jego uwagę postać brodatego Monka. Za zapałem podchwycił ideę Proroka o  zgubie zagrażającej ludzkości (także Akademikom), o  ile nie posłucha ona głosu proroctwa. 

Tak więc wspólnie Prorok z  pre-rafaelitą obmyślili plan zmierzający do wstrząśniecia obojętnym światem. Monk poddał Huntowi projekt ‘kozła ofiarnego’, jako symbolu prześladowania Żydów przez ludzkość. Uzgodnili, że Holman Hunt namaluje obraz ‘kozła ofiarnego’, a  Monk w  międyczasie napisze książkę wyjaśniającą, iż nadszedł czas na przywrócenie prześladowanemu narodowi wybranemu praw głoszonych w  proroctwie. 

(W rzeczywistości kozioł ofiarny był pomysłowym wynalazkiem Lewitów, polegającym na nadaniu kapłanowi władzy rozgrzeszania wiernych przez wybranie dwóch koźląt, zabicie jednego w  ofierze, a  wypędzenie drugiego na pustynię. Jego cierpienia miały odkupić ‘wszystkie występki i  grzechy […] sprowadzając je na głowę koźlęcia’. Prorok wraz z  Holmanem Huntem odwrócili sens tej anegdoty. Kozioł ofiarny pokutujący za grzech Żydów miał się stać symbolem samych Żydów, a  jego oprawcy – kapłani lewiccy tym samym zmienili się w  gojów prześladowców!) 

Holman Hunt z  satysfakcją zabrał się do pracy, która z  jednej strony pozwalała mu wymierzyć prztyczka Akademii (obrazy tematyczne), a  z drugiej czyniła go rzecznikiem sprawy. Obraz miał przemawiać wymowniej od słów, choć wkrótce uzupełniły go także słowa Monka. Obraz i  Książka; Symbol i  Interpretacja; Herold i  Prorok: wystarczyło teraz światu spojrzeć na ‘Kozła Ofiarnego’, aby objawione dzieło Monka znalazło publikę, aby uprzytomniło jej grzechy i  wzbudziło w  niej chęć do poprawy. 

W drodze do Morza Martwego jakiś Beduin był świadkiem wyprawy Hunta, ubranego w  szatę arabska, niosącego sztalugi i  strzelbę, i  poganiającego białą kozę. Namalował doskonały portret kozy (naprawdę dwóch kóz, gdyż pierwsza, przejęta swą rolą zdechła; tak że musiał znaleźć następczynię). Dla zwiększenia efektu sprowadzono z  Sodomy szkielet wielbłąda i  pożyczono czaszkę kozy, które posłużyły za tło obrazu. Obraz przekonywująco podkreśla okrucieństwo Lewitów (agonia zwierzęcia oddana jest plastycznie), oraz ich przewrotność w  przypisywaniu sobie władzy zmazania win swego ludu męką stworzenia. Holman Hunt zabrał go ze sobą do Anglii, uczyniwszy uprzednio wraz z  Monkiem ślubowanie ‘odrestaurowania Świątyni, zniesienia wojen między ludzmi i  nadejścia Królestwa Bożego na ziemi’. Żaden chyba malarz nie stawiał sobie tak wzniosłych celów przy malowaniu obrazu. 

Książka Monka pt. “Naturalne Wyjaśnienie Objawienia” dopełniła całości wspólnego przedsięwzięcia. Pozostawało teraz jedynie czekać na reakcję świata. W  swym pierwszym dziele Monk usiłował powiązać wątek polityczny Lewitów z  doktryną chrześcijańską. Historycznie stał na pewnym gruncie; słusznie zauważył, iż ‘dziesięć plemion’ nie mogło zniknąć, lecz musiało przetrwać gdzieś w  masie ludzkości. Z  tej tezy wyprowadził ‘interpretację’, iż ‘prawdziwi Izraeleci’, tak Żydzi, jak i  chrześcijanie, powinni emigrować do Palestyny i  tam założyć wzorowe państwo (w tym punkcie odbiegł od dogmatów Syjonu i  mogł się narazić na epitet antysemity). Czystą demagogią z  jego strony było zapewnienie, że taka impreza położy kres wojnom. Ukoronowaniem dzieła była idea (skądże mógł Monk na nią wpaść?) utworzenia w  Jerozolimie Międzynarodowego Rządu. Tutaj utrafił w  prawdziwe intencje Syjonizmu. Wydanie swej książki zawdzięcza Monk jedynie znajomości człowieka poznanego za pośrednictwem Holmana Hunta: był nim John Ruskin, sławny krytyk literacki, który namówił wydawcę Constable’a do jej opublikowania. Książka (podobnie jak obraz) zawiodła oczekiwania, lecz Ruskin wspomagał Proroka finansowo i  moralnie, chroniąc go od zapomnienia. 

Ruskin także był produktem młodzieńczych trudności i  rozczarowań. Podobnie jak Wilkie Collins (doskonały rzemieślnik, który nie zadawalając się pisaniem poprawnych powieści, starał się naśladować talent Dickensa do wzburzenia opinii moralnej) nie czuł się dobrze w  dziedzinie, w  której zdobył powodzenie, lecz odkrył powołanie do orędownictwa (choć nie do zbadania) spraw mających wydzwięk moralny. Podobnie też jak Monk, w  dzieciństwie wychowany był na Starym Testamencie (przez zaborczą matkę purytankę) i  stale uwikłany był w  nieszczęśliwe, często upokarzające miłości. Stale też poszukiwał ujścia dla swych nie wyładowanych podniet emocjonalnych. Obawiał się życia i  przyszłości, co uczyniło go podatnym na ciągłe ostrzeżenia Proroka o  zbliżającym się sądzie boskim, i  chętnym do rozwiązania sakiewki. Zdobył dużą popularność i  podobnie jak Monk i  Holman uległ idei bezbożnictwa. Jak pisze jego biograf, Hesketh Pearson, ‘tak jak większość mesjaszy nie mógł się oprzeć iluzji, że Bóg przemawia przez jego usta’. Skończył obłąkaniem, lecz przedtem utorował Prorokowi drogę do działalności misyjnej. 

Niepowodzenie książki Monka nie zniechęciło Holmana Hunta do dalszych prób. Malował Jezusa w  synagogach, wygłaszał prorocze kazania, w  których sam się ukazywał jako mesjasz. Aby podkreślić swoje wywody, wziął Monka jako model do postaci Jezusa, a  oburzenie starszyzny miało symbolizować odrzucenie przez świat Proroka. Szkic Holmana Hunta do tego obrazu znajduje się w  Galerii Narodowej w  Ottawie; przedstawia on Monka trzymającego w  jednej ręce Biblię (otwartą na Apokalipsie św. Jana), a  w drugiej – egzemplarz londyńskiego Timesa. (Odkryłem ten obraz, gdy w  klasztornym odosobnieniu pracowałem w  Montralu, często przytłoczony naturą i  ciężarem zadania. Moi sąsiedzi mieli powód do zdumienia, słysząc nagle głośny wybuch wesołości dobiegający z  zazwyczaj cichego pokoju, gdzie były korespondent Timesa trudził się nad swą pracą). 

Potem, natura ludzka powoli zwyciężyła. Holman Hunt sprzedał obraz “Odnalezienie Jezusa w  Świątyni” za5 500 funtów, po czym jego odraza do życia (i Akademików) poczęła topnieć. Uznał za nietakt ciągnięcie za sobą obdartego Proroka do domów takich świetności, jak Val Prinsep i  Tennyson. Ruskin zajęty był swoimi nieszczęśliwymi miłościami i  także stał się bardziej sceptyczny. Tym niemniej, stabilizacja życiowa nie potrafiła całkiem zatrzeć w  ich pamięci ostrzeżenia Poroka przed grożącą im zagładą, o  ile nie przyczynią się do odzyskania Palestyny dla Żydów. Przypominał on im stale, że ‘dzień’ jest bliski i  wskazywał na konflikty w  Afryce, Azji Mniejszej i  na Bałkanach jako na potwierdzenie zbliżającego się końca. Mniejszych lub większych konfliktów wtedy nie brakowało. Ostatecznie Holman Hunt i  Ruskin wpadli na pomysł, który miał jednocześnie uspokoić ich obawy, uciszyć ich sumienia i  pomóc pozbyć się Proroka. Namówili go, aby pojechał do Jerozolimy i  (wzorem Sabbatai Zeiviego) ogłosił tam nadchodzące Millenium! 

Miał się właśnie tam udać, gdy zaskoczył go wybuch następnej wojny, w  miejscu jak najbardzej odległym od jego proroctw i  którego w  ogóle nie brał pod uwagę jako sceny nadchodzącego końca świata. Wybuchła ona w  tej części świata, skąd według jego opublikowanych przepowiedni miało nadejść zbawienie – w  Ameryce. 

Przejrzawszy ponownie źródła, Prorok oświadczył, iż znalazł błąd w  swoich obliczeniach: to właśnie Wojna Domowa miała być tym wielkim ostrzegawczym wydarzeniem. Teraz nie można już zwlekać ze sprawą Palestyny! John Ruskin zaoponował. Jeśli Prorok istotnie jest wizjonerem, niech przed wyjazdem do Jerozolimy uda się do Ameryki i  wezwie niebiosa, aby położyły kres Wojnie Domowej. On sam, Ruskin, gotów jest sfinansować tę podróż. Tak więc Prorok wyruszył aby powstrzymać Wojnę Domową. 

Ponieważ tradycja republikańska wymagała aby każdy obywatel miał dostęp do prezydenta, był on oblężony przez trzy dni w  tygodniu. Pewnego dnia, gdy otwarły się podwoje drzwi prezydenta, wślizgnął się nimi Monk w  tłumie szukających protekcji, petentów i  ciekawskich. 

Sam jego wygląd wystarczał, aby prezydent zamienił z  nim kilka słów. Zmęczone oczy Lincolna uderzył widok przypatrującej się mu zarośniętej postaci. Zapytał, kim jest ten gość i  dowiedział się, że to Kanadyjczyk, który przybył, aby zakończyć wojnę. Zapytany o  radę, Prorok zalecił uwolnienie za odpłatą niewolników na Południu, i  zgodę Północy na odłączenie się stanów południowych, co (jak Monk zauważył) wydawało się rozbawiać prezydenta. Lincoln zapytał go: ‘Czy w  Kanadzie nie uważa się mojej Proklamacji Zniesienia Niewolnictwa za wielki krok w  kierunku postępu społecznego i  moralnego?’ 

Monk odpowiedział, że to nie wystarcza: ‘Czemu poprzestać na wyzwoleniu Murzynów, pozostawiając daleko ważniejszy problem emancypacji Żydów?’ Zdumiony Lincoln (Żydzi w  Ameryce nigdy nie byli upośledzeni) zapytał: ‘Żydzi, dlaczego Żydzi? Czyż nie są oni już wolni?’. 

Monk odpowiedział: ‘Oczywiście, panie prezydencie, amerykańscy i  brytyjscy Żydzi są wolni, lecz nie europejscy. Ameryka jest tak daleko, że jesteśmy ślepi na to, co się dzieje w  Rosji, Prusach i  w Turcji. Świat nie zazna prawdziwego pokoju, dopóki narody cywilizowane pod egidą, mam nadzieję, Wielkiej Brytanii i  Stanów Zjednoczonych, nie zmażą swej winy za dwa tysiące lat prześladowania Żydów, przywróceniem ich państwa w  Palestynie i  ogłoszeniem Jerozolimy jako stolicy zjednoczonego chrześcijaństwa’. 

Oczywiście, jak każdy inny typowy ‘liberał’, Monk nigdy nie był w  ‘Rosji, Prusach czy Turcji’. W  Rosji talmudyczny rabinat robił wszystko, aby przeszkodzić emancypacji. Dwa lata przed wizytą Monka u  Lincolna, wkrótce po ogłoszeniu konstytucji parlamentarnej padł ofiarą zamachu car Aleksander II; na Prusach Żydzi byli emancypowani i  atakowani za to przez Żydów rosyjskich; Żydzi pod panowaniem Turcji (bezdyskryminacyjnie uciskającej wszystkie narodowości) byli już w Palestynie i  nie musieli do niej wracać. 

Koncepcja, iż wszelkie wojny, niezależnie od ich epoki i  celów, powinny mieć za zadanie ustanowienie państwa żydowskiego w  Palestynie, była w  czasach Lincolna nowością, rozśmieszającą prezydenta (dzisiaj, jak wykazały dwie wojny światowe, jest ona ogólnie przyjęta i  praktykowna). 

Lincoln w  tym czasie miał do czynienia z  najbardziej okrutną wojną w  dziejach Zachodu. Z  właściwą sobie pomysłowością i  umiejętnością postępowania z  natrętami, pozbył się Proroka dobrodusznym dowcipem: ‘Mój chiropata jest Żydem i  tak często stawia mnie na nogi, że chętnie uczyniłbym to samo dla jego ziomków’. Potem jednak, przypominając Monkowi o  toczącej się wojnie, poprosił Proroka, aby zaczekał do jej końca: ‘wtedy będziemy mogli zająć się wizjami przyszłości i  marzeniami’ (dobry temat dla towarzystw dyskusyjnych: było to sformułowanie przypadkowe, czy też rozmyślne? Lincoln na pewno wiedział, jaki los gotuje Stary Testament ‘fałszywym prorokom i  sny śniącym’). 

Gdy Monk wrócił do Londynu, Ruskin sfinansował jego wyprawę do Palestyny. Przybywszy tam w  1864 roku, Monk został deportowany jako niepożądany gość. Nie mając pieniędzy, zaciągnął się jako majtek na żaglowiec płynący do Bostonu. Statek zatonął, tak że ostatni etap podróży przez Atlantyk przepłynął o  własnych siłach. Dotarł do brzegu zakrwawiony i  prawie nagi, gdzie jakiś farmer, ujrzawszy w  półciemności zarośniętego stwora podobnego do niedzwiedzia, strzelił do niego. Ostatecznie dotarł do domu, utraciwszy pamięć i  zmysły. Gdy po paru latach doszedł do siebie, powróciła mu dawna obsesja. Uznał, że nie nadszedł jeszcze ‘dzień sądu’ i  że nasza planeta ciągle podąża swoim kursem. Przemyślał swoje dawne proroctwa i  doszedł do przekonania, że pomylił się głosząc idee wspólnego żydowsko-chrześcijańskiego państwa światowego w  Jerzolimie. W  proroctwie ujrzał teraz wolę Boga nakazującą zwrócenie Palestyny samym Żydom, a  potem dopiero ustanowienie światowej organizacji, zdolnej podporządkować swojemu prawu wszystkie inne narody

Tak więc u  schyłku życia Monk dotarł do jądra politycznego planu światowej dominacji, zawartego w  Starym Testamencie, coć ciągle wydawało mu się, że ma do czynienia z  proroczym objawieniem. Nie zachowały się żadne dowody, wskazujące na jego powiązania z  wtajemniczonymi illuminatami wielkiego planu. Jedynym udokumentowanym śladem żydowskich pieniędzy, jakie mu oferowano, była jałmużna w  postaci pięciu funtów, ‘na osobiste potrzeby’. Obracał się zawsze w  towarzystwie i  na koszt otumanionych gojów ‘liberałów’. 

Nie pamiętano już o  nim w  Dolinie Ottawy, gdy w  1870 roku, w  związku z  wielkim pożarem lasu, który uznał on za znak nieba, odżyły jego nadzieje na nadejście ‘dnia sądu’. W  jakiś sposób w  1872 roku udało mu się dotrzeć do Hunta i  Ruskina w  Londynie, którzy uważali go za zmarłego. Ruskin w  tym czasie zabiegal o  względy pani Rose La Touche, tak że nie przywiązywał wagi do katastrofalnych ostrzeżeń i  odpisał Prorokowi: ‘Doceniam wagę rzeczy, o  których piszesz, lecz nie mogę uwierzyć w  twoje zrozumienie zamiarów boskich, gdy tak mało rozumiesz człowieka […] Wydaje mi się, że jesteś obłąkany, bo ile wiem, ja sam jestem obłąkany’ (niestety, te ostatnie slowa były prorocze). 

Podobne upomnienia nie były dla Proroka nowością. Jego krewni i  przyjaciele stale zaklinali go, aby raczej rozejrzał się bliżej, jeśli czuje powołanie do ulepszania ludzkości: mógł się zająć losem Indian kanadyjskich, czy nawet samych Kanadyjczyków. Dla człowieka dzierżącego klucz do objawienia bożego podobne rady brzmiały bluźnierczo. Pod wpływem pamfletów wpadł w  końcu na pomysł założenia ‘Funduszu Odrodzenia Palestyny’. Ideę tą pożyczył od Ruskina, który pierwotnie chciał ją wykorzystać w  swoim własnym kraju; opodatkować zamożniejszych obywateli jedną dziesiątą ich dochodu z  przeznaczeniem na zagospodarowanie ugorów w  Anglii. Monk uznał że ta dziesięcina powinna służyć większym celom – ‘powrotowi’! 

W tym czasie (1875 rok) Ruskin ponownie był załamany nerwowo, najpierw przez śmierć Rozy La Touche, a  następnie przez zapowiadającą się odległą wojnę brytyjsko-rosyjską. Najwidoczniej Prorok miał mimo wszystko rację: nadchodził ‘dzień opałów’. Ruskin podpisał się pod manifestem Monka, deklarując dziesiątą część dochodów na fundusz Proroka, przeznaczony na wykup Palestyny od Sułtana. Angielskie ugory mogły poczekać. Po udanej transakcji, miał się zebrać kongres narodów dla ustanowienia federalnego rządu światowego w  Jerozolimie. 

Postawiony na nogi, Prorok uzyskał dalszą pomoc od Laurence Oliphanta, wiktoriańskiego lwa salonowego, którego spotkał przypadkiem wędrując cygańskim sposobem po Ameryce. Oliphant był typem całkiem odmiennym – śmiałego, cynicznego awanturnika i  poszukiwacza przygód. Choć spodobał mu się pomysł wykupienia Palestyny, nie wiązał z  nim większych iluzji. Pisał do Monka: ‘Łatwo zebrać pieniądze, bazując na wierze ludzi iż pomagają wypełnić proroctwo i  nadejście końca świata. Nie wiem, dlaczego z  takim zapałem dążą do tego drugiego celu, tym niemniej finansowo ułatwia to zadanie.’ Jak widać, Oliphant nie starał sie ukryć lekceważącego stosunku do przesłania Proroka.a) 

W 1880 roku Holman Hunt, znów mający kłopoty ze zdrowiem, tak się przejął drobnymi potyczkami w  Egipcie i  Południowej Afryce, że przekonany był o  nadchodzącej zagładzie. Wspólnie z  Monkiem wydali manifest, antycypujący w  treści syjonistyczny rząd światowy obecnego stulecia. Opatrzony tytułem ‘Zniesienie wojen narodowych’, wzywał on ludzkość do poświęcenia dziesiątej części dochodów dla sprawy ‘Królestwa Bożego’ w  postaci rządu światowego mającego siedzibę w  Palestynie, o  nazwie ‘Narody Zjednoczone’. Pieniądze miały być nadsyłane na ręce Monka, z  przeznaczeniem na wykup Palestyny. 

Na tym sprawa się skończyła. Dobiegający kresu życia Ruskim szorstko odmówił dalszego udziału w  tej fantazji. Oliphant również odłączył się od imprezy. Z  ‘Banku Izraelskiego’ nic nie wyszło. Samuel Butler pokazał Prorokowi drzwi. Nawet Holman Hunt w  końcu zaapelował do niego, aby zaprzestał swych kazań ‘o Bogu w  niebie, który będzie sądził ludzi i  ziemię’ i  skończył z  udawaniem roli Boga. Podobnie reagowali Żydzi – jeden z  nich powiedział mu: ‘Ziemia naszych przodków umarła i  leży pogrzebana w  Palestynie […] próby wskrzeszenia narodu z  dzisiejszych wielojęzycznych rzesz żydowskich muszą się skończyć niepowodzeniem.’ 

Lecz na Monka nie było sposobu. W  1884 roku ten wychowanek szkoły Bluecoat wrócił po raz ostatni do Ottawy, gdzie do śmierci nagabywał, obrzucał ulotkami i  nękał posłów kanadyjskiej Izby Gmin; na jej posiedzeniach, w  przerwach między sesjami, w  jej ogrodach nad brzegiem rzeki Ottawy. Słuchano go wtedy z  pobłażliwym rozbawieniem – sześćdziesiąt lat później kanadyjscy ministrowie w  Ottawie i  Nowym Jorku mieli powtarzać te same zasady, uznane przez Monka za filary wyższej polityki, lecz żaden poseł nie wysuwał objekcji. 

Życie Monka było żałosne, nie okupione zrodzeniem prawdziwej wiary, czy posłannictwa. Opis jego ukazany na tle ubiegłego wieku, służy tu jako ilustracja fałszu i  niedorzeczności wielkich zamierzeń, podejmowanych przez wykolejonych osobników. W  tej scenerii przykład Monka i  jego przyjaciół deklamujących ze sceny, uwidacznia chimerę całej idei syjonizmu, prowadzącego do despotycznego rządu światowego. Sprawa ta przedstawia się jako komeda z  życia zbójców – jako farsa, nie tyle nieudana, co przede wszystkim niepoważna. Trudno brać poważnie jej hasła, nie liczące się z  konsekwencjami; a  jeśli nawet je zakładające, to zmierzające w  sposób widoczny do katastrofy. Dla swej epoki, w  której panowała wolność słowa i  przeważała rzetelna opinia, ludzie ci byli napuszonymi pawiami, po których pozostało jedynie nikłe echo rozbrzmiewające błazeńskim chichotem w  zakamarkach historii. 

A jednak, w  obecnym stuleciu cały ten butny plan w  niezmienionej postaci przeniknął w  życie narodów jako poważne i  naglące przedsięwzięcie, ważniejsze niż ich własne interesy. Co więcej, otoczono go nimbem świętości i  obwarowano niepisanym prawem dogmatu, broniącego przed zarazą publicznej dyskusji. Za jego palisadą zachodni politycy reżyserują umoralniające przedstawienie, sklecone z  frazesów Proroka. Z  jakiegoś punktu w  zaświatach, w  których znaleźli się wiktoriańscy obrońcy uciśnionych, spoglądają teraz na ziemię John Ruskin i  Holman Hunt, widząc groby wielu zmarłych i  żyjące groby prawie miliona uchodźców, będących owocem dokonanego planu. 

Gdyby Monk dożył naszych czasów, byłby kandydantem do najwyższych funkcji politycznych, gdyż poświęcenie dla sprawy stało się jedynym kryterium dostępu do ziemskich stanowisk. Spędził życie idąc za popędem nieumiarkowanej próżności i  akurat w  roku jego śmierci (1896), wiodąca go fantazja stała się polityczną i  praktyczną rzeczywistością, dominującą obecnie nasze czasy. Podczas gdy spędzał swe tułacze życie między Ottawą, Waszyngtonem, Londynem i  Jerozolimą, inni ludzie budowali w  Rosji zręby prawdziwej potęgi Syjonizmu. W  1896 roku stał się on normą życia narodów, wybuchając coraz gwałtowniejszymi i  niszczycielskimi detonacjami. Obecnie nawet dziennikarskie skryby powszechnie uważają go za siłę, mogącą rozpętać trzecią wojnę światową. 

Rozdział 24. Nadejście syjonizmu ->


a) Oliphant uczynił tu ciekawe spostrzeżenie. Jedna z  interpretacji licznych proroctw odnosi się do końca świata, jaki ma nastąpić po powrocie Żydów do Palestyny. Tym samym ci, którzy pomagają tej migracji, ustalają moment zagłady naszej planety przez Jehowę. Ta sama zagadka, jaką poruszył Oliphant, zaciekawiła polityka francuskiego na konferencji pokojowej w  1919 roku. Zapytał on Balfoura, dlaczego mu tak pilno do ‘powrotu’ Żydów do Palestyny, jeśli zgodnie z  proroctwem miał on się wiązać z  końcem świata. Balfour marzycielsko odpowiedział: ‘Właśnie dlatego jest on tak interesujący.’

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:03.

*********************************************************************************************************************

Rozdział 24. Nadejście syjonizmu

W drugiej połowie ubiegłego wieku, gdy komunizm i  syjonizm rozpoczęły równoległy atak na Zachód, Europa była zespołem silnych i  z ufnością patrzących w  przyszłość państw, zdolnych przezwyciężyć następstwa wewnętrznych zaburzeń i  wojen. Rewolucyjne wybuchy 1848 roku zostały uśmierzone bez większego wysiłku. Ani Austro-Węgry w  1866 roku, ani Francja w  1871 roku nie wyszły zbytnio osłabione z  klęski zadanej im przez Prusy. Jak od setek lat bywało ze pobitymi krajami, powróciły one do normalnego życia i  normalnych stosunków z  wczorajszym zwycięzcą i  znów panował niezmącony spokój. Narody bałkańskie, wyłaniające się po pięciu stuleciach spod jarzma tureckiego, w  poczuciu wolności narodowej zdążały ku lepszej przyszłości. Na wschodnich krańcach Europy, Rosja pod sztandarem chrześcijaństwa zdawała się włączać w  proces postępu narodowego i  indywidualnego. 

Był to jednak obraz pozorny; widoczne na nim jabłko toczone było przez dwa robaki i  skutki tego oglądamy dzisiaj. Osiemnaście wieków chrześcijaństwa, którego wzloty i  upadki przyniosły człowiekowi więcej dobrego niż jakikolwiek inny okres historii, zbliżały się do końca lub do interludium. Dotąd nie wiemy jak się ten problem rozwiąże, choć optymiści wierzą, że kiedyś one powrócą. Jednak jeden z  tych, od którego należałoby się spodziewać ufności w  przyszłość, wybitny człowiek swojej epoki, sięgnął okiem w  nasze stulecie i  ujrzał w  nim koniec, nie rokujący nadziei na wyjście z  Ciemnego Wieku. 

Był nim Henry Edward Manning, były pastor anglikański, który zwróciwszy się ku Rzymowi, otrzymał kapelusz kardynalski i  arcybiskupstwo Westminsteru. Miał szansę zostać papieżem, lecz odmówił przyjęcia nominacji, jaką mu proponowało kolegium kardynalskie. Wcześniej Edmund Burke, John Adams i  Aleksander Hamilton przejrzeli światowe cele rewolucji i  przepowiedzieli jej coraz dalej sięgające erupcje. Pół wieku później, Disraeli, Bakunin i  inni dowodzili uzurpacji kierownictwa rewolucji przez Żydów i  ostrzegali przed nimi. Manning nie tylko podjął te ostrzeżenia, lecz przewidział także nadejście syjonizmu i  rolę, jaką miał on spełniać w  dwutorowym procesie. 

O rewolucji tak mówił: ‘Tajne towarzystwa na całym świecie, których istnienie ludzie wyśmiewają i  zaprzeczają w  poczuciu własnej nieomylności; te same stowarzyszenia narzucają świadomość swego istnienia i  realności tym, którzy do końca życia nie będą w  stanie w  nie uwierzyć.’ (1861 rok). Wierzył w  ostateczny sukces planu Weishaupta i  uważał czasy, w  których żył, za ‘wstęp do okresu anty-chrześcijańskiego i  ostatecznego zdetronizowania chrześcijaństwa i  powrotu do społeczeństwa bez Boga.’ Dzisiaj anty-chrześcijańska rewolucja sprawuje doczesną władzę nad połową Europy; krzyż chrześcijański został usunięty z  flag wszystkich mocarstw europejskich z  wyjątkiem Wielkiej Brytanii, oraz z  większości pomniejszych państw Europy. Jeśli dodamy, że potencjalnym rządem światowym jest ‘społeczeństwo bez Boga’, te słowa sprzed dziewięćdziesięciu lat można uznać za trafną prognozę, w  części spełnioną. 

Wyprzedzając innych wizjonerów, ukazał także rolę, jaką miał pełnić syjonizm w  tym procesie: ‘Humaniści, racjonaliści, panteiści i  tym podobni, którzy utracili wiarę we Wcielenie, mogą łatwo paść ofiarą oszustwa ze strony wpływowego i  popularnego polityka, który przywróci Żydom ich państwo […] w  sferze polityki światowej taka kombinacja nie wydaje się niemożliwa.’ 

Na koniec oświadczył, iż spodziewa się osobistego nadejścia Antychrysta w  postaci Żyda. (Tutaj z  gruntu spekulacji politycznych, w  których przyszłość potwierdziła jego erudycję, przeniósł się na interpretację proroctwa, nawiązując do przesłania Drugiego Listu Św. Pawła do Tesaloniczan (1,3-11), mówiącego o  nadejściu godziny: ‘Jak głosi Pismo Święte, ten, którego zapowiada proroctwo, musi się pojawić’.) 

Tak więc, podczas gdy Europa postępowała powolnym krokiem ku polepszeniu przyszłości bezpieczną ścieżką, wytyczoną przez osiemnaście przeszłych stuleci, w  opanowanym przez Talmud zakątku Rosji syjonizm połączył swe losy z  komunizmem – drugą z  dwóch sił, jakie miały przerwać proces postępu. Komunizm miał być środkiem podburzenia mas – ‘wielkim ruchem powszechnym’, przewidzianym przez Disraelego, które jako narzędzie ‘tajnych stowarzyszeń’ miały wspólnie z  nimi pracować nad upadkiem Europy. Zadaniem syjonizmu było skorumpować władze od góry. Żadna z  tych sił nie mogłaby postąpić kroku bez drugiej, gdyż nieskorumpowana władza potrafiłaby dać odprawę rewolucji, podobnie jak w  1848 roku. 

Zasadniczo syjonizm byl odpowiedzią talmudzkiego ośrodka w  Rosji na emancypację Żydów Zachodu. Ostrzegał ich, że muszą zachować separację i  nie mieszać się z  resztą ludzkości. 

Nigdy od czasów Babilonu sekta rządząca nie odważyła się grać tą kartą. Nigdy też nie waży się grać nią ponownie, jeśli obecna rozgrywka zakończy się fiaskiem. Dlatego też talmudziści zwlekali z  wykorzystaniem jej aż do czasu, gdy poczuli się poważnie zagrożeni postępującą emancypacją, oznaczającą utratę ich władzy nad Żydami. Co prawda, zawsze denuncjowali jako ‘fałszywych Mesjaszy’ tych, którzy głosili nadejście dnia spełnienia. Gdyby Sabbatai Zewi, czy nawet Cromwell lub Napoleon potrafili odzyskać dla nich Palestynę, mogli by uznać jednego z  nich za Mesjasza. Tym razem jednak sami przyjęli rolę Mesjasza, a  tego rodzaju śmiałe posunięcia nie nadają się do powtórzenia. Historycznie więc, zbliżamy się prawdopodobnie do końca destruktywnego planu, którego żadną miarą nie da się wykonać. Tym niemniej, wszystko wskazuje, że obecne i  być może przyszłe pokolenia drogo zapłacą za umożliwienie im tej próby. 

Książka dra  Chaima Weizmanna jest najlepszym pojedynczym źródłem informacji co do bliźniaczych korzeni komunizmu i  syjonizmu i  ich wspólnego celu. Był on świadkiem narodzin syjonizmu, stał się jego wędrującym apostołem; przez czterdzieści lat był pieszczochem zachodnich dworów, gabinetów prezydenckich i  mnisterialnych; został pierwszym prezydentem państwa syjonistycznego. Całą jego historię opisał z  zadziwiającą szczerością. Ukazał, jak przed wiekiem w  tych odległych komunach talmudzkich powstał plan, którego konsekwencje miały objąć wszystkie narody Zachodu, włączając Amerykanów i  Brytyjczyków, Niemców i  Francuzów, Włochów, Polaków, Skandynawów, Bałtów, ludy bałkańskie i  wiele innych. Siły życiowe i  bogactwo Zachodu miały być wprzęgnięte w  promocję tych dwóch dopełniających się celów. 

W realizacji tych celów brały udział miliony żywych i  umarłych w  dwóch wojnach światowych. Obecne pokolenia oddziedziczyły spadek przyszłych wstrząsów, do jakich musi on nieuchronnie prowadzić. W  nieszczęściach tych udział Żydów jest współmierny do ich liczebności. Relacja dra  Weizmanna pozwala dzisiejszemu badaczowi ujrzeć początki tego zjawiska; niniejsza praca doszła teraz do czasów obecnych, których bieżące wydarzenia biorą początek w  opisanej przeszłości. 

Jak wyjaśnia Weizmann, Żydzi rosyjscy dzielili się na trzy ugrupowania. Pierwsze z  nich obejmowało Żydów, pragnących ‘pokoju w  mieście’, którzy chcieli po prostu żyć spokojnie jak normalni obywatele rosyjscy, podobnie jak większość ich rodaków na Zachodzie, będących lojalnymi obywatelami Niemiec, Francji, etc. Ostatecznym celem tej grupy, wywodzącej się z  Żydów, którzy wyrwali się z   getta przez swój talent, pilość i  obawę przed władzą Talmudu, była emancypacja. 

Zbywszy tą grupę określeniem ‘mała’, niereprezentatywna’ i  ‘odstępcza’, dr  Wiezmann nie poświęca jej więcej uwagi. Wyrokiem Talmudu ‘zniknęła z  powierzchni ziemi’, bądz została ekskomunikowana. Idąc jego śladem, musimy więc zająć się dwoma pozostałymi grupami. 

Pozostała część masy żydowskiej w  Rosji (żyjącej w   gettach pod władzą Talmudu) dzieliła się na dwie grupy, przecięte pionową linią separującą domy i  rodziny, nie wyłączając rodziny samego Weizmanna. Obie grupy miały charakter rewolucyjny, łączący się we wspólnym celu zniszczenia Rosji. Dzielił ich jedynie stosunek do syjonizmu. Grupa ‘rewolucyjnych komunistów’ twierdziła, iż pełną ‘emancypację’ osiągnąć można jedynie przez światową rewolucję, znoszącą państwa narodowe. Grupa ‘rewolucjonistów syjonistycznych’, zgadzając się na konieczność rewolucji światowej dla osiągnięcia celów, głosiła, iż pełną ‘emacypację’ może jedynie zapewnić utworzenie narodu żydowskiego we własnym państwie żydowskim. 

Z tych dwóch ugrupowań, oczywiście syjonistyczne było bliższe ortodoksji Talmudu i  jego ‘Prawa’, uważającego ‘zniszczenie’ jedynie za środek dla osiągnięcia dominacji. Naturalnie, tym dominującym miał być naród predestynowany do zajęcia miejsca w  Jerozolimie. Temat ten był przedmiotem zaciekłych dysput dzielących rodziny. Komuniści utrzymywali, że syjonizm osłabi siły rewolucji głoszące negację ‘rasy i  wiary’; syjoniści z  kolei argumentowali, iż celem rewolucji musi być odrodzenie narodu wybranego, opartego na dogmacie rasy. Osobiście ci dyskutanci podzielonych rodzin mogli wierzyć w  słuszność swych argumentów, lecz niewiele mieli do powiedzenia w  tej sprawie. 

Żadna z  tych grup nie była w  stanie przeważyć woli rabinatu, sprawującego niekwestionowaną władzę nad komunami. Wystarczyło mu orzeknąć, że komunizm jest ‘przekroczeniem’, a  syjonizm ‘przestrzeganiem praw i  ustaw’, aby getta stały się syjonistyczne, nie pozostawiąc śladu po komuniźmie. 

Spoglądając ponad głowami podzielonych mas w  przyszłość, rządząca sekta musiała zdawać sobie sprawę, że obydwie grupy były niezbędne dla osiągnięcia zamierzonego celu. Motyw ten ukazał Disraeli, cytowany uprzednio w  tej książce. Historia rewolucji od połowy ubiegłego stulecia wykazuje, że jest ona wpólnym produktem komunizmu i  syjonizmu, kierowanych z  tego samego miejsca i  działających w  tym samym celu. 

Dr Weizmann ilustruje obrazowo ten widoczny rozdzwięk między konspirującymi członkami podzielonych rodzin żydowskich, nie dostrzegającymi ostatecznego celu wyższej strategii, lecz zapalczywie argumentujących za ‘rewolucyjnym komunizmem’ lub ‘rewolucyjnym syjonizmem’. Przytacza komentarz swojej matki, matrony żydowskiej, która z  ukontentowaniem stwierdziła, że w  razie zwycięstwa idei syna komunisty czeka ją szczęśliwa przyszłość w  Rosji, a  gdyby okazała się słuszną sprawa syna syjonisty, będzie równie szczęśliwa w  Palestynie. W  ostatecznym rezultacie, idee obu synów zwyciężyły: spędziwszy kilka lat w  bolszewickiej Rosji, jego matka pojechała do syjonistycznej Palestyny, aby tam zakończyć życie. Wyrosłe obok siebie konspiracje zatryumfowały w  tym samym roku 1917. 

W chwili gdy komunizm był już zorganizowaną, choć jeszcze zakonspirowaną tajną partią w   gettach, syjonizm zaczął dopiero przybierać formy organizacyjne w  formie tajnego ruchu Chibath Zion (Miłość do Syjonu). Założony został w  Pińsku, gdzie dr  Weizmann chodził do szkoły. Stąd też, jeszcze jako chłopca, ścieżka przeznacznia zawiodła go do rewolucyjnego syjonistycznego skrzydła konspiracji anty-rosyjskiej. Był jeszcze dzieckiem, gdy w  1881 roku wydarzyło się coś, co zagroziło zniszczniem całej legendy o  ‘prześladowaniach’ w  Rosji, na której oparta była talmudzka propaganda na użytek Zachodu. 

W 1861 roku car Aleksander II, słynny Wyzwoliciel, uwłaszczył 23 000 000 chłopów pańszczyźnianych. Moment ten otworzył drogę do wolności i  pomyślności w  stylu zachodnim dla obywateli rosyjskich wszystkich narodowości (Rosja składała się z  160 narodów, z  których Żydzi stanowili około 4 procent). Podczas następnych dwudziestu lat po zniesieniu pańszczyzny, Żydzi pod kierownictwem Talmudu zaczęli stawiać ‘zawzięty opór przeciw wszelkim próbom postępu’ (dr Kastein). W  marcu 1881 roku car Aleksander uczynił następny krok w  kierunku postępu, oglaszając konstytucję parlamentarną. Komentarz dra  Kasteina mówi sam za siebie: ‘Nic dziwnego, że w  konspiracji prowadzącej do zamordowania Aleksandra II znalazła się Żydówka’. 

To pierwsze wydarzenie z  serii podobnych incydentów było pierwszym poważnym sukcesem rewolucjonistów w  zahamowaniu procesu emancypacji. Przywróciło ono idealne warunki, o  których tak pisał w  rok po uwłaszczeniu Mojżesz Hess (jeden z  pierwszych syjonistów): ‘My Żydzi na zawsze pozostaniemy obcymi wśród narodów; mogą one z  uczuć humanitarnych i  sprawiedliwości dać nam prawa, lecz nie będą nas respektować tak długo, jak pozwolimy zepchnąć na drugi plan nasze wielkie dziedzictwo i  przyjmiemy zasadę ‘Gdzie mi dobrze, tam jest mój kraj’. 

W tym czasie inny herold syjonizmu, Leon Pinsker opublikował swoją książkę “Auto-Emancypacja”. Jej tytuł był ostrzeżeniem (dla wtajemniczonych), wyrażającym myśl: ’Nie przyjmiemy żadnej emancypacji narzuconej przez innych; wyemancypujemy się sami i  nadamy »emancypacji« własną interpretację.’ W  książce twierdził, że: ‘między człowiekiem zwanym Żydem, a  wszystkimi innymi istnieje niezmienny i  nieunikniony konflikt’, i  opisywał uniwersalną metodę zmierzającą do osiągnięcia tej ‘samo-emancypacji’ i  ‘wskrzeszenia narodu żydowskiego’: do walki o  te cele, jak pisał, ‘niezbędny jest duch, zdolny do wywarcia nieodpartej presji na obecną politykę międzynarodową’. 

Te słowa, napisane w  1882 roku, są dla niniejszej historii najbardziej znamienne. Świadczą one o  niesamowitym darze wyczucia przyszłości w  warunkach podobnych, dajmy na to, do sytuacji dzisiejszego polskiego czy ukraińskiego patrioty-wygnańca, mówiącego o  ‘wywieraniu nieodpartej presji na obecną politykę międzynarodową’. Emigrant polityczny jest żałosnym osobnikiem żyjącym odroczoną nadzieją, bywalcem Kawiarni Uchodźców, wdzięcznym byle jakiemu sekretarzowi wiceministra za poświęcenie mu pół godziny czasu. Pinsker był skromnym emigrantem żydowskim w  Berlinie, mało znanym poza kręgami rewolucjonistów, gdy pisał te słowa, które mogłyby się wydawać fanfaronadą, gdyby wydarzenia nastęnych siedemdziesięciu lat nie potwierdziły, że doskonale wiedział, o  czym mówi. Wiedział, w jaki sposób syjonizm może zwyciężyć. Jak widać, na długo przed odgadnięciem jej natury przez świat zewnętrzny, konspiracja cieszyła się potężnym poparciem za granicami Rosji, a  temu niepozornemu Pinskerowi znane były przyszłe metody przekształcenia świata. 

Tak kształtowały się sprawy dwu-torowej konspiracji w  Rosji w  czasie, gdy dr  Weizmann wchodził w  wiek męski i  w robotę konspiracyjną. Często tu używane słowo ‘konspiracja’ nie jest wymysłem autora: dr  Weizmann otwarcie się nim posługuje. Do Rosji czuł taką odrazę, że wyemigrował (bez przeszkód) do Niemiec. Widok empacypowanych Żydów napełnił go do tego stopnia obrzydzeniem, że tęsknił do getta Rosji i  wracał tam na każde wakacje, aby przy okazji, jak pisze, ‘kontynuować pracę konspiratorskią. W  międzyczasie, studiując na różnych uniwersytetach Zachodu, prowadził nieprzerwaną ‘otwartą walkę’ o  de-emancypację Żydów europejskich. Ci przeczuwali niebezpieczeństwo i  z obawą i  wrogością patrzyli na tych Ostjuden. 

I tak w  Niemczech Gabriel Rieser odpowiadał rewolucyjnym syjonistom: ‘My nie jesteśmy imigrantami – urodziliśmy się tutaj i  dlatego nie rościmy sobie pretensji do innego domu gdziekolwiek indziej; albo jesteśmy Niemcami, albo bezdomnymi’. Podobnego zdania byli rabini Zreformowanego Judaizmu: ‘W naszych modlitwach podtrzymujemy ideę Mesjasza, lecz musimy wyrzucić z  nich wołania o  powrót do ziemi ojców i  o wskrzeszenie państwa żydowskiego’. 

Żydzi ci usiłowali pogodzić wiarę z  uroczystym zobowiązaniem Sanhedrynu. Pogodzili się z  ludzkością i  nieprawdopodobnym wydawało się, aby talmudzistom mogło powieść się cofnięcie ich do czasów niewoli Nehemiasza. Dr  Kastein ze zgrozą zanotował, że pod koniec XIX wieku ‘co piąty Żyd żenił się z  gojką’, a  co gorsze, w  czasie wojny ‘na wszystkich frontach Żyd stawał przeciw Żydowi; ta tragedia […] będzie się powtarzać […] tak długo, jak długo Żydzi będą zmuszeni do wypełniania obowiązku obywatelskiego w  krajach adopcji.’ 

Nad Żydami Zachodu zawisł cień nowej niewoli talmudzkiej; rychlejszej, niż sami mogli się spodziewać. W  Rosji od dziesiątek lat starszyzna czyniła przygotowania, które pod koniec stulecia dojrzały do ‘wywarcia nieodpartej presji na obecną politykę międzynarodową’. Najbardziej zdolnym specjalistą od wywierania presji był wędrujący premier syjonizmu, młody Chaim Weizmann, który w  ostatnich latach życia Monka przemierzał europejskie miasta i  uniwersytety od Darmsztadu do Berlina i  Genewy, podkładając wszędzie bombę zegarową i  przygotowując teren do zadania, jakie oczekiwalo go w  XX wieku. 

Z końcem stulecia proces ten uległ nagłemu przyspieszeniu, podobnie jak wprawiona w  szybkie obroty długo budowana maszyna. Jej pulsujące tętno od razu dało się odczuć wśród mas żydowskich, choć wibracji tej nie zauważyło mniej wyczulone ucho gojów. Sukcesor Mojżesza Hessa, rosyjski Żyd Aszer Ginsburg (Ahad Ha’am) głosił, iż Żydzi nie tylko stanowią naród, ale muszą także posiadać państwo w  Palestynie. Był to jeszcze jeden z  wielu głosów, dochodzących z  odległej Rosji. Jednakże słabością Żydów Zachodu było niedocenianie potęgi i  siły zwartej zorganizowanej masy wschodnich gett, a  przynajmniej brak wyobraźni pozwalającej im przewidzieć ich wpływ na Europę. 

Sygnał ostrzegawczy, jaki otrzymali, zbiegł się ze śmiercią Proroka Monka w  1896 roku, w  postaci opublikowanej przez Teodora Herzla pracy “Państwo Żydowskie”. Kot znalazł się w  gołębniku, a  wkrótce gołębie miały się znaleźć w  brzuchu kota. Nastąpił w  ich szeregach rozłam, jako że Herzl nie był jednym z  Żydów wschodnich – nie był Żydem rosyjskim. Był jednym z  nich, a  przynajmniej za takiego go uważali. Choć wydawał się wzorem emancypowanego Żyda zachodniego, stanął po stronie syjonistów. Przez masy żydowskie przebiegł ostrzegawczy wstrząs. Chrześcijaństwo, które miało niemniej powodów do obaw, pozostało przez następne sześćdziesiąt lat w  stanie błogiej nieświadomości. 

Rozdział 25. Światowa organizacja syjonistyczna ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:04.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 25. Światowa organizacja syjonistyczna

Jeśli sam przypadek potrafi wyłonić takie postacie, jak Karol Marks, czy dr  Teodor Herzl, w  momentach gdy niszczycielskie konsekwencje czynów przerastają znaczenie ich autorów, należałoby uznać, że w  ubiegłym stuleciu los sprzymierzył się z  konspiracją wymierzoną przeciw Zachodowi. Bardziej prawdopodobnym byłoby przypuszczenie, że biegiem wydarzeń kierowały wyższe siły, które wysunęły, lub wykorzystały Herzla w  tej roli. Takie założenie sugerowałaby krótkotrwałość jego meteorycznej kariery, lekceważące usunięcie go po wykonianiu zadania i  jego nieszczęśliwy koniec. 

Ci, którzy znają Wiedeń naszych czasów i  jego atmosferę, potrafią zrozumieć Herzla i  jego wpływ. Obraz upadającej monarchii i  dekadentnej szlachty; raptownie i  szybko wznoszącej się do góry warstwy żydowskiej musiał wywrzeć wielkie wrażenie na masach żydowskich. Teraz już nie Neue Freie Presse, lecz sam dr  Herzl uświadamiał ich w  sprawach świata i  dyktował politykom, co mają robić. W  rozgadanych kawiarniach uniżeni Oberści spieszyli się z  obsługą ‘Herr Doktora’! Wszystko to było nowe i  ekscytujące. Różni Herzle i  de Blowitze tych czasów napawali się poczuciem własnej ważności, a  gdy dr  Herzl pojawił się jako samozwańczy herold syjonizmu, zachodnich Żydzów opanował strach i  poczucie niepewności. Jeśli dr  Herzl może tym tonem przemawiać do Wielkich Mocarstw, nie wykluczone że to on ma rację, a  nie napoleoński Sanhedryn! 

Czyżby prawdą było, że decyzje polityczne zapadają w  biurze dra  Herzla, a  nie na Ballhauzplatz? Gdyby autorem “Państwa Żydowskiego” i  inicjatorem Światowej Organizacji Żydowskiej był Żyd z  Rosji, zostałby zignorowany przez Żydów Zachodu, obawiających się konspiracji przychodzącej ze Wschodu, a  przynajmniej podejrzewających jej skutki. Lecz jeśli emancypowany Żyd zachodni, dr  Herzl, głosi powrót do separacji, sprawa musi być poważna. 

Herzl utrzymywał, że sprawa Dreyfusa otworzyła mu oczy na rzeczywistość ‘antysemityzmu’. Określenie to było wtedy świeżej daty, choć dr  Kastein próbuje dowieść, że od niepamiętnych czasów oznaczało ono pewien stan umysłu: ‘istniał on od czasu, gdy Judaizm zetknął się z  innymi ludami w  kontaktach wykraczających poza sąsiedzką wrogość’. (Według tej definicji opór w  wojnie jest ‘antysemityzmem’, choć w  tych antycznych wojnach plemiennych, ‘sąsiadami’ byli właśnie Semici. Sformułowanie ‘kontakty wykraczające poza sąsiedzką wrogość’ jest prawdziwym przykładem syjonistycznego pilpulizmu.) 

Tak czy inaczej, Herzl stwierdził, że ‘syjonistą uczynił go proces Dreyfusa’, co brzmi równie pusto, co późniejsze niezgodne z  prawdą słowa Lloyd Georga: ‘Aceton nawrócił mnie na syjonizm’.*) Dla Żydów proces Dreyfusa był dowodem na korzyść emancypacji, zapewniającej niezależność i  objektywność sądownictwa. Nigdy w  historii żaden podsądny nie miał tak głośnej obrony i  nie otrzymał tak całkowitego zadośćuczynienia. Dzisiaj całe narody na wschód od Berlina pozbawione są praw obywatelskich, a  Zachód, który podżyrował ich niewolę, pozostaje obojętny na ich los, nie troszcząc się, że mogą być więzieni czy zabijani bez aktu oskarżenia i  procesu sądowego. Nie przeszkadza to, że na Zachodzie sprawa Dreyfusa, będąca w  istocie klasycznym przykładem sprawiedliwości, ciągle podnoszona jest przez propagandzistów jako straszliwy przypadek niesprawiedliwości. Jeśli osąd syjonizmu miałby zawisnąć od oceny sprawy Dreyfusa, nie pozostałoby po nim ślad w  historii. 

Tym niemniej, dr  Herzl domagał się ‘odddania nam w  suwerenną władzę części globu, wystarczająco dużą, aby zaspokoić słuszne żądania narodu’ (nie precyzując terrytorium, ani nie upierając się przy Palestynie). Po raz pierwszy idea wskrzeszenia państwa żydowskiego stała się przedmiotem ożywionych dyskusji wśród zachodnich Żydów.a) Londyński Jewish Chronicle określił książkę jako ‘jedno z  najbardziej zaskakujących oświadczeń, jakie dotąd wysunięto’. Tak zachęcony, Herzl złożył wizytę w  Londynie, ówczesnym centrum potęgi, aby tam propagować swoją ideę. Po odbyciu szeregu owocnych meetingów w  londyńskim East End, postanowił zwołać Kongres Żydowski dla jej poparcia. 

I tak w  marcu 1897 roku rozesłano zaproszenia do Żydów ‘z całego świata’ do przysłania delegatów na anty-sanhedryński ‘Kongres Syjonistyczny’ w  Monachium, mający się odbyć w  sierpniu. Zachodni Żydzi byli w  opozycji. Protestowali rabini niemieccy; potem Żydzi w  Monachium, tak że ostatecznie zdecydowano przenieść kongres do Bazylei w  Szwajcarii. W  Ameryce Reformowani Żydzi oświadczyli dwa lata wcześniej, iż nie oczekują ‘powrotu do Palestyny […] ani wskrzeszenia praw odnoszących się do państwa żydowskiego’ (Trudno dzisiaj uwierzyć, że gdy w 1899 roku rabin Stefan Wise zaproponował Żydowskiemu Stowarzyszeniu Wydawców w  Ameryce opublikowanie książki o  syjoniźmie, jego sekretarz odpowiedział: ‘Towarzystwo nie może sobie pozwolić na ryzyko wydania książki o  syjoniźmie’). 

Na otwarcie kongresu Herzla przyjechało 197 delegatów, przeważnie z  Europy Wschodniej. Zgromadzenie to powołało ‘Światową Organizację Syjonistyczną’, która ogłosiła istnienie narodu żydowskiego i  postawiła sobie za cel utworzenie ‘za aprobatą publiczną, prawnie usankcjonowanej ojczyzny’, po czym Herzl oświadczył, iż ‘Państwo Żydowskie istnieje’. Co prawda, kongres w  Bazylei reprezentowała garstka Żydów, roszcząca sobie pretensje do przemawiania w  imieniu wszystkich Żydów, podczas gdy wiele organizacji na Zachodzie odrzuciło ich pretensje. 

Tym niemniej, niezależnie od okoliczności w  jakich powstała, propozycja ta znalazła się na agendzie spraw międzynarodowych. W  rzeczywistości, kongres był Sanhedrynem zwołanym w  celu unieważnienia postanowień wcześniejszego o  osiemdziesiąt lat Sanhedrynu napoleońskiego. Tamten Sanhedryn wyrzekł się idei odrębnej narodowości i  ambicji utworzenia państwa żydowskiego; obecny proklamował odrębną narodowość i  ambicje państwotwórcze. Patrząc z  perspektywy pięćdziesięciu lat, rabin Elmer Berger zauważył: ‘Był to klin nacjonalizmu żydowskiego, rozdzielający Żydów od reszty ludzkości. Stworzona została permanentna forma ghetta, która miała zamknąć życie Żydów w  krajach wolych od emancypacji, tak aby zahamować naturalny proces asymilacji i  integracji’. 

Jak się teraz okazało, Sanherdyn Napoleona miał podstawową wadę, której on sam być może nie był świadomy. Reprezentował on jedynie Żydów Zachodu. Trudno od Napoleona wymagać, aby mógł przewidzieć potęgę zwartej masy Żydów rosyjskich, kierowanych przez Talmudystów. Nie dostrzegł przecież tego zjawiska również dr  Herzl, który powinien być lepiej poinformowany! Odkrył to dopiero na pierwszym Kongresie Syjonistycznym, który sam zwołał, będąc pewnym masowego poparcia: ‘raptem […] oczom naszym ukazało się żydowstwo rosyjskie, którego siły nigdy nie podejrzewaliśmy. Siedemdziesięciu naszych delegatów przyjechało z  Rosji, a  oczywistym było, że reprezentują oni poglądy i  sentymenty pięciu milionów Żydów mieszkających w  tym kraju. Cóż za upokorzenie dla nas, którzy wierzyliśmy w  naszą przewagę!’ 

Dr Herzl znalazł się w  obliczu nowych panów i  konspiracji, która za jego przyczyną wtargnęła na Zachód. Wypowiedziawszy wojnę emancypacji, podobnie jak wielu jego następców nie zdawał sobie sprawę z  sił, jakie rozpętuje. Wkrótce też, jak trębacz po odegraniu fanfary, został usunięty w  cień, a  sprawę przejęli prawdziwi ‘kierownicy’. 

Wykuł on broń, którą mieli się posłużyć w  ataku na Zachód. Stwierdza to jasno prawdziwy kierownik, dr  Wiezmann: ‘Wytrwałej pracy dra  Herzla dla sprawy syjonizmu zawdzięczamy utworzenie centralnej władzy parlamentarnej syjonizmu […] Po raz pierwszy w  wygnańczej historii żydowstwa potężne rządy oficjalnie prowadzą rokowania z  wybranymi przedstawicielami narodu żydowskiego. Nastąpiło wskrzeszenie tożsamości i  prawnej osobowości ludu żydowskiego.’ 

Prawdopodbnie dr  Weizmann śmiał się pod nosem, mówiąc o  ‘parlamentarności’ i  ‘wyborach’. Jego środkowe zdanie zawiera znamienną wymowę. Żydzi w  Bazylei, opuszczeni przez większość Żydów zachodnich, mogli się spodziewać poparcia dla swej deklararacji jedynie w  najbardziej nieprawdopodobnym wypadku uzyskania uznania ze strony Wielkich Mocarstw. Tego rodzaju niewyobrażalny wypadek zdarzył się kilka lat później, gdy rząd brytyjski oferował dr  Herzlowi Ugandę. Do tego wydarzenia nawiązuje dr  Wizmann. Z  tym momentem wszystkie Wielkie Mocarstwa Zachodu uznały faktycznie rosyjskichTalmudystów za przedstawicieli ogółu Żydów i  w tym momencie syjonistyczna rewolucja wtargnęła na Zachód. 

Tak zakończył się wiek emancypacji, rozpoczęty promienną perspektywą wspólnej sprawy. Prawdą i  rzeczywistością stały się przewidujące słowa Houstona Stewarta Chamberlaina, napisane jeszcze przed kongresem w  Bazylei. Nawiązując do sto lat wcześniejszej wypowiedzi Gottfrieda von Herdera ‘Mniej rozwinięte kraje Europy są potulnymi niewolnikami żydowskiej lichwy’, Chamberlain dodał, iż w  ciągu XIX wieku ‘‘Zaszła wielka zmiana […] dzisiaj Herder mógłby to samo rzec o  większości naszego świata cywilizowanego […] Bezpośredni wpływ Judaizmu na wiek XIX staje się coraz bardziej palącym problemem dnia. Mamy do czynienia z  kwestią decydującą nie tylko o  teraźniejszości, lecz o  przyszłości świata’. 

Wraz z  powstaniem Światowej Organizacji Żydowskiej, której rządy Zachodu miały się faktycznie poddać jako władzy nadrzędnej, palący problem stał się czynnikiem kształtowania wydarzeń. Fakt, że istotnie zaważył na ‘przyszłości świata’, stał się widocznym w  1956 roku, w  którym ninejsza książka została zakończona. Od początku tego roku przywódcy polityczni niedobitków wielkich mocarstw zachodnich – Wielkiej Brytanii i  Ameryki, z  żałosnym zdumieniem poczęli postrzegać, że następna wojna światowa może lada chwila rozpętać się w  miejscu, gdzie utworzyli ‘Państwo Żydowskie’, i  przemierzali tam i  z powrotem ocean, aby wypracować sposób jej zapobieżenia. 

Rozdział 26. Herezja dr  Herzla ->


*) W Anglii dr  Weizmann wynalazł nową metodę produkcji acetonu dla potrzeb wojennych. (przyp. tłumacza) 

a) W tym czasie nie dotarła ona jeszcze do świadomości mas gojów. W  1841 roku angielski konsul w  Smyrnie, płk Churchill wystąpił z  propozycją utworzenia państwa żydowskiego w  Palestynie, lecz nie wywołała ona żadnego oddźwięku.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:05.

*****************************************NOWE ROZDZIAŁY OD 26 – 31

Rozdział 26. Herezja dra  Herzla

Przez sześć lat od 1897 do 1903 roku, dr  Herzl z  wiedeńskiej Neue Freie Presse był światową figurą całkiem nowego rodzaju. Był twórcą Syjonizmu jako zorganizowanej siły politycznej (i miał paść jego ofiarą, podobnie jak niektórzy jego następcy). Wprowadził ją w  wir spraw światowych na podobieństwo chińskiego fajerwerku. Naprawdę jednak był nie znaczącą postacią; produktem kawiarni, Sachertorte i  Kaffe mit Schlagsahne. Rola jego podobna była do ‘ustosunkowanego’ człowieka, którego kierownik biura reklamy odrzuca po pomyślnym zakończeniu kmpanii. Nie był nigdy prawdziwym przywódcą, a  fakt ten uświadomił sobie z  szokiem podczas pierwszego kongresu w  1897 roku, gdy ‘raptem […] oczom naszym ukazało się żydowstwo rosyjskie, ktorego siły nigdy nie podejrzewaliśmy’. Umarł w  1904 roku, przygnieciony świadomością ciężaru zadania.

Jak kiedyś napisał: w  Bazylei w  1897 roku ‘założyłem państwo żydowskie […] pobudziłem lud do tęsknot o  państwowości i  podsycałem jego emocje poczuciem posiadania zgromadzenia narodowego’. Sześć następnych lat pokazało praktycznie, co Leon Pinsker miał na myśli, mówiąc w 1882 roku o  ‘wywieraniu nieodpartego nacisku na obecną politykę międzynarodową’.

Herzl, wiedeński dziennikarz urodzony w  Budapeszcie, zaczął tryumfalny objazd wielkich stolic, niczym akrobata szybujący z  trapezu na trapez, poprzez haut monde. Jako rzecznika ogółu Żydów przyjmowali go cesarze, potentaci i  politycy. Uderzający musiał być kontrast między mentalnością jego, a  podopiecznych, skoro pierwszy jego adjutant Max Nordau mógł rzec po jego śmierci: ‘Nasi ludzie mieli Herzla, ale Herzl nigdy nie miał ludzi’. Między nim, a  masami jego zwolenników stał talmudyczny rabinat Wschodu, patrzący szyderczo na fałszywego Mesjasza.

Świat, w  jakim się poruszał, wydawał się solidny i  osadzony na pewnych fundamentach. Wdowa Windsoru i  Stary Gentleman z  Schoenbrunn cieszyli się miłością swego ludu; Młodzieniec w  Berlinie dorastał i  dojrzewał; Car był ciągle ojczulkiem ludu; prawa człowieka były wszędzie szanowane; warunki robotników przemysłowych stopniowo poprawiały się. Tym niemniej, nad władcami i  politykami ciążyła świadomość niebezpieczeństwa zagrażającego temu postępowi ku lepszej przyszłości; że może on być przerwany i  zniweczony przez rewolucję światową. Bowiem w  tym czasie tajne stowarzyszenie Weishaupta poprzez ‘siatkę tajnych związków’, jak je nazwał Disraeli, przerodziło się w  partie komunistyczne, obejmujące swym zasięgiem wszystkie kraje.

Tą powszechną obawę wykorzystał Herzl dla propagowania swoich własnych celów – utworzenia państwa żydowskiego. W  imieniu Żydów oferował spokój za cenę spełnienia swoich celów, lub rewolucję w  razie odmowy. Jak stąd wynika, musiał oczywiście wiedzieć o  żydowskim charakterze rewolucji, o  którym kilkadziesiąt lat wcześniej mówili Disraeli i  Bakunin. Wiarę w  skuteczność swej metody wyraził w  słynnym sformułowaniu: ‘Upadając, stajemy się rewolucyjnym proletariatem; wznosząc się, polegamy na potędze naszych finansów’.

W tym duchu oświadczył Wielkiemu Księciu Badenii, że uśmierzy rewolucyjną propagandę w  Europie w  stopniu odpowiadającym poparciu władz dla swojej idei. Następnie przyjęty został przez Kaisera przy bramie Jerozolimy, który na koniu i  w hełmie, obiecał przedłożyć Sułtanowi projekt utworzenia niezależnej kompanii syjonistycznej w  Palestynie pod protekcją Niemiec. Nie doczekawszy się spełnienia obietnicy, Herzl zagroził Kaiserowi rewolucją: ‘Jeśli nasz projekt upadnie, mamy setki tysięcy zwolenników, gotowych na pierwszy znak przystąpić do partii rewolucyjnych’.

Potem został przyjęty w  Rosji przez samego cara, z  którym rozmawiał w  podobnym duchu. W  tym czasie odbywał się Trzeci Światowy Kongres Syjonistyczny, na którym powzięto decyzję zobowiązującą każdego członka Żyda do uznania suwerenności mitycznego jeszcze państwa żydowskiego. Przygnębiony rabin Elmer Berger skomentował ten fakt stwierdzeniem, że oznacza to ‘powrót do Żydów rzeczywistości ghetta i  zbiorowego życia w  jeszcze większym stopniu niż kiedykolwiek poprzednio’.

Następnie Herzl miał spotkanie z  innym potentatem, Sułtanem Turcji. Podróże te nie przyniosły konkretnych wyników, lecz oczekiwał go wielki sukces w  Anglii, na którą przeniósł teraz swoje wysiłki. Najwidoczniej także i  tutaj miał łatwy dostęp go najwyższych czynników, gdyż w  tym kraju powzięta została jednak z  najbardzie doniosłych decyzji historycznych. Konsekwencje tych tajnych negocjacji zaciążyły na przyszłym pokoleniu brytyjczyków, na ich dzieciach i  wnukach.

Kto umożliwił Wiedeńczykowi Herzlowi dotarcie do najwyższych potentatów krajów; kto sprawił, że zmuszeni byli oni wysłuchiwać jego władczych, szantażujących żądań? Oczywiście ‘królewskie bramy’, jak je sam nazywał, nie otwierały się przed nim jedynie dlatego, że zebrał w  Bazylei 197 ludzi, którzy powzięli rezolucję. Inne, bardziej potężne od niego osoby musiały pośredniczyć w  odsunięciu armii portierów, odźwiernych, lokajów, sekretarzy i  szambelanów, broniących natrętom dostępu do swoich panów.

W tym miejscu wątek naszej opowieści wkracza w  dziedzinę najbardziej zazdrośnie strzeżonej tajemnicy. Źródła i  cele rewolucji światowej, oraz przejęcie jej kierownictwa przez Żydów, widoczne są z  masy nagromadzonych dokumentów; istnienie opisanej przez Disraelego ‘sieci’, oplątywującej glob ziemski, jest powszechnie znane; jasna jest natura ‘rewolucji proletariackiej’. Lecz istnieje także druga siatka na wyższym szczeblu, składająca się ze wpływowych ludzi, zdolnych do użycia ‘potęgi pieniądza’ dla ‘wywierania nieodpartej presji na obecną politykę międzynarodową’ poprzez władców i  polityków. Ta właśnie sieć, pracująca we wszystkich krajach dla osiągnięcia wspólnego celu, umożliwiła Herzlowi dotarcie do najwyższych czynników.

Istnienie tej potężnej siły, działającej na najwyższych szczeblach spraw międzynarodowych znane jest każdemu uważnemu obserwatorowi. Propaganda syjonistyczna usiłuje wmawiać, iż żydowska opozycja wobec syjonizmu wychodziła z  kręgów ‘żydowskiej oligarchii’, ‘żydowskich magnatów’ i  ‘bogatych Żydów’ (podobne sformułowania przewijają się nieprzerwanie w  książce Weizmanna). W  rzeczywistości przedział w  łonie Judaizmu przebiegał pionowo, dzieląc biednych i  bogatych. Choć większość zachodnich Żydów była w  ostrej opozycji do syjonizmu, mniejszość obejmowała również bogatych i  wybitnych Żydów. Jedynie ci ostatni byli w  stanie umożliwić widmu syjonizmu w  osobie Herzla akrobatyczny skok1) do salonów dworskich i  mnisterialnych, w  których tak się on zadomowił, jakby mu się to od urodzenia należało. Ci, którzy mu w  tym pomogli, musieli być powiązani ze zwartą, zorganizowaną grupą syjonistyczną i  z talmudzkimi komunami Rosji.

Dr Kastein powiada, iż ‘egzekutywa’ 197 członków powołana w  Bazylei ‘była pierwszym ucieleśnieniem prawdziwejmiędzynarodówki żydowskiej’. Czyli, mówiąc inaczej, była ona czymś już istniejącym, co przybrało widoczną formę. ‘Międzynarodówka Żydowska’ już istniała i  była na tyle potężna, aby wszędzie zapewnić Herzlowi dostęp do królów, książąt i  ministrów.

Badacz zagadnienia musi mozolnie wiązać ważniejsze jego fragmenty, aby dojrzeć tą międzynarodową spójną ‘siatkę’ osób na najwyższym szczeblu, działających w  czasach Herzla (obecnie o  jej istnieniu i  zorkiestrowanej działalności świadczy obfita literatura, jak wykażemy w  następnych rozdziałach). Na przykład, dr  Weizmann relacjonuje, jak na jego uwagę, że sir Francis Montefiore (wybitny Żyg angielski) jest ‘głupcem’, Herzl odparł: ‘on otwiera przede mną bramy królewskie’. Dalej, jeden z  baronów Hirschów był głównym mecenasem finaansowym Herzla i  jego bankierem. Hrabia Karol Lonyay, powołując się na tajne archiwa dworu cesarskiego w  Wiedniu, twierdzi, iż następca tronu Austrii, Rudolf, pragnący zabezpieczyć swą przyjaciółkę przed swą samobójczą śmiercia w  Meyrling, pożyczył od bankiera Hirscha 100,000 guldenów wzamian za przysługę, jaką oddał mu w  grudniu poznając go z  księciem Walii (późniejszym królem Edwardem VII).

Temu pośrednictwu zawdzięczał baron Hirsch swoje zażyłe stosunki z  księciem Walii i  funkcję bankiera i  doradcy finansowego przyszłego króla Anglii. Był on również szwagrem pana Bischoffsheima z  żydowskiej bankierskiej firmy Bischoffsheim i  Goldschmidt w  Londynie, której członkiem był bardzo bogaty Żyd niemieckiego pochodzenia, sir Ernest Cassel. Jak opisuje jego biograf Brian Connel, sir Ernest przejął w  spadku po baronie Hirsch przyjaźń przyszłego króla: ‘podczas gdy Hirsch był zaufanym Edwarda VII, Cassel został jego najbliższym przyjacielem.x) Był on nawet ostatnim z  przyjaciół króla, widzącym go żywego. W  dniu swej śmierci król upierał się, że musi go przyjąć i  specjalnie ubrał się na tą okazję.

Nawiązując do tego epizodu, Conell pisze: ‘Ścisłe międzynarodowe bractwo, którego on’ (tzn. sir Cassel) ‘był, jak się wydaje, czołowym przedstawicielem, składało się z  osób o  podobnym pochodzeniu, które poznał on w  trakcie swych licznych podróży. Zaliczał się do niego Max Warburg, szef wielkiej prywatnej firmy bankowej w  Hamburgu; Edouard Noetzlin, honorowy prezes Banque de Paris et des Payes Bas w  Paryżu; Franz Philippson w  Brukseli; Wertheim i  Gompertz z  Amsterdamu; a  przede wszystkim Jacob Schiff z  firmy Kuhn, Loeb & Company w  Nowym Jorku. Ludzi tych łączyły więzy rasy i  wspólnych interesów. Pajęcza sieć ich porozumienia czuła byłą na najmniejsze drgania. Utrzymywali między sobą niewiarygodnie dokładną sieć wywiadu ekonomicznego, politycznego i  finansowego na najwyższym szczeblu. Potrafili cofnąć komuś poparcie, komuś innemu udzielić dodatkowych pożyczek, przesuwać skrycie w  błyskawicznym tempie olbrzymie sumy pieniędzy z  jednego krańca finansowego imperium na drugi, a  przy tym wpływać na decyzje polityczne wielu krajów’.

‘Więzy rasy i  interesów […] pajęczyna […] sieć […] wywiad na najwyższym szczeblu […] przesuwanie olbrzymich sum pieniędzy […] wpływanie na decyzje polityczne […]’; trudno nie dostrzec w  tym ‘Międzynarodówki Żydowskiej’, o  której pisał dr  Kastein, a  której mechanizm operujący bez barier granicznych stał za działalością dra  Herzla. Nic pomniejszego nie mogłoby wyjaśnić postępowania rządu brytyjskiego. Jeśli wcześniej można było mieć wątpliwości co do skoncentrowanej akcji tych sił, działających ponad i  poza narodem, rozwiały je wydarzenia połowy naszego stulecia. Mając poparcie takich sił, Herzl mógł łatwo wysuwać żądania i  groźby. Ci prominenci, tworzący wtedy międzynarodowy dyrektoriat (określenie nie przesadzone), niekoniecznie musieli wierzyć w  syjonizm, a  nietórzy mogli być prywatnie nawet mu przeciwni. W  przekonaniu autora, nie byli jednak na tyle silni, aby się mu przeciwstawić, czy odmówić poparcia polityce starszyzny żydowskiej.

Tymczasem Herzl podróżował, a  za kulisami efekty jego wędrówek przybierały realny kształt. Niewinnie upajał się swoim nagłym wyniesieniem, spodobało mu się eleganckie towarzystwo, frak i  białe rękawiczki, żyrandole i  przyjęcia. Starszyzna talmudzka w  Rosji, wychowana w  tradycji kaftana i  pejsów, choć korzystała z  usług tego typowego przedstawiciela ‘zachodniej emancypacji’, patrzyła na niego lekceważąco i  gotowała się do usunięcia go.

W 1903 roku Herzla czekało niezwykłe przeżycie, podobne do tego, jakie było udziałem Sabbatai Zewiego w  1666 roku. Pojechał do Rosji, gdzie w  żydowskich osiedlach witał go entuzjastyczny motłoch, upatrując w  nim Mesjasza. Przy okazji usiłował skłonić Rosję do wywarcia presji na Sułtana w  sprawie projektowanej kompanii w  Palestynie. Zrobił pewne wrażenie na rosyjskim ministrze spraw wewnętrznych von Plehve, któremu oświadczył, iż przemawia w  imieniu ‘wszystkich Żydów rosyjskich’.

Jeśli w  to wierzył, wkrótce się rozczarował. Jego postępowanie świadczy, że był albo nierozważny, albo zupełnie nie zdawał sobie sprawy z  otaczającej go rzeczywistości (co zdarza się ludziom tego pokroju). Widocznie, aby dodać wagi swoim argumentom wobec von Plehvego, musiał się uciec do reguły ‘syjonizm albo rewolucja’, zalecając przy tym masom żydowskim w  Rosji ‘powstrzymanie się od działalności rewolucyjnej’, a  z rządem rosyjskim pertraktując o  ‘emancypacji’!

Podpisał tym samym wyrok śmierci na siebie i  istotnie niedługo cieszył się życiem. Dla starszyzny talmudzkiej była to herezja; wkroczenie na zabroniony teren. Pracowała ono przecież usilnie nad powstrzymaniem emancypacji żydowskiej w  Rosji, w  której widziała koniec swojej władzy nad Żydami. W  wypadku porozumienia z  rządem rosyjskim zapanowałby spokój w  Rosji, a  to ozaczałoby kres propagandowej legendy o  ‘prześladowaniu Żydów’ w  Rosji.

Gdy Herzl powrócił, aby przemówić na Szóstym Kongresie Światowej Organizacji Żydowskiej, los postawił go w  obliczu zwartej masy Żydów rosyjskich, którzy tym razem nie tylko go ‘upokorzyli’, lecz wrogo zaatakowali. Świadomy swej porażki, Herzl sądził, że może go uratować wyciągnięcie asa atutowego z  kieszeni. Jego wysiłki w  Londynie i  wspierająca go ‘nieodparta presja’ przyniosły mu obietnicę rządu brytyjskiego, oferującą wiedeńskiemu dr  Herzlowi z  Neue Freie Presse, terytorium w  Afryce – w  Ugandzie!

Jeśli historia zgotowała kiedykolwiek większą niespodziankę, ja przynajmniej o  niej nie słyszałem. Karta atutowa okazała się niewypałem. Za przyjęciem oferty głosowało 295 delegatów, lecz 175 odrzuciło ją. Większość tych 175 ‘Nie’ przyszła od Żydów rosyjskich. W  Rosji masy motłochu żydowskiego witały go jako Mesjasza; natomiast tych 175 wysłanników wschodniego rabinatu pomstowało na niego, gdyż Uganda oznaczała ruinację ich planów. Rzucali się na posadzkę w  tradycyjnym geście żałoby po zmarłych i  po zburzonej świątyni. Jedna z  kobiet nazwała słynnego na cały świat Herzla ‘zdrajcą’ i  po jego wyjściu zerwała z  podium mównicy mapę Ugandy.

Jeśli mamy wierzyć relacjom dra  Herzla, musimy wierzyć w  szczerość jego zapewnień, iż nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego żydowscy emisariusze z  Rosji odrzucili wszystkie inne proponowane terytoria poza Palestyną. Cały swój ruch zbudował on na argumencie zapewnienia ‘spokojnej przystani’ dla prześladownych Żydów’, czyli Żydów rosyjskich – wszędzie indziej Żydzi byli wyemancypowani. Jeśli byłoby to prawdą, każda przystań byłaby równie dobra jak ta, którą dla nich zdobył. Co więcej, dla tych, którzy woleli pozostać w  Rosji, mógłby wynegocjować z  rządem rosyjskim warunki zapewniające im wszystko, co chcieli!

Z punktu widzenia talmudzkiego rabinatu rosyjskiego, sprawa przedstawiała się zupełnie inaczej. On także, zwalczając emancypacjie , budował równocześnie mit ‘rosyjskich prześladowań’, lecz czynił to jedynie w  celu spełnienia starożytnego Prawa, które wymagało przede wszystkim zdobycia Palestyny. Dla talmudzkiego Judaizmu przyjęcie Ugandy oznaczałoby klęskę.

Dr Weizmann opisuje ostateczne upokorzenie dra  Herzla. Po głosowaniu, Herzl poszedł na spotkanie z  Żydami rosyjskimi, którzy pokazali mu plecy i  wyszli z  sali obrad. ‘Wszedł on, zmizerowany i  wyczerpany. Przyjęła go grobowa cisza. Nikt nie powstał na jego powitanie, nikt nie oklaskiwał go po skończeniu przemówienia… Po raz pierwszy chyba Herzl spotkał się z  podobnym przyjęciem – on, idol syjonizmu’.

Było to także ostatnie jego przyjęcie. Rok później Herzl już nie żył, zmarłwszy w  wieku czterdziestu czterech lat. Przyczyny jego śmierci nie są znane. Pisarze żydowscy omijają ten temat. Według Encyklopedii Żydowskiej, przeżycia przyczyniły się do jego śmierci; podobne niejasne, choć znamienne aluzje można wyczytać z  innych źródeł. Na przestrzeni stuleci, wyklętych i  ekskomunikowanych przez rządzącą sektę także spotykała niesławna śmierć. Badacz tego zagadnienia spotyka się z  zagadką, do której wyjaśnienia brak materiałów.

Co ciekawe, prawa ręka i  zaufany Herzla, a  zarazem czołowy orator, miał klarowną wizję obecnych i  przyszłych wydarzeń. Podobnie jak Leon Pinsker, przepowiadający skutki ‘nieodpartej presji na międzynarodową poltykę’, wykazał on swój dar przewidywania przyszłości. Na kongresie, który tak upokorzył Herzla, Max Nordau (prawdziwe nazwisko: Suedfeld) dał temu wyraz:

‘Pozwolę sobie użyć jako porównania szczebli drabiny, prowadzących coraz wyżej: Herzl; kongres syjonistyczny; zaproponowanie Ugandy przez Anglię; przyszła wojna światowa; konferencja pokojowa, na której za pomocą Anglii utworzona zostanie wolna żydowska Palestyna’ (rok 1903). Tak przemawiał wtajemniczony Illuminat, znający potęgę i  cele ‘międzynarodówki’. (Max Nordau sam pomagał zapowiedzianemu przez siebie procesowi, pisząc w  ostatniej dekadzie stulecia takie bestsellery, jak “Degeneracja”, w  których ukazał nieodwracalne zepsucie Zachodu). Jednakże nawet i  Nordau nie doprowadził swego wniosku do ostatecznej konkluzji. Uczynił to inny delegat, dr  Nahum Sokolow w  słowach: ‘pewnego dnia Jerozolima stanie się stolicą światowego pokoju’. Ambicja uczynienia z  niej stolicy świata stała się jasna w  1956 roku, gdy rządy zachodnie bojaźliwie oczekiwały włączenia jej do państwa syjonistycznego. Przyszłość pokaże, czy istotnie stanie się kiedykolwiek stolicą pokoju.

Po śmierci dra  Herzla, atak na propozycję Ugandy podjął dr  Chaim Weizzmann, czołowy przywódca syjonizmu. Na Siódmym Kongresie w  1905 roku, propozycja ta została odrzucona na jego wniosek. Od tej chwili syjonizm stał się instrumentem wschodniego rabinatu talmudycznego.

Sprawa Ugandy i  pogardliwe odrzucenie jej oferty ukazuje obojętność rządzącej sekty na los i  pragnienia mas żydowskich, w  których imieniu miała ona pretensję przemawiać. W  istocie, jeśli dokładnie się rozważy tą sprawę, bardziej stosownym wydawałoby się określenie ‘wrogość’, w  miejsce ‘obojętności’. Widać to wyraźnie w  reakcji na tą ofertę trzech głównych grup żydowskich: Żydów Zachodu; Żydów rosyjskich; oraz Żydów mieszkających w  Palestynie (dotąd nie wspomnianych w  tej głośnej dyspucie).

W tym czasie Żydzi Zachodu byli w  silnej opozycji do Syjonizmu jako takiego, niezależnie od miejsca jego realizacji – czy to w  Ugandzie, Palestynie, czy gdzie indziej. Pragnęli po prostu pozostać w  miejscu, gdzie żyli. Żydzi rosyjscy, jak uznawano, potrzebowali ‘przystani’, oddzielającej ich od rzekomych ‘prześladowań’. Uganda wydawałaby się dla nich ponętną propozycją, o  czym mogło świadczyć ich entuzjastyczne przyjęcie dra  Herzla i  gotowość poddania się jego przywódctwu, gdyby pozwolił na to rabinat. Pozostają więc Żydzi mieszkający już w  Palestynie.

Jak wykazują dowody, ta społeczność oryginalnych Żydów była za wyjazdem do Ugandy. Z  tego powodu zostali oni potępieni jako ‘zdrajcy’ przez zjudeizownych Chazarów rosyjskich, którzy przyjęli ideologię syjonizmu! Organizacja Syjonistyczna tak się o  nich wyraziła w 1945 roku:

‘Ci ludzie przedstawiają hańbiący i  rozpaczliwy widok […] pionierzy i  pierwsi budowniczowie żydowskiej Palestyny, publicznie zaprzeczający i  wyrzekający się swej przeszłości […] Ich zapał do Ugandy wiąże się ze śmiertelną nienawiścią do Palestyny[…] Młodzież wychowana w  szkołach Alliance Izraelite, w  ośrodkach komun pierwszych kolonii żydowskich, odrzuca Palestynę jako »ziemię trupów i  grobów«; jako kraj malarii i  chorób oczu; jako kraj niszczący swych mieszkańców. Nie jest to pogląd odosobniony. W  istocie, jedynie kilka jednostek tu i  ówdzie […] pozostało lojalnych […] Cała Palestyna jest w  stanie fermentu […] Opozycja co do Ugandy wychodzi jedynie z  poza Palestyny. W  samym kraju Syjonu wszyscy są przeciwko syjonizmowi.

Od roku 1903 nieważne stały się pragnienia mas żydowskich i  gojskich. Sprzeciwy czy akceptacje nie miały znaczenia. Ofertabyła faktem dokonanym, a  wraz z  nią, przyszłość Zachodu uwikłała się w  przedsięwzięcie, którego katastrofalne skutki były widoczne. Jak powiada dr  Weizmann, aktem tym rząd brytyjski zobowiązał się do uznania rosyjskich talmudystów za rząd ogólno-żydowski, obarczając tym dziedzictwem przyszłe pokolenia swojego narodu. Dziesięć lat później tą przetartą ścieżką miała podążyć również Ameryka.

Akt z  1903 roku stał się źródłem początku nieszczęść obecnego stulecia. Odtąd historia Syjonu pisana jest rękami polityków zachodnich, którzy pod jego ‘nieopartą presją’ stali się narzędziem potężnej sekty. Rok 1903 był tryumfem konspiracji, a  dla Zachodu miał się okazać równie złowieszczy jak daty 1914 i  1939 roku, poczęte w  jego cieniu.

Rozdział 27. ‘Protokoły’ ->


1) W oryginale sudden, Nijinski-like leap. Chodzi najprawdopodobniej o  Wacława Niżyńskiego, jednego z  najwybitniejszych tancerzy baletowych XX wieku oraz choreografa, Polaka z  pochodzenia (zob. hasło w  Wikipedii)

x) Wnuczka Cassela była ciotką obecnego małżonka królowej Elżbiety, księcia Filipa. (przyp. tłumacza)

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:10.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 27. ‘Protokoły’

Równolegle z  syjonizmem, kształtującym się pod koniec ubiegłego wieku w  gettach wschodnich jako nowy czynnik, mający na początku obecnego wieku wkroczyć do polityki międzynarodowej (oferta Ugandy), na terenach opanowanych przez Talmud przygotowywał się trzeci ‘wybuch’ rewolucji światowej. Obie te siły podążały zsynchronizownym torem (jak widzieliśmy, syjonizm używał w  Europie straszaka komunizmu dla pozyskania poparcia władców europejskich w  swych poza-europejskich ambicjach terytorialnych). Były to dwie sprzegnięte ze sobą turbiny, które wprawione w  ruch wytworzyły jedną siłę, galwanizującą szokami nowe stulecie.

Według Disraelego i  Bakunina, w  połowie stulecia rewolucja światowa przeszła pod kontrolę żydowską, zmieniając jednocześnie swoje cele. Zwolennicy Bakunina, przeciwni wszelkiej formie państwowości, zdolnej przekształcić rewolucyjne państwo w  despotyzm gorszy od poprzedniego, przegrali i  zniknęli z  horyzontu. Odtąd rewolucję światową począł kształtować Manifest Komunistyczny Karola Marksa, zmierzający do ustanowienia super państwa opartego na pracy przymusowej i  ‘konfiskacie wolności’ (jak w  1848 roku pisał de Tacqueville).

Zmiana przywódctwa i  celów zdeterminowała kurs XX wieku. Nie zmieniły się jednak metody wiodące do zniszczenia istniejącego porządku; pozostały one takie same, jak ujawniły dokumenty Weishaupta w  1787 roku. Liczne publikacje XIX wieku wskazują, że pierwotny plan Illuminstów realizowany był przez pokolenia rewolucjonistów różnych maści przy użyciu tych samychmetod.

Ich działalność w  ramach niszczycielskiego planu przybierała różne formy, czasem alegoryczne, lecz zawsze wskazujące na swe źródła w  dokumentach Weishaupta. W  1859 roku Cretineau Joly wystąpił z  atakiem na żydowskie kierownictwo tajnych związków. W  swej książce zamieścił dokumenty włoskiego tajnego stowarzyszenia Haute Vente Romaine, które otrzymał od papieża Grzegorza XVI. Autentyczność tych dokumentów była niekwestionowana. Głową Haute Vente Romaine był włoski książe, wtajemniczony przez jednego z  zaufanych Weishaupta (Knigge). Towarzystwo to było reinkaracją związku Illuminati. Niższe stopnie wtajemniczonych omamiano zapewnieniem, iż ‘cele stowarzyszenia są wzniosłe i  szlachetne, a  dążeniem jego członków jest czystość moralna, umacnianie pobożności, suwerenności i  jedności kraju’. Wyższych wtajemniczonych stopniowo wprowadzano w  rzeczywiste cele stowarzyszenia, zaprzysięgające zniszczenie religii i  legalnych rządów. Na koniec ujawniano im sekretne metody zamachów, użycia trucizny, krzywoprzysięstwa, zawarte w  dokumentach Weishaupta.

W 1862 roku Karol Marks (w którego Manifeście Komunistycznym łatwo rozpoznać cechy Illuminatów) założył Pierwszą Międzynarodówkę, a  Bakunin stworzył swoją Alliance Sociale Democratique (którego progam, jak wykazała Nesta Webster, był esencją Illuminizmu). W  tym samym roku Maurice Loly opublikował książkę atakującą Napoleona III, któremu przypisywał identyczne metody korupcji i  ruinacji systemu społecznego (książka została napisana w  formie alegorycznej). W  1868 roku Niemiec Goedsche powtórzył w  podobnej formie atak na żydowskie kierownictwo rewolucji Podobny temat podjął w  1869 roku katolicki rojalista Goujenot Des Maousseaux. W  tymże roku Bakunin opublikował swoją “Polemikę przeciw Żydom”.

Wszystkie te prace, w  takiej czy innej formie łączy temat zasadniczej idei, ujawnionej po raz pierwszy w  dokumentach Weishaupta, a  mianowicie: zniszczenia wszelkich legalnych rządów, religii i  narodowości, i  wprowadzenia powszechnego despotyzmu, który miał terrorem i  gwałtem sprawować rządy nad zniewolonymi masami. Część z  nich atakuje Żydów jako uzurpacyjnych, czy sukcesyjnych kierowników rewolucji.

Publikacje te kończą cykl literatury o  temacie konspiracyjnym, który dopiero w  1905 roku wznawia książka profesora Sergiusza Nilusa, urzędnika Wydziału Religii Obcych w  Moskwie. Egzemplarz jej znajduje się w  londyńskim British Museum, opatrzony stemplem z  datą 10 sierpnia 1906 roku. Losy autora i  książki, która nigdy nie została przetłumaczona, miały potem wzbudzić wielkie zainteresowanie, lecz wisząca nad nimi atmosfera tajemniczości utrudniała badania. Tylko jeden z  jej rozdziałów został przetłumaczony w  1920 roku na język angielski. Fakt ten zasługuje na uwagę, gdyż dopiero wtedy zerwała się wokół niej gwałtowna wrzawa, choć oryginalna publikacja ukazała się już w  1905 roku.

Ten jedyny przetłumaczony rozdział ukazał się w  Anglli i  Ameryce pt. ‘Protokóły Mędrców Syjonu’. Nie wiem, czy taki był oryginalny tytuł tego rozdziału, czy też pojawił się on dopiero w  tłumaczeniu. Brak jest dowodów, czy istotnie ten dokument stanowi protokół sekretnej konferencji żydowskich ‘Mędrców’. Z  tego punktu widzenia nie przedstawia on żadnej wartości.

Tym niemniej, ma on olbrzymie znaczenie jako potwierdzony wydarzeniami autentyczny dokument konspiracji światowej, ujawnionej po raz pierwszy przez archiwum Weishaupta. Po nich nastąpiły inne dokumenty z  tej samej serii, jak ukazaliśmy wyżej, lecz żaden z  nich nie był podobnego formatu. Były to fragmentaryczne urywki, podczas gdy ten przedstawia pełny obraz konspiracji, jej motywów, metod i  celów. Nie wnosi nic nowego do znanych już fragmentów (oprócz nieudowodnionej rolisamych żydowskich mędrców), lecz pozwala je ujrzeć w  powiązanej całości. Ukazuje dokładny obraz wydarzeń na przestrzeni pięćdziesięciu lat przed czasem swej publikacji, a  także wydarzenia następnych pięćdziesięciu lat, które napewno się sprawdzą, o  ile siły konspiracji nie spotkają się z  oporem.

Dokument ten inspirowny jest wiedzą (szczególnie o  ludzkich słabostkach), mogącą być jedynie rezultatem wielowiekowych doświadczeń i  badań. Odznacza się wyniosłym tonem wyższości, spływającej z  olimpijskiego szczytu sardonicznej wiekowej mądrości i  spoglądającej szyderczo z  góry na kotłujące się masy (‘motłoch’ […] ‘spite zwierzęta’ […] ‘bydło’ […] ‘krwiożercze bestie’), które na próżno usiłują umknąć przed zwierającymi się nad nimi ‘kleszczami’. Tymi ‘kleszczami’ ma być ‘potęga złota’ i  brutalna siła motłochu, podjudzanego do zniszczenia opiekujących się nim pasterzy, a  zarazem – ich samych.

Destruktywna idea przedstawiona jest w  formie teorii naukowej; niemal nauki ścisłej, wyłożonej elokwentnie i  z werwą. W  studiach nad Protokółami ustawicznie przychodziła mi na myśl sentencja Disraelego, którą cytowałem powyżej. Disraeli, bardzo ostrożny w  doborze słów, mówił o  ‘destruktywnej zasadzie’ (nie o  idei, schemacie, pojęciu, planie, spisku, itp). Protokóły zaś podnoszą teorię destrukcji do poziomu ‘fundamentalnej prawdy, podstawowego czy zasadniczego prawa, prawa rządzącego postępowaniem’ (jak różne słowniki definiują pojęcie ‘zasady’). Na pierwszy rzut oka, wiele ustępów Protokołów zdaje się głosić destrukcję jako cnotę samą w  sobie, usprawiedliwiającą wszelkie zalecane metody wiodące do jej spełnienia (jak przekupstwo, szantaż, korupcję, akcje wywrotowe i  podżeganie tłumu, terror i  gwałt), które przez implikację stają się także cnotami.

Jednakże, przyglądając się temu bliżej, widzimy, że tak nie jest. W  rzeczywistości cały bieg dowodzenia jest tu odwrócony: zaczyna się końcowym wnioskiem ‘władzy nad światem’, po czym w  odwróconej kolejności przedstawia środki, zalecane dla jej osiągnięcia. Ostateczny cel, ujawniony po raz pierwszy w  dokumentach Weishaupta, jest identyczny z  celem Protokołów i  najwidoczniej oba wywodzą się z  tego samego źródła, choć w  hierarchii czasu te ostatnie mogłyby być wnukiem Weishaupta. Ostatecznym celem obu ma być zniszczenie wszelkich religii i  narodowości, oraz ustanowienie super państwa, rządzącego światem przy pomocy terroru.

Gdy Protokóły ukazały się w  tłumaczeniu angielskim, błaha w  istocie sprawa ich autorstwa posłużyła Żydom za objekt ataku, aby odwrócić uwagę od ich rzeczywistego znaczenia. Nie było niczym nowym potwierdzenie żydowskiego kierownictwa konspiracji rewolucyjnej; jak czytelnik pamięta, udowodnił to Disraeli, Bakunin i  wielu innych. W  tym szczególnym wypadku, brak było dowodów potwierdzających konferencję żydowskich przywódców konspiracji i  łatwo było zignorować całą sprawę (tak jak uczynili w  1913 roku Jezuici, pomawiani przez podobną publikację o  zawiązanie światowej konspiracji, przypominającą Protokóły i  Weishaupta. Jezuici spokojnie zaprzeczyli zarzutom i  sprawa ucichła).

Odmienna była w  roku 1920 i  później reakcja oficjalnego żydowstwa. Z  furią wzięła na cel całą treść Protokołów; nie tylko zaprzeczyła istnieniu spisku żydowskiego, lecz w  ogóle jakiegokolwiek spisku, co było oczywistą nieprawdą. Fakt konspiracji od dawna został uznany i  potwierdzony przez szereg autorytetów, poczynając od Edmunda Burke, Jerzego Waszyngtona, Aleksandra Hamiltona, a  kończąc na Disrealim, Bakuninie i  wielu innych, cytowanych w  poprzednich rozdziałach. Co więcej, w  chwili pojawienia się wersji angielskiej Protokołów, wydarzenia w  Rosji dały jej przekonywujący dowód. Tak więc, charakter ataku żydowskiego mógł jedynie utwierdzić wątpliwości opinii publicznej – za bardzo protestował.

Atak ten był powtórzeniem wcześniejszych, które uciszyły nawoływania Robisona, Barrela i  Morsego do publicznych dochodzeń i  środków naprawy. Tym razem jednak był to atak ze strony Żydów. Choć tych trzech nigdy nie imputowało kierownictwa żydowskiego, oczernianiano ich wyłącznie dlatego, że zwrócili uwagę publiczną na ciągły charakter konspiracji i  fakt, że rewolucja francuska była jedynie początkiem pierwszego ‘wybuchu’. Atak na Protokóły w  1920 roku był przede wszystkim potwierdzeniem ich argumentów; wykazał istnienie permanentnej organizacji, powołanej do tłumienia publicznej dyskusji nad konspiracją, która przez 120 lat potrafiła doprowadzić to zadanie do perfekcji. Chyba nigdy w  historii nie poświęcono tyle energii i  wydatków dla zatuszowania jednego dokumentu.

Do Anglii dostał się on za pośrednictwem jednego z  dwóch ówczesnych czołowych korspondentów w  Moskwie, Wiktora Marsdena z  gazety Morning Post (znamienną historię drugiego korespondenta poruszymy w  późniejszym rozdziale). Marsden był specjalistą od Rosji i  wiele przeżył pod rządami Terroru. Ostatecznie padł jego ofiarą, umarłszy wkrótce po zakończeniu zadania, które uważał za swój obowiązek – przetłumaczenia egzemplarza Protokołów, znajdującego się w  British Muzeum.

Angielskie wydanie wzbudziło światowe zainteresowanie. Okres ten, poczynający się od 1920 roku, był końcem swobodnej i  bezstronnej dyskusji publicznej nad sprawami żydowskimi. Początkowo debaty były nieskrępowane i  ożywione, lecz w  ciągu kilku następnych lat fala ataków zdołała uczynić z  tej sprawy obrazę majestatu; tak że obecnie mało kto ośmieli się publicznie opublikować jakąkolwiek wzmiankę o  Protokołach, chyba że przylepi jej łatkę ‘fałszerstwa’ lub ‘haniebności’ (potwierdzając tym aktem uległości zawarte w  nich tezy).

Pierwsze reakcje były naturalne. Protokóły przyjęto jako nieodparty dowód istnienia międzynarodowej konspiracji, skierowanej przeciw religii, narodowości, legalnym rządom i  własności. Panowała zgodna opinia, że choć ich żydowskie autorstwo nie zostało udowodnione, poruszany w  nich temat był tak poważny i  do tego stopnia potwierdzony przez przyszłe wydarzenia, że wymagał zbadania. Podobne zalecenia inwestygacji wysuwane były przez wybitne jednostki sto dwadzieścia lat wcześniej. Także i  w tym wypadku, atak był wymierzony przeciw żądaniom zbadania sprawy, a  nie przeciw zarzutom przypisowanym ‘Mędrcom Syjonu’.

Londyński Times z  8 maja 1920 roku w  długim artykule pisał: ‘Pożądanym jest przeprowadzenie bezstronnego dochodzeniaw  sprawie tych domniemanych dokumentów i  ich historii […] Czyż powinniśmy odrzucić całą tą sprawę bez zbadania i  zdać tak ważką książkę na żer spekulacji?’. The Morning Post (najstarszy i  najpoważniejszy dziennik brytyjski) poświęcił tej sprawie dwadziescia trzy artykuły i  także wzywał do jej zbadania.

Na zbadanie sprawy nalegał też lord Sydenham, czołowy autorytet tych czasów, pisząc w  The Spectator z  27 sierpnia 1921 roku: ‘Oczywiście, najważniejszą sprawą jest odkrycie źródła, z  którego Nilus zdobył Protokoły. Nie jest możliwym, aby wszyscy Rosjanie znający Nilusa i  jego prace, zostali wymordowani przez Bolszewików. Jego książka […] nie została przetłumaczona, a  to dałoby jakieś pojęcie o  tym człowieku […] Co najbardziej uderza w  Protokołach? Otóż wiedza szczególnego rodzaju, obejmująca szeroki zakres zagadnień. Jeśłi istnieje klucz do rozwiązania zagadki, należy go szukać w  tej niesamowitej wiedzy, która pozwoliła na wysuwanie proroctw, już dzisiaj dosłownie spełnionych’. W  Ameryce Henry Ford oświadczył, że ‘jak dotąd, Protokóły doskonale odzwierciedliły sytuację światową i  nadal ją tak odzwierciadlają’ i  zainicjował cykl artykułów w  swojej gazecie Dearborn Independent, które rozeszły się w  ilości póltora miliona egzemplarzy.

Dwa lata później właściciel Timesa został oficjalnie uznany za niepoczytalnego (przez anonimowego lekarza w  obcym kraju; o  czym w  dalszym rodziale) i  przemocą odsunięty od kontroli dziennika, po czym the Times opublikował artykuł, kwitujący Protokoły jako plagiat książki Maurice Jolly’ego. Właściciel Morning Post stał się objektem jadowitych ataków i  w końcu sprzedał gazetę, która wkrótce zakończyła żywot. W  1927 roku Henry Ford wystosował do czołowych Żydów amerykańskich publiczne przeprosiny – będąc później w  Stanach Zjednoczonych dowiedziałem się z  wiarygodnych żródeł, że został do tego zmuszony groźbami ze strony handlarzy samochodów w  momencie wypuszczenia na rynek nowego modelu Forda.

Odtąd kampania anty-Protokołowa nigdy nie ustała. Podczas rewolucji w  skomunizowanej Rosji, wszystkie egzemplarze Protokołów zostały zniszczone, a  posiadanie tej książki groziło śmiercią z  paragrafu przeciw ‘antysemityzowi’. Precedens ten miał się powtórzyć dwadzieścia pięć lat później w  okupowanych Niemczech, gdzie po II Wojnie Światowej władze amerykańskie i  brytyjskie zmusiły rząd niemiecki do wydania ustawy przeciw ‘antysemityzmowi’ na wzór bolszewicki. W  1955 roku skonfiskowano zakład monachijskiemu drukarzowi, który odbił reprodukcje Protokołów. W  Anglii, w  wyniku presji władze czasowo zabroniły rozprowadzania świeżo opublikowanej książki, a  w następnych latach atak na nią stał się tak gwałtowny, że oprócz pokątnych firm, żaden wydawca nie ważył się jej dotknąć. W  Szwajcarii w  okresie międzywojennym Żydzi wnieśli przeciw książce pozew do sądu, określając ją jako ‘nieodpowiednią literaturę’. Sprawę wygrali, lecz wyższa instancja uchyliła wyrok.

Sytuacja ta, powstała po roku 1920 i  dotąd istniejąca, przepowiedziana została w  Protokołach z 1905 roku: ‘Z pomocą prasy zdobędziemy władzę i  wpływy, sami pozostając w  cieniu […] w  polityce głównym warunkiem powodzenia jest zachowanie tajemnicy przedsięwzięcia; w  dyplomacji słowa nie muszą się zgadzać z  czynami […] Musimy zmusić rządy […] do podjęcia akcji zgodnej z  naszym dalekosiężnym planem gdy dojrzewa on do realizacji, przedstawiając go jako wyraz opinii publicznej, którą skrycie urobimy za pomocą tzw. ‘Potężnej Siły’ – prasy, która poza nielicznymi wyjątkami jest już wyłącznie w  naszych rękach […] Z  prasą załatwimy się w  następujący sposób: […] okiełzamy ją i  będziemy ją krótko trzymać w  karbach; podobnie uczynimy z  wszystkimi drukarniami – jaki bowiem sens byłby w  powstrzymaniu ataków prasy, gdybyśmy mieli być narażeni na pamflety i  książki? […] Nikt bezkarnie nie będzie śmiał podnieść palca na aureolę nieomylności naszej władzy. Każdą publikację będziemy mogli zatrzymać pod pretekstem, że niesłusznie i  bezpodstawnie podburza umysły ludu […] Tymi metodami rozprawienia się z  prasą zapewnimy sobie zwycięstwo nad przeciwnikami, pozbawionymi środków przekazu, jakie mogliby wykorzystać dla głoszenia swoich poglądów […]’.

Tak przedstawia się historia Protokołów. Ponieważ nie ma podstaw do przypisywania ich ‘Mędrcom’ żydowskim, teorię tą należy odrzucić, co jednak nie umniejsza wagi innych dowodów na żydowskie przywódctwo rewolucji światowej. W  ataku na Protokóły, Żydzi nie próbowali dowodzić swojej niewinności, lecz zastosowali metodę niedopuszczania publikacji pod pretekstem ‘bezpodstawnego i  nieuzasadnionego podburzania umysłów’. Ich argumenty były fałszywe – zarzucały Protokółom plagiat wcześniejszych publikacji tego rodzaju, choć w  rzeczywistości były one dalszym ciągiem literatury konspiracyjnej. Równie dobrze mogły one być produktem nie-żydowskich lub anty-żydowskich rewolucjonistów i  nie ten aspekt sprawy jest tu istotny. Istotnym było udowodnienie istnienia organizacji ujawnionej 120 lat wcześniej przez dokumenty Weishaupta, oraz ciągłości jej metod i  celów. Angielskie wydanie Protokołów miało na to gotowy dowód w  postaci rewolucji rosyjskiej.

Jak uważam, Protokóły powinny stać się podstawowym podręcznikiem dla badaczy epoki i  jej tematów. Jeśli w  1921 roku lorda Sydenhama mogła zaskoczyć ich ‘niesamowita wiedza, na podstawie której wysnuto proroctwa dokładnie spełniające się obecnie’, o  ile bardziej byłby zdumiony w  1956 roku, widząc obecnie ich dosłowną realizację. Dokument ten pozwala każdemu dostrzec przyczyny zaburzeń ostatnich 150 lat i  następnych 50 lat; przewidzieć, dlaczego ‘czyny’ wybranych reprezentantów nie pokrywają się z  ich ‘słowami’.

Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić jedną z  opinii Sydenhama o  spełnionych proroctwach. Na temat kontroli środków przekazu, Protokóły mówią: ’Żadna informacja nie przedostanie się do wiadomości publicznej bez naszej kontroli. Już dzisiaj jest to możliwe o  tyle, że wiadomości napływające z  całego świata koncentrują się w  biurach kilku agencji. Gdy owładniemy tymi agencjami, będą one publikować tylko to, co im podyktujemy’. Sytuacja taka nie istniała w  1905 roku, ani za czasów Sydenhama, ani w  roku 1926, kiedy rozpocząłem karierę dziennikarską. Dzisiaj jest faktem. Strumień ‘informacji’, karmiący umysły ludzkie, napływa za pośrednictwem gazet z  kilku agencji, jak z  baterii kurków wodociągowych. Ręka spoczywająca na tych kranach potrafi kontrolować ‘wiadomości’, o  czym może się przekonać każdy czytelnik, do którego docierają tak ‘przefiltrowane’ informacje. Aby ocenić zmianę form artykułów redakcyjnych opartych na tych komunikatach, wystarczy sięgnąć do publikowanych dwadzieścia pięć lat temu obiektywnych artykułów krytycznych w  Times, Morning Post, Spectator, Dearborn Independent i  tysiąca innych dzienników. Dzisiaj nie mogłyby się one pojawić. Uzależnienie prasy odbyło się w  myśl przepowiedni Protokołów, a  ja miałem okazję obserwować ten proces jako dziennikarz epoki, w  której się on dokonywał.

Porównanie Protokołów z  dokumentami Weishaupta prowadzi do wniosku, że oba pochodzą ze wspólnego, starszego źródła. Nie mogły być wytworem jednostki, czy grupy ludzi, powstałym w  okresie ich publikacji: oczywistym jest, że cechująca je ‘niesamowita wiedza’ musiała wypływać z  doświadczeń całych epok. W  szczególności odnosi się to (zarówno w  papierach Weishaupta jak i  w Protokołach) do znajomości ludzkich słabostek, które zostały wyliczone z  analityczną ścisłością i  których metody użycia opisane są ze wzgardliwą satysfakcją.

Instrumentem zniszczenia chrześcijańskich państw-narodów ma być ‘motłoch’. To pogardliwe określenie mas ludzkich często się tu przewija, choć publicznie nazywa się je bardziej pochlebnie jako ‘lud’. ‘Więcej jest ludzi o  złych instynktach, niż dobrych; stąd też najlepszą metodą rządzenia jest gwałt i  terror […] Siły motłochu są ślepe, bezmyślne i  bezrozumne, bezbronne wobec zewnętrznych bodzców’. Stąd wypływa wniosek, że konieczny jest ‘absolutny despotyzm’ dla rządzenia ‘nieokrzesanym motłochem’, oraz że ‘nasze państwo’ musi stosować ‘terror, zapewniający ślepe posłuszeństwo’. ‘Dosłowne spełnienie’ tych zasad w  komunistycznej Rosji musi być dzisiaj oczywistym dla każdego.

Ten ‘absolutny despotyzm’ w  międzynarodowym super-państwie ma być ukoronowaniem celu. W  międzyczasie, w  procesie burzenia struktur państwowych i  obronnych, niezbędni są lokalni despoci-marionetki: ‘Dzisiaj narody znoszą cierpliwie od dyktatorskich premierów takie nadużycia, za jakie kiedyś ścięli by dwudziestu królów. Jak to wytłumaczyć…? Otóż tym, że ci dyktatorzy poprzez swoich agentów szepczą w  ucho ludu, że te nadużycia godzące w  państwa służą wyższym celom – zapewnieniu dobrobytu ludziom, międzynarodowemu braterstwu, solidarności i  równości. Oczywiście, nie mówią tym narodom, że ich zjednocznie ma się dokonać pod naszą władzą’.

Ten ustęp jest szczególnie interesujący. Określenie ‘dyktatorski premier’ nie było powszechnie zrozumiałe w  1905 roku, kiedy mieszkańcy Zachodu wierzyli jeszcze, że wybrani przez nich przedstawiciele uzależnieni są od ich aprobaty. Stało się jednak faktem podczas Pierwszej i  Drugiej Wojny Światowej, kiedy to prezydent amerykański i  brytyjski premier uzurpowali sobie pozycję ‘dyktatorskich premierów’ i  używali praw wyjątkowych w  imię ‘dobra narodu […] międzynarodowego braterstwa […] równości’. Co więcej, w  obu wojnach ci ‘dyktatorscy premierzy’ istotnie głosili narodowi, że ich ostatecznym celem jest ‘zjednoczenie’ w  ramach rządu światowego o  takiej, czy innej formie. Pytanie, kto ma rządzić tym rządem światowym, nigdy nie doczekało się jednoznacznej odpowiedzi. Jak dotąd, tak wiele przepowiedni Protokołów się spełniło, iż warto zastanowić się nad możliwością, czy projekt ten nie jest istotnie instrumentem konspiracji dla opanowania świata ‘gwałtem i  terrorem’.

Szczególną cechą obu wojen XX stulecia jest rozczarowanie zgotowane narodom pozornie zwycięskim. Stąd też za przejaw ‘niesamowitej wiedzy’ należy uznać zdanie napisane ni później, niż w  1905 roku: ‘Odtąd’ (tj. od rewolucji francuskiej) ‘staleprowadziliśmy narody od jednego złudzenia do drugiego’. I  dalej: ‘Tą metodą wszystkie państwa są w  stanie tortury; pragną spokoju, gotowe są wszystko poświęcić dla pokoju; lecz nie damy im spokoju, póki nie uznają otwarcie naszego międzynarodowego super-rządu i  nie okażą posłuszeństwa’. Te słowa, napisane przed 1905 rokiem dokładnie obrazują bieg wydarzeń XX wieku.

Dalej – dokument powiada: ‘Dla osiągnięcia naszych celów koniecznym jest, aby w  miarę możliwości wojny nie przynosiły nikomu zysków terytorialnych’. Ten zwrot sprzed 1905 roku, w  identycznym brzmieniu stał się w  obu wojnach podstawowym sloganem, czy też zasadą moralną przywódców politycznych Ameryki i  Wielkiej Brytanii. W  tym wypadku można naocznie przekonać się o  różnicy między ‘słowem’ dyplomaty, a  jego ‘czynami’. Głównym wynikiem I  Wojny Światowej było wprowadzenie w  sprawy międzynarodowe nowych sił: rewolucyjnego syjonizmu i  rewolucyjnego komunizmu. Pierwszy otrzymał obiecaną ‘ojczyznę’, a  drugi – realne państwo. Głównym rezultatem II Wojny Światowej było przyznanie dalszych ‘zdobyczy terrytorialnych’ jedynie syjonizmowi i  komunizmowi. Syjonizm zdobył państwo terytorialne, a  komunizm otrzymał pół Europy. Oczywista jest w  tym wypadku ‘niesamowita trafność’ (według słów lorda Sydenhama) przepowiedni Protokołów; ich zwodnicza fraza z  1905 roku stała się codziennym językiem prezydenta amerykańskiego i  brytyjskiego premiera w  latach 1914-18 i  1939-45.

Protokóły wyjaśniają także powód, dla którego jego autorzy uważali ten slogan za tak ważny instrument omamiania ludu. Jeśli odmówi się ‘zdobyczy terytorialnych’ narodom biorącym udział w  wojnie, jedynymi zwycięzcami będą ‘nasze międzynarodoweagentury […] nasze międzynarodowe prawa przekreślą prawa narodów i  będą nimi kierowały w  ten sam sposób, jak prawo państwowe kieruje sprawami swoich podwładnych’. Dla osiągnięcia tego celu niezbędni są ulegli politycy, o  których Protokóły tak się wyrażają: ‘Wybrani przez nas spośród mas administratorzy, odznaczający się zdolnością i  ślepym posłuszeństwem, nie powinni być specjalistami od zarządzania, tak aby w  naszej grze łatwo mogli się stać pionkami w  rękach światłych doradców i  specjalistów, od dziecka wychowanych w  sztuce rządzenia sprawami świata’.

Czytelnik sam może zdecydować, czy obraz ten pasuje do niektórych zachodnich ‘administratorów’ ostatnich pięćdziesięciu lat. Sprawdzianem będzie ich stosunek do syjonizmu, rewolucji światowej i  rządu światowego, na które to aspekty rzucą światło następne rozdziały tej książki. Najważniejszym jednak przejawem ‘niezwykłej trafności’ jest aluzja do ‘doradców’.

Znów spotykamy się tu z  ową ‘niesamowitą wiedzą’ sprzed pięćdziesięciu lat. W  1905 roku nie znana była instytucja nie pochodzących z  wyboru, potężnych ‘doradców’. Co prawda nieliczni wtajemniczeni, jak Disraeli, wiedzieli, że ‘światem rządzą zupełnie inne osobistości, niż wyobrażają sobie ci, którzy nie mają dostępu za kulisy’, lecz dla szerokich mas ustęp ten był całkowicie niezrozumiały.

Tym niemniej, w  czasie I  i  II Wojny Światowej, ów nie-wybrany i  nie-oficjalny , choć potężny ‘doradca’ stał się popularną postacią publiczną. Wydobyty na światło dzienne (na mocy ustaw wyjątkowych), stał się znany i  został biernie akceptowany przez masy. Być może usprawiedliwiona była pogarda Protokołów dla ‘motłochu’, zważywszy na jego posłuszne poddanie się otwarcie sprawowanej władzy zakulisowej. I  tak, w  Stanach Zjednoczonych ‘doradcy do spraw żydowskich’ usadowili się w  Białym Domu i  w kwaterach głównych okupacyjnych armii amerykańskich. Jeden z  finansistów (publicznie zalecający drastyczne metody ‘rządu kierującego sprawami międzynarodowymi’) był doradcą tylu prezydentów, że prasa tytułowała go stale jako ‘Elder Statesman’, a  wizytujący premierzy brytyjscy oblegali go jak udzielnego władcę.

Protokóły przepowiedziały instytucję tych ‘doradców’ w  czasie, gdy nikt jeszcze nie pojmował znaczenia tego słowa, a  pomysł, że mogą się oni pojawić publicznie na szczytach władzy, wydawał się nieprawdopodobym.

Protokóły niejednokrotnie stwierdzały, że pierwszym zadaniem jest zniszczenie istniejącej klasy rządzącej (‘arystokracji’ – określenie to było jeszcze adekwatne w  1905 roku) i  zagarnięcie jej własności przez podjudzenie bezmyślnego, ‘brutalnego’ motłochu. Także i  w tym wypadku późniejsze wydarzenia potwierdzają ‘imponującą trafność’ tej prognozy.

‘W sferze polityki konieczna jest znajomość sposobów, jakimi można zagarnąć własność innych, jeśli akcja ta ma nam zapewnić władzę i  suwernenność […] Wyrazy: »wolność, równość, braterstwo«, głoszone przez agentów ślepych, ściągały do szeregów naszych z  całego świata legiony, które z  zapałem niosły nasze sztandary. A  tymczasem wyrazy te były to czerwie, toczące pomyślność gojów, niszczące wszędzie pokój, spokojność, solidarność, burzące wszelkie podstawy ich państw. Zobaczycie następnie, że to sprowadziło triumf nasz: dało nam między innymi możność zdobycia najważniejszego atutu – zniesienia przywilejów, innymi słowy, samej istoty arystokracji gojów, która była jedyną osłoną narodów i  krajów przeciwko nam. Na gruzach arystokracji rządowej umieściliśmy na czele wszystkiego arystokrację pieniężną z  pośród inteligencji naszej. Jako cenzus dla tej nowej arystokracji nowej ustanowiliśmy bogactwo, zależne od nas, oraz naukę, szerzoną przez mędrców naszych.Możność zmiany przedstawicieli narodu oddała ich do dyspozycji naszej i  niejako naszemu przeznaczeniu […] Staniemy sięniejako oswobodzicielami robotników spod tego jarzma, kiedy zaproponujemy im wstąpienie do szeregów naszej armii, czyli do socjalistów, anarchistów i  komunistów […] Głód wytwarza dla kapitału pewniejsze prawa do robotnika, niż te którymi obdarzyła arystokrację prawna władza monarchiczna. – Przy pomocy nędzy i  wypływającej stąd zawistnej nienawiści, rządzimy tłumem i  dłońmi jego miażdżymy wszystkich, którzy stają na drodze do naszych celów […], lud wierzący ślepo drukowanemu słowu, żywi wskutek nieświadomości swej i  podsuniętych mu błędnych pojęć, nienawiść do wszystkich stanów, które uważa za wyższe, bowiem nie rozumie znaczenia każdego stanu […] Tłumy te z  rozkoszą będą przelewały krew tych, którym w  prostocie ducha zazdroszczą od najmłodszych lat, a  których dobytek będą mogły wówczas grabić. […] Naszych tłumy nie tkną, bowiem chwila napadów będzie nam wiadomą i  będą przedsięwzięte środki zapewniające bezpieczeństwo […] Wyraz »Wolność« wystawia społeczeństwo na walkę przeciwko wszelkiej władzy, nawet Boskiej i  przyrodzonej. Oto przyczyna, dla której przy objęciu władzy będziemy zmuszeni wykreślić wyraz ze słownika, jako określenie zasady siły zwierzęcej zamieniającej tłum w  stado zwierząt krwiożerczych […] Oto przyczyna, dla której musimy podkopać wiarę, wyrwać z  umysłów gojów zasady Bóstwa i  ducha, zmieniwszy wszystko przez wyliczenia arytmetyczne i  potrzeby materialne […]’

‘Przeciwstawiliśmy wzajemne wyrachowania osobiste i  narodowe gojów, nienawiści religijne i  plemienne, hodowane przez nas w  sercach gojów w  ciągu 20 wieków. Dzięki temu wszystkiemu, żadne państwo wyciągające dłoń nie spotka się z  uściskiem życzliwym, bowiem każdy człowiek musi myśleć, że porozumienie się przeciwko nam jest dla niego niekorzystne. Jesteśmy zbyt silni, trzeba się liczyć z  nami. nawet nielicznego przymierza państwa stworzyć nie mogą bez tego, żebyśmy nie brali udziału tajnego […] Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z  różnych stron tyle poglądów sprzecznych i  tak długo, dopóki goje nie zbłądzą w  tym labiryncie i  nie zrozumieją, że najlepiej jest nie mieć żadnych przekonań, co do spraw politycznych, których społeczeństwo nie może być świadome, bowiem świadomy jest ich tylko ten, kto kieruje społeczeństwem. Oto tajemnica pierwsza. Druga, której posiadanie jest niezbędne dla sprawowania z  powodzeniem rządów, polega na tym, by o  tyle rozplenić wady narodowe, przyzwyczajenia, namiętności, warunki współżycia, aby nikt nie mógł zrozumieć tego chaosu oraz żeby ludzie przestali pojmować się wzajemnie. […] Przy pomocy wszystkiego wymienionego o  tyle zmęczymy gojów, że zmusimy ich do zaproponowania nam objęcia władzy międzynarodowej, która dzięki swemu przysposobieniu będzie w  stanie połączyć wszystkie siły państwowe całego świata i  utworzyć »Nad-rząd«. Na miejscu władców współczesnych postawimy straszydło, które będzie nosiło miano Nadrządowej Administracji. Ręce jego będą wyciągnięte we wszystkie strony, jak kleszcze, przy tak kolosalnej organizacji, że nie może ona nie zwyciężyć narodów.’

Ujawnione przez Protokóły wspólne źródło inspiracji syjonizmu i  komunizmu, potwierdzone zostało zbieżnością wyłożonych w  nich dwóch zasadniczych metod, z  odpowiadającymi im metodami dr  Herzla i  Karola Marksa:

Protokóły wielokrotnie podkreślają podjudzanie ‘motłochu’ przeciw klasie rządzącej, jako najskuteczniejszy środek zniszczenia państw i  narodów, oraz osiągnięcia światowej dominacji. Jak ukazaliśmy w  poprzednim rozdziale, dokładnie tą samą metodą posługiwał się dr  Herzl w  celu zdobycia posłuchu u  władców Europy.

Następnie – Karol Marks. Według Protokołów, ‘Arystokracja gojów, jako siła polityczna nie istnieje […] lecz jako posiadaczka terenów szkodliwa jest dla nas z  tego powodu, że może być samodzielną co do źródeł swego utrzymania. Wobec tego za wszelką cenę musimy wyzuć ją z  ziemi […] Jednocześnie należy w  sposób wzmożony popierać handel, przemysł […] Należy żeby przemysł wyssał z  ziemi i  pracę i  kapitały, oraz żeby przez spekulację oddał w  ręce nasze wszystkie pieniądze całego świata […]’.

W swym Manifeście Komunistycznym Karol Marks dokładnie podąża za tą formułą. Co prawda głosi, że komunizm można określić jednym zdaniem, ‘zniesienie własności prywatnej’, ale zaraz potem zmodyfikował tą tezę zastrzeżeniem, że odnosi się ona jedynie do konfiskaty ziemi, a  nie do innych form własności prywatnej. (Oczywiście, w  późniejszej fazie realizacji idei marksistowskiej wszelka własność prywatna miała zostać skonfiskowana, lecz mówię tutaj o  ścisłej zbieżności między strategią Marksa i  Protokołów istniejącej przed jej realizacją).

Szczególnie interesujący jest dzisiaj ustęp, napisany przed rokiem 1905: ‘Obecnie, już niektóre państwa zaczynają protestować przeciwko nam, czynią to tylko pro forma, według uznania naszego i  w myśl poleceń naszych, bowiem antysemityzm jest nam potrzebny dla rządzenia naszymi młodszymi braćmi.’ Znamienną cechą naszej epoki jest sposób, w  jakim zarzut ‘antysemityzmu’ przenoszony jest nieustannie z  jednego kraju na drugi, przy czym inkryminowany kraj staje się automatycznie wrogiem w  następnej wojnie. Ten ustęp powinien pomoć rozważnym czytelnikom w  sceptycznym potraktowaniu częstych dzisiejszych raportów o  nagłych powrotach ‘antysemityzmu’ w  skomunizowanej Rosji, czy w  innych krajach.

Podobieństwo do dokumentów Weishaupta jest szczególnie silne w  ustępach odnoszących się do inflirtacji departamentów rządowych, zawodów i  partii. Na przykład: ‘My jesteśmy źródłem terroru wszechobejmującego. Mamy na usługach ludzi wszelkich poglądów, wszelkich zasad: odnowicieli monarchii, demagogów, socjalistów, komunistów oraz wszelkich utopistów. Wszystkich zaprzęgaliśmy do pracy. Każdy z  nich na swoją rękę toczy jak czerw resztki władzy, usiłuje obalić cały ustalony układ. Wszystkie państwa są przemęczone wskutek tych działań: wzywają do pokoju, gotowe dla niego poświęcić wszystko: lecz my im spokoju nie udzielimy, dopóki jawnie i kornie nie uznają naszego nad-rządu międzynarodowego.’

Aluzje do penetracji uniwersytetów w  szczególności, a  ogólnie edukacji, także pochodzą bezpośrednio od Weishaupta, czy też z  wcześniejszych źródeł, z  jakich on czerpał: ‘unieszkodliwimy […] uniwersytety […] Dyrekcje ich i  profesorowie będą przygotowywani do zawodu swego przy pomocy tajnych szczegółowych programów działania, od których nie będą mogli odstępować bezkarnie. Profesorowie będą mianowani ze szczególną oględnością i  w zupełności zależni od rządu’. Ta tajna penetracja uniwersystów (istniejąca już za czasów Weishaupta, jak wykazują jego dokumenty) okazała się bardzo owocna w  naszym pokoleniu. Typowym przykładem tej metody dą dwaj brytyjscy dyplomaci, którzy po ucieczce do Moskwy oświadczyli korespondentom zagranicznym na konferencji prasowej w  1956 roku, że zostali zwerbowani przez komunistów na uniwersytetach.

Dokumenty Weishaupta wymieniają Wolnomasonerię jako najlepszą ‘przykrywkę’ dla konspiratorów. Protokóły przydzielają tą funkcję ‘Liberałom’: ‘Kiedy wprowadziliśmy do organizmu państwowego truciznę liberalizmu, cała jego kompleksja polityczna uległa zmianie: państwa zapadły na chorobę śmiertelną – zakażenie krwi. Nie pozostaje nic, jak oczekiwać końca ich agonii.’

Liberałowie kilkakrotnie określani są tu epitetem ‘utopijnych marzycieli’, co ma prowdopodobnie swoje źródło w  aluzji Starego Testamentu do ‘sny śniących’, których wraz z  ‘fałszywymi prorokami’ należy wytępić. Stąd też można odgadnąć los czekający Liberalizm, nawet gdyby nie wspominały o  tym Protokóły: ‘Rola utopistów liberalnych będzie ostatecznie ukończona, kiedy władza nasza zyska uznanie’.

Znane w  naszych czasach reżymy typu ‘Wielkiego Brata’, przepowiedziane są w  ustępie: ‘Rząd nasz będzie miał charakterpatriarchalnej opieki ojcowskiej ze strony naszego władcy.’

Także republikanizm ma stanowić ‘przykrywkę’ dla konspiracji. Protokóły zachowują szczególną pogardę dla republikanizmu, w  którym podobnie jak w  liberaliźmie, widzą samo-niszczycielski oręż wykuty z  motłochu: ‘Wówczas stało się możliwe powstanie ery republikańskiej i  wówczas to właśnie zastąpiliśmy władcę przez karykaturę rządu – prezydenta, wziętego z  tłumu, ze środowiska naszych kreatur i  niewolników. To było podstawą miny umieszczonej przez nas pod narodem gojów, a  właściwie pod narodami gojów’.

Następnie anonimowy autor sprzed 1905 roku opisuje rolę, do jakiej zostali zepchnięci prezydenci amerykańscy w  naszym stuleciu. Ustęp ten zaczyna się zadaniem: ‘Wkrótce będzie przez nas wprowadzona odpowiedzialność prezydentów.’ Oznacza ona w  praktyce odpowiedzialność osobistą, a  nie wobec konstytucji; miała to być wcześniej opisana rola prezydenta jako ‘premiera-dyktatora’, którego zadaniem jest obezwładnienia państwa – wstęp do przewidzianej ‘naszej jednolitej władzy’.

Podczas I  i  II Wojny Swiatowej amerykańscy prezydenci istotnie stali się takimi ‘premierami dyktatorami’, uzasadniającymi przejęcie osobistej odpowiedzialności wymogami ‘sytuacji wyjątkowej’ i  koniecznością ‘zwycięstwa’, po osiągnięciu którego władza zostanie zwrócona ‘narodowi’. Starsi czytelnicy pamiętają, jak nieprawdopodobną zdawała się taka sytuacja przed jej urzeczywistnieniem, lecz jak biernie ją przyjęto. Dalszy ciąg cytowango ustępu:

‘Izba deputowanych dostarczy nam zasłony, będzie ochroną i  będzie wybierać prezydentów, ale powinniśmy jej odebrać prawo proponowania nowego lub zmieniania istniejącego prawa – uprawnienia takie zostaną nadane prezydentowi, kukle w  naszych rękach […] Niezależnie od tego nadamy prezydentowi prawo wprowadzania stanu wojennego. Umotywujemy to w  taki sposób, że prezydent jako szef armii całego kraju winien mieć możność rozporządzania nią w  wypadku takiej konieczności […] Zrozumiałe jest, że w  warunkach podobnych, klucz od świątyni będzie pozostawał w  naszym ręku i  nikt prócz nas nie będzie kierował siłą prawodawczą […] Prezydent będzie według naszego uznania komentował treści tych spośród istniejących praw, które dadzą się tłumaczyć w  sposób różnoraki. Będzie również kasował je, jeżeli wskażemy mu, że zachodzi tego potrzeba. Prócz tego prezydentowi będzie przysługiwał przywilej wnoszenia praw tymczasowych, a  nawet wprowadzenia nowych zmian do pracy konstytucyjno-państwowej. Jako motyw w  obydwu przypadkach będą podawane wyższe wymagania dobra państwowego. Stosowanie tych środków da nam możność stopniowego zniszczenia krok za krokiem, wszystkiego co początkowo przy przejęciu przez nas naszych praw musieliśmy wprowadzić do konstytucji państwowych jako środki przejściowe do niespostrzeżonego zniesienia wszystkich konstytucji, kiedy nastanie czas zniesienia rządu przez nasze samowładztwo.

Powyższa prognoza, datująca się sprzed 1905 roku, szczególnie zasługiwałaby na komplement lorda Sydenhama jako ‘niezwykle trafnej’. Podczas dwóch wojen naszego stulecia, amerykańscy prezydenci zachowywowali się dokładnie, jak w  niej opisano. Uzurpowali sobie prawo wypowiadania wojny i  już po II Wojnie Światowej przynajmniej raz z  niego skorzystali (w Korei). Próby ograniczenia tej władzy ze strony Kongresu, czy innych stron, zawsze spotykały się zawziętym oporem.

Wróćmy do Protokołów. Na swej drodze, ‘wiodącej od jednego rozczarowania do drugiego’, narody ‘nie zaznają wytchnienia’. Każdy kraj, ‘który ośmieli się sprzeciwiać naszym planom’, spotka się z  wojną, a  każda działalność zbiorowa odparta będzie ‘przy pomocy wojny powszechnej’. ‘Nie powinniśmy się cofać przed zdradą’ – oto klucz do zrozumienia wściekłych ataków z  lat 1790, 1920 i  czasów dzisiejszych na żądania ‘inkwizytorów’, ‘polujących na czarownice’, ‘McCarthystów’ itp. W  przyszłym super-państwie obowiązkiem każdego członka rodziny będzie denuncjowanie krewnych – dysydentów (według wcześniej wspomnianej reguły Starego Testamentu). Nie długo trzeba będzie czekać na ‘kompletne zniszczenie religii’. Uwagę ludzi zajmie się trywialnymi rozrywkami (‘ludowych pałaców’), aby byli spokojni i  nie zadawali pytań. Oszuka się ich spreparowaną historią (zasada już wprowadzona w  życie w  komunistycznej Rosji) – ‘wykreślimy z  pamięci ludzi wszystkie fakty z  wieków minionych, niepożądane dla nas, pozostawiając tylko te, które uwydatniają wszelkie błędy rządów gojów […] Wszelkie koła mechanizmów państwowych poruszają się dzięki działaniu silnika, pozostającego w  rękach naszych. Silnik ten – to złoto.’

A na końcu – ‘Niezbędne jest doprowadzenie do tego, żeby poza nami, istniały we wszystkich państwach, tylko masy proletariatu, garść oddanych nam milionerów, policjanci i  żołnierze […] Uznanie naszego samowładcy może nastąpić również przez zniesienie konstytucji. Chwila ta nastanie w  państwach i  bankructwami władców zorganizowanymi przez nas zawołają: »Zabierzcie ich, a  dajcie nam jednego władcę wszechświata, który by zjednoczył nas i  zniósł przyczyny waśni, a  mianowicie granice narodowościowe, wyznaniowe, wyrachowania państwowe, które by dały nam spokój i  pokój, niemożliwe do osiągnięcia przy obecnych władzach i  przedstawicielach«.’

W kilku ustępach zastąpiłem słowa ‘goje’ określeniem ‘lud’ i  ‘masy’, ponieważ wyraz ten implikowałby niepotwierdzoną hipotezę zawartą w  tytule książki; a  nie chcę wprowadzać takiego zamieszania. Nie należy doszukiwać się dowodu autorstwa konspiracji w  niepotwierdzonych zarzutach. Autorami jej mogli być Żydzi, nie-Żydzi lub antysemici. Sprawa ta nie jest istotna. W  czasie publikacji, ta praca była scenariuszem dramatu jeszcze nie dokonanego. Dzisiaj rozwija się on przed naszymi oczami od pięćdziesięciu lat, jak na filmie pod tytułem ‘Wiek Dwudziesty’. Jego postacie poruszają się na współczesnej scenie, grają przewidziane role i  są autorami przewidzianych wydarzeń.

Jedyną rzeczą, jaka pozostaje, jest rozwiązanie dramatu – fiasko, lub spełnienie. W  moim przekonaniu, ten imponujący plan nie powinien się powieść. Tym niemniej, istnieje już od 180 lat – być może o  wiele dłużej, a  Protokóły są jeszcze jednym ogniwem wydłużającego się łańcucha dowodów. Konspiracja w  celu zdominowania świata przez utworzenie zniewolonych państw jest faktem, którego nie można powstrzymać, ani usunąć; siłą bezwładności musi się posuwać ku spełnieniu lub ku fiasku. Okres, w  którym nastąpi rozwiązanie, w  obu wypadkach będzie równie katastrofalny dla jego świadków.

Rozdział 28. Aberracja pana Balfoura ->

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2010.08.21 11:47.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 28. Aberracja pana Balfoura

Koniec pierwszej dekady XX wieku przyniósł nasilenie oznak nadchodzącej burzy. W  1903 roku rząd brytyjski zaoferował syjonizmowi Ugandę, a  równocześnie Max Nordau przepowiedział publicznie ‘przyszłą wojnę światową’, w  wyniku której Anglia miała zapewnić syjonistom Palestynę. W  1905 roku Protokoły proroczo zapowiedziały niszczycieską orgię komunizmu. Następnie, w  1906 roku niejaki Artur James Balfour, angielski premier po spotkaniu z  dr Weizmannem w  pokoju hotelowym, opanowany został ideą uczynienia Żydom prezentu z  Palestyny, nie będącej jego własnością.

Tak zdeterminowany został kształt ‘przyszłej wojny światowej’. Pan Balfour, gwardian nadchodzącego stulecia, uchylił jej bramy. Inny człowiek na jego miejscu mógłby ją powstrzymać; wielu jednak uczyniłoby to samo, gdyż w  1906 roku został już doprowadzony do perfekcji wspomniany w  1882 roku przez Leona Pinskera ukryty mechanizm wywierania ‘nieodpartej presjii na obecne sprawy międzynarodowe’. O  tych czasach tak pisze rabin Elmer Berger: ‘grupa Żydów poświęconych sprawie syjonizmu […] zapoczątkowała komiwojażerski styl dyplomacji, wprowadzającej ich do kancelarii i  parlamentów, gdzie sondowali pokrętne i  zawiłe ścieżki polityki międzynarodowej tej części świata, w  której na porządku dziennym były intrygi i  tajne umowy. Żydzi włączyli się w  krąg »praktycznej polityki«.’ Tak rozpoczęła się epoka uległych ‘administratorów’ i  usłużnych ‘premierów-dyktatorów’, realizujących cele wielkiego planu. W  tej sytuacji każdy inny polityk na miejscu Balfoura mógłby postąpić podobnie. Tym niemniej, jego nazwisko związało się z  początkiem niefortunnej drogi.

Biorąc pod uwagę jego środowisko, wychowanie i  styl, posunięcia jego były wprost niezrozumiałe. Żadne dociekania nie są w  stanie wskazać na źródło jego motywów, chyba że było nim ‘liberalne’ zaślepienie dla przedsięwzięcia, którego nie zbadał, jak powinien był z  obowiązku i  rozsądku uczynić. Trudno go nawet podejrzewać o  ugięcie się przed bezwzględnością ‘polityki praktycznej’ (tj. o  poparcie syjonizmu z  wyrachowania, dla korzyści finansowych, czy pozyskania wyborców). On sam i  jego koledzy wywodzili się ze starych rodzin angielskich o  długiej tradycji służby publicznej. Umiejętność kierownia państwem mieli we krwi; tajniki rządu i  spraw międzynarodowych wyczuwali instynktem; byli przedstawicielami najbardziej prosperującej klasy rządzącej w  znanej historii; a  w dodatku byli bogaci.

Czemu więc w  tej jednej kwestii nagle zawiódł ich instynkt, tradycja i  rozsądek – właśnie w  ostatniej fazie potęgi starej partii konserwatywnej, rządzącej Anglią ze świetnych domów Piccadilly i  Mayfair i  prowincjonalnych opactw? Czy ulegli, zastraszeni groźbą podjudzenia motłochu? Napewno zdawali sobie sprawę, że na dłuższą metę samo urodzenie i  przywileje nie dadzą się utrzymać jako kryterium kwalifikujące do sprawowania władzy. Widzieli zmiany zaszłe na świecie w  ostatnim stuleciu i  wiedzieli, że proces ten postępuje naprzód. Zgodnie z  tradycją brytyjską pracowali nad zapewnieniem jej ciągłości, nie zakłóconej zamętem i  zabezpieczonej pojednaniem społecznym. Byli zbyt rozsądni, aby opierać się zmianom; sami pragnęli nimi pokierować. Być może, w  tym wypadku zbyt entuzjastycznie zapragnęli wyjść naprzeciw pukającemu Postępowi; nie sprawdzając wiarygodności jego emisariuszy.

Ich przywódca, pan Balfour był postawnym starym kawalerem, w  typie powściągliwego naukowca, o  charakterze beznamiętnym i  pesymistycznym. Wyglądał na zimnego, lecz bliżej go znający twiedzili, że serce miał gorące. Jego namiętność do syjonizmu, jaką zapałał w  latach męskich, mogła być syptomem nie zamierzonej celibacji. Będąc młody, tak długo zwlekał z  oświadczynami, aż jego ukochana zaręczyła się z  innym, lecz ten zmarł, zanim zdążyli się pobrać. Pan Balfour miał nadzieję powetować sobie dawne ślamzarstwo, lecz w  międzyczasie narzeczona umarła. Postanowił pozostać w  stanie bezżennym.

Kobiety mogą nie być sprawiedliwymi sędziami dystyngowanych kawalerów obnoszących złamane serce, lecz wiele współczesnych komentarzy o  nim od nich pochodzi. Zacytuję opinie dwóch najpiękniejszych kobiet tych czasów. Couseuelo Vanderbilt (Amerykanka, późniejsza księżna Marlborough) pisze: ‘Jego opinie i  doktryny wydają się owocem czystej logiki […] u  nikogo nie spotkałam tak szerokich horyzontów’. Lady Cynthia Aquith powiedziała o  nim: ‘Co do przypisywanej mu obojętności na kwestie moralne, często widywałam go rozpalonego do białości; jakakolwiek osobista niesprawiedliwość doprowadzała go do pasji.’

Słowa zaznaczone kursywą stwarzają najzupełniej fałszywy portret pana Balfoura, jeśli spojrzymy na skutki jego działalności. Na pewno nie logika kierowała jego procesami myślowymi w  chwili, gdy związał swój kraj ze sprawą syjonizmu. Logicznie nic pozytywnego nie mogło z  tego wyjść dla żadnej ze stron; ani dla jego własnego kraju, ani dla mieszkańców Palestyny, ani nawet (jak sądzę) dla mas żydowskich, które nie miały ochoty tam jechać. Co zaś do niesprawiedliwości (o ile lady Cynthia celowo nie odgraniczyła niesprawiedliwości osobistej od zbiorowej), oczywistą odpowiedzią na nią są dzisiaj miliony niewinnych ludzi, wygnanych na pustynie Arabii (jak ‘kozły ofiarne’ Lewitów).

Tak czy inaczej, został premierem Anglii, oddziedziczywszy w  1902 roku urząd po ‘drogim wuju Robercie’ (lordzie Salisbury ze świetnego rodu Cecilów). Oczywiście, nie mógł wtedy, ni z  tego ni z  owego, wpaść na pomysł zaoferowania syjonistom Ugandy; musiał jeszcze przed objęciem urzędu paść ofiarą ‘nieodpartej presji’. Ten wcześniejszy okres okrywa zasłona tajemnicy, czy też raczej konspiracji (‘labirynt intryg’). Gdy obejmował urząd premiera, mina była już podłożona, choć premier do końca swoich dni nie zdawał sobie sprawy z  oczywistego dla nas dzisiaj faktu, że on sam jest tą miną.

Dr Herzl, rozczarowany carem, kaiserem i  sułtanem (ci trzej potentaci byli życzliwi, lecz ostrożni i  niezobowiązujący; w  odróżnieniu od Balfoura wiedzieli, jakim ‘dynamitem’ jest syjonizm),a) oświadczył: ‘Anglia, wielka Anglia, wolna Anglia; Anglia władająca morzami zrozumie nasze cele’ (czytelnik domyśli się w  tym rozumowaniu powodu, dla jakiego Anglia miała się stać wielką, wolną i  władającą oceanami’). Gdy oferta Ugandy uwidoczniła talmudzkiemu kierownictwu w  Rosji pomyłkę dr  Herzla, sądzącego że Anglia ‘zrozumiała’ jego pragnienia, wysłano do Londynu dr  Weizmanna. Gotował się on do usunięcia dr  Herzla i  odtąd stanie się naszym głównym świadkiem zakulisowych wydarzeń tego okresu.

Młody Anglik pragnący załatwić jakąś sprawę, nawet w  naszych czasach miałby trudną przeprawę w  przebrnięciu do prywatnego gabinetu ministra poprzez barykadę woźnych i  sekretarzy. Lecz młody dr  Weizmann z  Rosji – petent proszący o  Palestynę, bez trudu dostał się do gabinetu lorda Percy (odpowiedzialnego za ‘sprawy Afryki’).

Lord Percy był także potomkiem jednej ze świetnych rodzin rządzących Anglią, reprezentujących odwieczne tradycje służby państwowej i  mądrej administracji. Według relacji Weizmanna, ‘wyraził on bezgraniczne zdumienie, że Żydzi mogli w  ogóle poważnie traktować propozycję Ugandy, którą on sam uważał za niepraktyczną, a  także sprzeczną z  religią żydowską. Będąc sam głęboko religijny, nie potrafił pojąć, w  jaki sposób Żydzi mogli nawet rozważać jakikolwiek inny kraj poza Palestyną za przyszły ośrodek odrodzenia; był bardzo uradowany, słysząc ode mnie, że większość Żydów zdecydowanie odrzuciła ten pomysł. Dodał: »Gdybym był Żydem, nie dałbym grosza za taką propozycję«.’

Można przypuszczać, że dr  Weizmann nie wspomniał lordowi Percy o  powszechnym pragnieniu Żydów palestyńskichprzeniesienia się do Ugandy. Jeśli wierzyć jego relacji, wynurzenia lorda Percy były zaproszeniem do pozbycia się dra  Herzla i  obietnicą poparcia żadań co do Palestyny. Odjeżdzając, przygotowywał się do pognębienia dra  Herzla. Nie powracał z  pustymi rękoma.

Miejmy nadzieję, że po pięćdziesięciu latach ministrowie brytyjscy nauczyli się trzymać druki państwowe poza zasięgiem nieupoważnionych osób. Wychodzac z  gabinetu lorda Percy, dr  Weizmann wziął kartkę z  nagłówkiem ministerstwa Spraw Zagranicznych, na której następnie spisał raport ze swej konferencji i  wysłał go do Rosji (gdzie zarówno pod rządami Romanowych, jak i  nowych carów komunistycznych, nie ma zwyczaju pozostawiać bez nadzoru druków rządowych). Dokument ten, napisany na oficjalnym papierze Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wzbudził w  Rosji reakcję podobną, jaką odczuwa rosyjski mużyk na widok świętej ikony. Był wyraźną oznaką, że rząd brytyjski poniechał dr  Herzla i  ma zamiar zdobyć Palestynę dla rosyjskich syjonistów. Lord Percy, według dzisiejszego wyrażenia, rozpoczął ruch w  interesie.

Następne wypadki potoczyły się jak w  greckiej tragedii: zwycięstwo rosyjskich syjonistów nad dr  Herzlem, jego upadek i  śmierć, odrzucenie propozycji Ugandy. Dr  Weizmann przeniósł się do Anglii, ‘jedynego kraju, sympatyzującego z  naszym ruchem’, gdzie może on ‘żyć i  pracować bez przeszkód i  utrudnień – przynajmniej teoretycznie’ (ta ostatnia uwaga powinna trafić do antologii słynnych niedomówień).

Na miejsce zamieszkania dr  Weizmann obrał Manchester. Jak powiada, stało się to ‘przypadkiem’, lecz trudno w  to uwierzyć. Manchester był okręgiem wyborczym Balfoura. Był też główną siedzibą partii syjonistycznej w  Anglii. Prezesem partii Balfoura w  Manchester był syjonista (do dzisiaj brytyjska partia konserwatywna zaplątana jest w  te sidła).

Tragedia grecka szła wytyczonym torem. W  wyborach 1906 roku pan Balfour utracił swoje premierowstwo, a  w Manchester jego partia straciła ośmiu z  dziewięciu posłów. Na pewien czas pan Balfour zniknął ze sceny. W  tym momencie inna osobistość wchodzi na scenę narracji tej książki. Wśród zwycięskich Liberałów znajdował się wybijający się młodzieniec, mający dobrego nosa do polityki. – Winston Churchill. Jako kandydant, on także poszukiwał wyborców w  Manchester i  przypadł do gustu miejscowym syjonistom swym atakiem na rządową Ustawę o  Obcokrajowcach (która powstrzymywała masową imigrację, między innymi z  Rosji), a  następnie popierając syjonizm. W  efekcie Żydzi Manchesteru podążyli za nim jak za wskrzeszonym Mojżeszem; jeden z  ich przywódców (R. C. Taylor) na powszechnym meetingu żydowskim oświadczył, iż ‘każdy Żyd nie głosujący na Churchilla jest zdrajcą wspólnej sprawy’. Tak wybrany, Churchill mianowany został podsekretarzem stanu do spraw kolonii. Publiczne poparcie przez niego syjonizmu było tylko jednym ze znaczniejszych epizodów epoki; dopiero trzy dekady później, po śmierci Balfoura miało zaowocować konsenkwencjami czynów równie znamiennych, jak jego aberacja polityczna.

Wracając do pana Balfoura: jego prywatne poglądy były bardzo zbliżone do syjonizmu. Żadne źródła nie odnotowują, aby kiedykolwiek pomyślał o  losie mieszkańców Palestyny, których wygnania miał być przyczyną. Zbiegiem okoliczności, głównym tematem, wokół którego toczyła się walka wyborcza, było okrutne traktowanie mało znanego ludu w  odległym kraju (w myśl zasady podniecania ‘motłochu’, zalecanej przez dr  Herzla i  Protokoły). Wyborcy nie mieli wtedy pojęcia o  syjoniźmie, a  nawet gdy się później z  nim zapoznali, nie mogli się przejmować losem Arabów, o  którym ‘usłużna’ prasa ich nie informowała. Tym niemniej, w  1906 roku ich uczucia zostały rozpalone losem ‘zniewolonych Chińczyków’, którego natura mieszkańców Manchesteru nie mogła strawić. W  tym czasie chińscy kulisi kontraktowali się na trzyletnią pracę w  kopalniach złota Afryki Południowej. Oni sami uważali to za przywilej, lecz w  agitacji wyborczej w  Manchester, sprawa ta posłużyła jako argument walki z  ‘niewolnictwem’ i  przesądziła o  wyniku wyborów. Po zliczeniu głosów, zwycięzcy liberałowie natychmiast zapomnieli o  ‘niewolnictwie chińskim’ i  utworzywszy rząd, wyprzedzali konserwatystów w  entuzjazmie dla sprawy syjonizmu.

W międzyczasie, przy akompaniamencie wrzasków o  ‘chińskim niewolnictwie’, rozlegających się za oknami jego gabinetu, pan Balfour konferował z  rosyjskim wysłannikiem syjonistycznym, gotując palestyńskim Arabom los gorszy od niewolnictwa. Według relacji jego siostrzenicy i  długoletniej powiernicy – pani Dugdale, był on całkowicie urobiony jeszcze przed rozpoczęciem konferencji: ‘Jego zainteresowanie tą sprawą zaostrzyła […] odmowa przyjęcia oferty Ugandy przez Żydów […] Wzbudziła w  nim ciekawość, której nie mógł zaspokoić […] Wypytywał przewodniczącego swej partii w  Manchesterze i  sondował go o  przyczyny stanowiska syjonistów […] Zainteresowanie Balfoura Żydami i  ich historią […] wypływało z  jego studiów nad Starym Testamentem pod wpływem matki, oraz z  jego szkockiego wychowania. Z  wiekiem coraz bardziej rósł jego intelektualny podziw i  sympatia dla niektórych aspektów roli żydowstwa w  nowoczesnym świecie, której znaczenie wydawało mu się bardzo ważne. Pamiętam, jak w  dzieciństwie chłonęłam jego idee, iż religia i  cywilizacja chrześcijańska zawdzięczająniezmiernie wiele judaizmowi, któremu tak niewdzięcznie się odpłaciły’.

Taki był stan umysłu Balfoura, gdy w  1906 roku w  mokrym i  zamglonym Manchesterze przyjmował dr  Weizmanna w  swoim pokoju w  Queens Hotel. Przyjęcie przedłożonej mu propozycji oznaczałoby przejście Turcji do obozu nieprzyjaciół w  razie ‘przyszłej wojny światowej’, a  w razie klęski – uwikłanie się w  niekończącą się wojnę ze światem arabskim.

Jak jednak widać z  powyższego, wtedy takie sprawy, jak interes narodowy, zasady moralne i  odpowiedzialność męża stanu nie zaprzątały jego uwagi.
Owładnięty był ‘rozbudzonym’ zainteresowaniem i  pasją niezaspokojonej ‘ciekawości’, bardziej przystojnej romantycznym marzeniom miłosnym młodej panny. Nie po to go wybrano, aby decydował co chrześcijaństwo zawdzięcza judaizmowi; a  jeśli nawet uznał, że miało wobec niego dług, nie do niego należało spłacanie go rzekomym dłużnikom z  funduszy niezainteresowanej strony. Mógłby mieć do tego podstawy, gdyby określony dług rzeczywiście istniał i  gdyby istotnie jego kraj miał z  nim związek, oraz gdyby zdołał o  tym przekonać kraj. Zamiast tego, prywatnie przyznał fakt istnienia długu i  uzurpował sobie prawo do uznania roszczeń rosyjskiego wysłannika, chociaż masy żydowskie w  Anglii odrzuciły ten koncept. Trudno znaleźć dziwniejszy wypadek w  historii.

Czterdzieści lat po spotkaniu z  Balfourem, dr  Weizmann zanotował, że ‘miał on bardzo naiwne i  fragmentaryczne pojęcie o  ruchu’ – nie znał nawet nazwiska dra  Herzla, nazywając go w  najlepszym wypadku ‘dr Herzem’. Już wtedy pan Balfour ogarnięty był falą entuzjazmu dla nieznanej sprawy. Wysuwał co prawda formalne objekcje, lecz widocznym było, że obalenie ich sprawia mu niezmierne zadowolenie – podobnie jak dziewczynie namawianej na ucieczkę z  ukochanym, na którą po kryjomu ma ochotę. Duże wrażenie zrobiło na nim (jak powiada dr  Weizmann) zapytanie: ‘Panie Balfour, gdybym zaproponował panu Paryż zamiast Londynu, czy przyjąłby pan?’. Odpowiedział na to: ‘Ależ, doktorze Weizmann, przecież my mamy Londyn’. Dr  Weizmann odparował: ‘My mieliśmy Jerozolimę już wtedy, gdy na miejscu Londynu były tylko moczary’.

Najwidoczniej pan Balfour uznał to za wystarczający powód, dla którego rosyjscy Żydzi Aszkenazi powinni się przenieść do Palestyny. Co prawda, mając na uwadze stanowisko grupy Żydów zamieszkałej w  Anglii – jedynej, której losem miał prawo się interesować – i  usilnie odciągających go od uwikłania się w  sprawy syjonizmu, zdobył się na ostatni nieśmiały protest: ‘Ciekawe, panie Weizmann, że Żydzi jakich dotąd znałem, są całkiem inni.’ Na co dr  Weizmann odpowiedział: ‘Panie Balfour, spotykał pan niewłaściwych Żydów’.

Od tego czasu pan Balfour nigdy nie kwestionował roszczeń Żydów z  Rosji do miana prawdziwych Żydów. ‘Dopiero rozmowa z  Weizmannem uświadomiała mi wyjątkowość patriotyzmu żydowskiego. Najbardziej zaimponował mi dr  Weizmanna, gdy z  góry odrzucił nawet możliwość rozważenia tej sprawy (Ugandy).’ Pani Dugdale dodaje: ‘Im więcej Balfour myślał o  syjoniźmie, tym większy czuł do niego repekt i  tym bardziej wierzył w  znaczenie jego misji. Jeszcze przed klęską Turcji w  Wielkiej Wojnie, przekonania Balfoura nabrały ostatecznego kształtu i  przeobraziły całą przyszłość syjonizmu.’ Tym samym przeobraził on przyszłość całego Zachodu i  jego przyszłych pokoleń. Jego konferencja w  pokoju hotelowym spełniła proroctwo Maxa Nordau z  1903 roku o  charakterze ‘przyszłej wojny światowej’.

W miarę zbliżania się wojny rosła szybko liczba działaczy, skrycie sprzyjających sjonizmowi. Faktycznie stali się oni współ-konspiratorami, zatajając przed opinią publiczną politykę wobec Palestyny. Z  poza kręgu ‘labiryntów intrygi’ nikt nie znał ich zamierzeń, mających się zrealizować w  atmosferze zamętu wielkiej wojny, przy zawieszeniu uprawnień parlamentu i  opinii publicznej do krytyki polityki państwowej. Sprawa ta, otoczona konspiracyjną tajemnicą, miała wydać owoce w  1917 roku.

Następne spotkanie dra  Weizmanna z  Balfourem odbyło się 14-go grudnia 1914 roku.b) Był to początek I  Wojny Światowej. We Francji armia lądowa Wielkiej Brytanii została prawie całkowicie rozbita, a  sama Francja stała na pograniczu katastrofy. Jedynie flota brytyjska broniła Anglię przed klęską. Na zew wojny, mającej wkrótce kosztować Anglię i  Francję miliony zabitych, poderwała się młodzież Anglii. Hasłem wielkiej sprawy stało się obalenie ‘militaryzmu pruskiego’, wyzwolenie ‘mniejszych narodów’ oraz przywrócenie ‘wolności i  demokracji’.

Pan Balfour wkrótce odzyskał urząd premiera. Przy ponownym spotkaniu z  dr Weizmannem, musiał być myślami daleko od pola walki we Francji, od własnego kraju i  rodaków. Zaprzątnięty był sprawą syjonizmu i  Palestyny. Rozmowę z  Weizmannem zaczął zdaniem: ‘Myślałem o  naszej rozmowie’ (z 1906 roku) ‘i wierzę, że otrzymacie swoją Jerozolimę, gdy umilkną działa’.

Ci, którzy przeżyli te czasy, mogą się przekonać, jak odległe były owe myśli pana Balfoura od ich własnych poglądów o  hierarchii celów. Balfour stał się reinkarnacją Proroka Monka; tym jednak razem uzbrojonego we władzę, zdolną decydować o  losie narodów. Najwidoczniej ‘nieodparta presja’ urosła w  siłę i  już w  1914 roku gotowa była do akcji.

W tym czasie także i  naród amerykański wplątany został w  ową niewidoczną siatkę ‘labiryntów intrygi’, nawet tego nie podejrzewając. Obawiał się ‘zagranicznych uwikłań’ i  pragnął trzymać się z  daleka od wojny, wierząc przyrzeczeniom swego prezydenta. W  rzeczywistości znalazł się już w  matni, dzięki ‘nieodpartej presji’, działającej w  Waszyngtonie równie sprawnie jak w  Londynie.

Rozdział 29. Ambicje pana House ->


a) W tym wypadku następcy carów wyrażali podobną opinię. W  1903 roku Lenin pisał: ‘Ta idea syjonistyczna jest zupełnie falszywa i  w zasadzie reakcyjna. Idea odrębnego państwa żydowskiego jest naukowo całkiem nieosiągalna i  reakcyjna w  swych implikacjach politycznych […] Rozwiązaniem kwesti żydowskiej jest: asymilacja lub separacja. A  idea narodu żydowskiego jest zdecydowanie reakcyjna’. Stalin w  1913 roku potwierdził tę konkluzję. Według niego, przeznaczeniem Żydów jest asymilacja (oczywiście w  świecie komunistycznym).

b) Przykład trudności w  ustaleniu faktów tej sprawy: Pani Dugdale, cytując dra  Weizmanna: ‘zobaczyłem się z  nim ponownie dopiero w 1916 roku’, zaprzecza temu później stwierdzeniem ’14 grudnia 1914 roku dr  Weizmann miał spotkanie z  Balfourem’. Druga informacja o  spotkaniu znajduje potwierdzenie u  samego dra  Weizmanna, który pisze, iż po konferencji z  Lloyd Georgem w  dniu 3 grudnia 1914 roku, ‘od razu podążył za jego sugestią zobaczenia się z  Balfourem’.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:13.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 29. Ambicje pana House

Podczas gdy w  Anglii Balfour i  jego wspólnicy, zjednoczeni w  sekretnym przedsięwzięciu, przygotowywali się do przejęcia władzy, w  republice amerykańskiej uformowała się podobna grupa konspiratorów. Budowana przez nich machina polityczna miała zaowocować pięćdziesiąt lat później ustanowieniem przez prezydenta Trumana państwa syjonistycznego w  Palestynie.

W 1900 roku Amerykanie trwali pogrążeni w  swym ‘amerykańskim marzeniu’, polegającym na unikaniu ‘zagranicznych uwikłań’. Co prawda, z  tej bezpiecznej przystani wytrącił ich atak na hiszpańską Kubę. Tajemnicze przyczyny tej potyczki ciągle są przedmiotem zainteresowania. Znanym już nam sposobem, opinia publiczna Ameryki została rozpalona wiadomością o  amerykańskim okręcie Maine, wysadzonym w  powietrze w  Hawanie przez hiszpańską minę. Gdy wiele lat później okręt wydobyto, okazało się że został on zatopiony przez wybuch od wewnątrz (lecz wtedy ‘motłoch’ przestał się interesować tą sprawą).

W wyniku wojny hiszpańsko-amerykańskiej (zapoczątkowującej ‘uwikłanie’ Ameryki w  sprawy innych krajów), powstał zasadniczy problem: kto powinien sprawować rzeczywistą władzę w  Ameryce?. Jego rozwiąznie miało stanowić kryterium, definiujące charakter jakiegokolwiek ‘uwikłania’. Odpowiedz na to pytanie można znaleźć w  skutkach wcześniejszej amerykańskiej wojny domowej z  lat 1861-1865. Były nimi zmiany (niezbyt zrozumiałe dla walczących ze sobą stanów południowych i  północnych) – najpierw w  strukturze ludności, a  potem w  rządzie Republiki.

Przed Wojną Domową ludność Ameryki była przeważająco pochodzenia irlandzkiego, szkockiego, brytyjskiego, niemieckiego i  skandynawskiego. Z  tej mieszaniny wyłonił się wyraźny typ ‘Amerykanina’. Bezpośrednio po Wojnie Domowej nastąpiła niekontrolowana imigracja, przynosząca w  ciągu kilkudziesięciu lat wiele milionów nowych obywateli z  Europy Wschodniej i  Południowej. Wśród niech znalazły się wielkie masy Żydów z  talmudycznych obszarów Rosji i  podległej jej Polski. W  Rosji rabinat był czynnikiem odgraniczającym Żydów od ‘asymilacji’ i  takim też pozostał po przeprowadzeniu się ich do Ameryki. Tak więc, na początku XX wieku powstał problem roli tej nowej imigracji w  rządzie Repbliki i  jej zagranicznej polityce. Jak wykazały następne wydarzenia, masowa imigracja wprowadziła do Ameryki dwa nurty konspiracji wschodniej. Około roku 1900 rozpoczął się zakulisowy proces przechwytywania coraz to większej władzy, który w  ciągu piędziesięciu lat miał się stać najważniejszym aspektem życia politycznego Ameryki.

Pierwszym, który zapoczątkował w  Ameryce ten proces, był Edward Mandell House (znany popularnie jako pułkownik, choć nie miał doświadczenia wojskowego) – gentelman z  Południa pochodzenia holendersko-angielskiego, który wyrósł w  Teksasie w  czasach gorzkiego okresu Rekonstrukcji po Wojnie Domowej. W  tej historii zajmuje on poczesne miejsce. Podobnie jak koneser potrafi upajać się rzadkim gatunkiem koniaku, tak on sam znajdował przyjemność w  używaniu swej sekretnej władzy do manipulowania innymi, co otwarcie odnotował w  swoich pamiętnikach. Odżegnywał się od popularności (jak pisze jego wydawca Charles Seymour), ‘sardoniczne poczucie humoru kazało mu upajać się myślą, że on sam, niewidziany i  nie podejrzewany, nie posiadający majątku ani pozycji, potrafi jedynie poprzez siłę swej osobowości i  inteligencję zmienić bieg historii.’ Niewielu ludzi posiadało tak wielką władzę, idącą w  parze z  kompletnym brakiem odpowiedzialności: ‘komuś, nie obarczonemu odpowiedzialnością, łatwo jest zasiąść z  cygarem przy szklance wina i  decydować, jakie rozwiązanie jest najlepsze’, pisał House.

Jego wydawca trafił w  sedno sprawy: House nie kształtował polityki państwa amerykańskiego, lecz nagiął ją do sprawysyjonizmu, poparcia rewolucji światowej i  ambicji rządu światowego. Jest faktem stwierdzonym, że posługiwał się sekretną władzą. Trudno odgadnąć jego motywy w  tym procesie, gdyż jego poglądy (jak wykazują jego pamiętniki i  powieść) były tak niesprecyzowane i  sprzeczne, że nie dają jasnego obrazu.

Metody swojej pracy odsłonił wyraźnie w  obszernych codziennnych zapiskach z  okresu sprawowania sekretnej władzy (w “Prywatnych Dokumentach”). Nie ukazają one jednak celu, do jakiego dążył, ani też, czy był jego świadomy; powieść jego jest dziełem umysłu przepełnionego nie przemyślanymi i  niedoważonymi demagogicznymi pojęciami. Charakterystyczna jest bombastyczna apostrofa na początku jego ksiązki: ‘Książka ta dedykowana jest tym pechowcom, którym życie nigdy nie oferowało szansy w  świecie, mającym od początku wadliwy ustrój społeczny.’ Uwaga ta ma najwidoczniej świadczyć, że House, choć uważający się za człowieka religijnego, nie ma zbyt wielkiego uznania dla dzieła wcześniejszego stwórcy, opisanego słowami: ‘Na początku Bóg stworzył niebo i  ziemię’.

W poszukiwaniu źródeł idei politycznych House’a (początkowo zbliżonych do komunizmu, a  w późniejszym jego życiu, już po szkodzie – bardziej umiarkowanych), można znależć istotne wskazówki. W  jego wczesnych poglądach wydawca upatruje nutę ‘przypominającą Louis Blanca i  rewolucjonistów 1848 roku’. W  tym właśnie kontekscie zwróciłem wcześniej uwagę czytelnika na osobę Louis Blanca, rewolucjonisty francuskiego, który w  1848 roku jako prekursor idei Lenina powołał rady delegatów robotniczych, będących wzorem sowietów z  1917 roku.

Dla Teksasu z  końca XIX wieku, podobne pomysły były równie nieoczekiwane jak buddyzm dla Eskimosów. Tym niemniej, młody House przyjął te poglądy, które ktoś musiał mu je podsunąć. Swoje drugie imię Mandell otrzymał po żydowskim kupcu z  Houston, który był jedym z  najbliższych przyjaciół jego ojca. Jak pisze jego biograf, Artur D. Howden, fakt ten wskazuje na stosunek jego rodziny do tej rasy. Bohater powieści House’a wyrzeka się wszystkich przywilejów i  dzieli skromny pokój w  dzielnicy East Side z  polskim Żydem, który przyjechał do Ameryki po anty-żydowskich zamieszkach w  Warszawie, wywołanych zabiciem syna wyższego urzędnika państwowego przez młodego ‘zaszczutego’ Żyda. W  późniejszym okresie życia, House miał szwagra, a  zarazem doradcę Żyda, Dr  Sidney Mezesa, który w  tym stuleciu był jednym z  inicjatorów planu rządu światowego (Ligi Walki o  Pokój).

Oto wszystko, co można dowiedzieć się o  intelektualnej atmosferze otaczającej House, jaka kształtowała jego umysł. W  jedym ze swoich najbardziej odkrywczych ustępów, House sam nieświadomie wspomina o  sile sugestiii i  ukazuje bezsilność człowieka, uważającego się za wszechpotężnego: ‘Gdy chciałem zasugerować coś prezydentowi lub komuś innemu, zawsze dawałem mu odczuć, że idee przyjęte ode mnie są jego własnymi […] Prawdę mówiąc, zazwyczaj nie były to moje idee […] Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest dojść do źródła jakiejś idei […] Często myślimy, że pochodzi ona od nas, lecz w  rzeczywistościprzejęliśmy ją nieświadomie od kogoś’.

Doświadczenie polityczne zaczął zdobywać w  Teksasie, mając osiemnaście lat. Podczas wyborów prezydenckich w  1876 roku odkrył, że ‘rządem kieruje kilku senatorów, posłów i  sam prezydent. Pozostali są jedynie figurantami […] Dlatego też nie mam ambicji ubiegać się o  urząd, ani wygłaszać przemów’. (W swojej powieści z  1912 roku wyraża podobne przekonanie ustami polityka: ‘W Waszyngtonie […] odkryłem, że rządem kieruje kilku ludzi; poza tym małym kręgiem nikt więcej się nie liczy. Moją ambicją było jak najszybsze przebicie się do tego kręgu – nie tylko wejście do niego, ale kierowanie nim […] Prezydent zaproponował mi organizację swojej kampanii wyborczej […] Otrzymał nominację i  został ponownie wybrany olbrzymią większością głosów […] dostałem się teraz do tego zaczarowanego kręgu i  prawie osiągnąłem swój dalszy cel pozbycia się rywali […] Oplótłszy wszystkich stalową obręczą, trzymałem ich mocno w  uścisku […]’.)

Z takim nastawieniem wszedł House w  krąg polityki Teksasu: ‘Nie rozpocząłem od dołu, lecz od razu od góry […] przyjąłem zwyczaj wysuwania kogoś innego na przewodniczącego, aby swobodnie pracować nad istotnymi sprawami, nie będąc skrępowany obowiązkami prezesa […] Przewodniczący kampanii, którymi kierowałem, cieszyli się popularnością i  uznaniem prasy i  publiki […] po kilku miesiącach nikt o  nich nie pamiętał […] choć przy następnej kampanii publiczność i  prasa równie entuzjastycznie witała innego figuranta’.

Podobnie jak prowincja dla początkującego aktora, dla Houe’a Texas był odskocznią do kariery. Jego sukces jako organizatora partii był tak wielki, że na przełomie stulecia stał się rzeczywistym władcą Stanu i  codziennie wysiadywał w  biurze gubernatora (wybranego przez siebie i  wkrótce zapomnianego) na Kapitolu, gdzie mianował senatorów i  kongresmanów, przyjmował tłumy urzędników oblegających gabinet gubernatora Stanu. Po tej prowincjonalnej turze, zaczął się przygotowywać do podbicia stolicy. W  1900 roku miał już ‘dosyć kariery w  Teksasie’, i  ‘gotów był do wzięcia udziału w  sprawach ogólnopaństwowych’. W  1910 roku, w  przededniu I  Wojny Światowej, był już przygotowany na ‘wyszukanie odpowiedniego kandydata demokratycznego na prezydenta’.

W ten sposób, w  wieku pięćdziesięciu lat House stał się producentem prezydentów. Zanim przeczytałem jego “Prywatne Dokumenty”, byłem pod wrażeniem ‘niesamowitej wiedzy’ okazanej przez czołowego syjonistę amerykańskiego rabina Stefana Wise, który w  1910 roku oświadczył słuchaczom w  New Jersey: ‘We wtorek Wilson wygra wybory na gubernatora waszego Stanu; nie dokończy swojej kadencji; w  listopadzie zostanie wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych; będzie dwukrotnie sprawował urząd prezydenta’. Podobną trafność prognoz można znaleźć w  Protokołach, u  Leona Pinskera i  Maksa Nordau, lecz w  tym wypadku poszukiwania doprowadziły mnie do pułkownika House’a!

Najwidoczniej grupa wtajemniczonych musiała bacznie obserwować Wilsona i  dojść do podobnego wniosku, gdyż w  tym czasie ani House ani rabin Wise nie zetknęli się z  nim osobiście! Tym niemniej, jak pisze Howden: ‘Mr House był przekonany, że znalazł swojego człowieka, choć go osobiście nie znał […] »zwróciłem się ku niemu […] jako jedynemu […] który godny był tego urzędu«’. Kryteria tego wyboru wyjaśnia następny ustęp: ‘Problem z  kandydatem na prezydenta polega na tym, że człowiek najodpowiedniejszy na to stanowisko nie może uzyskać nominacji; a  nawet jeśli ją uzyska, nie zostanie wybrany. Naród rzadko wybiera najlepszego kandydata; dlatego też koniecznym jest wysunięcie najlepszego z  tych, którzy mają szansę na nominację i  elekcję. Obecnie takim człowiekiem wydaje się być Wilson’. (Także i  ten opis należy rozpatrywać w  świetle zawartych w  książce House’a aluzji co do metod stosowanych przez wpływowe grupy przy wyborze ‘swojego człowieka’ na prezydenta).

Wybór Wilsona na prezydenta przez grupę konspiratorów był wynikiem sprzegnięcia idei syjonistycznej z  rewolucyjną, w  osobie rabina Stefana Wiese (urodzonego, pdobnie jak Herzl i  Nordau, w  Budapeszcie). Był on czołowym organizatorem syjonistycznym w  Ameryce; swojego rodzaju unikatem wśród Żydów amerykańskich, którzy wtedy odrzucali syjonizm i  nie mieli zaufania do ‘Żydów Wschodnich’. Jak pisze rabin Wiese, w  Ameryce do roku 1900 syjonizm ograniczał się do żydowskich imigrantów z  Rosji, którzy wprowadzili go do Ameryki ze swych talmudzkich ghett. Większość Żydów amerykańskich była pochodzenia niemieckiego, a  ci nie chcieli mieć z  nim nic wspólnego. W  latach 1900-1910 do Ameryki przybyło milion Żydów rosyjskich, którzy w  ramach organizacji syjonistycznej stali się poważnym blokiem wyborczym. Tutaj znajdujemy ogniwo łączące House’a (którego strategię wyborczą poruszymy później) z  rabinem Wiese. Choć rabin Wiese znany był głównie jako wojowniczy orator, jeśli nie agitator klasy robotniczej, nie był wtedy typowym przedstawicielem Żydów. Tym niemniej, podobnie jak dr  Weizmann w  Anglii, stał się osobistością mającą tajemne dojścia do potentatów politycznych.

Prywatna decyzja House’a z  1910 roku, że Wilson będzie następnym prezydentem, oraz oświadzczenie rabina Wiese, że będzienim przez dwie kadencje, ukazują potęgę tej sekretnej grupy. Takie stanowisko zakładało zmianę orientacji politycznej rabina, jako że dotąd zawsze popierał on Republikanów. Po sekretnym wysunięciu Wilsona przez House’a, rabin przeszedł na stronę Demokratów. W  ten sposób niesprecyzowana idea ‘rewolucyjna’ House’a, spleciona z  czysto klarowną ideą syjonizmu, stanęły razem u  progu Białego Domu. Między dwoma grupami nastąpiło kordialne pojednanie: Jak pisze Wiese, (po wyborze) ‘otrzymaliśmy gorącą i  serdeczną pomoc od pułkownika House’a, bliskiego przyjaciela prezydenta […] House nie tylko żarliwie zajął się naszą sprawą, lecz także służył za łącznika między administracją Wilsona, a  ruchem syjonistycznym’. Ukazujemy tu zbieżność tych niejawnych procesów w  Ameryce i  Anglii.

Tajemnica kontroli, jaką House sprawował nad partią Demokratyczną, leżała w  jego strategii wyborczej. Opracował on metodę, która niemal z  matematyczną dokładnością zapewniła zwycięstwo tej partii, od prawie pięćdziesięciu lat odsuniętej od władzy. Jego planowi zawdzięczają Demokraci zwycięstwo w  1912 i  1916 roku, a  także późniejsze zwycięstwa prezydentów Roosevelta i  Trumana z  lat 1932, 1936, 1940, 1944 i  1948. Tym planem wyborczym, mającym znamiona geniuszu, wywarł House trwały wpływ na życie Ameryki. Jego idee polityczne nigdy nie były jasno sprecyzowane i  ulegały częstym zmianom, lecz za to stworzył on doskonały instrument ich realizacji, służący potem innym dla wprowadzania w  życie swych idei.

Kwintesencją tego planu było zdobycie dla partii Demokratycznej głosów nowych imigrantów, przez odwołanie się do ich rasowych instynktów i  emocji. Plan ten, będący majstersztykiem w  dziedzinie nauk politycznych, został mistrzowsko opracowany w  każdym szczególe.

Co dziwniejsze, House podał go do publicznej wiadomości w  tym samym roku (1912), w  którym skrycie ‘wyznaczony’ przez niego Wilson otrzymał oficjalną nominację i  został wybrany na prezydenta. W  tym pracowitym okresie House znalazł czas, aby w  ciągu trzydziestu dni napisać powieść pt. “Administrator Philip Dru” (ten szczególny wyraz przypomina aluzję Protokołów do ‘Administratora wyznaczonego przez nas…’). Rozdział pt. ‘Jak się robi Prezydenta’, nie będący na pewno fikcją, nadaje tej niestrawnej książce rangę dokumentu historycznego.

Ten rozdział powieści (którą House wydał za namową swego niezmordowanego mentora dra  Sidneya Mezesa), ukazuje amerykańskiego senatora Selwyna, planującego ‘sprawować niewidoczną i  absolutną władzę nad narodem’. Selwyn ma tu przedstawiać House. Najwidoczniej nie mógł się on oprzeć pokusie zaznaczenia tej tożsamości, każąc ‘Selwynowi’ zaprosić kandydata wyznaczonego na marionetkowego prezydenta, ‘na obiad u  siebie w  Mandell House’.

Wcześniej jednak, Selwyn wraz z  niejakim Johnem Thorem, ‘wyższym kapłanem finansów’, opracowuje ‘niekczemny plan’, według którego ‘zwarta organizacja’ ma ‘zapewnić wybór swojego człowieka na prezydenta’, przy użyciu ‘najniegodziwszych podstępów, ukrywających ich prawdziwe cele’. Sposób finansowania tej skrytej szajki miał być ‘prosty’. ‘Thor ma ogromne wpływy w  kręgach gospodarczych Ameryki […] Wraz z  Selwynem opracowuje listę tysiąca (milionerów), z  których każdy ma wnieść udział dziesięciu tysięcy dolarów […] Thor ma powiadomić każdego z  osobna, że ogólny interes bractwa finansjery wymaga wyłożenia dwudziestu tysięcy dolarów, z  których on sam gotów jest pokryć połowę i  spodziewa się podobnego udziału od rozmówcy […] Niewielu businessmanów […] potrafi się wyrzec zaszczytu wizyty u  Thora w  Nowym Jorku i  odmowić udziału w  korzystnej dla nich imprezie’. Pieniądze pochodzące z  tego ‘wielkiego korupcyjnego funduszu’ Thor umieszcza w  różnych bankach, skąd na polecenie Selwyna przekazywane są do innych banków, aby na koniec wylądowały w  prywatnym banku zięcia Selwyna; ‘w rezultacie opinia publiczna nie ma możności sprawdzenia źródeł, ani wydatków tego funduszu’.

Mając zabezpieczoną bazę finansową, Selwyn wybiera ‘swojego człowieka’ w  osobie niejakiego Rocklanda (Wilsona), i  podczas obiadu w  ‘Mandell House’ poucza go o  odpowiedzialności prezydenta: choć konstytucyjnie uprawniony on jest do samodzielnych decyzji, moralnie nie ma prawa działać niezgodnie z  zasadami i  tradycjami partii, czy ignorować rady przywódców partii, gdyż wybór kandydata nie dotyczy jedynie jego osoby, lecz partii i  jej doradców jako całości’ (ustęp ten zgodny jest z  aluzją Protokołów do ‘odpowiedzialności prezydenta’ i  ‘nadrzędnej władzy »doradców«’).

Rockland pokornie akceptuje te warunki. (Po wyborach, ‘upojony władzą i  pochlebstwami sykofantów, Rockland kilkakrotnie wyłamuje się spod opieki i  bez porozumienia z  Selwynem sam decyduje w  kilku ważnych sprawach. Wkrótce jednak, po ostrych atakach prasy Selwyna […] rezygnuje z  prób samodzielności. Zdaje sobie sprawę ze swej bezsilności i  potęgi swojego protektora’. Warto porównać ten ustęp, pochodzący z  książki napisanej przed inaugaracją Wilsona w 1912 roku, z  podobnym z 1926 roku, zawartym w  ”Prywatnych Pismach” House’a, gdzie opisuje on swoje rzeczywiste relacje z  kandydatem podczas kampanii wyborczej. Dowiadujemy się, że House redagował przemówienia kandydata prezydenckiego i  ostrzegał go przed uleganiem opiniom innych doradców. Wilson przyznał swój błąd i  przyrzekł ‘na przyszłość nie działać samodzielnie’. W  powieści Selwyn opowiada Thorowi o  próbach Rocklanda wyzwolenia się z  zależności: ‘Śmieli się rubasznie, gdy Selwyn relacjonował, jak Rockland próbował uciec spod kontroli i  jak go, wijącego się jak robak, przywołał do porządku. Rozdział ten jest zatytułowany ‘Tryumf Konspiratorów’.)

Inny rozdział ukazuje, jak doszło do wyboru ‘swojego człowieka’. Przedstawiony plan wyborczy należy prawie do dziedziny nauki ścisłej i  dotąd jest stosowany w  Ameryce. Wychodzi z  założeń obliczeniowych House’a, że około 80 procent wyborców, tak czy inaczej będzie głosować na jedną z  dwu partii w  równej proporcji. Stąd też należy skoncentrować wydatki finansowe i  wysiłki na ‘niezdecydowanych 20 procentach’. Te 20 procent trzeba dokładnie przeanalizować i  wybrać z  nich grupę, na którą należy skierować wszystkie wysiłki. W  ten sposób eleminuje się niepotrzebne wydatki i  całą energię kieruje się na małą grupkę wyborców, którzy mogą przeważyć wynik wyborów. Plan ten miał tak duży wpływ na zmianę biegu wydarzeń w  Ameryce i  na świecie, że należy go tutaj obszernie podsumować.

Selwyn zaczyna od eleminacji tych stanów, w  których każda z  partii ma zapewnione powodzenie. W  ten sposób może poświęcić całą uwagę dwunastu niezdecydowanym stanom, od których głosów będą zależeć wyniki wyborów. Dzieli je na okręgi zawierające po pięć tysięcy wyborców, przydzielając każdemu z  nich jednego organizatora na miejscu, a  drugiego w  kwaterze głównej. Zakłada dalej, że z  tych pięciu tysięcy, cztery prawdopodobnie nie dadzą się odwieść od swej partii, co pozostawiatysiąc niezdecydowanych wyborców z  każdego pięciotysięcznego okręgu w  dwunastu stanach, na których należy się skoncentrować. Miejscowy agent otrzymywał zadanie zdobycia jak najwięcej informacji o  ich ‘rasie, religii, zawodzie i  przeszłej lojalności partyjnej. Informacje te miał przekazywać agentowi na szczeblu narodowym, któremu podlegał dany okręg. Zadaniem tego agenta było dotarcie do każdego wyznaczonego wyborcy w  okręgu, ‘za pomocą lteratury, namowy i  bardziej subtelnych argumentów.’ Obowiązkiem dwóch agentów działających w  jednym okręgu – jeden na miejscu, a  drugi w  sztabie głównym, było ‘zapewnienie większości z  tego tysiąca głosów’.

W międzyczasie kierownicy innej partii przesyłali ‘tony druków do sztabu głównego Stanu, skąd z  kolei rozchodziły się one do organizacji prowincjonalnych, gdzie sterty ich lądowały gdzieś w  kącie. Aby je dostać, odwiedzający biuro musieli o  nie poprosić. Komitet Selwyna zadawalał się ćwiercią tych publikacji, lecz były one imiennie wysyłane do niezdecydowanych jeszcze wyborców wraz z  serdecznym listem […] Selwyn kierował swoich ludzi do okręgów, aby osobiście skłaniali tysiąc niezdecydowanych wyborców do głosowania na Rocklanda’.

Przy pomocy tych wyrafinownych metod analizy, eleminacji i  koncentracji, powieściowy Rockland (w rzeczywistości Wilson) zostaje w  1912 roku wybrany prezydentem. Skoncentrowany apel do ‘tysiąca niezdecydowanych wyborców’ w  każdym okręgu, odwoływał się do ich ‘etnicznych, religijnych i  rasowych’ emocji, i  te względy decydowały o  ich selekcji. ‘Tak więc Selwyn zwyciężył, a  Rockland stał się kamieniem węgielnym, na którym miał on wznieść swoją budowlę.’

Reszta powieści jest nieważna, oprócz kilku znamiennych epizodów. Podtytuł powieści brzmi: “Historia Jutra, 1920-1935″. Jej bohaterem jest młody absolwent Akademii West Point Philip Dru, będący pod wpływem Marksa. Po odkryciu konspiracyjnych machinacji Selwyna i  Thora, zostaje on jednogłośnie wybrany przywódcą mas na protestacyjnym zebraniu. Interesujące są okoliczności tego odkrycia: Ukryty w  pokoju Thora mikrofon (nowość w  1912 roku, lecz dzisiaj w  polityce tak powszechny jak Rocznik Polityków), który zapomniał on wyłączyć, przekazuje jego ‘tryumfalną’ rozmowę z  Selwynem po wyborze Rocklanda, jego własnemu sekretarzowi. Ten podaje ją do wiadomości prasie, która – wprost niewiarygodne – publikuje ją!. Dru zbiera armię (cudem uzbrojoną w  karabiny i  armaty), w  jednej bitwie pokonuje siły rządowe, maszeruje na Waszyngton i  ogłasza się ‘Administratorem Republiki’. Pierwszym jego czynem (podobnie jak prezydenta Wilsona) jest wprowadzenie ‘progresywnego podatku od wszelkich dochodów (Manifest Komunistyczny Marksa także domagał się ‘wysokiego progresywnego stopniowego podatku’; Protokoły – ‘progresywnego podatku od własności’).

Następnie Dru atakuje Meksyk i  republiki Ameryki Centralnej i  pobiwszy je w  jednej bitwie, jednoczy je pod sztandarem Ameryki. W  następnym rozdziale sztandar ten rozciąga sie także nad Kanadą i  brytyjskimi oraz francuskimi posiadłościami w  Indiach Zachodnich, jako ‘niekwestionowane godło władzy’. Oczywiście, House jest Philipem Dru i  Selwynem w  jednej osobie. Selwyn jest doskonałym organizatorem partyjnym i  przedstawicielm sekretnej władzy; Dru jest odurzonym ‘marzycielem utopijnym’ (jak w  Protokołach), który nie wie, jak wykorzystać zdobytą władzę. Ostatecznie, House sam nie wiedział, co począć z  tymi dwoma postaciami, będącymi w  istocie jedną, i  zmuszony był je połączyć, czyniąc z  Selwyna, byłego niekczemnika, powiernika i  kompana Dru. Najwidoczniej też nie wiedział, co uczynić z  samym Dru, nie sięgając do tak drastycznych środków, jak oddanie go na pastwę niedźwiedziom. Wsadził go więc na okręt płynący w  nieznanym kierunku i  dodał mu za towarzyszkę Glorię (spragnioną miłości dziewczynę, która przez pięćdziesiąt rozdziałów musiała wysłuchiwać jego chaotycznych planów przekształcenia świata). Książkę zakończył słowami: ‘Szczęśliwa Gloria! Szczęśliwy Philip! […] Dokąd płyną? Czy powrócą? Takie pytania zadawali wszystcy, lecz nikt nie potrafił na nie odpowiedzieć.’

W istocie mało kto potrafił przebrnąć do końca tej ksiązki i  nikogo nie obchodziło, dokąd popłyną Gloria i  Philip – z  jednym wyjątkiem. Jedynym człowiekiem na świecie, dla którego ta historia mogła mieć wydzwięk – tak makabryczny jak dla Doriana Greya jego własny portret, był Woodrow Wilson. Pod tym względem, powieść “Adminstrator Philip Dru” była wyjątkowym dziełem. Historyka muszą dręczyć dwa pytania: Czy Wilson je czytał? Czym powodował się House (lub jego prompter), ogłaszając publicznie dokładny obraz swoich poczynań w  momencie, gdy ‘jego człowiek’ miał być nominowany i  wybrany? Z  tego punktu widzenia powieść nabiera cech sadystycznej kpiny, a  czytelnik dochodzi do przekonania, że grupa otaczająca House musiała być tak złowroga, jak opisał ją w  rozdziale ‘Tryumf Konspiratorów’.

Czy możliwym jest, że Wilson jej nie czytał? Na pewno podczas kampanii wyborczej ktoś z  jego przyjaciół lub wrogów musiał mu ją wetknąć do ręki. Historyka interesuje fakt, czy przeczytanie jej prędzej czy później, nie wpłynęło na jego przyszły stan psychiczny i  fizyczny. Dla przykładu można przytoczyć kilka współczesnych komentarzy (choć wyprzedzają one nieco niniejszą narrację). O  człowieku przez siebie ‘wyznaczonym i  wybranym’, ‘jedynym nadającym się na to stanowisko’, tak pisał House: ‘miałem w tym czasie’ (w 1914 roku) ‘, jak i  później wrażenie, że prezydent pragnie śmierci; jego postawa i  stan psychiczny wyraźnie wskazywały, że nie widzi sensu w  życiu’. Niedługo po wyborze Wilsona, ambasador brytyjski Sir Horace Plumkett pisał do House’a: ‘Złożyłem kurtuazyjną wizytę prezydentowi i  zaskoczony byłem jego znużonym wyglądem; okropnie się zmienił od stycznia’. Sześć lat później wysłannik rządu brytyjskiego Sir Willima Wiseman, powiedział panu House: ‘Zaszokowałmnie jego wygląd… Twarz miał szarą, ściągniętą, często wykrzywiającą się w  żałosnym wysiłku, aby opanować nadszarpane nerwy’ (1919)a)

Najwidoczniej najpewniejszą drogą do zaszczucia człowieka jest wyniesienie go na wysoki urząd, który ma sprawować jako instrument niewidzialnych sił. W  świetle ujawnionych teraz faktów, Wilson miał prawo wyglądać jak widmo. Jak się wydaje, rabin Wiese, House i  otoczający go ludzie spoglądali na niego, jak kolekcjoner patrzy na okaz przyszpilony szpilką. W  tych okolicznościach, jego postanowienie jako dwudziestoletniego młodzieńca, że pewnego dnia zostanie prezydentem, musiało być wynikiem raczej przypuszczenia, niż objawienia. Wiedział o  tym rabin Wiese, który zapytał go kiedyś: ‘Kiedy po raz pierwszy pomyślał pan, czy zamarzył o  urzędzie prezydenta?’ Wiedząc lepiej od prezydenta o  kulisach realizacji tego marzenia, musiał zadać to pytanie ironicznie, lecz odpowiedz prezydenta: ‘od czasu ukończenia studiów w  Davidson College w  Południowej Karolinie byłem niezmiennie przekonany, że zostanę prezydentem’, kazała mu zapomnieć o  należnym szacunku i  zapytał szyderczo: ‘Nawet wtedy, gdy był pan nauczycielem w  żeńskim gimnazjum?’ Niewzruszony tym Wilson powtórzył: ‘Nigdy nie przestałem myśleć, że zostanę prezydentem’.

W okresie między jego sekretnym ‘wyborem’ przez House’a w  1910 roku, a  nominacją na prezydenta w  1912 roku, Wilson zmuszony był publicznie złożyć hołd syjonizmowi, angażując w  jego sprawę naród amerykański, podobnie jak naród brytyjski został zaangażowany przez ofertę Ugandy w  1903 roku. Poduczony w  czasie kampanii prezydenckiej, Wilson wygłosił przemówienie o  ‘Prawach Żydów’, w  którym oznajmił: ‘Nie stoję tu, aby sympatyzować się z  naszymi współobywatelami Żydami, lecz aby potwierdzić nasze poczucie tożsamości z  nimi. Nie jest to tylko ich sprawa; jest to sprawa Ameryki’.

Można to było zrozumieć jedynie jako deklarację polityki zagranicznej przyszłego prezydenta. Nie istniała potrzeba ‘potwierdzania poczucia tożsamości’ między Amerykaninami, a  Amerykaninami; Żydzi w  Ameryce byli rzeczywiście wolni i  równi; jedynie ich odmowa identyfikowania się z  Ameryką mogłaby zmienić ten stan rzeczy. W  konsekwencji przemówienie Wilsona nadało tej odmowie charakter urzędowej aprobaty. Wyraźnie stwierdził, że ‘identyczność’ Żydów jest odmienna i  seperastyczna, oraz że Ameryka pod jego przywódctwem będzie popierać sprawę tej samo-segregacji.

Dla wtajemniczonych oznaczało to podpisanie się pod ideą syjonizmu. Była to także okrężna aluzja i  groźba pod adresem Rosji, gdyż słowa Wilsona przez implikację uznawały rosyjskich Żydów (stanowiących jedynych zorganizowanych syjonistów) za reprezentantów wszystkich Żydów. W  ten sposób Wilson przejął rolę Balfoura w  Amerykańskiej wersji tego dramatu.

W tym czasie cała propaganda syjonistyczna zwrócona była przeciw Rosji. Około trzydzieści lat minęło od zabójstwa cara Aleksandra II, który wzniecił wrogość rewolucjonistów próbami wprowadzenia monarchii konstytucyjnej (jak zauważył dr  Kastein, udział Żydów w  tym zabójstwie był ‘naturalnie zrozumiały’). Jego następca Aleksander III był zmuszony poświęcić się zwalczaniu rewolucji. Współczesny Wilsonowi car Mikołaj II wznowił próby Aleksandra II w  kierunku uspokojenia i  zjednoczenia kraju rozszerzając prawa wyborcze, w  czym natrafił na silną opozycję talmudycznych syjonistów.

Otwarty atak Wilsona na ‘nietolerancję’ rosyjską zbiegł się z  jeszcze jednym zabójstwem w  Rosji, które zniweczyło pracę Mikołaja II. Podczas rewolucji 1906 roku wydał on dekret czyniący Rosję monarchią konstytucyjną, a  w 1907 roku wprowadziłpowszechne głosowanie. Rewolucjoniści, którzy bardziej obawiali się tych reform niż Kozaków, wykorzystali pierwsze posiedzenie Zgromadzenia Ludowego na wzniecenie hałaśliwych rozruchów i  doprowadzili do jego rozwiązania. Następnie car powołał na urząd premiera światłego polityka hrabiego Stołypina, który wydał dekret o  reformie rolnej, po czym ogłosił nowe wybory. W  rezultacie, drugi parlament powitał go burzliwą owacją, a  rewolucjoniści stracili wpływy (około 3 000 000 bezrolnych chłopów otrzymało ziemię).

W tym momencie przyszłość Rosji wydawała się bardziej świetlana niż kiedykolwiek w  historii. Stołypin, który stał się bohaterem narodowym, pisał: ‘Głównym naszym celem jest wzmocnienie ludności rolnej. Od niej zależy siła kraju […] Dajcie krajowi dziesięć lat spokoju wewnętrznego i  nie poznacie Rosji’.

Te dziesięć lat spokoju zmieniłoby na lepsze bieg historii; zamiast nich interwencja konspiracji przyniosła dziesięć dni, które wstrząsneły światem. W  1911 roku hr Stołypin pojechał do Kijowa na odsłonięcie przez cara pomnika zamordowanego Wyzwoliciela Aleksandra II i  na galowym przedstawieniu w  teatrze został zastrzelony przez żydowskiego rewolucjonistę Bagrowa (w 1917 roku żydowski komisarz zastrzelił także w  grupie uchodźców dziewczynę, odkrywszy że jest ona córką hrabiego Stołypina).

Wydarzenia te miały miejsce we wrześniu 1911 roku; w  grudniu tegoż roku kandydat na prezydenta, Wilson wygłosił przemówienie, wyrażające ‘poczucie tożsamości’ ze sprawą żydowską. W  listopadzie 1911 roku Wilson po raz pierwszy spotkał się z  człowiekiem, który ‘wybrał’ go w  1910 roku (i który już zdążył ‘zmobilizować swoich wszystkich przyjaciół politycznych i  zwolenników’ dla Wilsona). Swojemu szwagrowi House oświadczył: ‘Nigdy dotąd nie udało mi się znaleźć w tym samym czasie człowieka i  odpowiednich warunków’.

Przed wyborami, House przygotował listę ministrów (patrz Philip Dru) w  porozumieniu z  Bernardem Baruchem, który wchodzi teraz w  tok niniejszej narracji. Był on prawdopodobnie najważniejszą ze wszystkich postaci, przewijających się w  ciągu przeszłych pięćdziesięciu lat. Miał się stać ‘doradcą’ kilku prezydentów i  jeszcze w  latach 50-tych doradzał prezydentowi Eisenhowerowi i  Churchillowi. W  1912 roku był jedynie znany jako wysoce fortunny finansista. Według swojego biografa, wniósł on 50 000 dolarów do kampanii Wilsona.

Podczas kampanii wyborczej, Wilson miał okazję odczuć nałożone na niego wędzidło. Po kilku początkowych wyskokach, Wilson przyrzekł House ‘nie działać samodzielnie w  przyszłości’ (podobnie jak we wcześniej cytowanej powieści Philip Dru). Zaraz po wyborach przyjął rabina Wiese ‘na dłuższej audiencji’, podczas której dyskutowali ‘sprawy rosyjskie ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji Żydów’ (według relacji Wiese). W  tym samym czasie House był na obiedzie z  Louisem D. Brandeis, wybitnym żydowskim prawnikiem. Z  rozmowy tej zanotował, że ‘byliśmy jednomyślni co do nadchodzących kwestii’.

Tak więc z  czterech osób najbliższego otoczenia Wilsona, trzy były Żydami, odgrywającymi główną rolę w  propagowaniu idei re-segracji Żydów przez syjonizm i  ambicji palestyńskich. W  tym czasie Brandeis i  rabin Wiese byli czołowymi syjonistami amerykańskimi. Brandies jako nowa postać wchodzaca w  tok narracji, zasługuje tu na oddzielny paragraf.

Wyróżniał się wyglądem i  intelektem, lecz ani on sam, ani inny prawnik nie byliby w  stanie określić, co stanowiło o  jego ‘żydowstwie’. Nie praktykował religii judaistycznej, ani w  formie ortodoksyjnej, czy reformowanej, a  sam napisał: ‘Przez całe życie miałem mały kontakt z  Żydami i  Judaizmem i  nie zajmowałem się jego problemami’. Nawrócenie jego miało charakter irracjonalnie romantyczny (podobnie jak w  wypadku Balfoura): pewnego dnia 1897 roku przeczytał w  gazecie sprawozdanie z  przemowy dr  Herzla na I  Kongresie Syjonistycznym, po czym oświadczył żonie: ‘To sprawa, za którą oddałbym życie’.

Tak odbyła się błyskawiczna transformacja asymilowanego Żyda amerykańskiego. Swoją żarliwość przechrzty objawił w  atakach na ‘asymilację’: ‘Nie da się uniknąć asymilacji bez przywrócenia Ojczyzny jako ośrodka promieniowania ducha żydowskiego’. Jednakże Żydzi rosyjscy nie dowierzali temu produktowi asymilacji, pragnącemu się teraz od-asymilować. Mierziły ich jego częste wypowiedzi o  ‘amerykanizacji’. Jego powiedzenie ‘Dochodzę do syjonizmu przez amerykanizm’, było dla talmudystów równoznaczne ze stwierdzeniem, że do syjonizmu można dojść przez ‘rusyfikację’, którą zawzięłi się zniszczyć. Istotnie, admiracja tendencji asymilacyjnych w  Ameryce przy jednoczesnym propagowaniu najściślejszej segregacji rasowej, wydawała się niezbyt logiczna. Mimo swej wiedzy prawniczej, Baradeis nigdy chyba nie zrozumiał prawdziwej natury syjonizmu. W  amerykańskim syjoniźmie odegrał rolę Herzla (tak jak Wiese – rolę Weizmanna), a  po spełnieniu swej funkcji został brutalnie porzucony. Tym niemniej, w  decydującym momencie 1917 roku był czołową postacią.

Tak wyglądało otoczenie zniewolonego prezydenta w  chwili, gdy Ameryka zdążała ku I  Wojnie Światowej, i  taką była sprawa, której miał on być narzędziem przez zaanażowanie w  niej swojego kraju. Po jego wyborze House przejął jego korespondencję, decydował o  przyjęciu lub odrzuceniu petentów, dyktował ministrom ich posunięcia, etc. Znalazł przy tym czas na napisanie tej zadziwiającej powieści. Pożądał władzy i  osiągnął ją, ale nigdy nie mógł zdecydować, na co jest mu potrzebna. Ambicja jego wydawała się bezcelowa; w  retrospekcie podobny jest do bohatera powieści napisanej przez innego polityka – Savroli, o  którym jej autor, Winston Churchill powiada: ‘Ambicja była jego siłą motywującą, wobec której Savrola był bezsilny’. U  schyłku swego życia, samotny i  zapomniany House znienawidził Philipa Dru.

Tym niemniej, w  latach 1911-19 miał cudowne życie. Upajał się poczuciem władzy jako takiej, a  jednocześnie był zbyt życzliwy dla Rocklanda w  Białym Domu, aby go skrzywdzić:

‘Obcując z  prezydentem i  innymi ludzmi, na których pragnąłem wpłynąć, nieodmiennie zmierzałem do przekonania ich, że idee, jakie im poddaję, sa ich własnymi. Naturalnie, mogłem dogłębniej niż prezydent przemyśleć pewne sprawy i  miałem okazję przedyskutować je dokładniej, niż on. Lecz prawdą jest, że w  dochodzeniu do wniosków nikt nie lubi być sterowanym przez kogoś innego. Na tym punkcie wszystcy jesteśmy jednakowo próżni. Większość ludzi, w  swoich poczynaniach w  zbyt wielkim stopniu kieruje się próżnością. Tak się składa, że ja nie. Nie obchodzi mnie, komu przypada uznanie za idee przekazane przeze mnie. Najważniejszą rzeczą jest wprowadzanie idei w  życie. Prawdę mówiąc, zazwyczaj idee te nie pochodziły ode mnie […]’
(według wcześniej cytowanego jego biografa, Howdena).

Tak więc, ktoś ‘sterował’ Housem, który z  kolei sterował Wilsonem ku uznaniu konieczności oddania Palestyny grupie mieszkańców talmudycznych okręgów Rosji. Oczywistą konsekwencją takiego posunięcia miało być ustanowienie w  tym rejonie permanentnego zagrożenia wojną światową, oraz ponowne odseparowanie Żydów świata od ludzkości. Plan ten zakładał także zniszczenie Rosji i  rozszerzenie rewolucji światowej.

W tym czasie, w  1913 roku wydarzył się nieważny, jak się wydawało, epizod, lecz który powinien zostać tu odnotowany z  uwagi na jego późniejsze ważkie konsekwencje. W  Ameryce istniała organizacja zwana B’nai B’rith (po hebrajsku ‘Dzieci Przymierza’). Założona w  1843 roku jako braterska loża wyłącznie dla Żydów, zwana była ‘czysto amerykańską instytucją’, lecz z  czasem otworzyła oddziały w  wielu innych krajach i  dzisiaj pretenduje do reprezentowania wszystkich Żydów na całym świecie’, tak że obecnie wydaje się stanowić część instytucji opisanej przez dr  Kasteina jako ‘międzynarodówka żydowska’. W  1913 roku z  B’nai B’irth wydzieliła się mała odrośl, ‘Liga Anty-Zniesławiająca’. Miała ona z  czasem urość do znacznych rozmiarów i  wielkiej potęgi; powstałe w  jej obrębie państwo-w-państwie dorobiło się czegoś w  rodzaju tajnej policji. Będzie o  niej mowa dalej.

Z chwilą wyniesienia Wilsona i  jego grupy skupionej poza fotelem prezydenckim, scena do zbliżającej się wojny była gotowa. W  dziele promowania wielkiego supernacjonalnego planu podczas wojny, Ameryce dostała się funkcja pomocnicza. Na pierwszym etapie osiągnięcia najwyższego celu główna rola przypadła Anglii, choć w  momencie wybuchu wojny jej rząd nie został jeszcze całkowicie opanowany.

Historia niniejsza powraca więc na drugą stronę Atlantyku do Anglii, gdzie Balfour przygotowuje się do ponownego objęcia rządu. Tu czołowe postacie ciągle jeszcze nie były podatne na przyjęcie ukrytych celów i  planów; ożywione zapałem walki i  pragnieniem jak najszybszego doprowadzenia jej do zwycięskiego końca na terenie, gdzie się zaczęła – w  Europie. Należało ich ustawić na właściwych pozycjach, aby zrealizować proces zapowiedziany w  1903 roku przez Maksa Nordau. Stąd wypływała konieczność zdyscyplinowania lub usunięcia opornych.

Tak więc w  Anglii, lata 1914-16 przebiegały pod znakiem walki o  zastąpienie tych ludzi innymi, którzy podobnie jak Wilson potrafią się podporządkować.

Rozdział 30. Decydująca bitwa ->


a) Bardzo podobne są współczesne opisy Rooselevelta, którego House także uważał za ‘figuranta’. Robert E. Sherwood często podkreślał, że Roosevelta prześladowało ‘widmo Wilsona’. W  1935 roku, dwa lata po wyborze Roosevelta, jego kierownik partyjny James Farley pisał: ‘Prezydent nie wygląda dobrze […] twarz ma ściągniętą i  opóźnione reakcje’. Dwa lata później pisał, że był ‘zaszokowany wyglądem prezydenta’. W  1943 roku także madame Chang-Kai-shek była ‘zaszokowana wyglądem prezydenta’. W  1944 roku Merriman Smith opowiadał, że ‘wyglądał on starzej, niż kiedykolwiek i  mówił chaotycznie’. John T. Flynn mówił, że zdjęcia prezydenta ‘zaszokowały naród’. W  1945 roku członek rządu, Miss Frances Perkins wyszła z  jego gabinetu ze słowami: ‘Nie mogę tego dłużej znieść – prezydent wygląda okropnie’.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:16.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 30. Decydująca bitwa

Wojna lat 1914-18 była pierwszą wojną narodów, a  nie – jak dotąd – armii; kierująca nią ręką dotknęła prawie każdego dom w  Europie i  w wielu krajach pozaeuropejskich. Dla świata była nowością, choć została przepowiedziana przez komunistycznych i  syjonistycznych konspiratorów. Protokoły z  1905 roku zapowiedziały ‘uniwersalną wojnę’ siłom opierającym się ich planowi. W  1903 roku Max Nordau oświadczył, że ambicje syjonistyczne w  Palestynie urzeczywistnione zostaną w  ‘nadchodzącej wojnie światowej’.

Niezbędnym warunkiem sprawdzenia się tych słów jako przejawu zawczasu objawionej ‘niesamowitej wiedzy’, było opanowanie przez konspirację rządów państw, których politykę i  działania militarne można było zaprzęgnąć do realizacji celów konspiracji, zamiast ich narodowych interesów. Jak pokazaliśmy, prezydent amerykański już od 1912 roku był w  mocy swych tajnych ‘doradców’, a  jeśli przyjąć jego portret ukazany przez House’a (zarówno w  jego powieści, jak i  ”Prywatnych Papierach”) za wiarygodny, zgadza się on z  obrazem, jaki dają Protokoły: ‘[…] właśnie zastąpiliśmy władcę przez karykaturę prezydenta, wziętego z  tłumu, ze środowiska naszych marionetek, naszych niewolników’.

Jednakże w  pierwszych etapach I  Wojny Światowej, sprawa ‘wielkiego ‘planu’ nie wymagała aktywnego udziału Wilsona; funkcję tą miał on przyjąć później. Początkowo najważniejszym celem było zdobycie kontroli nad rządem brytyjskim. Walka o  to zajęła dwa lata i  skończyła się zwycięstwem intrygantów, których poczynania nieznane były opinii publicznej. Ta właśnie walka, toczona w  ‘labiryntach polityki międzynarodowej’, była decydującą bitwą I  Wojny Światowej. Mówiąc ściślej (jako że żadna decyzja nie jest ostateczna i  może być później zmodyfikowana), wywarła ona najważniejszy i  permanentny wpływ na bieg wydarzeń dwudziestego stulecia; jej skutki zdominowały okres międzywojenny i  II Wojny Światowej, a  dzisiaj w  1956 roku, wydaje się ona być najprawdopobniejszym powodem trzeciej ‘wojny powszechnej’. Żadne zmagania wojenne z  lat 1914-18 nie wycisnęły takiego piętna na przyszłości, jak uczyniło to opanowanie rządu brytyjskiego w  1916 roku. Proces ten ukryty był przed oczami mas zaangażowanych w  wojnie. Od początku do końca Brytyjczycy wierzyli, że mają jedynie do czynienia z  zapalczywym teutońskim Panem Wojny, a  Amerykanie dopatrywali się przyczyn zamieszania w  niepoprawnie kłótliwym charakterze narodów europejskich.

W 1914 roku Anglia nie zaznała sytuacji, jaką przyniosło w  Ameryce sekretne zniewolenie prezydenta Wilsona. Decyzje polityczne i  militarne pozostawały w  rękach ludzi, którzy w  toku wojny podejmowali je wyłącznie pod kątem ich użyteczności dla zwycięstwa i  interesu kraju. Dla sprawy syjonizmu kryterium to było bezużyteczne. Historia pierwszych dwóch lat czteroletniej wojny była zakulisową sceną walki o  usunięcie tych ludzi i  zastąpnienie ich przez bardziej uległych.

Nie licząc fatalnej decyzji rządu Balfoura w  1903 roku, przed 1914 roku konspiracji udało się spenetrować jedynie przedsionki władzy. Po 1914 roku coraz więcej czołowych przywódców zaczęło wiązać się z  destruktywnym przedsięwzięciem syjonizmu. Dzisiaj znany jest powszechnie wpływ tzw. ‘względów praktycznych’ (publiczna popularność lub niełaska, głosy, zaplecze finansowe, urzędy) na polityków, gdyż sprawy te opisano w  wielu autentycznych publikacjach. Jednakże, w  tamtych czasach jedynie bardzo przenikliwy i  przewidujący polityk angielski mógł w  syjoniźmie upatrywać klucza do kariery. Jedynym możliwym bodźcem mogło być romatyczne odurzenie, jak w  wypadku Balfoura. Archiwa tego okresu nie dają jednoznacznego wyjaśnienia tego niezrozumiałego fenomenu. Co więcej, Anglicy zawsze starali się podbudowywać motywy swojego postępowania czynnikiem moralnym i  sami byli gotowi w  to uwierzyć. Tendencja ta zainspirowała Macaulay’a do uwagi: ‘trudno wyobrazić sobie bardziej komiczne widowisko, niż naród brytyjski w  jego okresowych napadach moralności’. Być może więc, niektórzy uczestnicy tej intrygi (a taką niewątpiwie była) działali w  dobrej wierze. Ten proces samo-ułudy widoczny jest w  pewnym stwwierdzeniu, jakie sam odkryłem, a  które wyraźnie identyfikuje grupę pro-syjonistów w  ówczesnych wyższych sferach Anglii, i  które potwierdza uwagę Macauleya.

Autorem jego jest Oliver Locker-Lampson, konserwatywny członek parlamentu z  początku tego wieku. Nie odgrywał on tam większej roli i  jeśli jest znany, to jedynie z  późniejszego fanatycznego poparcia dla syjonizmu w  parlamencie i  poza nim. Był on także osobistym przyjacielem wielu osobistości, które obdarzyły naród brytyjski syjonizmem. W  1952 roku pisał on w  londyńskim tygodniku:

‘Winston, Loyd George, Balfour i  ja wychowaliśmy się w  duchu żarliwego protestantyzmu, wierzącego w  nadejście Zbawiciela z  chwilą, gdy Żydzi odzyskają Palestynę’. Jest to mesjanistyczna idea Milenistów Cromwella, przeszczepiona na XX wiek. Jedynie wyżej wymienieni, z  których ostał się tylko jeden, mogą potwierdzić wiarygodność powyższego stwierdzenia. Czytelnik sam musi osądzić, czy istotnie wyraża ono istotę protestantyzmu, niezależnie od jego głębi. Trudno się jednak zgodzić, aby mogło ono stanowić racjonalną podstawę dla podejmowania decyzji politycznych i  militarnych podczas wojny. Poza tym, jest ono wyrazem tej samej świętokradczej idei, jaka motywowała Proroka Monka i  jemu podobnych: że Bóg zapomniał o  swoim obowiązku i  że należy go w  tym wyręczyć. Tak czy inaczej, faktem jest istnienie takiej grupy ludzi i  możemy równie dobrze dla ich określenia użyć powyższej nazwy: Żarliwych Protestantów.

Wybuch Pierwszej Wojny Światowej zbiegł się z  ambicjami tych Żarliwych Protestantów do przejęcia władzy, która pozwoliła by im skierować operacje wojskowe w  Europie dla sprawy zdobycia Palestyny dla syjonistów. Dr  Wiezmann, którego pozostawiliśmy w  1906 roku w  Manchesterze przy rozmowie z  Balfourem, od razy włączył się do akcji: ‘nadszedł czas […] warunki polityczne będą sprzyjające’, pisał w  październiku 1914 roku. Wyszukał C. P. Scotta, redaktora Machester Guardian, nałogowego orędownika każdej sprawy obcej jego narodowi. Scott uradował się, usłyszawszy iż przybysz jest ‘Żydem nienawidzącym Rosji’ (Rosja, sojusznik Anglii, w  tym czasie ratowała armie brytyjską i  francuską na Zachodzie uderzeniem na wschodnim froncie) i  z miejsca zaprosił go na śniadanie z  Lloyd Georgiem, ówczesnym kanclerzem Skarbu. Lloyd George (którego nastawienie do wojny europejskiej, jak zauważył dr  Weizmann, było ‘niezwykle nonszalanckie’), wyrażał się ‘ciepło i  zachęcająco’ o  syjoniźmie i  zaproponował ponowne spotkanie z  Balfourem. Spotkanie to miało miejsce 14 grudnia 1914 roku. Nawiązując do rozmowy z  1906 roku, Balfour ‘całkiem nonszalancko’ zapytał Dr  Wiezmanna, w  czym może mu praktycznie pomóc. Usłyszał odpowiedz: ‘Nie teraz, gdy grzmią armaty; przyjdę później, kiedy wyjaśni się sytuacja militarna’. Relacja pani Dugdale potwierdza własne słowa dr  Weizmanna: ‘Nie skorzystałem z  tej oferty, gdyż ani czas, ani miejsce nie były odpowiednie’. Na tym to spotkaniu Balfour wielkodusznie oświadczył, że ‘gdy zamilkną działa, może pan dostać swoją Jerozolimę’.

Dr Weizmann miał powód, aby nie rzucać się łapczywie na ‘całkiem nonszalancką’ ofertę Balfoura. Główna kwatera syjonistów mieściła się wówczas w Berlinie, a  koledzy dr  Weizmanna byli przekonani, że Niemcy wygrają wojnę. Woleli się najpierw upewnić przed wyłożeniem kart na stół. Gdy później zdecydowali się postawić na kartę aliancką, ‘działa’ ciągle jeszcze ‘grzmiały’.To nie wzgląd na jatki europejskie odwiódł dr  Weizmanna od ‘przyjęcia oferty’. Jak szczerze powiedział Balfourowi (choć ten nie mogł zrozumieć procesu myślowego Weizmanna) ‘czas […] jest nieodpowiedni’ i  dr Weizmann zamierzał poczekać do ‘wyjaśnienia się sytuacji militarnej’.

Co znamienne, niektórzy autorzy powyższych cytatów, nieznanych szerszej publiczności, zdają się umyślnie plątać daty – w  tym czasie powinni byli przede wszystkim zajmować się losem Anglii. Przytoczyłem już jeden przykład widocznej konfuzji co do daty opisanego wyżej drugiego spotkania Balfoura z  Weizmannem. Podobnie też i  Lloyd George pisze, że jego pierwsze spotkanie z  dr Weizmannem, które określa jako ‘przypadkowe’, miało miejsce w 1917 roku, gdy pełnił funkcję premiera. Dr  Weizmann lekceważąco koryguje ten fakt: ‘w istocie Lloyd George zaczął popierać ideę żydowskiego kraju na długo przed objęciem urzędu premiera i  w międzyczasie widziałem się z  nim kilka razy’.

Trzecie spotkanie z  Balfourem, ‘ważka rozmowa, trwająca kilka godzin’, przebiegła ‘nadzwyczaj pomyślnie’. Dr  Wiezmann ponownie zadeklarował swoją ‘nienawiść do Rosji’, znajdującego się wtedy w  opałach sojusznika Anglii. Balfour wyraził delikatne zdziwienie: ‘Jako może przyjaciel Anglii być tak anty-rosyjski w  chwili, gdy Rosja robi wszystko, aby pomóc Anglii wygrać wojnę’. Jednakże podobnie jak w  poprzednim wypadku, gdy uczynił aluzję do anty-syjonistycznej postawy Żydów brytyjskich, nie zamierzał się teraz wdawać w  dyskusję i  zakończył rozmowę słowami: ‘Pracuje pan dla wielkiej sprawy; musi pan częściej przychodzić’.

Lloyd George także ostrzegał Weizmanna, że ‘niewątpliwie należy się liczyć z  silną opozycją ze strony pewnych kół żydowskich’, na co otrzymał typową odpowiedz: ‘to przeważnie bogaci i  wpływowi Żydzi są przeciw nam’. Co dziwne, ta aluzja zdawała się wywierać wrażenie na Żarliwych Protestantach, którzy sami byli bogaci i  wpływowi. Wkrótce nabrali podobnej niechęci do swych rodaków, Żydów angielskich, jaką żywił do nich natrętny dr  Wiezmann z  Rosji.

Opozycja wobec syjonizmu rodziła się w  innych kołach. W  tym czasie szczyty władzy zajmowali jeszcze ludzie, dla których najważniejszą sprawą był interes narodowy i  wygranie wojny. Nie mieli oni zamiaru tolerować ‘nienawiści’ wobec sojuszników wojskowych, czy też być orędownikami bezużytecznych ‘drugorzędnych frontów’ w  Palestynie. Do tej grupy należeli Herbert Asquith (premier), lord Kitchener (minister Wojny), Sir Douglas Haig (główny dowódca armii we Francji), i  Sir William Roberston (szef sztabu we Francji; późniejszy szef imperialnego sztabu generalnego).

Asquith był ostatnim przywódcą Liberałów w  Anglii, usiłującym pogodzić ‘liberalizm’ z  interesem narodowym i  uczuciami religijnymi, w  odróżnieniu od sensu, jaki określenie to przybrało w  ciagu ostatnich czterdziestu lat (i jaki przypisywały mu Protokoły: ‘Kiedy wprowadziliśmy do organizmu państwowego truciznę liberalizmu, cała jego kompleksja polityczna uległa zmianie: państwa zapadły na chorobę śmiertelną – zakażenie krwi […]’). Z  chwilą jego utrącenia, prawdziwy Liberalizm zamarł w  Anglii, podobnie jak zanikła i  upadła reprezentująca go partia. Pozostała po nim jedynie nazwa, służąca później za przykrywkę komunizmowi i  armii jego ‘utopijnych marzycieli’.

Wiadomość o  gotującej się intrydze dotarła do Asquitha przy okazji przedstawieniu mu projektu o  państwie żydowskim w  Palestynie przez żydowskiego ministra, Herberta Samuela, który był obecny przy rozmowie Weizmanna z  Lloyd Georgiem podczas śniadania w  grudniu 1914 roku. Tych dwóch wiedziało o  niej wcześniej. Asquth odnotował: ‘[…] propozycję Samuelsa popierającą aneksję Palestyny przez Wlk Brytanię; kraju wielkości Walii, pokrytego jałowymi górami i  w części pozbawionego wody. Uważa on, że na tym niesprzyjającym terrytorium możemy uplasować od trzech do czterech milionów Żydów […] Nie jestem za tym projektem, mogącym nam tylko dodać kłopotu […] Jedynym oprócz niego orędownikiem tej sprawy jest Lloyd George, a  nie potrzebuję dodawać, że Żydzi go wcale nie obchodzą, ani ich przyszłość […]’.

Asquith (który trafnie podsumował Lloyd Georga) do końca nie zmienił zdania. Dziesięć lat później, dawno już odsunięty od władzy, odwiedził Palestynę i  napisał: ‘To gadanie o  utworzeniu państwa żydowskiego w  Palestynie wydaje mi się tak samo fantystyczne, jak przedtem’. W  1915 roku przez swój negatywny stosunek do tej sprawy stał się objektem intrygi, zmierzającej do usunięcia go ze stanowiska. Dopóki mógł, powstrzymywał swój kraj przed awanturą palestyńską; zgadzał się ze stanowiskiem przywódców wojskowych, że wojnę można wygrać jedynie na głównym froncie europejskim.

Podobnego zdania był lord Kitchener, cieszący się wielkim autorytetem i  popularnością. Uważał, że w  tej chwili najważniejszym celem militarnym jest utrzymanie Rosji w  stanie wojny (syjoniści pragnęli zniszczenia Rosji, o  czym nie omieszkali powiadomić Żarliwych Protestantów). W  czerwcu 1916 roku Asquith wysłał lorda Kitchenera do Rosji. Kitchener zniknął wraz z  krążownikiem Hampshire, na którym płynął. Dobrze poinformowani zgadzają się, że był on jedynym człowiekiem, który mógł uratować Rosję. Tak więc rozwiała się główna przeszkoda, stojąca na drodze rewolucji światowej i  imprezy syjonistycznej. Być może, nie udałoby się narzucić Zachodowi syjonizmu, gdyby on żył. Pamiętam reakcję żołnierzy na Froncie Zachodnim, gdy usłyszeli o  wypadku; odczuli go jak przegraną batalię. Nie wiedzieli, jak bliska prawdy była ich intuicja.

Odtąd jedynie Asquith, Robertson, Haig i  Żydzi angielscy pozostali jako przeszkoda na drodze syjonizmu. Koło intrygi zataczało coraz większe kręgi. Times i  Sunday Times przyłączyły się do Manchester Guardiana w  entuzjazmie dla syjonizmu, a  koła rządowe w  dodatku do Balfoura i  Lloyd Georga zyskały nowych zwolenników. Lord Milner (który wkrótce miał wejść w  skład rządu) oświadczył, że ‘mylą się Arabowie, jeśli sądzą, że Palestyna pozostanie arabska’. W  tym samym czasie pułkownik Lawrence podrywał Arabów do rewolty przeciw wrogowi Aliantów – Turcji. Philip Kerr (późniejszy lord Lothian, a  ówczesny sekretarz Lloyd Georga) zawyrokował, że ‘Żydowska Palestyna’ musi się wyzwolić z  niewoli ‘wściekłego psa berlińskiego’ (jak na użytek ‘motłochu’ nazywano Kaisera). Sir Mark Sykes, szef sekretariatu Gabinetu Wojennego, który był ‘jednym z  naszych największych przyjaciół’ (dr Weizmann), rozciągnął ideę wyzwolenia na ‘Żydów, Arabów i  Armeńczyków’.

Tego rodzaju propaganda jest ciągle nieodłącznym środkiem ‘przekonania’ ‘szerokich mas’. Arabowie i  Armeńczycy byli już na miejscu i  nie mieli pretensji do przeprowadzania się donikąd. Żydzi europejscy cieszyli się taką samą wolnością, jak inni obywatele; Żydzi palestyńscy okazali chęć przeniesienia się do Ugandy, a  w Europie i  Ameryce Żydzi pragnęli pozostać tam, gdzie byli. Jedynie zjudeizowani Chazarowie rosyjscy pod przywódctwem talmudycznych kierowników zapragnęli posiadania Palestyny. Dla przyszłych dziejów formuła Sir Marka była fatalna, gdyż przygotowała grunt dalszym awanturom na miarę palestyńskiej. W  odróżnieniu od Żarliwych Protestantów, był on ekspertem od spraw Bliskiego Wschodu i  powinien mieć lepsze rozeznanie od nich.

Podobnie zwodniczą formułą posługiwał się jeszcze inny nowicjusz, lord Robert Cecil: ‘Arabia dla Arabów, Judea dla Żydów, Armenia dla Armeńczyków’ (sprawa wyzwolenia Armenii wkrótce zniknęła z  areny). Stanowi on ciekawy przypadek, gdyż rodzinę Cecilów zawsze cechował wrodzony zmysł polityczny. Syjonizm posiada dziwną moc sprowadzania aberracji umysłowych u  rozsądnych ludzi. Balfour (w połowie Cecil) w  innych sprawach wykazywał rozsądek właściwy Cecilom; opracowany przez niego plan reorganizacji Europy po wojnie jest wzorem rozważnej myśli politycznej, lecz w  kwestii syjonizmu zachowywał się jak odurzony.

Podobnie niewytłumaczalny jest przypadek lorda Cecila. Pamiętam jego wykład o  Lidze Narodów, jaki dał w  Berlinie w  latach trzydziestych. Wysoki, zgarbiony, podobny do jastrzębia, mądry pokoleniami przodków, wygłaszał z  olimpijskich wyżyn ostrzeżenia co do przyszłości, wzywając z  grobu ‘hebrajskich Proroków’. Na młodym dziennikarzu, jakim wtedy byłem, zrobił wielkie wrażenie, choć niewiele zrozumiałem z  jego myśli. Dzisiaj, gdy zdążyłem się czegoś nauczyć, sprawa ta ciągle pozostaje dla mnie tajemnicza; cokolwiek dałoby się powiedziec o  Jeremiaszu, napewno był on anty-syjonistą.

A jednak dr  Weizmann powiada wyraźnie o  lordzie Robercie: ‘Dla niego, odtworzenie żydowskiego kraju w  Palestynie i zorganizowanie świata w  wielką federację, są dopełniającymi się czynnikami następnego etapu zarządzania sprawami ludzkimi […] Jako jeden z  założycieli Ligi Narodów, uważał sprawę kraju żydowskiego za równie ważną, jak sama Liga’.

Tu tajemnica się wyjaśnia; ale czy lord Robert był jej świadomy? Zdobycie Palestyny dla syjonistów z  Rosji było jedynie ‘następnym etapem’ w  ‘zarządzaniu sprawami ludzkimi’ (przychodzi tu na myśl powiedzenie lorda Actona o  ‘planie’ i  ‘kierownikach’). ‘Federacja światowa’ ukazana jest tu jako nieodłączna część tego samego planu. Podstawowym założeniem tej ligi, przejawiającym się w  różnych wariantach, jest pozbawienie narodów ich suwerenności i  zlikwidowanie odrębnych narodowości (co, oczywiście, jest też programem Protokołów). Jeżeli jednak narody mają zniknąć, czy fakt, że proces ich likwidacji ma zainicjować utworzenie nowego, jedynego narodu, nie oznacza, że ten ma sprawować nadrządną władzę nad ‘sprawami ludzkimi’? (teza jedynego nadrzędnego narodu ‘kierującego sprawami ludzkimi’ przewija się ciągle w  Starym Testamencie, Talmudzie, Protokołach i  w formalnym syjoniźmie).

Trudno zrozumieć zaślubiny lorda Roberta z  syjonizmem, zważywszy na jego wrodzony rozsądek, pozwalający mu jasno dostrzec niebezpieczeństwo despotyzmu światowego. W  tym samym czasie pisał on do House’a w  Ameryce:

‘Nie mam wątpliwości, że po wojnie powinniśmy uczynić wysiłek w  kierunku stworzenia mechanizmu zabezpieczającego pokój […] Widzę jednak niebezpieczeństwo w  tym, że mierzymy zbyt wysoko […] Nic bardziej nie zaszkodziło sprawie pokoju, jak załamanie się prób w  tym kierunku po Waterloo. Teraz na ogół nie pamięta się, że początkiem Świętego Przymierza była Liga Walki o  Pokój. Niestety, pozwoliła ona skierować swoją energię na cele, czyniące z  niej ligę podtrzymania tyraniii  dyskredytujące jej wiarygodność, nie mówiąc już o  jej innych nieskończenie złych skutkach […] Pokazuje to, jak najlepsze intencje potrafią źle się kończyć.’

Cytat ten dowodzi, że Lord Cecil powinien był dostrzec niebezpieczeństwo ‘skierowania energii na złe tory’, a  jednocześnie ukazuje jego niezrozumienie natury syjonizmu, jeśli uwierzymy opinii, jaką wyraził o  nim dr  Weizmann. W  chwili gdy pisał te słowa, w  Ameryce szykowała się nowa ‘Liga Walki o  Pokój’, organizowana przez szwagra House’a, dra  Mezesa. Miała ona być prekursorem różnego rodzaju przyszłych prób rządu światowego, ujawniających jasno intencje wpływowych grup, zmierzające do utworzenia ogólnoświatowej ‘ligi podtrzymującej tyranię’.

Tak więc, pod koniec drugiego roku I  Wojny Światowej, Żarliwi Protestanci stali się licznym bractwem, wpatrzonym nie w  Europę, lecz w  Palestynę, i  młócącym zboże dla rosyjskich syjonistów. Do grona wymienionych wyżej ‘przyjaciół’ dołączyli panowie Leopold Amery, Ormsby-Gore i  Ronald Graham. Syjonizm usadowił się we wszystkich departamentach rządowych, z  wyjątkiem ministerstwa Wojny. Bezprzecznie, ich pierwotny entuzjazm do syjonizmu musiał być podbudowany korzyściami materialnymi – intryga zakładała zastąpienie wysadzonych z  siodła ludzi.

Oporny premier Asquith usunięty został pod koniec 1916 roku. Historia ukazuje sposób, w  jaki to uczyniono, a  upływ czasu pozwala na ocenę skutków, jakie z  tego wynikły. Motywem, jaki ukazano szerokim masom, miała być nieudolność Asquitha w  prowadzeniu wojny. Szczerość tego zarzutu można osądzić w  świetle późniejszych faktów: pierwszym czynem jego następców było przerzucenie sił zbrojnych do Palestyny, w  wyniku czego Lloyd George omal nie przegrał wojny.

W dniu 25 listopada 1916 roku, Lloyd George wystąpił z  wnioskiem dymisji przewodniczącego Rady Wojennej i  przejęcia tej funkcji przez siebie. W  normalnych warunkach żądanie takie byłoby równoznaczne z  samobójstwem politycznym, lecz przy rządzie koalicyjnym, w  którym liberał Lloyd George miał poparcie przywódców konserwatywnych, Bonara Law i  Sir Edwarda Carsona, stanowiło ono ultimatum (prawodopodobnie tych dwóch istotnie wierzyło w  walory Lloyd George’a; trudno posądzać Torysów o  tak daleko idącą dwulicowość, aby mogli przewidzieć przyszłe zniszczenie przez niego Partii Liberalnej!)

Lloyd George zażądał także ustąpienia niekompetentnego konserwatysty Balfoura ze stanowiska Pierwszego Lorda Admiralicji. Oburzony premier liberalny sprzeciwił się zmianom w  Radzie Wojennej i  usunięciu Balfoura (4-go grudnia). Jednakże Balfour sam podał się do dymisji, na co premier odesłał mu kopię jego własnego listu z  odmową dysmisji. Następnie Balfour, choć złożony silnym atakiem grypy, znalazł na tyle sił, aby zgodnie z  życzeniem Lloyd George’a wysłać ponowny list rezygnacyjny, Lloyd George także podał się do dymisji.

Asquith został sam. 6-go grudnia, już po dymisji, Balfour poczuł się na tyle lepiej, aby przyjąć Lloyd George’a. Tego samego popołudnia przywódcy partii zdecydowali na konferencji, że chętnie będą służyć pod Balfourem. Baflour odmówił i  z kolei wyraził chęć służenia pod Lloyd George’m. Ostatecznie, Lloyd George został premierem i  mianował niekompetentnego Balfoura ministrem Spraw Zagranicznych. W  ten sposób dwóch potajemnych zwolenników syjonizmu objęło najwyższe urzędy polityczne i  odtąd cała energia rządu brytyjskiego skierowała się przede wszystkim ku zdobyciu Palestyny dla syjonistów. (W 1952 roku przeczytałem w  nowojorskim żydowskim czasopiśmie Commentary list sugerujący, że do zwycięstwa wyborczego Lloyd Georga głównie przyczynili się Żydzi z  Północnej Walii. Dowiedziałem się także z  wiarygodnych źródeł, że w  swej prywatnej praktyce prawniczej zyskał on wielu klientów żydowskich, lecz nie mogę za to ręczyć. Jak sądzę, w  tym wypadku trudno wykluczyć u  niego motyw sprzedajności; wskazywałyby na to nieścisłości jego relacji o  związkach z  syjonizmem, jakie dwukrotnie wytknął mu dr  Weizmann).

Tak więc nastąpiło przegrupowanie głównych postaci na scenie. Lloyd George, niski, bystry prawnik w  tużurku, wyglądał wśród wyższych od niego kolegów ubranych we staromodne fraki, jak wróbel pośród wron. Obok niego stał wysoki Balfour, znużony, gotowy zawsze odparować poważne pytanie lekceważąco cyniczną odpowiedzią; amator spokojnego tenisa. Widzę go teraz, sennie kroczącego przez Saint James Park do parlamentu . Tych dwóch otaczał grecki chór ministrów, ich zastępców, i  wyższych urzędników, którzy odkryli w  sobie Żarliwych Protestantów. Niektórzy z  tych syjonistycznych fellow-travellers mogli być szczerze omamieni i  nie zdawali sobie sprawy, na jakim wozie jadą. Lloyd George był pierwszym z  szeregu notabli, skorych do skorzystania z  okazji rokującej powodzenie; przez nich epitet ‘polityka dwudziestego wieku’ stał się złowieszczym synonimem i  im obecny wiek zawdzięcza większość swoich kłopotów.

Śmierć lorda Kitchenera i  usunięcie Asquitha pozostawiły jedynego człowieka, który sprzeciwiał się wykorzystaniu brytyjskiej potęgi militarnej do obcych celów. Grupa skupiona wokół Lloyd George’a napotkała na stanowczy opór Sir Williama Robertsona. Gdyby się do niej przyłączył, mógłby oczekiwać zaszczytów, tytułów, bankietów, honorów, orderów, baretek zapełniających pierś; mógłby zarobić fortunę jako autor (swoich, czy zleconych prac); jego imieniem nazywano by bulwary miast, na jego cześć wiwatowały by tłumy w  Europie i  Ameryce; przyjmowany byłby honorami w  amerykańskim Kongresie i  w angielskiej Izbie Gmin; czekał by go tryumfalny wjazd na białym koniu do Jerozolimy. W  rzeczywistości, wbrew tradycyjnym zwyczajom należnym brytyjskim feldmarszałkom, nie uhonorowano go nawet tytułem.

Był on jedynym wojskowym tej rangi, który zaczął karierę od stopnia szeregowca. W  angielskiej zawodowej armii było to nadzwyczajnym osiągnięciem. Wywodził się z  ludu; był prostym, uczciwym, surowym człowiekiem o  nieregularnych rysach twarzy i  powierzchowności sierżanta. Jego jedynym oparciem w  batalii, jaką toczył, był dowódca armii brytyjskiej we Francji Sir Douglas Haig, wywodzący się z  kasty kawalerzystów; przystojny wiarus, dla szergowców uosabiający ideal oficera. Roberston, stary wojak o  burkliwych manierach, czasem zmuszony był uczestniczyć (niechętnie) w  kwestach, organizowanych w  czasie wojny przez panie z  towarzystwa. Na jednej z  nich ujrzał udrapowaną w  powłóczyste szaty lady Constance Stewart Richardson, wykonującą tańce w  stylu Izydory Duncan. Widząc zniecierpliwienie Robertsona, jakiś generał rzekł: ‘Musi pan przyznać, że ma piękne nogi’. ‘Uhm, takie same jak wszystkie inne cholerne nogi’, odburknął Robertson. Temu ostatniemu opozjoniście przypadło zadanie pokrzyżowania planów odciągnięcia armii brytyjskiej od Palestyny. Wszystkie plany oceniał on wyłącznie z  militarnego punktu widzenia ich przydatności do wojny i  zwycięstwa; ich motywy były mu obojętne – jeśli nie rokowały takich szans, zwalczał je zawzięcie. Po tym kątem ocenił projekt syjonistyczny jako niebezpieczą dywersję, mogącą opóźnić i  zaszkodzić sprawie zwycięstwa. Nie rozpatrywał jego politycznych implikacji, ani też nawet ich nie podejrzewał – sprawy te były mu obojętne.

W 1915 roku powiedział Asquithowi: ‘Oczywiście najbardziej skutecznym sposobem (pokonania państw Centralnych) jest pobicie głównych sił wojsk niemieckich na froncie zachodnim’. Dlatego też usilnie odradzał ‘poboczne kampanie na drugorzędnych frontach i  osłabianie sił we Francji […] Jedynym kryterium oceny wszelkich planów i  projektów powinien być ich wpływ na cele wojny’.

Szczęśliwymi mogą uważać się narody, mające przywódców o  podobnej mentalności; niefortunny los czeka te, których wodzowie odstępują od tych zasad. Nieodparta logika Robertsona zdecydowała o  zaniechaniu przedsięwzięcia palestyńskiego (w jego kontekście politycznym). Gdy tylko Lloyd George został premierem, natychmiast skupił swe wysiłki na przeforsowaniu projektu poważnej kampanii w  Palestynie: ‘Zaraz po utworzeniu rządu, podniosłem na Radzie Wojennej kwestię dalszej kampanii w  Palestynie. Sir William Robertson, któremu najwięcej zależało na uniknięciu groźby przesunięcia wojsk z  Francji do Palestyny […] usilnie protestował i  póki co, przeforsował swój punkt widzenia.’

Relację tą potwierdza Sir William Robertson: ‘Do grudnia 1916 roku’ (daty objęcia urzędu premiera przez Lloyd George’a) ‘operacje poza Kanałem Suezkim były w  zasadzie defensywne. Zarówno rząd, jak i  Sztab Generalny […] doceniały nadrzędną wagę walki w  Europie i  potrzebę zapewnienia jak największego poparcia tamtejszym armiom. Ta jednomyślność ministrów i  wojska zniknęła z  chwilą zmiany premiera […] Zasadnicza różnica zdań zarysowała się szczególnie w  wypadku Palestyny […] Nowa Rada Wojenna już po kilku dniach urzędowania poleciła Sztabowi Generalnemu rozpatrzyć możliwość rozszerzenia operacji w  Palestynie […] Sztab Generalny zażądał trzech dodatkowych dywizji, które można było uzyskać jedynie z  wojsk Frontu Zachodniego […] Sztab Generalny oświadczył, że projekt ten może się okazać źródłem poważnego zamieszania i  fatalnie wpłynie na nasze szanse zwycięstwa we Francji […] Konkluzje te poważnie rozczarowały ministrów, którzy oczekiwali natychmiastowej okupacji Palestyny; nie mogli jednak im zaprzeczyć […] W  lutym Rada Wojenna ponownie zwróciła się do szefa Sztabu Generalnego z  pytaniem, jaki postęp osiągnięto w  przygotowaniach do jesiennej kampanii w  Palestynie’.

Powyższe ustępy wskazują, jak zakulisowa presja polityczna potrafi ‘zakłócić’ kurs polityki państwowej i  operacji wojennych. W  tym wypadku, wynik walk między politykami i  wojskowymi zaciążył na losach narodów aż do dnia dzisiejszego (lat 50-tych).

Lloyd George wzmocił swoją pozycję posunięciem, które świadczy o  dalekosiężnym planie, towarzyszącym przygotowaniom tego przedsięwzięcia, jak i  o starannym doborze jego wykonawców ‘administratorów’. Zaproponował mianowicie Radzie Wojennej ‘rozszerzenie kompetencji krajów Dominium w  decyzjach natury wojennej’. Tak sformułowana propozycja przypadła do gustu angielskiej opinii publicznej. Przecie jej synowie walczyli ramię w  ramię z  żołnierzami kanadyjskimi, australijskimi, nowozelandzkimi i  południowo-afrykańskimi. Serca rodowitych brytyjczyków poruszone były natychmiastowym odezwem zamorskich dominiów na niebezpieczeństwo zagrażające ‘staremu krajowi’ i  radzi byli z  perspektywy ściślejszej współpracy swoich przywódców w  dziele ‘prowadzenia wojny’.

Jednakże, głęboka przepaść dzieliła ‘słowa (i intencje) dyplomaty’ od jego czynów – propozycja Lloyd George’a była tylko ‘parawanem’ dla ściągnięcia do Londynu z  Afryki Południowej generała Smuts’a, który uważany był przez syjonistów za ich najcenniejszego ‘przyjaciela’ poza granicami Europy i  Ameryki. Tak więc generał Smuts sprowadzony został w  celu wysunięcia propozycji podboju Palestyny!

W Południowej Afryce, dwie przeciwstawne grupy wyborców Afrykanerów i  Anglików były tak doskonale zrównoważone, że bardziej nawet niż w  Ameryce, decydujący głos należał tu do pozostałych ‘zmiennych 20 procent’. Syjoniści, a  prawdopodobnie także generał Smuts, byli pewni że potrafią przeważyć wynik wyborów. Jeden z  kolegów generała, B. K. Long (członek parlamentu, a  uprzednio pracownik londyńskiego Timesa) pisał, że ‘pokaźny blok żydowskich głosów, popierających partię Smuts’a’, w  znacznym stopni wpłynął na jego zwycięstwo wyborcze. Biografia Smuts’a wspomina o  znacznym legacie ‘bogatych wpływowych Żydów’ i  o sprezentowaniu mu przez nieznanych ofiarodawców domu i  samochodu (przykład kłamliwej przygany dr  Weizmanna skierowanej przeciw ‘bogatym wpływowym Żydom’. Nawiasem mówiąc, tenże sam Sir Henry Strakosch ofiarował podobny prezent Winstonowi Churchillowi). Tak więc, motywy partyjno-polityczne Smuts’a nie różniły się od motywów Lloyd George’a, House’a i  wielu innych. Względy materialne są tu wystarczająco zaznaczone.

Tym niemniej, jego biografowie często podnoszą religijny (czy pseudo-religijny) charakter jego motywów (podobnie, jaki czasem przypisował sobie Lloyd George). Podkreślają oni jego preferencję Starego Testamentu nad Nowym i  cytują jego powiedzenie: ‘W miarę starzenia staję się coraz większym Hebraistą’. Poznałem go wiele lat później, gdy wiedziałem już, jak ważną rolę odegrał w  tej wcześniejszej historii. W  tym czasie (1948 rok) był przejęty pogarszającą się sytuacją światową i  zapalną naturą Palestyny. W  wieku prawie osiemdziesięciu lat, bystrooki, z  krótką bródką, prezentował się świetnie, był w  dobrej kondycji i  trzymał się prosto. Był bezwzględny i  w kilku wypadkach zasłużył sobie na miano okrutnika (czego nie omieszkałaby wykorzystać prasa, gdyby za nim nie stała). Spryt polityczny miał na miarę Lloyd Geoge’a. Propaganda przedstawiała go jako wielkiego architekta pojednania Anglo-burskiego. Jednakże, w  chwili gdy umierał na swojej odosobnionej farmie w  Transvaalu, te dwa narody dzieliła większa przepaść niż kiedykolwiek; tak że przyszłym pokoleniom przypadnie zadanie prawdziwego ich pogodzenia. W  Południowej Afryce był on najważniejszym czynnikiem; wiedziano powszechnie, że w  rzeczywistości nie Anglia stanowi jego oparcie, lecz grupa interesów złota i  diamentów. Bazą jego siły politycznej był Johannesburg. W  godzinie próby w  1948 roku, jako pierwszy zgłosił się z  poparciem syjonizmu przeciwko przypartemu do muru rządowi brytyjskiemu.

Gdy 17 marca 1917 roku entuzjastycznie witany Generał Smuts zjawił się w  Londynie, upadek Sir Williama Robertsona był przypieczętowany. Tryumfalny wjazd generała Smuts’a był jednym z  pierwszych objawów powszechnego obecnie procesu ‘kreowania’ wybranych popularnych postaci za pocisnięciem guzika. Podobna metoda, choć w  innej formie, stosowana była w  jego rodzimej Afryce. Tam przed kacykiem paraduje ‘M’Bongo’ – Pochwalca, ogłaszając go ‘Wielkim Słoniem, Wstrząsicielem Ziemi, Pogromcą Nieba’, itp.

Generał Smuts został zaprezentowany Radzie Wojennej jako ‘jeden z  naświetniejszych generałów wojny’ (Lloyd George). W  istocie prowadził on małą kampanię kolonialną w  Afryce Południowo-Zachodniej; w  chwili wezwania do Londynu zajęty był nierozstrzygniętą jeszcze walką w  Afryce Wschodniej, przeciwko ‘małej, lecz świetnie wyszkolonej partyzanckiej armii około 2000 oficerów niemieckich i  20 000 tubylczych askaris’ (według jego syna, J. C. Smutsa). Tak więc hołd, jaki mu złożono, był szczodry (Lloyd miał nieszczególną opinię o  zawodowych żołnierzach: ‘W żadnym innym zawodzie doświadczenie i  wyszkolenie nie liczy się tak mało w  porównaniu z  rozsądkiem i  zdolnościami’.

W tym czasie, aby skuteczniej odciąć się od ‘generałów’ (poza Smutsem), Lloyd George wraz ze swym małym komitetem wojennym wynajął prywatny dom, gdzie ‘zbierali się dwa razy dziennie, zajmując się polityką militarną, czyli moją dziedziną – grupka polityków, nie znająca się w  ogóle na wojnie i  jej wymogach, próbowała samotnie prowadzić wojnę’ (Sir William Robertson). W  kwietniu 1917 roku ten odseparowany klan zaprosił generała Smutsa do zarekomendowania środków, jakimi można wygrać wojnę. Przedstawił je w  następującej formie: ‘Kampania palestyńska wygląda obiecująco z  militarnego, a  nawet politycznego punktu widzenia […] Pozostaje do rozpatrzenia daleko ważniejsza i  bardziej skomplikowana kwestia Frontu Zachodniego. Zawsze uważałem to za pech […] że siły brytyjskie tak dalece zaangażowały się na tym froncie’. (W czasie wygłaszania tych słów, Rosja była w  rozsypce i  oczekiwano niechybnego przesunięcia wojsk niemieckich na Front Zachodni, tak że jego zagrożenie stało się śmiertelnym niebezpieczeństwem).

Dla Lloyd George’a ta rekomendacja ze strony wysokich kół militarnych (z Afryki Wschodniej) była wszystkim, czego potrzebował. Natychmiast skłonił Radę Wojenną, aby poleciła dowódctwu w  Egipcie rozpoczęcie ataku na Jerozolimę. Generał Murray wysuwał objekcje, że nie ma wystarczających sił i  został usunięty. Dowódctwo zaproponowano generałowi Smutsowi, którego Lloyd George uważał ‘za zdolnego do prowadzenia kampanii w tym rejonie z  większą determinacją’.

Następne wypadki pozwoliły Sir Williamowi Robertsonowi wygrać największą ze swych batalii w  tej wojnie. Miał rozmowę z  generałem Smutsem. Walory Smutsa jako generała stały pod znakiem zapytania, gdyż w  małych potyczkach nie miał on nigdy okazji ich sprawdzenia. Nie można było jednak wątpić o  jego zaletach jako polityka; był zbyt ostrożny, aby narazić się na poważne ryzyko zamiany tryumfów londyńskich na niepewny los dowódcy polowego, mogący w  razie niepowodzenia zniszczyć jego przyszłość jako polityka południowo-afrykańskiego. Tak więc, po rozmowie z  Sir Williamem Robertsonem, Smuts odrzucił ofertę Lloyd George’a. (Jak się okazało, ryzyko takie nie istniało, choć trudno było to wtedy przewidzieć. Jeszcze jeden zdobywca przeoczył szansę wjazdu do Jerozolimy na rumaku. Politycy z  reguły uwielbiają podobne szopki mimo ich groteskowego charakteru; Smuts ubolewał później: ‘Wjazd do Jerozolimy! Co za przeżycie!’). Wtedy jednak powiedział Lloyd George’owi: ‘Jestem przekonany, że nasza obecna sytuacja militarna nie usprawiedliwia kampanii ofensywnej w  celu zdobycia Jerozolimy i  okupacji Palestyny’.

Lloyd George nie dał się jednak odstraszyć nawet tą zmianą frontu, ani upadkiem Rosji, ani zagrożeniem frontu zachodniego. We wrześniu 1917 roku zdecydował, że ‘zimą 1917/1918 roku możliwym będzie zabranie z  Frontu Zachodniego wojsk potrzebnych do wielkiej kampanii w  Palestynie i  odesłanie ich do Francji po wykonaniu zadania, akurat w  czas na wiosenne ruszenie frontu’.

Jedynie ręka boska mogła ocalić rodaków Lloyd George’a od fatalnych konsekwencji tej decyzji. Wojny nie można było wygrać w  Palestynie, lecz łatwo ją było przegrać we Francji – ryzyko było poważne. Tym niemniej, po utracie generała Smutsa Lloyd George znalazł ostatecznie poparcie w  kołach militarnych. W  tym momencie wyszła spoza kulis na scenę jeszcze jedna postać z  okrzykiem ‘miesiące roztopów!’.

Był to Sir Henry Wilson, który z  okazji misji wojskowej w  Rosji w  styczniu 1917 roku rysuje swój własny autoprotret w  następujących słowach: ‘Galowy obiad w  Ministerstwie Spraw Zagranicznych […] Wyglądałem wspaniale, ozdobiony oficerskim krzyżem Legii Honorowej, Gwiazdą i  Naszyjnikiem Orderu Łaźni, rosyjskimi naramiennikami i  czapką astrahańską. Podczas obiadu i  na przyjęciu wywołałem sensację. Byłem dużo wyższy od Wielkiego Księcia Sergiusza, i  jak mi powiedziano, bardzo ‘dystyngowany’. Znakomicie!’

Temu właśnie człowiekowi, pozującemu do portretu na tle tragedii Rosji, zawdzięczają Lloyd George i  syjoniści swoją długo oczekiwaną złotą szansę, a  Anglia – prawie katastrofę. Sir Henry Wilson był bardzo wysoki, szczupły, ugładny i  pogodny; był jednym z  tych wytwornych elegantów sztabowych, świecących wypolerowaną skóra, czerwonymi lampasami, orderami i  mosiężnymi guzikami, których widok mierził zabłoconych żołnierzy w  okopach. Dzięki francuskiej guwernantce mówił jak rodowity Francuz i  uwielbiany był przez generałów francuskich, którym ‘Henri’ wydawał się pozbawiony sztywności angielskiej (istotnie, z  pochodzenia był Irlandczykiem, choć nie zgadzał się z  rodakami w  kwestii niepodległości. Dwóch z  nich, którzy w  1922 roku zastrzelili go w  Londynie na progu jego własnego domu, zginęło na szubienicy).

Poprzednio Sir Henry zgadzał się z  wszystkimi dowódcami wojskowymi co do nadrzędnej roli głównego frontu i  uważał za szaleństwo marnowanie energii na ‘drugorzędne teatry wojenne’. W  głoszeniu tej zasady prześcigał wszystkich innych: ‘Aby skończyć tę wojnę, musimy bić Niemców, a  nie Turków […] Najwięcej Niemców możemy ubić tutaj’ (we Francji) ‘i dlatego każdy gram amunicji, jaką mamy, potrzebny jest tutaj. Jak wykazuje historia, drugorzędne i  bezowocne teatry wojenne mają tylko taką korzyść, że osłabiają siły zaangażowane na głównym froncie’ (1915 rok).

Żaden oficer dyplomowany, czy szeregowiec nie może temu zaprzeczyć. Trudno przypuścić, aby w  1917 roku Sir Henry doznał nagle olśnienia, stawiającego na głowie jego podstawowe zasady prowadzenia wojny. Widział wzrost potęgi syjonizmu i  potrafił ocenić znaczenie konfliktu swojego własnego szefa, Williama Robertsona z  Lloyd Georgiem. Dostrzegł w  nim szansę zajęcia stanowiska Sir Williama. Stąd też relacja dr  Weizmanna o  ‘odkryciu przyjaciół’ w  tym czasie, odnosi się także do ‘sympatycznego’ generała Wilsona, ‘wielkiego przyjaciela Lloyd George’a’. 23-go sierpnia 1917 roku Sir Henry informował Lloyd Geroge’a o  swym ‘głębokim przekonaniu, że przy właściwie opracowanym planie możemy wyprzeć Turków z  Palestyny i  rozbić ich do szczętu podczas przerwy spowodowanej roztopami,*) bez żadnych skutków ujemnych dla przyszłorocznej operacji wiosennej i  zimowej Haiga’ (we Francji).

W raporcie tym Lloyd George znalazł długo oczekiwane poparcie dla swej dyrektywy z  września 1917 roku, o  której wspomnieliśmy powyżej. Uczepił się sformułowania ‘roztopy’, które nastręczyło mu pretekst natury militarnej! Generał Wilson wyjaśnił mu, że owe ‘miesiące roztopów’ we Francji, unieruchamiające wojska, uniemożliwią poważniejszą ofensywę niemiecką ‘przez pięć miesięcy błota i  śniegów, od połowy listopada do połowy kwietnia’ (1918). Na podstawie tej rady Lloyd George oparł swą decyzję ściągnięcia z  Francji ‘oddziałów potrzebnych do wielkiej kampanii w  Palestynie’, i  odesłania ich do Francji, gdy będą tam potrzebne. Co do tej potrzeby, jako jedyny z  dowódców wojskowych generał Wilson zapewnił Lloyd George’a, że prawdopodobnie nie należy się liczyć z  wielką ofensywą niemiecką (nastąpiła w połowie marca).

Na próżno Sir William Robertson wskazywał na zwodniczość tego harmonogramu; ruch wojsk wiązał się z  poważnymi problemami transportowymi. Czas wylądowania ostatniej dywizji w  Palestynie musiałby się zbiec z  załadowaniem do powrotu pierwszej nadesłanej dywizji! W  październiku ponownie ostrzegał, że wojska wywiezione z  Francji nie będą w  stanie powrócić w  porę na operacje letnie: ‘Z punktu widzenia militarnego właściwym posunięciem jest prowadzenie w Palestynie operacji defensywnych […] i  kontynuowanie rozstrzygającej walki na Zachodzie […] wszystkie rezerwy powinny być skierowane na Front Zachodni’.

W tym krytycznym momencie, nasz główny konspirator przeważył szalę na korzyść syjonistów. W  Londynie ministrowie (którzy najwidoczniej zapomnieli o  Froncie Zachodnim) zadręczali Sir Williama Robertsona o  ‘zrobienie im prezentu gwiazdkowego z  Jerozolimy’ (sformułowanie to jest ponownie wyrazem ‘nadzwyczajnej nonszalacji’ wobec wojny, którą dr  Weizmann wcześniej przypisywał Lloyd George’owi.). Poddany podobnej presji w  Palestynie, generał Allenby rozpoczął próbne natarcie, napotkał niespodziewanie na słaby opór i  bez trudu wkroczył do Jerozolimy.

W ogólnym rozrachunku wojennym zdobycz nie miała znaczenia militarnego, lecz odtąd nic nie było w  stanie powstrzymać Lloyd George’a. Wojska odciągano z  Francji bez wzgledu na ryzyko. 6 stycznia 1918 roku Sir Douglas Haig ubolewał nad osłabieniem swojej armii w  przeddzień wielkiej bitwy; zabrano mu ‘114 000 piechoty’. 10 stycznia 1918 roku Ministerstwo Wojny zmuszone było zmniejszyć stan dywizji pieszych z  12 do 9 batalionów.

Gdyby w  tym okresie prasa była wolna, mogłaby temu zapobiec, mobilizując opinię publiczną dla poparcia Sir Williama Robertsona. Jednakże i  tego zabrakło, gdyż w  tym czasie zapanowały reguły przepowiedziane przez Protokoły w  1905 roku: ‘winniśmy zmuszać rządy gojów przy pomocy rzekomo opinii publicznej, urobionej w  tajemnicy przez nas za pośrednictwem tak zwanego »wielkiego mocarstwa« czyli prasy, pozostającej, z  małymi wyjątkami, z  których liczyć się nie warto, całkowicie w  naszych rękach.’ Znani pisarze gotowi byli informować opinię publiczną o  zbliżającym się niebezpieczeństwie, lecz nie pozowolono im mówić.

Jednym z  najbardziej znanych ówczesnych komentatorów wojskowych był pułkownik Repington z  londyńskiego Timesa. W  swym dzienniku zanotował: ‘To okropna wiadomość oznaczać będzie okrojenie naszej piechoty we Francji o  jedną czwartą i  wprowadzenie do niej zamętu w chwili nadchodzącego kryzysu. Nigdy od początku wojny nie byłem tak przygnębiony […] Nie wiele mogę powiedzieć, gdyż redaktor Timesa często przekręca moje oceny, albo ich nie publikuje […] Jeśli Times nie powróci na swe dawne pozycje strażnika opinii publicznej, umyję od niego ręce.’

Świadectwem sprawdzenia się tych ostrzeżeń było usunięcie Sir Williama Robertsona. Lloyd George, trwający w  postanowieniu uzyskania zgody na awanturę palestyńską, przedłożył swój plan Naczelnej Alianckiej Radzie Wojennej w  Wersalu. W  styczniu 1918 roku został on zaaprobowany przez jej doradców technicznych, ‘pod warunkiem zabezpieczenia Frontu Zachodniego’. Na prośbę M. Clemenceau, Sir William Robertson powtórzył swe ostrzeżenie, że plan ten stanowi śmiertelne zgrożenie dla Frontu Zachodniego. Po konferencji został gniewnie zganiony przez Lloyd George’a i  z miejsca zastąpiony przez Sir Henry Wilsona.

Przed ustąpieniem, w  ostatniej chwili próbował zażegnać nadchodzącą katastrofę. W  styczniu pojechał do Paryża, aby u  generała Pershinga, dowódcy amerykańskiego, szukać pomocy dla wzmocnienia osłabionego frontu (jak dotąd, Amerykanie przysłali do Francji jedynie cztery i  pół dywizji). Zgodnie z  przewidywaniami Sir Williama, odpowiedź generała Pershinga, solidnego żołnierza, była podobna, jaką on sam by udzielił: ‘Trafnie zauważył, że trudno pogodzić moją prośbę o  wzmocnienie Frontu Zachodniego z dążeniem Lloyd George’a do podjęcia akcji ofensywnej w  Palestynie. Niestety, nie mogłem odparować tego zarzutu, chyba tylko o  tyle, że osobiście nie pozwoliłbym na przesunięcie ani jednego żołnierza, czy działa do Palestyny’.

Na tym skończyło się ‘zaangażowanie’ Sir Williama Robertsona w  tą sprawę. Jego wspomnienia tyle się różnią od Lloyd George’a i  innych polityków, że brak w  nich uczucia rozgoryczenia; głównym ich tematem jest poczucie obowiązku. O  tym, jak go potraktowano, pisze jedynie: ‘W 1917 roku często przypadał mi przykry obowiązek sprzeciwiania się wojskowym przedsięwzięciom premiera, co niewątpliwie skłoniło go do wyszukania innego szefa Sztabu Generalnego […] Nie ma więc co mówić o  represjach i  nie chcę się w  tej kwestii wypowiadać’. Tym samym, ten godny podziwu człowiek zstąpił ze sceny, ustępując miejsca pomniejszym, zdoławszy jednak przed dymisją zachować wystarczające siły wojsk i  broni, aby w  krytycznym okresie marca utrzymać wiszącą na włosku linię frontu.

Po jego odejściu, na polu walki zostało dwóch ludzi, nie związanych z  rządem, ani z  wojskiem. Wysiłki ich zasługują na uwagę, jako ostatnie próby zachowania zasad nieskrępowanego, objektywnego i  wnikliwego reportażu. Pułkownik Repington był byłym oficerem kawalerii, wielbicielem pięknych kobiet, entuzjastą rozmowy i  okazem beau sabreur. Wspomnienia jego dają obraz pustego życia salonów, w  czasie gdy we Francji zmagały się armie, a  w politycznych przedpokojach Londynu toczyły się intrygi konspiratorów. Znajdował w  nich upodobanie, a  choć czuł ich bezsens, wiedział że umartwianie się nic nie pomoże. Był podobnie szczery i  patriotyczny jak Robertson, a  przy tym nieprzekupny; nie nęciły go korzystne oferty, mające zapewnić jego milczenie.

Pisał: ‘Wysyłamy miliony ludzi na drugorzędne teatry wojenne i  osłabiamy nasze siły we Francji w momencie, gdy cała potęga Szwabów z  frontu rosyjskiego może się obrócić przeciw nam […] Od redaktora Timesa nie mogę oczekiwać pomocy, potrzebnej do zaalarmowania kraju i  nie sądzę, abym mógł z  nim dłużej współpracować’. (Dziennik pułkownika Repingtona, który odkryłem podczas pracy nad tą książką, przypomniał mi moje własne, późniejsze o  dwadzieścia lat identyczne doświadczenia, z  tym samym redaktorem). Miesiąc później pisał: ‘Podczas ostrej rozmowy z  Goeffrey Dawsonem powiedziałem mu, że uległość, jaką w  tym roku okazał wobec Rady Wojennej znacznie przyczyniła się do zagrożenia naszych armii […] Nie chcę mieć nic do czynienia z  Timesem’.

W tej sytuacji w  Anglii pozostał jedyny człowiek, zdolny i  gotowy do głoszenia prawdy. Artykuł pułkownika Repingtona, obnażający osłabienie frontu w  przeddzień ofensywy nieprzyjaciela, opublikował w  Morning Post H. A. Gwynne, nie podając go do ocenzurowania. Obaj zostali zaskarżeni, osądzeni i  ukarani grzywną (uniknęli ostrzejszej kary dzięki poparciu opinii publicznej). Sir William Roberston pisał do pułkownika Repingtona: ‘Podobnie jak pan, starałem się jak najlepiej służyć interesom kraju i  oczekiwałem takiego rezultatu […] Lecz najważniejszym jest iść prostą drogą i  wierzyć, że ostatecznie prawda zwycięży’.a)

Dwa lata premierostwa Lloyd George’a w  okresie wojennym odcisnęły znamienny ślad aż do naszych czasów. Myślę, że wiernie opisałem, w  jaki sposób doszedł on do władzy i  jak ją użył w  realizacji ważkich celów. W  ciągu pietnastu miesięcy udało mu się pokonać wszelką opozycję, odciągnąć masy wojska z  Francji do Palestyny i  przygotować się do następnego przedsięwzięcia.

7 marca 1918 roku zarządził ‘decydująca kampanię’ w  celu zdobycia całej Palestyny i  wysłał tam generała Smuts’a, aby ten odpowiednio pouczył generała Allneby.

21 marca 1918 roku rozpoczął się długo oczekiwany atak niemiecki na Francję, wzmocniony wojskami, działami i  samolotami zwolnionymi z  frontu rosyjskiego.

Natychmiast przerwano ‘decydującą kampanię’ w  Palestynie i  przesłano do Francji, cokolwiek dało się z  niej wycisnąć. W  październiku 1918 roku ogólna liczba żołnierzy w  Palestynie sięgała 1 192 511 (generał Robertson).

27 marca 1918 roku pułkownik Repington pisał: ‘To najgorsza klęska w  historii armii’. Do 6-go lipca Niemcy zagarnęli 175 000 jeńców i  ponad 2000 dział.

Wydarzenia te wykazały prawdę tkwiącą w  ostatnich słowach listu Sir Williama Robertsona do pułkownika Repingtona. Prawda ta jest wyrazem nadziei dla dzisiejszych ludzi dobrej woli. Trzymając się swej zasady prostej drogi, zdołał on zabezpieczyć wystarczające siły dla obrony frontu w  najkrytyczniejszym momencie, zanim poczęły przybywać znaczniejsze siły amerykańskie. Oznaczały one w  istocie koniec wojny. Oczywiście, dałoby się ją prawdopodobnie zakończyć wcześniej bez ‘interwencji’ amerykańskiej, gdyby Rosja się utrzymała, gdyby nie było awantury palestyńskiej i  gdyby wszystkie siły skoncentrowano we Francji. Jednak takie rozwiązanie nie było zgodne z  ‘wielkim planem, kierującym sprawami ludzkimi’.

W tym punkcie narracji wyrażam swe własne uczucia jako uczestnika wydarzeń i  one chyba nadają ton wcześniejszym partiom tej książki; nie uważam, aby pozytywnie wpłynęły one na moje pokolenie. Pamiętam wielki atak niemiecki z  21 marca 1918 roku, który przez pierwszy miesiąc oglądałem z  samolotu i  na ziemi, zanim nie zniesiono mnie z  pola na noszach. Pamiętam ściany mojej kantyny oblepione afiszami z  rozkazem Sir Douglas Haiga, każącym żołnierzom walczyć do końca na miejscu. Nie żałuję tych przeżyć i  nawet gdybym mógł, nie wyrzuciłbym ich z  mojego życia. Teraz, gdy zdaję sobie sprawę, jak niskie pobudki i  motywy stały u  podłoża tych spraw, mam nadzieję, że jeśli następne pokolenia poznają lepiej minione i  bieżące wypadki, potrafią bardziej trzymać się ‘prostej drogi’ wskazanej przez Sir Williama Robertsona i  uwierzyć w  słuszność dobrej sprawy. W  tym też celu piszę tą książkę.

Zwycięstwo w  Europie przyniosło ostatecznie upragnioną Palestynę. Co innego jednak jest zdobycie ziemi, a  co innego jej zagospodarowanie. Na tej ziemi miano zbudować syjonistyczny kraj’, potem ‘państwo’, a  ostatecznie ‘imperium’. Żaden z  tych projektów nie mógł dokonać się wyłącznie przy pomocy Anglii. Jak dotąd, żaden precedens nie usprawiedliwiał ofiarowania ziemi arabskiej azjatyckiemu beneficjantowi przez europejskiego zwycięzcę. Dla przeprowadzenia tej tranzankcji należało dokoptować do towarzystwa inne kraje, aby nadać jej pozory uczciwej gry. Potrzebna tu była ‘liga narodów’ i  przede wszystkim ‘zaangażowanie’ Ameryki. Ta część planu także została przygotowana; podczas gdy armie brytyjskie zajmowały potrzebne terytorium, zręczni prawnicy trudzili się nad wynalezieniem odpowiedniego tytułu własności do niego i  skoptowaniem organizacji, popierającej to przedsięwzięcie.

Lloyd George zakończył swoją kadencję i  dni jego były policzone. Czytelnik może teraz przenieść wzrok poza Atlantyk i  przyjrzeć się poczynaniom House’a, Brandeisa i  rabina Stefana Wiese. Woodrow Wilson był w  tej grze jedynie pionkiem.

Rozdział 31. Sieć intryg ->


*) mud-months (przyp. tłumacza)

a) Po tym wszystkim Sir Edward Carson, który nieświadomie pomógł Lloyd George’owi w  jego karierze premiera, zrezygnował z  udziału w  rządzie i  oświadczył redaktorowi Timesa, że jest on niczym więcej, jak tubą Lloyd George’a, a  jedynym prawdziwie niezależnym dziennikiem jest Morning Post. Gwynne powiedział pułkownikowi Repingtonowi, że rząd jest zdecydowany zniszczyć Morning Post ‘jako jeden z  pozostałych niezależnych organów’. Został on istotnie zniszczony przed II Wojną Światową, o  czym wspomnieliśmy powyżej. Odtąd jedynym pismem, zachowującym według mnie, objektywizm i  niezależność, pozostał tygodnik Truth, lecz i  ten w  1953 roku został przywołany do porządku poprzez zmianę właściciela.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:20.

**********************************************************************************************************************

Rozdział 31. Sieć intryg

Często używane w  tej książce słowa, takie jak ‘konspiracja’ czy ‘intryga’ nie są moim wynalazkiem; pochodzą z  autorytatywnych źródeł. Tytułu do niniejszego rozdziału dostarczył mi Arthur D. Howden, który w  konsultacji z  House’m napisał jego biografię. Opisując proces zachodzący podczas lat wojny (1914-18) w  Ameryce, którego ośrodkiem był pułkownik House, używa on określenia ‘sieć intryg, rozciągająca się poprzez Atlantyk’.

Początkowo sieci, oplątujące rząd Lloyda George’a w  Anglii i  prezydenta w  Ameryce, nie były z  sobą powiązane. Howden opisuje, jak w  latach 1914-17 przędła się transoceniaczną nić, mająca spleść ‘sieci’ tych dwu stolic. Odtąd zostały one uwikłane we wspólnej sieci i  nigdy nie zdołały się z  niej oswobodzić.
W wilsonowskiej Ameryce prawdziwym prezydentem był House (według rabina Wiese -‘oficer łącznikowy między administracją Wilsona, a  ruchem syjonistycznym’).*)

Jak pisze dr  Weizmann, sędzia Brandeis, który zadeklarował swą gotowość do ‘oddania życie dla sprawy syjonizmu’, stał się ‘doradcą prezydenta do spraw żydowskich’. Był to pierwszy wypadek pojawienia się w  najbliższym otoczeniu prezydenta nieznanej dotąd władzy, która odtąd zdążyła się tam permanentnie zadomowić. Głównym organizatorem syjonistycznym był rabin Wiese, pozostający w  stałym kontakcie z  tymi dwoma.

House wraz z  Bernardem Baruchem mianowali członków gabinetu prezydenta. Jeden z  nich, przedstawiając się prezydentowi, powiedział: ‘Panie prezydencie, nazywam się Lane; zdaje się, że jestem ministrem Spraw Wewnętrznych’. Prezydent mieszkał w  Białym Domu w  Waszyngtonie, lecz często widywano go w  małym apartamencie przy 35 East Street w  Nowym Jorku, należącym do House’a. Na pytanie jednego z  zaciekawionych członków partii, prezydent odpowiedział: ‘Mr. House jest moim drugim ja; moją niezależną osobowością. Jego myśli są moimi’. House często przebywał w  Waszyngtonie, gdzie załatwiał spotkania i  korespondencję prezydenta. Przed wejściem do sali posiedzeń ministrów, zatrzymywał ich na progu i  dyktował, co mają mówić. Nawet z  Nowego Jorku potrafił rządzić Ameryką przy pomocy prywatnej linii telefonicznej, łączącej go z  Waszyngtonem: ‘wystarczy, abym podniósł słuchawkę i  natychmiast mam połączenie z  Sekretarzem Stanu’.

Decyzje polityczne rządu nie wymagały akceptacji przez prezydenta. House ‘nie potrzebował jego zgody […] jeśli prezydent nie oponował, wiedziałem że mogę spokojnie to przeprowadzić’. Tak więc, rola prezydenta w  kształtowaniu decyzji ograniczała się jedynie do prawa veta (zaraz po wyborze na prezydenta zmuszony był przyrzec, że ‘nie będzie w  przyszłości działał samowolnie’).

House, który już w  1900 roku postanowił rozszerzyć swą władzę z  Teksasu na sprawy ogólnopaństwowe, w  1914 roku przygotowywał się do przejęcia spraw międzynarodowych: ‘pragnął wyładować swą energię na szerszej arenie […] Od początku 1914 roku coraz więcej myślał o  sprawach międzynarodowych, które uważał za najwyższą formę polityki, i  do których szczególnie się nadawał’. Co prawda, doświadczenia teksaskie nie były dla House’a zbyt odpowiednią odskocznią do polityki międzynarodowej. ‘Sprawy międzynarodowe’ uważane były w  Teksasie za ‘śmierdzące’ i  bardziej niż gdziekolwiek w  Ameryce ‘przetrwały tu dziewietnasto-wieczne tradycje, które za kanon polityki amerykańskiej uznawały kompletne wyłączenie się od spraw europejskich’ (Seymour). Tradycję tą miał zniszczyć House, który właśnie w  Teksasie przejął ‘idee rewolucjonistów 1848 roku’, lecz nie przesądzało to o  jego ‘szczególnych kwalifikacjach’ do mieszania się w  ‘sprawy międzynarodowe’.

House był całkiem odmiennym typem od rozmarzonego Balfoura, wychowanego w  szkockich górach i  mgle, czy od Lloyd George’a, Sprytnego Magika syjonistycznego z  Walii, lecz w  swej działalności zdawał się być ich kolegą – absolwentem tajnej akademii intryg politycznych. W  1914 roku zabrał się do mianowania ambasadorów amerykańskich i  zaczął składać wizyty rządom europejskim jako ‘osobisty przyjaciel prezydenta’.

Jego wydawca, Seymour pisze: ‘W całej historii trudno byłoby znaleźć przykład tak niekonwencjonalnej i  tak skutecznej dyplomacji. Prywatny obywatel, pułkownik House, wykłada karty na stół i  uzgadnia z  ambasadorem obcego mocarstwa noty skierowane do jego własnego ministra Spraw Zagranicznych i  do ambasadora amerykańskiego’. Jego powiernik, Howden rozwodzi się: ‘House inicjował sprawy […] Derpartament Stanu sprowadzony został do roli wykonawcy jego idei; do archiwum dokumentów publicznych. Większość tajnej korespondencji przechodziła bezpośrednio przez jego mały apartament na 35 East Street. Ambasadorowie państw wojujących do niego się udawali, chcąc wpłynąć na Administrację lub pomocy w sieci intryg rozcągających się przez Atlantyk’.

House: ‘Życie, jakie prowadzę, bardziej jest interesujące i  ekscytujące, niż jakakolwiek powieść […] Do mojego małego, skromnego gabinetu napływają informacje z  każdej części świata’. Oddajmy znów głos Seymourowi: ‘Ministrowie poszukujący kandydatów, kandydaci poszukujący stanowisk, zamienili ten mały gabinet w  giełdę. Redaktorzy i  dziennikarze ubiegali się o  jego opinię, a  komunikaty dla prasy zagranicznej formułowane były prawie pod jego dyktando. Do jego gabinetu przychodzili na dyskusję planów wyżsi urzędnicy amerykańskiego Ministerstwa Skarbu i  brytyjscy dyplomaci’.

Z drugiej strony Atlantyku, inny wybijający się polityk także interesował się ‘finansjerą’. Jak powiada pani Beatrice Webb, na wcześniejszym obiedzie Winston Churchill zwierzył się jej, że ‘w wysokiej finansjerze widzi czynnik zabezpieczający pokój i  stąd jest przeciwnikiem samowystarczalnego Imperium, zagrażającego interesom kosmoplitycznej finansjeryOna to, według niego, z  profesji jest obrończynią pokoju we współczesnym świecie i  najwyższym wykwitem cywilizacji’. Późniejsze wydarzenia nie potwierdzają stwierdzenia, że czołowi finansiści (‘wielkomiejscy’, czy ‘kosmopolitcy’) są ‘z profesji obrońcami pokoju’.

Tak zza kulis wyglądała Ameryka lat 1915-1916. Następne wypadki odsłaniają cele grupy rządzącej, której sieć rozciągała się teraz po obu stronach Atlantyku. Asquith został usunięty ze stanowiska premiera pod pretekstem niekompetencji w  prowadzeniu wojny; Lloyd George niemal przyczynił się do klęski przez odciągnie wojsk do Palestyny. Wilson został ponownie wybrany prezydentem, przyrzekając, że w  myśl dawnej tradycji będzie ‘trzymał Amerykę z  dala od wojny’ – po wyborze natychmiast wciągnął Amerykę do wojny. Inne były ‘słowa’ dyplomaty, a  inne jego ‘czyny’

30 maja 1915 roku House prywatnie ‘doszedł do wniosku, że wojna jest nieunikniona’, a  w czerwcu 1916 roku wysunął zwycięskie hasło dla drugiej kampanii wyborczej Wilsona: ‘On zapewnił nam pokój’. Przed wyborami, rabin Stefan Wiese popierał wysiłki House’a; w  liście do prezydenta ‘ubolewał nad poparciem przez niego programu obronnego’, a  publicznie głosił antywojenne apele. Wszystko zagrało według planu: jak komentuje Howden, ‘strategia House’a okazała się doskonała’. Wilson zatryumfował w  ponownych wyborach.

Wydaje się, że w  tym czasie Wilson sam uwierzył w  narzuconą mu rolę. Zaraz po wyborach zajął się swoją misją obrońcy pokoju i  zredagował notę do stron wojujących, w  której użył sformułowania: ‘przyczyny i  cele wojny są niejasne’. Był to z  jego strony karygodny przejaw ‘samodzielności’, prowokujący furię pułkownika House. Zahukany prezydent zmienił treść noty, która teraz brzmiała: ‘cele przyświecające politykom i  kołom militarnym obu stron są właściwie jednakowe’. To jeszcze bardziej rozwścieczyło House’a, i  na tym skończyły się próby Wilsona obnażenia natury ‘siatki’, w  jaką wpadł. Przez jakiś czas był zdezorientowany co do sytuacji i  4 stycznia 1917 roku pisał do House’a: ‘Wojny nie będzie […] Nasz kraj nie chce być w  nią zamieszany […] Popełnilibyśmy przestępstwo wobec cywilizacji, gdybyśmy się w  nią włączyli’.

Grupa rządząca zabrała się do rozwiania tej iluzji natychmiast po zapewnieniu wyboru Wilsona na prezydenta (20 stycznia 1917roku). Rabin Stefan Wiese powiadomił prezydenta o  swej zmianie frontu; był teraz ‘przekonany, że nadszedł czas, aby dać do zrozumienia narodowi amerykańskiemu, iż przeznaczonym mu jest włączenie się do walki’. House (który podczas ‘anty-wojennej’ kampanii wyborczej prywatnie zanotował: ‘jesteśmy na krawędzi wojny’), 12 lutego 1917 roku zwierzył się swemu dziennikowi: ‘Tak jak oczekiwałem, wartki nurt znosi nas ku wojnie’ (co nadaje nowe znaczenie słowu ‘znosić’).

27 marca 1917 roku prezydent Wilson zapytał House, ‘czy powinien poprosić Kongres o  wypowiedzenie wojny, czy też ogłosić stan wojny’. House zalecił to drugie rozwiązanie i  w ten sposób 2 kwietnia 1917 roku naród amerykański został poinformowany, że ‘jest w  stanie wojny’.a) W  okresie między listopadem 1917 roku, a  kwietniem 1918 roku, ‘sieć intrygi’, łącząca oba brzegi oceanu osiągnęła swoje zasadnicze cele: obalenie Asquitha i  zastąpienie go Lloyd Georgiem, skierowanie wojsk brytyjskich do Palestyny, wybór uległego prezydenta, popierającego ten manewr, i  zaangażowanie się Ameryki.

Oświadczenie o  trwającym ‘stanie wojny’, złożone przed Kongresem, definiowało jej cel (który kilka tygodni wcześniej Wilson uznał za ‘niejasny’) następująco: ‘ustanowienie nowego porządku międzynarodowego’. Tak więc nowy cel został otwarcie ujawniony, choć w  zagadkowej formie. Dla szerokich mas słowo to mogło oznaczać wszystko, lub nic. Dla wtajemniczonych oznaczało ono zobowiązanie poparcia planu, którego instrumentem był komunizm i  syjonizm, dla ustanowienia ‘federacji światowej’, opartej na przemocy i  zniesieniu narodów, oprócz jednego ‘narodu’, który miał być wskrzeszony.

Teraz historia ‘siatki’ łączy się w  jeden wątek, gdyż odtąd grupy interesów w  Ameryce i  Anglii działały w  całkowitej synchronizacji. Marionetki władzy w  Wasztngtonie i  Londynie koordynowały swoje poczynania zgodnie z  instrukcjami syjonistów usadowionych po obu stronach oceanu. Nieco wcześniej dr  Weizmann potwierdził swój talent proroczy, pisząc w  liście z  marca 1915 roku do swojego przyjaciela z  Manchester Guardian, Scotta, że jak ‘rozumie’, rząd brytyjski gotów jest poprzeć aspiracje syjonistów na przyszłej konferencji pokojowej (przewidział ją także Max Nordau w  1903 roku). Jako że Asquith był jak najdalszy od podobnej idei, już wtedy dr  Weizmann, mówiąc o  ‘rządzie brytyjskim’, musiał mieć na myśli jego następcę w  1916 roku.

Według koncepcji Weizmanna, ten ‘rząd brytyjski’ miał pozostawić Żydom ‘organizację rzeczypospolitej żydowskiej’ w  Palestynie. Jednakże, jeśli nawet podbita Palestyna zostanie im wręczona, Syjoniści sami nie będą w  stanie ustanowić tam ‘rzeczypospolitej’ wbrew woli tubylców. Będą mogli to jedynie uczynić pod protekcją mocarstwa i  jego armii. Stąd dr  Weizmann (trafnie przewidując w  1915 roku wydarzenia roku 1919 i  dwóch następnych dekad) uważał za konieczne ustanowienie w  Palestynie brytyjskiego ‘protektoratu’ (dla obrony syjonistycznych najeźdzców). Oznaczałoby to, jak mówił, ‘przejęcie przez Żydów kraju i  podjęcie przez najbliższe dziesięć lub pietnaście lat ciężaru jego organizacji pod tymczasowymprotektoratem brytyjskim’.

Dr Weizmann dodaje, że pomysł ten był ‘antycypacją systemu mandatów’; dając dzisiejszemu badaczowi dziejów odpowiedz na pytanie, skąd się wzięła instytucja ‘mandatów’. Idea zarządzania podbitymi krajami na zasadzie ‘mandatu’, udzielonego przez samozwańczą ‘ligę narodów’, wymyślona została wyłącznie z  myślą o  Palestynie. (Historia potwierdza ten fakt. Wszystkie inne mandaty’ nadane po wojnie 1914-18 roku dla stworzenia pozorów uniwersalności tej procedury, zanikły; bądz przez zwróćenie danego terytorium tubylcom, bądź przez wchłonięcie ich w  ramy państwowe zdobywcy. Koncept ‘mandatów’ utrzymano tak długo, jak było to potrzebne syjonistom dla nagromadzenia wystarczającej ilości uzbrojenia, aby zawładnąć Palestyną).

Tak więc, po wyniesieniu Lloyd George’a na stanowisko premiera i  po drugim wyborze Wilsona na prezydenta, dr  Weizmann siedzący w  ośrodku siatki, świadomy był jaki kształt przybierze przyszłość po wojnie, i  zabrał się do akcji. W  swym memorandum skierowanym do rządu brytyjskiego domagał się ‘dla żydowskiej ludności Palestyny oficjalnego uznania przez nadrzędne władze jako Narodu Żydowskiego’. Następstwem jego była ‘formalna konferencja, prowadząca do Deklaracji Balfoura’. Jej komitet, zwołany dla opracowania brytyjskiego dokumentu rządowego, zbierał się w  prywatnych domach Żydów i  składał się z  dziewięciu przywódców syjonistycznych i  jednego przedstawiciela rządu, Sir Marka Sykes’a (działającego jako osoba prywatna). Jego rezultatem była niezwłoczna podróż Balfoura do Ameryki w  celu omówienia sprawy.

Sytuacja wymagała od dra  Weizmanna i  jego towarzyszy zręcznego lawirowania między dwoma trudnościami. Uniknięcie ich byłoby niemożliwe, gdyby dr  Weizmannowi nie udałoby się za pomocą ‘siatki’ zawczasu uprzedzić rozmówców Balfoura za oceanem, jak mają z  nim postępować. Mimo całego zapału do sprawy, rząd brytyjski poczuł się zaalarmowany perspektywą wystąpienia w  roli jedynego protektora syjonistów i  pragnął udziału Ameryki w  zbrojnej okupacji Palestyny. Zdając sobie sprawę, że ten projekt może się spotkać z  gwałtownym sprzeciwem amerykańskiej opinii publicznej (jego realizacja przyczyniłaby Ameryce zbyt wiele kłopotów, aby mogła ona poprzeć póżniejszą awanturę z  1948 roku), syjoniści nie chcieli podnosić kwestii wspólnej okupacji Anglo-amerykańskiej. Złe przeczucia dr  Weizmanna pogłębiły się, gdy w  ‘długiej rozmowie’ z  Balourem przed jego odjazdem, zauważył, że jest on przejęty ideą wspólnego anglo-amerykańskiego protektoratu’.

Nie zwlekając, 8 kwietnia 1917 roku Dr  Weizmann wysłał list do Sędziego Brandeisa, ostrzegający go przed akceptacją podobnych projektów i  polecający zapewnić Balfoura o  amerykańskim poparciu dla wyłącznego protektoratu brytyjskiego. List ten ‘musiał dotrzeć do Brandeisa w  czasie przyjazdu Balfoura’. Brandeis, wyniesiony do godności członka Sądu Najwyższego, zrzekł się oficjalnie przywódctwa syjonizmu w  Ameryce. Zgodnie z  tradycją swego urzędu, musiał wyłączyć się z  działalności politycznej, co nie przeszkodziło mu jako doradcy Wilsona do spraw żydowskich w  oświadczeniu, że ‘popiera koncepcję protektoratu brytyjskiego, lecz stanowczo przeciwny jest pomysłowi condominium’ (tzn. wspólnej kontroli Anglo-amerykańskiej).

Po przyjeździe do Ameryki (będącej od osiemnastu dni ‘w stanie wojny’), Balfour prawdopodobnie w  ogóle nie dyskutował z  prezydentem amerykańskim sprawy Palestyny. W  tej sprawie rola prezydenta ograniczała się do pokornego zobowiązania danego rabinowi Wise: ‘Jeśli nadejdzie czas, gdy wraz z  Sędzią Brandeisem uzna pan, że sytuacja dojrzała abym przemówił i  zaczął działać, będę gotowy.’ W  międzyczasie (8 kwietnia 1917 roku, czyli sześć dni po ogłoszeniu ‘stanu’ wojny) rabin ‘informował’ House’a: ‘Jest on już urobiony dla naszej sprawy. Nie ma co do tego wątpliwości […] Myślę, że sprawa bezwłocznie przejdzie przez Waszyngton’.

Balfour spotkał się z  Brandeisem. Mógłby równie dobrze pozostać razem z  Weizmannem w  kraju, gdyż Brandeis powtórzył mu jedynie listowne instrukcje dra  Weizmanna. Podróż Balfoura doprowadziła go po prostu z  jednego końca ‘sieci intryg’ w  drugi. Według relacji pani Dugdale, Brandeis ‘coraz bardziej stanowczo podkreślał pragnienie syjonistów, aby Palestyna znalazła siępod administracją brytyjską’. Autor biografii Balfoura dodaje, że ‘przyrzekł on swoje osobiste poparcie dla syjonizmu; zadeklarował je przedtem dr  Weizmannowi, lecz teraz pełnił funkcję brytyjskiego Ministra Spraw Zagranicznych.’

Warto w  tym miejscu zacytować komentarz o  roli Brandeisa w  tej sprawie. Profesor John O. Beaty z  Southern Methodist University w  Ameryce relacjonuje, że dzień, w  którym zatwierdzona została nominacja Brandeisa jako członka Sądu Najwyższego, ‘był jedną z  najważniejszych dat w  historii Ameryki, gdyż po raz pierwszy od początku XIX wieku ujrzeliśmy na najwyższym stanowisku notabla, którego głównym przedmiotem zainteresowania były sprawy wykraczające poza orbitę Stanów Zjednoczonych’.

Dr Weizmann: ‘Mr Brandeis uczynił więcej, niż przeforsowanie idei żydowskiej Palstyny pod protektoratem brytyjskim’. Wraz z  House był on autorem (podpisanej przez prezydenta) słynnej deklaracji potępiającej tajne traktaty. Deklaracja ta stała się bardzo popularna wśród mas, które upatrywały w  niej głos Nowego Wspaniałego Świata, potępiający stary zły świat. Jej słowa przywodziły obraz zamaskowanych dyplomatów, wdrapujących się ciemnymi bocznymi schodami do tajnych kancelarii – z  chwilą przystąpienia Ameryki do wojny, nastąpi kres tych feudalnych machinacji i  wszysko będzie się odbywać jawnie.

Niestety, była to przyjemna złuda – szlachetna pobudka okazał się jeszcze jednym ustępstwem na rzecz syjonizmu. Ponieważ Turcja nie była jeszcze pobita, zaangażowane w  wojnie rządy francuski i  brytyjski pragnęły pozyskać Arabów, i  zawarły z  nimi tzw. Porozumienie ‘Sykes-Picot’, przewidujące niepodległość państw arabskich i  międzynarodowy zarząd dla Palestyny. Dowiedziawszy się o  tym porozumieniu, dr  Weizmann uznał, że międzynarodowa kontrola nad Palestyną wyklucza powstanie tam państwa syjonistycznego – dla tego celu niezbędna była wyłączna brytyjska ‘protekcja’. Gromkie potępienie ‘tajnych układów’ przez prezydenta Wilsona było wynikiem presji i  skierowane było w  rzeczywistości przeciwko Arabom w  Palestynie i  ich marzeniom o  przyszłości. Ameryka nalegała, aby tym kukułczym jajem zajęła się Anglia.

Na marginesie tego tajnego sukcesu Balfoura, jego biograf z  satysfakcją odnotowuje, że ‘pojawiła się żydowska dyplomacja narodowa’. Sformułowanie to pasowałoby niezawodnie do tytułu niniejszego rozdziału. Brytyjskie ministerstwo Spraw Zagranicznych nareszcie ‘przyznało, choć niechętnie, że rząd brytyjski został formalnie uwikłany w  tą sprawę’. Ameryka, choć włączyła się do wojny, nie była w  stanie wojny z  Turcją, co nie przeszkodziło jej (za pośrednictwem Brandeisa) zaangażować się skrycie w  poparcie polityki zmierzającej do przekazania części terytorium Turcji trzeciej stronie. W  międzyczasie udział Ameryki w  tej intrydze pozostał publiczną tajemnicą, choć Balfour został przekonywująco o  nim poinformowany.

Z końcem lata 1917 roku, w  czasie przygotowań do deklaracji Balfoura, Ameryka zdążyła się już skrycie zaangażować w  awanturę syjonistyczną. Jedyna opozycja, nie licząc generałów i  kilku notabli z  ministerstwa Spraw Zagranicznych i  Departament Stanu, przyszła od angielskich i  amerykańskich Żydów. Nie byla ona skuteczna, gdyż czołowi politycy obu krajów byli nawet bardziej wrogo usposobieni do swych współobywateli Żydów, niż syjoniści. (Udział nie-Żydów w  tej sprawie był tak znaczny, a  ich rola w  niej, nawet jeśli byli marionetkami, była tak wielka, że należy z  ostrożnością podejść do przypisywanego autorstwa Protokółów wyłącznie Żydom.)

W Anglii w  1915 roku Połączony Komitet oświadczył w  imieniu Stowarzyszenia Angielskiego-Żydowskiego, że ‘syjoniści nie uważają, aby emancypacja obywatelska i  polityczna była skuteczną bronią w  walce z  prześladowaniem i  opresją Żydów, i  są zdania, że zwycięstwo można osiągnąć jedynie przez ustanowienie suwerennego państwa żydowskiego. Połączony Komitet uważa postulat ‘narodowy’ syjonistów, jak i  ich żądania specjalnych przywilejów dla Żydów w  Palestynie za niebezpieczną prowokację sentymentów antysemickich. Komitet nie uważa za właściwe dyskutować o  kwestii Protektoratu Brytyjskiego z  międzynarodową organizacją, skupiającą różne, czasem nawet wrogie elementy’.

W normalnych sensownych czasach, w  takim samym duchu przemawiałaby rządy brytyjski i  amerykański i  zyskałyby poparcie swych obywateli żydowskich. Jednakże, jak w  1914 roku pisał dr  Weizmann, ci Żydzi ‘muszą sobie uświadomić, że nie oni, lecz my jesteśmy panami sytuacji’. Bez względu na tradycje Połączonego Komitetu, od dawna reprezentującego angielskich Żydów, rząd brytyjski uznał pretensje rewolucjonistów z  Rosji do ‘przewodzenia’ masom żydowskim.

Jeszcze przed zapadnięciem klamki w  1917 roku, Połączony Komitet ponownie oświadczył, że Żydzi nie są niczym więcej jak wspólnotą religijną, że nie mają pretensji do ‘własnego państwa’ i  że Żydzi palestyńscy nie potrzebują nic poza ‘zapewnieniem im wolności religii i  praw obywatelskich, ułatwień imigracyjnych, itp.’

Takie reakcyjne oświadczenia mogły jedynie wzbudzić wściekłość ‘gojów’ stojących za przybyszem z  Rosji, dr  Weizmannem. Wickham Steed w  swym artykule w  Times, wyraził ‘nieukrywaną irytację’ w  wyniku ‘godzinnej’ dyskusji z  dr Weizmannem ‘co do charakteru przywódcy, który mógłby najwymowniej przemówić do społeczeństwa brytyjskiego’. Artykuł ten stanowił ‘znakomitą prezentację sprawy syjonistycznej’.

W Ameryce podobna rola stróżów żydowstwa przypadła Brandeis i  rabinowi Stefanowi Wise. Jakiś rabin z  Węgier zapytał prezydenta Wilsona: ‘Co uczyni pan, jeśli ich protesty dotrą do pana?’ Po krótkiej chwili milczenia Wilson wskazał na wielki kosz stojący przy jego biurku: ‘Chyba ten kosz zdała pomieścić wszystkie ich protesty?’

W Anglii, dr  Weizmanna dprowadzały do pasji ‘interwencje z zewnątrz, pochodzące wyłącznie od Żydów’. Czuł się już wtedy nie tylko członkiem rządu, lecz samym rządem i  w istocie posiadał odpowiednią władzę. Nie wystarczyło mu tylko odrzucenie objekcji Żydów brytyjskich jako ‘zewnętrznej interwencji’; dyktował ministrom temat obrad i  domagał się dopuszczenia na posiedzienia Gabinetu, gdzie mógłby zaatakować żydowskiego ministra! Zażądał od Lloyd George’a, aby wniósł tą sprawę na agendę posiedzenia Rady Wojennej w  dniu 4 października 1917 roku. 3-go października wystosował do brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych pisemną notę, protestującą przeciwko spodziewanym na posiedzeniu objekcjom ze strony ‘prominentnego Anglika wyznania żydowskiego’.

Ministrem tym był Żyd, Edwin Montagu. Dr  Weizmann otwarcie nalegał, aby odmówiono mu prawa głosu, a  jeżeli się to nieuda, aby wezwano jego, Weizmanna do udzielenia mu repliki! W  dniu posiedzenia Dr  Weizmann zjawił się w  biurze sekretarza premiera, Philipa Kerra (jednego ze swych przyjaciół) i  zaproponował, że zostanie w  nim na wypadek, gdyby Gabinet ‘przed powzięciem decyzji zdecydował się zasięgnąć jego opinii’. Gdy Kerr odpowiedział, że ‘nigdy w  historii rządu brytyjskiego nie zdarzyło się, aby postronne osoby zostały dopuszczone na posiedzenie gabinetu’, dr  Weizmann musiał się usunąć.

Gdyby nie to, Lloyd George miałby szansę ustanowienia precedensu, gdyż po wysłuchaniu Montagu, Lloyd George i  Balfour natychmiast posłali po dra  Weizmanna, który zdążył jednak już wyjść. Tym sposobem, wbrew zaciętemu oporowi Gojów, Montagu zdołał wprowadzić małe poprawki do propozycji. Później dr  Weizmann zrugał Kerra za ten nieznaczny kompromis: ‘Nie tylko Gabinet, ale nawet i  pan przywiązujecie niepotrzebną uwagę do opinii tak zwanych brytyjskich Żydów’. Dwa dni później (9 października) dr  Weizmann z  tryumfem depeszował do Sędziego Brandeisa, że rząd brytyjski zobowiązał się ‘do ustanowienia narodowego domu dla rasy żydowskiej’ w  Palestynie.

Między 9 październikiem, a  datą jej opublikowania w  dniu 2 listopada, propozycja napotkała na kilka przygód. Wysłana została do Ameryki, gdzie przed wręczeniem jej prezydentowi Wilsonowi do ‘ostatecznego zatwierdzenia’, przeszła przez korektę Brandiesa, Jacoba Hass’a i  rabina Wise. Wilson przekazał ją Brandeisowi (choć ten otrzymał ją bezpośrednio od dr  Weizmanna), który z  kolei przesłał ją rabinowi Stephanowi Wise ‘z poleceniem przekazania jej rządowi bytyjskiemu za pośrednictwem pułkownika House’.

Tak spreparowana została jedna z  najdonioślejszych akcji rządu brytyjskiego. Ta propozycja, załączona w  liście Balfoura do lorda Rothchilda, stała się znana jako ‘Deklaracja Balfoura’. W  rodzinie Rothschilda, podobnie jak w  wielu rodzinach żydowskich, istniał ostry przedział w  kwestii syjonizmu. Nazwiskiem adresata Rothschilda, jednego z  sympatyków sprawy, posłużono się dla wywarcia wrażenia na Żydach zachodnich, a  także w  celu odciągnięcia uwagi od wschodnio-żydowskich ojców syjonizmu. Prawdziwym adresatem deklaracji był dr  Weizmann. Był on stałym bywalcem przedpokojów Rady Wojennej i  jemu wręczył Sir Mark Sykes dokument, wołając: ‘doktorze Weizmanm, ma pan chłopca!’ (dzisiaj widać, co z  niego wyrosło).

Jak dotąd, brak jest racjonalnego wyjaśnienia tej akcji, podjętej przez czołowych polityków zachodnich w  celu poparcia obcej sprawy. Tajność i  konspiracja, od początku towarzyszące temu przedsięwzięciu, nie pozwalają na wykrycie rzeczywistych przyczyn. Tyle, że dobre sprawy nie wymagają konspiracji, a  otaczająca je tajemnica wskazuje na ukryte motywy. Jedynym uzasadnieniem, jakie usłyszała opinia publiczna od ich sprawców, były mgliste powoływania się na Stary Testament. Tego rodzaju świętoszkowate wydzwięki miały odstraszać opozycję. Jak ironicznie zanotował rabin Wise, Lloyd George lubił oznajmiać swym syjonistycznym gościom: ‘Będziecie mieli Palestynę od Dan do Beershaby’; tym samym przedstawiając się jako narzędzie nadprzyrodzonej woli. Pewnego razu poprosił Sir Charlesa i  Lady Henry o  zaproszenie na śniadanie żydowskich członków parlamentu, ‘aby uzasadnić im słuszność mojego stanowiska względem syjonizmu.’ Gdy w  jadalni brytyjskiego premiera zgromadziło się wymagane przez religię kworum dziesięciu Żydów (minyan), Lloyd George odczytał im kilka ustępów, które jego zdaniem, miały uzasadnić przeszczepienie Żydów na grunt Palestyny w  1917 roku. Zakończył słowami: ‘Teraz wiecie panowie, co mówi wasza Biblia, i  na tym koniec dyskusji.’

Przy innych okazjach oferował wyjaśnienia, przeczące jedno drugiemu. Królewskiej Komisji do spraw Palestyny z  1937 roku oświadczył, iż motywem jego działań było zdobycie ‘poparcia żydowstwa amerykańskiego’, i  że otrzymał od jego przywódców syjonistycznych ‘definitywnie przyrzeczenie podjęcia energicznej akcji przyciągnięcia Żydów dla sprawy alianckiej, pod warunkiem uzyskania od aliantów poparcia w  utworzeniu żydowskiej ojczyzny w  Palestynie’.

Było to bezczelne kłamstwo przed sądem historii. Gdy Balfour zjawił się w  Ameryce ze swoją Deklaracją, Ameryka była już w stanie wojny. Jego biograf zdecydowanie zaprzecza istnieniu podobnej tranzankcji. Także rabin Elmer Berger, komentator żydowski, kwituje to rzekome zobowiązanie przywódców syjonistycznych ‘z nieodpartą odrazą, w  imieniu moim, mojej rodziny, moich żydowskich przyjaciół, zwykłych Żydów […] zarzut ten jest jedym z  najohydniejszych pomówień w  historii. Brakiem taktu i  cynizmem jest pomawianie Żydów krajów alianckich o  brak chęci do poświęceń dla sprawy zwycięstwa w  wojnie’.

Najbardziej znane jest trzecie wyjaśnienie Lloyd George’a (‘Aceton przekonał mnie do syjonizmu’). Według niego, Lloyd George zapytał dr  Weizmanna, w  jaki sposób może wynagrodzić go za doniosły dla wojny wynalazek w  dziedzinie chemii (którego dokonał pracując dla rządu w  chwilach wolnych od propagowania syjonizmu). Na odpowiedz Weizmanna: ‘Nic nie pragnę dla siebie, lecz wszystko dla mojego narodu’, Lloyd George postanowił darować mu Palestynę! Weizmann sam wyśmiewa tą anegdotę: ’W historii nie ma miejsca na lampy Alladyna. Lloyd George stał się zwolennikiem syjonizmu na długo przed objęciem urzędu premiera’. Jeśli chodzi o  ścisłość, brytyjskie zwyczaje przewidują nagrodę pieniężną za podobne usługi, a  dr Weizmann wcale się jej nie zrzekł, lecz otrzymał dziesięć tysięcy funtów. (Gdyby wynalazki w  dziedzinie chemii wynagradzano nadaniem ziemi, Weizmann mógłby zażądać od Niemiec pomniejszego księstwa za patent sprzedany wcześniej Niemieckiemu Trustowi Barwników, który mógł być wykorzystany równie dobrze dla celów wojennych. Całkiem naturalnie, był on zadowolony z  dochodów, jakie przez kilka następnych lat otrzymywał z  tego tytułu).

Nieuniknionym jest więc wniosek: gdyby Lloyd George istotnie potrafił szczerze wyjaśnić swoje motywy w  tej sprawie, napewno by to uczynił. Lata 1916-17 zapoczątkowują w  Anglii i  w Stanach Zjednoczonych okres degeneracji reprezentatywnych rządów parlamentarnych. W  sytuacji, gdzie tajni agenci dyktują Ameryce decyzje polityczne, a  w Anglii kierują strategią jej armii, tracą znaczenie określenia takie jak ‘wybory’, czy ‘Demokratyczny rząd’. Z  chwilą poddania się polityków zachodnich tej nadrzędnej skrytej władzy, w  obu krajach poczęły zanikać różnice między partiami, a  wyborcy pozbawieni zostali szans prawdziwego wyboru. W  dzisiejszych czasach jest to powszechną, znaną publicznie praktyką. Przed wyborami przywódcywszystkich partii deklarują się z  sympatią dla syjonizmu, a  wybór prezydenta, premiera czy partii nie ma najmniejszego znaczenia.

Tak więc w  1917 roku Ameryka na równi z  Wielką Brytanią zaangażowała się w  sprawę syjonizmu, który dopiero później miał okazać swą niszczycielską moc. Jednakże, w  tym układzie stanowiły one jedynie jedno z  dwu ramion ‘niszczycielskiej sprawy’. Jak czytelnik pamięta, w  czasach młodości dra  Weizmanna, w  Rosji poczęły jednoczyć się pod przewodnictwem talmudycznych kierowników rewolucyjne masy żydowskie, których jedynym przedziałem była orientacja rewolucyjnego syjonizmu i  rewolucyjnego komunizmu.

W tym samym tygodniu, w  którym wydana została Deklaracja Balfoura, druga grupa Żydów zrealizowała swój cel zniszczenia Rosji jako państwa narodowego. W  rezultacie, politycy zachodni wychodowali dwugłową hydrę w  postaci syjonizmu władającego stolicami Zachodu, i  komunizmu, napierającego z  opanowanej Rosji. Poddanie się syjonizmowi osłabiło opór Zachodu wobec rewolucji światowej i  odwróciło jego uwagę od własnych interesów narodowych. Jego opozycja wobec rewolucji światowej zakrzyczana została jako przejaw ‘antysemityzmu’. Wystarczy kapitulacja rządów w  jednej sprawie, aby uniemożliwić im zajęcie stanowczego stanowiska w  innych; utrzymująca się przez następne czterdzieści lat chwiejność Londynu i  Waszyngtonu w  traktowaniu rewolucji światowej ma swe korzenie w  ich pierwotnej uległości wobec ‘sieci intryg’, rozciągniętej w  latach 1914-1917 po obu stronach Atlantyku.

Po 1917 roku świat stanął w  obliczu pytania postawionego przed XX stuleciem: czy Zachód znajdzie na tyle siły, aby uwolnić siebie i  swych przywódców politycznych z  tego podwójnego jarzma. W  analizie tego rozrachunku czytelnik powinien zwrócić uwagę na poczynania polityków brytyjskich i  amerykańskich, do jakich zostali skłonieni w  I wojnie światowej.

Rozdział 32. Powtórka rewolucji światowej ->


*) Czasem postronne relacje przydają większej autentyczności opisywanym faktom. Znany malarz Sir William Orpen, ilustrator bitew I  Wojny Światowej w  randze majora brytyjskiego, oddelegowany został do namalowania portretów członków Konferencji Pokojowej w  Wersalu w  1919 roku. W  swych wspomnieniach pt. “An Onlooker in France 1914-1919″ opisuje wrażenia z  Konferencji: ‘Napisałem list do prezydenta Wilsona, prosząc go o  pozowanie do portretu. Odpisał, że Konferencja Pokojowa całkowicie absorbuje jego czas i  nie będzie mógł poświęcić mi ani minuty. Wystosowałem też zaproszenie do pana Lansinga (sekretarza stanu) i  do pułkownika House. Pułkownik zadzwonił jeszcze tego samego popołudnia i  odpowiedział – »Oczywiście«, prosząc o  ustalenie terminu… Podczas pozowania do portretu zapytał, czy malowałem już prezydenta. Odpowiedziałem, że nie. Gdy zapytał, czy mam zamiar go portretować, odpowiedziałem – »Nie, prezydent nie zgodził się mi pozować«. »Odmówił?« – zapytał znowu. »Tak, jest za bardzo zajęty« – odpowiedziałem. »Co za parszywa bzdura!« – zawołał pułkownik – »on do cholery ma więcej czasu niż ja! Kiedy pan chce, żeby przyszedł?« Wymieniłem datę, na co pułkownik rzekł – »Dobrze, dopilnuję, żeby się pojawił«. Dotrzymał słowa… Ponieważ prezydent umówiony był na godzinę drugą, wróciłem do hotelu Astoria o  1:30. Przy jego wejściu zastałem jakichś nieznanych wielkoludów, nakazujących wszystkim samochodom angielskim odsunięcie się o  sto metrów dalej w  kierunku Rue Vernet.‘ (przyp. tłum.)

a) Nawiązując w  1900 roku do ‘nadzwyczajnej dokładności’ prognozy “Protokołów”, Lord Sydneham mógł szczególnie mieć na myśli następujący ustęp: ‘[…] Nadamy prezydentowi prawo wprowadzania stanu wojennego. Umotywujemy to w  taki sposób, że prezydent jako szef armii całego kraju winien mieć możność rozporządzania nią w  wypadkach, kiedy zachodzi potrzeba obrony nowej konstytucji republikańskiej, do czego jest najzupełniej uprawniony jako demokratyczny przedstawiciel tej konstytucji’. W  obecnym stuleciu procedura ta stała się uznaną praktyką. W  1950 roku prezydent Truman bez konsultacji z  Kongresem wysłał wojsko do Korei, aby ‘zahamować agresję komunistyczną’. Następnie uznano ten konflikt za wojnę Narodów Zjednoczonych, i  włączyło się do niej siedemnaście państw pod ogółnym dowódctwem generała MacAthura. Był to pierwszy przykład wojny typu ‘rządu światowego’; jej przebieg skłonił senatora Tafta do zadania pytania w  1952 roku: ‘Czy rzeczywiście na serio traktujemy naszą politykę antykomunistyczną?’ Generał Mac Arthur zdostał zdymisjowany za zakwestionowanie rozkazu, zabraniającego mu ścigać samoloty chińskie wgłąb terytorium nieprzyjaciela. W  1953 roku, za prezydentury Eisenhowera, wojna została przerwana, pozostawiając połowę Korei w  rękach ‘agresora’. Później generał MacArthur i  inni dowódcy amerykańscy zarzucali, że rozkaz zabraniający pościgu zdradzony został nieprzyjacielowi przez ‘siatkę szpiegowską, odpowiedzialną za wykradzenie ściśle tajnych raportów, jakie wysyłałem do Waszyngtonu’ (Life z  7 lutego 1956 roku). Fakt ten potwierdził komunistyczny dowódca chiński w  New York Daily News z  13 lutego 1956 roku. W  czerwcu 1951 roku zniknęło dwóch dyplomatów brytyjskich, Burgess i  Maclean. Po czteroletnim milczeniu, rząd brytyjski potwierdził ogólne przekonanie, że są oni w  Moskwie i  że ‘przez długi czas szpiegowali na rzecz Związku Sowieckiego.’ Generał MacArthur obciążył tych dwóch odpowiedzialnością za ujawnienie rozkazu zabraniającego pościgu komunistycznym ‘adresorom’. (Life, jak wyżej).
4 kwietnia 1956 roku, na jednej z  jego regularnych konferencji prasowych, reporter zapytał prezydenta Eisenhowera, czy bez sankcji Kongresu poderwałby do wojny batalion piechoty morskiej, wysłany niedawno na morze Śródziemne (w tym czasie wojna w  tym rejonie była bardzo prawdopodobna). Odpowiedział gniewnie: ‘Kilkakrotnie już oświadczałem, że nigdy nie będę winny akcji, która mogłaby być interpretowna jako działanie wojenne, bez zgody Kongresu, który jest do tego konstytucyjnie uprawniony’. 3 stycznia 1957 roku, jako pierwszy akt swej drugiej kadencji prezydenckiej, przesłał on Kongresowi propozycję rezolucji, przyznającej mu nieograniczone prawo decyzji w  sprawach wojskowych na Bliskim Wschodzie, ‘w celu odparcia zbrojnej agresji komunistycznej’.

Rozdział 32. Powtórka rewolucji światowej

Równoległy w  tym samym tygodniu 1917 roku tryumf Bolszewizmu w  Moskwie i  Syjonizmu w  Londynie, były wydarzeniami jedynie pozornie odległymi. W  poprzednim rozdziale ukazaliśmy identyczność ich źródeł; te same skryte siły, które propagowały syjonizm za pośrednictwiem rządów zachodnich, popierały również rewolucję światową. Te dwie siły równolegle realizowały przesłanki starożytnego Prawa: ‘Burz i  niszcz […] rządź narodami’; jedna z  nich spełniała niszczycielską misję na Wschodzie, a  druga skrycie opanowała Zachód.

Rok 1917 potwierdził ocenę Disraelego co do rewolucji 1848 roku, w  związku z  którą powiedział on, że Żydzi kierują ‘wszystkimi’ stowarzyszeniami tajnymi i  mają za cel zniszczenie chrześcijaństwa. Kierownicza grupa, która wyłoniła się w  1917 roku, obejmowała tak wielu Żydów, że można ją nazwać żydowską. W  tym wypadku charakter siły napędowej rewolucji ujawnił się jako fakt historyczny, nie podlegający dyskusji. Co więcej, potwierdziły go jej czyny – charakter jej pierwszych dekretów, symboliczne wyszydzanie chrześcijaństwa, i  stempel autorski, rozmyślnie pozostawiony w  miejscu morderstwa monarchy. Wszystko to wskazywało na ślady zemsty talmudycznej.

W ciągu następnych czterdziestu lat włożono wiele wysiłków, aby zataić ten niekwestionowany fakt przed opnią publiczną przez niemerytoryczną krytykę każdego, kto podejmował ten temat. Na przykład, w  latach 1950. zdolny (i cieszący się zasłużonym uznaniem) żydowski pisarz amerykański Sokolsky, w  swej krytyce wyżej wspomnianej książki pisał: ‘Czytając ją, trudno oprzeć się wrażeniu, że profesor Beaty usiłuje udowodnić, iż komunizm był ruchem żydowskim’. Był takim w  istocie, jeśli chodzi o  przywódctwo, na długo przed rokiem 1917 (co do lat późniejszych, następne rozdziały dadzą temu świadectwo). Nie wszyscy Żydzi byli wmieszani w  konpirację, ale też i  o rewolucji francuskiej, ruchu faszystowskim, czy nazistowskim nie można mówić jako o  konspiracji wszystkich Francuzów, Włochów, czy Niemców. Komunizm miał wyraźne korzenie wschodnio-żydowskie, jako że jego organizacja i  przywódctwo wywodziły się z  żydowskich terenów Rosji kontrolowanych przez Talmudystów.

Wybuch rewolucji z  1917 roku obnażył jej cele, świadczące że nie była ona spontanicznym epizodem, lecz trzecią z  kolei ‘erupcją’ organizacji znanej od czasów Wieshaupta. Ponownie ujawniły sie jej dwie podstawowe cechy: atak na wszelkie prawowite rządy i  na religię. Po roku 1917 rewolucja światowa musiała odrzucić dawną maskę ruchu skierownego wyłącznie przeciw ‘królom’ i  władzy politycznej kleru.

Wiedział on tym i  stwierdził ten fakt jeden z  autorytetów swojej epoki. Podejmując tradycje Edmunda Burke i  Johna Robisona, Jerzego Waszyngtona i  Aleksandra Hamiltona i  Disrealego, Winston Churchill pisał:

‘Mogłoby się zdawać, że sam los kazał temu samemu narodowi dać początek Ewangelii Chrystusa, jak i  ewangelii anty-Chrysta; że ta sama mistyczna i  tajemnicza rasa wybrana została jako uosobienie sił nadprzyrodzonych – zarówno boskich, jak i  diabelskich […] Od czasów ‘Spartakusa’ Weishaupta, aż do Karola Marksa i  następnie Trockiego (Rosja), Beli Kuna (Węgry), Róży Luksemburg (Niemcy) i  Emmy Goldman (Stany Zjednoczone), nieustannie wzrasta ta wszechświatowa konspiracja, zmierzająca ku obaleniu cywilizacji i  przekształceniu społeczeństwa, zahamowaniu jego rozwoju, wzniecaniu zawiści i  wrogości, propagowaniu niemożliwiej do osiągnięcia równości. Odegrała ona wyraźnie widoczną rolę w  tragedii Rewolucji Francuskiej, jak wykazała to świetnie współczesna autorka, pani Nesta Webster. Była główną sprężyną napędową wszystkich ruchów wywrotowych w  dziewietnastym wieku; a  teraz ta banda fantastycznych osobników, rekrutująca się z  podziemi metropolii Europy i  Ameryki, trzyma za łeb lud rosyjski i  stała się niekwestionowanym władcą tego olbrzymiego imperium. Trudno przesadzić rolę, jaką odegrało międzynarodowe i  przeważająco ateistyczne Żydowstwo, w  stworzeniu bolszewizmu i  w wybuchu Rewolucji Rosyjskiej. Rola ta była bardzo znaczna; prawdopodobnie przeważająca wszelkie inne’.

Była to ostatnia szczera wypowiedź (jaką odkryłem) czołowego polityka w  tej kwestii. Od tego czasu datuje się zakaz publicznych dyskusji na ten temat; cisza, jaka zapadła, trwa dotąd. W  1953 roku Churchill odmówił pozwolenia (niezbędnego w  świetle prawa brytyjskiego) na dokonanie fotokopii tego artykułu, zamieszczonego 8-go lutego 1920 roku w  Illustrated Sunday Herald, nie podając powodów.

Fakt żydowskiego przywódctwa rewolucji jest bardzo istotnym dla historii, a  późniejszy zakaz poruszania go znacznie przyczynił się do osłabienia Zachodu przez uniemożliwienie zdrowych dyskusji publicznych. Niesposób prowadzić racjonalną politykę państwową, gdy tak istotne elementy historii wyłączone są spod debaty publicznej – tak, jak w  billardzie nie można posługiwać się zwichrowanymi kijami i  eliptycznymi kulami. To, że konspiracji udało się tego dokonać (począwszy od zakneblowania panów Robisona, Barruela i  Morsego), bardziej niż cokolwiek innego świadczy o  jej potędze.

W omawianym okresie wszystkie fakty były publicznie znane. Raport (“White Paper”) rządu brytyjskiego z  1919 roku (Rosja, nr 1, Archiwa Raportów o  Bolszewiźmie) zawiera raport z  1918 roku, przesłany Balfourowi przez ambasadora holendreskiego w  St. Petersburgu, pana M. Oudendyke: ‘Organizacja i  wprowadzanie bolszewizmu jest dziełem bezpaństwowych Żydów, których jedynym celem jest zniszczenie istniejącego porządku dla własnych korzyści’. Podobnie meldował ambasador Stanów Zjednoczonych Davis R. Francis: ‘Tutejsi przywódcy bolszewiccy, rekrutujący się w  większości z  Żydów – w  90 procentach z  reemigrantów, mało przejmują się losem Rosji i  innych krajów; są to internacjonaliści usiłujący wszcząć światową rewolucję społeczną’. Raport ambasadora M. Oudendyke został usunięty z  późniejszych wydań brytyjskich oficjalnych publikacji; podobnie nieosiągalna jest większość autentycznych dokumentów tego okresu. Na szczęście, jednemu świadkowi udało się przekazać potomności oficjalne sprawozdanie.

Był nim Robert Wilton, korespondent londyńskiego Timesa, naoczny świadek rewolucji bolszewickiej. Francuskie wydanie jego książki zawiera bolszewicką oficjalną listę członków rządzącej grupy rewolucyjnej (wydanie angielskie pomijało tę listę).

Źródło to podaje, że Komitet Centralny partii bolszewickiej, stanowiący najwyższą władzę, składał się z  3 Rosjan (włączając Lenina) i  9 Żydów. Następny co do znaczenia organ, Centralny Komitet Komisji Wykonawczej (Czeka), liczył 42 Żydów i  19 Rosjan, Łotyszy, Gruzinów i  innych. Rada Komisarzy Ludowych składala się z  17 Żydów i  5 nie-Żydów. W  skład moskiewskiej Czeki wchodziło 23 Żydów i  13 gojów. Oficjalne publikacje bolszewickie z  lat 1918-1919, wymieniają 458 Żydów z  ogólnej liczby 556 wyższych urzędników państwowych. W  komitetach centralnych pozostałych partii ‘socjalistycznych’ (tolerowanych początkowo jako ‘opozycja’ dla zmylenia opinii publicznej, przywykłej do opozycji za czasów carskich), było 55 Żydów i  6 gojów. Oryginalne dokumenty reprodukowane przez Wiltona podają nazwiska wszystkich wyżej wymienionych. (Nawiasem mówiąc, podobny był skład krótkotrwałych rządów bolszewickich lat 1918-19 poza Rosją – na Węgrzech i  w Bawarii).

Wilton podjął się trudnego i  niewdzięcznego zadania poinformowania czytelników gazety o  wypadkach w  Rosji (załamany, przeżył jeszcze kilka lat i  umarł mając pięćdziesiąt kilka lat). Nie z  własnego wyboru podjął się zadania opisu najbardziej doniosłych wydarzeń, z  jakimi mógł się zetknąć dziennikarz – zadanie to przypadło mu z  obowiązku. Jako wychowany w  Rosji, znał doskonale kraj i  język i  cieszył się poważaniem zarówno Rosjan, jak i  ambasady brytyjskiej. Obserwował rozruchy z  okien biura Timesa, położonego obok Prefektury, gdzie szukali schronienia ministrowie upadającego rządu. W  okresie między dojściem do władzy Kiereńskiego na wiosnę 1917 roku, a  zagarnięciem władzy przez bolszewików w  listopadzie 1917 roku, musiał jako dziennikarz informować o  zupełnie nowym fenomenie w  sferze spraw światowych – o  dojściu w  Rosji do władzy despotycznego reżymu żydowskiego i  jego otwartej kontroli nad rewolucją światową. Już wtedy musiał zdawać sobie sprawę, że nie będzie mu danym pisać prawdy o  tych wydarzeniach.

Kulisy tej sprawy opisane są z  zadziwiającą szczerością w  ”Oficjanej historii” jego dawnej gazety Timesa, opublikowanej w  1952 roku. Ukazany jest tam ukryty mechanizm, czynny już w  1917 roku, dzięki któremu prawda o  rewolucji nie dotarła do społeczeństwa Zachodu.

Książka ta oddaje hołd Wiltonowi jako sumiennemu reporterowi i  renomie, jaką się on cieszył w  Rosji przed 1917 rokiem. Następnie jednak ton oceny zmienia się gwałtownie. Według książki, ostrzeżenia Wiltona przed przyszłymi wydarzeniami 1917 roku ‘nie od razu wpłynęły na linię gazety, między innymi dlatego, że ich autor nie zasługiwał na pełne zaufanie’.

Pytanie – dlaczego, skoro wcześniej tak wysoko oceniano jego pracę i  reputację? Prawda się odsłania. Jak czytamy dalej, Wilton zaczął się uskarżać na ‘tuszowanie’ i  cenzurowanie swoich reportaży. Potem Times zaczął publikować artykuły o  Rosji, pisane przez ludzi mających nikłe pojęcie o  tym kraju. W  rezultacie komentarze redakcyjne na temat Rosji przybrały ton, który doprowadzał Wiltona do rozpaczy, a  do którego czytelnicy zdążyli się przyzwyczaić przez następne kilkadziesią lat: ‘ci, którzy wierzą w  przyszłość Rosji jako wolnego, prawdziwie demokratycznego kraju, będą z  cierpliwym zaufaniem i  szczerą sympatią obserwować sprawdzenie się nowego reżymu’ (sytuacja, w  jakiej znalazł się Wilton w  Moskwie, a  pułkownik Repington w  Londynie, powtórzyła się identycznie w  wypadku moim i  innych korespondentów w  Berlinie w  latach 1933-38).

W ciągu następnych pięciu miesięcy interregnum, reżym żydowski przygotowywał się do przejęcia władzy od Kiereńskiego. W  tym właśnie momencie gazeta straciła ‘zaufanie’ do Wiltona. Dlaczego? Wyjaśnia to “Oficjalna historia” Timesa: ‘Niefortunnie dla Wiltona, jeden z  jego reportaży […] wzniecił wrażenie w  kręgach syjonistów, a  nawet w  kołach ministerstwa Spraw Zagranicznych, że jest on antysemitą’.

Proszę zauważyć wyrażenie: ‘w kręgach syjonistów’, a  nie po prostu ‘kręgach komunistów’. Jasnym staje się tu ich partnerstwo. Z  jakich racji ‘syjoniści’ (żądający od rządu brytyjskiego zabezpieczenia im ojczyzny w  Palestynie) mieli by się czuć urażeni wzmianką brytyjskiego korespondenta w  Moskwie o  przygotowaniach żydowskiego reżymu do przejęcia władzy w  Rosji? Wilton pisał o  charakterze przyszłego reżymu, tak jak mu nakazywała rzetelność reportera. W  pojęciu syjonistów, był to przejaw ‘antysemityzmu’ i  to wystarczyło, aby zarząd gazety cofnął mu kredyt zaufania. Cóż więc mógł uczynić, aby ‘szczęśliwie’ zachować pracę i  dalej cieszyć się zaufaniem? Oczywiście, powinien przesyłać kłamliwe reportaże z  Rosji. Nie powinien nawet słowem wspomnieć o  tym istotnym fakcie!

Czytając tą pouczającą historyjkę zastanawiałem się, w  jaki sposób ‘kręgi syjonistyczne’ zdołały rozpowszechnić ‘w Ministerstwie Spraw Zagranicznych’, a  te z  kolei w  domu wydawniczym gazety ‘ideę’, że Wilton jest ‘antysemitą’? Podobnie jak samotny poszukiwacz skarbów, badacz najczęściej przekonuje się o  nieproduktywności swych wysiłków, lecz w  tym wypadku udało mi się natrafić na złote ziarno prawdy, jakie znalazłem w  ”Oficjalnej historii” Timesa, trzydzieści pięć lat po opisywanych wydarzeniach. Według tej relacji, szef wydziału propagandy ministerstwa Spraw Zagranicznych przesłał przez swojego urzędnika pismo z  tym ‘zarzutem’ do redaktora (najwidoczniej wcześniej opublikowanym w  jakiejś gazecie syjonistycznej). “Oficjalna historia” wyjawia nawet nazwisko owego ‘gorliwca’.

Był nim młody Reginald Leeper, który trzydzieści lat później jako Sir Reginald miał zostać ambasadorem brytyjskim w  Argentynie. W  poszukiwaniu informacji o  panu Leeper zajrzałem do “Who is Who” i  dowiedziałem się, że pierwszą pracę podjął w 1917 roku w  wieku dwudziestu dziewięciu lat: ‘w Międzynarodowym Biurze Departamentu Informacji’. Memorandum pana Leepera o  Wiltonie przesłane zostało do redakcji Timesa w  maju 1917 roku. Zakładając więc nawet, że zaczął on pracę w  ministerstwie Spraw Zagranicznych w  pierwszym dniu roku 1917, mógł mieć najwyżej cztero-miesiączny staż pracy w  chwili, gdy przesyłał do Timesa ‘donos’ na renomowanego dziennikarza Wiltona o  siedemnastoletnim stażu pracy w  dzienniku. Wynik interwencji był natychmiastowy – według “Oficjalnej historii”, w  tym krytycznym okresie reportaże Wiltona zaczęły się gubić, lub ‘były ignorowane’ (redaktorem był wówczas ten sam człowiek, na którego uskarżał się Repington w  latach 1917-18, a  któremu ja sam przesłałem własną rezygnację w  1938 roku z  identycznych przyczyn – niemożności rzetelnego reportażu).

Przez jakiś czas Wilton próbował walczyć, nieustannie protestując przeciwko ‘tuszowaniu’ i  cenzurowaniu swoich reportaży, aby ostatecznie oddać ostatnią przysługę rzetelnemu dziennikarstwu przez opublikowanie książki, w  której przekazał całe swoje doświadczenie. Zidentyfikował w  niej czyny, charakteryzujące szczególne cechy reżymu: ‘antysemickie’ ustawy, akcje anty-chrześcijańskie, kanonizację Judasza Iskarioty, stempel talmudyczny szyderczo pozostawiony w  miejscu kaźni Romanowych.

Ustawa przeciw ‘antysemityzmowi’ (pojęcia nie dającego się zdefiniować) była także swojego rodzaju stemplem autorskim. Tym sposobem nielegalny, przeważająco żydowski rząd ostrzegał masy Rosjan, aby pod karą śmierci nie ważyły się wnikać w  przyczyny rewolucji. W  istocie oznaczało to wprowadzenie prawa Talmudu w  Rosji. W  ciągu czterdziestu następnych lat prawo to w  coraz większym stopniu wnikało w  strukturę Zachodu.

Krótkotrwałe epizody akcji antychrześcijańskiej podczas rewolucji francuskiej przybrały tu bardziej otwarte formy. Wysadzanie w  powietrze kościołow i  założenie Bezbożnego Muzem w  katedrze Św. Bazylego było najbardziej ostentacyjną cechą reżymu, o  którym Wilton pisał: ‘Żydzi stanowią 10% populacji Rosji; lecz 90% komisarzy rządzących bolszewicką Rosją; ogólnie ta proporcja jest jeszcza większa’. Jest to typowy przykład reportażu – gdyby chodziło tu o  ‘Ukraińców’ zamiast Żydów, nikt nie wysuwałby objekcji. W  tym jednak wypadku, gdy mowa była o  Żydach, samo podanie faktu stało się przyczyną skrytej denuncjacji.

Wspomniany przez Wiltona pomnik Judasza Iskarioty był rozmyślną aluzją do chrześcijaństwa. Głoszone w  1917 roku przez żydowskich władców hasła równości społecznej nie miały nic wspólnego z  gloryfikacją postępku z  roku 29 AD – niesposób zrozumieć istoty rewolucji rosyjskiej, jeśli nie zrozumie się symbolizmu jej uczynków.

Masakry jakie nastąpiły w  tym okresie, nosiły nieomylne piętno zemsty talmudzkiej nad ‘niewiernymi’. W  sierpniu 1918 roku, gdy Żyd Kanegisser zatrzelił innego Żyda, Uritskiego, szef piotrogradzkiej Czeka, Żyd Peters nakazał ‘masowy terror’ skierowany przeciw ludności rosyjskiej; inny Żyd, Zinowiew domagał się ‘uśmiercenia’ dziesięciu milionów Rosjan. “Biała Księga Bolszewizmu”, wydana przez rząd brytyjski w  1919 roku, odnotowuje wynikłą masakrę chłopów rosyjskich.

Najbardziej jednak wymowny był rytuał morderstwa rodziny Romanowych. Gdyby nie Wilton, sprawa ta nie byłaby znana światu, który dotąd wierzyłby że żona cara i  jego dzieci zmarły śmiercią naturalną w  ‘azylu’.*)

Car do końca dzialal zgodnie z  konstytucją, abdykując 5 marca 1917 roku za poradą swoich ministrów. W  okresie rzadów Kiereńnskiego i  bezpośrednio po nich, przez rok traktowany był dosyć przyzwoicie jako więzień w  Tobolsku pod opieką rosyjskiego komendanta i  rosyjskich żołnierzy. Gdy w  kwietniu 1918 roku do władzy doszedl reżym żydowski, rozkazem Moskwy przeniesiony zostal do Ekatirenburga. Rosyjskich strażników pilnujących domu-więzienia usunięto i  zastąpiono nie zidentyfikowanymi dotąd osobnikami. Miejscowi Rosjanie nazywali ich ‘Łotyszami’ (nie znali innych obcojęzycznych czerwonoarmiejców), lecz prawdopodobnie byli oni przybyszami z  Węgier.

Miejsce rosyjskiego komendanta zająl Żyd Jankiel Jurowski (7-go lipca). Tym samym zamknął się łańcuch żydowskich nadzorców, od centrali moskiewskiej do regionalnego Sowietu uralskiego w  Ekaterinburgu, który sprawowal kontrolę nad więzieniem. Prawdziwym władcą Rosji był w  tym czasie terrorysta Żyd Jankiel Świerdłow, przewodniczący moskiewskiej Czeka. W  Ekaterinburgu Czeka znajdowała się pod kontrolą siedmiu Żydów, z  których jednym był Jankiel Jurowski. 20-go lipca Sowiet uralski podał do wiadomości, że zastrzelił cara, a  żonę i  jego syna odesłał w  ‘bezpieczne miejsce’. Moskiewska Czeka oficjalnie potwierdziłą tą wiadomość podpisem Świerdłowa, ‘aprobując czyn regionalnego Sowietu na Uralu’. W  tym czasie cała rodzina cara już nie żyła.

Prawda wyszła na jaw przypadkiem, dzięki zdobyciu Ekaterinburga przez Białą Armię w  dniu 25 lipca; dzięki obecności w  niej Wiltona i  dzięki staraniom jej komendanta generała Diterichsa oraz słynnego kryminologa M. Sokołowa, którym udało się odgrzebać zatarte ślady. Gdy oddziały białogwardyjskie zmuszone były wycofać się, Wilton zabrał ze sobą zgromadzone dowody, które wraz z  fotografiami opublikował w  swojej książce.

Morderstwo zostało popełnione z  rozkazu Świerdłowa i  w konsultacji z  Moskwą; znaleziono dowody rozmów telefonicznych między nim, a  czekistami w  Ekaterinburgu. Jeden z  meldunków wysłanych do niego z  Ekaterinburga brzmiał: ‘Wczoraj wyjechał kurier z  dokumentami, które was zainteresują’. Kurierem tym był głowny morderca Jurowski. Prowadzący dochodzenie przypuszczali, że ‘dokumentami’ tymi były głowy Romanowych, ponieważ nie udało się im znaleźć ich czaszek.

O szczegółach zbrodni dowiedziano się od świadków, którzy nie zdążyli uciec, a  z których przynajmniej jeden był jej współuczestnikiem. 16-go lipca o  północy Jurowski zbudził cara i  jego rodzinę, kazał im zejść do piwnicy i  zastrzelił ich tam. Mordercami byli Jurowski, jego siedmiu niezidentyfikowanych cudzoziemskich wspólników, niejaki Nikulin z  miejscowej Czeka i  dwóch Rosjan, prawdopodobnie zawodowych rewolwerowców zatrudnionych przez Czeka. Ofiarą zbrodni padli car, jego żona, chory syn (którego trzymał na ręku), cztery córki, lekarz Rosjanin, służący, kucharz i  pokojówka. Pokój wyglądał jak jatka, gdy go oglądali M. Sokołow i  Wilton. Jego zdjęcie zamieszczone jest w  książce Wiltona.

Po ustaleniu okoliczności zbrodni, prowadzący śledztwo gorączkowo poszukiwali ciał, czy ich resztek; wiadomo im było, że przed ucieczką z  miasta, Jurowski chełpił się ‘iż świat nigdy się nie dowie, co zrobiliśmy z  ciałami’. Jednakże, w  końcu ziemia zdradziła tajemnicę. Ciała wywieziono pięcioma ciężarówkami do nieczynnej kopalni rudy w  lesie, poćwiartowano i  spalono przy użyciu 150 galonów benzyny. Niejaki Wojkow z  uralskiej Czeka (współpasażer Lenina w  pociągu ze Szwajcarii), jako komisarz zaopatrzeniowy dostarczył 200 kilogramów kwasu siarkowego na rozpuszcznie kości. Popioły i  pozostałe resztki wrzucono do szybu, rozbiwszy uprzednio skorupę lodu na dnie, aby mogły utonąć. Następnie zasypano szyb warstwą ziemi. Usunięcie jej uwieńczyło poszukiwania. Na wierzchu znaleziono padlinę psa, który należał do jednej z  księżniczek; pod spodem fragmenty kości, palec, i  rozmaite dające się zidentyfikować przedmioty osobiste, które nie uległy zniszczniu. Zagadkowym odkryciem był zbiór pilników, monet, folii cynkowej, itp. Wyglądało to na zawartość kieszeni ucznia i  w istocie takim się okazało; zidentyfikował je angielski guwerner chłopca, Sideny Gibbs. Starania podjęte dla usunięcia ciał i  zatarcia dowodów zbrodni wskazywały na robotę doświadczonych kryminalistów; podobne metody stosowały gangi przestępcze podczas okresu Prohibicji w  Stanach Zjednoczonych.

Dowody te, podane do publicznej wiadomośći na całym świecie, zadały kłam oświadczeniu Świerdłowa, że jedynie car został ‘zgładzony’, a  jego rodzina znajduje się w  ‘bezpiecznym miejscu’. Mordercy zaiscenizowali komediancki proces ’28 osób oskarżonych o  zamordowanie cara i  jego rodziny’. Do wiadomości publicznej podano jedynie osiem nazwisk osób, nie mających udowodnionego związku ze zbrodnią, z  których pięciu rzekomo rozstrzelano. Jeśli nawet ich nazwiska były prawdziwe, ich właściciele nie mogli mieć nic wspólnego z  tym czynem. Arcymorderca Świerdłow wkrótce został zabity w  jakichś międzypartyjnych porachunkach, za co tysiące niewnnych ludzi zapłaciło życiem w  masowych masakrach. Dla uczczenia jego udziału w  tej symbolicznej zbrodni przemianowano Ekaterinburg na Świedłowsk.

Głównym powodem, dla którego relacjonujemy szczegóły zagłady Romanowych, jest wskazanie na ‘znak firmowy’, pozostawiony na miejscu zbrodni. Jeden z  morderców, prawdopodobnie ich przywódca, upojony tryumfem pozostał w  pokoju i  zostawił pamiątkę na ścianie, pokrytej obsenicznymi i  szyderczymi napisami w  języku hebrajskim, węgierskim i  niemieckim. Między inymi był tam dwuwiersz, celowo łączący popełniony czyn z  Prawem Tory-Talmudu, dla przekazania potomności przykładu spełnienia się tego prawa żydowskiej zemsty w  rozumieniu Lewitów. Napisany był w  języku niemieckim przez kogoś parodiującego wiersz żydowskiego poety Henryka Heine o  śmierci Baltazara, wyimaginowanego potentata, którego zabójstwo przedstawione jest w  Księdze Daniela jako kara boska za znieważenie Judy:

Belsazar ward aber in selbiger Nacht
Von selbigen Knechten umgebracht.

Parodysta, sardonicznie przypatrując się miejscu jatki, zmienił słowa wiersza odnosząc je do swojego czynu:

Belsatsar ward in selbiger Nacht
Von seinen Knechten umgebracht.

Trudno było pozostawić wyraźniejszy klucz co do motywów i  tożsamości sprawców.

Rewolucja nie miała charakteru rosyjskiego; wybuch jej zdarzył się w  Rosji, lecz rewolucjoniści mieli wszędzie wysoko postawionych przyjaciół. W  tym okresie (1917-1918), po raz pierwszy szperacz historii napotyka na świadectwo skrytego poparcia komunimu przez czołowe osobistości, które już wcześniej zaczęły udzielać poparcia jego bliźniakowi – syjonizmowi. Zjawisko to wystąpowało po obu stronach frontu; gdy tylko przyszły do głosu skryte, lecz dominujące cele wojny, zanikła róznica między ‘przyjacielem’, a  ‘wrogiem’. Syjoniści, choć skupili wszystkie wysiłki na wywieranie ‘nieodpartej presji’ na polityków Londynu i  Waszyngtonu, przez długi jeszcze czas utrzymywali swą główną kwaterę w  Berlinie; komuniści najpierw otrzymali decydującą pomoc z  Niemiec, a  następnie od ich wrogów.

I tak, już na początku wojny 1914-18 roku Niemcy ‘zaczęli odsyłać do Rosji jeńców wojennych o  tendencjach rewolucyjnych, wyposażając ich w  paszporty i  pieniądze, aby szerzyli tam zamieszanie’ (z listu ambasadora Gerarda w  Berlinie do House’a). Robert Wilton wspomina, że na konferencji w  końcu 1915 roku sztaby generalne Niemiec i  Austrii oficjalnie powzięły decyzjępodburzania do rewolucji w  Rosji. Później ubolewał nad tym szef Sztabu niemieckiego, generał Ludendorff: ‘Wysyłając Lenina do Rosji rząd nasz przyjął na siebie […] wielką odpowiedzialność. Z  militarnego punktu widzenia ta podróż była usprawiedliwiona, bo chodziło o  pognębienie Rosji; lecz nasz rząd powinien się upewnić, że jej upadek nie skrupi się na nas’.

W tym wypadku można mówić o  błędzie ludzkim – posunięcie słuszne z  punktu widzenia wojskowego okazało się nieprzewidzianą katastrofą polityczną. Lecz cóż sądzić o  politykach amerykańskich i  brytyjskich, których najbardziej istotne cele militarne i  polityczne wymagały zachowania Rosji, a  którzy mimo to udzieli poparcia obcym rewolucjonistom, gotujących jej ‘pognębienie’?

Zacytowałem wyżej artykuł redakcyjny na temat rewolucji (‘[…] wolnej, prawdziwej demokracji […] sprawdzenia się nowego reżymu […]’ ), jaki pojawił się w  londyńskim Times w  czasie, gdy ignorował on reportaże swego doświadczonego korespondenta i  stracił do niego ‘zaufanie’ na podstawie otrzymanego donosu, że jest on ‘antysemitą’. Po drugiej stronie Altantyku prawdziwy władca Ameryki, pułkownik House zawierzał swemu dziennikowi podobne sentymenty. Dla niego, przeszmuglowani z Zachodu do Rosji rewolucjoniści (‘ta banda fantastycznych osobników rekrutująca się z  podziemi metropolii Europy i  Ameryki’ – według Churchilla) byli uczciwymi reformatorami agrarnymi: ‘dla spragnionych pokoju i  ziemi Rosjan bolszewicy wydawali się pierwszymi przywódcami, szczerze usiłującymi zaspokić ich potrzeby’.

Dzisiaj wszycy dobrze wiedzą, jak rozwiązali bolszewicy w  Rosji ‘głód ziemi’. Do 1917 roku, carowie i  ich ministrowie przez pięćdziesiąt lat pracowali nad złagodzeniem ‘głodu ziemi’ i  padali ofiarą morderczych zamachów. Najwidoczniej House nic o  tym nie wiedział. Po zwycięstwie rewolucji poinstruował marionetkowego prezydenta: ‘Dosłownie nie należy nic dalej robić, lecz jedynie wyrazić sympatę dla wysiłków Rosji w  kierunku ugruntowania demokracji i  zaoferować jej nasze poparcie finansowe, gospodarcze i  moralne, gdzie tylko możliwe’.a)

Można zauważyć tu podobieństwo pierwszej frazy tego zdania do artykułu redakcyjnego londyńskiego Timesa – najwidoczniej potężne zakulisowe grupy w  obu stolicach uzgodniły wspólną taktykę przedstawiania opinii publicznej fałszywego obrazu ‘prężnej’, ‘sprawnej’, wyłaniającej się demokracji. Zalecenie na początku zdania: ‘nic dosłownie dalej nie robić’, poza wyrażeniem sympatii, zaprzeczone jest w  dalszej części zdania nakazem, aby właśnie uczynić wszystko. Cóż więcej jeszcze można było uczynić poza udzieleniem ‘poparcia finansowego, gospodarczego i  moralnego, gdzie tylko możliwe’? Ta instrukcja House’a dla prezydenta zapoczątkowuje nowy rozdział polityki amerykańskiej i  dokładnie odzwierciedla politykę prezydenta Roosevelta podczas Drugiej Wojny Światowej, jak wykażemy niżej.

W ten sposób Zachód, a  raczej potentaci zachodni, sprzymierzyli się z  rewolucją światową w  walce z  Rosjanami, a  tym samym przeciwko wszystkim przeciwnikom rewolucji. W  tym okresie Winston Churchill ponownie wyraził swoją opinię o  charakterze rewolucji:

‘Oczywiście kwestionuję pretensje bolszewików do reprezentowania Rosji […] Takie powszechne pojęcie jak narodowość, jest dla nich niczym. Ideałem ich jest światowa rewolucja proletariacka. Jednym pociągnięciem bolszewicy obrabowali Rosję z  dwóch jej najcenniejszych rzeczy: spokoju i  zwycięstwa – zwycięstwa będącego w  jej zasięgu, i  spokoju, który był jej największym pragnieniem. Niemcy celowo wysłali Lenina do Rosji, aby sprowadzić jej upadek […] Gdy Lenin się tam zjawił, na skinienie jego palca zaczęły przybywać podejrzane postacie z  azylów Nowego Jorku, Glasgow, Berna, i  innych krajów’. (czytelnik zauważy, skąd sprowadzano do Rosji tych ‘rosyjskich’ rewolucjonistów). ‘Zebrał w  ten sposób czołowych przedstawicieli tej potężnej sekty, najpotężniejszej sekty na świecie […] Otoczony tymi osobnikami i  z ich pomocą, z  demoniczną sprawnością zabrał się do unicestwienia wszelkich instytucji, stanowiących podstawę egzystencji państwa i  narodu rosyjskiego. Rosja została pognębiona. Rosja musiała być pognębiona […] Cierpienia jej są straszniejsze od wszystkiego znanego w  historii. Pozbawiono ją należnego jej miejsca jako mocarstwa światowego’. (Przemówienie w  Izbie Gmin z  5-go Listopada 1919 roku).

Ten opis Churchilla dotąd nie stracił aktualności, szczególnie w  odniesieniu do ‘najpotężniejszej sekty świata’, o  której podobnie wyrażał się Bakunin, pięćdziesiąt lat wcześniej atakując uzurpację rewolucji światowej przez Żydów. Inny cytat Churchilla, który podaliśmy na poczatku tego rozdziału, wskazuje, że on także był świadomy tożsamości tej sekty.

Tak więc, talmudzcy rosyjscy współ-konspiratorzy dr  Chaima Weizmanna z  lat jego młodości, zatryumfowali w  Rosji w  tym samym czasie, gdy on sam odniósł zwycięstwo w  Londynie i  w Waszyngtonie. Od początku różniła ich jedynie orientacja ‘rewolucyjnego syniozmu’ i  rewolucyjnego komunizmu’, jak on sam przyznaje. W  swych czasach studenckich w  Berlinie, Freiburgu i  Genewie, Weizmann brał udział w  wielu ożywionych debatach na temat tych różnic, które dla przeciwników samej idei rewolucji są zupełnie nieistotne. Sekretarka pana Balfoura, Mrs Dugdale, opisuje tych debatujących bliźniaków rewolucji w  latach przygotowań, wiodących do realizacji równoczesnego tryumfu:

‘Lenin z  Trockim przejęli władzę w  tym samym tygodniu listopada 1917 roku, w  którym nacjonalizm żydowski zdobył oficjalne uznanie. W  latach poprzednich Trocki i  Weizmann co nocy wygłaszali w  przeciwległych kawiarniach genewskiej dzielnicy uniwersyteckiej swoje przeciwstawne poglądy polityczne. Obaj byli urodzeni w  Rosji […] przeciągali z  jednej strony ulicy na drugą tłumy żydowskich studentów – Leon Trocki jako apostoł rewolucji, a  Chaim Weizmann jako apostoł nieprzerwanej dwutysięcznoletniej tradycji. A  teraz, najbardziej zdumiewającym przypadkiem, obaj w  tym samym tygodniu ujrzeli spełnienie swoich marzeń’.

W rzeczywistości, kleszcze mające się zacisnąć na Zachodzie, wykute zostały przez dwie grupy rewolucjonistów ‘urodzonych w  Rosji’ (lecz nie Rosjan), którzy naciskali je z  dwu stron.

Wydarzenia moskiewskie chwilowo postawiły dr  Weizmanna i  jego wspólników w  Londynie i  Waszyngtonie w  kłopotliwej sytuacji. Swoje pretensje do Palestyny uzasadniali rzekomą potrzebą znalezienia ‘spokojnej przystani’ dla ‘prześladowanych w  Rosji’ Żydów (oczywisty non sequitur, lecz wystarczająco dobry dla ‘motłochu’). Teraz nie było już ‘prześladowania w  Rosji’. Wprost przeciwnie, w  Moskwie rządzili Żydzi, a  ‘antysemityzm’ stał się przestępstwem karanym śmiercią. Gdzież więc znaleźć Żydów potrzebujących ‘spokojnej przystani’? (Najwidoczniej z  tego względu uniemożliwiono publikację reportaży Roberta Wiltona o  naturze nowego reżymu moskiewskiego).

Rabin Elmer Berger pisze: ‘Rząd sowiecki nawet uprzywilejował Żydów jako Żydów […] rewolucja jednym pociągnięciem emancypowała tych samych Żydów, dla których według rzeczników syjonizmu nie istniało żadne inne skuteczne rozwiązanie poza syjonizmem. Żydzi sowieccy nie potrzebowali już Palestyny, czy innego azyluZnikł argument cierpienia żydowstwa rosyjskiego, którym często posługiwał się Herzl dla wydarcia od któregoś z  mocarstw przywilejów w  Palestynie’.

Nie odstraszyło to jednak dr  Weizmanna. Niezwłocznie poinformował Żydów, że nie powinni spodziewać się wytchnienia:

‘Niektórzy z  naszych przyjaciół […] pochopnie wyciągają wnioski co do przyszłości ruchu syjonistycznego po rewolucji w  Rosji. Powiadają, że obecnie usunięty został największy bodziec ruchu syjonistycznego. Żydzi w  Rosji są wolni […] Trudno o  bardziej powierzchowny i  fałszywy sąd. Nigdy nie budowaliśmy ruchu syjonistycznego na bazie prześladowań naszego narodu w  Rosji, czy gdzie indziej. Jego cierpienia nigdy nie były pobudką syjonizmu. Podstawowym motywem syjonizmu było i  jest niewzruszone dążenie Żydów do posiadania własnego domu’.

Kłamiąc, dr  Weizmann wyjawił prawdę. Prawdą jest, że przywódcy syjonistyczni w  głębi serca nigdy nie budowali swego ruchu na bazie ‘cierpień naszego narodu w  Rosji, czy gdzie indziej’; nie obchodziły ich cierpienia Żydów i  innych, spowodowane przez syjonizm. Lecz niezaprzeczalnie używali argumentu o  ‘cierpieniach naszego narodu w  Rosji’, oblegając polityków zachodnich, którzy począwszy od Wilsona niezmiennie do niego nawiązywali.

Jednakże w  tym krytycznym tygodniu, nawet odkrycie fałszu całego dowodu nie miało znaczenia, gdyż jak zauważyła pani Dugdale, rząd brytyjski był po uszy zaangażowany w  tą sprawę. Choć nie sposób było podtrzymywać iluzji o  potrzebie Żydów do ‘spokojnej przystani’, Lloyd George zoobowiązał się zdobyć Palestynę ‘dla Żydów’.

Podstawowy mankament imprezy wyszedł na jaw z  chwilą uwiązania tego kamienia młyńskiego u  szyi Zachodu. Choć strukturalna wada fundamentów budowli musiała doprowadzić do jej ostatecznej ruiny, podobnie jak stało się z  mesjanizmem Sabbatai Zewiego w  1666 roku, odtąd tragikomedia musiała być odegrana do katastrofalnego końca.

Gdyby nie pewne późniejsze wydarzenie, przedsięwzięcie umarłoby śmiercią naturalną w  ciągu kilku następnych lat i  pozostałoby w  dzisiejszych archiwach jako świadectwo kaprysu Balfoura. Wydarzeniem tym było nadejście Hitlera, które przez chwilę zapełniło lukę pozostawioną przez runięcie legendy o  ‘prześladowaniach w  Rosji’ i  u niektórych Żydów pobudziło pragnienie przeprowadzenia się nawet do Palestyny. Dla Syjonistów, gdyby Hitler sam się nie zjawił, należałoby go wymyślić – jemu zawdzięczaja oni czasowe wskrzeszenie tego wątku. Epizod hitlerowski należy do dalszego rozdziału tej książki.

Rozdział 33. Liga Walki o  Pokój ->


*) D. Reed miał doskonałe wyczucie historii. W  1977 roku wyszła książka pt. “The File on the Tsar”, w  której dwóch żydowskich autorów: Anthony Summers i  Tom Mangold próbuje na 400 stronach udowodonić, że zginął jedynie car, a  jego rodzina została bezpiecznie ewakuowana. Dyskredytując Wiltona, autorzy nie silą się na polemikę z  nim, lecz według powszechnie przyjętych teraz (i akceptowanych przez gojów) zasad, cytują ‘wrogie’ zdanie Wiltona: ‘Morderstwo cara, rozmyślnie zaplanowane przez Żyda Swierdłowa (któy przyjechał do Rosji jako płatny agent niemiecki) i  wykonane przez Żydów Gołoszczokina, Symorolotowa, Safarowa, Wojkowa i  Jurowskiego, nie było dziełem narodu rosyjskiego, lecz właśnie tych wrogich najeźdzców’. Z  rozbrajającą i  pełną oburzenia szczerością autorzy stwierdzają dalej, że taki ‘antysemicki’ reportaż ‘nie mógłby się dzisiaj w  ogóle ukazać w  druku’. Oczywiście, że nie mógłby!
Wielką sympatią panów Summersa i  Mangolda cieszą się natomiast dwaj inni ówcześni dziennikarze akredytowani w  Rosji: Herman Bernsztajn z  amerykańskiego New York Tribune i  Carl Ackerman z  New York Times. Prawdopodobnie ci nie mieli skłonności komunistycznych, lecz więź rasowa z  mordercami okazała się silniejsza od ich rzetelności dziennikarskiej. Obaj informowali świat, że rodzina cara żyje, a  Bernsztajn nawet powątpiewał o  egzekucji cara. (przyp. tłum.)

a) Wymownym przykładem witalności tego nastawienia, przeważającego w  otoczeniu prezydentów amerykańskich dwóch generacji, jest wysłana w  1955 roku przez prezydenta Eisenhowera ze szpitala w  Denver osobista nota gratulacyjna, skierowana do sowieckiego premiera Bułganina w  rocznicę Rewolucji Bolszewickiej 7-go listopada. Prawdziwie demokratyczna i  parlamentarna rewolucja, zalegalizowana abdykacją cara, miała miejsce w  marcu 1917 roku. Dzień 7-go listopada był datą obalenia prawowitego rządu przez bolszewików. Do 1955 roku amerykańscy prezydenci zwykle ostrzegali naród przed groźbą ‘sowieckiej’, czy ‘komunistycznej’ (tzn. bolszewickiej) agresji.

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.03 23:32.

Rozdział 33. Liga Walki o  Pokój

W 1917 roku, równolegle z  ujawnieniem się dwu pokrewnych sił poczętych w  Rosji – rewolucyjnego komunizmu i  rewolucyjnego syjonizmu, ujawnił się także trzeci sekretny cel wojny, którego te dwie siły były instrumentem. Był nim projekt przejęcia ‘spraw ludzkich’ przez wyposżoną w  odpowiednią siłę, arbitralną ‘światową federację’.

W tym czasie (podobnie jak dwadzieścia pięć lat później w  latach II Wojny Światowej), masy podbechtywano do zgładzenia ‘szaleńca w  Berlinie’ właśnie dlatego, że dążył on do opanowania przemocą świata. W  Anglii jeden z  proroków, jakich można będzie także znaleźć w  następnej wojnie, Eden Philpotts grzmiał:

‘Zamierzałeś zawładnąć światem, lecz zostanie ci jedynie korona spleciona z  jego przekleństw […]’. Tego typu okrzyki były powszechne. Tym niemniej, tajemny plan przygotowywany na Zachodzie miał także na celu ‘opanowanie siłą świata’ i  ustanowienie nad nim nowych ‘panów wojny’.

Była to ta sama treść ubrana w  inne słowa. To, co w  Niemczech było reakcyjnym militaryzmem pruskim, w  Waszyngtonie uznane było za jedną z  ‘postępowych’ idei House’a; to, co u  Kaisera nazwane było megalomanistyczną ambicją, w  Londynie było oświeconą ideą ‘nowego porządku światowego’. Zachodni politycy stali się zawodowymi krętaczami. W  1832 roku nawet Disraeli nie był w  stanie przewiedzieć (‘Praktyki polityczne na Wschodzie można określić jedym słowem: krętactwo’), że w  XX wieku definicja ta będzie odnosić się równie dobrze do Zachodu. Tak się jednak stało w  momencie, gdy przez poparcie syjonizmu i  rewolucji światowej, przywódcy Zachodu ulegli presji Azjatów i  zastąpili swą narodową otwartość azjatycką obłudą.

Co dziwne, najbardziej uległy z  nich Wilson początkowo buntował się i  irytował zakulisowymi próbami okiełzania go. Jak wspomnieliśmy, usiłował twierdzić, że ‘przyczyny i  cele wojny są niejasne’; a  po reprymendzie pułkownika House’a pozwolił sobie jeszcze na stwierdzenie, że obie strony wojujące dążą do ‘tych samych’ celów. Na początku swej prezydentury posunął się nawet dalej, pisząc: ‘Niedopuszczalnym jest, aby rząd Republiki tak dalece wymknął się z  rąk narodu i  służył partykularnym, a  nie ogólnym interesom. Świadomi jesteśmy, że jakiś czynnik stoi między narodem Stanów Zjednoczonych, a  kontrolą jego własnych interesów w  Waszyngtonie’. Prawdopodobnie odkrył charakter tych ‘interesów’ i  owej ‘kontroli’, za co musiał zapłacić własnym upadkiem (podobnie, jak w  następnej generacji Roosevelt).

Tym niemniej, posłużono się nim w  wylansowaniu planu ‘federacji światowej’, opartej na przemocy. Ideę tą ‘wpojono mu w  mózg’ – według wyrażenia użytego przez biografa House’a w  opisie, jak manipulował on ludzmi (i jak sam był nieświadomym objektem manipulacji). W  listopadzie 1915 roku, gdy naród amerykański z  zapałem popierał politykę prezydenta trzymania się z  dala od wojny, House pouczał go:

‘Musimy zaprzęgnąć dążenia narodu do planu, zapewniającego wywiązanie się z  międzynarodowych zobowiązań i  utrzymanie pokoju światowego’.

Twierdzenie, że plan zapewni ‘utrzymanie pokoju na świecie’, było zwykłą propagandą. Od dłuższego czasu plan ten był przedmiotem dyskusji między House, a  Sir Edwardem Grey’em (sekretarzem Spraw Zagranicznych rządu Asqitha, który miał stracić wzrok w  1914 roku, lecz w  chwili duchowego olśnienia użył słów dotąd prawdziwych: ‘Światła zgasły nad całą Europą’). Sir Grey był urzeczony ‘planem’ i  pisał do House’a: ‘Jak dotąd, prawo międzynarodowe nie miało sankcji; lekcja tej wojny uczy nas, że mocarstwa powinne zobowiązać się do nadania mu tej sankcji’. Określenie ‘sankcja’ było eufemizmem jakim posługiwali się krętacze, aby nie alarmować mas widmem ‘wojny’, czy ‘przemocy’. W  tym kontekście, według słownika określenie to oznacza ‘środki przymusu’; a  w stosunkach między narodami, jedynym efektywnym środkiem przymusu jest wojna. Żadna sankcja nie potrafi być skuteczna, jeśli nie stoi za nią groźba wojny. Stąd też według koncepcji Grey’a, wojny można wyeleminować wypowiadając im wojnę. Był on człowiekiem prostolinijnym, lecz najwidoczniej obałamuconym. Inicjatorzy wielkiej ‘idei’ wiedzieli, co należy przez nią rozumieć (w naszych czasach wszyscy o  tym wiedzą).

W 1916 roku Wilson został już należycie pouczony przez pułkownika House o  swych obowiązkach, tak że w  maju na meetingu nowej organizacji, zwanej oficjalnie ‘Ligą Walki o  Pokój’,1) publicznie zadeklarował swe poparcie dla ‘planu’. Wilson nie wiedział nic o  jego charakterze – ‘nie wydaje się, aby poważnie przestudiował on program Ligi Walki o  Pokój’ (Z “Prywatnych Dokumentów” House’a).

Było to wskrzeszenie wcześniejszej ‘Ligi walki o  pokój’, która (jak to Lord Robert Cecil określił w  liście do House) ‘w rzeczywistości stała się ligą utrzymania tyranii’. W  1916 roku opinia Ameryki przejrzała grę zakamuflowaną tym określeniom i  nie dała się wciągnąć w  tak oczywistą pułapkę. Senator George Wharton Pepper wspomina: ‘Ciesząca się znacznym wsparciem finansowym organizacja, trafnie mieniąca się »Ligą Walki o  Pokój«, sama ułatwiła nam zadanie podkreślając, że zgodnie ze swoją nazwą ta Konwencja’ (Ligi Narodów) ‘zamierza działać przemocą […] W  przeciwieństwie do niej, stale kwestionowaliśmy uciekanie się do przemocy, uważając ją za nieskuteczny i  niebezpieczny środek […] Oczywistej daremnościposługiwania się międzynarodową przemocą, przeciwstawiałem bardziej realne i  skuteczne koncepcje konferencji międzynarodowych i  deklarowałem się jako ich zwolennik, nieodmiennie oponując ideom ligi opartej na sile’.

Choć obłudni politycy wkrótce porzucili nazwę ‘Ligi Walki o  Pokój’, zrodzona z  ‘planu’ ‘Liga Narodów’ była jego oczywistą kontynuacją – celem jej było poddanie narodowych sił zbrojnych pod kontrolę organizacji ponad-narodowej i  użycia ich do ‘kierowania ludzkimi sprawami’ w  sposób odpowiadający jej własnym celom. Ten stan rzeczy utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Podobnie jak wcześniej w  kwestii syjonizmu, tak i  teraz prezydent Wilson urobiony został na długo przed momentem krytycznym (publicznym oświadczeniem z  maja 1916 roku); a  z chwilią przystąpienia Ameryki do wojny (w kwietniu 1917 roku) zadeklarował jej zaangażowanie w  dążeniu do ‘nowego porządku międzynarodowego’. Oświadczenie to zbiegło się z  momentem wybuchu rewolucji rosyjskiej i  z Deklaracją Balfoura.

W ten sposób Zachód stał się świadkiem realizacji trzech wielkich ‘planów’, z  których ostatni był ukoronowaniem dwu poprzednich. Jego myślą przewodnią było zniszczenie państw narodowych, w  czym odbija się ubrany w  nowoczesną formę stary konflikt między Starym, a  Nowym Testamentem; między Prawem Lewitów, a  przesłaniem Chrześcianizmu. Jedynym znanym oryginalnym źródłem idei ‘zniszczenia narodów’ jest Tora-Talmud. Co prawda, według House’a niemożliwym jest dotarcie do źródeł jakiejkolwiek idei, lecz w  tym wypadku ślady jej – niezatarte przez dwadzieścia pięć stuleci, prowadzą wyraźnie do roku 500 BC. Przyjmując nawet, że jakieś wcześniejsze wyznanie wiary mogło być oparte na podobnej ‘destruktywnej idei’, próżno szukać jego śladów w  historii. Natomiast w  Torze i  Talmudzie idea ta przetrwała niezmieniona przez pokolenia. Nowy Testament jest jej zaprzeczeniem – mówi o  ‘zaślepieniu narodów’, lecz nie o  ich zniszczeniu. Apokalipsa św. Jana przepowiada dzień, w  którym nastąpi kres zwodzenia narodów. Ktokolwiek chciałby interpretować to proroctwo, może dopatrzyć się w  Lidze Walki o  Pokój i  w jej pochodnych narzędzia owego ‘zwodzenia’ i  jej ostateczny upadek.

Powziąwszy decyzję o  konieczności ustanowienia ‘nowego porządku międzynarodowego’ i  skłoniwszy prezydenta Wilsona do jej zadeklarowania, House (jak podaje Howden) powołał organizację dla opracowania projektu o  nazwie ‘Inquiry’. Jej prezesem został jego szwagier dr  Sidney Mezes (ówczesny kanclerz nowojorskiego College), a  sekretarzem Walter Lippman (dziennikarz The New Republic). Dr  Izajasz Bowman (dyrektor Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego) miał służyć jako ‘osobisty konsultant’.

Jak widać, grupa ludzi postawiona na czele ‘Inquiry’ była przeważająco pochodzenia żydowskiego (choć bez udziału Żydów Rosyjskich, co wskazywałoby na prawdziwy charakter nadrzędnej władzy, określonej przez dr  Kasteina jako ‘Międzynarodówka Żydowska’). Stąd też inspiracja żydowska wyraźnie przebija w  opracowanym przez nią planie. Tak wyglądał według . Howdena plan ‘Konwencji dla Ligi Narodów’, do którego House przyłożył pióro w  lipcu 1918 roku. ‘Prezydent Wilson nie był autorem, ani też nie pretendował do autorstwa Konwencji’. Takie były początki Ligi Narodów.

Równolegle ze zbliżającą się Konferencją Pokojową, House przygotowywał się do wylansowania owego ‘nowego porządku światowego’. Już jej pierwsze akty wskazywały na tożsamość grupy kontrolującej rządy zachodnie. Od początku do końca jednym z  głównych, jeśli nie najważniejszym tematem konferencji była sprawa syjonizmu i  Palestyny (kwestie w  ogóle nie znane szerszej publiczności przed wybuchem wojny 1914-18 roku).

Tym prawdopodobnie można tłumaczyć u  prezydenta Wilsona momenty egzaltacji, przerywające jego długie okresy przygnębienia. Siedzący przy jego boku rabin Stephen Wise tak potrafił przedstawić mu sprawę Palestyny, iż zachwycony prezydent mamrotał do siebie: ‘Pomyśleć tylko, że ja, syn pastora, mogę się przyczynić do przywrócenia Ziemi Świętej jej ludowi’. Przeglądającemu się w  zwierciadle historii prezydentowi wtórował nieodłączny rabin, porównując go do ‘perskiego króla Cyrusa, który umożliwił Żydom swojego królestwa powrót do Jerozolimy’. Król Cyrus po pięćdziesięciu latach wygnania pozwolił rdzennym Judajczykom na powrót do Judy; zadaniem prezydenta Wilsona miało być przetransplatowanie zjudeizowanych Chazarów z  Rosji do kraju, który prawdziwi Żydzi opuścili osiemnaście wieków wcześniej.

Po drugiej stronie Atlantyku dr  Weizmann przygotowywał się do Konferencji Pokojowej. Był on w  tym czasie jednym z  najbardziej wpływowych ludzi na świecie, potentatem (czy też emisarjuszem potentatów), przed którym płaszczyli się ‘premierzy-dyktatorzy’ Zachodu. W  1918 roku, gdy los Anglii zawisł na szali walącego się Frontu Zachodniego, król angielski wstrzymał wszystkie audiencje. Jednakże na naglące użalania się Weizmanna, Balfour natychmiast restytuował jego audiencję. Gdyby nie to, że odbyła się ona w  Pałacu Buckingham, można by sądzić, iż to dr  Weizmann udziela audiencji monarsze. Podczas II Wojny Światowej zachodni politycy próbowali wytumaczyć dyktatorowi sowieckiemu Stalinowi znaczenie Watykanu w  świecie. Zapytał wtedy obcesowo: ‘Ile dywizji ma Papież?’ Tak przynajmniej głosiła anegdota, popularna w  klubach i  barach, wydająca się prostemu ludowi kwintesencją prawdy zawartej w  kilku słowach. Sprawa dr  Weizmanna wskazuje na fałszywość podobnego pytania. Bez jednego żołnierza, on sam, z  reprezentowaną przez siebie międzynarodówką, potrafił wymusić kapitulację, do której dotąd niezbędne były zwycięskie armie.

Jednakowo pogardzał kapitaluntami jak i  scenami swoich tryumfów. Pisał do lady Crewe: ’Tak samo nienawidzimy antysemitów, jak i  filosemitów’. Filosemitami takimi, w  zrozumieniu dr  Weizmanna byli Balfour, Loyd George i  wielu innych ‘przyjaciół’, którzy prześcigali się w  usłużności wobec człowieka, który nimi pogardzał. Co do samej Anglii, w  dwadzieścia lat później dr  Weizmann, przypatrując się dzikim zwierzętom w  Parku Krugera, zamruczał pod nosem: ‘Cudownie byćzwierzęciem w  południowoafrykańskim rezerwacie – o  wiele lepiej, niż być Żydem w  Warszawie, czy nawet w  Londynie’.

W 1919 roku dr  Weizmann postanowił odwiedzić swoje przyrzeczone królestwo. W  momencie jego przyjazdu do Palestyny rozpoczęła się właśnie niemiecka ofensywa we Francji, wykrwawione wojska brytyjskie były w  odwrocie, a  ‘większość alianckich oddziałów wycofywano z  Palestyny dla wzmocnienia frontu we Francji’. W  takim momencie Weizmann zażądał ceremonialnego podłożenia kamienia węgielnego pod Uniwersystet Hebrajski. Lord Allenby protestował, wskazując że ‘Niemcy stoją prawie u  wrót Paryża’. Dr  Weizmann zareplikował, że ‘to tylko jeden z  epizodów’. Lord Allenby uparcie odmawiał; dr  Weizmann nalegał. Doprowadzony do ostateczności lord Allenby zwrócił się do Balfoura, który natychmiast wysłał depeszę nakazującą mu ustąpić. Z  wielką pompą, przy udziale oficerów, oddziałów i  gwardii honorowej, dr  Weizmann przewodniczył ceremonii na górze Scopus, zakłócanej jedynie dalekim odgłosem toczącej się bitwy angielsko-tureckiej.

(Pamiętam te dni we Francji. Nawet dodatkowe pół miliona żołnierzy brytyjskich mogłoby przeważyć szalę bitwy; zaoszczędzić tysiące istnień ludzkich; prawdopodobnie zakończyć wojnę wcześniej. Hekatomba wojsk franuskich i  brytyjskich we Francji była okazją do syjonistycznego święta w  Palestynie).

Po zakończeniu wojny, w  dniu 11 listopada 1919 roku jedynym gościem na obiedzie u  Lloyd George’a był nie kto inny jak dr  Weizmann, który zastał swego gospodarza ‘prawie we łzach, czytającego Psalmy’. Potem z  okien siedziby premiera na Downing Street wódz syjonistów patrzał, jak zniknął on, uniesiony na ramionach rozentuzjazmowanego tłumu do Westrminster Abbey na dziękczynne nabożeństwo.

Masy i  ‘kierownicy’ – czy ktokolwiek z  tłumu zwrócił uwagę na wysoko sklepioną czaszkę, brodatą twarz i  przysłonięte ciężkimi powiekami oczy, wyglądającą zza okna przy Downing Street 10?

Potem dr  Weizmann przewodniczył delegacji syjonistów na Konferencji Pokojowej 1919 roku, na której miano ustanowić ‘nowy porządek świata’. Poinformował dostojną Radę Dziesięciu, że ‘Żydzi najwięcej ucierpieli ze wszystkich narodów’. Politycy 1919 roku nie zareagowali nawet jednym słowem na tą zniewagę milionów poległych na wojnie. Znalazł sie wszakże jeden protestujący Żyd francuski, Sylwain Lewi, który próbował przemówić im do rozsądku. Wskazał, że:

Po pierwsze – Palestyna jest małym ubogim krajem, liczącym 600 000 Arabów, których Żydzi cieszący się wyższym standartem życia nie omieszkają wydziedziczyć z  ich posiadłości; po drugie – emigrantami do Palestyny będą przeważnie Żydzi rosyjscy, znani z  wybuchowego temperamentu; po trzecie – utworzenie w  Palestynie państwa żydowskiego wzbudzi u  Żydówniebezpieczny precedens rozdwojonej lojalności.

Te trzy ostrzeżenia, które sprawdziły się co